Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Komorowski, ty hot-dogu Drukuj
Tomasz Piątek   
10.06.2010
Lepiej w stoczni być młotkowym, niż na obiad iść z gajowym. Lepiej w stoczni być spawaczem, niż na obiad iść z wąsaczem. Te słowa powtarzałem sobie dzisiaj po cichu, uczestnicząc w tak zwanym obiedzie artystów z Bronisławem Komorowskim. Tu każdy może zadać pytanie: po jaką cholerę iść na obiad z Komorowskim? Komorowski wydaje się być wskazany raczej wieczorem, jako antidotum na bezsenność (i nie mam tu na myśli dzikiego wąsatego seksu, raczej przeczytanie dowolnego wywiadu z Wielkim Łowczym RP). Na moje usprawiedliwienie powiem, że byłem bardzo głodny. A poza tym miałem nadzieję, że przy okazji spotkania artystów z Prawie-Na-Pewno-Już-Prezydentem odbędzie się jakaś debata, rozmowa… Oczywiście, byłem kosmicznie głupi. Spotkanie polegało na tym, że w podziemiach Zamku Królewskiego (tych od strony Wisły, najbardziej narażonych na lanie wody) postawiono kilka stołów, kilka podgrzewanych tac z żarciem i jeden mikrofon. Za tym jednym jedynym mikrofonem stanął najpierw urzędowy likwidator polskiej kultury, minister Zdrojewski i powiedział kilka ciepłych słów o wszystkim. Potem stanął za mikrofonem sam marszałek Komorowski i też powiedział kilka ciepłych słów o wszystkim, a także o tym, że popiera ideę, aby jeden procent budżetu przeznaczyć na kulturę. Beata Chmiel z Obywateli Kultury genialnie wyczuła sytuację i podsunęła kandydatowi petycję o takie zwiększenie dotacji na kulturę. I co miał biedny marszałek zrobić, podpisał. Aparaty fotograficzne zasyczały, rejestrując to wydarzenie. Zebrani w lochu artyści też syczeli i przeklinali po cichu (ministra i marszałka). Potem mikrofonu nie udostępniono już nikomu, a jakaś pani wyglądająca tak dziwnie, jakby była co najmniej żoną Komorowskiego, prosiła wszystkich, aby usiedli do stołu i wreszcie jedli, no bo przecież po to tu przyszli. Zapowiedziała, że marszałek „jeszcze przejdzie między stolikami”. Jak rozumiem, brak debaty miało nam wynagrodzić to, że otrzemy się o dostojne ciało, kiedy będzie się przepychało między jedzącą tłuszczą. Trefnisie i minstrele, jak wiadomo, przede wszystkim pragną napchać kałdun i uzyskać poklepanie przez księcia pana, a gdy to dostaną, wtedy zacnie go wychwalają.
 
Kiedy dostojne ciało zaczęło się przepychać między stolikami, złapałem je za guzik. Miałem ze sobą kartkę z głupimi pytaniami, które uprzednio sobie przygotowałem. Pierwsze głupie pytanie, które zadałem, brzmiało tak: Panie Marszałku, jeśli zostanie pan prezydentem, to czy zawetuje pan ustawę budżetową, jeżeli kwota przeznaczona w niej na kulturę będzie niższa niż jeden procent? Dostojne ciało uśmiechnęło się w odpowiedzi i to dwukrotnie. Za drugim razem był to uśmiech pobłażliwy i łagodny, ale ten pierwszy był raczej brzydki. „Proszę pana, hmmm, hmmlllm, hmmmlummm, pezydent nie może zawetować budżetu, tak samo, jak nie może zawetować konstytucji” - powiedziało. Nie wspomniało o tym (a powinno, bo intencja mojego pytania była jasna), że prezydent może blokować uchwalenie ustawy budżetowej inaczej, przez wysłanie jej do Trybunału Konstytucyjnego, na przykład. Nie wspomniało i ja również nie wspomniałem, bo nie pamiętałem, ale też nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, że obietnice Komorowskiego o poparciu dla akcji „1 procent na kulturę” nie będą mieć żadnych praktycznych konsekwencji. A więc są klasycznym przykładem tak zwanego picu na wodę.
 
Drugie głupie pytanie, które zadałem brzmiało tak: Panie Marszałku, jeśli zostanie pan prezydentem, to czy podpisze pan ustawę wywłaszczającą tak zwany Kościół katolicki z muzeów, teatrów i szkół przejętych przez tę organizację? ”Hmm, hmmlll, hmmmlum - zabulgotał Komorowski w odpowiedzi - To skomplikowane pytanie… Proszę pana, my się lepiej z Kościołem nie rozliczajmy, bo jeszcze te rozliczenia wyjdą na naszą niekorzyść, no bo dzieła sztuki na przykład. Nie możemy na pewno Kościoła wywłaszczyć, tylko coś wykupić, bo własność jest święta”. Jasne. Własność jest święta, ale tylko pod warunkiem, że jest to własność Kościoła katolickiego (no bo najwyraźniej jeśli Kościół święty, to święte też są jego budynki, posiadłości, samochody i kapcie proboszcza). Własność państwa już nie jest święta i można ją radośnie przekazywać Kościołowi katolickiemu. Moralność katolicka powinna się nazywać kalicka - od tego Kalego, który roił się Sienkiewiczowi w jego rasistowskich snach. Zły uczynek jest wtedy, gdy ktoś ukraść Kościół katolicki krowa. Dobry uczynek jest wtedy, gdy Kościół katolicki ukraść komuś krowa. Nie mówiłem o tym jednak Komorowskiemu, bo po co mówić o krowach myśliwemu? Nie o to mi chodziło. Chodziło mi o coś zupełnie innego. Przed rozmową z Komorowskim wypisałem sobie moje pytania na kartce - i na tej kartce pod każdym pytaniem wypisałem sobie trzy możliwe odpowiedzi. T czyli Tak, N czyli Nie i K czyli Komorowski. Ta ostatnia możliwość oznaczała: „Typowa odpowiedź Komorowskiego”.
 
Na każde z zadanych pytań otrzymałem odpowiedź K. Przed zadaniem pytań pokazałem kartkę wielu osobom obecnym na sali, wyjaśniłem znaczenie literek i potem, kiedy marszałek mi odpowiadał, mieliśmy trochę zabawy. Później popatrzyłem sobie jeszcze przez chwilę, jak artyści, którzy przed chwilą kuluarowo przeklinali marszałka, teraz mu się kłaniają, łapią za rękę, przyciągają do swych stolików, jak marszałek łaskawie się nachyla, jak próbują rozpaczliwie tłumaczyć, błagać, nadskakiwać - i wyszedłem. Na podgrzewanych tacach coś bulgotało niczym sam Komorowski. Pewnie dziczyzna, którą lubię tak samo jak marszałek, a pewnie i bardziej. Byłem głodny jak cholera. Ale uznałem, że jedzenie komuś z ręki to jednak pozycja nazbyt niewygodna, nie tylko ze względów anatomicznych. Ten wariant hot-doga nie wchodzi w rachubę. Za mną wyszło paru artystów, którzy jeszcze przed chwilą nadskakiwali panu marszałkowi, a teraz gratulowali mi odważnych pytań. Wtedy dotarło do mnie, gdzie żyję. www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
thomas  - piękne   |15.06.2010 15:40:08
uśmiałem się jak norka

wisielczo
Sosek  - awans!   |21.06.2010 16:52:18
Niniejszym Panie Piątek otrzymuje Pan awans na Pana Sobotę!!! Gratuluję
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.75431 Seconds