Nowość w sklepie KP

kepel72dpi_maly.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Władcy dziennikarskich marionetek
 -maciej (6 komentarzy)
Herbst, Wojnarowski: O edukacji w r
 -m_v_m (1 komentarz)
Czarnacka: Wielka feministyczna ści
 -step (12 komentarzy)

CYTAT DNIA

Integrować to nie znaczy wymagać od imigrantów, by dostosowali się do pierwotnie obowiązujących zasad społeczeństwa przyjmującego, integrować to znaczy współpracować nad powszechnym ustanowieniem na nowo zasad rządzących całym społeczeństwem.
Daniel Cohn-Bendit
Advertisement
Skromna propozycja Drukuj
Tomasz Piątek
Tomasz Piątek
  
02.04.2009
Moja sąsiadka pracuje dwanaście godzin dziennie. Od szóstej rano, do szóstej wieczorem. Żeby dojechać do pracy, musi wstawać przed piątą, wraca po dziewiętnastej. Dostaje dziewięćset złotych na rękę. Nie płacą jej nadgodzin,  Nie powiem, gdzie pracuje. Ona nie chce protestować, nie chce walczyć. Do niedawna myślałem, że to głupie. Ale teraz czytam o bohaterskich kobietach z Biedronki, które wprawdzie wygrały sprawę o odszkodowanie za pracę ponad siły, ale od sześciu lat są bezrobotne. I myślę sobie, że moja sąsiadka niestety ma rację. Lepiej nie mieć wilczego biletu.

Przez dziesięć lat pracowałem w reklamie, będąc przekonany, że wytwarzam pozytywne bodźce dla gospodarki - gospodarka potrzebuje przecież konsumpcji, konsumpcja to patriotyczny obowiązek, konsumpcję trzeba stymulować. Teraz zastanawiam się, jak się czuje ktoś, kto haruje od rana do nocy, nie starcza mu na najprostsze rzeczy, a kiedy dowlecze się do domu i włączy telewizor w nadziei na trochę rozrywki, dostaje kilkanaście skomasowanych bloków reklamowych, product placementów, telesprzedaży etc. Widzi bezczelnych błaznów, którzy krzyczą do niego: „kup to i to i to i to i jeszcze to, to wszystko, na co cię nie stać”.

Biedny człowiek poddany takiemu bombardowaniu przeklina. Ale jeszcze częściej ulega chorej fascynacji. Zaczyna żyć nieswoim życiem, życiem reklamowym: rozrywkami, przedmiotami, podróżami, których nie może mieć, które może tylko pooglądać. Też przeklina - ale gapi się, podziwia wspaniałość tego, co mu pokazują i równocześnie czuje własną nicość.

Dwadzieścia lat temu wprowadziliśmy kapitalizm, żeby zbudować w Polsce państwo dobrobytu. Jeśli ktoś zapomniał, to właśnie o to chodziło. Miało być jak w Szwecji albo Francji, nie jak w Hongkongu. Ale zaraz potem okazało się, że najpierw trzeba wykształcić elity biznesowe. Bogactwo miało spływać z czubka piramidy społecznej, tworząc klasę średnią, a dopiero później - względnie zamożną klasę pracującą. No więc stworzyliśmy te elity biznesowe. Wtedy jednak zobaczyliśmy, że bogactwo nie spływa. Świeżej daty polska klasa średnia, drobnomieszczańska mieszanka bazarowca z inteligentem, jest wątła, słaba i żyje na kredyt. Jej domy, jej samochody należą do banków i ledwie kichnięcie franka szwajcarskiego może z naszych mieszczan zrobić bezdomnych. A jeżeli okruchy dobrobytu dostały się jakiejś części klasy pracującej, to za cenę ciężkiej pracy na emigracji. Większość została jednak w kraju i pracuje za 900 złotych miesięcznie.

Wypadałoby się zapytać: czy o to walczyliśmy, towarzysze neoliberałowie? Może trzeba było to wszystko poukładać inaczej? Tak jak w Szwecji, we Francji?  

Towarzysze neoliberałowie odpowiadają jednak, że jest dokładnie tak, jak miało być. Coraz otwarciej mówią o tym, że to nie chodzi o budowanie powszechnej zamożności. Określenie „państwo dobrobytu” jest przez nich po cichu wyśmiewane. Okazuje się, że celem liberalnej gospodarki nie ma być dobrobyt dla wszystkich. Celem jest to, żeby wygrywali najlepsi. Najlepsi mają być bogaci, a pozostali - biedni. No bo tak jest sprawiedliwie. I naturalnie. Kto jest inteligentniejszy, bardziej pracowity, silniejszy - ten powinien mieć więcej i zawsze będzie miał więcej. A jak mu się nie pozwoli, to może być gorzej, bo spróbuje wziąć to sobie siłą. Według tej interpretacji liberalizm też jest tyranią. Tylko bardziej poukładaną, cywilizowaną, logiczną i dlatego niby lepszą. Albo władza tyranów pieniądza, albo władza tyranów po prostu. Ci pierwsi tylko kuszą, straszą i głodzą, a ci drudzy mordują w sposób krwawy - więc niby ci pierwsi lepsi. Podobno nasz Profesor Neoliberalizmu, Twórca Polskiego Kapitalizmu, na jakimś międzynarodowym spędzie ekonomistów powiedział niedawno, że bieda jest dobra i kryzys jest dobry, bo to taka naturalna selekcja, dzięki której odpadają gorsi. Domyślam się, że chciał powiedzieć: leniwi, głupsi, mniej twórczy.  

Ja jestem zakamieniałym liberałem, do tego stopnia, że gotów byłbym przyjąć nawet taką ideologię. Dla mnie twórczość jest bardzo ważna. Widzę ją jako przeznaczenie człowieka. Uważam, że jest sensem życia, może czasem - ważniejsza od życia. Gotów byłbym się zgodzić na taką selekcję, selekcję strachu i biedy, gdyby dzięki niej naprawdę wygrywali ludzie bardziej twórczy. Gotów byłbym się zgodzić na warunki bolesne i trudne, pod warunkiem, że realnie pobudzałyby one ludzką twórczość.

Niestety, neoliberalizm nie tworzy takich warunków. Neoliberalizm tworzy warunki bolesne i trudne, które hamują jakąkolwiek ludzką twórczość. Zanikają małe tradycyjne marki, które w naturalny sposób stworzył kiedyś jakiś żywy facet, jakaś rodzina czy jakaś społeczność. Wszystko przejmują, oplastikowują lub niszczą globalne korporacje. Młody człowiek z biznesowym talentem, który chciałby z nimi konkurować, zostanie zmiażdżony na pięćset jedenaście sposobów. Nawet średnie firmy nie mają szans: ofensywa reklamowo-promocyjna, na którą tylko wielkie korporacje mogą sobie pozwolić, dumping, podkupywanie dystrybutorów, szczucie sprzedajnych władz i służb na konkurencję. A równocześnie podglebie wszelkiej intelektualnej twórczości, jej korzenie, są niszczone przez neoliberalne media i inne Hollywoody. Powszechny przekaz reklamowo-rozrywkowy, przy którego produkcji sam pracuję jako copywriter, bombardowanie teoretycznie uśredniające, a naprawdę zaniżające - powoduje debilizację społeczeństwa i powszechną akceptację głupoty. W tej sytuacji wymierają nie tylko talenty, ale także potencjalni ich odbiorcy.  

Ludzie, którzy dzisiaj uważają się za liberałów, kompletnie zapomnieli o historii liberalizmu. Dzisiaj za liberała uważa się kogoś, kto gardłuje za podatkiem liniowym. Zapomina się o tym, że w dziewiętnastym wieku to liberałowie walczyli o wprowadzenie podatków progresywnych. Chodziło o to, żeby utrudnić wielkim firmom stosowanie strategii zaborczego wzrostu: żeby nie tworzyły monopoli, żeby nie dławiły małych firm, żeby nie niszczyły tradycyjnego rzemiosła. Podatek progresywny został wymyślony po to, by bronić wolności gospodarczej. I nadal w jakiś sposób jej broni. Wyobraźmy sobie taką sytuację: mamy firmę A i firmę B. Firma A zarabia 100 mln złotych i płaci 50% podatku - na czysto ma 50 mln. Firma B zarabia 1 mln złotych i płaci 30% podatku - na czysto ma 700 tys. Jeżeli je „zrównamy”, jeżeli nawet obniżymy obu firmom ten podatek do wysokości 20%, to firma B ma na czysto 800 tys, a firma A ma 80 mln. Przewaga firmy A wzrosła o 30 mln złotych. Nie zrównaliśmy tych firm, ułatwiliśmy tylko firmie A połknięcie firmy B i paru tysięcy innych firm.

W tej sytuacji, jeżeli mam do wyboru z jednej strony najgorszą socjaldemokrację z koszmarów liberała, a z drugiej strony neoliberalizm - wybieram socjaldemokrację. Ja, liberał, wybieram socjaldemokrację. Wybieram dławiący talenty dobrobyt, bo to lepsze, niż dławiący talenty debilizm i strach.

Kiedy wprowadzaliśmy kapitalizm, powiedziano nam, że niezbędne jest bezrobocie, strach przed znalezieniem się na bruku, widmo biedy, głodu. Powiedziano nam, że bez tego strachu ludzie ulegają znieprawieniu, nie mają chęci do pracy, nic nie robią i gospodarka zdycha.

Uwierzyliśmy w tę bajkę, bo nie znaliśmy nowoczesnego, konsumpcyjnego kapitalizmu. Ale teraz już znamy.

Kapitalizm konsumpcyjny, jak powiedział Slavoj Żiżek, to system, w którym terror zakazów zastąpiono terrorem nakazów. Człowiek bombardowany nieustannie reklamami chce konsumować, chce kupować. Chce wyróżnić się przez to, co ma, co zarabia, co kupuje. A jeśli tego nie robi - staje się obiektem pogardy, bo inni się wyróżniają i ostentacyjnie to okazują.

Pod taką presją, ludzie naprawdę nie potrzebują strachu przed żebraniem czy głodem, żeby chcieć pracować.   

Żyjemy pod podwójnym terrorem, który niepotrzebnie jest podwójny. Żyjemy pod terrorem bezrobocia i reklamy, podczas kiedy wystarczyłby terror reklamy.

Stąd moja skromna propozycja: obalmy przynajmniej jeden z tych terrorów, ten bardziej bolesny. Skoro pozwalamy, żeby z każdego ekranu, z każdej ściany, z każdej powierzchni krzyczał do nas głos Wielkiego Brata: kupuj! zarób i kup! - to wprowadźmy w Polsce socjal.

Niech każdy bezrobotny obywatel dostaje te dziewięćset złotych za nic. Na samo życie.

Nikogo to nie zdemoralizuje, a wielu zacznie funkcjonować lepiej, bo tylko na niektórych ludzi stres działa mobilizująco, innych paraliżuje.

Liczba alkoholików na ulicach nie wzrośnie, bo uzależnienie to choroba genetyczna - w każdej europejskiej populacji, niezależnie od systemu politycznego i rozwiązań socjalnych, uzależnionych jest około 10 procent. Teraz też jest ich tyle.

Moja sąsiadka nie będzie musiała harować dwanaście godzin dziennie. I jeśli będzie pracować, to za lepszą pensję - bo kiedy ludzie będą dostawać 900 złotych za nic, to nikt za 900 złotych nie będzie chciał pracować.

Rynek się nie załamie. A spożywka i tania odzież przeżyją rozkwit, jeśli w obiegu pojawi się więcej pieniędzy na zakup podstawowych dóbr.

Oczywiście, ktoś zaraz zacznie krzyczeć: ludzie biedni kupują tani chiński syf, więc te pieniądze wyciekną z Polski, pójdą do chińskiego producenta. No cóż, ludzie bogatsi kupują drogi zachodni syf, ale jakoś nikt nie zamierza im obciąć dochodów z tego powodu. Powiedzmy jednak: dobrze. Niech ten socjal będzie wypłacany w bonach refundowanych przez państwo. Bonach, które można wymienić tylko na towary krajowe. Nawet jeśli ludzie będą prywatnie, między sobą wymieniać bony na pieniądze i kupować chiński syf - to jednak ktoś w końcu będzie musiał za te bony kupić towar krajowy. Na tym polega ich realizacja, na tym polega ich jedyna wartość, bez której nikt nie chciałby ich kupować.

To jest moja skromna propozycja. Dziękuję Kindze Dunin za ciekawą rozmowę, bez której ten tekst nie mógłby powstać.

Na podobny temat




  Komentarze (22)
 1 polecam stronę
Dodane przez rewolucyjna poetka, w dniu - 03.04.2009 11:40
http://www.dochodpodstawowy.pl/
 2 Dodane przez kot, w dniu - 03.04.2009 13:08
Piątek napisał językiem tak prostym, że prościej nie można. I to jest coś, co trudno przecenić.  
Ta samą treść można wyrazić w różnych językach zaczynając od języka naukowego kończąc na najprostszych wyjaśnieniach. Między naukowym językiem, a sprymitywizowanym jest jeszcze język łączący ścisłość z prostota i to się Piątkowi udało. 
Piątek - wielki Piątek, to coś co mogło się Krytyce przydarzyć najlepszego. 
Żadna z wysokonakładowych gazet - no, może poza NIE -nie ma tak znakomitego felietonisty jak Krytyka. 
PS.  
Pytanie. Dochód narodowy państw naszego rejonu podwaja się co dziesięć, dwadzieścia lat! 
Cały ten przyrost płynie do najbogatszych. Czy jest z czego brać te 900zł ?
 3 Chcę więcej
Dodane przez Karaluch, w dniu - 03.04.2009 17:51
Następnym razem Piątek mógłby rozprawić się z teorią „skapywania” bogactwa od najlepiej do najgorzej usytuowanych klas społecznych. Nie dlatego, że nie ma tu innych kompetentnych autorów. Po prostu chciałoby się zobaczyć, JAK Piątek to napisze :-)
 4 Dodane przez edomor, w dniu - 04.04.2009 22:04
Bardzo dobry tekst-oby więcej takich.
 5 Dodane przez blaise, w dniu - 04.04.2009 22:49
„Gotów byłbym się zgodzić na taką selekcję, selekcję strachu i biedy, gdyby dzięki niej naprawdę wygrywali ludzie bardziej twórczy. Gotów byłbym się zgodzić na warunki bolesne i trudne, pod warunkiem, że realnie pobudzałyby one ludzką twórczość.” 
To głupie stwierdzenie szczerze mówiąc nie podoba mi się, gdyby je wyciąć tekst byłby całkiem do rzeczy. Widzę tu jakieś zafascynowanie modernizmem („twórczość to najwyższa wartość, ona nasz byt..” itd) i atmosferą fin de sieclu. To może być zaczątek nawrotu nałogu (absynt opium i te sprawy). Proszę uważać
 6 Ciepło, ciepło…
Dodane przez Rylew, w dniu - 05.04.2009 09:23
Ciepło, ciepło… 
Można pomyśleć, że w czasach wielkiego wzrostu sił wytwórczych tylko mniejszość  
będzie miała możliwość szukać swojego spełnienia w pracy zawodowej, a reszta będzie mogła wykonywać tylko pewne prace pomocnicze i otrzymywać pewnego rodzaju rentę konsumencką, która będzie wypłacana jako odszkodowanie za brak pracy zawodowej oraz jako stymulator popytowy. 
Jako lewicowy konserwatysta mam nieco inne spojrzenie na rzeczywistość. Bardziej przemawia do mnie hasło: nie rabotajesz nie kuszajesz :), dlatego propozycję powszechnego socjalu zamieniłbym na chętnie na propozycję powszechnej pracy. Wiem, że nie wszyscy do pracy się nadają, ale chyba w granicach rozsądku byłoby założenie, że rząd musi interweniować w przypadku wzrostu bezrobocia i utrzymywać jego poziom poniżej 5%. 
W Niemczech nawet osoby poważnie upośledzone pracują w zakładach specjalnych.  
Praca powinna przynosić oprócz odpowiedniego dochodu również poczucie godności, przydatności i zadowolenie z dobrze wykonanych zadań. 
 
Lewicy poszukiwania systemu w którym ludziom żyłoby się lepiej powinny iść w kierunku praw człowieka i nobilitacji pracy przed kapitałem.  
A może spróbujmy opracować założenia takiego systemu ?
 7 Stanowczo za skromna ta propozycja,
Dodane przez wojnier, w dniu - 05.04.2009 15:11
Pan Tomasz Piątek stawia się tu na równi z krwiopijcami neoliberałami i chce aby za 900 zł ktoś mógł wyżyć, skoro pieniądze ze stosunku pracy nie wystarczą to i z socjalu tak samo nie wystarczą, poza tym na tę twórczość, której ten niepracujący się będzie oddawał też kasy trochę będzie potrzeba. 
Reasumując, proponuję podjąć walkę o 5000zł powszechnego zasiłku, dla wszystkich, za wyjątkiem neoliberałów oczywiście.
 8 Dodane przez blaise, w dniu - 05.04.2009 19:53
„Pan Tomasz Piątek stawia się tu na równi z krwiopijcami neoliberałami i chce aby za 900 zł ktoś mógł wyżyć” 
Nieprawda. Piątek nic nie pisze na temat wysokości kwoty za którą „można wyżyć”. (Moim zdanie jeśli wynajmuje mieszkanie to nie wyżyje-ale to nie ma związku z tematem)Piątek mówi, że 900 zł za 12 godz. pracy to za mało. Jedynie zasiłek mógłby być w tej wysokości. Więc o co chodzi?
 9 Dodane przez kot, w dniu - 06.04.2009 00:02
Rylew wywołał temat równie podstawowy dla lewicy jak mało zbadany, może zbyt hermetycznie. Chciałem tylko uświadomić , że te 900zł za które nie da się przeżyć (Wojnier) 
nie powinno być problemem dla budżetu ( w końcu żyjemy w XXI wieku) a wielu rodzinom oszczędziłoby egzystencjalnego, poniżającego przerażenia. Zresztą takie rzeczy już się gdzie nie gdzie robi .
 10 Dodane przez blaise, w dniu - 06.04.2009 03:00
„Powszechny przekaz reklamowo-rozrywkowy, przy którego produkcji sam pracuję jako copywriter, bombardowanie teoretycznie uśredniające, a naprawdę zaniżające - powoduje debilizację społeczeństwa i powszechną akceptację głupoty.” 
Nie można się nie uśmiechnąć czytając coś takiego, przy pierwszym czytaniu jakoś to przegapiłem. Jak można nazwać taką postawę? Oświecony cynizm? Za a nawet przeciw. Diabłu ogarek a panu B. świczkę. Czyli w dzień ogłupiam masy, a po godzinach się samobiczuję na łamach KP? Autor brzydzi się tym co robi.. ale i tak to robi dla pieniędzy choć.. wolałby nie. Alienacja, homogenizacja i uśrednianie społeczeństwa.. i czego tu jeszcze nie ma? Pozostaje już tylko żądać wysokich zasiłków żeby ludzie mieli za co kupować zachwalane przez copywriterów produkty. To ma sens, chyba widzę światełko w tunelu. 
„Żyjemy pod terrorem bezrobocia i reklamy, podczas kiedy wystarczyłby terror reklamy.” 
Zapewne, zapewne, co za dużo to nie zdrowo. Terror reklamy uchroniłby niejednego copywritera przed groźbą bezrobocia. Mam dalsze propozycje, choć jak znam kreatywnych copywriterów to już dawno na to wpadli, mianowicie: nie należy dawać ludziom tej kasy za darmo, to zniechęca do działania, więc skoro nie ma pracy to niech ludzie oglądają reklamy przez parę godzin dziennie i w ten sposób decydują na co wydać pieniądze. (Co jeśli nie pójdą kupować a schowają pod materac?!) Tym sposobem unikniemy samobójstw i nałogów sfrustrowanych i przerażonych wizją bezrobocia copywriterów (zresztą nie tylko ich, ale mniejsza o nietwórcze masy). Czy wy wiecie ile kosztowałoby ich leczenie?! I nie może być tak ażeby kopyrajterska twórczość, która jest przeznaczeniem człowieka, była traktowana tak po macoszemu - puszczana jako przerywnik w trakcie durnych filmów, kiedy to większość ludzi idzie się odlać!
 11 Dodane przez kot, w dniu - 06.04.2009 10:32
Blaise, z całym szacunkiem, sprzeniewierzyłeś się podstawowej zasadzie. 
Nie można wątków ad personam mieszać z wątkami ad meritum.  
Piątka: ,,Żyjemy pod terrorem bezrobocia i reklamy, podczas kiedy wystarczyłby terror reklamy,, jest istotnym dla teorii stwierdzeniem , które wymagałoby solidniejszego przedyskutowania. Przydałby się ,,Przewodnik Krytyki,, poświęcony teorii pełnego zatrudnienia i Piątkowego dodatku obywatelskiego itp. 
PS. Piątek właśnie pięknie uzasadnił, że danie 900zł do łapy nie spowodowałoby, masowego zalegania przed telewizorami z butelka w ręku i że ludzie nie przestaliby pracować. 
Dodam, że jest z czego brać, bo średnia krajowa przekracza 3000zł na miesiąc( idąc śladami Obamy)! Tymczasem średni (w znaczeniu najczęściej spotykany) zarobek w Polsce wynosi 1500 zł to gdyby dodać do tego 900zl to by było aż 2400zł ! I jakie niskie koszty pracy !
 12 Dodane przez blaise, w dniu - 06.04.2009 14:36
Skąd brać? Oto odpowiedź Gdy czytam takie rzeczy to nie mam wątpliwości gdzie fiskus powinien skierować swe kroki. Ale przecież jesteśmy państwem liberalnym i nie chcemy żeby nam się prezes Bielecki zniechęcał! 
Najwięcej winne społeczeństwu są oczywiście wielkie sieci handlowe (głodowe pensje, drenaż rynku, nieuczciwa konkurencja, wyzysk producentów i inne skutki uboczne ich działalności jak zanieczyszczenia i korki w mieście i wiele innych) , ale fiskalne uderzenie w nie byłoby pewnie niezgodne z umowami międzynarodowymi. I co tu zrobić? I nie mam nic do Piątka,szanuje jego osiągnięcia pisarskie i publicystyczne (copywriterskie trochę mniej), po prostu rozbawiła mnie wypowiedź : „reklamy ogłupiają masy, wiem bo sam się tym zajmuję”. To aż się prosi o prześmiewczy komentarz, a jeśli autor źle się czuje z tym co robi to mogę mu tylko zaproponować zaprzestanie tego procederu, w ten sposób uniknąłby dramatycznego rozdarcia. Ile juz napisano w „KP” o wyniszczających miasto „kampaniach outdoorowych”.. 
Jestem zdania, że nic bardziej nie zniechęca do działania niż 12 godz. pracy za 900zł. Taka suma w formie zasiłku może byłaby ok. i nie jest to szczególnie rewolucyjny pomysł, podejrzewam, że w porównaniu z socjalem w europie zach. jest to właśnie skromna propozycja.
 13 Dodane przez blaise, w dniu - 06.04.2009 14:39
Przepraszam bardzo nie wiem co się stało, tu jest odpowiedź: 
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ 1,33181,6432324,_Rzeczpospolita___bankierzy_zarobili_najwiec ej.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4777659
 14 Dodane przez blaise, w dniu - 06.04.2009 15:28
Może ten link 
bedzie działał
 15 Dodane przez Rylew, w dniu - 06.04.2009 17:18
Gdy czytam te komentarze to znajduję w nich potwierdzenie dla swojej tezy, że jednym z najważniejszych cech znośnego sysytemu społeczno ekonomicznego byłaby równowaga w podziale wytworzonego bogactwa. Do tego potrzebny jest mechanizm zapobiegający polaryzacji kapitału, która jest wynikiem kapitalistycznego wynalazku, że kapitał rodzi kapitał, oraz że największy udział w prywatyzacji wytworzonego lub zagrabionego bogactwa ma mieć grupa trzymająca kapitał, z pominięciem aspektu pracy. Zjawisko polaryzacji kapitału jest jedną z najważniejszych wad systemu, powoduje bowiem poprzez efekt marnotrawstwa coraz większe nierówności społeczne, biedę, poniżenie i w końcu wykluczenie.  
 
Jednym z mechanizmów przeciwdziałania temu zjawisku był podatek majątkowy (w RFN - Vermögenssteuer), jednak neoliberalnym politykom w Niemczech udało się znieść ten podatek. W Niemczech była nawet grupa majętnych ludzi, posiadających instynkt społeczny, którzy występowali publicznie za przywróceniem tego podatku, ale jak na razie bez wyniku. Może teraz w okresie kryzysu zmieni się podejście do tego tematu. 
 
Nastawieni społecznie politycy zastanawiają się w jaki sposób ograniczyć dochody grupy trzymającej kapitał, a utrzymać poziom życia ludzi utrzymujących się z pracy najemnej jak i grup wykluczonych z rynku pracy. Jak na razie nie ma chyba lepszego narzędzia jak nóż fiskusa. 
Wynagrodzenia managerów powinny składać się z części stałej proporcjonalnie w wysokości zbliżonej do urzędników państwowych liczone w koszta firmy i części uznaniowej wypłacanej przez akcjonariuszy z zysku po opodatkowaniu. 
 
Z uporem godnym lepszej sprawy przemilcza się również mozliwość zastosowania podatku Tobina, co mogłoby, przy odpowiedniej progresji, uspokoić spekulacje na rynkach papierów wartościowych i nie tylko. Zamiast tego, dla reanimacji upadającego systemu dmuchania baniek, robi się zastrzyki finansowe z bilionów dolarów. 
 
Problem polaryzacji kapitału wiąże się ze zjawiskiem zubożania rynków konsumenckich, karłowaceniem popytu. Fatalnym skutkom tego zubożenia jak widać nie przeciwdziała skutecznie i trwale wykonywana przez prywatne banki akcja kredytowania konsumpcji i inwestycji ludności nie mającej dostępu do podziału wytworzonego bogactwa. 
 
Znieść pogłębianie się nierówności społecznych !
 16 Dodane przez blaise, w dniu - 06.04.2009 21:22
Propozycja Podatku Tobina wraca co jakiś czas, może wreszcie nadszedł odpowiedni moment. Ostatnio Kołodko w swojej nowej książce znów to zaproponował, nie mówiąc już o Attacu i Stiglitzu. Jak łatwo przewidzieć Stany Zj.jak zwykle się nie zgodzą bo to oni najwięcej obracają walutami, a obserwujemy teraz wzrost nastrojów protekcjonistycznych w USA więc pewnie szanse są zerowe, niestety
 17 Rylew,
Dodane przez wojnier, w dniu - 07.04.2009 15:07
czy możesz wskazać mechanizm marnotrawstwa przy obracaniu prywatnym kapitałem. Wg mnie każdy normalny posiadacz kapitału raczej próbuje go pomnożyć co bez efektywności jego inwestowania jest niemożliwe, chyba, że wtrąci się jakiś nawiedzony minister finansów i wespół ze swoim bankiem centralnym wywoła mniejszy lub większy kryzys.
 18 Dodane przez Rylew, w dniu - 08.04.2009 14:38
> czy możesz wskazać mechanizm marnotrawstwa przy obracaniu  
> prywatnym kapitałem. 
Naturalnie, mogę ! 
Wyobraź sobie polaryzację kapitału w sposób skrajny, że kilku facetów posiada większość płynnego kapitału tego świata. Pewnego dnia zasiadają oni do gry w pokera przy jednym stole i grają ciągle, bo doszli do wniosku, że w ten sposób najprędzej można dojść do decydującej fortuny. 
Ale kapitały są ogromne i nie sposób wszystko wygrać. Wygrywają, przegrywają, na miejsce zgranych przychodzą nowi. W pomieszczeniu zaangażowane jest ciągle np. 50% płynnego kapitału świata. Kapitał ten zamiast pracować w rzeczywistych inwestycjach, przepływa tylko z jednego miejsca w drugie, od właściciela po jednej stronie stołu do właściciela po drugiej stronie stołu. Nie trzeba być bardzo spostrzegawczym żeby zobaczyć, że na ulicy stoją liczni bezrobotni, którzy mogliby znaleźć pracę gdyby te bezrobotne kapitały zaprzęgnięto do roboty inwestycyjnej w celu zaspokajania potrzeb społecznych przy budowie dróg, mostów, bezkolizyjnych tras szybkiego ruchu, infrastruktury sieciowej i wielu innych społecznie potrzebnych inwestycji. 
 
Już najskromniej licząc to marnotrawstwo to przynajmniej strata PKB, która mogłaby być wytworzona przy ich udziale. Następna strata to strata produkcji wytworzonej, która nie może być skonsumowana i musi być zniszczona.  
 
zaopatrują się wprawdzie w kapitał potrzebny do inwestycji rzeczywistych, ale duża część Dzisiaj światowe rynki kapitałowe to jest właśnie taki salon gry w którym niektórzy kapitału zaangażowana jest w inwestycje wirtualne, czyli jak przytacza prof. Tadeusz Kowalik zdanie polsko-brytyjskiego ekonomisty, Jana Toporowskiego:  
„W epoce finansów finanse finansują przede wszystkim finanse”. 
 
> Wg mnie każdy normalny posiadacz kapitału raczej próbuje go  
> pomnożyć co bez efektywności jego inwestowania jest niemożliwe, 
Nie wiem kto dla ciebie jest normalny, a kto nienormalny, ale zauważ,  
że ludzie różnie postępują ze swoim kapitałem i nie zawsze idą drogą największej efektywności, pomijając już temat, że efektywność indywidualna czyli zysk prywatny nie musi pokrywać się z efektywnością w wymiarze społecznym.
 19 errata
Dodane przez Rylew, w dniu - 08.04.2009 14:46
akapit zaczy nający się od: zaopatrują powinien brzmieć jak następuje: 
 
Dzisiaj światowe rynki kapitałowe to jest właśnie taki salon gry w którym niektórzy zaopatrują się wprawdzie w kapitał potrzebny do inwestycji rzeczywistych, ale duża część kapitału zaangażowana jest w inwestycje wirtualne, czyli jak przytacza prof. Tadeusz Kowalik zdanie polsko-brytyjskiego ekonomisty, Jana Toporowskiego:  
„W epoce finansów finanse finansują przede wszystkim finanse”.
 20 Rylew,
Dodane przez wojnier, w dniu - 09.04.2009 15:09
Widzę, że masz kłopot, bo to co opisałeś to zupełna abstrakcja. Pozwól, że Ci pomogę, ogólnie można powiedzieć, że marnotrawstwo kapitału to przypadek złomowania układu, do którego wykonania został ten kapitał użyty przed upływem okresu jego amortyzacji. Czyli np. rozpoczęcie inwestycji i zaniechanie. Jeżeli chcesz się spierać, który sposób sprawowania władzy nad kapitałem jest lepszy z punktu widzenia korzyści społecznych, prywatny (ja tak twierdzę) czy inny, to ja dziękuję, moja pamięć nie jest jeszcze tak słaba. 
Swoim przykładem wykazałeś, że nie wiesz na czym polega obrót kapitałem ale na lewicy to norma. To co opisałeś, to manipulacje prawem własności do różnych form majątku. Jeżeli na tym Twoim stole karcianym nie są podstawiane TIRy wypełnione prawdziwymi pieniędzmi to opisana manipulacja nie ma nic wspólnego z zamrażaniem i marnotrawstwem. 
Katastrofa zaczyna się natomiast wtedy, kiedy paru wujków posiadając demokratyczny mandat dojdzie do wniosku, że kupi sobie głosy w przyszłych wyborach rozdając pieniądze bez pokrycia, to jest właśnie klasyczne lewicowe marnotrawstwo.
 21 Dodane przez blaise, w dniu - 11.04.2009 16:35
A to będzie dobry przykład marnotrawstwa? 
„W chwili rozpoczęcia deregulacji w 1992 roku amerykańskie firmy telekomunikacyjne zdawały sobie sprawę, że gra toczy się o wysoką stawkę, ponieważ ten, kto zdoła opanować każdy z sektorów rynku, zgarnie całą dostępną na nim pulę zysków. Nadzieja wysokiego zwrotu skłaniała do podejmowania ryzykownych inwestycji. Rósł entuzjazm i ceny akcji. Każdy chciał brać udział w grze. Rosła jednak także spekulacyjna bańka. W latach 1997-01 inwestycje sięgnęły 65 miliardów dolarów. Kiedy przyszła korekta, ich wartość skurczyła się do 4 miliardów. Pozostały sieci światłowodów, przez które nigdy nie nadano żadnego sygnału. Skala marnotrawstwa rynku okazała się nieporównywalna z tym, do czego zdolne są państwa, tak często posądzane przez neoliberałów o nierozsądne wydatki.” T.Z 
Ten przykład przytacza Stiglitz w książce Szalone lata dziewięćdziesiąte, można tam znaleźć więcej tego typu historii. Wiem ze Stiglitz kojarzony jest z lewicą więc na pewno się nie zna, na problemach gospodarczych.. Najlepiej znają się komentatorzy o poglądach prawicowo-konserwatywno-liberalno-katolicko-korwinistycznych z zakonu niewidzialnej ręki.
 22 Dodane przez blaise, w dniu - 11.04.2009 16:38
PS. Przepraszam za liczne błędy interpunkcyjne, ale piszę w tym momencie na bardzo niewygodnej klawiaturze.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »