Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rozdwojenie jaźni czy kwestia wyobraźni Drukuj
Tomasz Piątek   
24.05.2010
Tak sobie myślę. Tak sobie coś tam myślę i niekoniecznie trzeba się ze mną zgadzać. Zarzekam się w ten sposób, bo trochę będę pisać o tożsamości lewicy, a jest zapewne rzeczą bardzo dyskusyjną, czy mam prawo się w jej imieniu wypowiadać. 

Zastanawiam się, czy nie grozi nam rozdwojenie jaźni.  

Z jednej strony my tutaj w KP i okolicach stoimy twardo na stanowisku: socjal, socjaldemokracja, państwo aktywne i pomocne, państwo działające samodzielnie, ale wspierające też inicjatywę obywatelską, państwo kontrolujące rynek, wreszcie państwo świeckie, z czym też się zgadzam (jak mawia mój pastor, Semko Koroza, łatwiej stworzyć wspólną przestrzeń bezwyznaniową i neutralną, niż wielowyznaniową i wieloświatopoglądową). 

Z drugiej strony mamy świadomość tego, że demokracja, wolność sumienia i światopoglądu, pluralistyczny agon i polemos czyli walka różnych poglądów, ścieranie się lewicy z prawicą – że to wszystko jest nieuniknione, chyba wręcz niezbędne, zarówno dla społeczeństwa, jak i dla jednostki. Sławomir Sierakowski w rozmowie z Piotrem Zarembą mówi: nasz przekaz brzmi „posuńcie się trochę”, a nie „zamieńmy jedno na drugie”. 

I tu się pojawia pytanie: chcemy zrealizować naszą nakreśloną wyżej socjaldemokratyczną wizję w całości – czy tylko do połowy? Czy godzimy się na to, że zostanie z niej tylko półtuszka? Czy jesteśmy, jak to mawiał Enrico Berlinguer, rewolucjonistami, kiedy trzeba i kiedy trzeba konserwatystami? A może jesteśmy nową odmianą profesorów Kołakowskich, konserwatywno-liberalnych socjaldemokratów – odmianą nową, trochę bardziej załganą, bo nie przyznajemy się do tego, sami przed sobą udajemy radykałów, z góry po cichu godząc się na kompromis? Czy mamy takie rozdwojenie jaźni? 

A może jesteśmy trochę cyniczni: na razie głośno mówimy, że walczymy o uchylenie hegemonii prawicy, o dopuszczenie naszych idei do wspólnego demokratycznego forum. A kiedy już nas dopuszczą, to wtedy dopiero zawalczymy o pełną hegemonię dla nas? 

Może jest to problem oderwany od rzeczywistości – Polsce nie zagraża nasze lewicowe jedynowładztwo. A z drugiej strony, nam nie zagraża żaden zgniły kompromis, bo na razie jesteśmy na marginesie polityki, albo może w inkubatorze. 

Ale o takich rzeczach warto myśleć  zawczasu. Dlatego myślę. 

Moje rozwiązanie wymaga trochę  wyobraźni, czyli pewnej próby myślenia ponad własnym umysłem. A może po prostu – wizji tragicznej, a mimo to nieco optymistycznej. 

Załóżmy, że każdy z nas, lewicowiec czy prawicowiec, ma pewnego rodzaju etos i ten etos będzie konsekwentnie, z pełną wiarą realizować. Natomiast żaden etos nie wiąże się z racją, z pełną racją. Racja – to demokracja. Tylko ona ma rację. Tylko rozwijający się (nieraz w mękach) demokratyczny lud – w całości, a więc razem ze wszystkimi swoimi elitami. 

Załóżmy, że nie istnieje żaden umysł, który jest w stanie objąć, zrozumieć i zracjonalizować  całe społeczeństwo. Tylko cały lud jest w stanie objąć sam siebie, jednostka tego nie może. Ale jednostka nie może też zaprzeczyć swojemu umysłowi i jego argumentom. Umysł pojedyńczego człowieka, przynajmniej w naszej kulturze, kieruje go ku myśleniu, że rację mają albo konserwatyści, albo liberałowie, albo lewica. I w ten sposób każdy przyjmuje swój etos, konserwatywny, liberalny lub lewicowy.  

Trzeba się z tym pogodzić, przyjmując małą poprawkę: nikt nie powinien wierzyć, że jego etos ma rację. Każdy powinien raczej wierzyć, że Wielka i Nieznana Demok-Racja jest bliżej jego własnego etosu niż cudzych - ale że Ona zwycięży inne etosy wyłącznie poprzez wkluczenie, a nie poprzez wykluczenie i zniszczenie. Każdy powinien wierzyć, że Demok-Racja odpowie na aporie, na nierozwiązywalne pytania, jakie na przykład lewicowcy zadają liberałom czy liberałowie konserwatystom czy vice versa i dookoła Wojtek. 

To dla niewierzących. Dla wierzących jest jasne, że taki ogląd rzeczywistości może mieć tylko Bóg. I chyba łatwiej wyobrazić sobie takiego Boga, żyjącego w pełni demokracji, niż jakąś abstrakcyjną Demok-Rację.  

Dlatego uważam, że państwo demokratyczne doskonale łączy się z czcią dla Boga. Może nawet jest jedynym dobrym sposobem społecznego życia z Bogiem. Bo Boga trzeba poznawać w jego niepoznawalności. W państwie autokratycznym za namiestnika Boga robi zazwyczaj zwykły człowiek, który Boga może być co najwyżej karykaturą. I raczej odstrasza ludzi od wizji Bożej władzy. W ten sposób zadaje kłam Bogu i istocie Jego rządzenia: Bóg realizuje swoją władzę przez rządy proroków i sędziów, a królów daje Izraelowi niechętnie, tylko dlatego, że Izraelici strasznie się tego domagają (a Samuel im mówi, że czynią wielkie zło: Samuel I, 8 4-9 i Samuel I, 12, 16-19). 

Można powiedzieć, że demokracja powoduje pustki w kościołach. To połowiczna prawda, europejska, bo w Ameryce jest inaczej (chociaż oczywiście nie zachwycam się specjalnie amerykańską demokracją czy fundamentalizmem). Można też pytać, na ile pustki w kościołach oznaczają powszechną niewiarę. Ja sądzę, że pojawienie się demokracji powoduje odpływ od wiary tylko tam, gdzie religijność łączyła się z autokracją. Nie ma tego problemu tam, gdzie religijność łączyła się z buntem i budową demokracji. Myślę, że w miarę jak zatrze się pamięć o religijnej autokracji, demokracje powrócą do wiary. Oczywiście, fatalną robotę robi tu Watykan, świecąc całemu światu przykładem tępej i ohydnej religijnej autokracji, tyranii splecionej z religią w niemal nierozwiązywalną jedność. Oni robią wszystko, żeby ta pamięć się nie zatarła. Oni robią wszystko, żeby odstraszyć demokrację od wiary. 
Co nie zmienia faktu, że państwo ma być świeckie. Przypuszczam, że Bóg też woli takie niż Watykan. 

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.34433 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273