Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Salcesonowa czerezwyczajka Drukuj
Tomasz Piątek   
11.02.2010
Przypomniałem sobie dzisiaj stary dowcip z czasów komuny. Co to jest salceson? Szynka z przeszkodami.

Wracałem z psem ze spaceru przez zaśnieżoną Łódź. Chodnik był na przemian kompletnie zasypany i odśnieżony, zasypany i odśnieżony. Piętnaście metrów zaspy, piętnaście metrów chodnika, dwadzieścia metrów zaspy, trzydzieści metrów chodnika. Gdy spod śniegu wyłaniał się chodnik, znaczyło to, że wchodzę w strefę, za którą odpowiedzialny jest gospodarz stojącej przy chodniku kamienicy. Pomiędzy kamienicami - nie odśnieża nikt. To wspaniała strefa, wolna od ingerencji wszelkich władz publicznych. Powinien w niej szaleńczo kwitnąć swobodny, nieskrępowany biznes. Niestety, jakoś nie kwitnie. Proponuję profesorowi Balcerowiczowi, żeby zagrzebał się w tej zaspie i to sprawdził. Najlepiej dogłębnie i długo.

W Warszawie, gdzie byłem podczas poprzedniej śnieżycy, było podobnie (przykładowo na Służewcu, i to wcale nie tym Przemysłowym). Nie mogłem więc dzisiaj zwalić winy na rozpad Łodzi (skądinąd prawdziwy) i rozkład jej władz samorządowych (skądinąd bardzo cuchnący). Najwyraźniej żyjemy w kraju z przeszkodami, w którym miasta z przeszkodami pełnią tylko rolę wyjątkowo dużych przeszkód.

Ale właściwie czemu ja się denerwuję? Przecież jeżeli obywatelom przeszkadza śnieg, to powinni wyjść sami z łopatami na ulicę i radośnie wszystko odśnieżyć w neoliberalnym czynie społecznym. Takie rozwiązanie nasz rząd ostatnio wciąż nam proponuje.

Na przykład, grupy rolników i ekologów protestują przeciwko uprawianiu genetycznie modyfikowanej żywności w Polsce. Wiceminister środowiska, Janusz Zaleski, mówi: „Chociaż nie chcemy, ale musimy to zrobić” (zezwolić na uprawę GMO). Ale dla Polaków, którzy nie chcą wyewoluować w szarawe gąbczaste kule żywiące się pleśnią, minister ma wspaniałą propozycję: „…Nowa ustawa da możliwość tworzenia stref wolnych od GMO. - Jeśli rolnik będzie chciał produkować żywność ekologiczną i nie mieć w sąsiedztwie GMO, będzie to mógł zrobić. W jego sąsiedztwie w obrębie jednego lub dwóch kilometrów nie powstanie uprawa roślin genetycznie modyfikowanych - dowodzi Janusz Zaleski. - Wierzę w rolników, że nie będą chcieli mieć w swoim sąsiedztwie takich upraw. Więc praktycznie Polska może być wolna od GMO - dodaje”. Czy pan minister już wyewoluował w pleśniową kulę? Jego mózg na pewno tak.

Ale ta mózgowa mutacja nie ogranicza się do jednego ministra, właściwie można byłoby ją określić jako gubernitis, czyli chorobę ogólnorządową. Obywatelskie Forum Dostępu do Książki, w tym i ja, domaga się utrzymania zakazu łączenia i likwidacji bibliotek. Reprezentujący rząd Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki, pisze tak: „Piątek uważa, że rząd powinien załatwić problem bibliotek w każdej gminie, miasteczku lub wsi. To czysta utopia, marzenie o wszechogarniającej i omnipotentnej władzy centralnej, która ma załatwić każdą sprawę, ma zakazać albo nakazać centralnie, a potem rozliczać wykonanie, tworząc np. jakąś biblioteczną czerezwyczajkę. To filozofia państwa bez obywateli i bez samorządu zalatująca myśleniem z czasów PRL”. Bardzo lubię słuchać wywodów Grzegorza Gaudena, ponieważ jest to człowiek, który wszystko, co mówi, mówi z miłością. Tyle że ja żadnej czerezwyczajki nie żądałem. Właściwie nawet o jednego kontrolera na pół etatu nie prosiłem. Ja prosiłem tylko o utrzymanie istniejącej ustawy. O utrzymanie tego, co jest (w kwestii bibliotek) i co dotąd jakoś funkcjonowało. Nic mi nie wiadomo, żeby rząd Donalda Tuska miał do tej pory jakąś biblioteczną, książkową czy literacką czerezwyczajkę.

Ale czytam dalej i co się dzieje? W tym samym tekście dyrektor Gauden domaga się, żeby to działacze spontanicznie powstałego Obywatelskiego Forum Dostępu do Książki śledzili i nękali samorządy w sprawie bibliotek. Czyli najwyraźniej Gauden jednak akceptuje ideę powszechnej bibliotecznej czerezwyczajki, zaglądającej do każdej gminy i każdego sołectwa. Pod warunkiem, że będzie to czerezwyczajka oddolna, nieobciążająca budżetu państwa. Ten, jak wiadomo, ma być nieustannie obcinany. Budżet państwa ma się kurczyć z każdym rokiem, albowiem na tym polega zdrowa gospodarka (panie profesorze B., proszę wsadzić głowę z powrotem do zaspy).

Znowu przypominają się stare dowcipy, a dokładnie piosenka kabaretu OTTO pod tytułem: „Obywatelu, zrób sobie dobrze sam”. Czyli sam się okradnij, wytrop, osądź i wsadź.

Tyle że chyba mamy do czynienia ze zbyt poważną sprawą, aby się z niej śmiać. Ja jestem wielkim zwolennikiem obywatelskich grup nacisku na władze w konkretnych sprawach. Ale nie można tych obywatelskich grup obarczać odpowiedzialnością, którą powinny brać na siebie same władze. Pospolite ruszenie jest akcją, nie instytucją: ludzie nie mogą pilnować dobra publicznego bez przerwy, muszą z czegoś żyć, pracować, pilnować dzieci etc. Nieczęsto się więc zdarza, że pospolite ruszenie da radę dopilnować sprawy długotrwałej, skomplikowanej i rozproszonej po całym kraju, takiej jak biblioteki lokalne, albo lecące z wiatrem ziarna mięsożernej, agresywnej rzepy. Właśnie dlatego ludzie wybierają fachowców, którym płaci się za pilnowanie takich spraw - i tych fachowców nazywamy rządem.


Oczywiście, w tym momencie pan profesor wynurza się z zaspy i krzyczy, że im mniej rząd robi, tym jest lepiej. Ale niestety, panie profesorze, rząd to jest coś takiego, że nawet jak nic nie robi, to też robi. Każde działanie i niedziałanie rządu produkuje bardzo wymierne skutki. Nasz rząd, niczym rząd jakiegoś Gomułki albo Gierka, bardzo intensywnie działa na rzecz, przykładowo, wysiewania i hodowli. Tyle że wysiewania mięsożernej rzepy i hodowli analfabetów. A może nawet - hodowli agresywnych analfabetów.

Bo wszystko, co robi władza i czego nie robi, jest wyraźnym komunikatem dla ludzi, którzy instynktownie szukają wzorców i norm. Władze publiczne, które odpuszczają sobie ochronę starego zabytku, uczą wszystkich, że ten zabytek to śmieć, o który nie warto się troszczyć. Władze, które nie pomagają ulicznemu żebrakowi, uczą wszystkich, że ten żebrak to śmieć, o którego nie warto dbać. A ludzie, którzy żyją w przestrzeni zaniedbanej i w zaniedbanym społeczeństwie, ludzie, którzy są olewani i oszukiwani przez tych, co mieli się nimi zajmować… Tacy ludzie stają się nieufni i źli. Wobec wszystkich, nawet wobec tych, co są jeszcze bardziej olewani przez władze. Szczególnie wobec nich - bo ci najbardziej wykluczeni stwarzają wokól siebie największe problemy, najbardziej drażnią.

Takie są efekty. Co piąty wrocławski licealista uważa, że żebraków należy zamykać w gettach, wywozić, pozbawiać praw etc. Najwyraźniej mózgi tych młodych ludzi również wyewoluowały w gąbczaste kule, tyle że brunatne. Myślę, że przyczyną mutacji było nie tylko 20 lat Balcerowiczowskiej propagandy o „pasożytach socjalnych”, ale także załączony do niej żywy obrazek: widoczna gołym okiem polityka zaniedbania. I teraz, jak ci brunatni licealiści założą swoją oddolną, nieobciążającą budżetu czerezwyczajkę, to będą kłopoty.

No, chyba że minister Boni powie nam, że strategia „dyfuzji przez polaryzację” (czyli jak ja mówię, wysuszenia przez zamoczenie) nakazuje wprowadzenie żebraków w centrum życia społecznego poprzez oddolne wywożenie ich do baraków w Bieszczadach. Panujący nam neoliberalizm czym wtedy będzie się różnić od faszyzmu? Uśmiechem dyrektora Gaudena.
 
www.tomaszpiatek.pl

Komentarze
Dodaj nowy
Thome  - Piątkowa dialektyka.   |12.02.2010 01:36:21
"(…) znaczyło to, że wchodzę w strefę, za którą odpowiedzialny jest
gospodarz stojącej przy chodniku kamienicy. Pomiędzy kamienicami - nie odśnieża
nikt."

A przed kamienicami właściciele/zarządcy. I ciągle Redaktor nie
widzi mechanizmu. Ale kiedy pomiędzy kamienicami stanie babulinka z kwiatami -
natychmiast zadziała władza publiczna. Pałą i mandatem. Kolejność dowolna.


"Władze publiczne, które odpuszczają sobie ochronę starego zabytku, uczą
wszystkich, że ten zabytek to śmieć, o który nie warto się troszczyć."


Mnie nie uczą. Jak się domyślam, Pana Piątka też nie nauczyły takiego myślenia.
Wszyscy znamy całe rzesze ludzi, którzy - pomimo doprowadzania zabytków do ruiny
za pomocą przepisów "chroniących" zabytki - wciąż uważają, że są one
warte zachowania i troski. O kim więc pisze Pan Piątek? Kim są tajemniczy
"oni-źli-bez szacunku do zabytków"? A może chodzi o kompleks
inteligenta-nauczyciela maluczkich? Panie Redaktorze, jest tak wielu ludzi,
którzy nigdy nie poczują odpowiedzialności za zabytki, nawet przy miliardowym
budżecie urzędniczym…bo to "nie swoje". Dba się "o swoje". O
"niczyje" (czyt. państwowe/samorządowe) z natury nie zadba nikt poza
pasjonatami/filantropami. Dlatego sfera własności publicznej musi być niewielka
i powszechnie użytkowana (np. część ogólnokrajowych dróg) - inaczej zmarnieje
szybko.

"(…) ludzie, którzy są olewani i oszukiwani przez tych, co
mieli się nimi zajmować&"

Tak. To jest właśnie kwintesencja
mentalności niewolnika.


"Nieczęsto się więc zdarza, że pospolite
ruszenie da radę dopilnować sprawy długotrwałej, skomplikowanej i rozproszonej
po całym kraju, takiej jak biblioteki lokalne."

Rząd centralny
natomiast może dopilnować "sprawy długotrwałej, skomplikowanej i
rozproszonej po całym kraju". Bibliotek lokalnych na ten przykład.

Co
do brunatnych licealistów. Cóż….sam Pan ich sobie wychowuje wpajając, że to
"państwo" ma pomóc wszystkim żebrakom (profesjonalistom też?). Skoro
więc nie my, ale państwo i to państwo "nie odśnieża"….to niech sobie
umierają na śmietniku, bo "ja swoje już państwu zapłaciłem". I tylko
czasem w przypływie prymitywnej złości krzyknie się coś o ‘gettach’, na co
zareagują zawsze troskliwi urzędnicy słowami "więcej środków potrzeba".
kot   |12.02.2010 02:37:39
Thome gdyby Ci za ten bełkot, który tu uprawiasz, chociaż dobrze płacili, to
byłby w tym jakiś sens.
kot   |12.02.2010 02:42:03
Piątek, Piątek! Wielki Piątek!
step  - Tak, tak   |12.02.2010 03:17:51
Ja tu próbuję felietonem rozśmieszać, ale gdzie mi do Thomego…

No bo jak
widać, Nietzsche miał rację: z człowieka wyewoluował nadczłowiek i nazywa się
Thome. To zupełnie nowe zjawisko w przyrodzie: on nie ulega żadnym wpływom
społecznym, jego społeczeństwo w żaden sposób nie uformowało, on powstał sam z
siebie, jest samoistny i sam siebie kształtuje. A my wszyscy, istoty społeczne,
to przy nim niewolnicy. Może powinniśmy mu służyć. O, Thome! O, Nadthome! O,
Nadczłowieku! O, o, o Nadfacecie!

I fajnie, że nasz Nadneoliberał wyjaśnił
nam, jak będzie wyglądać ta obiecywana przez jego ideologów eksplozja swobodnego
biznesu: będą to babiny z zamarzniętymi kwiatami sterczące po pas w
śniegu.

Ale nie ma co się dziwić: Nietzsche przecież przepowiedział, że
nadejściu nadczłowieka będą towarzyszyć różne niezwykłe zjawiska.

I dobrze,
że Thome ustalił, jaka jest ostatnia przeszkoda, która nie pozwala się ziścić
tej wspaniałej wizji. Wszystkiemu winna jest straż miejska.

No to teraz już
wiemy. Proponuję zgłosić to rządowi i samorządom: panowie chętnie nadstawią ucha
i zlikwidują nam jeszcze straż miejską.
A wtedy wejdziemy do
Nadraju.

Oczywiście, nie mam zamiaru tu dyskutować z Thomem, bo to ma taki
sens, jak dyskutowanie, powiedzmy, z ikoną przedstawiającą Korwin-Mikkego,
namalowaną przez Nikifora. Kiedyś próbowałem przekonywać, argumentować, ale
teraz widzę, że gadał dziad do obrazu.

Po co on nas tu raczy perłami swojej
nadludzkiej mądrości? On pewnie myśli, że we wrogim otoczeniu daje świadectwo
prawdzie. I rzeczywiście, daje świadectwo takiej prawdzie, że obecna polityka
rządu sprzyja hodowli agresywnych analfabetów. I agresywnej rzepy. Thome
ewoluuje od tej pierwszej postaci do tej drugiej. Pewnie właśnie takimi etapami
przebiega ewolucja nadczłowieka.
maciej   |12.02.2010 04:14:05
"To czysta utopia, marzenie o wszechogarniającej i omnipotentnej władzy
centralnej"
Rozumiem, że przedstawicielowi rządu, nie przeszkadza fakt
realizowania marzenia
np. o kontroli internetu.
Autostrady to też czysta
utopia.
Fakt jest śmiesznie.
Chętnie przeczytam felieton o marzeniach
dyrektora Instytutu Książki. Skoro nie marzy o tym, by w każdej wsi była
biblioteka i powszechny dostęp do książek.
blaise   |12.02.2010 15:43:52
Czy thome chce powiedzieć, że gdyby nie podatki to ludzie byliby bardziej
wrażliwi? Można to łatwo udowodnić: niedawno obniżono podatki dla części
obywateli i zlikwidowano ostatni próg. Czy ci obywatele więcej teraz dają na
cele charytatywne? Nie wiem, ale jak ktoś wie to niech powie.
MiAu  - Panie i panowie, gdzie jest państwo?   |15.02.2010 01:11:44
Zamyślam się, gmeram w zakamarkach pamięci i nijak nie mogę przywołać choćby
jednej akcji obecnego rządu, która zasłużyłaby na miano prospołecznej (uściślę:
prospołecznej to znaczy takiej, która służyłaby większości, a nie wąskim grupom
interesu). Zaraz, mam. Orliki! Bezpieczny, niekontrowersyjny projekt (sport to
zdrowie), a przy tym metoda zarządzania energią młodych (gniewnych).
Można
narzekać, wściekać się, szydzić z polityków, a nawet złowieszczo zamachać im
przed nosem kartką wyborczą - państwo jest kuloodporne. Jakby cudze. Coś jakby
Polska, ale raczej nie Rzeczpospolita. Owszem, mamy wciąż polityków, którzy
dzielnie przyjmują ciosy niezadowolonych; taka już ich niewdzięczna rola.
Dlaczego jednak są tak konsekwentnie głusi na nasze wołania? I skąd we mnie to
przekonanie, że gdyby nawet Balcerowicz zakopał się po czubek głowy w zaspie,
zza węgła wyłoniłby się jego cudem odnaleziony brat bliźniak, sprzedawca tych
samych, nieśmiertelnych idei - wolności (od bezpieczeństwa) i rynku (oligopoli)?

A może, zamiast pluć i wierzgać albo płaszczyć się i wdzięczyć, czas już
ogłosić agonię państwa i uroniwszy łzę nad zawiedzionymi nadziejami, dobić je
osinowym kołkiem, i pochować wraz z iluzjami powszechnego, centralnie
sterowanego dobrobytu?
Wiele razy nas zawiodło, oj wiele. Ameryka Roosevelta
też nie oszukujmy się, nie była ideałem. Nie jest nim współczesna Szwecja. Co
więcej, te marne wcielenia Keynesowskiej utopii kruche są i nietrwałe. Podatne.
Na co?
Cóż, władza lubi konfitury, a najlepiej wyposażoną spiżarnię mają nie
ludzie, którzy w swojej naiwności próbują dobrobyt wypracować, lecz - o ironio
ironii! - ci, którzy wypracowane dobra kradną. Może karabinek? A może
kredycik?
Co robić? W przeciwieństwie do Lenina, na szczęście nie wiem. Ale
może uda nam się coś wspólnie wymyślić. Panie i panowie, państwo to przecież my.
Rylew   |15.02.2010 05:23:47
MiAu,
agonii państwa nie trzeba ogłaszać, jest widoczna gołym okiem.

Choć
obawiam się, że niewiele wymyślimy to próbować trzeba.
Mamy do czynienia z
nową kulturą. Na zmiany kulturowe nie ma siły, trzeba się im poddać,
przystosować do nich lub zginąć.
W przeciwnym wypadku skończymy wszyscy w
psychiatryku. Myślę o starszym pokoleniu, bo młodsi podobno lepiej *rozumieją
współczesność*.

Ta nowa kultura to kultura medialna, której duchem i siłą
sprawczą jest kapitał.
Czy można przedmuchać wiatr ?
Czy możemy znów
unieważnić, zdelegalizować kapitał ?
Spróbować go osiodłać i wykorzystać ? Jak
na razie dzieje się odwrotnie.

Może przynajmniej warto się zastanowić jak
powinna wyglądać demokracja
czym się różni od dzisiejszej wirtualnej
quasidemokracji.
Czy można wywalczyć demokrację i co chcemy osiągnąć ?
Może
trzeba skończyć z mitem, że demokracja realizuje się poprzez swoje
przedstawicielstwo (dostęp do konfitur) ?
Jakie środki walki mamy do dyspozycji
?

Starczy tych pytań na razie.
Niech się nad nimi zastanowią przede
wszystkim młodsze pokolenia,
teraz zanim zabraknie przysłowiowej kury w garnku.
Thome  - Certyfikat prawdy.   |16.02.2010 01:32:07
@blaise

"Czy thome chce powiedzieć, że gdyby nie podatki to ludzie
byliby bardziej wrażliwi?"

Nie jest to kwestia samego istnienia
podatków. Jeżeli zakładamy, że Państwo jest legitymizowane i tworzy niezależnie
od woli 100% ludności ramy prawne organizujące społeczność w sposób ciągły - to
podatki istnieć muszą (koncepcje anarcho-jakieś tam zostawiamy na boku).
Problemem - trochę jak z tym poziomem na krzywej Laffere’a - jest konstrukcja,
wysokość podatków i ich przeznaczenie. Jeżeli mają służyć redystrybucji
"wyrównawczej" (mylonej przez neofitę Michalskiego z opieką socjalną
jako taką) - to przeznaczenie podatków, konstrukcja i motywacje reżymu
niewątpliwie dobroczynność pogrzebią w znacznej części. Wymaga ona bowiem (tj.
progresja) opresji podatkowej, łagodzonej mechanizmami korupcyjnymi w samym
systemie (ulgi, koszty, odliczenia). I świetnym przykładem jest zawsze właśnie
progresja podatkowa. Jej istotą jest niesprawiedliwość (co przyznają sami
zwolennicy, dialektycznie twierdząc: "to niesprawiedliwość w imię
sprawiedliwości społecznej") oraz szeroka sfera korupcyjna (tu im jesteś
bogatszy - tym więcej uda ci się wyrwać Lewiatanowi, bo możesz go korumpować i
zatrudniać specjalistów). Szwedzi sobie doskonale radzą w tej materii np.
Ubocznym skutkiem jest zawsze duże rozwarstwienie majątkowe - podobno zmora
Lewicy.

@step

"On pewnie myśli, że we wrogim otoczeniu daje
świadectwo prawdzie. (…) Thome ewoluuje od tej pierwszej postaci do tej
drugiej. Pewnie właśnie takimi etapami przebiega ewolucja nadczłowieka."


Ale coś merytorycznie by fajnie było. Nietscheanizm to przecież postawa bliższa
ludziom Lewicy. Tylko to taki kryptonietscheanizm - emanacją nadczłowieka jest
tutaj namaszczony intelektualnie urzędnik dobroczynności, planujący
rozdysponowanie publicznego grosza. Wie komu dać, pomóc i umie to centralnie
ustalić. Miłosierdzie jest brakiem miłosierdzia. Dobroczynność poniża
obdarowanego. Tako rzecze Cezary.
kot   |16.02.2010 03:19:17
thome witaj wśród ludzi. Okazuje się, że potrafisz mówić ludzkim głosem.
step  - No jednak nie   |16.02.2010 04:57:40
No jednak nie potrafi

Ani mówić, ani czytać

Przecież Cezary napisał
wyraźnie i po polsku, że redystrybucja jest dobra, właśnie dlatego, że nie jest
miłosierną jałmużną.

Ale Thome wyczytał z Cezarego tylko to, co już wie.
Czyli przeciwieństwo tego, co Cezary napisał.

Podobne znaczenie mają
rozważania o Nietzscheanizmie redystrybucji. Rozumiem, że to ma być taka
błyskotliwa prowokacja myślowa: skoro w systemie wspierającym słabych ten
urzędniczek ma taką władzę, to może on też jest czymś w rodzaju nadczłowieka i
tryska wolą mocy… Moja mama w takich sytuacjach zawsze mówiła: "Tak, tak,
krowa to piękny ptak". Nietzsche potępiał władzę urzędników (uważał ich
wręcz za przeciwieństwo nadczłowieka) i wszystkie rozwiązania, które pozwalają
"słabym kraść moc silnych". No, ale pomijając to, że Nietzsche w trumnie
się przewraca i wąsami deski wyciera, to wypadałoby się zdecydować:
redystrybucja jest wyrazem chrześcijańskiego miłosierdzia (które Nietzsche
nazywał zgnilizną) czy nietzscheańskiej woli mocy (jak twierdzi nadfilozof
Thome)? A może jest jednym i drugim, bo Thome prześwietlił intrygę i demaskuje
chrześcijan jako kryptonietzscheanistów, a nietzscheanistów jako
kryptochrześcijan? W ten sposób to można udowodnić sobie wszystko.

Tak samo
Thome nie rozumie, że to, co o nim napisałem wcześniej, jest merytoryczne.
Człowiekowi, który mówi, że nie jest kształtowany przez społeczeństwo i że ci,
którzy dają się przez nie kształtować, są niewolnikami… Takiemu człowiekowi
trzeba zwrócić uwagę, że plecie pocieszne banialuki.

A kiedy jeszcze taki
gardzący niewolnikami Nadspołeczny Nadczłowiek mówi, że to nie on jest
nietzscheanistą, tylko lewica - to wtedy to już jest kabaret.

Ten pan
najwyraźniej przyszedł nas rozbawić.
MiAu  - c.d.   |16.02.2010 05:16:46
Rylew,

na kulturę można też wpływać i to wielorako: począwszy od
zdecydowanego odrzucenia tego, co jest śmieciem, poprzez odnajdywanie
i docenianie tego, co w obecnej kulturze, także masowej, jest cenne (w
skrócie: niestrudzona, krytyczna i nienaukowa - bo wartościująca
- analiza zjawisk kulturowych) i wreszcie - poprzez wniesienie
świeżości (na przykład ponowne odkrycie zaniedbanej sfery duchowej, bez
której kultura obumiera i zamienia się szalony i pusty
festiwal kryptocytatów).
Z braku środków masowego wpływania na
odbiorców (a także z szacunku dla nich), należy powrócić do najprostszych
sposobów - dyskusji, a najlepiej rozmowy w cztery oczy. W ten sposób
można dość szybko osiągnąć geometryczny przyrost osób świadomych lub
przynajmniej poszukujących prawdy - w idealnych warunkach wyrażałby
się on wzorem X do n-tej, gdzie n jest liczbą poziomów żywej sieci
informacyjnej, a X liczbą osób na każdym z tych poziomów
(nośników). Przykład: przekazuję swoją wiedzę (a raczej impuls do
samodzielnego jej zdobywania) trzem osobom, które z kolei przekazują ją
trzem kolejnym itd., aż do ostatniego poziomu obejmującego już
całą ziemską populację. Jeśli X=3, wystarczyłoby 1000 poziomów, żeby
objąć miliard ludzi. Nieźle, jak na początek :). A wszystko to za darmo,
bez użycia masowych mediów elektronicznych.

>Czy możemy znów
unieważnić, zdelegalizować kapitał ?
Myślę, że nie tylko możemy, ale
wręcz musimy to zrobić, jeśli chcemy przetrwać. Gospodarka oparta
na wymianie pieniężnej (zarówno kapitalistyczna, jak i
pseudokomunistyczna) poniosła wielką klęskę, trzeba wymyślić coś nowego -
np. resource-based economy (jak proponuje np. futurysta Jacque Fresco:
The Venus Project)

Może trzeba skończyć z mitem, że demokracja realizuje się poprzez
swoje przedstawicielstwo (dostęp do konfitur) ?
Popieram!
:)
Demokracja bezpośrednia to jedyna demokracja w ścisłym sensie tego
słowa, czyli rządy ludu. Zorganizowana znów sieciowo, nie hierarchicznie,
może zastąpić korumpowalnych ekspertów i jeszcze gorszych polityków,
którzy nie mają zielonego pojęcia o ekonomii, ekologii i racjonalnym
zarządzaniu. Są na pewno gdzieś w necie artykuły o
"mądrości zbiorowej", czyli zjawisku emergencji (zachodzi, gdy
całość jest czymś więcej niż suma części) w kontekście kolektywnego
podejmowania decyzji. Pojedyncze skrawki wiedzy i intuicje są nic nie
warte, zsumowane tworzą chaos, ale gdyby wyciągnąć z nich wspólny
mianownik, może się okazać, że tworzą koherentną, trafną odpowiedź
na zadany problem.

>Jakie środki walki mamy do dyspozycji ?
Po
pierwsze - szerzenie wiedzy o świecie, bez zbędnego
postmodernistycznego relatywizowania. Chodzi wyłącznie o
głoszenie faktów, które tworzą pewien, chaotyczny, ale możliwy do
ogarnięcia obraz świata. (Przynajmniej jeśli chodzi o tę część
rzeczywistości, o którą nam chodzi - tj. rzeczywistość
polityczną, ekonomiczną i kulturową).
Po drugie - wykorzystywanie
tych resztek demokracji, które pozostały, do powstrzymania marszu faszyzmu
z piękną twarzą.
Po trzecie - bierny opór wobec represji i prób
kontroli (takich jak RFID) ze strony władz, z absolutnym wyrzeczeniem
się przemocy.

Czekam na Wasze pomysły, towarzyszu Rylew ;)
A może
ktoś inny chciałby coś dodać?
kot   |16.02.2010 09:34:03
Ależ step
Jeżeli uznałem, że thome zagadał jak człowiek,
to nie znaczy, że
odniosłem się do treści tego co napisał. W/w najczęściej dotychczas posługiwał
się nieartykułowanymi wyrażeniami. Zauważyłem, że tym razem wypowiedział się w
sposób artykułowany. I to skwitowałem.
- Czyżbyś pomyślał, że mi odbiło? Czy,
że plotę raz to raz tamto?
Rylew  - MiAu   |16.02.2010 10:27:28
Co do kultury racja, staramy się na nią wpływać, dużo czyni KP, my sami,
ale
wyniki są w dalszym ciągu znikome w skali kraju.
Tak, to wymaga
czasu.
Zastanawiam się gdzie Twoja matematyka zawiera błąd. Nie uwzględnia w
każdym razie wpływu zakłóceń.
Co z tego że przekonasz trzech ludzi gdy po
kilku miesiącach ich spotkasz stwierdzisz z niesmakiem, że zupełnie coś innego
mają w głowie :).
TVN24 robi swoje, telewizja uruchamia od razu milion poziomów
i kreuje permanentnie i niestrudzenie swoją medialną rzeczywistość, zabijając
wolną myśl i kreatywność ludzką.
Właściwie należałoby najpierw wymyślić coś co
ludzi oderwie od telewizorów. Jakiś walking, spacery wielogodzinne dla zdrowia,
oszczędność prądu, szkodliwość promieniowania lamp kineskopowych na
potencję u
mężczyzn :), a u kobiet powstawanie wągrów na twarzy :),
otyłość u dzieci,
przywrócenie powszechnego czytelnictwa, przywrócenie mody na piesze (rowerowe)
wycieczki i co tam jeszcze.

Czy można unieważnić, zdelegalizować kapitał, a
zatem i przywileje jakie posiadanie kapitału wnosi ?
Nie mam czasu na ten
Projekt, jak się domyślam są to daleko idące pomysły
futurystyczne nie do
zrealizowania w wyobrażalnej nam przyszłości.
Pomyśl tylko jakie opory natrafia
pomysł podatku Tobina.
Dzisiaj mamy do czynienia z siecią systemu finansowego
świata, która oplata prawie wszystkie społeczeństwa ograniczając ich możliwości
rozwojowe.

Co do demokracji chyba się zgadzamy, tylko jakie mamy szanse by
zadziałać *sieciowo* ?
Kto zechce zmienić prawo wyborcze działające na korzyść
tych którzy mieliby je zmienić.
Myślę o progach wyborczych, o prawie do
referendum i o tym jak wybierać najlepszych z najlepszych.
Poparłbyś pomysł
bojkotu wyborów ?

Holistyczny sposób widzenia świata jest z pewnością lepszy
od redukcjonizmu, ale nie wiem czy może nam teraz doraźnie pomóc.

Co do
różnic to nie wiem czy mówienie o *powstrzymaniu marszu faszyzmu*
ma dzisiaj
jakiś sens, bo ja widzę raczej konieczność powstrzymania
marszu
neoliberalizmu, współczesnej religii kapitału, a może to właśnie jest ten
faszyzm o którym Ty mówisz ?
step  - ależ gdzież tam   |16.02.2010 12:02:00
drogi Kocie

Nie sugeruję, że Ci odbiło

Zwracam jedynie uwagę, że
wyartykułowany czy nie, Thome bierze tylko pozorny udział w debacie: produkuje
pseudo-myśli, anty-myśli oraz ex-myśli (z odzysku), więc jego "mówienie"
czy też w tym wypadku pisanie, pozostawia nadal kosmicznie wiele do życzenia
MiAu  - Rylew   |16.02.2010 13:25:15
1. Akcja informacyjna
Tak, moje obliczenia na szczęście zawierają potworny,
zawstydzający błąd. Wystarczy zaledwie 19 poziomów, żeby (w idealnych warunkach)
objąć ponad 1 mld 162 mln ludzi, przy 3 nośnikach na każdym poziomie (3 do
potęgi 19 to 1.162.261.467). W warunkach realnych, dalekich od ideału, kluczowe
znaczenie ma kilka pierwszych poziomów. Jeśli, powiedzmy, podzielę się swoją
wiedzą ze stu osobami, a każda z nich przekaże pałeczkę (średnio)
pięćdziesięciu, którzy z kolei wyślą impuls do 20 swoich przyjaciół itd., to
przy siedmiu poziomach i stale zmniejszającej się liczbie nośników, można dojść
do liczby 36.105.100, co mniej więcej równa się populacji Polski. Oczywiście to
tylko model; nie jesteśmy w stanie przewidzieć tempa rozprzestrzeniania się tej
zarazy ("Prawda jest groźna"), bo zbyt wiele czynników wchodzi tu w grę.
Myślę, że moje oszacowanie jest konserwatywne, bo zakłada stały spadek
"energii początkowej", czyli siły rażenia nośników (a przecież nie jest
wykluczone, że po drodze znajdzie się ktoś, kto nada fali informacyjnej nową
siłę). Trzeba oczywiście liczyć się ze zniekształceniem TREŚCI informacji
(efektem "głuchego telefonu") - pomocne byłoby tu kompendium
podstawowych faktów, wspólna baza wiedzy, dostępna w wersji cyfrowej i
papierowej dla każdego węzła sieci, służące również wzmocnieniu i utrwaleniu
wpływu bezpośredniego.

Nade wszystko potrzebujemy nadziei i energii!

2.
Cierpliwy kapitał.
Nie śmiem twierdzić, że rozbrojenie i unieszkodliwienie
mafii panującej teraz nad gospodarką jest zadaniem małej wagi. Może to zająć
pokolenia, może też pochłonąć wiele ludzkich istnień - trzeba zdawać sobie z
tego sprawę. Musimy jednak stawić czoła naszemu wytrwałemu przeciwnikowi i
przewyższyć go w niezłomności. Musimy zmuszać go do stopniowych ustępstw,
dokładanie tak samo, jak on zmuszał społeczeństwa do oddawania kolejnych
przyczółków bezpieczeństwa i wolności zdobytych z trudem po wielkim kryzysie lat
30. i po rewolucji kulturalnej roku 1968.

3. Demokracja oddolna.
Sądzę, że
kluczem do sukcesu może być budowanie struktur niezależnych od tych, które
istnieją. Jeśli na przykład miasto nie jest w stanie wypełnić swoich zadań
należycie (np. nie odśnieża ulic i chodników), mogą je zastąpić samoorganizujące
się, spontanicznie powstające grupy. Jeżeli zdołają szybko i efektywnie (dzięki
sprawnemu, kolektywnemu zarządzaniu i dzieleniu odpowiedzialności za
poszczególne segmenty zadania) wykonać podjętą pracę, zachęcą innych do
tworzenia podobnych struktur - z początku powstających ad hoc, z czasem
krzepnących w organizacje działające stale lub okresowo. Potrzebny byłby też
mechanizm, który uniemożliwiałby tym paodmiotom nadmierny wzrost (nie marzy nam
się przecież "alternatywny korporacjonizm").

4. Nowe oblicza
faszyzmu.
(już wkrótce :)
MiAu  - Rylew   |16.02.2010 13:26:17
1. Akcja informacyjna
Tak, moje obliczenia na szczęście zawierają potworny,
zawstydzający błąd. Wystarczy zaledwie 19 poziomów, żeby (w idealnych warunkach)
objąć ponad 1 mld 162 mln ludzi, przy 3 nośnikach na każdym poziomie (3 do
potęgi 19 to 1.162.261.467). W warunkach realnych, dalekich od ideału, kluczowe
znaczenie ma kilka pierwszych poziomów. Jeśli, powiedzmy, podzielę się swoją
wiedzą ze stu osobami, a każda z nich przekaże pałeczkę (średnio)
pięćdziesięciu, którzy z kolei wyślą impuls do 20 swoich przyjaciół itd., to
przy siedmiu poziomach i stale zmniejszającej się liczbie nośników, można dojść
do liczby 36.105.100, co mniej więcej równa się populacji Polski. Oczywiście to
tylko model; nie jesteśmy w stanie przewidzieć tempa rozprzestrzeniania się tej
zarazy ("Prawda jest groźna"), bo zbyt wiele czynników wchodzi tu w grę.
Myślę, że moje oszacowanie jest konserwatywne, bo zakłada stały spadek
"energii początkowej", czyli siły rażenia nośników (a przecież nie jest
wykluczone, że po drodze znajdzie się ktoś, kto nada fali informacyjnej nową
siłę). Trzeba oczywiście liczyć się ze zniekształceniem TREŚCI informacji
(efektem "głuchego telefonu") - pomocne byłoby tu kompendium
podstawowych faktów, wspólna baza wiedzy, dostępna w wersji cyfrowej i
papierowej dla każdego węzła sieci, służące również wzmocnieniu i utrwaleniu
wpływu bezpośredniego.

Nade wszystko potrzebujemy nadziei i energii!

2.
Cierpliwy kapitał.
Nie śmiem twierdzić, że rozbrojenie i unieszkodliwienie
mafii panującej teraz nad gospodarką jest zadaniem małej wagi. Może to zająć
pokolenia, może też pochłonąć wiele ludzkich istnień - trzeba zdawać sobie z
tego sprawę. Musimy jednak stawić czoła naszemu wytrwałemu przeciwnikowi i
przewyższyć go w niezłomności. Musimy zmuszać go do stopniowych ustępstw,
dokładanie tak samo, jak on zmuszał społeczeństwa do oddawania kolejnych
przyczółków bezpieczeństwa i wolności zdobytych z trudem po wielkim kryzysie lat
30. i po rewolucji kulturalnej roku 1968.

3. Demokracja oddolna.
Sądzę, że
kluczem do sukcesu może być budowanie struktur niezależnych od tych, które
istnieją. Jeśli na przykład miasto nie jest w stanie wypełnić swoich zadań
należycie (np. nie odśnieża ulic i chodników), mogą je zastąpić samoorganizujące
się, spontanicznie powstające grupy. Jeżeli zdołają szybko i efektywnie (dzięki
sprawnemu, kolektywnemu zarządzaniu i dzieleniu odpowiedzialności za
poszczególne segmenty zadania) wykonać podjętą pracę, zachęcą innych do
tworzenia podobnych struktur - z początku powstających ad hoc, z czasem
krzepnących w organizacje działające stale lub okresowo. Potrzebny byłby też
mechanizm, który uniemożliwiałby tym paodmiotom nadmierny wzrost (nie marzy nam
się przecież "alternatywny korporacjonizm").

4. Nowe oblicza
faszyzmu.
(już wkrótce :)
kot   |24.02.2010 16:24:20
Administracja ma nas w nosie.
Przed chwilą namówiłem żonę: idziemy sprawdzić.
Jakieś 5m wydeptanego, zlodzonego śniegu na przejściu dla pieszych w jednym z
największych placów Warszawy i Europy -jest, trzyma się mocno, pewnie tak do
wiosny.
Plac Konstytucji jest rozległy i krzyżują się na nim ciągi piesze. Te
wzdłuż kamienic
-odśnieżone, te do nich nie przynależne, jak wyżej.
Rzuca
się w oczy brak gospodarza. Tam gdzie go nie ma, tam teren jest niczyj ( jak
to możliwe?), biała plama, a raczej brudna kupa śniegu, i wertepy śniegowe pod
nogami.
Po co nam utrzymywana z podatków administracja skoro nie potrafi
zadbać o wspólną własność. Waltzowa skoro skąpi pieniędzy na utrzymanie
chodników w stanie cywilizowanym, estetycznym i bezpiecznym niech chociaż
zorganizuje mieszkańców do bezgotówkowego odśnieżania dla uczczenia jakiegoś
święta Solidarności.
Jesteśmy olewani równo i co gorsze, coraz bardziej się do
tego przyzwyczajamy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97506 Seconds