Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Skromna propozycja Drukuj
Tomasz Piątek   
02.04.2009
Moja sąsiadka pracuje dwanaście godzin dziennie. Od szóstej rano, do szóstej wieczorem. Żeby dojechać do pracy, musi wstawać przed piątą, wraca po dziewiętnastej. Dostaje dziewięćset złotych na rękę. Nie płacą jej nadgodzin,  Nie powiem, gdzie pracuje. Ona nie chce protestować, nie chce walczyć. Do niedawna myślałem, że to głupie. Ale teraz czytam o bohaterskich kobietach z Biedronki, które wprawdzie wygrały sprawę o odszkodowanie za pracę ponad siły, ale od sześciu lat są bezrobotne. I myślę sobie, że moja sąsiadka niestety ma rację. Lepiej nie mieć wilczego biletu.

Przez dziesięć lat pracowałem w reklamie, będąc przekonany, że wytwarzam pozytywne bodźce dla gospodarki - gospodarka potrzebuje przecież konsumpcji, konsumpcja to patriotyczny obowiązek, konsumpcję trzeba stymulować. Teraz zastanawiam się, jak się czuje ktoś, kto haruje od rana do nocy, nie starcza mu na najprostsze rzeczy, a kiedy dowlecze się do domu i włączy telewizor w nadziei na trochę rozrywki, dostaje kilkanaście skomasowanych bloków reklamowych, product placementów, telesprzedaży etc. Widzi bezczelnych błaznów, którzy krzyczą do niego: „kup to i to i to i to i jeszcze to, to wszystko, na co cię nie stać”.

Biedny człowiek poddany takiemu bombardowaniu przeklina. Ale jeszcze częściej ulega chorej fascynacji. Zaczyna żyć nieswoim życiem, życiem reklamowym: rozrywkami, przedmiotami, podróżami, których nie może mieć, które może tylko pooglądać. Też przeklina - ale gapi się, podziwia wspaniałość tego, co mu pokazują i równocześnie czuje własną nicość.

Dwadzieścia lat temu wprowadziliśmy kapitalizm, żeby zbudować w Polsce państwo dobrobytu. Jeśli ktoś zapomniał, to właśnie o to chodziło. Miało być jak w Szwecji albo Francji, nie jak w Hongkongu. Ale zaraz potem okazało się, że najpierw trzeba wykształcić elity biznesowe. Bogactwo miało spływać z czubka piramidy społecznej, tworząc klasę średnią, a dopiero później - względnie zamożną klasę pracującą. No więc stworzyliśmy te elity biznesowe. Wtedy jednak zobaczyliśmy, że bogactwo nie spływa. Świeżej daty polska klasa średnia, drobnomieszczańska mieszanka bazarowca z inteligentem, jest wątła, słaba i żyje na kredyt. Jej domy, jej samochody należą do banków i ledwie kichnięcie franka szwajcarskiego może z naszych mieszczan zrobić bezdomnych. A jeżeli okruchy dobrobytu dostały się jakiejś części klasy pracującej, to za cenę ciężkiej pracy na emigracji. Większość została jednak w kraju i pracuje za 900 złotych miesięcznie.

Wypadałoby się zapytać: czy o to walczyliśmy, towarzysze neoliberałowie? Może trzeba było to wszystko poukładać inaczej? Tak jak w Szwecji, we Francji?  

Towarzysze neoliberałowie odpowiadają jednak, że jest dokładnie tak, jak miało być. Coraz otwarciej mówią o tym, że to nie chodzi o budowanie powszechnej zamożności. Określenie „państwo dobrobytu” jest przez nich po cichu wyśmiewane. Okazuje się, że celem liberalnej gospodarki nie ma być dobrobyt dla wszystkich. Celem jest to, żeby wygrywali najlepsi. Najlepsi mają być bogaci, a pozostali - biedni. No bo tak jest sprawiedliwie. I naturalnie. Kto jest inteligentniejszy, bardziej pracowity, silniejszy - ten powinien mieć więcej i zawsze będzie miał więcej. A jak mu się nie pozwoli, to może być gorzej, bo spróbuje wziąć to sobie siłą. Według tej interpretacji liberalizm też jest tyranią. Tylko bardziej poukładaną, cywilizowaną, logiczną i dlatego niby lepszą. Albo władza tyranów pieniądza, albo władza tyranów po prostu. Ci pierwsi tylko kuszą, straszą i głodzą, a ci drudzy mordują w sposób krwawy - więc niby ci pierwsi lepsi. Podobno nasz Profesor Neoliberalizmu, Twórca Polskiego Kapitalizmu, na jakimś międzynarodowym spędzie ekonomistów powiedział niedawno, że bieda jest dobra i kryzys jest dobry, bo to taka naturalna selekcja, dzięki której odpadają gorsi. Domyślam się, że chciał powiedzieć: leniwi, głupsi, mniej twórczy.  

Ja jestem zakamieniałym liberałem, do tego stopnia, że gotów byłbym przyjąć nawet taką ideologię. Dla mnie twórczość jest bardzo ważna. Widzę ją jako przeznaczenie człowieka. Uważam, że jest sensem życia, może czasem - ważniejsza od życia. Gotów byłbym się zgodzić na taką selekcję, selekcję strachu i biedy, gdyby dzięki niej naprawdę wygrywali ludzie bardziej twórczy. Gotów byłbym się zgodzić na warunki bolesne i trudne, pod warunkiem, że realnie pobudzałyby one ludzką twórczość.

Niestety, neoliberalizm nie tworzy takich warunków. Neoliberalizm tworzy warunki bolesne i trudne, które hamują jakąkolwiek ludzką twórczość. Zanikają małe tradycyjne marki, które w naturalny sposób stworzył kiedyś jakiś żywy facet, jakaś rodzina czy jakaś społeczność. Wszystko przejmują, oplastikowują lub niszczą globalne korporacje. Młody człowiek z biznesowym talentem, który chciałby z nimi konkurować, zostanie zmiażdżony na pięćset jedenaście sposobów. Nawet średnie firmy nie mają szans: ofensywa reklamowo-promocyjna, na którą tylko wielkie korporacje mogą sobie pozwolić, dumping, podkupywanie dystrybutorów, szczucie sprzedajnych władz i służb na konkurencję. A równocześnie podglebie wszelkiej intelektualnej twórczości, jej korzenie, są niszczone przez neoliberalne media i inne Hollywoody. Powszechny przekaz reklamowo-rozrywkowy, przy którego produkcji sam pracuję jako copywriter, bombardowanie teoretycznie uśredniające, a naprawdę zaniżające - powoduje debilizację społeczeństwa i powszechną akceptację głupoty. W tej sytuacji wymierają nie tylko talenty, ale także potencjalni ich odbiorcy.  

Ludzie, którzy dzisiaj uważają się za liberałów, kompletnie zapomnieli o historii liberalizmu. Dzisiaj za liberała uważa się kogoś, kto gardłuje za podatkiem liniowym. Zapomina się o tym, że w dziewiętnastym wieku to liberałowie walczyli o wprowadzenie podatków progresywnych. Chodziło o to, żeby utrudnić wielkim firmom stosowanie strategii zaborczego wzrostu: żeby nie tworzyły monopoli, żeby nie dławiły małych firm, żeby nie niszczyły tradycyjnego rzemiosła. Podatek progresywny został wymyślony po to, by bronić wolności gospodarczej. I nadal w jakiś sposób jej broni. Wyobraźmy sobie taką sytuację: mamy firmę A i firmę B. Firma A zarabia 100 mln złotych i płaci 50% podatku - na czysto ma 50 mln. Firma B zarabia 1 mln złotych i płaci 30% podatku - na czysto ma 700 tys. Jeżeli je „zrównamy”, jeżeli nawet obniżymy obu firmom ten podatek do wysokości 20%, to firma B ma na czysto 800 tys, a firma A ma 80 mln. Przewaga firmy A wzrosła o 30 mln złotych. Nie zrównaliśmy tych firm, ułatwiliśmy tylko firmie A połknięcie firmy B i paru tysięcy innych firm.

W tej sytuacji, jeżeli mam do wyboru z jednej strony najgorszą socjaldemokrację z koszmarów liberała, a z drugiej strony neoliberalizm - wybieram socjaldemokrację. Ja, liberał, wybieram socjaldemokrację. Wybieram dławiący talenty dobrobyt, bo to lepsze, niż dławiący talenty debilizm i strach.

Kiedy wprowadzaliśmy kapitalizm, powiedziano nam, że niezbędne jest bezrobocie, strach przed znalezieniem się na bruku, widmo biedy, głodu. Powiedziano nam, że bez tego strachu ludzie ulegają znieprawieniu, nie mają chęci do pracy, nic nie robią i gospodarka zdycha.

Uwierzyliśmy w tę bajkę, bo nie znaliśmy nowoczesnego, konsumpcyjnego kapitalizmu. Ale teraz już znamy.

Kapitalizm konsumpcyjny, jak powiedział Slavoj Żiżek, to system, w którym terror zakazów zastąpiono terrorem nakazów. Człowiek bombardowany nieustannie reklamami chce konsumować, chce kupować. Chce wyróżnić się przez to, co ma, co zarabia, co kupuje. A jeśli tego nie robi - staje się obiektem pogardy, bo inni się wyróżniają i ostentacyjnie to okazują.

Pod taką presją, ludzie naprawdę nie potrzebują strachu przed żebraniem czy głodem, żeby chcieć pracować.   

Żyjemy pod podwójnym terrorem, który niepotrzebnie jest podwójny. Żyjemy pod terrorem bezrobocia i reklamy, podczas kiedy wystarczyłby terror reklamy.

Stąd moja skromna propozycja: obalmy przynajmniej jeden z tych terrorów, ten bardziej bolesny. Skoro pozwalamy, żeby z każdego ekranu, z każdej ściany, z każdej powierzchni krzyczał do nas głos Wielkiego Brata: kupuj! zarób i kup! - to wprowadźmy w Polsce socjal.

Niech każdy bezrobotny obywatel dostaje te dziewięćset złotych za nic. Na samo życie.

Nikogo to nie zdemoralizuje, a wielu zacznie funkcjonować lepiej, bo tylko na niektórych ludzi stres działa mobilizująco, innych paraliżuje.

Liczba alkoholików na ulicach nie wzrośnie, bo uzależnienie to choroba genetyczna - w każdej europejskiej populacji, niezależnie od systemu politycznego i rozwiązań socjalnych, uzależnionych jest około 10 procent. Teraz też jest ich tyle.

Moja sąsiadka nie będzie musiała harować dwanaście godzin dziennie. I jeśli będzie pracować, to za lepszą pensję - bo kiedy ludzie będą dostawać 900 złotych za nic, to nikt za 900 złotych nie będzie chciał pracować.

Rynek się nie załamie. A spożywka i tania odzież przeżyją rozkwit, jeśli w obiegu pojawi się więcej pieniędzy na zakup podstawowych dóbr.

Oczywiście, ktoś zaraz zacznie krzyczeć: ludzie biedni kupują tani chiński syf, więc te pieniądze wyciekną z Polski, pójdą do chińskiego producenta. No cóż, ludzie bogatsi kupują drogi zachodni syf, ale jakoś nikt nie zamierza im obciąć dochodów z tego powodu. Powiedzmy jednak: dobrze. Niech ten socjal będzie wypłacany w bonach refundowanych przez państwo. Bonach, które można wymienić tylko na towary krajowe. Nawet jeśli ludzie będą prywatnie, między sobą wymieniać bony na pieniądze i kupować chiński syf - to jednak ktoś w końcu będzie musiał za te bony kupić towar krajowy. Na tym polega ich realizacja, na tym polega ich jedyna wartość, bez której nikt nie chciałby ich kupować.

To jest moja skromna propozycja. Dziękuję Kindze Dunin za ciekawą rozmowę, bez której ten tekst nie mógłby powstać.
Komentarze
rebelle  - polecam stronę   |03.04.2009 03:40:25
http://www.dochodpodstawowy.pl/
kot   |03.04.2009 05:08:23
Piątek napisał językiem tak prostym, że prościej nie można. I to jest coś, co
trudno przecenić.
Ta samą treść można wyrazić w różnych językach zaczynając
od języka naukowego kończąc na najprostszych wyjaśnieniach. Między naukowym
językiem, a sprymitywizowanym jest jeszcze język łączący ścisłość z prostota i
to się Piątkowi udało.
Piątek - wielki Piątek, to coś co mogło się Krytyce
przydarzyć najlepszego.
Żadna z wysokonakładowych gazet - no, może poza NIE
-nie ma tak znakomitego felietonisty jak Krytyka.
PS.
Pytanie. Dochód
narodowy państw naszego rejonu podwaja się co dziesięć, dwadzieścia lat!
Cały
ten przyrost płynie do najbogatszych. Czy jest z czego brać te 900zł ?
Karaluch  - Chcę więcej   |03.04.2009 09:51:54
Następnym razem Piątek mógłby rozprawić się z teorią "skapywania"
bogactwa od najlepiej do najgorzej usytuowanych klas społecznych. Nie dlatego,
że nie ma tu innych kompetentnych autorów. Po prostu chciałoby się zobaczyć, JAK
Piątek to napisze :-)
edomor   |04.04.2009 14:04:14
Bardzo dobry tekst-oby więcej takich.
blaise   |04.04.2009 14:49:26
"Gotów byłbym się zgodzić na taką selekcję, selekcję strachu i biedy, gdyby
dzięki niej naprawdę wygrywali ludzie bardziej twórczy. Gotów byłbym się zgodzić
na warunki bolesne i trudne, pod warunkiem, że realnie pobudzałyby one ludzką
twórczość."
To głupie stwierdzenie szczerze mówiąc nie podoba mi się, gdyby
je wyciąć tekst byłby całkiem do rzeczy. Widzę tu jakieś zafascynowanie
modernizmem ("twórczość to najwyższa wartość, ona nasz byt.." itd) i
atmosferą fin de sieclu. To może być zaczątek nawrotu nałogu (absynt opium i te
sprawy). Proszę uważać
Rylew  - Ciepło, ciepło…   |05.04.2009 01:23:48
Ciepło, ciepło…
Można pomyśleć, że w czasach wielkiego wzrostu sił
wytwórczych tylko mniejszość
będzie miała możliwość szukać swojego spełnienia
w pracy zawodowej, a reszta będzie mogła wykonywać tylko pewne prace pomocnicze
i otrzymywać pewnego rodzaju rentę konsumencką, która będzie wypłacana jako
odszkodowanie za brak pracy zawodowej oraz jako stymulator popytowy.
Jako
lewicowy konserwatysta mam nieco inne spojrzenie na rzeczywistość. Bardziej
przemawia do mnie hasło: nie rabotajesz nie kuszajesz :), dlatego propozycję
powszechnego socjalu zamieniłbym na chętnie na propozycję powszechnej pracy.
Wiem, że nie wszyscy do pracy się nadają, ale chyba w granicach rozsądku byłoby
założenie, że rząd musi interweniować w przypadku wzrostu bezrobocia i
utrzymywać jego poziom poniżej 5%.
W Niemczech nawet osoby poważnie upośledzone
pracują w zakładach specjalnych.
Praca powinna przynosić oprócz odpowiedniego
dochodu również poczucie godności, przydatności i zadowolenie z dobrze
wykonanych zadań.

Lewicy poszukiwania systemu w którym ludziom żyłoby się
lepiej powinny iść w kierunku praw człowieka i nobilitacji pracy przed
kapitałem.
A może spróbujmy opracować założenia takiego systemu ?
wojnier  - Stanowczo za skromna ta propozycja,   |05.04.2009 07:11:19
Pan Tomasz Piątek stawia się tu na równi z krwiopijcami neoliberałami i chce aby
za 900 zł ktoś mógł wyżyć, skoro pieniądze ze stosunku pracy nie wystarczą to i
z socjalu tak samo nie wystarczą, poza tym na tę twórczość, której ten
niepracujący się będzie oddawał też kasy trochę będzie potrzeba.
Reasumując,
proponuję podjąć walkę o 5000zł powszechnego zasiłku, dla wszystkich, za
wyjątkiem neoliberałów oczywiście.
blaise   |05.04.2009 11:53:17
"Pan Tomasz Piątek stawia się tu na równi z krwiopijcami neoliberałami i
chce aby za 900 zł ktoś mógł wyżyć"
Nieprawda. Piątek nic nie pisze na
temat wysokości kwoty za którą "można wyżyć". (Moim zdanie jeśli
wynajmuje mieszkanie to nie wyżyje-ale to nie ma związku z tematem)Piątek mówi,
że 900 zł za 12 godz. pracy to za mało. Jedynie zasiłek mógłby być w tej
wysokości. Więc o co chodzi?
kot   |05.04.2009 16:02:59
Rylew wywołał temat równie podstawowy dla lewicy jak mało zbadany, może zbyt
hermetycznie. Chciałem tylko uświadomić , że te 900zł za które nie da się
przeżyć (Wojnier)
nie powinno być problemem dla budżetu ( w końcu żyjemy w
XXI wieku) a wielu rodzinom oszczędziłoby egzystencjalnego, poniżającego
przerażenia. Zresztą takie rzeczy już się gdzie nie gdzie robi .
blaise   |05.04.2009 19:00:10
"Powszechny przekaz reklamowo-rozrywkowy, przy którego produkcji sam pracuję
jako copywriter, bombardowanie teoretycznie uśredniające, a naprawdę zaniżające
- powoduje debilizację społeczeństwa i powszechną akceptację głupoty."
Nie
można się nie uśmiechnąć czytając coś takiego, przy pierwszym czytaniu jakoś to
przegapiłem. Jak można nazwać taką postawę? Oświecony cynizm? Za a nawet
przeciw. Diabłu ogarek a panu B. świczkę. Czyli w dzień ogłupiam masy, a po
godzinach się samobiczuję na łamach KP? Autor brzydzi się tym co robi.. ale i
tak to robi dla pieniędzy choć.. wolałby nie. Alienacja, homogenizacja i
uśrednianie społeczeństwa.. i czego tu jeszcze nie ma? Pozostaje już tylko żądać
wysokich zasiłków żeby ludzie mieli za co kupować zachwalane przez copywriterów
produkty. To ma sens, chyba widzę światełko w tunelu.
"Żyjemy pod terrorem
bezrobocia i reklamy, podczas kiedy wystarczyłby terror reklamy."
Zapewne,
zapewne, co za dużo to nie zdrowo. Terror reklamy uchroniłby niejednego
copywritera przed groźbą bezrobocia. Mam dalsze propozycje, choć jak znam
kreatywnych copywriterów to już dawno na to wpadli, mianowicie: nie należy dawać
ludziom tej kasy za darmo, to zniechęca do działania, więc skoro nie ma pracy to
niech ludzie oglądają reklamy przez parę godzin dziennie i w ten sposób decydują
na co wydać pieniądze. (Co jeśli nie pójdą kupować a schowają pod materac?!) Tym
sposobem unikniemy samobójstw i nałogów sfrustrowanych i przerażonych wizją
bezrobocia copywriterów (zresztą nie tylko ich, ale mniejsza o nietwórcze masy).
Czy wy wiecie ile kosztowałoby ich leczenie?! I nie może być tak ażeby
kopyrajterska twórczość, która jest przeznaczeniem człowieka, była traktowana
tak po macoszemu - puszczana jako przerywnik w trakcie durnych filmów, kiedy to
większość ludzi idzie się odlać!
kot   |06.04.2009 02:32:23
Blaise, z całym szacunkiem, sprzeniewierzyłeś się podstawowej zasadzie.
Nie
można wątków ad personam mieszać z wątkami ad meritum.
Piątka: ,,Żyjemy pod
terrorem bezrobocia i reklamy, podczas kiedy wystarczyłby terror reklamy,, jest
istotnym dla teorii stwierdzeniem , które wymagałoby solidniejszego
przedyskutowania. Przydałby się ,,Przewodnik Krytyki,, poświęcony teorii
pełnego zatrudnienia i Piątkowego dodatku obywatelskiego itp.
PS. Piątek
właśnie pięknie uzasadnił, że danie 900zł do łapy nie spowodowałoby, masowego
zalegania przed telewizorami z butelka w ręku i że ludzie nie przestaliby
pracować.
Dodam, że jest z czego brać, bo średnia krajowa przekracza 3000zł na
miesiąc( idąc śladami Obamy)! Tymczasem średni (w znaczeniu najczęściej
spotykany) zarobek w Polsce wynosi 1500 zł to gdyby dodać do tego 900zl to by
było aż 2400zł ! I jakie niskie koszty pracy !
blaise   |06.04.2009 06:36:06
Skąd brać? Oto odpowiedź Gdy czytam takie rzeczy to nie mam wątpliwości gdzie fiskus powinien
skierować swe kroki. Ale przecież jesteśmy państwem liberalnym i nie
chcemy żeby nam się prezes Bielecki zniechęcał!
Najwięcej winne
społeczeństwu są oczywiście wielkie sieci handlowe (głodowe
pensje, drenaż rynku, nieuczciwa konkurencja, wyzysk producentów i
inne skutki uboczne ich działalności jak zanieczyszczenia i korki w
mieście i wiele innych) , ale fiskalne uderzenie w nie byłoby pewnie
niezgodne z umowami międzynarodowymi. I co tu zrobić? I nie mam nic do
Piątka,szanuje jego osiągnięcia pisarskie i
publicystyczne (copywriterskie trochę mniej), po prostu rozbawiła mnie
wypowiedź : "reklamy ogłupiają masy, wiem bo sam się tym zajmuję".
To aż się prosi o prześmiewczy komentarz, a jeśli autor źle się czuje
z tym co robi to mogę mu tylko zaproponować zaprzestanie tego procederu, w
ten sposób uniknąłby dramatycznego rozdarcia. Ile juz napisano w
"KP" o wyniszczających miasto "kampaniach
outdoorowych"..
Jestem zdania, że nic bardziej nie zniechęca do
działania niż 12 godz. pracy za 900zł. Taka suma w formie zasiłku może
byłaby ok. i nie jest to szczególnie rewolucyjny pomysł, podejrzewam, że w
porównaniu z socjalem w europie zach. jest to właśnie
skromna propozycja.
blaise   |06.04.2009 06:39:35
Przepraszam bardzo nie wiem co się stało, tu jest
odpowiedź:
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka
/1,33181,6432324,_Rzeczpospolita___bankierzy_zarob
ili_najwiecej.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&u tm_campaign=4777659
blaise   |06.04.2009 07:28:56
Może ten link
bedzie działał
Rylew   |06.04.2009 09:18:24
Gdy czytam te komentarze to znajduję w nich potwierdzenie dla swojej tezy, że
jednym z najważniejszych cech znośnego sysytemu społeczno ekonomicznego byłaby
równowaga w podziale wytworzonego bogactwa. Do tego potrzebny jest mechanizm
zapobiegający polaryzacji kapitału, która jest wynikiem kapitalistycznego
wynalazku, że kapitał rodzi kapitał, oraz że największy udział w prywatyzacji
wytworzonego lub zagrabionego bogactwa ma mieć grupa trzymająca kapitał, z
pominięciem aspektu pracy. Zjawisko polaryzacji kapitału jest jedną z
najważniejszych wad systemu, powoduje bowiem poprzez efekt marnotrawstwa coraz
większe nierówności społeczne, biedę, poniżenie i w końcu wykluczenie.


Jednym z mechanizmów przeciwdziałania temu zjawisku był podatek majątkowy (w
RFN - Vermögenssteuer), jednak neoliberalnym politykom w Niemczech udało się
znieść ten podatek. W Niemczech była nawet grupa majętnych ludzi, posiadających
instynkt społeczny, którzy występowali publicznie za przywróceniem tego podatku,
ale jak na razie bez wyniku. Może teraz w okresie kryzysu zmieni się podejście
do tego tematu.

Nastawieni społecznie politycy zastanawiają się w jaki sposób
ograniczyć dochody grupy trzymającej kapitał, a utrzymać poziom życia ludzi
utrzymujących się z pracy najemnej jak i grup wykluczonych z rynku pracy. Jak na
razie nie ma chyba lepszego narzędzia jak nóż fiskusa.
Wynagrodzenia managerów
powinny składać się z części stałej proporcjonalnie w wysokości zbliżonej do
urzędników państwowych liczone w koszta firmy i części uznaniowej wypłacanej
przez akcjonariuszy z zysku po opodatkowaniu.

Z uporem godnym lepszej sprawy
przemilcza się również mozliwość zastosowania podatku Tobina, co mogłoby, przy
odpowiedniej progresji, uspokoić spekulacje na rynkach papierów wartościowych i
nie tylko. Zamiast tego, dla reanimacji upadającego systemu dmuchania baniek,
robi się zastrzyki finansowe z bilionów dolarów.

Problem polaryzacji kapitału
wiąże się ze zjawiskiem zubożania rynków konsumenckich, karłowaceniem popytu.
Fatalnym skutkom tego zubożenia jak widać nie przeciwdziała skutecznie i trwale
wykonywana przez prywatne banki akcja kredytowania konsumpcji i inwestycji
ludności nie mającej dostępu do podziału wytworzonego bogactwa.

Znieść
pogłębianie się nierówności społecznych !
blaise   |06.04.2009 13:22:45
Propozycja Podatku Tobina wraca co jakiś czas, może wreszcie nadszedł odpowiedni
moment. Ostatnio Kołodko w swojej nowej książce znów to zaproponował, nie mówiąc
już o Attacu i Stiglitzu. Jak łatwo przewidzieć Stany Zj.jak zwykle się nie
zgodzą bo to oni najwięcej obracają walutami, a obserwujemy teraz wzrost
nastrojów protekcjonistycznych w USA więc pewnie szanse są zerowe, niestety
wojnier  - Rylew,   |07.04.2009 07:07:07
czy możesz wskazać mechanizm marnotrawstwa przy obracaniu prywatnym kapitałem.
Wg mnie każdy normalny posiadacz kapitału raczej próbuje go pomnożyć co bez
efektywności jego inwestowania jest niemożliwe, chyba, że wtrąci się jakiś
nawiedzony minister finansów i wespół ze swoim bankiem centralnym wywoła
mniejszy lub większy kryzys.
Rylew   |08.04.2009 06:38:21
> czy możesz wskazać mechanizm marnotrawstwa przy obracaniu
> prywatnym
kapitałem.
Naturalnie, mogę !
Wyobraź sobie polaryzację kapitału w sposób
skrajny, że kilku facetów posiada większość płynnego kapitału tego świata.
Pewnego dnia zasiadają oni do gry w pokera przy jednym stole i grają ciągle, bo
doszli do wniosku, że w ten sposób najprędzej można dojść do decydującej
fortuny.
Ale kapitały są ogromne i nie sposób wszystko wygrać. Wygrywają,
przegrywają, na miejsce zgranych przychodzą nowi. W pomieszczeniu zaangażowane
jest ciągle np. 50% płynnego kapitału świata. Kapitał ten zamiast pracować w
rzeczywistych inwestycjach, przepływa tylko z jednego miejsca w drugie, od
właściciela po jednej stronie stołu do właściciela po drugiej stronie stołu. Nie
trzeba być bardzo spostrzegawczym żeby zobaczyć, że na ulicy stoją liczni
bezrobotni, którzy mogliby znaleźć pracę gdyby te bezrobotne kapitały
zaprzęgnięto do roboty inwestycyjnej w celu zaspokajania potrzeb społecznych
przy budowie dróg, mostów, bezkolizyjnych tras szybkiego ruchu, infrastruktury
sieciowej i wielu innych społecznie potrzebnych inwestycji.

Już najskromniej
licząc to marnotrawstwo to przynajmniej strata PKB, która mogłaby być wytworzona
przy ich udziale. Następna strata to strata produkcji wytworzonej, która nie
może być skonsumowana i musi być zniszczona.

zaopatrują się wprawdzie w
kapitał potrzebny do inwestycji rzeczywistych, ale duża część Dzisiaj światowe
rynki kapitałowe to jest właśnie taki salon gry w którym niektórzy kapitału
zaangażowana jest w inwestycje wirtualne, czyli jak przytacza prof. Tadeusz
Kowalik zdanie polsko-brytyjskiego ekonomisty, Jana Toporowskiego:
"W
epoce finansów finanse finansują przede wszystkim finanse".

> Wg mnie
każdy normalny posiadacz kapitału raczej próbuje go
> pomnożyć co bez
efektywności jego inwestowania jest niemożliwe,
Nie wiem kto dla ciebie jest
normalny, a kto nienormalny, ale zauważ,
że ludzie różnie postępują ze swoim
kapitałem i nie zawsze idą drogą największej efektywności, pomijając już temat,
że efektywność indywidualna czyli zysk prywatny nie musi pokrywać się z
efektywnością w wymiarze społecznym.
Rylew  - errata   |08.04.2009 06:46:02
akapit zaczy nający się od: zaopatrują powinien brzmieć jak
następuje:

Dzisiaj światowe rynki kapitałowe to jest właśnie taki salon gry w
którym niektórzy zaopatrują się wprawdzie w kapitał potrzebny do inwestycji
rzeczywistych, ale duża część kapitału zaangażowana jest w inwestycje wirtualne,
czyli jak przytacza prof. Tadeusz Kowalik zdanie polsko-brytyjskiego ekonomisty,
Jana Toporowskiego:
"W epoce finansów finanse finansują przede wszystkim
finanse".
wojnier  - Rylew,   |09.04.2009 07:09:22
Widzę, że masz kłopot, bo to co opisałeś to zupełna abstrakcja. Pozwól, że Ci
pomogę, ogólnie można powiedzieć, że marnotrawstwo kapitału to przypadek
złomowania układu, do którego wykonania został ten kapitał użyty przed upływem
okresu jego amortyzacji. Czyli np. rozpoczęcie inwestycji i zaniechanie. Jeżeli
chcesz się spierać, który sposób sprawowania władzy nad kapitałem jest lepszy z
punktu widzenia korzyści społecznych, prywatny (ja tak twierdzę) czy inny, to ja
dziękuję, moja pamięć nie jest jeszcze tak słaba.
Swoim przykładem wykazałeś,
że nie wiesz na czym polega obrót kapitałem ale na lewicy to norma. To co
opisałeś, to manipulacje prawem własności do różnych form majątku. Jeżeli na tym
Twoim stole karcianym nie są podstawiane TIRy wypełnione prawdziwymi pieniędzmi
to opisana manipulacja nie ma nic wspólnego z zamrażaniem i
marnotrawstwem.
Katastrofa zaczyna się natomiast wtedy, kiedy paru wujków
posiadając demokratyczny mandat dojdzie do wniosku, że kupi sobie głosy w
przyszłych wyborach rozdając pieniądze bez pokrycia, to jest właśnie klasyczne
lewicowe marnotrawstwo.
blaise   |11.04.2009 08:35:51
A to będzie dobry przykład marnotrawstwa?
"W chwili rozpoczęcia deregulacji
w 1992 roku amerykańskie firmy telekomunikacyjne zdawały sobie sprawę, że gra
toczy się o wysoką stawkę, ponieważ ten, kto zdoła opanować każdy z sektorów
rynku, zgarnie całą dostępną na nim pulę zysków. Nadzieja wysokiego zwrotu
skłaniała do podejmowania ryzykownych inwestycji. Rósł entuzjazm i ceny akcji.
Każdy chciał brać udział w grze. Rosła jednak także spekulacyjna bańka. W latach
1997-01 inwestycje sięgnęły 65 miliardów dolarów. Kiedy przyszła korekta, ich
wartość skurczyła się do 4 miliardów. Pozostały sieci światłowodów, przez które
nigdy nie nadano żadnego sygnału. Skala marnotrawstwa rynku okazała się
nieporównywalna z tym, do czego zdolne są państwa, tak często posądzane przez
neoliberałów o nierozsądne wydatki." T.Z
Ten przykład przytacza Stiglitz w
książce Szalone lata dziewięćdziesiąte, można tam znaleźć więcej tego typu
historii. Wiem ze Stiglitz kojarzony jest z lewicą więc na pewno się nie zna, na
problemach gospodarczych.. Najlepiej znają się komentatorzy o poglądach
prawicowo-konserwatywno-liberalno-katolicko-korwin istycznych z zakonu
niewidzialnej ręki.
blaise   |11.04.2009 08:38:06
PS. Przepraszam za liczne błędy interpunkcyjne, ale piszę w tym momencie na
bardzo niewygodnej klawiaturze.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »