|
Najpierw małe wyjaśnienie dla tych,
których mógł zwieść tytuł tego felietonu: to nie będzie tekst
o jednym dniu z życia narkomana. To będzie tekst o jednym dniu na
wakacjach. Są wakacje i ja też je mam. Wakacje w moim przypadku
oznaczają trzy dni na działce. Na dłuższy i dalszy wyjazd praca
nie pozwala. Takie czasy.
Działka znajduje się jakieś
kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, wśród lasów, i pierwsza
rzecz, jaką zrobiłem, to zabrałem Martyna i jego kolegę do lasu
na grzyby. Obaj mają po szesnaście lat i spędzają życie przed
ekranem komputera. Las okazał się dla nich szokiem: za dużo
pająków, za dużo mrówek. Kiedy tylko zagrzmiało, pojawił się
problem piorunów: czy piorun w nas trafi. A gdy spadły pierwsze
krople deszczu, zapanowała panika i chłopcy stwierdzili, że
wracają na działkę. Pobiegli drogą i oczywiście zmokli o wiele
bardziej niż ja, który zostałem w lesie i drzewa chroniły mnie
przed deszczem.
Gdy zostałem sam, znalazłem trochę
kurek i podgrzybków, ale jeszcze więcej śmieci. I tu pewna nowość:
w lesie pojawiły się śmieci ekologiczne. To znaczy opakowania po
produktach ekologicznych. To znak przemian zachodzących w okolicy.
Pod lasem pobudowali sobie domki miastowi. Oni, w przeciwieństwie do
tubylców, robią zakupy ekologiczne. Ale podobnie jak tubylcy śmieci
po zakupach wyrzucają do lasu.
Kiedy wróciłem na działkę, dopadła
mnie wszechobecna firma Konsalnet. Przyjechała na nasze odludzie
poinformować nas, że jeśli zrezygnujemy z naszej dotychczasowej
agencji ochroniarskiej i wybierzemy Konsalnet, to wyjdzie nam taniej.
Podziękowaliśmy grzecznie, chyba nie skorzystamy. O Konsalnecie,
jego esbeckich koneksjach, jego wszechobecności i potędze pisałem
już kiedyś tutaj. Być może właśnie dlatego do mnie przyjechali,
he he.
Hania stwierdziła jednak, że tak w
ogóle to warto byłoby zmienić agencję ochroniarską, bo kilka
dni wcześniej, jak przypadkiem uruchomiła alarm i wył przez pięć
minut, to nikt nie przyjechał. Wytłumaczyłem jej, że nasza
agencja działa na trochę innych zasadach i nie szybkość
reagowania na alarm jest jej główną zaletę. Otóż kiedy kupiliśmy
tę działkę, w ciągu dość krótkiego czasu mieliśmy
siedemnaście włamań do domku. A sąsiadowi, który na działce
obok zrobił sobie w domku marmurowy kominek, włamywacze rozwalili
ten kominek, pokruszyli go na kawały jakimś młotem czy łomem.
Potem zaoferowała nam swoje usługi agencja ochrony. Przyjęliśmy
te usługi i włamania się natychmiast urwały. Podobno ochroniarze
pojechali do pobliskiej wsi i powiedzieli, że jeśli będzie jeszcze
jedno włamanie, to połamią wszystkim mieszkańcom ręce i nogi.
Jestem ciekaw, jak skomentowałby tę
całą sytuację ortodoksyjny liberał. Co wydałoby mu się bardziej
nikczemne: postawa mieszkańców wsi („skoro ja nie mam marmurowego
kominka, to niech nikt nie ma”) czy postawa agencji ochroniarskiej,
która po mafijnemu ich zastraszyła. Ortodoksyjny
liberał pewnie w końcu poparłby ochroniarzy i ich mafijne metody:
zaradną jednostkę, którą stać na marmurowy kominek, trzeba
chronić przed zemstą mniej zaradnych. Chodząc z psem po polu,
prowadziłem w myślach rozmowę z wyimaginowanym ortodoksyjnym
liberałem. Widzisz, mówiłem, nie może być tak, że bardziej
zaradne jednostki mają marmurowe kominki, a inne żyją w głębokiej,
rozpaczliwej biedzie. Tego po prostu nie da się tak zorganizować,
żeby zaradna jednostka mogła sobie egzystować razem ze swoim
kominkiem w totalnym oddzieleniu od biedaków. Wspólnotowość,
którą próbujesz odrzucić, przyjdzie w
postaci zemsty i rozbije ci kominek młotkiem. Nie jest więc tak,
że mamy wybór: indywidualizm albo wspólnotowość. Mamy do wyboru
tylko złą wspólnotowość zemsty albo dobrą wspólnotowość
solidarności, redystrybucji dochodów, socjaldemokracji. Wybierzmy
to drugie. Tak mówiłem, a liberał nie odpowiadał.
A w nocy przyśnił mi się proboszcz,
który kazał pięknie umaić kościół z okazji wojny w
Afganistanie. Ciekawe, co to znaczy.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...