NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Felieton przyjemny (z gwałtem analnym) Drukuj
Tomasz Piątek   
20.01.2012

Dziś będzie przyjemnie: byłem w kinie na ekranizacji ulubionej powieści Donalda Tuska: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (tak, tak, Tusk czyta lewicową sagę Millennium!). W wersji hollywoodzkiej nazywa się to Dziewczyna z tatuażem. Książkę pożarłem, ekranizację szwedzką widziałem i była całkiem całkiem, pomijając fakt, że odtwórca głównej męskiej roli niepokojąco przypominał Putina, tak że czasem mi się myliło, i kiedy czarny charakter go postrzelił, to żałowałem, że nie trafił lepiej. Teraz szedłem na ekranizację amerykańską, hollywoodzką, i byłem święcie przekonany, że spieprzą. Spieprzą tak, jak to tylko Amerykanie potrafią.

  

Nie spieprzyli. Od razu powiem, do czego mógłbym się przyczepić: wyeliminowano fakt, że Lisbeth Salander odtwarza trasę i tożsamość mordercy badając kwitki za odliczenia podróży służbowych od podatku. Morderca, pedantyczny przedsiębiorca prywatny, za każdym razem jak jechał spalić jakąś kobietę razem z gołębicą po uprzednim odrąbaniu jej rąk (kobiecie, bo gołębica nie ma rąk), przedstawiał bilety lub kwity za paliwo w urzędzie skarbowym, żeby odliczyć je sobie od podatku. Jak mówi Lisbeth, od podatku odliczał sobie morderstwa. Odliczanie sobie czegoś od podatku w Szwecji jest czynnością ze wszech miar podejrzaną, więc przystoi mordercy. W Ameryce najwyraźniej jest to świętość, więc nie pozwolono aby wybitnie patriotyczna i amerykańska czynność odliczania sobie czegoś od podatku była skalana związkiem z morderstwem. 

  

Druga rzecz to gwałt analny. Tu zgłosiła weto moja Hania (i jakkolwiek by to brzmiało, nie mam tu na myśli naszych wyczynów w sypialni – tym bardziej, że nie mamy sypialni). Hania stwierdziła, że w książce gwałt był na maksa brutalny, w szwedzkim filmie już nieco złagodzony, a w amerykańskim – równie ostry co wyroby i kobiety firmy Grycan (to nie seksizm, to antycelebrytyzm). Hania! – powiedziałem jej – To jest film amerykański! Ty wiesz, jakie oni mają ograniczenia, wiekowe i różne inne (no dobra, pomyślałem: umysłowe, niech będzie, że to rasizm). Już to, że w ogóle pokazali gwałt analny to jest cud! Zrobili to tylko dlatego, że Lisbeth gwałci jej kurator, można w jego osobie oskarżyć cały szwedzki system opieki społecznej (chociaż poprzedni kurator był bardzo w porządku).    

  

Ale pomijając te dwie wątpliwości, było dobrze. Już od czołówki, która przypominała najlepszą czołówkę z filmów z Jamesem Bondem, tyle, że zrobioną dziesięć razy lepiej. A główną rolę męską tym razem grał nie rosyjski KGB-ista, tylko sam najlepszy Bond. Czyli Daniel Craig, który dał Bondowi wrażliwość społeczną (a to taki wyczyn, jak gdyby zrobić z jeżowca wacik do twarzy). Cały czas mam w pamięci ten moment w Quantum of Solace: Craig złego biznesmena, który odebrał ludziom wodę, żeby produkować olej, zostawia samego na środku pustyni z puszką oleju zamiast wody (oczywiście wymyślił to scenarzysta, któremu chwała, ale Craig zagrał to tak, że nie ma wątpliwości: ten Bond wie, co to ludzka krzywda i wcale go ona nie cieszy). W Dziewczynie z tatuażem Craig gra drugie skrzypce (i potrafi to zrobić, bez gwiazdowania), czyli Mikaela Blomkvista, wrażliwego i wnikliwego dziennikarza, kochanka dzielnej i zbuntowanej Lisbeth.

  

Craig gra go nie przypadkiem – i nie przypadkiem film ma czołówkę typu „Bond plus”. Najwyraźniej Hollywood chce zrobić z sagi Stiega Larssona serię taką, jaką były dotąd filmy o Bondzie – tyle, że na o wiele wyższym poziomie (lepszy jest materiał wyjściowy – i twórcy filmu dają z siebie więcej). To jest fajna wiadomość: nową superbohaterką masowej wyobraźni zostanie Lisbeth Salander. Młoda kobieta, nieprzystosowana, zbuntowana, zgwałcona, wykluczona – a równocześnie potrafiąca wziąć odwet nie tylko na gwałcicielu.

  

 www.tomaszpiatek.pl 

  

  

  


  

Komentarze
Dodaj nowy
AlekDebicz   |20.01.2012 20:16:32
Całkowicie się zgadzam. Zapraszam do przeczytania mojej recenzji muzyki z
"Dziewczyny z tatuażem":
http://www.soundtracks.pl/reviews.php?op=show&ID=1 020
zioloski   |20.01.2012 21:17:22
Pesymiści nie widzą niczego, optymiści widzą światełko w tunelu, realiści dwie
szyny. A kto jedzie pociągiem i widzi trzech idiotów ?:)
jolas   |20.01.2012 22:50:18
Jako debiutant pozwolę sobie na (pewnie wielokrotnie przerabiane) pytanie.
Dlaczego z jednej strony słyszę że tożsamość narodowa to nie bardzo, bo w końcu
jesteśmy różni (choć równi), że to jakaś generalizacja i archaizm w który chce
nas prawica zepchnąć a z drugiej strony czytam o ograniczeniach Amerykanów (cóż
za błyskotliwa gra słów). To jak to jest, są te narodowe wspólne cechy czy nie
ma?
viking   |21.01.2012 11:40:17
@ jolas

To wynika z tego, że w pewnych nurtach lewicy, niektóre zasady
nie są zasadami uniwersalnymi, tylko zależnymi od tego, do kogo je odnosimy.

Ponieważ całą rzeczywistość opisujemy w kategoriach permanentnej walki
"zdominowanych" ze "zdominowanymi", granicę tego, co wolno
powiedzieć, wyznacza właśnie ten podział.
I tak oto, gdyby ktoś tu się np.
śmiał z zawodzeń muezina, niechybnie zostałby uznany za "islamofoba",
ale napisanie o księdzu, iż ubrał "białą kieckę" jest całkiem O.K.
Seksizmem jest nawet nie popieranie parytetu, ale nie jest nim np. napisanie
(oczywiście "żartobliwego") felietonu o tym, że kastracja jest całkiem
niezła, bo "wykastrowany samiec nie śmierdzi".
Powiedzenie, iż filmy z
Bollywood są kretyńskie, bo Hindusi są tacy czy owacy, byłoby oczywiście
absolutnym grzechem, ale krytyka Hollywoodu, jako wyrazu umysłowego ograniczenia
Amerykanów, jest jak najbardziej dozwolona.
Nie mówiąc już o tym, że ta logika
nakazuje lewicy udawać, że liczące chyba ponad 1700 stron ceglaste czytadło jest
wielkim dziełem, tylko dlatego, że napisał je bardzo zasłużony człowiek i, że
dał w nim wyraz swemu słusznemu ideologicznie, zapatrywaniu na
świat.

Aczkolwiek, trzeba też lewicy przyznać, że w jej interpretacjach
rzeczywistości, dominuje dziś podejście socjologiczno-kulturowe, więc taki
esencjalizm w rodzaju "Amerykanie są ograniczeni", jest mimo wszystko
bardziej Piątka niż lewicy.
Wino1901  - Są cechy wspólne, ale nie mogą niszczyć indywidual   |21.01.2012 12:03:45
Jolas oczywiście, że są cechy wspólne, pewnego rodzaju wartości, styl bycia
charakterystyczne dla danych narodów (one w końcu w jakimś stopniu, te cechy
właśnie, dają nam tożsamość grupy). Przecież rozmawiając z Amerykaninem,
Rosjaninem, Polakiem, Niemcem czujesz (chyba, przynajmniej ja czuję), że jest to
jakaś konkretna nacja. Wynika to z wychowania i przekazanych wartości. Myślę, że
z tym zjawiskiem nikt nie protestuje, gorzej jest wtedy, gdy ktoś się z tym nie
utożsamia, ma inną ekspresję, inny sposób bycia i przez to jest wykluczony.
Społeczeństwo jest bardzo hieratyczne i ma swoje normy, które są oparte na tym
wspólnym "duchu" (że tak to określę, bo nic bardziej przystającego nie
przychodzi mi do głowy), np. polskie społeczeństwo może uznać prawo do życia
homoseksualistów, ale pod warunkiem, że Ci uznają dobrowolnie, że są gorsi, że
są odstępstwem i będą cierpieć z tego powodu kim są (bo tego uczy wyznanie
większości Polaków), gdy homoseksualiści nie chcą uznać, że są gorsi i nie chcą
na to przystać, zaczynają się ataki na ich postawę… i to jest niedopuszczalne.
Spokojny   |21.01.2012 19:47:47
Film fajny dzięki odzianej w skóry bohaterce, która ucieleśnia wszelkie
pozytywne męskie fantazje będąc tyleż postacią uroczą co kompletnie niemożliwą.
Kobieta która posługuje się komputerem lepiej niż każdy możliwy facet,
niezależnie od nikogo, nie zwracając się do żadnego męzczyzny o pomoc sama
podejmuje ryzykowne działania, jeździ motorem i to rasowym, takim naprawdę
dobrze smakowo dobranym motorem, żaden kicz żaden przypadek i to jeździ nim
latem i zimą i lepiej niż każdy możliwy mężczyzna, do tego stopnia że sama
podejmuje pościg za mężczyzną i potrafi doprowadzić go do wypadnięcia z trasy
dużym samochodem (na żadnym ze zlotów motocyklowych na których bywałem nie
spotkałem tak dobrze jeżdżącej kobiety), potrafi walczyć wręcz, potrafi
zaatakować fizycznie swojego gwałciciela a nie tylko o tym fantazjować i
podejmuje w seksie pełną inicjatywę i to wszystko nie dzieje się na internetowym
forum feministek tylko naprawdę.. Który facet nie chciałby spotkać takiej osoby
na żywo w dodatku w skóry odzianej? Fajnie się to ogląda. Coś trochę jak Conan.
zioloski   |22.01.2012 09:44:11
To jest tylko koncepcyjna elegancja, że misternie wplecione interesy handlowe,
fobie i zakorzenione stereotypy narodowe, wyjaśnianią, to co się dzieje się
na drodze powiedzmy ogólnego zagubienia i wiadomo będą szukać antidotum. Jak
wiadomo wydarzenia są spontaniczne, nie są kontrolowane , i każdy próbuje z
nich korzystać w interesie własnym, a bumerangi latają.
sonnentor  - nie zgadzam sie   |22.01.2012 19:30:05
Craig - OK. Salander - słaba ta amerykańska wersja. Nawet bardzo słaba
rzekłabym.
Co z tego, że mają najlepszą czołówkę jak nie wiadomo jaki ma ona
związek z samym filmem? Generalnie - intro i muzyka "na wejście" -
super, reszta - denne. Hollywoodzkie - czyli słabe. Na poziomie nie wymagającym
od widza niczego. Plus wybielone brwi Lisbeth i kurator miły grubasek o wzroku
owieczki ma gwalcic analnie swa podopieczna? No nie..Co to ma być??
czarodziej   |27.01.2012 20:33:11
Mi się wersja amerykańska podobała bardziej, ze względu na spójność formy z
treścią. Ten świat jest jak z komiksów z superbohaterami amerykańskimi.
Bohaterowie zwięźli i wyraziści. W wersji wcześniejszej ni to thriller ni to
kino rodzinne, rozlazłe to wszystko jak flaki z olejem. Jeśli się tworzy świat
papierowy to musi to być wyraziste, a nie formę mieć serialu o wioseczce
alpejskiej.

Związek z filmem jest taki, że są tam odniesienia do scen z
filmu. Aczkolwiek leciało to tak szybko, że trudno mi wyłapać konkretny sens
tego intro, który chyba jakoś metaforycznie bohaterkę charakteryzuję jak
strzelam, jej przebudzenie.
czarownik   |27.01.2012 20:54:57
Nie wiem czemu gwałt w amerykańskiej wersji miałby być brutalniejszy, sceny te
wydały mi się dokładnie bliźniacze.

Bohaterka w wersji amerykańskiej jest
materiałem na super bohaterkę jak np. spider man czy też jakiś inny z dwoma
obliczami przeciwstawnymi. Może być ikoną nastolatków w wieku
każdym.

Natomiast ta wcześniejsza ma pewne rysy realistyczne bo jest takim
babskiem, któremu naprawdę można momentami uwierzyć, że musi sama, odrzucona,
pokrzywdzona "brzydka i zła", że aż rozczula.
d-meth  - why not?   |27.01.2012 22:42:06
@ spokojny
a to niby dlaczego dziewczyna ma nie jezdzic dobrze motorem (czy
samochodem nawet)?
ja mysle ze glownie dla tego ze od malego jej sie mowi
"dziewczynki nie powinny chodzic po drzewach?jezdzic na
deskorolce/przeklinac/bic sie… blah blah blah…

jest duzo dziewczyn co
jezdza motorem dobrze i w ogole sie nie boja. sa takie co swietnie walcza i moga
pokonac wiekszego faceta.

dlaczego niby ma to byc niemozliwe?!?
czarodziej   |28.01.2012 01:34:50
d-meth, a to czemu to jest rzekoma fantazja każdego mężczyzny kobieta która jest
super facetem cię nie ciekawi?
nie  - " Teraz szedłem na ekranizację amerykańską, holly   |01.02.2012 18:49:33
Fincher robi dobre filmy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.01.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.81142 Seconds