Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wziąć Politykę w ręce Drukuj
Tomasz Piątek   
15.04.2009
Czytam tygodnik „Polityka”. Mówi się, że w czasach komunistycznej niewoli było to pismo, które nie mogąc powiedzieć prawdy, przynajmniej ją pokazywało. Nie mogąc postawić wyraźnej diagnozy, przynajmniej pokazywało słupek rtęci na termometrze. Oczywiście, można się spierać, na ile „Polityka” przemycała wolność, a na ile była kontrolowanym wentylem bezpieczeństwa, pożytecznym dla komunistów. Nie będę tego rozstrzygał. Ważne jest dla mnie co innego.  Za komuny „Polityka” pozwalała na chwilę zobaczyć potworną rzeczywistość. I to było maksimum tego, co dawała. Wszelkie ogłaszane przez tygodnik akcje naprawcze, programy gospodarcze, pospolite ruszenia - niewiele przynosiły i niewiele mogły przynosić w tamtej rzeczywistości. Absurdy, o których pismo donosiło, nieustannie powracały. A w każdym numerze dziennikarze dodatkowo odkrywali absurdy nowe. „Jest bez sensu” - mówiła „Polityka”. A kto czytał ją regularnie, rozumiał: „Jest bez sensu i raczej będzie tak dalej”. Niektórych to pewnie wściekało. Inni cieszyli się, że w oficjalnym obiegu jest przynajmniej trochę prawdy.

Wszyscy mówią - włącznie z samymi publicystami „Polityki” - że to się teraz zmieniło. „Polityka” podobno stała się normalnym pismem w normalnym społeczeństwie. Nie musimy się ograniczać do podglądania rzeczywistości, możemy o niej mówić głośno, możemy ją zmieniać, czyż nie?

Nie. Wziąłem dziś nowy numer „Polityki” w ręce i przekonałem się, że nie zmieniło się nic. „Polityka” pełni nadal tę samą funkcję, co kiedyś. Jest to nieśmiały głos, który próbuje coś powiedzieć… nie powiedzieć… pokazać… ale tak, żeby nie naruszyć obowiązujących dogmatów… zasłaniając się nazwiskiem eksperta… przemycić bolesną diagnozę pod płaszyczkiem przypadkowej obserwacji, kontrowersyjnej opinii… Jak w 1985 roku.

Potworny reportaż o slumsach. Ale to tylko reportaż, a więc opowiada o jednostkowych przypadkach. Jednostkowych i - wydawałoby się - szczególnych, jak na przykład ośrodki dla eksmitowanych. Albo nadpalona rudera w Żyrardowie. Mężczyźni umierają w śmietniku, a beznogie kobiety załatwiają się do wiadra na środku pokoju. Straszne przypadki. Straszne, ale tylko przypadki. To tylko Hrubieszów, to tylko Olszynka, małe miejscowości, zagubione peryferie, eksmitowane jednostki. To patologia, to nie polska norma, to przecież nie może być norma…

Nie może? W środku Polski umiera milionowa aglomeracja. Wielkie zabytkowe centrum dziewiętnastowieczne przeobraziło się w slumsy takie same, jak te w Żyrardowie. Dwa tysiące sklepów zamkniętych w ciągu roku (a w okolicy miasta - siedem tysięcy). Dzieci nie mają tatusiów. Nie dlatego, że cywilizacja śmierci przyniosła plagę rozwodów. Tu zamiast cywilizacji śmierci, jest zwyczajna śmierć. Tatusiowie przeważnie nie żyją. A ci co żyją, uciekli do Anglii. W mieście zostali martwi i alkoholicy, którzy też już niedługo będą martwi. W nocy - świeci co dwudzieste okno. A profesorzy od urbanistyki mówią, że połowę miasta trzeba wyburzyć, bo odremontować tego już się nie da. Czemuż to o tym nie chcecie pisać, panie i panowie?

Czytam dalej nowy numer „Polityki”. Rozmowa z Holendrem Janem Wiardą, który zreformował tamtejszą policję. „Przestać karać za narkotyki” - mówi Wiarda. A może by je narkomanom po prostu rozdawać, pojawia się prowokacyjna myśl. „To można będzie robić może za sto lat” - wzdycha Holender. Dlaczego nie teraz? Bo przeforsowanie jakiejkolwiek sensownej zmiany zabiera dużo czasu i jest bardzo trudne. Tylko 20 procent społeczeństwa myśli racjonalnie, twierdzi Wiarda. 80 procent chce karać. A jak im się pokazuje, że nawet najsurowsze kary nie działają, to wtedy żądają, żeby karać jeszcze surowiej niż najsurowiej. Kiedy to się zmieni? Kto wie, może za sto lat.

Skąd ja to pamiętam, pytam sam siebie. To samo uczucie, co przy czytaniu „Polityki” w 1985 roku. Jest bez sensu, ale inaczej nie będzie. Absurdalne cierpienie, ale usunąć jego źródła nie dadzą. Co robić? Jak mówić do tych 80 procent, żeby nie dać się zakrzyczeć? Kiedy zaproponowałem, żeby każdy bezrobotny dostawał 900 złotych stałego zasiłku, rzucili się na mnie różni „liberałowie”. „A koszty?! Kto ma za to płacić!” - krzyczeli, chociaż założę się, że kosztowałoby to mniej, niż wszystkie drogi, które bezskutecznie budujemy od dwudziestu lat. A tu proszę, holenderski reformator policji, Jan Wiarda, mówi tak o kosztach walki z drobną przestępczością: „System jest chory. Byłoby taniej powiedzieć sklepikarzom w Warszawie, żeby wszyscy zgodnie partycypowali w funduszu przeznaczonym na zapewnienie bezdomnym, narkomanom i pijakom dziennego zasiłku (…) To zmniejszyłoby koszty do powiedzmy 10 procent obecnych wydatków”. I co, panowie „liberałowie”, panowie: „brońmy podatnika przed obciążeniami”, panowie: „tnijmy wydatki publiczne, precz z zasiłkami”? Może jednak lepiej broni się podatnika, dając biednym zasiłki? Może lepiej dawać zasiłki zamiast płacić dziesięć razy tyle na zbirów z pałkami do bicia bezdomnych? Jeśli tak bardzo chcecie ciąć wydatki publiczne, to powinniście wręcz domagać się zasiłków dla biednych. Dlaczego tego nie robicie? A może wy po prostu lubicie zbirów, a nie lubicie bezdomnych, bezrobotnych i chorych? Może wy lubicie, jak bezrobotny jest bezdomny, chory i bity? Może wy uważacie, że biedny powinien być biedny, bo takie jest prawo natury? I gotowi jesteście nawet więcej zapłacić, żeby tylko biedny był naprawdę biedny? W takim razie mam do was tylko jedną prośbę: nie nazywajcie się liberałami. Nazywajcie się jaśniepaństwem.

Kilkadziesiąt stron dalej - inny wywiad. Profesor Janusz Czapiński z Wydziału Psychologii, rektor Wyższej Szkoły Finansów (no, proszę!) i Zarządzania w Warszawie. Mówi, że szybki rozwój Polski, który trwał przez ostatnie 20 lat, zaraz się skończy. Dlaczego? Bo był to rozwój molekularny. Indywidualistyczny. Każdy robił coś dla siebie. A możliwości takiego rozwoju właśnie się wyczerpują. Bo żeby dalej się rozwijać, trzeba robić rzeczy coraz bardziej skomplikowane, wymagające kooperacji. Współdziałania, wzajemnego zaufania, tak zwanego kapitału społecznego. Bez tego nie da się wybudować nawet głupiej autostrady (jak widać). Ten kapitał społeczny, kapitał społecznego zaufania został albo zniszczony, albo zdławiony. Neoliberalizm nauczył nas, że każdy ma tyle, ile sam sobie wyszarpie. A to doprowadzi do katastrofy. Tak mówi Czapiński.

Zgadzam się z tym - ale jakie pan rektor wyciąga z tego wszystkiego wnioski? Wnioski takie, że trzeba zmienić… szkolnictwo.

Znowu, jak 25 lat temu, „Polityka” pokazuje nam pożar, ale jakoś nie może powiedzieć nic o sikawce. Nie, nie czepiam się „Polityki”. Dobrze, że ktoś czasem napisze trochę prawdy. Ale tragiczne jest to, że ten tygodnik nadal musi być tym, czym był za Gomułki, Gierka i Jaruzela. Wtedy nieśmiało borował dziurki w niby-socjalistycznym więzieniu, dzisiaj nieśmiało boruje dziurki w niby-liberalnym matriksie.

Tak, oczywiście, jasne - szkolnictwo też trzeba zmienić. Ale w Polsce trzeba zmienić prawie wszystko. Konieczna jest rewolucja. Nie, nie komunistyczna. Niekomunistyczna i najlepiej bezkrwawa. Rewolucja socjalliberalna. Naprawdę liberalna i naprawdę socjal.

Trzeba zmienić system socjalny, tak aby pomagał nam budować kapitał społeczny, zaufanie człowieka do innych ludzi i do całego społeczeństwa, poczucie wzajemnej solidarności. A to poczucie, to zaufanie wzrasta bardzo wtedy, gdy człowiek wie, że społeczeństwo nie pozwoli mu zdychać na ulicy, że gwarantuje mu - na przykład - 900 złotych dochodu minimalnego.

Trzeba wziąć za mordę wielkie korporacje, bo to one są prawdziwymi wrogami wolności gospodarczej. One, nie państwo - państwem się one tylko wysługują. To one dławią mniejsze firmy i rodzime marki, to one korumpują polityków i służby, to one zaniżają jakość produktów poprzez marketing i nienormalną „dystrybucję szantażową” w hipermarketach (wielkie sieci handlowe zmuszają producentów do nadmiernego obniżania cen, a więc do cięcia kosztów produkcji, a więc do rezygnacji z jakości). To one niszczą kulturę poprzez reklamę, która jest nie tylko kłamliwa, ale także obłędnie głupia - i poprzez filmy, gry, muzykę, które są jeszcze głupsze, jeśli to możliwe, od reklamy! Gdy próbuje się choć trochę ograniczyć ich wszechwładzę, te mastodonty i tyranozaury biznesu wrzeszczą o zamachu na wolny rynek - ale przecież to, co nam oferują, to nie wolny rynek, tylko niewolny hipermarket. Trzeba wprowadzić takie zasady gry, takie prawa, które nie będą pozwalały kilku największym rosnąć bez końca i połykać wszystkich mniejszych. Tak, panowie „liberałowie”, wolny rynek jest głęboką ludzką potrzebą, jest głęboko ludzki - i ma podobne właściwości jak człowiek. Człowiek, żeby był wolny, musi się ograniczać. Tak samo rynek. Człowiek, który się niczym nie ogranicza, nie jest wolny, tylko kończy w więzieniu. Rynek, który pozwala na nieograniczony wzrost kilku kosztem wielu, przestaje być wolnym rynkiem, staje się oligopolem zniewolenia.

Trzeba w końcu przywrócić ludziom wiarę w to, że są wartości i siły większe niż egoizm. Nie może być tak, że to, co dobre i święte jest tylko narzędziem w ręku obłudnych chciwców. Nie może być tak, że to, co dobre i święte, funkcjonuje tylko jako przykrywka dla machlojek. Jeśli tego nie zmienimy, to żadnego kapitału społecznego nie odbudujemy. A to znaczy - słuchajcie, panowie konserwatyści, specjaliści od wartości - a to znaczy, że trzeba ukarać tych, którzy wartościami wycierają sobie gębę, robiąc na nich kokosy. To są najgorsi demoralizatorzy, to przez nich Polak już zaraz nie będzie wierzył w nic. Trzeba się zabrać za tych wszystkich złotych biskupów, mercedesowych prałatów, redemptorystów-helikopterystów. Dla nich odpowiednie jest tylko jedno miejsce - sala sądowa. Niech tam się wytłumaczą ze swoich afer, ze swoich dziwnych koncesji, ulg podatkowych i celnych, z gruntów, które wymusili od państwa, grożąc mu z ambony. Bez tego Polak żadnej wiary nie odzyska.

To wszystko moglibyśmy zrobić, gdybyśmy wzięli politykę w swoje ręce. A nie tylko „Politykę”.
Komentarze
Dodaj nowy
Szymon_G   |16.04.2009 04:16:10
Tylko jak mam tą politykę wziąć we własne ręce? Jak do cholery? Jak mam przekłuć
swoją złość w działanie? Na kogo zagłosować? Na jaką demonstrację pójść? Jak
chcesz mi przywrócić wiarę? Felietonem? Dziesięcioma felietonami? Stoma?
kot   |16.04.2009 08:56:06
,,Może wy uważacie, że biedny powinien być biedny, bo takie jest prawo natury? I
gotowi jesteście nawet więcej zapłacić, żeby tylko biedny był naprawdę biedny? W
takim razie mam do was tylko jedną prośbę: nie nazywajcie się liberałami.
Nazywajcie się jaśniepaństwem."
Piątek kolejny raz prezentuje formułę do
wielokrotnego użytku.
Nazbierało się nam tego jaśniepaństwa z PO z PIS z SLD.
Dobrze wiedzieć z kim się ma do czynienia.
Oglądam reportaż ze spalonego domu.
Wszyscy pomagają, rząd i prezydent też.Kilka dni wcześniej na jakimś kanale TV
reportaż o rodzinie wykwaterowanej, wyrzuconej z mieszkania. Koczującej na
klatce schodowej. Wyrzuconej z klatki na ulice- bo przecież na klatce nie można
mieszkać- to przeszkadza, to nieestetyczne! Zastanawiam się czyja sytuacja jest
gorsza? Psychicznie i materialnie. Kto w parlamencie przegłosował projekt o
przymusowych wykwaterowaniach?
kot   |16.04.2009 09:07:15
Na ulicę.
wojnier  - Piątek awangardą populizmu,   |17.04.2009 11:47:16
na razie nieśmiały, następca Leppera, brawo, jeszcze mi tu brakuje przypowieści
o uchu igielnym i bogaczu. Panie Tomaszu, proszę nie zapominać o owadach, ani
chybi neoliberałowie latający prywatnymi odrzutowcami sieją wołka zbożowego.
wojnier  - Kot,   |17.04.2009 12:15:35
aż się prosi żeby młoda lewica zrobiła coś konkretnego, zbudujcie składkowy dom
dla eksmitowanych, zamiast tyle biadolić. Dopóki lewica nie udowodni, że
potrafi, przyjście Godota nie pomoże.
kot   |17.04.2009 16:53:59
Wojnier , żeby polemizować trzeba wiedzieć z jakimi poglądami się
polemizuje.
Zwracałem już tutaj uwagę na to, że lewicowość to nie jest
okazywanie litości i dawanie jałmużny - lecz działanie systemowe. Nie tylko
jest niemoralne, ale także głupie pozostawianie ludzi bez nadziei i
stawianie ich w sytuacji bez wyjścia. Wówczas (jak pisze Piątek) trzeba
budować więzienia ( jak w USA) wysokie mury i wydawać pieniądze na
ochroniarzy.
Z tego co piszesz wynika, że dzielisz ludzi na lepszych i
gorszych? Teraz pewnie gorsi to ci, którzy są sami sobie winni. Kiedyś gorsi
to byli niewolnicy, potem ci gorzej urodzeni.
I miało to jakiś sens, bo wtedy
dla wszystkich nie starczało. Teraz, zapewniam Cię (mimo pozorów, że tak nie
jest) wszystkiego jest za dużo.
Roger  - kiedyś   |18.04.2009 14:58:03
Kiedyś Polityka była niewyraźna, bo nie mogła być lepsza. Dziś Polityka jest
nijaka bo nie chce pisać prawdy. Zresztą pamiętam, jak w całej rozciągłości
popierała pomysły Leszka Millera.
wojnier  - Zmiany systemowe czyli przydział   |19.04.2009 13:22:44
Zastąpienie mechanizmu rynkowego, nawet tylko w wybranych dziedzinach, prowadzi
do patologii znacznie większych niż te dostrzegalne obecnie. Przecież jeżeli nie
pieniądze to o rozdziale dóbr będzie decydował ktoś czyli widzimisię. Skąd ta
wiara, że widzimisię ktosia jest sprawiedliwsze niż decyzje rynkowe.
Przywoływane na tym forum błędne decyzje "neoliberałów" również wynikają
z założenia, że ktoś zadziała lepiej niż rynek. A. Greenspan też był takim
ktosiem i nie działał jako element rynku tylko jako regulator. Piszecie
"regulator socjalista byłby na pewno lepszy". Czyli jaki, wygenrowałby
jeszcze więcej pustego pieniądza czy wcale?
kot   |20.04.2009 02:43:57
Dobry przeciwnik lepszy od poplecznika.
Lubię przeciwników myślących. Nie-
takich którzy maja przekonania mimo wszystko, i do których nic nigdy nie
dotrze, bo oni wiedza , bo wiedza.
Do tych pierwszych należy wojnier, którego
przekonania nie wynikają tylko z głębokiego przekonania.
Jego uzasadnienie
(wpis wyżej) jest dobrze sformułowane, logiczne . Gdzie wiec może być błąd? A
może go nie ma?
Rynek to takie sito, które niezależnie do człowieka odsiewa to
co dobre od tego co w gospodarce nieudane. Zatem człowieka z jego ułomnościami
należy odsunąć od gospodarki i zostawić ją niewidzialnej ręce rynku, która nie
podlega emocjom, korupcji itp  jest mechanizmem który się nie myli jak omylni
ludzie. Gorsi odpadają na rynku pozostają lepsi, wydajniejsi bardziej
innowacyjni, a gdy coś nawali i przychodzi kryzys , to jeszcze lepiej , bo
jeszcze lepiej oczyści gospodarkę pozostawiając na nim tylko to co
zdrowe.
Wniosek :człowiek jest ułomny rynek nie. I wszystko jasne. Państwo
won.
Ładnie to wygląda gdyby to tak było.
Tymczasem z tego wszystkiego tylko
jedno jest pewne. Rynek (kapitalistyczny, a o takim tu mówimy) ma generować zysk
. I co już mniej pewne-wraz z zyskiem wzrasta dochód narodowy, a dochód
narodowy  to bogactwo nas wszystkich.
Pierwszy błąd, to przekonanie, że
rynek może obejść się bez regulacji. Nie może. Rynek nie może istnieć bez
regulacji. Rynek nie działa w chaosie. A więc mówienie, że można się uwolnić od
zawodnego czynnika ludzkiego jest postulatem nie do zrealizowania. I już w tym
miejscu musimy przyznać, że regulacje jak każde ludzkie dzieło, mogą być dobre
lub złe, dla jednych korzystne dla drugich nie za bardzo.
A skoro rynek nie
może obyć się bez regulacji, skoro regulacje zasadniczo wpływają na sposób
funkcjonowania rynku i regulacji nie tworzy rynek lecz czynnik wobec niego
zewnętrzny (ten zawodny), to nie plećmy, że rynek pozostawiony sobie zawsze
wybierze dobrą drogę.
Pozostałe zawodności rynku, których nie jest w stanie
sam z siebie naprawić są zbyt banalne, aby się nimi zajmować.
blaise   |20.04.2009 05:51:34
Chciałbym poznać choć jeden przykład na skuteczność takiego "nieskrępowanego
mechanizmu rynkowego". Czy jest jakiś kraj, gdzie coś takiego istnieje i
daje pożądane rezultaty? Na pewno nie było tak za Reagana, ani za Pinocheta. A
może to tylko jakiś typ idealny, który istnieje tylko w książkach von
Misesa?
Nawet gdyby istniał w takiej formie jak widzą go idealiści to i tak nie
spodobałby mi się za bardzo. Na prawdziwie wolnym rynku silniejsi wygrywają,
słabsi przegrywają i nikogo to nie powinno martwić, bo to ich problem, dla nich
są dobrze zaopatrzone śmietniki. Na Wspaniałym Wolnym rynku przedsiębiorcy
dążący do zysku w jak najkrótszym możliwym terminie świetnie zadbają o edukację
i zdrowie społeczeństwa, a kto nie jest w stanie zapłacić to ma problem. Jedynym
pożądanym uzdolnieniem jest zdolność zarabiania pieniędzy lub przekonywania
innych, żeby je dali. Nic dziwnego, że nigdzie taki rynek nie działa, nic też
dziwnego, że jego najwybitniejsi piewcy, żyją z państwowych pieniędzy i nie
stronią od ministerialnych i akademickich stanowisk.
wojnier  - Kot.   |20.04.2009 14:30:15
Jesteś mi obojętny,ale jako polemista powinieneś bazować na argumentach
wysuwanych przez stronę przeciwną a zaręczam, że stanowczo za mało czytasz
liberałów, to samo Blaise, to ze znasz nazwisko Mises to jeszcze mało by
polemizować skutecznie.
Argument " państwo won" jest wyssany z palca.
Państwo w systemie liberalnym ma bardzo istotne zadania.
Ulubione lewicowe
stwierdzenie "wolny rynek - panaceum na wszystkie problemy" w
argumentacji liberalnej nie istnieje, istnieje natomiast konstatacja często
bezskutecznie powtarzana, że im mniej rynku tym żyje się drożej.
Twierdzenie,
że rynek bez regulacji nie może istnieć nie może być podstawą do mnożenia tych
regulacji w nieskończoność, to że mamy chaos na rynku właśnie jest wynikiem
nadmiaru regulacji.
Nawet jeżeli regulacje są potrzebne to jest ich kilkanaście
może kilkadziesiąt, Polska ma tysiące regulacji, czy jesteście pewni że
wszystkie są takie niezbędne?
Argumentacja , że skoro wprowadzamy regulacje
przez co rynek działa wadliwie więc potrzebna jest dalsza ingerencja, jest
kwintesencją błędnego pojmowania roli rynku. Niezbędne regulacje rynku są
potrzebne w sensie technicznym aby właśnie umożliwić mu działanie bez ingerencji
regulatorów osobowych, reszta regulacji to polityka. Zgoda na politykę na rynku
oznacza wyzysk, za który zawsze płacą konsumenci a nie kapitaliści.

Na
prawdziwie wolnym rynku silniejsi wygrywają, słabsi przegrywają i nikogo to nie
powinno martwić, bo to ich problem, dla nich są dobrze zaopatrzone śmietniki. 
Bardzo smutny los słabszych, tylko wniosek z wywodu nielogiczny. Dlaczego
główną rolę socjalną mają sprawować pracodawcy skoro udział właściciela w cenie
przeciętnego wyrobu jest pięć razy mniejszy niż podatek. Po co obarczać firmy
zadaniami innymi niż potrzebne do celów produkcji skoro one tego nie potrafią?
Po co realizować feudalny stosunek pracownika do jednego zakładu? Nie lepiej
zwiększyć ilość efektywnych przedsiębiorstw co zarówno poprawi pozycję
przetargową pracowników jak zwiększy budżet?
blaise   |20.04.2009 16:13:05
"Dlaczego główną rolę socjalną mają sprawować pracodawcy (..) Po co
obarczać firmy zadaniami innymi niż potrzebne do celów produkcji skoro
one tego nie potrafią?"
Chodzi właśnie o to, że tego nie
potrafią, nie są w stanie i nie należy powierzać tego zadania firmom. A
próbuje się, przykładem są przecież żądania prywatyzacji
służby zdrowia. A jak sobie radzą fundusze emerytalne
możesz
sprawdzićtutaj
Czyżby gorzej niż Zus? Niebywałe. (Domyślam się jak to skomentujesz..)
Rzeczywiście prywatni przedsiębiorcy nie są stworzeni do takich
zadań, wystarczy przeczytać Gdy emeryci tracą fundusze zyskują. W Chile jest teraz
podobnie.
"Nawet jeżeli regulacje są potrzebne to jest ich kilkanaście
może kilkadziesiąt, Polska ma tysiące regulacji, czy jesteście pewni
że wszystkie są takie niezbędne?"
A kto ustali, które są
niezbędne a które nie? Może komisja Palikota w skład której wejdą:
przedstawiciel Tesco, członek lewiatana i poseł partii komunistycznej? A na
jakiej zasadzie ustalimy, że rynek działa dobrze lub nie i potrzebne
są dalsze regulacje lub częściowa deregulacja? A która regulacja to
polityka, a która w sensie technicznym jest niezbędna? Ustali to
wspomniana komisja.
Ciekawe, bo tak się składa, że i ja nie uważam, żeby
państwo potrafiło rozwiązać wszelkie problemy i że rynek nie
jest lekarstwem na wszystko. Problem pojawia się wtedy kiedy paru
wujków zbierze się i postanowi dać zarobić (oczywiście z miłości do wolnego
rynku) przedsiębiorcom na funduszach, na szpitalach i czymś tam
jeszcze a całą imprezę sfinansują jacyś emeryci, którzy i tak prawie nic
nie mają. 
System socjalny jest potrzebny, nawet gdyby miał być
obciążeniem dla firm, które płaciłyby wyższe podatki. "Pomoc socjalna
jest po to żeby niepełnosprawna emerytka w drugim końcu miasta miała
co jeść" (N. Chomsky), nawet jeśli jest sama sobie winna, bo nie była
wystarczająco zdolna, przedsiębiorcza, innowacyjna, pracowita etc.
powinni to zrozumieć i przedsiębiorcy i urzędnicy. Ale co obchodzi to
zagraniczne korporacje?
blaise   |20.04.2009 16:16:50
pierwszy link: http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,6516773
,_P___ZUS_pokonal_fundusze_emerytalne__po_raz_drug i.html
Przepraszam nie wiem
czemu nie zadziałał
kot   |21.04.2009 01:30:20
Wojnier, masz zasadną racje mówiąc ,że polemiki mają sens wtedy gdy odnoszą się
do konkretnych stwierdzeń i argumentów tego z kim polemika jest
prowadzona.
Odniosę się zatem do kluczowego twierdzenia poglądów, które
reprezentujesz
: ,, konstatacja często bezskutecznie powtarzana, że im
mniej rynku tym żyje się,, (nie wiem czemu technika tej witryny nie
toleruje wielokropków i cudzysłowów?) gorzej (,,drożej,,). I dalej ,, Nawet
jeżeli regulacje są potrzebne to jest ich kilkanaście może kilkadziesiąt, Polska
ma tysiące regulacji, czy jesteście pewni że wszystkie są takie niezbędne? ,, ,
,,regulacje powinny być tylko techniczne,,.
Co to znaczy im mniej rynku tym
lepiej? Co to znaczy za dużo regulacji? Co to są te regulacje techniczne?
To
znaczy dokładnie to samo co: im więcej rynku tym gorzej lub: za mało
regulacji.
-To po prostu nic nie znaczy. Zarówno te twierdzenia jak ich
zaprzeczenia nie maja sensu. Natomiast nie ma sposobu aby odróżnić regulacje
techniczne od nie technicznych- sens j.w.
Służą celom ideologicznym, pijarowi
takiemu, czy innemu ale to nie są racjonalne stwierdzenia, które należy
traktować poważnie. Dlaczego? Bo nie zawierają żadnych przesłanek, które by
pozwoliły stwierdzić co to znaczy: ,,mniej,,, co to znaczy: ,,za dużo,,
To są
takie narzędzia pijarowskie służące do oszukiwania innych, lub siebie. Tak czy
inaczej zastosować się nie dają, a wprowadzić w błąd mogą jak najbardziej.
Nie
ma zatem zbyt dużo regulacji lub zbyt mało.- Powinno ich być tyle ile potrzeba.

Czy są regulacje nie potrzebne, szkodliwe? Ależ są . Czy brak jest koniecznych
regulacji? Ależ tak. Obie sytuacje maja miejsce. Ale o tym muszą rozstrzygać
inne kryteria niż proste: że czegoś jest za dużo. Kryteria jakościowe, a nie
ilościowe.
I pytanie kto ma decydować o wprowadzeniu lub likwidacji
takich,
czy innych regulacji(?)!
kot   |21.04.2009 03:14:11
Jesteśmy więc przy zagadnieniu regulacji. Jak to z nimi jest? Maja taką przykra
cechę, że nawet gdy są najbardziej konieczne naruszają interesy jakiejś
zbiorowości. Jedna z przeszkód dla których budowa dróg w Polsce przebiega
opornie jest brak odpowiednich regulacji prawnych. Mamy kryzys, który według
jednych wywołała regulacje uznane jako wtrącanie się państwa do rynku, według
drugich brak regulacji nadzorujących finanse banków.
Ci, którzy widza
przyczynę kryzysu w zbyt niskiej stopie procentowej ( niekonsekwencja, bo
regulacja stopy procentowej w górę lub w dół, to nie żadna operacja techniczna
i nie da się też zastosować tezy o zbyt dużej lub zbyt małej ilości regulacji
) i polityce państwa sprzyjającej zakupom domów przez jak największa ilość
obywateli -popełniają harakiri swoich poglądów, bo co z tego wynika? Że
uczestnicy rynku
( w bankach amerykańskich zatrudniona jest elita biznesu,
podlegająca pozytywnemu doborowi kadr, do zabezpieczania kredytów i tworzenia
instrumentów pochodnych zostali zaangażowani najwybitniejsi matematycy) kierując
się rynkowa logika zysku są gotowi
popełniać największe głupoty. Działać na
długi dystans wbrew swoim interesom, bo tak każe rynek. Ślepy rynek zarówno
bez rozumnie tworzący wartości jak na ślepo wymuszający nieracjonalne działania
inteligentnych, wykształconych, wyselekcjonowanych pozytywnie uczestników
rynku.
Państwo stworzyło warunki dla osiągania szybkich wielkich zysków, które
musiały zaowocować krachem. Nie ustawiając odpowiednich zabezpieczeń
(regulacji) Bezwzględna siła rynku, popchnęła rozsądnych ludzi do zachowań
autodestrukcyjnych,
mimo, że wiedzieli - nie chcieli wiedzieć ,że to się musi
źle skończyć. Jest wiele sytuacji, w których rynek bez odpowiednich regulacji
wymusza działania szkodliwe dla całych populacji:
np. wycinanie lasów w
Brazylii, zatruwanie powietrza itp., itd.
A kolejny kryzys rynków finansowych
, który po daj Boże szczęśliwym zakończeniu obecnego, już wisi nad nami (
groźniejszy) mogą powstrzymać tylko odpowiednie regulacje, którym z całą siła
wielkiego pieniądza będą się przeciwstawiać w imię nie wtrącania się do rynku
jego ideolodzy.
bedzie_dobrze   |21.04.2009 14:26:34
Ekonomiczna sila zachodu jest zbudowana na pozyczce pod zastaw pozyczki. Dopoki
tego nie wymyslono, ograniczone przez ilosc zlota rynki Europy nie roznily sie
niczym od wszystkich innych rynkow i staly w miejscu. Jedynie kredyt pod zastaw
kredytu pod zastaw kredytu pod zastaw… itd. mobilizuje ludzi do takiego
oblakanczego i energicznego dzialania, ze stanowiac jakies 10% populacji planety
sa w stanie ja cala skolonizowac i wszystkich innych sklonic, by uwierzyli, ze
ich papierowe pieniadze pod zastaw papierowych pieniedzy pod zastaw papierowych
pieniedzy to cos rzeczywistego, dla czego ci wszyscy pozostali powinni wytwarzac
realne przedmioty by to zdobyc. Chociaz jeden taki zielony papierek za caly
dzien pracy w kopalni. A ze ten papierek jest wydrukowany na mocy obietnicy
wydrukowania kiedys kolejnego to juz wiedza tylko ci co drukuja. Ci co siedza w
kopalni by na to nie wpadli, ze mogliby sobie sami drukowac podobne. Klopot w
tym, ze nie da sie tak robic w bambuko wszystkich w nieskonczonosc. Albo biali
ludzie poslugujacy sie lacinskim alfabetem zaczna pracowac wytwarzajac realne
przedmioty dajace sie zmierzyc i zwazyc, zamiast uprawiac kabale w powietrzu,
albo w pewnym momencie sami sie stana towarem kupowanym i sprzedawanym jak
bydlo. Czasy, w ktorym zostawalo sie niewolnikiem za dlugi nie sa wcale tak
odlegle. Sa dzis miejsca na Ziemi, gdzie wciaz tak sie zdarza i mamy juz dlug
wobec mieszkancow tych miejsc takze.
wojnier  - Kot,   |21.04.2009 15:20:55
Omówmy więc, po raz nie wiem który, przypadek amerykański. Clinton wymyślił
regulację, w dobrej wierze, zapewne, by pomóc ludziom kupić domy a przy okazji
nakręcić trochę koniunkturę w budownictwie. Regulacja polegała na poręczeniu
kredytów udzielanych tym, którzy normalnie tych kredytów by nie dostali. Dowcip
polega na tym, że wszyscy późniejsi uczestnicy tego ruchu zachowywali się
racjonalnie ze swojego punktu widzenia. Banki przetwarzały te kredyty tak jak
poprzednie, papiery krążyły dopóty nie okazało się, że rzeczywiście ludzie tych
kredytów dostać nie powinni. To nie ‘bezwzględna siła rynku’ tylko wiara, że
skoro rząd poręczył to wiedział co robi kazała traktować te kredyty tak samo
jak inne. Ja twierdzę, że regulacja ta od początku była błędem, Ty natomiast
uważasz (sądzę po dotychczasowych wpisach), że trzeba było zmienić przy okazji
prawo bankowe tak by zniwelować zgubne skutki tej regulacji i przekuć ją w
sukces. Jeśli wyjawisz szczegóły takiego ruchu, posada w NBP nie wyjęta. Twoje
zastrzeżenia do mechanizmów rynkowych jak na razie opierają się głównie na
negatywnych skutkach nietrafionych regulacji. Nie przeczę, że beneficjentami
niektórych przedsięwzięć na rynku są ‘niewłaściwi’ ludzie ale to dzięki temu, że
przeforsowali jakieś uprzywilejowujące regulacje, a nie że tak działa rynek. Aby
się przed takimi przekrętami uchronić trzeba do każdej regulacji dodawać
rozbudowane systemy nadzoru i wielostopniowej kontroli co i tak nie chroni przed
korupcją. Już samo stwierdzenie ‘naruszają interesy jakiejś zbiorowości’ powinno
Ci dać do myślenia o skutkach, a jest taki, że ta zbiorowość natychmiast stara
się zneutralizować naruszenie tego interesu i wymusza następną regulację
kompensującą to naruszenie. To oczywiście narusza inną zbiorowość …
kot   |22.04.2009 08:57:12
Wojnier wbrew swoim wcześniejszym deklaracjom ( w ostatnim poście ) wróciłeś na
pozycje: mam przekonania - argumenty podważające je będę ignorował ( poglądy
kibica Wisła pany, Legia- dziady i to wystarczy. Lepsi, to ci, którzy
głośniej krzyczą). Jest w tym i mój udział (biję się w piersi), bo nie byłem
w ostatnim zbyt precyzyjny i wyrazisty w eksponowaniu tez i
argumentów.
Czytając cię, było nudno- bo to co zwykle, do momentu gdy
wyłowiłem tezę, że regulacje wymuszają kolejne regulacje.
I to jest ciekawe.
Ale odniesienie się do tego będzie wymagało przejścia na wyższy poziom
abstrakcji. Nie wiem jak to znosisz.
Bo co to takiego? Regulacje.
Sprowadzają się do wprowadzania ograniczeń, przedziałów (od-do), w których
dany parametr optymalnie pracuje.
Ale ograniczenia - to zakazy. Zakazy wymagają
pilnowania. Pilnujących trzeba pilnować. Eskalacja pilnujących. Więc jakby
wychodziło na to, że dobrze mówisz.
Gdzie leży błąd? Jeżeli jest
błędem!
Niestety. Regulacji nie da się ominąć. Co nie znaczy, że nie ma głupich
regulacji. Nie można znaleźć ani jednego przykładu na to, że jakikolwiek
złożony układ może nie wymagać regulacji. Rozejrzyj się twój samochód,
telewizor, komputer, mecz piłki nożnej , ty sam jako układ biologiczny. Spróbuj
w jakimkolwiek złożonym układzie zaniechać regulacji. Następuje katastrofa.
Samochód się rozbija, narkoman umiera, telewizor przestaje działać, powstaje
kryzys rynków hipotecznych A ty rynek chcesz zostawić poza regulacją.

Regulacje jako ograniczenia w świecie fizycznym wymagają dublowania rzadko
( w locie na księżyc), a eskalacji nigdy. Immanencją człowieka natomiast jest
zarówno poddanie się ograniczeniom, jak chętka ich przekraczania. Masz ochotę
dać swojemu szefowi mordę, ale to rzadki wypadek do którego dochodzi.
Najczęściej dochodzi do przekraczania ograniczeń w domu , bo tam uchodzi to
bezkarnie.
Korupcja- na styku państwowe prywatne. Jest to łamanie zakazów,
trudne do upilnowania.
Tu często dochodzi do eskalacji pilnujących ABW, CBA,
policja itd. Skutki często marne.
Nieraz regulacje są durne. Jaka powinna być
szybkość poruszania się samochodem po mieście? A może powinna być wolnorynkowa?
Dwieście km i więcej. Rynek umierających w wypadkach i przechodzących przez
ulice sam by się uregulował?
Powiem więcej, rzeczywistość społeczna i
gospodarcza współczesnego świata jest coraz bardziej złożona, skomplikowana i
wraz ze zwiększaniem się komplikacji układu muszą rosnąć jego zdolności
regulacyjne. Czy wiesz co powstaje najpierw w organizmie kilkutygodniowego
dziecka  mózg i serce, potem ręce nogi narządy itd.
Rosnący żywy , a zatem
skomplikowany układ zaczyna istnienie od stworzenia regulatora.
W ciągu
ostatnich dwudziestu lat powstał światowy rynek dóbr i finansów, a regulacje
tego rynku są ciągle w stanie embrionalnym. Dobrze, że Keynes stworzył Bank
Światowy i Fundusz Walutowy, choć gorzej, że to są instytucje w małym stopniu
międzynarodowe, bo nawet tego by nie było.
wojnier  - Nie pozostaje więc nic innego   |22.04.2009 15:40:48
jak podyskutować o twojej ulubionej regulacji rynku. Moje ulubione to takie,
które zapewniają bezpieczeństwo uczestników, obrotu i własności oraz oparty na
rzadkich kruszcach pieniądz. Potrzebny jest też sąd do szybkiego rozstrzygania
sporów, mogę dorzucić jeszcze regulację zapobiegającą zmowom cenowym. Za te
usługi każdy uczestnik powinien uiszczać określoną kwotę podatku. Czego brakuje?
kot   |23.04.2009 02:31:43
,, jak podyskutować o twojej ulubionej regulacji rynku. Moje ulubione to
takie, które zapewniają bezpieczeństwo uczestników, obrotu i własności oraz
oparty na rzadkich kruszcach pieniądz. Potrzebny jest też sąd do szybkiego
rozstrzygania sporów, mogę dorzucić jeszcze regulację zapobiegającą zmowom
cenowym. Za te usługi każdy uczestnik powinien uiszczać określoną kwotę podatku.
Czego brakuje?,,

Wojnier, dokładnie o to chodzi!
Popatrzmy więc jak działa
niewidzialna ręka rynku. A będziemy wiedzieć gdzie i jakie regulacje są
potrzebne. ( Tylko nie zmień poglądów dopóki nie przeczytasz tego do kolejnego
końca, bo świadomość jej działania może przerazić.)
-Niewidzialna ręka rynku
zmusiła bankierów amerykańskich do  jak mówisz, zachowań rynkowo racjonalnych
czyli takich, które przynoszą największy zysk - udzielania pożyczek ludziom,
którzy nie mieli zdolności kredytowej mimo, że wiedzieli, że taka sytuacja nie
może trwać w nieskończoność, bo takiego perpetuum mobile jeszcze nikt nie
wymyślił. Czy zatem były to zachowania racjonalne, czy rynkowe?
Wszak tu masz
dowód przeprowadzony na żywo, że rynek, jak w tym wypadku, skłania do
zachowań nieracjonalnych. Każdy z uczestników ze swojego punktu widzenia
zachowywał się racjonalnie, a wyszło nie racjonalnie. A zgodnie z modelem
miało być odwrotnie. Że państwo się wtrącało. Zawsze ktoś lub coś się wtrąca,
(niepoważne tłumaczenie) ale czy to powód aby wyłączyć myślenie o
konsekwencjach. Alan Greenspan usprawiedliwiał się, że popełnił ład wyłączając
regulacje, bo myślał, że bankowiec pilnujący swojego interesu musi być
mądrzejszy od urzędnika na etacie. Tu masz dowód na to, że rynek wymusza
szybkie i wysoce zyskowne interesy zaniedbując je na dłuższym dystansie. I w
wielu segmentach rynku jest to reguła, a nie wyjątek.
To był pierwszy wątek
na początek dalej będzie napięcie rosło.
wojnier  - Kot, nie zapędzaj się   |23.04.2009 12:43:35
póki nie zrozumiesz, banki nie udzielają kredytów osobom bez zdolności
kredytowej, natomiast gwarancja rządu USA (spytaj kogoś czy były na świecie
jakieś lepsze gwarancje)zmienia sytuację diametralnie, kredyt udzielony pod taką
gwarancję to pewniak. Jaki banczek ma uprawnienia do tego by kwestionować
rządowe gwarancje? Kto wg Ciebie powinien zabronić obrotu papierami opartymi na
tych gwarancjach? Jedynym władnym jest Rząd Stanów Zjednoczonych - Główny
Regulator.
kot   |23.04.2009 13:27:09
Regulacje i rynek cd. i cena strachu.
Wojnier, jedziesz na zakupy, jak każdy,
do hipermarketu. Kupujesz sery, masło szynkę, soki, przeciery , wodę, chleb,
pastę do zębów. Ładnie to wszystko wygląda i jest tańsze niż gdzie indziej. I
co kupiłeś? Czy na pewno to co chciałeś, czy wiesz co kupujesz?
Masło jakieś
dziwne i trochę nie jadalne, to samo z szynką, chleb coraz mniejszy i coraz
gorszej jakości, pasta do zębów jakaś inna, niż ta sama marka na Zachodzie.

Ile jest masła w maśle, sera w serze, szynki w szynce, czy ta tania woda nie
jest kranówą, a co może być w, tych do wyboru do koloru, kartonikach soku?

Idziesz do banku, który reklamuje rewelacyjne oferty. Po tym okazuje się,
oprocentowanie jest dwa razy wyższe, a za jakiś czas wychodzą kolejne niezbyt
miłe niespodzianki.
Żyjesz w świecie, w którym jesteś stale oszukiwany.
Musisz się mieć na baczności. Jeśli się nie -toś frajer. Wiesz czego ich uczą w
szkołach biznesu -mówi mój akademicki znajomy: oni uczą ich -jak
oszukiwać.
Zgodnie idealnym, ekonomicznym, klasycznym modelem samoregulujący
się rynek powinien eliminować tych jego uczestników, którzy oszukują, bo
wybierzesz takich, którzy tego nie robią. Oszuści stracą klientów. W małych
licznych sklepikach to działa. Ja mam w promieniu trzystu metrów cztery sklepy
spożywcze- mam wybór. Jednak nie omijam hipermarketów i w nich robie główne
zakupy. Niewidzialna ręka hipermarketów trzyma za gardło producentów i
kupujących. Jeśli bym się na nie wypiął, to taki gest nie zostałby zauważony,
nie byłby skuteczny, wobec tysięcy klientów, którzy by tego nie zrobili.

Wniosek ten rynek nie działa!
Ależ działa, ale na rzecz obniżania jakości i
jej ukrywania. Piątek opisał co się dzieje we Włoszech, we Francji - jest
podobnie.

Wniosek 2 (Pytasz się gdzie jeszcze?):
jeżeli rynek w jakimś
segmencie nie działa( bo się zmonopolizował) to za przeproszeniem rynku należy
wprowadzać regulacje.
Dobrą biurokrację, która będzie to robić trzeba długo
wychowywać, selekcjonować, zachowywać ciągłość, szanować (Niemcy, Szwecja,
Kanada, ale nie Włochy) z niej się biorą dobre instytucje. Ale to się opłaci i
lepiej się żyje.
Rynek kapitalistyczny nie da się niczym zastąpić, bo nie
wynaleziono innego sposobu na generowanie konkurencji , która jest jego jedyną
wartością ale zwolennicy rynku tym bardziej powinni zdawać sobie sprawę z jego
zawodności i z tego, że tym lepiej funkcjonuje( wbrew pozorom) im ma
mocniejsze ramy społeczne.
Warto wrócić do zapominanej nagminnie formuły
Smitha, że każdy rynek zmierza do monopolu. Oznacza to, że sam się nie
wyreguluje.
blaise   |23.04.2009 16:09:31
To nie żadne gwarancje doprowadziły te instytucje do bankructwa. Banki
obowiązywały regulacje bazylejskie (współczynnik kapitałowy wynosił 8%). To
oznaczało ze banki nie mogły udzielać aż tak wielu kredytów, bo są one obciążone
największym ryzykiem. System BASEL zmuszał do rozsądniejszego zarządzania
ryzykiem. Bankierzy jednak wynaleźli sposób ominięcia tych regulacji, tym
wynalazkiem była sekurytyzacja, czyli wrzucanie tych kredytów na papiery
wartościowe, a agencje ratingowe dawały tym papierom wysokie ratingi bo miały z
tego tytułu zyski. Zabezpieczeniem złych kredytów były nieruchomości, których
ceny miały nieustannie zwyżkować - absurdalne założenie.
kot   |24.04.2009 01:10:56
Wojnier, dzięki za dobrze sformułowaną kwestię. Zmusiłeś mnie abym rozejrzał
się u źródeł
tego kryzysu. A wiec, sprawy nie wyglądają tak prosto jak je
przedstawiasz.
Gdyby takie były, to banki nie miałyby kłopotów, tylko państwo
ze spłatą swoich zobowiązań wobec nich.
Tymczasem infekcja systemu finansowego
nie polega na tym, że w pewnym momencie zabrakło pieniędzy w pewnych ogniwach
tego systemu (kredytobiorca, państwowy poręczyciel, banki). Główny problem, z
którym system nie może sobie dać radę to
wynalazki subprime, które
wprowadziły do systemu bankowego oszustwo jako papier wartościowy w taki sposób,
że teraz nie ma mądrych, którzy by wiedzieli gdzie się znajdują.
I banki
przestały mieć do siebie zaufanie. Zostało dokonane oszustwo doskonałe. Złe
papiery niczym nie różnią się od dobrych ( a wiesz, że banki na papierze , a
nie na twardych pieniądzach stoją).
Regulator zamiast w sposób kontrolowany
sypnąć pieniądze tam gdzie zrobiła się dziura- teraz jest zmuszony do
zasypywania nimi całego systemu. Są to pieniądze wielokrotnie większe.
W moim
poprzednim wpisie mówiłem jak jesteś oszukiwany w hipermarkecie.
Może
zaczniesz się ich trochę bać i myśleć co dziś zatrutego zjesz na
śniadanie.
Natomiast genialne oszustwa dokonywane w systemie finansowym mogą
pozbawić kogoś tego śniadania. Czyniąc winnym regulatora rozgrzeszasz oszusta.
Pozostają ci marzenia o twardym pieniądzu, bo przeciwnika źle zlokalizowałeś.
wojnier  - Z tymi sklepikami to super przykład,   |24.04.2009 10:20:41
zapomniałeś tylko napomknąć, że wszystkie zaopatrują się w Makro.
Jestem
bardzo daleki od stwierdzenia, że banki są ok, ale jeżeli działają zgodnie z
prawem to szukanie winnych światowego kryzysu wśród paru maklerów to chowanie
głowy w piasek. Istniejące regulacje dla bankowości ustawiają je w pozycji
uprzywilejowanej wobec klientów. Przenikanie interesów klasy politycznej i
bankowej jest zbyt daleko posunięte ale to nie ma nic wspólnego z prawami rynku.
Tymoteusz001   |25.04.2009 11:35:32
Witam,
Spaliśmy w systemie poprzednim, teraz nie widzimy, że nasz system wymyka
się również spod kontroli. Mnie zaiteresowała informacja:
"Dziś wielkie
koncerny mają ponad 90 proc. wartego około 16 mld zł rynku piwa w Polsce.
Systematycznie wypierają małych producentów. A jeszcze na początku obecnej
dekady w Polsce działało 60 małych niezależnych browarów, których łączny udział
w polskim rynku piwa przekraczał 5 proc. Dziś ich liczba spadła o połowę, a
rynkowy udział ledwie sięga 3 proc. Przeżyły tylko nieliczne: Amber z Pomorza
(Koźlak, Piwo Żywe), mazowiecki Ciechan (Pszeniczne), Fortuna z Wielkopolski
(czarne, niepasteryzowane), Krajan z Kujaw czy Kormoran z Olsztyna. Udało im
się, bo potrafiły znaleźć niszę: sprzedają piwa smakowe, niepasteryzowane,
pszeniczne.
", a to cąły artykuł… wszyscy skończymy w korporacjach, jak
nie
Tymoteusz001   |25.04.2009 11:36:02
Witam,
Spaliśmy w systemie poprzednim, teraz nie widzimy, że nasz system wymyka
się również spod kontroli. Mnie zaiteresowała informacja:
"Dziś wielkie
koncerny mają ponad 90 proc. wartego około 16 mld zł rynku piwa w Polsce.
Systematycznie wypierają małych producentów. A jeszcze na początku obecnej
dekady w Polsce działało 60 małych niezależnych browarów, których łączny udział
w polskim rynku piwa przekraczał 5 proc. Dziś ich liczba spadła o połowę, a
rynkowy udział ledwie sięga 3 proc. Przeżyły tylko nieliczne: Amber z Pomorza
(Koźlak, Piwo Żywe), mazowiecki Ciechan (Pszeniczne), Fortuna z Wielkopolski
(czarne, niepasteryzowane), Krajan z Kujaw czy Kormoran z Olsztyna. Udało im
się, bo potrafiły znaleźć niszę: sprzedają piwa smakowe, niepasteryzowane,
pszeniczne.
", a to cąły artykuł… wszyscy skończymy w korporacjach, jak
nie
http://www.kurierlubelski.pl/module-dzial-vie wpub-tid-9-pid-59318.html
popotam  - paleo- versus neo-   |16.12.2009 22:08:57
Zacznę od tego cytatu:
Kod:
Kiedy zaproponowałem, żeby każdy bezrobotny dostawał 900 złotych stałego
zasiłku, rzucili się na mnie różni liberałowie.

- otóż jakieś 150 numerów Polityki wcześniej przeczytałem wywiad z
dopiero co zmarłym guru "liberałów" Miltonem Freidmanem
i proponował w nim coś identycznego, a nawet lepiej, bo mówił o 900
dolarach amerykańskich i nie tylko dla bezrobotnego (czyli tego co nie może
znaleźć pracy), ale generalnie dla każdego, niezależnie czy chce
pracować czy nie.
To byłby takie minimum, które zapewniłoby ludziom
możliwość realizacji swojej wolności poza okrótnym ekonomicznym
przymusem (vide św. Paweł i jego "Kto nie pracuje ten nie je")
-przywilej, który obecnie posiadają jedynie osoby
dobrze urodzone.
Friedman uważał, że i tak większość ludzi będzie
chciała pracować, by mieć dla siebie coś więcej niż te nędzne $900, więc
nie będzie żadnej apokalipsy - kapitalizm będzie sobie działał dalej,
a nawet lepiej niż wcześnie, bo ludzie poprzednio wykluczeni z rynku będą
mieli środki do konsumpcji.

Niestety dziś nikt nie czyta już
Miltona Friedmana, bo ma przyczepioną łatkę neoliberała i w ogóle pałał
się monetarystyczną magią.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.18272 Seconds