NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Felieton uniwersalny Drukuj
Tomasz Piątek   
30.12.2011
Pewnego razu musiałem wymyślić reklamę radiową, tak zwaną radiówkę, dla Compaqa. Strasznie mi nie szło. W końcu wymyśliłem coś takiego:

- Panie doktorze, od pewnego czasu ciągle śni mi się liczba.
- Siódemka?
- Nie, 2449.
- To znaczy, że śni pan o najnowszej ofercie Compaqa. Najnowszy Compaq za jedyne 2449 złotych.
- Panie doktorze, czy to poważne?
- Nie, zwykły sen proroczy.

Ponieważ nic innego nie chciało się urodzić, w końcu nagraliśmy tę radiówkę. Byłem niepocieszony, bo jak każdy twórca reklamy, chciałem dokonywać rzeczy wielkich. Ale mój przyjaciel Łukasz zwrócił mi uwagę, że właśnie dokonałem. Wymyśliłem reklamę uniwersalną. W tej niepozornej radiówce wystarczyło tylko zmienić liczbę i nadawała się dla każdego, absolutnie każdego produktu. Panie doktorze, od pewnego czasu ciągle śni mi się liczba. Siódemka? Nie, 64. To znaczy, że śni pan o łopacie z Praktikera. Łopata z Praktikera za jedyne 64 złotych. I tak dalej.

Dzisiaj rano po nocy pełnej niespokojnych snów obudziłem się i nagle zrozumiałem, że znowu przydarzyło mi się coś podobnego (ja to mam fajne życie). Stworzyłem felieton uniwersalny. A w każdym razie uniwersalną formułę na felieton. Stało to się w moim poprzednim felietonie, zatytułowanym Sny i przebudzenie. Powstał w nim pewien schemat, który można wykorzystywać bez końca, pod warunkiem, że się pamięta swoje sny. Felieton, jak wiadomo, powinien zawierać elementy zabawne, zaskakujące i niecodzienne, a równocześnie powinien nawiązywać do tego, co w naszej codzienności zgrzyta. No więc można stworzyć taki felieton w bardzo prosty sposób, ze znajdujących się właśnie pod ręką składników. A dokładnie, z trzech niezmiennych modułów.  
Moduł pierwszy: sny z ostatniej nocy. Tu się zawsze coś ciekawego trafi. Podaję moje sny z ostatniej nocy: byłem w Korei Północnej i zaproszono mnie na odczytanie testamentu Kim Dzong Ila w obecności jego mumii. W testamencie Kim Dzong Il napisał: „Zawiódł mnie i zdradził Polak Tomasz Czwiątek /musiał się debil pomylić przy nazwisku, T. P./, który sprzymierzył się z katolickimi księżmi, łamiąc wspólny front antyizraelski”. We śnie spociłem się ze strachu, bo pomyłka w nazwisku nie zwiodła koreańskich towarzyszy. Zwrócili się groźnie w moją stronę. „Ja w Polsce jestem uważany za antyklerykała” - wybełkotałem. „Ha ha ha!” - zaśmiała się sarkastycznie mumia Kim Dzong Ila. Następnie byłem w Niemczech wczesnych lat sześćdziesiątych (to pokłosie czytania monografii o buncie 68 roku, wydanej przez KP) i obserwowałem poczynania pewnego niewyżytego nastolatka, który na skutek powszechnej opresji i represji seksualnej ukradł z cyrku krokodyla, ciągnąc go za ogon, a następnie rozpłatał go nożem rzeźnickim i masturbował się, tarzając się w rozciętym trupie gada. 

Moduł drugi to niezbędne stwierdzenie łączące. Brzmi ono: „W końcu, niestety, obudziłem się. A kiedy się obudziłem i przetarłem oczy, to rzeczywistość przerosła moje sny”. 

Moduł trzeci to ostatni zaobserwowany w otaczającej nas rzeczywistości absurd. Tu można wybierać i przebierać, bo każdego dnia jest tego dużo. U mnie wyglądałoby to tak: rzeczywistość przerosła moje sny, bo poszedłem do apteki, aby zakupić leki, które mi się skończyły, a które muszę brać codziennie, gdyż inaczej grozi mi wylew i paraliż (mam przerost podstawy serca). Dowiedziałem się od pani farmaceutki (tak zwanej pani magister), że leków mogę nie dostać, ponieważ - jeśli dobrze zrozumiałem tę chaotyczną, przerażoną opowieść - w związku z noworoczną zmianą zasad refundacji, wprowadzoną przez Ministerstwo Zdrowia, pani magister nie może składować w aptece leków w starych cenach, musi je natychmiast kupić po nowych cenach i wszystkie apteki tak muszą zrobić, w związku z czym hurtownie farmaceutyczne są oblężone, w związku z czym ona nie może się dodzwonić, żeby zamówić mi Enarenal, w związku z czym ja mogę dostać wylewu i paraliżu. No więc dziękuję bardzo odpowiedzialnym ministrom zdrowia, Ewie Kopacz i Bartoszowi Arłukowiczowi, za mój paraliż.

I tak można bez końca, bo absurdów u nas cała masa, podobnie jak paraliżu. 

Na koniec, żeby ten felieton nie był taki wzorcowy, dorzucę coś, co nie jest modułem i nijak się z  resztą tekstu nie wiąże: mikroobserwacyjki, bardzo mikro. Zauważyłem, że zaczynam się mylić co do końcówek pierwszej i trzeciej osoby czasowników w liczbie pojedynczej. Piszę „biję”, kiedy chcę napisać „bije” i odwrotnie. A takiemu staremu wyjadaczowi jak ja nie powinno się to przytrafiać. Coś złego się dzieje z moim super-ultra-zalfabetyzowanym mózgiem: zaczyna się odalfabetyzowywać. Ja, wykształcona, świadoma jednostka, przywiązana do cywilizacji słowa pisanego, mimo woli ulegam ogólnemu antycywilizacyjnemu trendowi - chociaż byłem przekonany, że kto jak kto, ale ja będę odporny, będę kształtował język, zamiast poddawać się jego zmianom. 

A potem czytam tekst Marka Ostrowskiego z tygodnika „Polityka”. Marek Ostrowski jest jeszcze starszym wyjadaczem niż ja. Gdy dawno temu rozpoczynałem moją kilkuletnią współpracę z „Polityką”, Marek Ostrowski już tam był i wyglądał jak różowy ogórek w okularach. A zachowywał się jak obersturmbannfuehrer Gnilke. Miałem takiego znajomego, który przerabiał komiksy z kapitanem Klossem i w jego wersji szefem Klossa w Abwehrze był obersturmbannfuehrer Gnilke. Obersturmbannfuehrer Gnilke był zgniłym trupem i wyglądał jak zepsuty ogórek w okularach. Kloss przychodził do niego i mówił: 

- Herr Obersturmbannfuehrer Gnilke! Melduję, że zaczęły u mnie procesy gnilne.

Na to Gnilke odpowiadał:

- Bardzo dobrze, bardzo dobrze, Kloss. Ale dopiero rozkład pośmiertny otworzy przed wami nowe, nieograniczone możliwości.

Ostrowski zachowywał się jak Gnilke, bo nigdy nie był do końca zadowolony. Bardzo dobrze, bardzo dobrze, Kloss, ale cośtam. Wszystko, co mu się przynosiło, zawsze można było napisać lepiej. Sam Ostrowski pisał precyzyjnie i konkretnie aż do bólu. I nagle w świątecznym numerze „Polityki” znajduję tekst Ostrowskiego o Ianie Flemingu, szpiegu i pisarzu, twórcy Jamesa Bonda. No i w tym tekście można się pogubić, bo wygląda on trochę tak, jakby Ostrowskiemu Fleming pomieszał się z Bondem i nie do końca wiadomo, gdzie jeden się kończy, a zaczyna drugi (wbrew świadectwom kolegów Fleminga z wywiadu, którzy zawsze śmieli się z książek o Bondzie, bo wiedzieli, że ich autor był antytezą swojego bohatera: najgorszym szpiegiem na świecie). 

A dodatkowo już na samym początku artykułu czytam, że w szkole Ianowi nauka szła topornie. Powtarzam, topornie. Że co? - myślę sobie, zdezorientowany. Nauka może iść opornie, ale nie topornie. Cokolwiek może iść opornie, ale nie topornie. Sprawdzam słownikowe definicje słowa „toporny”: siermiężny, z gruba ciosany, zgrzebny. Nauka szła mu z gruba ciosano? Zgrzebnie? Może jeszcze od biedy siermiężnie, ale to też jakoś słabo. 

No, ale może ja się mylę, a rację ma wujek Google? „Nauka idzie mu opornie” - 4370 trafień. „Nauka idzie mu topornie” - zero trafień. Aczkolwiek znajduję wyrażenie: „Idzie mu topornie”, już bez „nauka” - 3430 trafień. Coś paskudnego. Nie mam oporów, żeby pisać o masturbowaniu się rozpłatanym krokodylem (nie mam tez oporów, żeby o tym śnić), natomiast „idzie mu topornie” nigdy bym nie napisał. Ale co najmniej 3430 osoby tak napisały. W tych osobach doszło do jakiegoś zbiorowego językowego rozmemłania w kwestii oporności/toporności. A w osobie starego dziennikarskiego wyjadacza Ostrowskiego to rozmemłanie postąpiło kroczek dalej: „topornie” przyczepiło się u niego do „nauka”.

Te mikroobserwacyjki znaczą, że i ja, i Ostrowski całym naszym indywidualnym wykształceniem i doświadczeniem nie jesteśmy chronieni przed szkodliwymi procesami zbiorowymi, które dzieją się w zbiorowej mentalności i powszechnie używanym języku - gorzej, możemy nawet, nieświadomie lub półświadomie, stawać się tych szkodliwych procesów narzędziem i katalizatorem. Te mikroobserwacyjki znaczą, że jeśli chcemy chronić naszą osobistą kulturę, musimy zawalczyć nie tylko o siebie, ale o całe społeczeństwo, przeciw rozmemłaniu. Tym optymistycznym akcentem kończę. W Nowym Roku życzę Wam nowych, nieograniczonych możliwości - razem z obersturmbannfuehrerem Gnilke.

www.tomaszpiatek.pl  
 
Komentarze
Dodaj nowy
zioloski   |30.12.2011 17:03:09
Brak równowagi sił, która mogłyby pomóc w zrozumieniu rzeczywistości (w naszej
przestrzeni publicznej przez długi czas przekracza dopuszczalną wartość
graniczną.)
daras1983   |31.12.2011 20:08:23
No i widzi Pan Panie Tomaszu. Jednak zobaczył Pan Kima "na żywo". Co
prawda nie przy herbatce, ale wspomnienie jak żywe do końca życia zostanie.
Razviedka  - obersturmbannfuehrer w Abwehrze?   |30.12.2011 18:25:38
Abwehra to byl wywiad Wehrmachtu, natomiast obersturmbannfuehrer byl stopniem w
SS. Pozdrawiam.
esefbe  - :)   |30.12.2011 22:25:48
Ten sam numer "Polityki", strona 58:
"sprawa płacenia za
podróżowanie autostradami jest tzw. tematem wrażliwym"
Wirusa złapali chyba.

Pozdrawiam!
srubokręt   |31.12.2011 09:17:51
Panie Piątek. Pan tu bajki opowiada o produkcie idealnym jak o dziele sztuki.
Przepis na felieton uniwersalny jest podobny jak na każdy inny produkt.
Należałoby wybadać kto to czyta, jak reaguje system nerwowy takich osobników,
kiedy wzrasta ich napęd. Najważniejsze to starać się pisać ciut głupiej ni
widzowie. W serialach komediowych bohaterowie zawsze mają ciut gorsze zawody niż
średnia widowni. Jest sporo godnościowców w necie i jest to patent bardzo dobry.
Muszą mieć punkt zaczepienia do okazania wyższości. W realu ponury hierarchiczny
kapitalizm, w necie ludzie chcą odetchnąć. Jest sporo antykomunistów, więc
dobrze by jakoś rzucić im coś na rybkę, jakaś krótka impresja o mendowatości
neoliberalizmu daje z kilka wpisów na plus. Samograj na Kp to feminizm, tu nawet
nic nie trzeba pisać wystarczy być i pachnieć. Ale nie każdy miał szczęście
urodzić się kobietom.
speed   |31.12.2011 11:59:36
Z tą "kobietom" to ironia nawiązująca do tekstu czy zwykły błąd ?
ps.
niestety odnośnie felietonów pisanych przez panią Graff czy ( rzadziej ) Dunin
muszę się zgodzić. Pisanie o niczym stało się tu niemal regułą
Kazio   |31.12.2011 15:52:59
Oczywiście, że coś może "iść topornie". "Rozmowa szła topornie"
to przeciwieństwo błyskotliwej konwersacji. Komuś nauka idzie gładko, komuś
idzie topornie, siermiężnie, jak po grudzie.
śrubokręt   |31.12.2011 18:09:56
Przepraszam, przedobrzyłem. Kiedyś dużo dawałem "ą" ale później sobie
przypomniałem, że czasem daje się "om" i popłynąłem w drugą stronę.
Muszę to jakoś wypośrodkować.

Felietony być może o niczym, ale to może być
bardzo doniosłe. Ile kobiet nie dostało przez to po pyskach, bo można było
przenieść swoje krzywdy na te felietony jak na rase tabule.
izak   |03.01.2012 03:44:08
O. powiedział do mnie tak: O żebym wiedział, że będzie Pani dziś z nami w
programie, założyłbym lepszą marynarkę… Ja na to (żeby było w tym samym
nurcie): Spokojnie, tacy mężczyźni jak Pan to najlepiej bez niczego. O. skrzywił
się tak, że nawet nie wiedziałam, do czego by go można przyrównać. Ale ogór w
okularach mnie wykończył!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00395 Seconds