|
Mam nieodparte wrażenie, że komentatorzy byli niezwykle łagodni dla expose naszego nieustającego premiera Donalda Tuska. Było to expose, które zostawiło bez słów miliony Polaków w wieku przedemerytalnym, jak również cały Ruch Palikota.
Tusk zapowiedział, że będzie bronić krzyża jak orła białego, a orła białego jak krzyża, a orła i krzyża razem jak pamięci o Janie Pawle II. Jest to zupełnie nowy Tusk, takiego jeszcze nie widziałem. Pamiętam, jak w latach 90. Donald przyznawał się, że jest protestantem. Teraz brakuje tylko, żeby odwołał się do Maryi Zawsze Dziewicy, Królowej Polski i założył na grzbiet kapę księdza Natanka. Cytuję Tuska: „Chcę powiedzieć, że głównym zadaniem w czasie kryzysu, w czasie światowych napięć, w czasie tak niepewnym i to w wymiarze globalnym, jak dawno w historii nie jest tak ważna narodowa wspólnota, jaką powinniśmy razem bez względu na spory i różnice, budować”. Tu się premier trochę zakałapućkał, ale wiadomo, o co mu chodzi, bo zaraz potem powiedział: „A narodowa wspólnota potrzebuje także wspólnych znaków, wspólnych symboli, wspólnej tradycji, poszanowania dla niej”. Jakbym słyszał dyrektorkę gimnazjum, do którego mój syn na szczęście już nie chodzi. Przekaz jest jasny: krzyż w sali sejmowej zostaje.
Donald powiedział także, że państwo nie jest od dokonywania zmian obyczajowych. A potem znowu się dziwnie zakałapućkał: „…nie możemy także udawać, że zło jest dobrem wtedy, kiedy popędzanie tych zmian nabiera kształtów czy wyrazów nie do zaakceptowania”. Czyli że niby co, że promowanie zmian obyczajowych jest złem? W Polsce? Czy złem jest Parada Równości? Dawno nie widziałem, żeby Tusk tak się podlizywał konserwatywnemu elektoratowi. Dawno nie widziałem, żeby Tusk tak się podlizywał komukolwiek.
Ale największym wstrząsem tego expose jest zapowiedź podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat. To oznacza, że mężczyznom podniesie się go o dwa lata, a kobietom – aż o siedem. W krajach zachodnich podobne projekty wywoływały strajki i zamieszki, ale Polacy, jak to Polacy, godzą się na wszystko pokornie. Polacy będą się bić o krzyż, orła białego i pamięć o Janie Pawle II, ale nie o swoją emeryturę.
Jeżeli dobrze rozumiem skomplikowany system stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego zapowiedziany przez Tuska, to mamy do czynienia z odbieraniem ludziom praw, które nabyli lub właśnie nabywają i w efekcie mój ojciec prawie dwa lata dłużej będzie bezrobotny. A ponieważ mężczyźni w Polsce raczej nie dożywają siedemdziesiątki, wychodzi na to, że Polak płci męskiej będzie na emeryturze jakieś dwa lata, jeśli w ogóle. Dziękuję bardzo.
Jakie uzasadnienie dla tego wszystkiego? Takie samo jak dla obrony krzyża, orła i Jana Pawła II. Kryzys, panie. Globalny kryzys, czas niepewny i światowe napięcia. I tutaj coś, co najbardziej mnie uderzyło: wiek emerytalny będzie podnoszony stopniowo, w taki sposób, że kobiety będą przechodzić na emeryturę w wieku lat 67 dopiero w 2040 roku. Co to znaczy? Czy to znaczy, że globalny kryzys, czas niepewny i światowe napięcia będą trwać do 2040 roku? Bo rozumiem, że jeśli skutek (późniejsze przechodzenie na emeryturę) trwa, to znaczy, że nie ustała przyczyna (kryzys). Naprawdę, optymistyczna perspektywa – trzydzieści lat kryzysu! Ładne widoki na przyszłość przed globalnym kapitalizmem.
Ja jeszcze jakoś bym rozumiał, gdyby Donald powiedział: „Słuchajcie, jest ciężko, czeka nas siedem chudych lat, więc muszę od razu podnieść wiek emerytalny, ale jak minie te siedem chudych lat, znowu zacznę ten wiek obniżać. Przepraszam tych, ktorzy mieli takiego pecha, że trafili ze swoją emeryturą na siedem chudych lat”. Byłaby to zmiana zła, drastyczna i zapewne bardziej oprotestowana niż obecne „stopniowe” poczynania Tuska, ale chwilowa i odwracalna. Donald robi jednak coś innego. Wykorzystując to, że akurat jest trudna sytuacja w międzynarodowej gospodarce, chce wprowadzić zmiany nieodwracalne, obliczone na kilkadziesiąt lat. Widać, że dokładnie przeczytał Doktrynę szoku Naomi Klein. Kryzys jest idealną okazją, żeby wprowadzić coś, na co ludzie inaczej nigdy by się nie zgodzili.
I ta stopniowość – to, że co roku podnosi się wiek emerytalny tylko o trzy miesiące – jest genialnym zabiegiem. Na pierwszy rzut oka łagodzi całą operację. W rzeczywistości czyni ją obliczoną na pokolenia. Sprawia, że utrata praw socjalnych zostaje zaakceptowana jako trwała.
A może Donald zna zamiary wielkich tego świata? Może dowiedział się, że tym razem kryzys ma potrwać 30 lat? Skoro jest tak świetną okazją do odbierania nam naszych praw, to dlaczego miałby nie potrwać? Ciekawe, jak po takim trzydziestoletnim odbieraniu praw będziemy wyglądali. Czy będziemy skuci razem, czy każdy oddzielnie?
Na szczęście, skuci razem lub oddzielnie, będziemy pamiętać o Janie Pawle II. On w ogóle nie miał wieku emerytalnego, bo swoją pracę wykonywał dożywotnio. Może w następnym expose nasz nieustający premier powie nam, że wszyscy powinniśmy brać przykład z papieża?
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...