NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dziwna mania |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
20.10.2010 |
|
Od czasu do czasu ogarnia mnie taka dziwna mania, żeby pisać o kulturze. A przecież tyle jest innych fajnych tematów. Na przykład osobliwy ciąg morderstw, w których giną PiS-owcy. PiS mówi, że te morderstwa są owocem kampanii nienawiści wobec PiS. Ja się zasadniczo zgadzam: te morderstwa są owocem kampanii nienawiści wobec PiS, którą prowadzi PiS. PiS robi wszystko, żeby go nienawidzić. Osobiście jestem gotów podejrzewać Donalda T. o najgorsze rzeczy. Gdyby mógł bezkarnie mordować PiS-owców i gdyby mu się to opłacało, pewnie by to robił. Ale na pewno mu się nie opłaca, żeby ginęli tak, jak zginęli: spektakularnie i trochę tajemniczo. Istnieje zresztą możliwość, że PiS-owcy postanowili sobie w ten sposób przedłużyć efekt tragedii smoleńskiej. „Kurka wodna, a właściwie kaczka - zaklął w granicach przyzwoitości Jarosław Kaczyński - Ludzie mają coraz krótszą pamięć, zaczynają zapominać o tamtej masakrze… Żeby utrzymać nasz status PPP (Patriotycznej Partii Poległych) potrzebujemy jednego męczennika co tydzień. Kto się zgłasza?”. „Ja!”, „Ja!”, „Ja!” - zakrzyknął chór głosów. „Masz rację, Papo Smerfie, Papa Smerf ma zawsze rację” - dodał Smerf Ziobrak, to znaczy Ważniak. No i pewnie, że Papa Smerf ma rację, trend trzeba dyskontować, tym bardziej, że wykorzystują go wszyscy. Mój przyjaciel Łukasz (ten z agencji reklamowej) powiedział mi, że wymyślił fajny gadżet dla jednego z reklamodawców. Kupon promocyjny na pogrzeb na Wawelu - ale ważny tylko do 2013 roku. Okrutna oferta, ale jestem pewien, że wielu by się pośpieszyło, aby ją wykorzystać. Że co, że cyniczni jesteśmy, ja i Łukasz? Cyniczny jest Jarosław Kaczyński, który do swojej pokracznej kampanii propagandowej wykorzystuje kolejne ludzkie tragedie. No, ale ja chciałem o kulturze. Od czasu do czasu ogarnia mnie taka dziwna mania, żeby pisać o stanie kultury w warunkach powszechnego marketingu. Proszę państwa, żyjemy w czasach, w których oficjalnie proklamowano zastąpienie kultury przez marketing. Mit, jaki się nam przy tym opowiada, jest taki: żaden artysta już nie będzie zawracał ludziom głowy tym, co mu w duszy gra. To było dobre dawniej, kiedy oferta była skąpa, narzędzia marketingowe kiepskie i ludziska tak się nudzili, że gotowi byli zająć się wypocinami jakiegoś na przykład literata i szukać tam czegoś dla siebie. Teraz dzięki badaniom rynku możemy dokładnie określić, czego kto chce, a potem dać mu to we wszystkich odmianach, odcieniach, smakach i kolorach tęczy. No więc powinno być zajebiście. Może nie będą nam z nieba spadać Kantowie i Proustowie, ale Dumasowie i Tyrmandowie - powinni. Każdy spektakl telewizyjny powinien być na tyle emocjonujący, żeby nasza kanapa była ciągle zasikana. Z każdego filmu powinniśmy wychodzić zmasakrowani śmiechem albo płaczem. Każdy serial powinien wciągać jak co najmniej sieczkarnia. A tymczasem spektakle, filmy, seriale są nie tyle prymitywne czy wulgarne (to bym zrozumiał), tylko żadne, puste. Nie tyle pełne głupich emocji, co pozbawione jakichkolwiek. I tu interweniuje mit marketingowy, a właściwie doczepiony do tego mitu mały racjonalny wyrostek wytłumaczeniowy: „Drogi Tomku - mówi do mnie Racjonalny Wyrostek Mitu - Te spektakle, filmy, seriale są puste dla ciebie, są natomiast pełne emocji dla najważniejszego targetu, dla 95 procent odbiorców. Oni tacy są”. I tu ogarnia mnie przygnębienie: czuję się przybyszem na obcej planecie, zamieszkałej przez specyficznie wyewoluowane głazy. Od czasu do czasu jednak ogarnia mnie taka dziwna mania, żeby pytać: „Przecież to niemożliwe, żeby ludzie byli aż tak głupi, a przede wszystkim nie tyle głupi, co tak hiperwrażliwi emocjonalnie, żeby przeżywali wielkie uczucia słuchając drewnianego głosu Kasi Cerekwickiej albo oglądając program Gwiazdy Idą Na Całość, gdzie nikt nie idzie na całość i nie ma nawet gwiazd”. A koledzy mi odpowiadają: „Ależ są głupi, Tomku, ludzie są głupi. I nie są hiperwrażliwi, tylko są głazami, lubią nimi być i oglądają tylko takie rzeczy, które nie wytrącają ich ze stanu głazu”. I ja się niby na to godzę. Ale pamiętam, że przez ostatnie 20 lat nieraz obserwowałem Polaków, jak oglądali programy telewizyjne. I nie widziałem, żeby byli zachwyceni albo wprowadzeni w stan szczęśliwej głazowej hipnozy. Oglądali szajs z lekkim skrzywieniem, tak samo, jak oglądali „Hamleta” za komuny: bo nic innego nie było w telewizji. Od czasu do czasu ogarnia mnie taka dziwna mania, że przeglądam stare czasopisma. I w „Res Publice” z roku 2009 znalazłem cytat z Ewy Góralskiej (dyrektor domu mediowego PanMedia Western), która z kolei w roku 2007 powiedziała tak: „Są programy, które pochłaniają ludzi bez reszty (…) sądziliśmy, że reklamy zamieszczane właśnie przy takich programach są bardziej skuteczne (…) a okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Dlaczego? Bo im większe emocje budzi program, tym bardziej ludzie rozmawiają podczas przerwy i nie zwracają uwagi na reklamy”. Kiedy to przeczytałem, wszystko zrozumiałem. Albo lepiej: wszystko mi się potwierdziło (bo przyznam się, że takie rozwiązanie zagadki chodziło mi po głowie). Nie chodzi o to, żeby dać ludziom to, co lubią. Chodzi o to, żeby oglądali reklamy, a w tym celu nie można im dawać tego, co lubią. Wymyśla się jakiś show, który ma komercyjną obietnicę (pomysł wydaje się fajny, dla ludzi, zabawowy i tak dalej). No bo show musi przyciągnąć ludzi przed ekrany. Ale kiedy już się show realizuje i pokazuje, to nie ma w nim żadnej krwistej komerchy, żadnych prostych, ostrych emocji. To samo dotyczy filmów kinowych: cała para idzie w trailery czyli zwiastuny. Ludziom ma się spodobać trailer, bo jak się spodoba trailer, to idą na film. A dokładnie - idą do kina: kupują popcorn, oglądają pół godziny reklam. Film może być badziewiem nieoglądalnym nawet dla niewykształconego, ciężko spracowanego górnika i ten górnik może wyjść w połowie razem z całą rodziną i resztą publiczności. Nieważne: popcorn już kupił, reklamy obejrzał. Od czasu do czasu ogarnia mnie taka dziwna mania, że kupuję polskie powieści komercyjne. Czekam na nowego Tyrmanda. Niestety, czy jest to Komuda, czy Piekara, czy ktoś inny jeszcze, w środku znajduję pusty szajs. Coraz bardziej pusty, bo Piekara sprzed paru lat jest klasykiem w porównaniu z Piekarą dzisiejszym. W powieściach nie ma reklam, autor nie dostaje premii od reklamodawcy. Jedyną osobą, którą autor reklamuje, jest on sam, jedynym jego sponsorem jest czytelnik. Teoretycznie więc pisarz powinien się postarać o to, żeby dać temu czytelnikowi dobry, krwisty towar - bo jak mu sprzeda szajs, to czytelnik może nie kupić następnej książki. Ale jakoś tak jest, że autor się nie stara. Książka zwykle ma wykurwiście kolorową okładkę, ostry tytuł (np. „Świat jest pełen chętnych suk”) i cień pomysłu, który można w miarę fajnie opisać w blurbie (tekst zachęcający z tyłu okładki). Cała reszta się nie liczy. Jest pustką, ciągnięciem za uszy pomysłu z blurba albo rozpaczliwym błąkaniem się autora wokół własnej wtórności i nudy. Dlaczego tak się dzieje? Przecież pisarzowi to nie powinno się opłacać… Od czasu do czasu ogarnia mnie taka dziwna mania, że staram się wyciągać wnioski z otaczających mnie bezsensownych poszarpanych zjawisk. Patrząc na te nieszczęsne książki, powiedziałem sobie: „Najwyraźniej ludzie bombardowani pseudokomercyjną pustką zaczynają się do niej przyzwyczajać. Zaczynają wierzyć, że wszystko, co im jest podawane, jest takie, jak powinno być - skoro jest im to podawane ciągle. Powstał widz, który Polsatowsko-TVN-owskiego gówna nie ogląda już z lekkim skrzywieniem, ale w stanie szczęśliwej głazowej hipnozy. A że człowiek współczesny przede wszystkim jest widzem, więc ten rodzaj mentalności przenosi się na inne aspekty jego życia: powstaje taki wyborca, powstaje też taki czytelnik”. Przypomniałem sobie, jak to było, kiedy padła komuna. I ogłoszono, że jest wolny rynek - i że odtąd ludzkie potrzeby będą zaspokajane przez konkurujących ze sobą prywatnych dostawców, z których każdy będzie się starał nas zaspokoić we własnym interesie. I rzeczywiście, w literaturze znalazł się jeden taki dostawca (i to dokładnie wtedy, gdy kapitalizm już się zaczął, a marketingowe otępienie jeszcze się nie rozwinęło). Ten dostawca dał czytelnikom potężną porcję komerchy, prawdziwej, emocjonalnej i pięknej. To był Andrzej Sapkowski. Dlaczego teraz zamiast Sapkowskiego są Komuda i Piekara? Najwyraźniej Sapkowski ma jednak tę wspólną cechę z Proustem i Kantem, że nie może pisać dla głazów. I nie tylko on: ani Sapkowski, ani Tyrmand, ani Dumas, ani nikt, kto chce uprawiać komercję - krwistą, prawdziwą, taką, jaka kiedyś była. Od czasu do czasu ogarnia mnie taka dziwna mania, żeby obwieszczać ludziom moje odkrycia. Tym razem też spróbuję: proszę państwa, oto rewolucja w chemii i geologii! Powstała taka odmiana gówna, która jest wszechobecna - i dla wszystkiego, z czym się styka, ma właściwości petryfikujące. www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...