Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni? Podwyżka cen
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Edward Stachura, Piosenka dla robotnika rannej zmiany
Advertisement
Remontowe remanenty (część 1) Drukuj
Tomasz Piątek   
17.07.2009
Remont w moim mieszkaniu trwa i przez jakiś czas nie mogłem pisać. Sytuacja jest drastyczna, ponieważ kuchni nie ma, łazienki nie ma, przez jakiś czas nie było nawet totalety. Standardy higieniczne niezwykle się więc obniżyły, i nie tylko higieniczne. Tym bardziej, że nasza sąsiadka jest osobą co najmniej poszóstnie wykluczoną. Ona bieżącej wody nie ma na stałe. Skończyła 86 lat. Zajmuje się gromadzeniem śmieci i zwierząt w swojej klitce, przy czym zwierzęta te szybko upodobniają się do śmieci, a śmieci do zwierząt (zaczynają się ruszać).

Upał przez wiele dni upiorny, okna otwarte, standardy higieniczne, jak już wspomniałem, obniżone - przeżyliśmy więc inwazję pcheł dorodnych jak borówki i much wielkich jak mysikróliki. Pryskaliśmy się czym się dało, także środkami dla psów, ale mimo to mam na sobie około 60 śladów po ukąszeniach. Nasze interwencje w administracji nic nie dały, dopóki nie zagroziliśmy telewizją. Oczywiście, o tym, żeby opieka społeczna podleczyła sąsiadkę, wymyła, doprowadziła wodę i zapewniła ludzkie warunki - nie ma mowy. Osiągnęliśmy tyle, że przyszedł pan dezynsektor z trucizną. Teraz mamy chwilę odpoczynku od wesołych kłujków i bzyczków, zanim ekosystem u sąsiadki się nie odrodzi. Wykorzystuję ten moment spokoju, aby nadrobić zaległości. Bowiem kiedy u nas trwała owadzia apokalipsa, w polskiej sferze publicznej też działo się coś podobnego. Również owadziego i apokaliptycznego. Dlatego w tym felietonie spróbuję dokonać hurtowej dezynsekcji na wszystkim, co ostatnio bzyczało.

Nasza sąsiadka podobno była kiedyś poetką. Jest więc dobrym przykładem tego, jak bardzo artystycznie i surrealistycznie wygląda starość człowieka kultury w Polsce. A może być jeszcze ciekawiej, ponieważ w wojnie Polski z kulturą my, Polacy, odnosimy coraz większe sukcesy. Platforma Obywatelska zapowiedziała likwidację kultury jako takiej oraz mediów publicznych jako takich. Przeciwko temu zaprotestowali Wielcy Wybitni Artyści. Jeszcze niedawno wystarczało jedno ich słowo, aby obalić dowolnego ministra kultury. A teraz - nic. Tusk przez rok nie raczył się spotkać z Agnieszką Holland. Po co spotykać się z kimś, kto nie ma nawet jednego banku? Wielcy Wybitni Artyści po 89 roku byli potrzebni, żeby uspokajać inteligencję, firmować politykę neoliberalną i opowiadać o skoku cywilizacyjnym, który nas czeka. Teraz, po 20 latach tego nieustającego skoku, inteligencji już nie trzeba uspokajać, bo jej nie ma. I Wielcy Artyści są o kant dupy potłuc. Krasula zdechła, więc pastuszek fora ze dwora.

Cała ta sprawa miała jednak jeden pozytywny efekt: na portalach internetowych pod tekstami o kulturze pojawiły się nagle komentarze! Dużo komentarzy! Do niedawna informacja: „reżyser Paweł Sala chce nakręcić film o młodocianych mordercach” mogła liczyć na jeden standardowy komentarz typu: „olaboga, zakazać, degenerat kręci o degeneratach”. Teraz nagle takich komentarzy jest dwadzieścia. Nadal jest w nich mowa o degeneratach, oczywiście, ale także o podatkach, a obok „zakazać” pojawia się milej brzmiące „nie finansować”.

Najwyraźniej protesty artystów skrzyżowały się i zderzyły z pewną partyjną dyrektywą, którą cytuję w następnym akapicie. Jeśli ktoś wątpi o jej autentyczności, niech sobie wejdzie tutaj.

Drodzy Młodzi Demokraci,
Sekretarz Generalny Platformy obywatelskiej Grzegorz Schetyna zwrócił się do nas z prośbą o utworzenie grupy ds. monitoringu sieci. Nie muszę chyba przedstawiać i tłumaczyć jak wiele dla Stowarzyszenia znaczy prośba z tej strony. To również kolejny gest ze strony Platformy Obywatelskiej, który ma na zadaniu sprawdzić naszą lojalność i faktyczną siłę organizacyjną. WSZYSTKIE RĘCE NA POKŁAD! Praca grupy ds. monitoringu sieci miałaby polegać na dodawaniu na kilkunastu największych polskich portalach (WP, Onet, Gazeta, Dziennik, Interia) komentarzy życzliwych Platformie Obywatelskiej - nie wdawanie się w dyskusję i prowadzenie programowych dyskusji (z własnych obserwacji zapewne zauważyliście, że szkoda na to czasu).
(…)
Dariusz Słodkowski
Zastępca Sekretarza Generalnego
Sekretariat Generalny Stowarzyszenia „Młodzi Demokraci”

No właśnie, po cholerę nam dyskusje. Jeszcze ktoś od nich zmądrzeje, albo jakaś kultura nam się tu zalęgnie. Lepiej wszystko załatwić słowem „gniot”. Wprowadzenie tego pojęcia do debaty publicznej jest wielkim sukcesem lingwistycznym Platformy. Gniotem jest każda produkcja kulturalna, która sama się nie sfinansowała i sama się sobie nie zwróciła na bazie uprzednio przygotowanego planu marketingowego uwzględniającego rozrywkowe zapotrzebowanie precyzyjnie określonych grup ludności dysponujących odpowiednią gotówką. Gniotem jest więc „Siódma pieczęć” Ingmara Bergmana, gniotem jest „Jądro ciemności” Conrada, gniotem są obrazy Van Gogha, Gauguina i Cezanne’a. W Polsce gniotów nie będzie.

To tyle o kulturze, no bo kogo w końcu obchodzi kultura.  

W „Rzeczypospolitej” katolicy Artur Bazak i Mateusz Matyszkowicz opublikowali artykuł pod tytułem: „Z głodu narkotycznego nikt nie umarł”. Już sam tytuł wskazuje, że panowie piszą o czymś, na czym znają się jak gęś na marmoladzie.

Nauka, medycyna i terapeutyka światowa - np. Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy (AMA), amerykańska Narodowa Rada ds. Alkoholizmu i Narkomanii (NCADD), Europejskie Towarzystwo Biologii Molekularnej, kompendia i encyklopedie medyczne, a także ruch Anonimowych Narkomanów - uznaje, że uzależnienie jest chorobą podstawową. To znaczy, że jest to choroba, która powoduje inne choroby, problemy i urazy, fizyczne i psychiczne. Głód narkotyczny opisywany jest przez medycynę jako obsesja i kompulsja, czyli przymus myślenia o narkotykach i przymus ich brania. Ten przymus powoduje, że ludzie na przykład przedawkowują, bo głód zmusza ich do wzięcia jak największej porcji narkotyku - nawet, gdy jest to zagrożeniem dla ich życia. Ten głód sprawia, że ludzie zabijają. Albo kradną i podczas ucieczki wpadają pod samochód. Albo popełniają samobójstwo. Z głodu narkotycznego umierają miliony ludzi.

Podstawą terapii jest uznanie tego przymusu. Narkoman musi przyznać się: tak, jestem bezsilny wobec tego impulsu. Jeżeli mówię sobie, „to moja decyzja, biorę bo chcę, bo jest mi z tym fajnie”, to się oszukuję. Żeby w ogóle próbować ucieczki z tego psychicznego obozu koncentracyjnego, jakim jest narkomania, trzeba najpierw przyznać, że ten obóz jest i że są druty.

Niestety, dla opinii publicznej nawet oficjalne ustalenia medycyny i wieloletnie doświadczenie terapeutyczne nie mają znaczenia. Dominująca ideologia wypiera je ze świadomości powszechnej. Powszechny przesąd mówi, że narkoman sam podejmuje decyzje i sam jest sobie winien. Trzeba wysiłku, żeby wystąpić przeciwko temu przesądowi.

Ale uwaga: katolicy Bazak i Matyszkowicz także w tym przypadku są mądrzejsi. Mają swoje pojęcie o uzależnieniu, „lepsze” od medycznego - i mają też swoje pojęcie o wysiłku. Piszą tak: „Język moralności, ufundowanej na chrześcijańskiej antropologii, zastępuje się językiem praw człowieka, które interpretowane są przez pryzmat lewicowych i liberalnych ideologii. Wszystkie lewicowe postulaty opakowane są w zestaw pojęciowy miły dla ucha współczesnego człowieka wrażliwego na cudzą biedę i niechętnego do wysiłku moralnej oceny, która mogłaby innego obrazić albo, nie daj Boże, naruszyć jego godność.”

Aha. Czyli wrażliwość na cudzą biedę to nie jest wysiłek. Bronienie człowieka umierającego od potwornej choroby, wykluczonego, dręczonego przez innych, więzionego, bitego, umierającego na ulicy - to nie jest wysiłek. Wysiłkiem, i to moralnym, jest natomiast potępić takiego człowieka i naruszyć jego godność. Ciekawe pojęcie o moralności mają katolicy Bazak i Matyszkowicz. I ciekawe, co na to Jezus.

Ale chyba niepotrzebnie próbuję ich zawstydzić. Panowie B. i M. najwyraźniej niczego się nie wstydzą, skoro bez żadnych problemów stosują w swoim tekście zarówno jaskrawe kłamstwo, jak mgliste gołosłowie. O wspólnocie Cenacolo, znanej z drastycznych metod „terapii” (inwigilacja 24 godziny na dobę, przez lata nie wolno nawet przeczytać książki) B. i M. piszą tak: „To taki katolicki odpowiednik Monaru, w którym narkomani żyją we wspólnocie jak w zakonie, wykonując proste prace, wspólnie żyjąc i poświęcając się modlitwie. Wiele świadectw mieszkańców Cenacolo oraz dziesiątków innych podopiecznych organizacji, prowadzonych przez Kościół lub z Kościołem jakoś związanych (jak Agape czy Wspólnota Betania), dowodzi skuteczności metody abstynencyjnej, którą za rzekomo oderwany od rzeczywistości idealizm krytykuje lewica”.

Jasne. Wiele świadectw członków sekty Mansona dowodzi, że w sekcie Mansona było im wręcz czarownie. Co to w ogóle znaczy: „Wiele świadectw dowodzi”? Parę liczb poproszę - i nie ze źrodeł katolickich, tylko niezależnych. Ile osób po wieloletniej terapii abstynencyjnej zachowuje trzeźwość? Ile osób terapia abstynencyjna odstrasza od jakiejkolwiek terapii? Ile osób zginęło z powodu braku terapii substytucyjnej? Ja widziałem różne statystyki. Ale większość z tych, które widziałem, mówi że 20% ludzi, którzy podejmują terapię abstynencyjną, zachowuje trzeźwość. Co z pozostałymi 80%? Katolicyzm panów Bazaka i Matyszkowicza każe pewnie naruszyć ich godność poprzez wyrzucenie na śmietnik albo wsadzenie do więzienia. Ale Ewangelia każe inaczej.

Czytaj więcej: „Remontowe remanenty (część 2)”.

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
bazmil   |28.07.2009 04:50:41
Witam spowrotem panie Tomaszu! Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Teskt
jak zwykle na wysokim poziomie. Wnioski i analizy trafne. Jednym słowem czyta
się z przyjemnością!
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache