Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Zbrodnia w operze Drukuj
Tomasz Piątek   
12.02.2009
Czy można w Polsce publicznie napluć - i „napluć” to nie jest tutaj brzydkie słowo - na papieża, biskupów, cały tak zwany kościół katolicki? Czy można zrobić to w szacownej świątyni sztuki, utrzymywanej z publicznych pieniędzy? I czy można przy okazji napluć też na bazarową „rewolucję seksualną” z lateksu za pięć groszy?

Można. Pod warunkiem, że się to zrobi nie słowem, a obrazem. Symbolicznym, ale jasnym. Pamiętam, jak kiedyś Andrzej Wajda opowiadał tak: cenzor komunistyczny to był literat. Czepiał się słów. Obrazów nie rozumiał i w ten sposób, jeśli w filmie dialogi były zgodne z linią partii, obrazem można było wygłaszać całe poematy buntownicze i manifesty antykomunistyczne.

Niewiele się zmieniło od tamtych czasów. Teraz nie ma komunistycznego cenzora, jest papieski sędzia. Ludzie, którzy pozwolą sobie na bunt wobec Naszej Największej Świętości, mają się czego bać. Janusz Rolicki, o ile dobrze pamiętam, nazwał Jana Pawła II - uwaga, cytuję, to nie moje słowa, niech Cała Straszliwa Wina spadnie na Rolickiego! - „prostackim wikarym z Niegowicia”. I zaraz pod groźbą procesu, grzywny, więzienia musiał przepraszać. Oczywiście, można byłoby się procesować, apelować, kasować w Sądzie Najwyższym, odwoływać do Helsinek, Bruksel, Strasburgów, w końcu wygrać przed europejskim trybunałem, po raz kolejny zdumionym, że Polacy wciąż nie rozumieją pojęcia: „wolność słowa, sumienia i wyznania”. Ale komu by się chciało pięć lat procesować? Rozleniwił nas ten liberalizm. Ha, ha, liberalizm.

Byłem w łódzkiej operze na „Czarodziejskim flecie”. „Czarodziejski flet” ma osobliwe libretto, fabularnie kalekie. W drugim akcie już wiadomo, że Wielki Kapłan Sarastro jest dobry, a Królowa Nocy zła - i do końca nic się pod tym względem zmienia. Żadnego zwrotu akcji, tylko przez cały czas wszyscy utwierdzają się wokalnie-chóralnie w przeświadczeniu, że Kapłan Dobry, a dziwka niedobra. Zupełnie jak w Polsce (i jak w Palestynie tuż przed przyjściem Jezusa, swoją drogą). Wielu znawców opery nie może się pogodzić z tym kalectwem libretta i doszukują się w nim ukrytych znaczeń, analizują zawarte w nim symbole masońskie i niemasońskie. A także pre-romantyczne tropy, mające wskazywać na to, że Królowa Nocy jest jednak dobra.

W łódzkiej inscenizacji (reżyser Waldemar Zawodziński) Królowa Nocy jest Queer Queen, wielką panią bizzarre-sadomaso-makabry. Śpiewa stojąc na gigantycznej ludzkiej miednicy (nie w sensie miski, tylko w sensie tych kości, pomiędzy którymi, że tak powiem, odbywa się seks i poród). Jej Trzy Damy utrzymane są w estetyce: „Domina Jadzia depcze profesjonalnie”. Bicze, skórzane body, mamuśkowate pończochy. W dziecinnych łóżeczkach-klatkach trzymają niewolników w lateksowej uprzęży.

Z kolei nad świątynią Sarastra unosi się - dosłownie - Święty Embrion. Sam Wielki Kapłan nosi stułę haftowaną w kwiatki, motylki i - na dole, przy samej ziemi - trupie czaszki. Otacza go pełen uwielbienia tłum kardynałów, biskupów, mnichów i mniszek. On sam nie czci nikogo. Prowadza ze sobą nagiego Człowieka-Chrystusa, ale traktuje go skrajnie instrumentalnie. Czasem każe mu nakładać kościaną maskę śmierci, żeby straszyć nim dzieci. Czasem krzyżuje go na ścianie, żeby przyozdobić nim straszliwe 01 Przykazań. Piszę „01” Przykazań, a nie „10 Przykazań” bo na kamiennych tablicach wypisane są tylko zero-jedynki: 010101010101010101. Czarno-biała logika, dobre-złe, nakazane-zakazane.

W podziemiach świątyni znajduje się katolicki gułag. Tu nie ma „niewolników rozkoszy”, tu prawdziwi niewolnicy kręcą ogromnym kieratem. A w jednym z pomieszczeń mamy szubienicę onanistów, których celibat doprowadził do samobójstwa: wiszą, ściskając damskie biustonosze w rękach.

Książę Tamino i ptasznik Papageno to postaci z Mrożka i Barei. Papageno to Edek, Miś, prosty facet, który chce sobie pojeść, popić i popieprzyć. Oczywiście, jeśli tylko jest okazja, przypisuje sobie zasługi ideologiczne typu pokonanie straszliwego smokowęża - ale bardziej interesuje go co innego: czy Tamino, podobno syn króla, skręci mu mały biznesik na boku, lukratywny kontrakt na dostawę ptaszków? Tamino to inteligent na rozdrożu. Nie wie, czy służyć wolności, czy też wyższym ideałom typu Wtajemniczenie, Świątynia, Sarastro. Oczywiście decyduje się na to drugie. W nagrodę otrzymuje blond-dziewicę Paminę, ale najpierw musi przejść próbę absolutnej czystości: ani dotknąć narzeczonej, ani się do niej odezwać.

Papageno tym próbom, rzecz jasna, nie jest w stanie sprostać. Ale z litości Wielki Kapłan Sarastro daje mu morze wódki i Papagenę - nieco bardziej zaradną małżonkę. Oczywiście, razem z kupą dzieci, bo bez tego nic.

Przesłanie jest jasne. Dla tych, co szukają ideałów - neokatechumenat albo Opus Dei, prawie zupełnie „czyste” małżeństwo, które traktuje wstrzemięźliwość seksualną nawet nie jako jedyny dozwolony sarastriański środek antykoncepcyjny, ale jako próbę, umartwienie, inicjację. Plebs jest niegodny dostąpić wtajemniczeń i czytać Święte Księgi - nie zostaje wprawdzie potępiony, ale będzie żył w brudzie. Czyli w tym naszym kato-polskim patri-matriarchacie, który redukuje mężczyznę do roli woła rozpłodowego: da radę zrobić kupę dzieci, ale poza tym jest kompletnie wykastrowany.

Na końcu Sarastro zwycięża. I to jak! Tu najlepiej widać talent reżysera Zawodzińskiego - Królowa Nocy ze swoimi poplecznikami nie zostaje pochłonięta przez przepaść, konwencjonalną operową otchłań-zapadnię. Ona, podobnie jak cały jej dwór, zapada się w starość. W przejmującej ostatniej scenie dopełza do rampy - bo nie jest w stanie iść o własnych siłach - jako łyso-siwa, choć nadal nieźle wystylizowana, zakonserwowana kosmetykami pra-matrona. Damy dworu stają się ohydnymi staruchami. Małymi staruszkami - choć nadal w garniturkach od tzw. pierwszej komunii - stają się Dreie Knaben, trzej chłopcy (którzy wprawdzie pomagają Taminowi przejść wtajemniczenia, ratują też Paminę przed samobójstwem, ale ciąży nad nimi grzech pierworodny: o opiekę nad księciem prosiła ich Królowa Nocy, więc jakiś sarastriański IPN musiał uznać, że dzieciaki są jej agentami). W żałosnej agonii, w której marszczy się skóra i lateks, zwolennicy „liberalizmu” umierają.

Do tego momentu inscenizacja Zawodzińskiego mieściła się w granicach dosyć oczywistej (ale oczywiście niedopuszczalnej, bluźnierczej, zakazanej) krytyki polskiego katolicyzmu i polskiego „liberalizmu”. W finale ociera się o geniusz, a w każdym razie o wielką przenikliwość. Bo tyrania naszego polskiego (czy teraz już niemieckiego) Sarastra opiera się nie tylko na konwencji, przyzwyczajeniu, historycznych zaszłościach, które w końcu same z siebie zestarzeją się i znikną, wystarczy poczekać. Nie. Sarastro ma w ręku gorszą broń. Polacy prymitywnie, pogańsko, ale jednak myślą o sprawach ostatecznych. Naprawdę wierzą w Boga - ale nie wierzą, że Bóg wierzy w nich. Boga przede wszystkim się boją - to Ktoś oddalony, straszny, a więc niezrozumiały. Pragną oczyszczenia przez niezrozumiałe (i dlatego Boskie) czynności obrzędowe. Czują, że tacy, jacy są, papagenowaci, nie mają prawa prosić o Bożą miłość, potrzebny jest do tego ktoś bardziej czysty i mądry, bliższy Bogu (a przez to też trochę niezrozumiały). Pośrednik. Arcykapłan, który wprawdzie strasznie ich opieprzy (na co przecież w swojej papagenowatości zawsze zasługują), ale nie rzuci piorunem. A potem pobłogosławi, spryska magiczną wodą święconą, oczyści.

Ten strach przed sprawami ostatecznymi, przed starością, śmiercią, przed momentem, w którym człowiekowi może pozostać tylko Bóg - ten strach jest realny. I dopóki Polak nie weźmie na siebie ostatecznej odpowiedzialności - za samodzielne myślenie o życiu i śmierci, za osobiste szukanie Boga lub zaniechanie takich poszukiwań -  tak długo w Polsce rządzić będzie Sarastro i jego banda. Nadęci duchowi cinkciarze, przemytnicy towaru zastępczego, dilerzy pseudoboga.

Zawodziński rozwiązuje wątpliwości badaczy libretta „Czarodziejskiego fletu”: Królowa Nocy nie jest dobra. Ale Sarastro gorszy. A jaki wniosek ma z tego wyciągnąć odbiorca? Odbiorca wyciągać nic nie chce. W operze i pod operą nikt nie protestuje, ani sarastrianie, ani zwolennicy Królowej Nocy. Przecież to tylko opera, tylko sztuka. Wieczorowe wyjście w garniturze lub szpilkach, żeby przez chwilę poczuć się odchamionym. Co najwyżej, można się pośmiać - ale tak naprawdę, kogo obchodzi fiu-bździu pana reżysera? Papageno ma na głowie poważniejsze sprawy, swoje ptaszki i swoje dzieci.

I poza tym - przecież prawie nic nie zostało powiedziane słowem: to tylko kostiumy, dekoracje, tańce i scenki. Obrazy. Komunistyczny, anytkomunistyczny, postkomunistyczny cenzor w głowie nadal jest literatem.

Być może jest jednak ktoś, kto nie chce dać się upupić jak Papageno. Ani przylepić sobie faryzejskiej gęby jak Tamino. Ktoś, kto dusi się w niemiłosiernej moralności zerojedynkowej, ale nie chce też niemoralności. Ktoś, kto pragnie stanąć przed Problemem Ostatecznym bez podejrzanej „pomocy” wielebnego cinkciarza.

Dla kogoś takiego na zakończenie tego felietonu zamieszczam kilka cytatów (przepraszam, że przydługich) ze świętych ksiąg, ktorych - zdaniem Sarastra - niewtajemniczony plebs nie rozumie i nie powinien samodzielnie czytać.

Ewangelia według Mateusza, 23, 23-24: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbaliście tego, co ważniejsze w zakonie /Prawie Boga, Starym Testamencie/: sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności; te rzeczy  należało czynić, a tamtych nie zaniedbywać. Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda.”

Ewangelia według Marka, 10, 17-30: „Przybiegł ktoś, upadł przed nim na kolana i zapytał go: Nauczycielu dobry! Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny? A Jezus odrzekł: Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij ocja swego i matkę. A on mu odparł: Nauczycielu, tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej. Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością i rzekł mu: Jednego ci brak; idź, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie”.

List do Hebrajczyków, 7, 26-28: „Takiego to przystało nam mieć arcykapłana, świętego, niewinnego, nieskalanego, odłączonego od grzeszników i wywyższonego nad niebiosa. Który nie musi codziennie, jak inni arcykapłani, składać ofiar za własne grzechy, następnie za grzechy ludu; uczynił to bowiem raz na zawsze, gdy ofiarował samego siebie. Albowiem zakon ustanawia arcykapłanami ludzi, którzy podlegają słabościom, lecz słowo przysięgi, która przyszła później niż zakon, ustanowiło Syna doskonałego na wieki”.
Komentarze
Dodaj nowy
rebelle  - lol!   |13.02.2009 03:24:41
szacun.
rebelle  - lol!   |13.02.2009 03:24:54
szacun.
szama   |13.02.2009 04:31:31
"który redukuje mężczyznę do roli woła rozpłodowego: da radę zrobić kupę
dzieci, ale poza tym jest kompletnie wykastrowany."
to znaczy wół
rozpłodowy raczej tylko w sensie invitro - bo wół to wykastrowany byk, woły
prauja na byki, byki zapładniają aby były woły, pamiętaj pan jak sie robi
dwcipy to działa zasada "jak nieprawda to niesmiesznie"
Panmik   |13.02.2009 05:33:59
No pięknie. Na tym szatanistyczno-ateistyczno-masońsko-lewackim portalu takie
rzeczy ;). Diabeł się przebrał w ornat i ogonem na mszę dzwoni - hahahaha.
A
tak serio - to coraz ciekawiej się na KP robi.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.83750 Seconds