NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
„Rzeczpospolita” do gułagu Drukuj
Tomasz Piątek   
14.12.2010
Jedenastego grudnia byłem na konferencji Pakt dla Kultury, zorganizowanej przez Obywateli Kultury. Bardzo mi się podobał sam pomysł konferencji: prezentacja dokumentu, w którym rząd zobowiązuje się do konkretnych kroków finansowych i organizacyjnych. Tyle, że ten dokument, oczywiście, przygotowali Obywatele Kultury, a nie rząd. Oni niejako podsuwają publicznie taki dokument rządowi do podpisu. I wobec takiego dokumentu rządowi trudno jest publicznie powiedzieć „Nie!“. Niestety, mówienie „Nie!“ z miłym uśmiechem jest specjalnością tego rządu.

Proszę pomyśleć: artyści i ludzie kultury z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy, żeby powiedzieć rządowi, jak ratować cywilizację w Polsce przez upadkiem, barbarzyństwem,analfabetyzmem i, co tu kryć, niewolnictwem, jakie w najbliższej przyszłości czeka analfabetów. Uczestnicy spotkania utyskiwali – i bardzo słusznie – na to, że nie ma ministra edukacji na sali. Ale jakoś nikt specjalnie nie komentował innej, krzyczącej nieobecności. Nieobecności ministra kultury. Najwyraźniej ludzie kultury przestali już spodziewać się czegokolwiek od ministra kultury.

Wróble ćwierkają, że wysocy funkcjonariusze ministerialni ostrzegali („Lepiej nie przychodźcie na ten Pakt dla Kultury, dobrze wam radzę“) różne organizacje i osoby współpracujące z Ministerstwem Kultury lub korzystające z jego pomocy. Wróble ćwierkają, że niektórzy wysocy funkcjonariusze ministerialni w ostatniej chwili wysyłali rozpaczliwe SMS-y do swoich zwierzchników („Czy mogę tam przyjść?“). Z wiadomym rezultatem, bo w końcu nie przyszli. Ministerstwo Kultury najwyraźniej postanowiło zbojkotować kulturę. Niestety, jak mawiali Marian Eile i Leopold Tyrmand, każdy, kto walczy ze sztuką, w końcu przegra.

I to już byłby morał tego felietonu, gdyby nie wpadła mi w ręce weekendowa „Rzeczpospolita“. Jest to, jak niedawno napisałem, gazeta niezwykle ponura, ale dział kultury ma całkiem przyzwoity i ciekawe dodatki. Dodatek „Plus Minus“ był tym razem szczególnie ciekawy, bo zamieszczono w nim fragmenty dziennika Mariusza Wilka. Mariusz Wilk pisze tak: „…demokracja jest obecnie świętą krową w tak zwanym poprawnym politycznie myśleniu, a ja już na początku lat 90‘ dałem wywiad piterskiemu /peterburskiemu, T. P./ radiu, gdzie napomknąłem, że w odróżnieniu od markiza de Custine’a, który przyjechał do Rosji jako zwolennik monarchii, a wyjeżdża jako przekonany demokrata, ja przyjechałem tu jako niedawny działacz opozycji demokratycznej, a wyjadę – jako zwolennik władzy autorytarnej i przymusowej pracy. Tym wywiadem niechcący otworzyłem sobie wrota Biełomorkanału, bo słuchał go Amigud (naczelnik BBK /Białomorsko-Bałtyckiego Kanału, T. P./) i tak mu się to spodobało, że jak pół roku później zwróciłem się doń o pozwolenie na przejście przez kanał, to nie tylko od razu się zgodził, ale zawołał do sekretarki, żeby przyniosła do gabinetu ormiański koniak, ikrę i cytrynę“.

Mariusz Wilk to człowiek, który w swojej książce „Wołoka“ wypisuje zbrodnicze dyrdymały o tym, jak wspaniale było na budowie Biełomorkanału, jaka to była cenna inwestycja, jak to więźniowie jedli łososia i winogrona, popijając oczywiście ormiańskim koniakiem. A patriotyczna, nieskazitelnie antykomunistyczna „Rzeczpospolita“, która oburza się, że my w „KP“ mamy czelność dyskutować o Marksie lub wydać książkę o Leninie – równocześnie publikuje neostalinowskie brednie takiego faceta.

Ach, wysłać by tego Wilka na trzy lata na Sołowki, powiedziałby bułhakowowski poeta Iwan Bezdomny. Ale nie ma co go tam wysyłać, bo on sam tam jeździ po tych miejscach męki - jeździ i się zachwyca. Natomiast przed redakcją „Rzeczpospolitej“, która pozwala Wilkowi produkować się na swoich łamach, rzeczywiście powinny otworzyć się wrota Biełomorkanału i to na dłużej. Nie na trzy lata, nie bądźmy okrutni, ale na trzy miesiące. Niech sobie pomachają łopatą na mrozie, niech zobaczą, jaki stalinizm był słodki.


www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
MaybeLogic  - Wzięło mnie na wspomnienia…   |14.12.2010 18:22:15
Ponieważ obaj Panowie, o których Tomasz Piątek pisze (Bogdan Zdrojewski i
Mariusz Wilk) to moi znajomi sprzed lat, chciałbym troszkę
sytuację rozjaśnić. Bogdan nadadaje się na Ministra Kultury tak jak ja
do obróbki skrawaniem (choruję na parkinsonizm). Jego kulturalność
jest kulturalnością dobrze przyciętego trawnika w przydomowym ogródku.
Głównym Bogdana życiowo-artystycznym osiągnięciem jest fontanna
na wrocławskim Rynku przez ludek nazywana ostatnim wytryskiem. Nie można się po nim niczego więcej spodziewać jak piastowania
stanowiska. Całą swoją prospołeczną energię zużył podczas powodzi w
1997. Mariusz Wilk, natomiast, zawsze robił sobie jaja. Bardzo lubię
te jego jaja choć niekoniecznie są one dla wszystkich jajcarskie.
blaise   |14.12.2010 19:42:11
Co do Zdrojewskiego to należy pamiętać, że ministrem kultury został za karę, bo
plany miał ambitniejsze: Ministerstwo Obrony. Tusk jednak za nim nie przepadał i
zrobił mu psikusa - dał mu najmniejszy resort.
JuliszCezar   |15.12.2010 02:05:42
Stalinizm to efekt "błędów i wypaczeń" świetlanych myśli Marksa i
Lenina?? To ich nieuchronne rozwinięcie!
A dawanie pieniędzy "na
kulturę" z podatków to zwykłe złodziejstwo promowane tylko i wyłącznie przez
zainteresowanych (tzw. Tfórców bez talentu, tworzących gówniane pseudodzieła,
których powstanie bez dotacji nie byłoby możliwe). Prawdziwy artysta sra na
dotacje państwowe, chociażby z powodu biurokratycznych formalności i wymagań
PŁACĄCEGO co do TREŚCI…
newtown_neurotic   |15.12.2010 14:03:07
Wiadomo! Prawdziwy Artysta z talentem może kierować się tylko żelazną logiką
wolnego rynku, gdzie klient płaci i wymaga, oh wait.
Batistuta  - re:   |17.12.2010 02:19:09
newtown_neurotic napisa?:
Wiadomo! Prawdziwy Artysta z talentem może kierować się tylko żelazną
logiką wolnego rynku, gdzie klient płaci i wymaga, oh wait.


Sienkiewicz z Prusem jakoś się bez dotacji obywali, a to, że książki
sprzedają się dzisiaj żałośnie, to nie dowód na zdebilenie ludzi,
tylko oczywisty skutek badziewności tego co się próbuje ludożerce
wciskać jako "kulturę". Książki Jasia Kapeli to nie jest
kultura(weźmy Pana Jasia jako przykład), to badziew, marny, błahy,
pisany załośnie kiepsą polszczyzną. Dotować można twórców, którzy
wnoszą jakąś rzeczywistą wartość, na przykład, w przypadku literatury,
stoją na straży języka, pielęgnują go, wskazują mu nowe możliwości,
krzewią umiłowanie dla staranne, pięknej, melodyjnej polszczyzny, a jeżeli
już muszą ten język uwspółpcześniać, to w dobrym stylu, nie kalając
go, nie sprowadzając do jakiegoś niegramatycznego, niechlujnego
bełkotu. Weź poczytaj sobie tą współczesną prozę, co to kurwa jest?
Bełkot bez barwy i rytmu(no bo trudniej wysławiać się zdaniami
schludnymi, kunsztownymi). Poczytaj sobie chociażby teksty Pana
Piątka, powszechnie uważanego za jednego z najdolniejszych wspólczensych
pisarzy, a potem porórwnaj z, na przykład, eseistyką Parandowskiego,
Vincenza, Przybosia albo "Boya", czyli pisarzy, którzy też
swoim czasie uważani byli za "zdolnych",
nie "wybitnych:", nie "znakomitych", tylko
"zdolnych". I co? Przepaść jest.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.76656 Seconds