|
Pięknie, kurka wodna, pięknie. Pięknie, bo Hiszpania wygrała z Niemcami. Piszę, jakby ktoś nie zauważył. Przez „ktoś” rozumiem Cezarego Michalskiego. Co by nie mówić o Cezarym Michalskim, jest to jednak ktoś. Więcej: co by nie mówił Cezary Michalski, jest to jednak ktoś. W tym sensie, że mój szacunek do niego się nie zmniejszy, nawet jeśli pewnego pięknego dnia powodowany niepokojem intelektualnym Cezary zacznie głosić, że hipopotamica trzymana na suchej karmie rodzi rowery wodne. Pascal stwierdził (Cezary lubi francuskich myślicieli), że człowiek jest trzciną myślącą. Nie wiem jak człowiek, ale Cezary na pewno. Ten potężny umysł, niczym sitowie nad jeziorem, ulega różnym powiewom. Niektóre są trochę już zbyt jeziorne, czyli bagienne. I wtedy możemy powiedzieć jak Ofelia o Hamlecie: „O, jakże potężny umysł tu się zaćmił”. W ostatnim felietonie Cezary daje do zrozumienia, że gardzi wprawdzie dzisiejszym polskim kolesio-złodziejo-kato-Kościołem, ale poważa niezmiernie Wojtyłę. To znaczy, że Cezary Michalski poważa człowieka, który: - złamał kręgosłup demokracji w Polsce poprzez forsowanie ustawy antyaborcyjnej wbrew woli większości wyborców - nie zlikwidował neofaszystowskiej rzygaczki (bo nazwać to szczekaczką byłoby zbyt wielkim honorem) w polskim mieście na T.
- popierał prawicowych biskupów popierających prawicowych dyktatorów i neoliberalną rzeź w Ameryce Łacińskiej: mordowanie biedaków, Indian, lewicowców, obrońców praw człowieka i niepokornych księży (tak, tak)
- był tak zwanym kapłanem, arcykapłanem, bluźnierczo przypisującym sobie Boską nieomylność i bluźnierczo czczonym jak Bóg, wbrew słowom Listu do Hebrajczyków (Hbr 4-10), zgodnie z którym chrześcijanie uznają tylko jedną ofiarę kapłańską, dokonaną raz na zawsze przez Chrystusa i mają tylko jednego arcykapłana, którym jest Chrystus (zakładam, że dla Cezarego Michalskiego Pismo Święte ma jakieś znaczenie, chociaż może on woli encykliki Wojtyły). Pogratulujumy więc Cezaremu idola. Następnym pewnie będzie Huitzilopochtli. To taki aztecki bóg, który żywił się ludzką krwią. Smacznego (nie wiem komu, Cezaremu, czy Huitzilopochtliemu, który pewnie w końcu Cezarego pożre).
Ale ja nie o tym chciałem. Chciałem o czymś zupełnie innym. Jechaliśmy z moim kolegą Łukaszem i rozmawialiśmy, jak to w Polsce, o Kaczorze Donaldzie. O tym, że w Polsce można wybrać tylko Kaczora lub Donalda. „A ci najbardziej radykalni – powiedziałem – głosują na ten malutki odcinek pustki, który w Kaczorze Donaldzie znajduje się pomiędzy Kaczorem a Donaldem. Głosują na spację”. I zobaczyłem oczyma duszy tę spację, wpatrzyłem się w malutką biel, aż stała się wielka i nagle mogła pomieścić wszystkich tych, którzy nie są Kaczorami Donaldami. Pewnie wszyscy, którzy zagłosowali na spację, podobnie się łudzą. Ale może to nie złudzenie, tylko oczyszczające ćwiczenie. Głosując na spację, uprawiasz medytację. Ale ja nie o tym chciałem (jeśli na jakimś cmentarzu jest Aleja Nieotym, to proszę mnie tam pochować). Chciałem o czymś zupełnie innym. Chciałem powiedzieć, że podoba mi się tekst Janusza Rudnickiego o Polsce, zamieszczony w „Mlada fronta Dnes” i opublikowany na portalu KP. Ale podoba mi się tylko z jednego powodu. Podoba mi się to, że Polacy, którzy zagłosowali na Komorowskiego, czują się w obowiązku z tego tłumaczyć. I to nawet Czechom. Chociaż nie wiem, czy Czechom trzeba to tłumaczyć. Oni mieli polityka, który był Komorowskim i Kaczyńskim w jednym. Nazywał się Klaus. Też był myślącą trzciną. Albo nawet trzcinką. Prask! Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i piątki.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...