NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdzie ta kasa? Drukuj
Tomasz Piątek   
18.10.2010
Moja Hania pisze książeczkę dla Krytyki Politycznej - o biedzie, o biedzie w Polsce. Książeczka jest dla dzieci, ale żeby ją napisać, Hania musiała się przekopać przez całą masę prac, które są nie tylko poważne, ale i ponure (między innymi badania pani profesor Warzywody-Kruszyńskiej, podaję dla zainteresowanych). Przez całą noc Moje Kochanie pisało, przeklinało, przywoływało mnie, żeby czytać mi na głos kolejne przerażające statystyki, a nawet w końcu zaparzyło sobie melisę, żeby się uspokoić. I ja się nie dziwię, bo niektóre odkrycia były szokujące (jak myślicie, ile dzieci w Łodzi ma łóżko?). 

 

Od pewnego czasu jesteśmy karmieni Gierko-Tuskowską propagandą sukcesu: mamy stały wzrost PKB, jesteśmy zieloną wyspą Europy, klasa średnia podobno się bogaci (piszę podobno, bo nie uważam brania kredytów za formę bogacenia, a za formę bycia oskubanym). Widzimy rosnące słupki i krzywe wzrostu. Firmy działające w Polsce co roku wypracowują nową kasę, więc teoretycznie tej kasy powinny mieć coraz więcej i coraz więcej powinno być jej do podziału. Tymczasem okazuje się, że biedni ludzie są w Polsce biedniejsi teraz niż dziesięć lat temu! 

 

Więc gdzie ta kasa, gdzie ten wzrost, gdzie to nasze bogactwo? Co to w ogóle znaczy: wzrost PKB, wzrost gospodarczy, którym przez ostatnie lata ciągle się chwaliliśmy?

 

Oczywiście, teraz można wejść w pewną myślową koleinę, pojechać utartym szlakiem: problemem jest redystrybucja, klasa średnia nie jest solidarna z klasą niższą, klasa niższa musi sobie wywalczyć równiejszy podział wspólnie wypracowanego dochodu poprzez zakładanie związków zawodowych. To wszystko jest prawda. Ale z drugiej strony nie wiem, czy w tej chwili klasa średnia i niższa pod pewnym względem nie jadą na jednym wózku. Żeby klasa średnia i niższa mogły pouprawiać zdrową walkę klas między sobą, konstruktywnie pokłócić się o kasę, a potem sprawiedliwiej ją podzielić - najpierw chyba muszą usunąć pewnego wspólnego wroga, wroga przemożnego.

 

Moi koledzy, pracujący w agencjach reklamowych, są wkurwieni. Nie są przedsiębiorcami, oczywiście, więc w konflikcie klasa średnia - klasa niższa zapewne nie będą bardzo ważnymi graczami (no, chyba żeby się wzięli za robienie propracowniczych reklam społecznych, takie nastroje zresztą powoli dojrzewają). Ale bez wątpienia moi koledzy należą do klasy średniej, zarabiają bardzo dobrze (aczkolwiek siedzą w kredytach po szyję, oczywiście). I wszyscy są wkurwieni na tak zwaną sieć (albo, jak mówią niektórzy, centralę). Największe, najważniejsze, dominujące agencje reklamowe są firmami globalnymi. Centrala to firma-matka, która siedzi w Londynie, Nowym Jorku lub Paryżu, albo w Wielkim Międzynarodowym Finansowym Nigdzie (wtedy jest bardziej siecią niż centralą). Na świecie jest kryzys, agencje reklamowe zarabiają mniej. Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym lokalne oddziały przynoszą zyski. W związku z tym polskie oddziały, jak się okazało, nagle muszą niemalże utrzymywać sieć - a w każdym razie są zdrowo wyzyskiwane. Sieć zabiera im większość pieniędzy, obcina budżety… I okredytowani po szyję rodzice tracą pracę, albo obcina im się kawał pensji - i za zmniejszoną pensję muszą wykonywać robotę swoją i tych, których wylano. Ludzie, którzy jeszcze niedawno z rozkoszą głosowali na Tuska, wychwalali globalizację i uważali się za wyluzowanych kreatywnych obywateli Wielkiego Nigdzie, teraz chodzą i mówią: „Kurwa, jesteśmy jebaną kolonią”. 

 

Nie mam pojęcia, jak to dokładnie wygląda od strony prawno-finansowej, nie wiem, jak to się dzieje w innych branżach. Ale podejrzewam, że wygląda dokładnie tak. Jeżeli nagle masa kasy wypracowanej w Polsce może wylecieć do Londynu albo jeszcze pewniej do Wielkiego Międzynarodowego Finansowego Nigdzie (chciałbym tam zamieszkać, musi być tam pięknie) - to czym w takim razie jest wzrost PKB i jak można się nim chwalić? W takiej sytuacji wzrost PKB nie oznacza: „Patrzcie, jak się wzbogaciliśmy”, tylko „Patrzcie, jacy wydajni z nas wyrobnicy, jak wiele pieniążków wysyłamy do Wielkiego Nigdzie”.

 

Wielkie Nigdzie może w każdej chwili zabrać nam to, co wypracowaliśmy. Wielkie Nigdzie ma przeróżne formy nacisku, także na firmy lokalne, nie powiązane strukturalnie z globalnymi koncernami (wystarczy stwierdzić, że ze względu na „rozbuchane wydatki socjalne” i „nadmierne koszty pracy” Wielkie Nigdzie uznaje nas za kraj gospodarczego ryzyka - i już naszym firmom trudniej będzie uzyskać kredyt od Wielkiego Nigdzie). Wielkie Nigdzie dostarcza nam coraz więcej tańszych produktów z krajów, w których ludzie pracują za jeszcze mniejsze pieniądze niż u nas (a w tej sytuacji nasi pracodawcy, żeby obniżyć ceny swoich produktów, przede wszystkim obniżą pensje pracownicze, no i także jakość produkcji). Wielkie Nigdzie może nas zawsze postraszyć, że jeśli Polakom w głowach się poprzewraca, jeśli zachce im się zarabiać więcej i strajkować - to Wielkie Nigdzie w ogóle zabiera całą kasę pod pachę i idzie z nią do Chin. No a Chińczycy, jak wiadomo, to jeszcze wydajniejsi i skromniejsi wyrobnicy, mają jeszcze lepsze PKB… Takimi wariantami straszą nas oficjalni ekonomiści. Taką groźbę nasz rząd przyjął jako coś oczywistego: nie ma co się kopać, bo to już nie z koniem, a z brontozaurem. To są właśnie realia globalnej gospodarki: poszczególne kraje są tylko pokornymi wyrobnikami, konkurującymi między sobą o łaski Wielkiego Nigdzie - byle tylko przyszło i zainwestowało, a już my się zgodzimy na wszystkie warunki. Jeśli uwierzyć w ten obraz, to nie ma szans na zdrowy konflikt pomiędzy pracownikami a przedsiębiorcami, zakończony chociażby podniesieniem średniej pensji i zagwarantowaniem praw pracowniczych. Bo za podniesienie średniej pensji i zagwarantowanie praw pracowniczych zostalibyśmy Strasznie Ukarani przez Wielkie Nigdzie. 

 

To nieuniknione, ze stalowym ponurym uśmiechem mówi nasz rząd: jeśli będziemy o coś walczyć, to odwrotnie - o „zwiększenie konkurencyjności polskiej gospodarki” (polskiego wyrobnictwa). Albo nie mówi nic, bo po co gadać o rzeczach oczywistych… A może te rzeczy jednak nie są takie oczywiste? Może są tylko wygodne - dla Wielkiego Nigdzie, oczywiście, ale także dla naszego rządu i ekonomistów, którzy w tym układzie mają nienajgorszą pozycję. Wielkie Nigdzie jest panem. My - wyrobnikami. Rudy telewizyjny hologram zwany premierem jest nadzorcą. A psychopata w okularach zwany Wielkim Ekonomistą - to bat w ręku nadzorcy do straszenia wyrobników. 

 

Inne kraje, które dłużej od nas należą do globalnego systemu kapitalistycznego, mają w nim lepsze miejsce. Związki zawodowe od pewnego czasu mają tam trudniej - ale są. I odgryzają się rządowi. Wiek emerytalny jest podnoszony, ale do 62 roku życia, a nie do 70, jak chcą nasi neoliberalni rzeźnicy (i nawet tak „drobna” reforma wywołuje tam powszechne strajki). Oczywiście, Wielkie Nigdzie podgryza i szwedzką socjaldemokrację, i francuski dobrobyt, i całą Europę Zachodnią. Ale najwyraźniej nie stawia jej na razie aż tak mrocznych ultimatów, jakimi my ty bywamy (zresztą bardzo aluzyjnie i mgliście) straszeni.

 

To jest pytanie do polskich nacjonalistów i innych pisowców: panowie, gardłujecie za narodową solidarnością, klniecie mroczne międzynarodowe siły, ale jak przyjdzie co do czego, to wroga widzicie tylko w Rosji. Jeśli chcecie naprawdę zadbać o interesy Polaków, szczególnie tych najbiedniejszych i potrzebujących solidarności - to czy nie powinniście raczej wykorzystać wszystkich politycznych i prawnych narzędzi, jakie może dać nam Europa, abyśmy mogli bronić się przed Nigdzie? Nie zachęcam was do odgrzewania waszej starej paranoicznej retoryki o „wyprzedaży majątku narodowego”. To, że przyszły inwestycje do Polski, to dobrze. Ale czy nie czas zawalczyć o to, żebyśmy z tych inwestycji coś mieli? Żebyśmy mieli takie prawa, jak starzy Europejczycy? Ja wiem, zaraz usłyszę odpowiedź: te kraje są dłużej częścią Zachodu, dłużej budowały swoje wspólne bogactwo… Ale przecież budowanie bogactwa kraju polega na tym, że ludzie zarabiają coraz więcej dla siebie, a nie coraz więcej dla kogoś (w tym przypadku - Wielkiego Międzynarodowego Nikogo). Zacznijmy wreszcie budować to bogactwo! 

 

Ja osobiście nie bardzo wierzę w to, żeby walka o prawa samych tylko Polaków miała sens. Wszyscy ludzie jadą na jednym wózku, mniej lub bardziej (no, chyba, że ktoś uzyskał rolę pana lub nadzorcy). Uważam, że zarówno w swoim, jak i w ogólnoludzkim interesie, Europa powinna wypisać się z Nigdzie. 

 

Założę się, że w takiej sytuacji Wielkie Nigdzie od razu przestałoby być tak Wielkie i Straszne i Wszechpotężne. A biedni ludzie w Polsce dość szybko przestaliby być tak biedni. Przede wszystkim dlatego, że znikłby szantaż, którym paraliżowani są ci wszyscy, którzy chcą im pomóc: „jeśli pomożemy biednym, Wielkie Nigdzie Strasznie nas Ukarze”.

 

Zachęcam wszystkich do przeczytania książeczki Hani o biedzie (jak już wyjdzie). Będzie bezpłatna - zachęcam więc, żeby brać egzemplarze nie tylko dla swoich dzieci.  

 

 

Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i w piątki (a wyjątkowo również w inne dni).  

www.tomaszpiatek.pl  

 

Komentarze
Dodaj nowy
wtret  - ekonomisto zabierz glos!   |18.10.2010 06:35:50
Wydaje mi sie ze transfery kasy do Centrali tudziez Nigdzie sa uwzgledniane przy
kalkulowaniu PKB. Ale tez nie wiem dokladnie…
rad_mirek   |18.10.2010 13:06:41
jak zwykle świetny tekst. ukłony dla pani Hani!
Zamorano   |18.10.2010 13:59:48
Stary dowcip ekonomistów przypomniany kiedyś gdzieś przez Wojciecha Orlińskiego.
Idzie sobie ulicą minister finansów i gwoździem rysuje lakier w samochodach.
Ależ co pan robi, panie ministrze? - pytają zaskoczeni kierowcy.Zwiększam
Produkt Krajowy Brutto - odpowiada spokojnie minister. Fetyszyzacja PKB jest
smutną cechą naszego dyskursu. Wiele ludzkich nieszczęść prowadzi do wzrostu
wartości zakupywanych towarów i usług, czyli rozkręca wzrost PKB.
Cytacik:

Spójrzmy na młodego człowieka, raczącego się na ganku domowym winem,
którym pewna staruszka wynagrodziła go za skoszenie trawnika (staruszka, rzecz
jasna, pędzi to wino z porzeczek własnej hodowli).
Wszyscy w tym miasteczku
widzimy sielankę, wręcz ideał życia społecznego, prawda? Otóż nie wszyscy. Z
punktu widzenia ministra finansów, to miasteczko to ropiejący wrzód na zdrowym
ciele kapitalizmu konsumpcyjnego, który powinien być jak najszybciej
zbombardowany z samolotów F-16 (z offsetem) a niedobitki zesłane do Gulagtanamo.
Pomagając sąsiadowi (albo, o zgrozo, wymieniając się z nim barterowo na zasadzie
"przysługa za przysługę") obniżasz produkt krajowy brutto! Z punktu
widzenia zwiększania PKB, młodzieniec zamiast pić porzeczkowe wino powinien
pojechać do miasta, zacząć pracować jako Junior Asslicking Manager w Mader &
Faker Korporejszyn i ciężko zarabiane pieniądze przepijać następnie w
wyszukanych i kosztownych drinkach w klubach z ostrą selekcją (samymi tylko
kulerskimi ciuchami ów młody człowiek już nieźle podbije PKB - a co dopiero
leczeniem ewentualnych skutków ubocznych clubbingu, od kaca po różne paskudne
choroby jakie można złapać w stanie oszołomienia rekreacyjnymi dragami). Koniec
cytatu.

Simon Kuznets noblista (był zwolennikiem teorii Keynesa), za m.in.
prace teoretyczne nad tym wskaźnikiem ostrzegał przed jego fetyszyzacją. Problem
fetyszyzacji tego wskaźnika zaczął się razem z rozwojem doktryny neoliberalnej,
która jest okrutną wulgaryzacją wielkiej tradycji liberalnej. Wzrost gospodarczy
obecnie traktuje się właśnie jako wyłącznie wzrost PKB. PKB jest bardzo ważne,
ale trzeba spróbować się przebić z narracją taką, która uświadomi, że na dłuższą
metę jego fetyszyzacja jest szkodliwa. Jak to ujął Orliński jesteśmy ofiarami
fetyszyzowania pewnych konstruktów teoretycznych (które przy okazji świetnie
ułatwiają na krótkim dystansie robienie wielkiej kasy określonych potężnych grup
interesu). Kuznets:
Dobrobyt narodu nie może być mierzony samym tylko dochodem
narodu - ktokolwiek mówi o wzroście, zapytajcie go, co ma wzrastać i po
co.

Mnie w walce z lobbingiem Wielkiego Nigdzie pociąga też inna idea niż
"piątkowa" (one nie są ze sobą sprzeczne, choć narracja piątkowa jest
łatwa do przechwycenia i instrumentalnego wykorzystania przez populistów różnej
maści co Tomasz Piątek w tekście ujął). Wyjściem może być próba budowy
gospodarki i społeczeństwa (wymaga to oczywiście nakładów na edukację, naukę,
deficyty funduszy ryzyka, radykalną poprawę usług publicznych, bezpieczeństwa,
infrastruktury, kapitał społeczny i kulturowy więc kółeczko trochę się zamyka)
opartego na wiedzy (w sensie knowledge). Tutaj warto oglądać fińską modernizację
pod lupą. Czyli to wszystko o czym tak fajnie pisze Edwin Bendyk, nauka i
Zamorano   |18.10.2010 14:07:36
Tutaj warto oglądać fińską modernizację pod lupą. Czyli to wszystko o czym tak
fajnie pisze Edwin Bendyk, nauka i
Slawczan  - Zamorano…   |18.10.2010 15:57:35
Zamorano jesteś gość-napisałeś tak jak byś zajrzał do mojej głowy.U nas
najważniejsze by słupki rosły i już jest dobrze.
Przyczyną klęski skądinąd
pięknej teorii pan Thatcher głoszącej ,że ulgi dla bogatych tak naprawdę skapną
biednemu pospulstwu okazały się raje podatkowe (to chyba te Wielki Nigdzie).
Każda ulga dla najbogatszych (a tylko im opłaci się taka zabawa i tylko oni będą
traktowani jak osoby) nie bogaci społeczeństw na których oni zarabiają tylko
bogaci bankierów w Liechtensteinie,na Kajmanach itp. Ktoś płacił kosmiczną kasę
za piaskowe wyspy w Dubaju,pije wino po 1mln za butelkę.To są ci którzy mieli
skapnąć
miki202  - biedne dzieci   |19.10.2010 10:37:28
Znaczy, jak? Mam się swoją ciężko wypracowną forsą dzielić z socjalem? Raczej
nie.
Luke  - Konflikt klasowy jest źle określony…   |19.10.2010 15:04:45
Tu nie chodzi o solidarność/redystrybucję między klasą średnią i biedną, ale
między klasą bogatą/kapitalistyczną i resztą (klasą średnią i biedną). Zresztą
klasa średnia na obecnym etapie rozwoju kapitalizmu zanika- przesuwając się
raczej niżej, niż wyżej… A jak odzyskać od nich pieniądze? CIT, VAT
(paradoksalnie), a także wysoka progresja podatkowa PIT (niższe podatki dla mało
i średnio zarabiających, znacznie wyższe dla najwyższych dochodów).
KrzysztofMazur   |19.10.2010 16:10:13
Do wiadomości TP:
Polska ma ujemny bilans obrotów kapitałowych. Więcej pieniędzy
do Polski wpływa niż z niej wypływa. Zakręcenie dopływu kapitału zdecydowanie
pogorszyłoby sytuację. Poza tym trzeba by wstrzymać wypłatę emerytur, gdyż są
one finansowane przez inwestorów zagranicznych kupujących obligacje.

Wiek
emerytalny we Francji wynosi już 65 lat dla kobiet mężczyzn i ma być
podniesiony do 67 lat. Podniesienie wieku z 60 na 62 lata dotyczy czego innego:
osób które mają staż pracy 40 lat, co ma być podniesione na 41,5 roku. Jak widać
przepisy we Francji już są bardziej liberalne niż w Polsce.

To tyle. Pan Pątek
zna się na języku, nie ekonomii.
KrzysztofMazur   |19.10.2010 16:12:31
Wszystkie państwa w Europie zaczynają oszczędzać (Anglia, Irlandia, Francja,
Hiszpania, Niemcy, Włochy, Grecja, Węgry, Szwecja). Tylko Polska nie oszczędza.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97798 Seconds