NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Chwila zastoju, czyli felieton filozoficzny |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
05.08.2011 |
|
Przez kilka godzin w mojej działalności biznesowej zapanował zastój. Usiadłem sobie w pustej sali konferencyjnej. Podobno Kartezjusz, żeby dojść do „Myślę, więc jestem”, wlazł do pieca i siedział tam przez cały dzień. Ja też chciałem być sam, więc zabiłem muchę. Kiedy widzę muchę, mam taki odruch, żeby zabić. Po zabiciu muchy zastanowiłem się: czy na przykład hitlerowcy, kiedy widzieli Żyda, mieli ten sam odruch, który ja mam w stosunku do muchy? Czy ich automatyzm zabijania był taki sam jak mój? A może jednak trochę trudniej jest zabić człowieka niż muchę, nawet gdy jest się hitlerowcem? Nie poszedłem dalej za tym rozumowaniem, bo gdy tylko zacząłem myśleć o hitlerowcach, przypomniała mi się ciekawa informacja: hitlerowcy byli w dziejach nowoczesnej Europy najmłodszą elitą władzy. No, przynajmniej do czasów rządu Jana Bieleckiego, który prywatyzował Polskę. W rządzie Bieleckiego był niejaki minister Kilian, który miał 27 lat.
Tu przestałem myśleć o Bieleckim, bo przypomniało mi się coś, co czytałem o językach orientalnych, chińskim czy japońskim, a może i jednym i drugim. Otóż w tych językach, aby połączyć liczebnik z rzeczownikiem i powiedzieć na przykład „pięć koni”, nie wystarczy połączyć liczebnika z rzeczownikiem i powiedzieć „pięć koni”. Żeby połączyć liczebnik z rzeczownikiem, trzeba dodać do nich również tak zwany klasyfikator. Klasyfikator przyporządkowuje każdy rzeczownik do jakiejś klasy przedmiotów. Swoją klasę mają przedmioty długie, swoją klasę mają przedmioty krótkie, swoją klasę mają przedmioty cylindryczne, jest tych klas podobno od cholery (nie wiem dokładnie, bo nie jestem specjalistą od języków orientalnych).
To bardzo ciekawe – zacząłem spekulować – To jest trochę tak, jakby umysł łączył od razu wielość z jakością. Nie umiem powiedzieć, że czegoś jest ileś, jeśli równocześnie nie powiem, że to coś jest jakieś. Klasyfikator łączy się automatycznie z kwantyfikatorem. Zupełnie na odwrót niż w naszej zachodniej tradycji filozoficznej, gdzie jakość i wielość są sobie przeciwne.
Dwa główne nurty naszej tradycyjnej myśli filozoficznej to filozoficzny realizm i filozoficzny nominalizm. Realizm zakłada, że podstawą istnienia podobnych do siebie przedmiotów jest ich wspólna idea, istniejąca nie tylko w umyśle ludzkim, ale gdzieś w idealnym świecie archetypów, prawdziwszym niż sama rzeczywistość. Idea to wspólna tym wszystkim przedmiotom jakość, która dopiero w naszym niedoskonałym świecie ulega rozszczepieniu na poszczególne obiekty. Wielość i jakość są tu sobie przeciwne, jakość to pierwotna jedność, a wielość ją rozszczepia. Nominalizm zakłada, że idee tworzy dopiero nasz umysł, nadając oddzielnym od siebie przedmiotom jedno imię. Na początku jest wielość poszczególnych przedmiotów, którą umysł zbiera do kupy, nadając tym przedmiotom wspólną jakość. Tutaj też wielość i jakość są sobie przeciwne, tylko w odwrotnej kolejności – na początku jest rozbabrana wielość, która zostaje scalona za pomocą wspólnej jakości.
Biorąc jednak pod uwagę spektakularne sukcesy Chińczyków i Japończyków, nie można wykluczyć możliwości, że oni mają rację. Zdrowy rozsądek też podpowiada: żebym mógł stwierdzić, że dane przedmioty należą do wspólnej klasy, muszę policzyć, że jest tych przedmiotów więcej niż jeden. I na odwrót, żebym mógł policzyć przedmioty i stwierdzić, że jest ich więcej niż jeden, muszą one mieć wspólny mianownik, muszą należeć do jakiegoś wspólnego zbioru, do jakiejś wspólnej klasy – chociażby po prostu do klasy przedmiotów. Inaczej w ogóle nie mógłbym ich zsumować i stwierdzić, że jest ich wiele. Dawni realiści twierdzili, że jakość jest pierwsza, a nominaliści utrzymywali, że pierwsza jest wielość, ale najwyraźniej wychodzi na to, że ani jedni, ani drudzy nie mieli racji. Wychodzi na to, że w ludzkiej percepcji wielość i jakość, klasyfikator i kwantyfikator pojawiają się w tym samym momencie, są dwiema stronami tego samego medalu.
Jak sądzę, nie jestem pierwszy, który doszedł do takiej konstatacji – dla Chińczyków i Japończyków jest ona pewnie banalna jak codzienny ryż – ale zastanawiam się, dlaczego my, ludzie Zachodu, nie wyciągamy z niej ostatecznych konsekwencji. Całe nasze dzieje to spór pomiędzy realistami a nominalistami. Spór pomiędzy tymi, którzy wierzą, że idee istnieją naprawdę, a tymi, którzy uważają, że są one tylko nazwami. Spór pomiędzy tymi, którzy wierzą, że istnieje jakiś porządek w świecie, a tymi, którzy wierzą, że świat jest wielością danych, które dopiero nasz umysł porządkuje i klasyfikuje, jak umie. Jeśli przyjmiemy, że wielość jest jakością i vice versa, to narzuca się pewna myśl, która jakby rozwiązuje ten spór. Według tej myśli, idea tworzy się w tym samym momencie, w którym umysł dostaje dane. I umysł postrzega tę ideę tak samo w danych, jak i w swojej (umysłu) ideotwórczej operacji. Może więc trzeba uznać, że idea nie istnieje ani „naprawdę”, ani „w umyśle”, tylko tworzy się na styku umysłu i danych, jest efektem zderzenia. Zderzenia, które wywiera wpływ zarówno na umysł, jak i na dane – zmienia i człowieka, i świat.
I tu kłania się Brzozowski. Brzozowski uznał, że nie istnieje żaden kontakt umysłu ze światem, człowieka z rzeczywistością, który nie byłby częścią jakiejś pracy, a więc przekształcania rzeczywistości. Brzozowski wypowiedział i uogólnił zasadę nieoznaczoności, zanim jeszcze sformułowali ją fizycy. Fizycy powiedzieli: aby coś poznać, musimy tego czegoś doświadczyć, zetknąć się z tym, a stykając się z tym, zaburzamy to, zmieniamy. Brzozowski powiedział wcześniej: trzeba coś zmienić, żeby to poznać. Każde poznanie jest pracą, przeprowadzaniem zmiany, walką.
Dla mnie osobiście ta myśl jest wyzwalająca. Wyzwala mnie od mitu odpoczynku, mitu dorobienia się, mitu sukcesu, obowiązującego w naszym realnym kapitalizmie. „Wczoraj orka, dziś Majorka” mówili moi naiwni koledzy w latach 90. Przestaję marzyć o Majorce, o bezruchu, o rentierstwie, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że każde moje spojrzenie, każda moja myśl jest pracą, że każde nawet najdrobniejsze postrzeżenie i spostrzeżenie jest zderzeniem, przepływem energii.
Dobrze jest mieć chwilę zastoju w biznesie. Wtedy można trochę popracować.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...