|
Ostatnie dni spędziłem na jakiejś parszywej górze, gdzie dziobał mi wątrobę wyrośnięty i uporczywy kanarek. Dopiero teraz mogłem więc przeczytać tekst Szekspir? To nie on! Janusza Rudnickiego, opublikowany w „Gazecie Wyborczej”. Janusz Rudnicki jest świetnym pisarzem (jego opowiadanie o tym, jak należy kupować blat do stołu w Niemczech, jest nie tylko bardzo przyjemne w czytaniu, ale jest też niezłą szkołą życia). Poza tym Rudnicki to człowiek niezwykle sympatyczny, ostatni chyba wyznawca PRL-owskiej szkoły pisarskiego lansu, która polegała na tym, że pisarz chodził w półkożuszku po ulicy i mówił głośno. Znam mniej sympatyczne szkoły. Niestety, Janusz Rudnicki uległ w swoim tekście miazmatom feudalizmu i ten błąd ideologiczny wartościowego twórcy w jego dobrze pojętym interesie musimy tutaj naprostować. Te feudalne miazmaty wylewały się dotąd na świat poprzez pokątne, broszurowe, a potem internetowe spekulacje spiskowo-sensacyjno-przebierankowe na temat domniemanej tożsamości autora dramatów Szekspira. Już u zarania tej debaty uciął ją Mark Twain, pisząc, że dramatów Szekspira nie napisał Szekspir, tylko zupełnie inny człowiek, urodzony w tym samym miejscu i czasie, który też nazywał się Szekspir. Niestety, niewielu posłuchało amerykańskiego głosu rozsądku i debata trwała w najlepsze, a po roku 2000 wylała się z internetu w postaci różnych powieścideł, które zgodnie z anglosaskim zamiłowaniem do aliteracji musiały się oczywiście nazywać: Szyfr Szekspira, Wniknięcie w Wiliama, Horror Hamleta czy jakoś tak. Od wielu, wielu lat ludziska nie mogą pogodzić się z tym, że chłopak z ludu, a w każdym razie mocno zubożałego drobnomieszczaństwa, z prowincji, żaden arystokrata, pogardzany aktorzyna, a pod koniec życia kupiec, napisał najwspanialsze dzieła literatury angielskiej i światowej. Rudnicki popada w ten sam błąd. Pisze: „Z Szekspirem Williamem było tak, że urodził się w miasteczku Stratford-upon-Avon i żył rzeczywiście, ale to już w zasadzie wszystko. Ojciec ze stanu chłopskiego, później radny, ale ponad swój stan nie podskoczył, poza tym źle prowadził interesy, rodzina zubożała. Matka ze stanu szlacheckiego, ale bez znaczenia, jedyne, co jej wyszło, to dzieci z brzucha, William miał ośmioro rodzeństwa. W przeciętnym mieście kończy coś w rodzaju dzisiejszej przeciętnej szkoły średniej, w której, poza łaciną, poziom jest przeciętny. Potem żadnych studiów, nic, koniec edukacji geniusza dramatu. Jeszcze niepełnoletni żeni się w trybie przyśpieszonym z osiem lat starszą kobietą, która sześć miesięcy później rodzi im córkę, a po dwóch latach bliźniaki, i to w zasadzie wszystko, co Szekspir uczynił był dla ludzkości. Dalej jest dziura jak Berlin [Rudnickiemu chodzi o to, że ta dziura jest duża, T. P.], opuszcza Stratford, nurkuje gdzieś i po latach wychodzi na powierzchnię w Londynie. Trochę występuje jako aktor, ale bez sukcesu, udaje mu się za to zdobyć małą fortunę, inwestuje w kamienice, udziela pożyczek, staje się dobrze prosperującym udziałowcem teatralnym (The Globe). Pieniądze posyła do Stratfordu, rodzinie, tam też inwestuje w nieruchomości, tam też wraca i, jako bogaty człowiek, w wieku lat 52 umiera. Gdzie, kiedy, jakim cudem ten samouk z prowincji w ciągu tych paru lat, o których nic nie wiadomo, stać się mógł dramaturgiem o nieporównywalnej sile języka, nieziemskiej wyobraźni, dogłębnej znajomości sztuki, ludzkiej natury i niesamowitym wykształceniu w literaturze klasycznej, prawie, naukach przyrodniczych i wysublimowanych manierach dworskich? Hę? Jak?”. W teatrze, drogi Januszu, w teatrze. Szekspir był nie tylko aktorem, ale też odnoszącym sukcesy impresariem teatralnym i producentem widowisk. Czytał masę tekstów, szukając czegoś, co by się dało przerobić na scenę, co ewentualnie można byłoby wyjąć i skombinować z czymś innym. Wcielał się nieustannie w książąt i księży, Rzymian i Włochów, kobiety i duchy, bogaczy i nędzarzy. Taki trening siłą rzeczy poszerza wyobraźnię, daje zdolność wcielania się w istoty ze wszystkich sfer społecznych i niebieskich. Niedowiarki, które dziwują się, jakim cudem człowiek o plebejskich korzeniach mógł mówić takie mądre rzeczy o królach i duchach, jakoś nie sięgają po to najprostsze rozwiązanie. Dlatego wymyślają najdziwniejsze rzeczy. Twierdzą, że dramaty Szekspira napisał Marlowe (który już nie żył), Bacon, Giovanni-John Florio (no bo niby skąd to zainteresowanie Szekspira sprawami włoskimi?). Najwięcej zwolenników ma teza, że prawdziwym Szekspirem był Edward de Vere, hrabia Oksfordu (hrabia von Oksford, jak pisze Rudnicki, co chyba jest znakiem, że trzeba częściej odwiedzać ojczyznę, panie Januszu). No bo de Vere to taki wyrafinowany dworzanin… Jakoś nie przychodzi tym mędrkom do głowy, żeby odwrócić swój własny argument. Jeśli prostak Szekspir nie mógł tak dobrze zrozumieć arystokraty, to jakim cudem wymuskany de Vere mógł tak dobrze zrozumieć duszę plebejusza? Bo w dziele Szekspira człowiek odbija się w całej pełni, we wszystkich swych postaciach: wysokich i niskich, prymitywnych i wyrafinowanych, a także – rzecz jasna – bogatych i biednych, potężnych i wykluczonych. Ci, którzy forsują tezę o autorstwie de Vere’a za pomocą podobnych argumentów, zaprzeczają samej istocie dzieła Szekspira. Rudnicki pisze dalej: „Dlaczego nikt w Londynie nie odnotowuje spotkania z nim, jeśli miałby być w tym czasie już sławnym autorem? Również w jego rodzinnym mieście, nigdy, do samej jego śmierci? Nie zachował się też żaden rękopis, żaden pisany jego ręką szkic, nie ma niczego. Nikt też, żaden z ówczesnych pisarzy i luminarzy kultury, nie odnotował jego śmierci, dlaczego? Ponieważ nikt nie łączył go z autorem genialnych sztuk. Jedyne, co zostało po nim namacalnego, to testament. Ma trzy strony i tyle wspólnego z ostatnią wolą wielkiego twórcy co on sam z Hamletem. Jest praktyczny i przyziemny jak piorunochron, córka dostaje na przykład dom «wraz z zastawą stołową i sprzętem gospodarstwa domowego», żona zaś «drugie najlepsze łóżko w domu». No rzeczywiście, testament światowego geniusza, ostatnia, cała wola życia największego poety wszech czasów, tylko i wyłącznie szczegóły związane ze stanem majątkowym. Ani słowa o dziełach, prawach autorskich i niewydanych jeszcze sztukach! Nieprawdopodobne, że przez tyle stuleci ten Szekspir ze Stratfordu funkcjonował jako wiekopomny autor”. Odpowiadając po kolei: nieprawda. O Szekspirze jako o Szekspirze-autorze pisał jego znakomity kolega Ben Johnson. Robert Greene też pisał o nim, tylko w sposób bardziej złośliwy i zawoalowany. Zmieniając jego nazwisko z Shakespeare na Shake-scene (Trzęsiscena). „Myśli, że jest jedynym Trzęsisceną w tym kraju”. Odnoszący sukcesy artystyczne i finansowe Szekspir nie był najwyraźniej lubiany w Londynie. To prawdopodobnie tłumaczy, dlaczego w pewnym momencie wziął pieniądze i poszedł sobie. Sukces u publiczności nie jest słodki, gdy koledzy i krytycy pogardzają, a arystokraci, którzy cię leniwie oklaskują, traktują cię jak błazna i pariasa (status aktora był wtedy bardzo niski). Szekspir wrócił do Stratfordu i do ideałów swojej rodziny. Został bogatym kupcem. I nie wracał do swojej aktorsko-artystycznej kariery, która dla jego małomiasteczkowych sąsiadów musiała być czymś kompromitującym. Aby odciąć się od swoich rozczarowań i aby dostosować się do spokojnego miasteczka, kazał wyobrazić się na grobie w postaci kupca zbożowego, bodajże z workiem ziarna w ręku. W testamencie nie wspominał o dziełach i prawach autorskich, bo wtedy egzekwowanie praw autorskich u księgarzy było zadaniem na granicy niewykonalności. Nie na książkach przecież się dorobił, tylko na spektaklach i spekulacjach (zbożowych). Rudnicki uważa za argument przeciwko autorstwu Szekspira to, że na okładkach dzieł widnieje nazwisko „Shakespeare”, a w dokumentach Szekspir bywa określany jako Shakspere (czasem także Shagspere). To żaden argument, bo niedbałość ówczesnych urzędników, a jeszcze bardziej – brak ustalonych reguł pisowni, dawały pod tym względem permanentny chaos. Dla przykładu, panieńskie nazwisko żony Szekspira określane jest w dokumentach jako „Whateley”, a parę dni później jako „Hathaway”. Głównym argumentem Rudnickiego jest to, że Szekspir przestał pisać w roku 1612, kiedy to umarł Edward de Vere. Niestety, wystarczy zajrzeć do Wikipedii, żeby przekonać się, że de Vere zmarł w 1604 roku. Hm, jakby to powiedzieć… Że zacytuję Szekspira: „Jakże szlachetny umysł tutaj się zamącił”. Janusz Rudnicki uległ miazmatom i oparom feudalizmu. Uległ przekonaniu, że tylko arystokrata może zawrzeć w sobie bogatych i biednych, wojowników i kapłanów, piękne dziewice i dzielne kobiety, duchy nieśmiertelne i straszne. Uznał, że nie może tego plebejusz. Uznał, że tylko arystokrata może być światem, a plebejusz - jedynie ciałem. A tymczasem właśnie Szekspir udowodnił, że jest inaczej. Udowodnił swoim dziełem i życiem. Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i w piątki. www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...