|
Na początek pragnę uspokoić Szanownych Państwa Prawicowców, którzy czasem zaglądają na nasz portal tylko po to, żeby pobiadolić: „Łojejejej, boję się, straszni krwawi komuniści z Krytyki Politycznej szykują nam rzeź” (często formułują to bardziej agresywnie, ale prawdziwa treść jest zwykle taka). No więc proszę się nie bać: ten tekst będzie zarówno katechizmem rewolucji pokojowej i nie wyniknie z niego na przykład, że wszystkie prywatne firmy i marki trzeba natychmiast upaństwowić. Wręcz przeciwnie: ja osobiście dla niektórych prywatnych firm i marek, które wciąż opierają się późnokapitalistycznym trendom i nie sprzedają gówna, mam po ludzku spory podziw. Dlatego pozwolę sobie na mały performans i zamieszczę tutaj w felietonie UCZCIWĄ REKLAMĘ. Całkowicie prawdziwą i całkowicie bezpłatną:
REKLAMA – REKLAMA – REKLAMA – REKLAMA – REKLAMA
Jestem narkomanem i alkoholikiem. Przez kilkanaście lat używałem heroiny, także dożylnie, także kompotu. Złapałem nieraz pirogena i w końcu dorobiłem się wirusowego zapalenia wątroby typu C. Mam nadal wszystkie zęby. Wszystkie są zdrowe. Tylko raz w życiu miałem leczenie kanałowe. Przez cały czas używałem pasty Elmex. Elmex. Ostatnia prawdziwa pasta.
KONIEC REKLAMY – REKLAMY – REKLAMY – REKLAMY
Tyle dla prawicy. Więcej specjalnych względów dla Szanownego Prawicowego Państwa w tym tekście już nie będzie. Wręcz przeciwnie, będziemy mówić o pewnego rodzaju twardej miłości, „tough love”, jaką trzeba stosować wobec tych bliźnich, którym prawicowe złogi nadal utrudniają myślenie.
Drogie Towarzyszki, Drodzy Towarzysze
Przez ostatnie lata uprawiałem publicznie i prywatnie coś w rodzaju pracy multi-tłumacza. Tłumaczyłem neoliberalną sieczkę pojęciową na język prawdziwego liberalizmu, a potem tłumaczyłem z liberalnego na lewicowe. Robiłem to po to, aby pomoc ludziom wierzącym w neolib oddzielić swoje marzenia i aspiracje, nieraz słuszne, od tegoż neolibu. Na najprostszym poziomie: Chcesz mieszkać bezpiecznie? Zamiast płacić grubą kasę za dom na strzeżonym osiedlu, płoty, ochronę, alarmy i system telewizji przemysłowej – zapłać trochę wyższy podatek, zainwestuj w socjal. A przy okazji zrobisz jeszcze dobry uczynek (to samo proponował swoim czasie Amerykanom Luttwak, ortodoksyjnie prawicowy republikanin…). Nie chcesz być przez całe życie otoczony chamami? Zamiast wydawać grubą kasę na nieustanne wycieczki do bardziej cywilizowanych miejsc, zapłać trochę wyższy podatek, zainwestuj w edukację. Jesteś matką i chcesz pracować? Zamiast wydawać grubą kasę na baby-sitterki, zapłać trochę wyższy podatek, żeby były przedszkola.
Oczywiście, na takie dictum odpowiedzią było larum: „Łojejejej, ale przecież państwo jest zawsze gorsze od firmy prywatnej, zawsze rozkradnie, zmarnuje, zagłodzi dzieciaka”. Tu też odpowiedź była prosta: „Państwo rozkradnie, zmarnuje, zagłodzi, jeśli mu się nie patrzy nieustannie na ręce. Trzeba umieć protestować, gdy jest powód, protestować głośno i szybko. Wysyłać listy, powiadamiać zwierzchników i media, robić dym w internecie. Kiedy wszyscy tak reagują, wtedy państwo jest grzeczne i uczciwe jak Szwed z Norwegiem razem wzięci. Na tym polega demokracja. I od tego nie ma ucieczki. W kapitalizmie też trzeba się użerać, zgłaszać reklamacje, tropić firmy-krzaki, co to nas oszukały i zapadły się pod ziemię, albo przez dwa tygodnie udają, że nie wiedzą, o co chodzi. Szanowni Państwo już się zorientowali, że wolny rynek nie zapewnia uczciwości, a konkurencja nie zawsze służy jakości usług, czyż nie?”
Tak robiłem przez kilka lat i było to dobre. Ale głównie dla mnie. Coraz lepiej udawało mi się tłumaczyć pojęcia liberalne na lewicowe i wkomponowywać w lewicowy światopogląd te zdobycze liberalizmu, które są naprawdę cenne i szkoda byłoby je utracić. Natomiast nie było to do końca skuteczne, jeśli chodzi o krowę na rowie, czyli większość moich Szacownych Rozmówców.
I pewnego dnia nagle zrozumiałem: „Po cholerę ja im cokolwiek tłumaczę? Jeśli ja im coś tłumaczę, to znaczy, że ja mam problem. A nikt nie chce słuchać o cudzych problemach, więc nic dziwnego, że mnie nie słuchają. Natomiast jeśli ja po prostu jestem inny i mówię innym językiem, którego oni nie rozumieją, to wtedy oni mają problem, że nie rozumieją. Nieraz się wkurwiają, a więc mają duży problem. W takiej sytuacji oni sami próbują zrozumieć, zbliżyć się, czasem agresywnie, ale agresja zwykle tylko maskuje zaciekawienie, dreszczyk wobec nieznanego. Niech więc mają problem, niech się interesują, niech sami sobie tłumaczą z mojego na swoje. Jak coś im się uda zrozumieć, to będzie ich własny sukces. Polubią ten sukces, a przy okazji polubią ideę, którą zrozumieli. W ten sposób sami sobie wkomponują lewicowe pojęcia do swojego światopoglądu. O wiele lepiej niż wtedy, kiedy ja próbowałem zrobić to za nich”.
Dlatego, Drogie Towarzyszki, Drodzy Towarzysze, proponuję Wam: nic nie tłumaczcie. Nic nie wyjaśniajcie, nie ma po co. Mówcie swoje – a przede wszystkim to wy każcie im szukać odpowiedzi. Zadawajcie pytania. Niech oni spróbują odpowiedzieć, niech oni się pomęczą.
Oto przykładowe pytania czyli podstawowy katechizm rewolucjonisty:
- Dlaczego nie ma przedszkoli?
- Dlaczego jak dają w kinie rozrywkowy amerykański film, to większa część publiczności nie jest w stanie śledzić fabuły? Jak to się stało, że po dwudziestu latach jesteśmy głupsi od Amerykanów?
- Dlaczego nie ma związków zawodowych w firmach prywatnych?
- Dlaczego jak pracownik supermarketu chce się wysikać, to musi prosić szefa o pozwolenie? A jak siedzi na kasie, to dlaczego siusia do pampersów?
- Dlaczego pracownice, które wygrały z Biedronką, przez lata nie mogły znaleźć następnej pracy?
- Dlaczego pracownicy nie dostają pensji miesiącami? I dlaczego zawsze słyszą od pracodawców, że to wina ZUS-u albo Urzędu Skarbowego?
- Dlaczego inspektorzy Urzędu Skarbowego są wynajmowani przez prywatne firmy, które w ten sposób robią sobie nawzajem Dziki Zachód?
- Czy w lekturach szkolnych jest Żmichowska, Zapolska, „Marta“ Orzeszkowej, Brzozowski, Boy-Żeleński?
- Dlaczego likwiduje się biblioteki publiczne i szkolne?
- Dlaczego pieniądze na kampanię wyborczą dostają tylko te partie, które już są w parlamencie?
Pytajmy. To lepsze niż tłumaczenie, nawet najbardziej logiczne. Bo żeby coś w Polsce i w świecie zmienić, trzeba obudzić nie tylko umysł. Także serce. A żeby to zrobić, trzeba ludzi zaangażować, wciągnąć. Kiedy tylko dochodzi do dyskusji – rzucajmy im piłkę i niech sami coś z nią zrobią.
Proszę o dopisywanie w komentarzach pytań, które można byłoby dołączyć do tego katechizmu.
www.tomaszpiatek.pl
Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i w piątki.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...