Nowość w sklepie kp
Komentarze
CYTAT DNIA
Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
|
|
To, co jest teraz |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
28.10.2009 |
Jeżeli powiesz głośno, że panujący nam kapitalizm nie jest najlepszym z możliwych światów, otrzymasz takie odpowiedzi:
1. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm, bo w komunizmie nie było szynki, a teraz jest.
2. To, co jest teraz, jest lepsze nawet niż dawny kapitalizm. W dawnym kapitalizmie bezrobotny chodził boso, nie było go stać na buty - a teraz wszystkie podstawowe rzeczy można kupić za grosze.
3. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm i dawny kapitalizm, bo gospodarka komunistyczna i starokapitalistyczna była zorientowana na produkcję - a teraz jest zorientowana na konsumpcję. Konsumenci są największym skarbem, konsumpcję się pobudza i robi się jak najwięcej, aby każdemu ją umożliwić.
4. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm, socjaldemokracja skandynawska, kapitalizm opiekuńczo-prospołeczny typu reńskiego, feudalizm etc. - bo to, co jest teraz, jest słuszniejsze. Wprawdzie teraz wielu ludziom jest o wiele gorzej, ale za to wielu innym jest o wiele lepiej. A lepiej jest tym, którym powinno być lepiej. Lepiej jest tym, którzy są bardziej zaradni, samodzielni i twórczy. A skąd wiadomo, że ci, którym jest lepiej, są właśnie tacy? Ano stąd, że jest im lepiej. Oczywiście, wielu drobnym prywatnym przedsiębiorcom wciąż jest ciężko, ale to wina państwa, to złe państwo ich gniecie. Jak się zrobi jeszcze mniej państwa, to powstanie zupełnie wolny rynek, dzięki któremu wszyscy ludzie zaradni, samodzielni i twórczy będą mieli lepiej, a nie tylko niektórzy.
Przyjrzyjmy się po kolei wszystkim tym stwierdzeniom. Sprawdźmy, czy rzeczywiście jest lepiej, a jeśli tak - to na czym to lepiej polega i skąd się bierze. Skoro jako punkt odniesienia przywoływany jest najczęściej PRL-owski komunizm, to zobaczmy, jakie błędy on popełnił - i co sprawiło, że za komunizmu nie było aż tak lepiej, jak jest teraz.
1. Kwestia szynki. Rzeczywiście, komunizm upadł w dużej mierze z powodu szynki - przynajmniej w Polsce. Protesty robotnicze były odpowiedzią na podwyżki cen mięsa, które z kolei były wprowadzane dlatego, że mięsa było za mało. Jednak bardzo śmieszną rzeczą (a może w ogóle nieśmieszną) jest to, że dzisiaj przeciętny Polak je o wiele mniej mięsa (a już na pewno szynki) niż za komuny.
Pracując w spożywczym marketingu terenowym naoglądałem się i nasłuchałem takich rzeczy:
- Jaką ma wydajność ten twój wypełniacz?
- 130 procent.
- Spierdalaj. Masz coś lepszego?
- 180 procent.
- Może być. A masz coś lepszego?
W ten sposob rozmawiają masarze z producentem wypełniacza do wędlin. Mięso nastrzykiwane jest nie tylko wodą, ale specjalnym glutem, który ma tę wodę trzymać w środku. Żeby jeszcze bardziej zwiększyć objętość, dodaje się do szynki masy selerowej. Przyjrzyjcie się polędwicy w sklepie: kiedyś była jak przedramię dziecka, dzisiaj jak udo Gołoty. I smakuje podobnie. Zamiast mięsa jemy chemo-gluto-seler. Zawartość mięsa w mięsie waha się między jedną trzecią a jedną czwartą.
Jeżeli uważamy, że komunizm upadł z powodu szynki - to musimy też uznać, że gdyby reżim nauczył się od kapitalistów tak totalnie fałszować żywność, mógłby panować do dziś.
2. Kwestia tanich rzeczy. Tanie rzeczy nie są żadną wspaniałą nowością. Pojawiły się już w XIX wieku, w Wielkiej Brytanii. Były tanie, bo tanie były surowce (rabowane w kolonizowanych krajach Trzeciego Świata) i tania była robocizna (brytyjski robotnik harował za grosze). Myśliciele, pisarze, ekonomiści wskazywali wtedy, że tanie rzeczy są drogie - okupione ludzkim cierpieniem, zdrowiem i życiem.
A jak jest teraz? Po pierwsze, wyzysk uprawia nie tylko Wielka Brytania, ale wszystkie bogatsze kraje półkuli północnej. Po drugie, z Trzeciego Świata cycka się nie tylko surowce, ale także robociznę. Tanie rzeczy są tanie, bo zrobili je Chińczycy, harujący za miskę ryżu w nowej kapitalistycznej fabryce, albo w starym komunistycznym obozie koncentracyjnym. Znowu mamy kolonializm, tylko na większą skalę i przy większym ogłupieniu kolonizowanych. Kiedy sto lat temu kryptokolonizatorzy europejscy wyciągali od rządu chińskiego kolejne „koncesje”, Chińczycy się buntowali. Teraz międzynarodowy kompleks finansowo-przemysłowy zrobił z nich niewolników, głodnych dostawców tanich dóbr dla całej kuli ziemskiej. Ale odbywa się to pod hasłem „chińskiej mocarstwowości gospodarczej”. Eksperci zastanawiają się głośno nad tym, czy Chiny za pomocą samej ekspansji swoich towarów mogą zdominować kulę ziemską. Chińczycy w imię tej wizji pokornie kiwają głowami i pozwalają się robić w globalne bambuko. A chińskie elity postkomunistyczne spokojnie sprzedają swoich niewolników międzynarodowej maszynce do robienia pieniędzy. Chińska „mocarstwowość” to szwindel stulecia.
Tak więc mamy tanią obfitość tylko dzięki temu, że ktoś inny ma bardzo mało i pracuje więcej. Powiedzmy więc, że komunizm mógłby nadal trwać i odnosić sukcesy, gdyby na przykład Stalin bardziej zdominował Mao, gdyby szybciej przerobił Chiny na jeden wielki obóz pracy. Wtedy mógłby rozwiązać swoje własne obozy - i zapewnić swojej części Europy „tanią obfitość”.
3. Kwestia gospodarki prokonsumpcyjnej. Oczywiście, jest tak, że międzynarodowy kompleks finansowo-przemysłowy potrzebuje konsumentów. Ale nie dlatego, że pała chęcią bezinteresownego karmienia ludzi. Gdyby tak było, nie byłoby głodu na świecie. Już w latach 20. zasoby samych Stanów Zjednoczonych mogły spokojnie wyżywić wszystkich ludzi na świecie. Co dopiero teraz, kiedy nauczyliśmy się karmić ludzi gluto-gołotą. Nie karmi się jednak ludzi, którzy nie mają czym zapłacić: pieniędzmi, pracą - albo też pewnym specyficznym rodzajem bezczynności. Władcy świata tolerują szerszą redystrybucję pieniędzy raczej tylko w państwach „cywilizowanych”, bogatych. Robią to dla świętego spokoju. Lepiej, żeby ci biedni, którzy akurat mają prawo głosu i łatwiejszy dostęp do mediów, nie kwestionowali obecnego porządku świata, nie buntowali się albo nie tworzyli alternatywnych struktur gospodarczych (to jest ta cenna bezczynność).
Jak widać, wnioski z punktu trzeciego są podobne do wniosków z punktu drugiego. Komuniści też rzucali ochłapy grupom, które mogły być dla nich niebezpieczne. Tyle że tych ochłapów nieraz brakowało. Kapitalizm nie ma tego problemu, bo skuteczniej zawładnął Chinami, wielką globalną fabryką ochłapów. Tak więc, gdyby Stalin bardziej zawładnął Mao etc., etc., komuniści mogliby tak samo jak kapitaliści pacyfikować ludność półkuli północnej glutoidalnym pseudodobrobytem. I równie skutecznie kontrolować nastroje społeczne, konsumpcję oraz obieg pieniądza.
4. Kwestia słuszności kapitalizmu, którego rzekomo nagradza lepszych, pracowitszych, kreatywnych etc. Zadam jedno pytanie: jak nagradza? Wiadomo, że nikt nie staje się Janem Kulczykiem wyłącznie dzięki swojej pracy i kreatywności. Do tego trzeba się odpowiednio urodzić albo mieć odpowiednich znajomych, albo naprawdę masę szczęścia (porównywalną do wygranej na loterii). Cała masa zdolnych, pracowitych i wytrwałych ludzi dostaje od kapitalizmu zupełnie inną nagrodę: zostają DROBNYMI przedsiębiorcami. Nawet etatowy liberał „Gazety Wyborczej”, Witold Gadomski, przyznaje, że takim jest w Polsce źle. Ale dlaczego jest im źle? Gadomski pisze, że ciśnie ich państwo, skarbówka, ZUS, biurokracja, roszczeniowi pracownicy etc. Drobni przedsiębiorcy nieraz nie wiedzą, czy będą mieli co jeść po wypłaceniu pensji i zapłaceniu podatków… Ale zupełnie pomija się drugą stronę medalu. Dlaczego ci „dzielni, sprawni biznesmeni” zarabiają tak mało, że nie stać ich na płacenie podatków i pensji? Czyja konkurencja sprawia, że muszą zaniżać ceny swoich produktów? Co za dostawcy narzucają im wysokie koszty? I odwrotnie, jacy odbiorcy narzucają im niskie ceny? Kto trzyma ich na kredytowej smyczy? Polski drobny przedsiębiorca albo jest dychawicznym lokalnym konkurentem wielkich korporacji, albo ich pokornym niewolnikiem - dostawcą, dystrybutorem, franczyzobiorcą, out-sourcerem. W swoim sklepie, w tej twierdzy wolności gospodarczej, nie śmie nawet postawić na półce dobrej „Muszynianki”. Zamiast niej stawia ohydną „Kroplę Bezwstydu” - bo inaczej koncern Coca-Cola da mu popalić.
Do tego dochodzą dodatkowe pytania: dlaczego biurokracja, tak sroga dla drobnych, wobec Coca-Coli jest bezkonfliktowa? Dlaczego inspektorzy skarbowi stali się płatnymi mordercami, których wielkie korporacje wynajmują i nasyłają na konkurencję?
W tej sytuacji, bez żadnych szans ani na wielką karierę, ani nawet na równe traktowanie, polscy drobni przedsiębiorcy są ofiarami, niewolnikami i nadzorcami niewolników. A wielki biznes jest panem. Drobni przedsiębiorcy zasilają go swoją harówką. Dla niego się zamęczają - albo zamęczają siebie i swoich pracowników (jeśli w ogóle takich mają). Ale wmawia im się, że ich sytuacja jest efektem złego „socjalnego” państwa. Nie mówi się im, że ich pan - jest również tego państwa panem! Wciska im się, że powinni się domagać większych swobód dla biznesu. Nie mówi się im, że na większych swobodach więcej skorzysta większy - przede wszystkim po to, aby tym skuteczniej uciskać mniejszych „wolnych”. Drobni przedsiębiorcy wierzą, że jako „biznesmeni” są równi swojemu bezwzględnemu panu, że na równi z nim mogą korzystać z wolności gospodarczej - i dlatego domagają się dla niego jeszcze większej bezkarności.
Komuniści szukali różnych sposobów na to, żeby motywować ludzi. W latach 50. było przodownictwo pracy. W latach 80. wymyślono ajentów, którzy brali państwową placówkę, zarządzali nią quasi-prywatnie i byli nagradzani w proporcji do wyników. Dzisiejszy drobny przedsiębiorca to prostu połączenie tych dwóch pomysłów. Półwłaściciel jak ajent, zindoktrynowany jak stachanowiec. Taki mieszaniec staje się perpetuum mobile czwartego czy piątego stopnia, które nie tylko samo zapieprza, ale jeszcze skłania do tego innych. I rzeczywiście może pociągnąć do przodu gospodarkę - ale dla swojego pana, dla jego zysku i korzyści.
Podsumowując wszystko: komuna nadal mogłaby panować i byłaby równie dobra, jak to, co mamy teraz - gdyby nie następujące błędy. Komuna:
1. Nie fałszowała żywności wystarczająco.
2. Zbyt powoli i za mało skutecznie robiła z Chin obóz pracy.
3. Nie wpadła na to, żeby skrzyżować komunistycznego ajenta z komunistycznym przodownikiem pracy.
Gdyby komuna nie popełniła tych wszystkich błędów, to co by było? To, co jest teraz. Tyle że mówilibyśmy na to „komunizm”.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
|
|
|
No fajny ten artykuł, bo jest jakiś r...
Greckie pojęcie symbol oznacza akt z...
"Są gry komputerowe, które mogą&n...