Nowość w sklepie KP

kp20_przod_100px.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Panna pod niedźwiedziem
 -Spokojny (5 komentarzy)
Piesek Lulu sika na orientalizm
 -Spokojny (3 komentarze)
Dzieci lubią misie...
 -Spokojny (8 komentarzy)

Przegląd prasy

CYTAT DNIA

Stanęli przed wyzwaniem dziejowym, któremu musieli sprostać, a ponieważ mieli wolę i wiarę, wyzwaniu temu sprostali.
Andrzej Mencwel, Etos lewicy
Advertisement
Vegadomski czyli z życia sadystów Drukuj
Tomasz Piątek
Tomasz Piątek
  
21.01.2010
Jako człowiek o tzw. niewaniliowych skłonnościach (niedługo nastąpi mój coming out w magazynie „Bluszcz”!) od czasu do czasu pozwalam sobie na małą przyjemność. Moim przyjaciołom-filmowcom czytam na głos fragmenty wywiadu z Patrykiem Vegą (dziennik „Metro”, 18 stycznia 2010). Wywiad wywołuje u nich gromkie i wysokie śmiechy, strzeliste niczym encefalogram - nazywa się zresztą „Śmiechy według wykresu” - ale po przeczytaniu najbardziej osobliwych fragmentów zawsze następuje nieuniknione załamanie nerwowe.

Kim jest Patryk Vega? Młodszym bratem Tarantinowskiego Vincenta Vegi. Oczywiście, bratem duchowym. „Metro” podaje, że tak naprawdę nasz bohater nazywa się Patryk Krzemieniecki i że zmienił nazwisko ze względu na planowaną karierę międzynarodową. Gazeta pisze też, że Vega jest samoukiem, skończył Collegium Civitas. Moja Hania zauważyła, że w redakcji „Metra” muszą mieć bardzo złe zdanie o Collegium Civitas, ale po chwili mentalnego zamętu zrozumieliśmy wreszcie, że Vega jest samoukiem jako reżyser. Z całym szacunkiem dla genialnych amatorów reżyserii, wzbudziło to we mnie smutną obawę, że Vega tak samo jest reżyserem, jak Vegą. Ale dosyć tego jałowego prześmiewania - Vega w końcu wyreżyserował najświeższy hit kinowy pod tytułem „Ciacho” - przejdźmy do rzeczy.

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy, teraz wy zostaniecie poddani Vegańskiej procedurze. Cytuję moje ulubione fragmenty:

„Ciacho” to nowy model biznesowy w tej części Europy (…) reklamy w telewizji, Pudzianowski w koszulce „Ciacha”, rzucanie ciastkami na konferencji prasowej…

- My patrzymy na „Ciacho” nie jak na film, tylko jak na markę, którą trzeba wypromować (…) Ten film był obsługiwany przez dwie agencje reklamowe, trzy domy mediowe i przez agencję PR-owską. Nad promocją „Ciacha” pracowało chyba więcej osób, niż nad jego realizacją…

Ale niektórzy wychodzą z kina podczas seansu.

- Ja się kompletnie nie przejmuję krytyką. Wiem, że „Ciacho” jest dobrym filmem i nie potrzebuję do tego stada krytyków (…) Zawsze przed wejściem na plan robię wykres całego filmu, planując, w której minucie ludzie mają się zaśmiać, a w której mają się bać (…) Następnie grupom testowym, którymi nie są ani moi znajomi, ani żadni intelektualiści zajmujący się filmem, puszczam wersję roboczą filmu, sprawdzając, czy śmieją się w tych momentach, w których trzeba. Po poprawkach pokazuję nowej grupie nową wersję i widzę, czy błędy zostały wyeliminowane.


No i w tej sytuacji, o co może zapytać prowadzący wywiad dziennikarz?

Dalej jeździsz jaguarem?

- Teraz mam samochód Jamesa Bonda - Aston Martin DB9, 6 litrów. To jest statek kosmiczny! Kiedy do niego wsiadam, to czuję, jakbym wkładał strój Spider-Mana. To jest nieprawdopodobne dzieło sztuki.


Panowie jednak zaraz porzucają tę dygresję na tematy artystyczne i wracają do spraw bliższych zwykłemu widzowi:

Jaki jest przepis na „Ciacho”? Ile jest w nim Vegi, a ile Tarantino, np. gdy w jednej z pierwszych scen dziewczyna wyciąga pierścionek zaręczynowy z odbytu Tomasza Karolaka?

- W tej scenie akurat nie było inspiracji Tarantino, bo jest z życia wzięta. Dziewczyna, która przeżyła takie oświadczyny, radziła się, bodajże na portalu Cafeteria, czy powinna się obrazić…


Tak, tak, czytałem to na głos. I czerpałem nieczystą rozkosz z cierpienia moich słuchaczy-filmowców, patrząc, jak się załamują. A potem załamałem się sam.

Okazało się, że jest w tym kraju gorszy sadysta ode mnie. I jest nim - oczywiście - niezawodny Witold Gadomski z „Gazety Wyborczej”. Kiedy przeczytałem to, co ostatnio napisał, nawet takiemu ostremu zawodnikowi jak ja zrobiło się aż nazbyt gorąco.

Oto cytat: „Czas wyrzeczeń minął. Rząd się chwali, że Polska jest jedynym krajem w Europie, który ma wzrost gospodarczy. Podzielmy się nim z pracownikami - twierdzą związkowcy, o czym donosi na pierwszej stronie «Gazeta Wyborcza». W dyskusji ekonomistów, która przed kilku tygodniami odbyła się w «Gazecie» wszyscy dyskutanci podkreślali, że udało nam się przejść przez kryzys stosunkowo dobrze, dzięki postawie pracowników, którzy nie protestowali przeciwko cichym obniżkom ich dochodów przez pracodawców. Rynek pracy okazał się w Polsce bardziej elastyczny, niż wynikałoby to z zapisów prawa. Działacze związkowi w przedsiębiorstwach bardziej odpowiedzialni niż to się przedstawia. Czyżby sielanka miała się ku końcowi?”.

Jasne. Cisi pracownicy, którzy cicho znoszą ciche obniżki ich dochodów, to sielanka. Przypominam, że sielanka oznacza stan rozkoszny, błogi, idylliczny, promieniujący wewnętrznym spokojem. To jest to, co odczuwa Witold Gadomski, kiedy widzi, że ludzie się boją i że zabiera się im pieniądze. Natomiast kiedy ci ludzie zaczynają domagać się swojego udziału we wspólnie wypracowanym bogactwie, Witold Gadomski budzi się ze słodkiego rozmarzenia i drży: sielanka się skończyła, związkowcy znów zachowują się „nieodpowiedzialnie”.

Oj, chyba kupię pejczyk i kajdanki. Nie, żeby Gadomskiego pokarać, tylko żeby mu wysłać w prezencie. Niech ma, co lubi.


www.tomaszpiatek.pl

Na podobny temat




  Komentarze (6)
 1 Dodane przez blaise, w dniu - 22.01.2010 01:04
A pamiętacie pierwszy tom Pamiętników Anastazji P. ? Pojawia się tam Gadomski we własnej osobie. Autorka nazywa go „kochankiem bez pieniędzy”, bo nigdy nie miał czym zapłacić za wódkę, płaciła kobieta z którą się spotykał. A teraz wciąż mówi o deficycie i długu publicznym.. Czy to nie zabawne.
 2 Dodane przez ale_akcja, w dniu - 22.01.2010 15:22
Gad-omskim nie warto się specjalnie zajmować. Zresztą wydaje mi się to zajęciem naraz zbyt wygodnym i frustrującym. Umówmy się - pisze i będzie pisać. Jeśli do tej pory nikomu nie przeszkadza jego ekonomiczne nieuctwo, którego wyrazem jest choćby tekst o kryzysie, gdzie zaprezentował kompletną nieznajomość mechanizmów rynkowych, to nic już się nie da zrobić. Trzeba go ignorować. 
Co do Patryka Vegi - zrobi międzynarodową karierę, bo rozumie, jak działa współczesne kino popularne. Czy Gdzie jest Nemo? i inne całkiem niezłe produkcje zza oceanu powstają inaczej niż przy udziale sztabu wysysaczy umysłów? Trudno, tak już jest.  
Vega zaś ma na koncie świetny serial Pitbull. To napawa mnie optymizmem, bo może to, co ze swoim sztabem będzie szlifował następnym razem będzie równie dobre.  
A że to co robi jest obrzydliwe? I tak tego nie zrozumie.
 3 Winę za powstanie Afery Hazardowej ponos
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć website, w dniu - 23.01.2010 19:57
Winę za powstanie Afery Hazardowej ponosi Donald Tusk 
 
Pani Paradowska i pan Olechowski analizując Aferę Hazardową (Superstacja, 2010.01.20) doszli zgodnie do takiej oto generalnej konkluzji. Otóż uznali, że Tusk popełnił dwa bardzo poważne błędy. Po pierwsze, przyczynił się do powołania CBA. Po drugie, Tusk po przejęciu władzy nie wywalił Kamińskiego na zbity pysk. 
 
A teraz zastanówmy się do jakich wniosków MY możemy dojść analizując wnioski do jakich doszła nasza zgodna para, czyli wielka i wpływowa dziennikarka, oraz kandydat na Prezydenta III RP. A wniosek może być tylko jeden. Gdyby nie było CBA, nie byłoby afery. Gdyby nie było Kamińskiego wszystko nadal byłoby bardzo cacy, Mordo Ty Nasza. 
 
I co ciekawe. Ta wpływowa dama razem z byłym tenorem PO - bez najmniejszej żenady, na oczach wytresowanych a wiec i zachwyconych telewidzów - formułują tak skrajne wnioski. Są przy tym tak butni, tak pewni siebie, że całkowicie olewają podludzi z Ciemnogrodu, dla których tylko Chlebowski razem z Sobiesiakiem mogliby coś tak kuriozalnego wymyślić. A jednak nie. Niestety, PO popiera zbyt wielu bardzo zdolnych i wybitnych ludzi z najwyższej półki i z każdej branży. 
 —  — 
 
Ale nasza para nie należy do wyjątków. Dokładnie do takich samych wniosków doszedł szef Superstacji, niejaki Wojciech Mazowiecki. Mało tego. Kilka dni wcześniej do równie ciekawych, choć innych wniosków doszedł kolejny kandydat na Prezydenta III RP. Sławetny śledczy, szczera i życzliwa lewacka dusza, czyli prof. Tomasz Nałęcz. A myślicie, że ci ludzie należą do wyjątków? 
 
Skąd. Zdecydowana większość naszych oświeconych elit, autorytetów, dziennikarzy itp, myśli dokładnie tak samo jak pani Paradowska. I teraz biedacy plują sobie w brody, że dopuścili do powstania CBA. Różnica jest tylko taka, że nie każdy z nich chce się do tego publicznie przyznać. I nie ma co się dziwić, bo nie każdy chce wyjść na frajera typu Chlebowski. A więc wypijmy za szczerość. 
 —  — 
Link: http://www.kontrowersje.net/tresc/wine_za_powstanie_afery_hazardowej_ponosi_donald_tusk 
Code:

 4 Dodane przez blaise, w dniu - 26.01.2010 00:36
Wiem, że to nie najlepsze miejsce, ale sprawa jest na dość niepokojąca 
http://biznes.interia.pl/news/szykuja-sie-rewolucyjne-zmiany-w-kodeksie-pracy,1429202
 5 Dodane przez blaise, w dniu - 26.01.2010 00:40
A ten Lustro mógłby przestać przynudzać o tym CBA, nie wiem czemu mu się ta tajna policja tak podoba.  
Przestań pieprzyć koleś umieść to na swoim blogu i odpuść sobie.
 6 Dodane przez viking, w dniu - 26.01.2010 01:21
Ale Lustro dopiero sobie internet podłączył i póki co umie jedynie pisać na forum. Jak się nauczy pisać bloga, to może zacznie. Musimy poczekać… .

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

Aktualizacja    ( 22.01.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »