Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
To, co jest teraz Drukuj
Tomasz Piątek   
28.10.2009
Jeżeli powiesz głośno, że panujący nam kapitalizm nie jest najlepszym z możliwych światów, otrzymasz takie odpowiedzi:

1. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm, bo w komunizmie nie było szynki, a teraz jest.

2. To, co jest teraz, jest lepsze nawet niż dawny kapitalizm. W dawnym kapitalizmie bezrobotny chodził boso, nie było go stać na buty - a teraz wszystkie podstawowe rzeczy można kupić za grosze.

3. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm i dawny kapitalizm, bo gospodarka komunistyczna i starokapitalistyczna była zorientowana na produkcję - a teraz jest zorientowana na konsumpcję. Konsumenci są największym skarbem, konsumpcję się pobudza i robi się jak najwięcej, aby każdemu ją umożliwić.

4. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm, socjaldemokracja skandynawska, kapitalizm opiekuńczo-prospołeczny typu reńskiego, feudalizm etc. - bo to, co jest teraz, jest słuszniejsze. Wprawdzie teraz wielu ludziom jest o wiele gorzej, ale za to wielu innym jest o wiele lepiej. A lepiej jest tym, którym powinno być lepiej. Lepiej jest tym, którzy są bardziej zaradni, samodzielni i twórczy. A skąd wiadomo, że ci, którym jest lepiej, są właśnie tacy? Ano stąd, że jest im lepiej. Oczywiście, wielu drobnym prywatnym przedsiębiorcom wciąż jest ciężko, ale to wina państwa, to złe państwo ich gniecie. Jak się zrobi jeszcze mniej państwa, to powstanie zupełnie wolny rynek, dzięki któremu wszyscy ludzie zaradni, samodzielni i twórczy będą mieli lepiej, a nie tylko niektórzy.

Przyjrzyjmy się po kolei wszystkim tym stwierdzeniom. Sprawdźmy, czy rzeczywiście jest lepiej, a jeśli tak - to na czym to lepiej polega i skąd się bierze. Skoro jako punkt odniesienia przywoływany jest najczęściej PRL-owski komunizm, to zobaczmy, jakie błędy on popełnił - i co sprawiło, że za komunizmu nie było aż tak lepiej, jak jest teraz.

1. Kwestia szynki. Rzeczywiście, komunizm upadł w dużej mierze z powodu szynki - przynajmniej w Polsce. Protesty robotnicze były odpowiedzią na podwyżki cen mięsa, które z kolei były wprowadzane dlatego, że mięsa było za mało. Jednak bardzo śmieszną rzeczą (a może w ogóle nieśmieszną) jest to, że dzisiaj przeciętny Polak je o wiele mniej mięsa (a już na pewno szynki) niż za komuny.

Pracując w spożywczym marketingu terenowym naoglądałem się i nasłuchałem takich rzeczy:

- Jaką ma wydajność ten twój wypełniacz?
- 130 procent.
- Spierdalaj. Masz coś lepszego?
- 180 procent.
- Może być. A masz coś lepszego?

W ten sposob rozmawiają masarze z producentem wypełniacza do wędlin. Mięso nastrzykiwane jest nie tylko wodą, ale specjalnym glutem, który ma tę wodę trzymać w środku. Żeby jeszcze bardziej zwiększyć objętość, dodaje się do szynki masy selerowej. Przyjrzyjcie się polędwicy w sklepie: kiedyś była jak przedramię dziecka, dzisiaj jak udo Gołoty. I smakuje podobnie. Zamiast mięsa jemy chemo-gluto-seler. Zawartość mięsa w mięsie waha się między jedną trzecią a jedną czwartą.

Jeżeli uważamy, że komunizm upadł z powodu szynki - to musimy też uznać, że gdyby reżim nauczył się od kapitalistów tak totalnie fałszować żywność, mógłby panować do dziś.

2. Kwestia tanich rzeczy. Tanie rzeczy nie są żadną wspaniałą nowością. Pojawiły się już w XIX wieku, w Wielkiej Brytanii. Były tanie, bo tanie były surowce (rabowane w kolonizowanych krajach Trzeciego Świata) i tania była robocizna (brytyjski robotnik harował za grosze). Myśliciele, pisarze, ekonomiści wskazywali wtedy, że tanie rzeczy są drogie - okupione ludzkim cierpieniem, zdrowiem i życiem.

A jak jest teraz? Po pierwsze, wyzysk uprawia nie tylko Wielka Brytania, ale wszystkie bogatsze kraje półkuli północnej. Po drugie, z Trzeciego Świata cycka się nie tylko surowce, ale także robociznę. Tanie rzeczy są tanie, bo zrobili je Chińczycy, harujący za miskę ryżu w nowej kapitalistycznej fabryce, albo w starym komunistycznym obozie koncentracyjnym. Znowu mamy kolonializm, tylko na większą skalę i przy większym ogłupieniu kolonizowanych. Kiedy sto lat temu kryptokolonizatorzy europejscy wyciągali od rządu chińskiego kolejne „koncesje”, Chińczycy się buntowali. Teraz międzynarodowy kompleks finansowo-przemysłowy zrobił z nich niewolników, głodnych dostawców tanich dóbr dla całej kuli ziemskiej. Ale odbywa się to pod hasłem „chińskiej mocarstwowości gospodarczej”. Eksperci zastanawiają się głośno nad tym, czy Chiny za pomocą samej ekspansji swoich towarów mogą zdominować kulę ziemską. Chińczycy w imię tej wizji pokornie kiwają głowami i pozwalają się robić w globalne bambuko. A chińskie elity postkomunistyczne spokojnie sprzedają swoich niewolników międzynarodowej maszynce do robienia pieniędzy. Chińska „mocarstwowość” to szwindel stulecia.

Tak więc mamy tanią obfitość tylko dzięki temu, że ktoś inny ma bardzo mało i pracuje więcej. Powiedzmy więc, że komunizm mógłby nadal trwać i odnosić sukcesy, gdyby na przykład Stalin bardziej zdominował Mao, gdyby szybciej przerobił Chiny na jeden wielki obóz pracy. Wtedy mógłby rozwiązać swoje własne obozy - i zapewnić swojej części Europy „tanią obfitość”.

3. Kwestia gospodarki prokonsumpcyjnej. Oczywiście, jest tak, że międzynarodowy kompleks finansowo-przemysłowy potrzebuje konsumentów. Ale nie dlatego, że pała chęcią bezinteresownego karmienia ludzi. Gdyby tak było, nie byłoby głodu na świecie. Już w latach 20. zasoby samych Stanów Zjednoczonych mogły spokojnie wyżywić wszystkich ludzi na świecie. Co dopiero teraz, kiedy nauczyliśmy się karmić ludzi gluto-gołotą. Nie karmi się jednak ludzi, którzy nie mają czym zapłacić: pieniędzmi, pracą - albo też pewnym specyficznym rodzajem bezczynności. Władcy świata tolerują szerszą redystrybucję pieniędzy raczej tylko w państwach „cywilizowanych”, bogatych. Robią to dla świętego spokoju. Lepiej, żeby ci biedni, którzy akurat mają prawo głosu i łatwiejszy dostęp do mediów, nie kwestionowali obecnego porządku świata, nie buntowali się albo nie tworzyli alternatywnych struktur gospodarczych (to jest ta cenna bezczynność).

Jak widać, wnioski z punktu trzeciego są podobne do wniosków z punktu drugiego. Komuniści też rzucali ochłapy grupom, które mogły być dla nich niebezpieczne. Tyle że tych ochłapów nieraz brakowało. Kapitalizm nie ma tego problemu, bo skuteczniej zawładnął Chinami, wielką globalną fabryką ochłapów. Tak więc, gdyby Stalin bardziej zawładnął Mao etc., etc., komuniści mogliby tak samo jak kapitaliści pacyfikować ludność półkuli północnej glutoidalnym pseudodobrobytem. I równie skutecznie kontrolować nastroje społeczne, konsumpcję oraz obieg pieniądza.

4. Kwestia słuszności kapitalizmu, którego rzekomo nagradza lepszych, pracowitszych, kreatywnych etc. Zadam jedno pytanie: jak nagradza? Wiadomo, że nikt nie staje się Janem Kulczykiem wyłącznie dzięki swojej pracy i kreatywności. Do tego trzeba się odpowiednio urodzić albo mieć odpowiednich znajomych, albo naprawdę masę szczęścia (porównywalną do wygranej na loterii). Cała masa zdolnych, pracowitych i wytrwałych ludzi dostaje od kapitalizmu zupełnie inną nagrodę: zostają DROBNYMI przedsiębiorcami. Nawet etatowy liberał „Gazety Wyborczej”, Witold Gadomski, przyznaje, że takim jest w Polsce źle. Ale dlaczego jest im źle? Gadomski pisze, że ciśnie ich państwo, skarbówka, ZUS, biurokracja, roszczeniowi pracownicy etc. Drobni przedsiębiorcy nieraz nie wiedzą, czy będą mieli co jeść po wypłaceniu pensji i zapłaceniu podatków… Ale zupełnie pomija się drugą stronę medalu. Dlaczego ci „dzielni, sprawni biznesmeni” zarabiają tak mało, że nie stać ich na płacenie podatków i pensji? Czyja konkurencja sprawia, że muszą zaniżać ceny swoich produktów? Co za dostawcy narzucają im wysokie koszty? I odwrotnie, jacy odbiorcy narzucają im niskie ceny? Kto trzyma ich na kredytowej smyczy? Polski drobny przedsiębiorca albo jest dychawicznym lokalnym konkurentem wielkich korporacji, albo ich pokornym niewolnikiem - dostawcą, dystrybutorem, franczyzobiorcą, out-sourcerem. W swoim sklepie, w tej twierdzy wolności gospodarczej, nie śmie nawet postawić na półce dobrej „Muszynianki”. Zamiast niej stawia ohydną „Kroplę Bezwstydu” - bo inaczej koncern Coca-Cola da mu popalić.

Do tego dochodzą dodatkowe pytania: dlaczego biurokracja, tak sroga dla drobnych, wobec Coca-Coli jest bezkonfliktowa? Dlaczego inspektorzy skarbowi stali się płatnymi mordercami, których wielkie korporacje wynajmują i nasyłają na konkurencję?

W tej sytuacji, bez żadnych szans ani na wielką karierę, ani nawet na równe traktowanie, polscy drobni przedsiębiorcy są ofiarami, niewolnikami i nadzorcami niewolników. A wielki biznes jest panem. Drobni przedsiębiorcy zasilają go swoją harówką. Dla niego się zamęczają - albo zamęczają siebie i swoich pracowników (jeśli w ogóle takich mają). Ale wmawia im się, że ich sytuacja jest efektem złego „socjalnego” państwa. Nie mówi się im, że ich pan - jest również tego państwa panem! Wciska im się, że powinni się domagać większych swobód dla biznesu. Nie mówi się im, że na większych swobodach więcej skorzysta większy - przede wszystkim po to, aby tym skuteczniej uciskać mniejszych „wolnych”. Drobni przedsiębiorcy wierzą, że jako „biznesmeni” są równi swojemu bezwzględnemu panu, że na równi z nim mogą korzystać z wolności gospodarczej - i dlatego domagają się dla niego jeszcze większej bezkarności.

Komuniści szukali różnych sposobów na to, żeby motywować ludzi. W latach 50. było przodownictwo pracy. W latach 80. wymyślono ajentów, którzy brali państwową placówkę, zarządzali nią quasi-prywatnie i byli nagradzani w proporcji do wyników. Dzisiejszy drobny przedsiębiorca to prostu połączenie tych dwóch pomysłów. Półwłaściciel jak ajent, zindoktrynowany jak stachanowiec. Taki mieszaniec staje się perpetuum mobile czwartego czy piątego stopnia, które nie tylko samo zapieprza, ale jeszcze skłania do tego innych. I rzeczywiście może pociągnąć do przodu gospodarkę - ale dla swojego pana, dla jego zysku i korzyści.

Podsumowując wszystko: komuna nadal mogłaby panować i byłaby równie dobra, jak to, co mamy teraz - gdyby nie następujące błędy. Komuna:

1. Nie fałszowała żywności wystarczająco.
2. Zbyt powoli i za mało skutecznie robiła z Chin obóz pracy.
3. Nie wpadła na to, żeby skrzyżować komunistycznego ajenta z komunistycznym przodownikiem pracy.

Gdyby komuna nie popełniła tych wszystkich błędów, to co by było? To, co jest teraz. Tyle że mówilibyśmy na to „komunizm”.

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |29.10.2009 02:15:25
Tak czytam Pana teksty i sie zastanawiam. Czy wszyscy pracownicy agencji
reklamowych maja taki leb? Czy gdyby wszyscy autorzy reklam rzucili ten biznes w
cholere i zaczeli myslec i mowic na temat rzeczywistosci mielibysmy kilkaset
tysiecy takich Piatków? Jesli tak jest, to mamy do czynienia z wielkim
marnotrawstwem.
krezus   |01.11.2009 12:17:31
Wyrób czekoladopodobny, druga świeżość, czy też nazywanie małego fiata
samochodem to kapitalistyczne wymysły. Panie, daj pan spokój.
A co do tego że
mamy obfitość bo inny więcej pracuje to jest oczywistość, ale taka sytuacja jest
dlatego ze skądś trzeba brać pieniądze na takie wygody jak, bezpłatna edukacja,
opieka medyczna gwarantowana konstytucją, dopłaty do organizacji typu Krytyka
Polityczna, czy też do produkcji mleka. Skąd się to bierze? - pracują na to
biedni mali Chińczycy których rząd potem za to kupuje obligacje starzejącej się
europy i bojowego USA. Ale wszystko do czasu..
Thome  - Casus szynki i po kolei.   |02.11.2009 07:43:09
"jednak bardzo śmieszną rzeczą (a może w ogóle nieśmieszną) jest to, że
dzisiaj przeciętny Polak je o wiele mniej mięsa (a już na pewno szynki) niż za
komuny."

Kiedyś, lata temu, pewien znajomy komunista ideowiec (nie
żaden tam dzisiejszy pampers lewicowości w trampkach Converse) ze łzami w oczach
ubolewał, że ludzie odrzucili socjalizm z powodu braku wszystkiego - a przecież
jedzą teraz mniej mięsa. Swoje rozgoryczenie oparł na danych z rocznika
statystycznego z lat 80.
I to jest trochę, jak z Panem Piątkiem, który
(niechybnie narażając się lobby wegetariańskiemu przy okazji!) zapomniał dodać,
że dieta Polaków dzięki wolności gospodarczej w branży spożywczej stała się
jednak nieco bardziej urozmaicona niż jeszcze np. 25 lat temu.

"po
drugie, z Trzeciego Świata cycka się nie tylko surowce, ale także
robociznę."

W zasadzie wypada się zgodzić. Szkoda tylko, że Pan Tomek
zapomniał dodać, że to socjaldemokratyczne rządy "dla ludzi pracy" w
Europie "cyckają Afrykę" z miejsc pracy. W imię "właściwych
cen", oczywiście.

"Tak więc mamy tanią obfitość tylko dzięki temu, że
ktoś inny ma bardzo mało i pracuje więcej."

Amerykanie teraz też się
nauczą, że prokonsumpcyjny kapitalizm a la Keynes się nie sprawdza. Chinczycy
będą mieć więcej - bo długo pracowali za mniej.

"Ale zupełnie pomija się
drugą stronę medalu. Dlaczego ci dzielni, sprawni biznesmeni zarabiają tak
mało, że nie stać ich na płacenie podatków i pensji?"

Bo płacą takie
podatki i koszty pracy.

"Czyja konkurencja sprawia, że muszą zaniżać
ceny swoich produktów? Co za dostawcy narzucają im wysokie koszty? I odwrotnie,
jacy odbiorcy narzucają im niskie ceny? Kto trzyma ich na kredytowej smyczy?
Polski drobny przedsiębiorca albo jest dychawicznym lokalnym konkurentem
wielkich korporacji, albo ich pokornym niewolnikiem - dostawcą, dystrybutorem,
franczyzobiorcą, out-sourcerem."

Tyle mądrych słów w służbie
propagandy. A jednak jakaś tęsknota za "narodowym rzemiosłem" w tym
jest.

"Do tego dochodzą dodatkowe pytania: dlaczego biurokracja, tak
sroga dla drobnych, wobec Coca-Coli jest bezkonfliktowa?"

Coca Cola
ma większy fundusz łapówkowy.

"Dlaczego inspektorzy skarbowi stali się
płatnymi mordercami, których wielkie korporacje wynajmują i nasyłają na
konkurencję?"

Ale przecież Pan Tomek nie wyobraża sobie ataku na
podatek dochodowy, więc dlaczego pyta???

"Wciska im się, że powinni
się domagać większych swobód dla biznesu. Nie mówi się im, że na większych
swobodach więcej skorzysta większy - przede wszystkim po to, aby tym skuteczniej
uciskać mniejszych wolnych."

Tak. Powinni domagać się większej
reglamentacji. Tej….której zawsze chciał tzw. wielki biznes.

Czasami się
człowiek zastanawia, czy Redaktor jednak nie jest outsourcerem lub project
managerem Coca Coli……
kot   |02.11.2009 08:41:01
Czytam Richarda Rorty-iego ,,Obiektywizm, relatywizm i prawda,, ale Ty thome
jesteś trudniejszy. A więc nie skomentuje Twojego ostatniego wpisu, ale ten,
który poprzedził ,,wielka cenzurę,, ,,Witryny,,.
Wtedy podziękowałem Ci za
korektę ale nie odniosłem się do merytoryki, która z właściwym sobie wdziękiem
zasupłałeś.
A były tam dwa odnośniki merytoryczne. Drugiego zapomniałem, bez
możliwości przypomnienia, z uwagi na cenzurę. Pierwszy był pytaniem: kogo miałem
na myśli, mówiąc ,,My,,. Wyobraź sobie łódkę na pełnym morzu, w której płyną
Tusk,Kaczyński itd, itp. Czy myślisz,że dalej zajmowaliby się swoimi małymi
sporami czy też interesowałoby ich zupełnie coś innego?
step  - Panowie… Krezus… Thome…   |02.11.2009 14:12:22
Nie mam za bardzo siły wdawać się w jakieś polemiki…

Pragnę tylko zauważyć,
że ten felieton to nie jest rzeczowe porównanie wszystkich aspektów komuny i
kapitały (jak jest komunizm/komuna, to może być i kapitalizm/kapitała)

To
jest felieton o tym, jak dziecinnie o tym mówimy, gdy próbujemy porównać komunę
i kapitałę…

Tym niemniej, jeśli potraktować poważnie Wasze zarzuty i
spróbować jakiejś merytorycznej polemiki, to nikt tu nie twierdził, że komuna
towarów nie fałszowała…

Jak mówi pieśń ludowa:

Komuna fałszowała, ale
nie umiała
Bo umiała to dopiero kapitała
Oj dana!

I dlatego jak kupowaliśmy
wyrób czekoladopodobny albo trabanta, to z obrzydzeniem…

A wyrób
mięsopodobny wcinamy aż miło, bo glutaminianu dali
I pięknie go opakowali
Oj
dana!

(że znowu zacytuję mądrość ludu zawartą w pieśni)

I radośnie
bierzemy kredyt na 10 lat, żeby kupić auto, które zaprogramowane jest na to, aby
zepsuło się po latach siedmiu

Co do pozostałych zarzutów to co ja mam
rozumieć - że niby będzie lepiej dopiero wtedy, jeśli będą jeszcze niższe pensje
i jeszcze mniej opieki społecznej? Od lat dwudziestu wciska nam się ten kit pod
hasłem "zwiększania konkurencyjności naszej gospodarki" i jakoś ciągle
są przejściowe trudności na drodze do neoliberalnej świetlanej przyszłości. Ale
rozumiem, że mamy sobie powiedzieć jak koń w "Folwarku zwierzęcym":
"Będę pracował więcej" i "Towarzysz Balcerowicz ma zawsze
rację".

Gadanie, że Chińczycy mają tak dobrze (albo będą mieć tak
dobrze), bo mają tak źle, jest gadaniem w ten sam deseń: że im biedni są
biedniejsi, tym jest lepiej. Panowie, ja rozumiem, Wy w perfidny sposób
marksistę chcecie ze mnie zrobić. Chcecie mi udowodnić, że byt całkowicie
określa świadomość i że przynależność do klasy średniej tak Wam wyżarła mózgi.
Bo już nie dociera do Was że biedny człowiek też ma swoje życie i nie chce go
spędzić na obłędnej harówce za grosze w złudnej nadziei na dogonienie
globalizacji i prześcignięcie w niskich kosztach pracy Chińczyków, Malezyjczyków
czy kogoś tam (zawsze jest ktoś tańszy - na tym polega globalizacja), licząc na
to, że jego synom lub wnukom się to opłaci.

Panowie, mój dziadek przerabiał
to za Stalina, przodownictwo pracy dla świetlanej przyszłości zrobiło z niego
strzęp człowieka, ja już się nie dam na to nabrać.

"Coca-Cola ma wyższy
fundusz łapówkowy" - brawo. Dobra odpowiedź. Teraz następne pytanie:
dlaczego w tym systemie zwycięża się funduszem łapówkowym? W Polsce, we
Włoszech, w Ameryce, w Japonii?

Bo nie ma wspaniałych, wartościami
karmionych policjantów?

Bo nie ma przejrzystych instytucji?

Nie,
kochani. Bo tam, gdzie się zarabia biliony, zawsze ma się dowolnie większy
fundusz łapówkowy i zawsze można skorumpować 99, 99% strażników prawa i
wszystkie dowolnie przejrzyste instytucje. A tego jednego jedynego strażnika,
który odrzuci każdą, nawet 100-milionową łapówkę, spokojnie się zabije (nie
proponując mu nawet tych 100 milionów - płatny morderca jest o wiele
tańszy).

Co jeszcze? Że reglamentacji domagał się zawsze wielki biznes? Raz
się domagał, raz nie. Jak był narodowy, to mu się opłacało np. zamykać granice.
Teraz wielki biznes jedzie na globalizacji i domaga się kompletnej wolnej
amerykanki - co w wolnej Ameryce zaowocowało wiadomym skutkiem.

Tu nie ma
żadnej tęsknoty za rzemiosłem narodowym. Jeśli już, to za tym, żeby słowo
znaczyło to, co znaczy. Nie wciskajcie nam kitu, że przedsiębiorca jest wolny,
kiedy jest na smyczy korporacji bank, korporacji dostawca, korporacji sieć
hipermarketów, korporacji franczyzodawca etc., etc. To się porobiły takie
feudalne zależności, że nie można ich opisywać używając utopijnych kryteriów
wolnorynkowych. Które nawiasem mówiąc, na dłuższą metę sprawdzić się mogą tylko
na Planecie Uczciwość, gdzie nie ma funduszów łapówkowych, gdzie nie ma działów
marketingu i gdzie nikt nikogo nie robi w lolo, a szczególnie mocniejsi
słabszych.

Co to znaczy: państwa socjaldemokratyczne cyckają Afrykę z miejsc
pracy? Że jak utrzymują u siebie wysokie miejsca pracy, to uniemożliwiają, żeby
ta praca była wykonana w Afryce za o wiele mniejszą kasę? O to chodzi? Pytam, bo
nie rozumiem. Jeśli o to chodzi, to ja rozumiem, że mamy do czynienia z takim
równaniem:

(1 dobrze opłacany pracownik w Szwecji + 1000 głodujących w
Afryce) jest be.

(1 bezrobotny w Szwecji + jeden niewolnik za miskę ryżu w
Afryce + 999 głodujących w Afryce) jest cacy.

Oj, to ja dziękuję za taki
neoliberalny raj
step  - jeszcze ciekawostka   |02.11.2009 14:23:01
Dodam jeszcze taką ciekawostkę: w XIX wieku, w złotym wieku liberalizmu, to
liberałowie domagali się podatków progresywnych - żeby utrudnić wielkim firmom
dławienie słabych

Myślcie, panowie liberałowie, myślcie - nie ma nic
nieliberalnego w myśleniu

Natomiast skrajnie nieliberalne jest posłuszne
powtarzanie formułek podyktowanych przez Marketfuhrera Balcerowicza
Thome   |03.11.2009 02:31:25
"Co to znaczy: państwa socjaldemokratyczne cyckają Afrykę z miejsc
pracy?"

To znaczy, że protekcjonizm np. UE powoduje całkiem konkretne
negatywne następstwa w Afryce (jak czegoś nie widać - to Bastiata polecam:).
Jest on stosowany po to, aby "zapewnić właściwy poziom cen"/"chronić
miejsca pracy w gospodarkach narodowych"/"nie dopuścić do dumpingu
kosztowego" etc. (katalog pojęć dowolnie szeroki) np. odnośnie produktów
rolnych i uprzywilejować silne lobby rolnicze/hutnicze/dowolne. Oczywiście nie
przeszkadza to potem tym samym ludziom głośno domagać się nałozenia podatku
"na bogatych", którzy "za dużo jedzą, a czarne dzieci przecież
głodują"….


"To jest felieton o tym, jak dziecinnie o tym mówimy,
gdy próbujemy porównać komunę i kapitałę&"

Ma Pan rację, dziecinnie.
Ale warto czasami wsłuchać się w ten wyśmiewany i powtarzany dziecinny przecież
argument: "bo teraz jest szynka, a za komuny nie było". Jakaś mądrość
ludowa w tym jest.

Pozostałe wywody ciekawe (kto nie cierpi za kredyt?:),
ale mało wnoszące. Bo tak to już w życiu jest, że ktoś kredyt bierze i się
"wiąże", a ktoś nie.

"Teraz wielki biznes jedzie na globalizacji
i domaga się kompletnej wolnej amerykanki - co w wolnej Ameryce zaowocowało
wiadomym skutkiem."

I tutaj już nadużycie. Wielki biznes domaga się
NIE WOLNEJ AMERYKANKI - ale WYŁĄCZNYCH KONCESJI. Ja wiem, że to fajnie nazwać
Gatesa złym liberałem. Ale on kocha rządy, kocha publiczne szkolnictwo - nikt
tak terminowo nie płaci. Tak jak i całe rzesze "liberalnych" doktorów
Kulczyków i "grubych Ryśków". Dla nich rynek mógłby nie istnieć - byleby
istniał kolega z ministerstwa informatyzacji.

Jeszcze jedna uwaga. Nie ma
oczywiście bytów idealnych i nikt chyba tu nie udowadnia, że może być inaczej.
Natomiast zgodzi się Pan, że mniej zawiłości to mniej niejasności - i jakiś
poziom kontrolowanych punktów korupcyjnych w prawie można osiągnąć? Na pewno NIE
JEST tutaj dobrym rozwiązaniem podatek progresywny.

Podatek dochodowy (ale
jeszcze nie w znanej nam już czysto rabunkowej formie) został wprowadzony po raz
pierwszy w 1798 roku na Anglii.
XIX wiek to w historii PIT okres
"wojenny" (Wojna Secesyjna) i to był główny powód jego wprowadzenia. Cel
w postaci uderzenia w najbogatszych był na tyle słaby, że w USA ten podatek
zlikwidowano i przywrócono dopiero "numerem" z poprawką do Konstytucji
(stawki 1 - 7%!). I nieprawdą jest, że postulowali o niego liberałowie. Chyba,
że w znaczeniu amerykańskiej lewicy.
krezus   |03.11.2009 11:03:21
Niewolników z Chińczyków robi
1) UE która podnosząc zabezpieczenia socjalne
normy emisji zanieczyszczeń itp a jednocześnie dotując rolnictwo czystą energię
itd wypycha ‘brudna robotę’ do krajów 3 świata
2) Rząd chiński który póki co
kocha dolara i Euro
3) My wszyscy Europejczycy którzy tworzymy popyt na
chińskie produkty. Zapewniam że z np chińską odzież można zastąpić tą szytą we
Włoszech z poszanowaniem wszystkich praw pracowniczych i z wielką troską o
środowisko naturalne.

System finansowy jest tak ważny (oczywiście w sensie
negatywnym) ponieważ na początku 20w kontrolę nad pieniądzem zabrano rynkowi a
przekazano ją w ręce manipulantów w stylu Greenspana czy Bena Bernanke.
Skąd
się wzięły wszelkiego rodzaju bańki spekulacyjne? - ano stąd że w momencie kiedy
politycy decydują o podaży pieniądza (bez znaczenia czy to jest Balcerowicz
Skrzypek czy Greenspan) tak naprawdę nie wiadomo ile warte będzie moje 100
złotych za 10 lat. Dlatego się spekuluje.
krezus   |03.11.2009 11:41:41
A tak na marginesie. Czy finansistom sprzyja wolny rynek? oto przykład jak
finansjerze światowej zależy na kapitaliźmie :)

"George Soros daje 50
mln USD na nową fundację, która będzie promować alternatywne rozwiązania wobec,
jak to określił, wolnorynkowego fundamentalizmu.



Nowa fundacja nosi
nazwę Instytutu Nowego Myślenia Ekonomicznego. Mają w nim spotkać się wybitni
ekonomiści, aby analizować przyczyny ostatnich kryzysów gospodarczych oraz
pracować nad nowymi ideami, przeciwstawnymi ideologii wolnorynkowej"
krezus   |03.11.2009 11:47:35
Także drodzy koledzy z Krytki Politycznej wypada zapytać czy wy czasem nie
stoicie po stronie ludzi z bardzo grubymi portfelami? A może już od dawna
dostajecie pieniądze od Najgrubszego Spekulanta Wszechrynków Pana Sorosa:)
kot   |03.11.2009 13:07:53
thome i krezus pracowicie zamulają miejsca gdzie rodzi się coś ciekawego.
kot   |03.11.2009 16:18:33
Przepis na wpis zamulający jest następujący: trochę gadania jak najluźniej na
temat i na koniec zawsze ten sam wniosek-państwo won, nie wtrącać mi się; jak
podatki, to tylko obniżać!

Ja naprawdę chętnie bym posłuchał,z
zainteresowaniem, o tym,żeby rynek był wolny , a nie złapany za gardło przez
korporacje. A najbardziej o tym - jak to zrobić (przy założeniach jak wyżej)?
Thome, krezus do roboty, wykażcie się! Nobel gwarantowany.

Odrzucając
interwencje państwa i pozbawiając je narzędzi oddaje się je i rynek
monopolistom, którzy wnet, zgodnie ze swoim kapitalistycznym interesem,
wolny rynek zmieniają w rynek im podporządkowany.
Tak więc z bzdurnych
przesłanek wyciągane są bzdurne wnioski.
step  - Kochani… Krezus… Thome… Naprawdę..   |04.11.2009 10:46:51
Od tej polemiki czuję się zmęczony jak Celine…

I też każde zdanie kończę na
trzy kropki…

Ja rozumiem, że dla Was wszelki liberalizm zaczyna się i
kończy w Stanach, ale ja mówię o francuskich liberałach w XIX
wieku…

Poczytajcie sobie o Proudhonie i anarcholiberałach u Benjamina i u
Pani Profesor Andersen…

Poczytajcie kto robił Komunę Paryską - tam było
tyle samo liberałów co komunistów, jeśli nie więcej…

Poczytajcie, jakie
mieli pomysły, jak pogodzić równość społeczną z wolnością ekonomiczną…

Bo
może jednak to wcale nie jest tak, jak powiedział Weber, że bogowie się kłócą i
między równością a wolnością jest zawsze wojna totalna…

Ja wiem, że Wy mi
powiecie, że Benjamin to mistyk, a Andersen komunistka, ale zobaczcie, jakie u
nich są twarde dane, jaka faktografia, jaka bibliografia - Benjamin właściwie
pisał same przypisy, ale za to jakie…

Jeśli chodzi o to, że państwa
socjaldemokratyczne "cyckają" Afrykę z miejsc pracy, to widzę, że
dokładnie zrozumiałem, o co Wam chodzi…

Churchill powiedział kiedyś, że
liberałowie ciągną ludzi w górę, a komuniści równają w dół - no to wy jesteście
komuniści, przepraszam…

Chcecie, żeby Szwed i Afrykanin byli tak samo
konkurencyjni na globalnym rynku pracy…

Czyli żeby pracowali za tę samą
miskę fasoli…

To ja wolę politykę państw socjaldemokratycznych, które
chronią pensję Szweda, a równocześnie ratują Afrykanów przed głodem poprzez
pomoc…

Skala pomocy, jaką Skandynawia wysyła do Afryki, jest
kosmiczna…

Ja wiem, Wy powiecie, że to jest hodowanie "wyuczonej
bezradności", czyli stary argument Fryderyka Pruskiego, że jałmużna
demoralizuje…

No więc jest to argument w sam raz na czasy Fryderyka
Pruskiego…

Już od prawie stu lat zasoby samych Stanów wystarczyłyby, by
wyżywić ludność całego świata…

A planeta ledwo żyje i wcale nie potrzebuje,
żeby wszyscy pracowali, produkowali, truli i śmiecili…

Więc może zamiast
skoncentrować się na tym, że wszyscy powinni jak najefektywniej pracować,
skoncentrujmy się na tym, że wszyscy powinni jeść?…

Co do tego, że
moglibyśmy zastąpić odzież chińską odzieżą włoską, to piękna wizja…

Tylko
trzeba byłoby zamknąć Europę na import, przynajmniej z Chin…

Argentyna tak
zrobiła i od razu im się poprawiło…

Tylko każdy gwałtowny gest trzeba
przemyśleć - jestem przeciwko dilowaniu z Chinami, bo to państwo niewolnicze,
ale jak Zachód odetnie się od nich nagle, to tam ze sto milionów ludzi umrze z
głodu albo się pozarzyna, wszystko trzeba robić z głową…

Co do Grynszpana
czy FED, to widzę, że mamy podobny problem: przeszkadza nam arbitralność i
nieprzejrzystość takich instytucji - tyle, że Wy mówicie, że one są takie, bo są
polityczne, a my mówimy, że są takie, bo są prywatne…

Polityczne pewnie one
zawsze będą, bo tak, jak napisał kot: tam, gdzie jest wolny rynek, jest gra sił,
tę grę ktoś wygrywa, wykorzystuje przewagę (włącznie z funduszem łapówkowym) i
tworzy się feudalny układ…

Nie opowiadajmy więc ludziom bredni o
wiecznotrwałym wolnym rynku wolnych przedsiębiorców, kiedy robimy z nich
niewolników feudalizmu (choćby nawet nominalnie byli "wolnymi
przedsiębiorcami"), panów z Żabki, co to podatki muszą sami płacić,
rozliczać muszą się sami, wyjść na swoje muszą sami - ale korporacji i
salesmanów, merchandiserów, audytorów muszą słuchać…

Zamiast tego
postarajmy się zmusić ten układ polityczny tak, żeby maksymalnie dzielił się z
biednymi, tak jak w Skandynawii…

Proszę bardzo, tak możemy się dogadywać i
z wielkim biznesem, to jedyny punkt styczny między nim, a lewicą…

Ja wiem,
że Wy mi napiszecie, że w Szwecji jest największa ilość samobójstw, bo
neoliberałowie ciągle tak mówią, ale ja nie wiem, gdzie znaleźli taką
informację, ja znajduję informację, że najwięcej samobójstw jest na
Węgrzech…

Pozdrawiam…
step  - zresztą   |04.11.2009 10:52:20
zresztą instytucje wolnorynkowe też są polityczne - realizują politykę wolnego
rynku…

ja rozumiem, że kiedy Wy mówicie: polityczne, to chodzi wam o
feudalne, niewolnościowe - dlatego tak też Wam odpowiedziałem…

ale lepiej
rozróżniajmy te rzeczy - nie wszystko, co polityczne, jest niewolnościowe,
feudalne, nieprzejrzyste, nieuczciwe etc…

pozdrawiam…
step  - I jeszcze jedno…   |04.11.2009 11:15:17
Żadna mądrość ludowa nie mówi o tym, że teraz jest szynka, a za komuny nie
było…

Tak mówi mądrość obiegowa, za pomocą której klasa średnia uspokaja
swoje sumienie - na zasadzie "ma cham co żreć, niech milczy"…

Tak
zwany lud, czyli ludzie biedni, pracujący i bezrobotni, w ogóle nie postrzegają
transformacji przez pryzmat szynki…

Postrzegają transformację przez pryzmat
strachu, w którym żyją od 20 lat…

No, ale żeby to wiedzieć, to trzeba z
tymi ludźmi pobyć, na przykład pokopać ziemię z nimi, razem zmywać naczynia,
zamiatać podłogi, poznać ich rodziców, partnerów etc…

Bo mam wrażenie, że
niektórzy tutaj zupełnie są tacy, jakby wyszli z laboratorium pana Marksa i byt
(ekonomiczny) określa im świadomość…

Właśnie takie mam wrażenie, kiedy ktoś
mi mówi, że menu Polaków wzbogaciło się i zróżnicowało, więc fałszowanie szynki,
czy nawet w ogóle mięsa nie jest już takim problemem…

Wzbogaciło się menu
klasy średniej, panowie…

A menu większości Polaków ogromnie
zubożało…

Na wiele potraw ich nie stać, bo obiad za dziesięć złotych to już
jest dla nich drogo…

Nie jedzą sushi, nie jedzą kurczaka w pięciu smakach,
nie jedzą risotto alla milanese…

Zniknęło też mnóstwo tradycyjnych potraw,
na które już nikt nie ma czasu, żeby ich przygotowywać…

Jedzą zupki z
torebki i makaron z sosem z torebki, a gdy raz na tydzień pozwalają sobie na
luksus, to wydają na pizzę, kebab lub schabowego (to ostatnie, to już wielka
sprawa)…

I tak już są przez to otumanieni, że wręcz boją się, kiedy gotuje
im się coś innego i trochę lepszego…

Jedni po prostu boją się nieznanego,
bo nie znają nic poza glutaminianem i sosem z torebki…

Inni boją się, że
jak raz zjedzą coś dobrego, to trudniej im będzie potem wrócić do sosu z
torebki, będą żałować, że nie mogą jeść tak częściej, poczują się
upokorzeni…

Wiem to z doświadczenia, bo co najmniej 40 razy gotowałem dla
dużych grup ludzi biednych i zawsze widziałem te same reakcje…

Oni nawet
bryndzy za dwa złote sobie nie kupią, chociaż bryndza jest dobra i tradycyjnie
"nasza"…

No bo to zawsze jest grzech, zagrożenie zmarnowania
pieniędzy na coś nieznanego lub zbyt dobrego, żeby to poznawać - tak myślą i/lub
czują, bo tak są skołowani przez to, jak żyją…

Tak, bryndza jest dla nich
czymś nieznanym - no, chyba że bryndza finansowa…

Przyjrzałem się temu
dokładnie w latach 2005, 2006 i 2008 - dla mnie to był kosmos, ale musiałem się
pogodzić z tym, że tak po prostu jest…

Tak więc proponuję rozejrzeć się
poza swoim środowiskiem i poza swoim miastem (szczególnie jeśli tym miastem jest
Warszawa)…

Pozdrawiam…
krezus   |04.11.2009 12:05:35
No dobra koledzy bo my tu gadu gadu a cały czas nie wiem jaki jest wasz sposób
aby wszystkim żyło się lepiej? Komu chcecie zabrać?
kot   |04.11.2009 14:18:44
Dobre pytanie Krezus! Dobre, czasami naiwne pytania są równie potrzebne jak
odpowiedzi na nie.
Więc
-po pierwsze- niestety- nie ma łatwych odpowiedzi

( takie łatwe odpowiedzi- nie wytykając palcem- serwował neoliberalizm). Nie ma
żadnych cudownych sposobów, ani w gospodarce, ani w organizacji życia
społecznego.
Bo jakże miło dla ucha brzmią hasła: jeżeli jest źle, to dla
tego, że nie wszystko sprywatyzowano, albo dlatego, że są za wysokie podatki.

Uświadomienie sobie tego jest bardzo ważne.
-W tym konkurencyjnym świecie
liczy się przede wszystkim kapitał ludzki.
O ludzi trzeba dbać- jak o
największe dobro, o ich zdrowie, o ich wykształcenie i także emeryturę, bo to
oni są kołem zamachowym gospodarki. Wie o tym przywódca nawet tak bogatego
kraju jakim jest Ameryka. Czy wiesz, że we Francji już przy dwójce dzieci, nie
mówiąc o trojgu, nie opłaca się pracować jednemu z rodziców. Dlaczego tam
obniża się wiek rozpoczęcia nauki przez dziecko ? (Czego skądinąd nie
pochwalam.)
-Skąd na to brać pieniądze? Jesteśmy za biedni? Kto to ma robić? I
to są pytania na które trzeba odpowiedzieć ale nie można ich odrzucić !
Thome  - Wypychanie stosowane.   |04.11.2009 16:04:14
@kot

"thome i krezus pracowicie zamulają miejsca gdzie rodzi się
coś ciekawego."

Coś ciekawego rodzi się tam, gdzie jest merytoryczny
spór. Trą się poglądy, intelekty - i wtedy jest twórczy ferment….. No, chyba,
że lepiej, jeżeli wszyscy mówimy językiem polemiki GW - tj. każdy ma rację
relatywną i się uśmiechamy się do siebie się.

@step
"Co do
Grynszpana czy FED, to widzę, że mamy podobny problem: przeszkadza nam
arbitralność i nieprzejrzystość takich instytucji - tyle, że Wy mówicie, że one
są takie, bo są polityczne, a my mówimy, że są takie, bo są prywatne&"


FED nie jest prywatną instytucją, ponieważ:
- w ogóle nie jest scaloną
instytucją sensu stricto
- jest kartelem monetarnym
- ma ustawowo charakter
państwowy/publiczny i realizuje funkcje banku centralnego

NIE JEST więc
instytucją prywatną.
Trochę to nużące wciąż przypominać, kto ma monopol na
manipulowanie stopami procentowymi w USA. Podpowiedź: nie jest to prywatny
podmiot.
blaise   |04.11.2009 16:56:49
Thome zapomniałeś jednak dodać, że głównymi udziałowcami są prywatne podmioty.
Udziałowcy ci nie mogą jednak swobodnie decydować, tak jak robią to udziałowcy
normalnych spółek akcyjnych. Np nie mogą wybierać zarządu, bo robi to władza
ustawodawcza i prezydent. Dziwna hybryda.. Nie mniej jednak właścicielami są
prywatni udziałowcy stąd twierdzenie, że jest on prywatny choć ma monopol na
emisję pieniądza. Trochę nużące jest czytanie po raz kolejny korwinistycznych
zaklęć.
blaise   |04.11.2009 17:01:45
fed nie jest więc ani prywatny ani państwowy - taka antykonkluzja przychodzi mi
do głowy
blaise   |04.11.2009 17:07:17
"Ja wiem, że Wy mi napiszecie, że w Szwecji jest największa ilość
samobójstw,"
Ja też tak słyszałem, ale to podobno przez warunki
atmosferyczne a nie politykę?
krezus   |05.11.2009 00:36:16
Ależ nie ma znaczenia czy FED jest prywatny czy publiczny. Jest instytucją która
emituje dolara i ma prawo do określania jego wartości. A Dolar jest walutą w
której sądy w USA egzekwują zobowiązania. W tym sensie jest legitymizowany jako
instytucja państwowa. No chybna że zaraz ktoś wyskoczy i powie że sądy są
prywatne w USA
step  - Panowie…   |05.11.2009 13:12:42
Zmęczony jestem, więc krótko:

Blaise, masz rację, jest to hybryda i to jest
fascynujący temat do dyskusji, na ile jest toto prywatne - skoro zarząd wybiera
Kongres i prezydent, kluczowe jest pytanie, na ile prywatny jest Kongres i
prezydent (prezydent w tej chwili należy podobno do Goldman Sachs, ale Goldman
być może odpali jakieś udziały w prezydencie potencjalnym drobnym udziałowcom w
zamian za współdziałanie na rynku papierów wartościowych, uważam, że powinno się
to odbywać w sposób przejrzysty i powinny zostać wyemitowane akcje prezydenta,
powszechnie dostępne w sprzedaży, każdy właściciel ma prawo do jednej setnej
miligrama Obamy)

krezus - oj, to chyba jednak MA znaczenie, czy instytucja,
która emituje walutę państwową jest prywatna czy nie…

co do Twojego
poprzedniego pytania: po co od razu zabierać?

Oczywiście, wywłaszczenie to
jest środek stosowany przez wszystkie państwa, także najbardziej prawicowe. I
tam, gdzie czyjaś własność na przykład skazuje ludzi na śmierć głodową,
właściciel tej własności powinien być zagrożony wywłaszczeniem. Państwo powinno
mieć taki środek, aby ratować ludzi przed zagrożeniem i wywierać nacisk na
właściciela. Ale są też inne narzędzia polityczne, nie zawsze trzeba od razu
wszystkich "puszczać w skarpetkach". Ogromny przewrót własnościowy to
szok dla ekonomii i społeczeństwa, nigdy nie przewidzi się wszystkich następstw.
Trzeba używać przemyślanych metod politycznego nacisku, dzięki którym wielkie
środki finansowe i przemysłowe zaczynają pracować dla wszystkich, a nie tylko
dla swoich właścicieli. To się udało w Skandynawii, to się udało także w kwestii
dopuszczenia tanich hinduskich leków na afrykański rynek (koncerny
farmaceutyczne się poddały). Istnieją formy presji podatkowej, medialnej,
bojkotu, strajku generalnego etc. Oczywiście, ty mi pewnie powiesz, że jak się
opodatkuje, to już się zabiera. No, ale nawet konserwatywny republikanin Luttwak
przyznaje, że jak on, człowiek zamożny, zostaje opodatkowany na socjal, edukację
i wyrównywanie szans, to wprawdzie zabierają mu siłą, ale dostaje bezpieczne
ulice i domy. A jak mu państwo tego nie zabierze, to on musi "z własnej
woli" wydać trzy razy tyle na ochroniarzy (albo zapłacić pięć razy większy
podatek na policję - i wtedy może dopiero jęczeć na zdzierstwo
państwa!)

Thome - masz rację, niech się tną racje! ale nie formułki
blaise   |05.11.2009 15:50:44
"Ależ nie ma znaczenia czy FED jest prywatny czy publiczny. Jest instytucją
która emituje dolara i ma prawo do określania jego wartości."
A thome
napisał, że: "w ogóle nie jest scaloną instytucją sensu stricto"
Ale
nie ma przecież innej alternatywy bo ktoś musi emitować te pieniądze i czuwać
nad ich wartością.. bo jakoś w te bajki o powrocie do standardu złota nie wierzę
i mało kto traktuje je poważnie. Lepiej więc zachować przejrzystość i
jednolitość takiej instytucji
kot   |06.11.2009 04:27:21
C.d. odpowiedzi @krezusowi
Jeżeli dawniej wierzyliśmy, że Światowid
troszczy się o nas i dla tego musimy się wkupywać w jego łaski, to byliśmy
bardziej racjonalni niż teraz, gdy chcemy oddać rynkowi władze nad naszym
życiem, bo jednak tamten był bogiem, a rynek chyba jednak nie. Dawniej groźnemu
Bogu należało oddawać swojego syna w ofierze- to teraz kolejne sfery naszego
życia - Rynkowi.
Wiara w rynek, jest współczesną forma bałwochwalstwa. Dawniej
bogowie odpowiadali za urodzaj, i pomyślność. Dziś tę rolę przejął rynek. Czyż
wchodząc w niedzielę z rodziną do supermarketu nie oddajemy czci rynkowi, który
nas obdarza taka obfitością towarów.
Tacy jak thome, Korwin, może
Balcerowicz., to idealiści wierzący w rynek idealny, który idealny nie jest. I
w tym cały kłopot. Wiara ich jest tak mocna, że gdy rzeczywistość gospodarcza
skrzeczy, oni dalej słyszą tylko to, co chcą słyszeć, widzą to, co chcą
widzieć.
Ludzie chętnie ich słuchają, bo przerażeni natłokiem informacji i
jej spętleniem poszukują łatwych odpowiedzi, po to aby coś wiedzieć, a nie
poruszać się na oślep. Dotyczy to nie tylko prostaczków (polityków z
wykształceniem historia powszechna), ale także profesorów ekonomii, którzy
wtedy, gdy matematyka operująca bytami idealnymi w ekonomii, zawodzi,
wołają,
jak Johan Cochrane, o więcej idealizacji matematycznej w ekonomii, bo uważają,
że lepiej żyć złudzeniami niż być zagubionym ekonomistą .

Ale tak źle nie
jest! Rzecz zasadza się w przyjęciu odmiennej od dotychczasowej filozofii i
zmianie perspektywy na taka, w której człowiek sytuuje się w jej
centrum.
Spróbujmy odnieść się do kapitalizmu: na jego gruncie, na jego
zasadach.
Wtedy nawet na tym gruncie sprawy wyglądają lepiej niż, w
perspektywie rynku, w którym człowiek został potraktowany jako koszt, jako
obciążenie dla budżetu
( ciągle słyszymy o konieczności reformy finansów
publicznych, polegającej na tym aby wyeliminować inwestycje w człowieka).


Człowiek, z uwagi na jego kreacyjna rolę we współczesnej ekonomii, powinien
znaleźć się po stronie aktywów i to tych najmocniejszych. Inwestycje w niego
okazują się inwestycjami, (w okresie długoterminowym) najkorzystniejszymi,
natomiast zalecenia neoliberalne krótkowzrocznymi.
Socjalistyczna Szwecja ma
jednocześnie najlepiej zarządzany kapitalizm.
Mam pytanie do Anny Delick:
jak sytuuje się socjalistyczna Szwecja na tle innych krajów -jako kraj
przyjazny kapitalistycznym inwestycjom zagranicznym?
kot   |06.11.2009 11:52:18
Jak bardzo wymykający się łatwym ocenom jest ten świat!
Przykładem są
trudności oceny tego co się dzieje w Chinach(zauważył to set). Można się na
ich politykę oburzać lub ją chwalić. Lecz nie ma sensu mierzyć naszą miarą. I
można ją potępić tylko wtedy gdyby dało się zaproponować lepszą.
Jest to
bowiem kraj, który jednocześnie: wkracza w rzeczywistość dwudziestego
pierwszego wieku i musi przejść przez akumulację pierwotną, o której nasz rejon
świata już zapomniał. Warunki opisane w ,, Ziemi Obiecanej,, Reymonta miały
miejsce w Polsce sto lat temu.
Dlatego, dla mnie, skandalem ustrojowym są
zarobki poniżej 2000zł miesięcznie, które ma większość zatrudnionych w Polsce, a
koniecznością (mam nadzieję jednego pokolenia) są zarobki -2 dolary dziennie
w Chinach.
Nie widzę powodów, dla których Polska nie mogłaby prowadzić
szwedzkiej polityki ustrojowej ( co nie oznacza, że z dnia na dzień stałaby się
Szwecją).
Czy krezus i thome uważają, że to na co nas stać, to te
skandaliczne zarobki większości Polaków.
krezus   |07.11.2009 15:57:34
Wolny rynek niczego nie oferuje żadnych rozwiązań w przeciwieństwie do
socjalizmu. Wiara że ”system” zapewni komukowiek dobrobyt jest naiwna.
Dobrobyt zapewnia PRACA!!!!! i wbijcie to sobie do głów. PRAWDZIWY wolny rynek
stoi tylko na straży wolności wykonywania pracy, wolności osobistej,
ekonomicznej, własności i egzekwowania umów.

Nigdy nie będziemy Szwecją,
zapomnijcie o tym. Chociaż wolę Szwecje niż to co ostatnio dzieje się w USA. W
Szwecji socjalizm jest uczciwy w przeciwieństwie do socjalizmu w USA. W Szwecji
zanim się wyda kase na głupoty to jednak się ją wypracowuje. Wystarczy porównać
zadłużenie obu krajów. Jednak Polska Szwecją nie będzie bo Polacy kochają
wolność, i niestety troche inaczej pojmują uczciwość - w przeciwieństwie do
Szwecji u nas w 19 wieku nie obcinano rąk za kradzieże. Naprawdę marzycie o tym
żeby za fiata Punto płacić 70000 . Raz za za samochód a drugi raz w postaci
podatków??
Jak ktoś by chciał takie przepisy wprowadzić w Polsce to będę z tym
walczył jak tylko będę mógł. I nie zawaham się dać w ryja takim jak wy. Bo nie
ma moralnego uzasadnienia dla którego miałbym pracować na emeryturę dla
człowieka który całe życie część swojej pensji przepalał albo przepijał. Nie mam
ochoty finansować też wydawania książek produkowania filmów czy utrzymywania
teatrów które mnie nie interesują - tak jest to egoizm ale przecież wy
socjaliści kochacie odmienność i powinniście pozwolić mi ją realizować.


Jakto do kurwy nędzy skandalem są zarobki poniżej 2000?? Kto za ten skandal
według Ciebie kocie odpowiada. Prawda jest taka że nasza gospodarka nie
przechodziła przez akumulację o której wspominasz. Wojna rozwaliła naszą
ekonomię potem była komuna. Akumulujemy bardzo powoli od 20lat, wymień jakąś
firmę czy technologię znaną na całym świecie pochodzącą z Polski, czyżbyśmy nie
dopracowali się takowych?? teraz niestety mamy zapóźnienia przez takich jak wy
którzy uważają że skandalem jest że robotnik w Polsce ma gorzej niż ten w
Niemczech.

Jeżeli chodzi o pieniądze to ich emisję to bank centralny powinien
się właśnie zajmować EMISJĄ. Od ustalania stóp procentowych jest rynek. Nie
mówie już o interwencjach czy dewaluacjach które są zwykłym bandytyzmem.

Jak
widze tekst w stylu ‘skandal ustrojowy’ to nóż się w kieszeni otwiera. Zaden
ustrój nie zapewni nikomu chleba telewizora czy samochodu. Czy to jest tak
trudno zrozumieć??? Chleb zapewnia ziemia i praca rolnika, samochód wysiłek
intelektualny Inżyniera (TAK INŻYNIERA A NIE MYŚLICIELA) i fizyczny robotnika.
Socjalizm wierzy że są ludzie którzy wiedzą jednocześnie jak produkować chleb
samochody i rzeczy których jeszcze nie ma tak aby mogli sobie na nie pozwolić
wszyscy i żeby robić to najwydajniej. Wierzycie w bzdury koledzy.

I naprawdę
argumentując nie powołujcie się na ‘Intelektualistów’ których tak kocha lewica
tylko piszcie od siebie. Mnie też szkoda ludzi którzy harują za grosze. Jeżeli
myślicie że ja mam dużo więcej niż te 2k miesięcznie to się mylicie. Studiów też
nie skończyłem, byłem w wojsku i tak naprawdę młodość spędziłem na zarabianiu
pieniędzy aby dzieci bogatszych rodziców mogły za darmo studiowac i płaciły za
tańsze bilety komunikacji miejskiej tak wygląda solidarne państwo i społeczna
gospodarka w praktyce..

PS.
Jak koledzy wczorajsza wczorajsza imprezka na
nowym świecie w oprach lepszych fajek i lepszej wódki? Było dobre jedzonko była
fajna muzyka?
krezus   |07.11.2009 16:12:29
Ciekawe jest też to że wy lewicowcy z taką troska podchodzicie do zwykłych ludzi
a jednocześnie tak ich jakby to powiedział Gombrowicz upupiacie żeby nie
powiedzieć pogardzacie nimi
zwykli ludzie to dla was prostaczki które nie
potrafią poradzić sobie z natłokiem informacji. Wy oświeceni musicie nimi
pokierować. A najlepiej wszystkim określić i nakazać jak mają żyć kogo lubić
kogo nie itd itp Naprawdę nie przeszkadzacie mi póki nie macie wpływu na moje
życie. Niestety coraz brutalniej w nie wkraczacie. I będę się przed tym
bronił!!!

Bez odbioru
kot   |08.11.2009 05:45:47
1. @krezus najpierw zadajesz pytanie, a potem, tchórzliwie, odmawiasz :
,,bez odpowiedzi,,.
2. Uważasz, że pieniądze z Twoich podatków idą na biednych
i nieudaczników? Nie idą, nie starcza. Idą na co innego ale to inna
bajka.
Zdecyduj się!? Czy chcesz , czy nie chcesz płacić podatków.
Jeżeli,
jak napisałeś zarabiasz, niewiele więcej niż dwa tysiące, to w krajach
socjalistycznych takich jak Kanada i Szwecja nie płaciłbyś żadnego podatku
(mówię o Kanadzie) lecz jeszcze dostawał zwrot podatku WAT. Żadnych podatków!
Tam mało zarabiający ich nie płacą.
W kapitalistycznej Polsce podatek
płacisz!
3. Zastanów się, zarabiasz poniżej średniej (chyba już 3,3tysiące),
kto ciebie ograbia, czy ci którzy zarabiają od Ciebie mniej, czy ci, którzy
zarabiają kilkadziesiąt, kilkaset razy więcej. Skąd bierze się ta średnia?
Większość wszak zarabia mniej. Czy uważasz, że ci, jak Ty, którzy zarabiają
mniej od średniej to obiboki i darmozjady? Tym najlepiej zarabiającym każdego
roku poprawia się, tym najmniej- nie poprawia się wcale. I tak jest we
wszystkich krajach posługujących się doktryną neoliberalną.
Czy naprawdę
uważasz, że tu wszystko gra?!
3. Prawdziwie wolny rynek nie istnieje. Gdzie go
widziałeś?
-Nie stoi na żadnej straży, bo rynek jest mechanizm i rodzajem
gry. Na straży wolnego rynku, własności, egzekwowania umów stoi mniej lub
bardziej skutecznie UOKiK, regulatory obrotu pieniądzem umocowane ustrojowo,
aparat sądowniczy i ustawodawczy. A więc wypowiedziałeś bzdurę, która nie ma
pokrycia w rzeczywistości. Twoje wyobrażenie o rynku to wyobrażenie sobie
meczu piłkarskiego bez sędziego egzekwującego zasady gry rynkowej, pardon,
futbolowej.
4. Bałwochwalstwo, które uprawiasz, nie tylko Ty, lecz także
utytułowani profesorowie,
ilustruje obecny kryzys. Ci którzy protestują
przeciwko pompowaniu pieniędzy w upadające banki i system finansowy- mogą
protestować oburzać się, jako konieczni do funkcjonowania systemu neoliberalnego
idioci, których nikt z polityków poważnie nie potraktuje (inne zachowanie Polski
jest bez znaczenia)  koszty załamania byłyby zbyt duże i ponieśli by je
wszyscy, zarówno winowajcy jak poszkodowani.
5. Nawiasem nie traktuj mojej
wypowiedzi jako oficjalnego stanowiska Krytyki. Jestem takim samym gościem jak
TY.
kot   |08.11.2009 10:10:27
Kilka uściśleń. Mechanicznie wyraziłem się o rynku działającym jako mechanizm.
Pakując się w trudności semantyczne -na ile mechanizm może być grą. A więc
poprawka rynek jest komercyjną grą, a nie mechanizmem.
-Określenia:
państwo
socjalistyczne  takie, które prowadzi politykę socjaldemokratyczną,
kapitalistyczne prowadzące politykę neoliberalną.
step  - Krezus…   |08.11.2009 12:58:02
Naprawdę, jakoś smutno mi się zrobiło po przeczytaniu Twoich wpisów
ostatnich…

No, ale po kolei…

Piszesz: "Wolny rynek niczego nie
oferuje żadnych rozwiązań w przeciwieństwie do socjalizmu. Wiara że system
zapewni komukolwiek dobrobyt jest naiwna. Dobrobyt zapewnia PRACA!!!!! i wbijcie
to sobie do głów. PRAWDZIWY wolny rynek stoi tylko na straży wolności
wykonywania pracy, wolności osobistej, ekonomicznej, własności i egzekwowania
umów."

Piszesz: "Chleb zapewnia ziemia i praca rolnika, samochód
wysiłek intelektualny Inżyniera (TAK INŻYNIERA A NIE MYŚLICIELA) i fizyczny
robotnika."

Krezus, ty masz bardziej marksistowskie myśli niż ja…

W
naszych czasach można wyprodukować miliony samochodów bez żadnego trudu
robotnika (przy pełnej automatyzacji) i przy znikomym cieniu trudu inżyniera (bo
to nie jest tak, że od kilkudziesięciu lat przy każdym nowym modelu inżynierowie
wymyślają w pocie czoła na nowo nowy silnik - raczej robi się wszystko, żeby
przypadkiem czegoś rewolucyjnie nowego nie wymyślili, a jak wymyślą np. silnik
ekologiczny niebenzynowy, to korporacja wykupuje ten efekt ich trudu i zakazuje
wdrożenia).

Ty po marksistowsku wierzysz w PRACĘ pisaną wielkimi
literami…

Ale czy Ty na serio wierzysz w to, że Kulczykowi dobrobyt
zapewniła PRACA? Kulczykowi i pozostałym 500 polskim oligarchom? I tym 400
ludziom, do których należy większość rzeczy na naszej planecie? Zapewniam Cię,
że rodzinie Bushów, Johnowi Majorowi czy królowej holenderskiej nie przyszło
harować na swoje gigantyczne rozrzucone po całym świecie
włości-majętności.

Czy Ty wierzysz w to, że Szwedzi są bogatsi od Polaków, bo
więcej pracują???

Nie, kochany. Szwedzi są bogatsi od Polaków, bo więcej
strajkują. Szwedzi nie pracują więcej - oni godne pensje sobie wystrajkowali.
Ten kraj od początków XX wieku jest nieustannie zagrożony strajkiem generalnym,
które to zagrożenie jest rozładowywane przez nieustanne konsultacje ze
związkami. I związki wygrywają, bo państwo wspiera związki.

Teoretycznie
można byłoby to doskonale wyjaśnić wolnorynkowo: pracownicy kontrolując podaż
pracy, grają na zwyżkę jej ceny, co daje im oczywistą korzyść.
Oczywiście, taki
wolny rynek pracy nie może utrzymać się długo, bo pracodawcy wykorzystują
koncentrację kasy w swoich rękach, aby utrudnić pracownikom taką grę rynkową.
Tłumacząc jak przedszkolakowi: pracodawcy przekupują policję, żeby biła
pracowników, albo przekupują polityków, żeby wpuścili na rynek łamistrajków np.
z Polski w Szwecji (czy z Bułgarii w Polsce). Pozycja pracodawców jest taka, że
łatwo jest im zlikwidować wolny rynek pracy przez takie machinacje. Dlatego
równowagę między pracownikami a pracodawcami musi zapewnić jakiś dodatkowy
czynnik: np. supersilne związki zawodowe i socjaldemokratyczne państwo - jak w
Szwecji.

Nie wiem, skąd przeświadczenie, że "nigdy nie będziemy
Szwecją". Anna Delick też pisze, że "szwedzki system nie jest dla
Polaków". Czy na pewno? Ja wiem, zaraz ktoś mi powie, że Szwedzi pracują
więcej i są uczciwi… Ale Szwedzi, powtarzam, nie pracują więcej niż Polacy. A
sto lat temu, kiedy zaczynali walczyć o socjaldemokrację, byli postrzegani jako
naród pijaków i złodziejaszków. I żadne dziewiętnastowieczne mityczne obcinanie
rąk nic tu nie zmieniło. Więc co zmieniło Szwedów w XX wieku? A może budowanie
socjaldemokracji? Jestem sobie w stanie to wyobrazić. Gdy żyję w społeczeństwie,
które traktuje mnie dobrze, sam też zaczynam traktować je dobrze i jestem
uczciwy. Nie mówię, że każdy tak ma, ale jestem pewien, że Polacy, przynajmniej
większość, zmieniliby się, gdyby dane im było żyć w przyjaznym społeczeństwie.
Szkoda, że Polacy znają tylko bandycki sowietyzm i złodziejski
neoliberalizm.

Tak więc żadna akumulacja nie ma tu nic do rzeczy! Żadne
społeczeństwo nie buduje dziś dobrobytu przez mrówczą akumulację kapitału.
Post-zakumulowany kapitał lata tam, gdzie chce, gdzie mu się zaoferuje lepsze
warunki, powodując nagłe, dzikie wzrosty i upadki dobrobytu, chaotyczną
prosperity i nagłe krachy.

Niestety, właśnie dlatego wystrajkowanie sobie
dobrobytu byłoby teraz dla Polaków o wiele trudniejsze, niż było dla Szwedów.
Jak napisałem, globalizacja polega na tym, że zawsze jest ktoś tańszy. Dlatego,
jeżeli powstanie Solidarność II i wystrajkuje nam 100% wzrost pensji, to musi
także wystrajkować stopniowe ograniczanie importu (stopniowe - żeby nie skazać
nagle 100 mln Chińczyków na śmierć głodową) i zamknięcie granic dla ucieczki
kapitałów. Nie chcemy wypisywać się z UE - więc musielibyśmy to przewalczyć
razem z innymi Europejczykami w całej Unii. Musiałby powstać unijny
mega-związek, Euro-Solidarność. Przepchanie protekcjonistycznych rozwiązań może
się oczywiście wydawać bardzo trudne - finansje wywalczyły sobie w ostatnich
czasach pełną eksterytorialność - ale takie rozwiązania stosowały państwa
europejskie w drugiej połowie XX wieku, kiedy tak bardzo rósł dobrobyt
Europejczyków! Mówiąc po bazarowemu: na chuj nam eksterytorialność finansów,
jeśli dzięki niej finanse robią nas w lolo i napuszczają nas na siebie w
nieustannej licytacji: "Ja to zrobię taniej! Nie, ja to zrobię taniej!".
Idąc dalej, zróbmy sobie takie bazarowe ćwiczenie mentalne: jeżeli zrobimy taki
europejski protekcjonizm, to co się stanie? Na początek parę korporacji ucieknie
z Europy, i odpłynie sporo wirtualnego kapitału spekulacyjnego. Na pewno
przeżyjemy wirtualny krach - ale odkujemy się, bo wzrosną możliwości i wzrośnie
wartość rynkowa europejskich, lokalnych przedsiębiorstw, które będą dalej
działać na europejskim rynku i rzucą się na luki pozostawione przez
międzynarodowy kapitał. I będziemy działać w bardziej przejrzystym układzie:
będziemy wiedzieć, gdzie powstaje pieniążek i gdzie trafia. Bo tak, jak jest
teraz, nigdy się nie doliczymy. A jak się nie doliczymy, to i nie wyjdziemy na
swoje. Oczywiście, to nie jest lekarstwo na wszystkie bóle, to nie jest moja
ideologia (ja w ogóle obawiam się wszystkich GWAŁTOWNYCH lekarstw), ale chcę Ci
pokazać, że myślenie nie ogranicza się do powtarzania formułek Balcerowicza i że
poza tymi formułkami istnieją całe światy problemów i rozwiązań, które możemy
eksplorować.
Czy takie obrazowo-bazarowe tłumaczenie jest zrozumiałe?


Drogi Krezusie, wiarę w PRACĘ wszczepili Ci ludzie, którzy chcą, żebyś
zapieprzał jak obłąkany dla pracodawcy albo dla kryptopracodawcy zwanego
kontrahentem (koniec końców każdy drobny przedsiębiorca w ten czy inny sposób
haruje na wielkiego przedsiębiorcę). I żebyś nie zastanawiał się, jak wartość
Twojej pracy ma się do wartości Twojej płacy i żebyś nie próbował relacji
pomiędzy tymi wartościami zmienić. Za mało zarabiasz? Haruj więcej,
niewolniku.

I zamiast im się odwinąć - Ty chcesz bić ludzi, być może
jedynych, którzy chcą Ci pomóc, którzy chcą Ci powiedzieć, że nie musisz tak się
męczyć. Ty chcesz walczyć z lewicą.

Pół żartem, pół serio powiem: widzisz,
takie są efekty tego, że nie chcesz, aby z publicznych pieniędzy dofinansowano
np. książki. Gdyby dofinansowano więcej książek o tym, jak jesteś robiony w
lolo, to może nie dawałbyś się tak robić w lolo? Pewnie, ktoś by Ci zabierał 20
złotych rocznie na kulturę, ale może ktoś inny nie zabierałby Ci 20 000 złotych
na budowę swojego czwartego złotego pałacu na Sardynii czy Florydzie…

Jak
widać, jest zamęt informacyjny i sam masz z nim problem, więc powinieneś
przyjąć, że ci, o których piszesz per zwykli ludzie, też go mają. Jeżeli chodzi
o manipulowanie tzw. zwykłym człowiekiem, to ono jest - i odbywa się na
kosmiczną skalę. Zwykły człowiek wierzy, że oranżadka Hellena zawiera witaminy i
jest robiona z pomarańczy - bo na etykiecie jest pomarańcza. Zwykły człowiek
wierzy, że Jarek "Bij Geja" Kaczyński albo Leszek "Za Dobrze Wam
Jest" Balcerowicz wart jest, żeby go słuchać. I co, uważasz, że człowiek,
który wierzy w coś takiego, nie potrzebuje pomocy?

Żałuję, że Ci nie wysłałem
zaproszenia na tę imprezę, o której piszesz… Ja miałem, ale nie chodzę tam,
gdzie pije się wódkę, lepszą czy gorszą.
kot   |08.11.2009 16:22:37
@step z instynktem dobrego psa, jak łapie top, to prowadzi do celu. Ten
kierunek jest ciężarny całym spektrum projektów politycznych.
Kierunek na
Europę jest dla nas kierunkiem, który rozwiązuje szereg naszych problemów
związanych z zapóźnieniem rozwojowym. Im będzie silniejsza, upodmiotowiona tym
dla nas lepiej. Oznacza to jednak, prowadzenie polityki odwrotnej do tej
dotychczasowej, która pozoruje swoją proeuropejskość.
blaise   |09.11.2009 12:23:37
"Niestety coraz brutalniej w nie wkraczacie. I będę się przed tym bronił!!!
"
A słyszysz już głosy?
Pokazał kindersztubę typową dla wojującego
wolnościowego internauty. Nabluzgał, poużalał się, postraszył, napręzył
wirtualne muskuły.. po czym rozpłynął się w odmętach internetu. Pewnie jeszcze
wpadnie dać parę wykładów z makroekonomii
maciej   |09.11.2009 12:52:41
1. Pegaz zlikwidowany pewnie brakło na klamki do pałaców,
2. Istniało kiedyś
słowo "redystrybucja i dotyczyło budżetu" ale to pewnie jakaś bajka,
3.
Pojawiają się pomysły aby wprowadzić dodatkowy abonament na internet ( jak RTV)
w końcu jest za tani, a prezesi potrzebują na odprawy,
4. W dalszym ciągu
obowiązuje "Doktryna szoku" o Leszku B, też tam jest,
5. Emerytury już
zabierają na razie tym co byli bee, ale wszystko przed nami pozostali
czekają
Ps. i tak nas wszystkich zmonetyzują.
kot   |10.11.2009 02:45:27
@blaise NIE!.
Nie lekceważ wolności w Internecie, bo jest, na razie-
jedyną wolną- przestrzenią wyrażania poglądów, z którą muszą się liczyć nawet
właściciele gdzie indziej wszechwładni.
Krezus wpadł tu, wyraził swoje
poglądy, zapytał.
Może przyjął, lub przyjmie do wiadomości , może nie, że
nie przez biedniejszych, lub mu równych jest ograbiany podatkami. I nie zamulał,
jego złość jest naturalna, choć niecelnie skierowana.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99922 Seconds