Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Pstryk i buch Drukuj
Tomasz Piątek   
23.09.2009
Co to znaczy: „Pstryk i buch”? Ano to, że zamiast świecić, „Lampa” zaczęła strzelać.

Pismo „Lampa”, kierowane przez Pawła Dunina-Wąsowicza, wydawało mi się zawsze nie tylko najbardziej poczytnym, ale także najbardziej bezstronnym z polskich pism literackich. PDW publikował, a także analizował każdego: od lewaka do Łysiaka. Nawet jeśli nie znosił autora, a książka mu się spodobała – to pisał entuzjastyczną recenzję. To budziło szacunek.

Najwyraźniej jednak okazało się, że krytycy apolityczności i aideologiczności mają trochę racji: wszelka bezstronność ma swoje granice – a właściwie ostre krawędzie, najeżone ideologicznymi ząbkami.

Od dwóch miesięcy „Lampa” prowadzi ostry ostrzał „Krytyki Politycznej”. W lipcowo-sierpniowym, wakacyjnym numerze „Lampy”, Piotr Paziński opublikował tekst: „Krytyka Krytyki”. Omawia w nim książkę Polityka literatury. Przewodnik Krytyki Politycznej – i zarzuca KP sprowadzanie literatury do poziomu propagandowo-publicystycznej agitki.

Paziński pisze tak: „Szef KP, Sławomir Sierakowski, bez zbędnych ceregieli wyrzuca do kosza wielką część współczesnej literatury. Utyskuje, że oto szkodliwą normą stały się ironia i antyprogramowość, które, o zgrozo, świadomie bądź nieświadomie służą utrwaleniu liberalnego ładu […]. O tym, jak bardzo instrumentalnie Sierakowski traktuje literaturę, świadczy jego tekst o Wojnie polsko-ruskiej Doroty Masłowskiej. Literacki eksperyment, owoc niesłychanej inwencji językowej młodej pisarki i jej obserwacyjnego talentu, został – jak większość książek, którymi autorzy przewodnika KP Polityka literatury raczyli się zająć – sprowadzony do krytyki stosunków społecznych […]. Skądinąd Sierakowskiemu jakoś nie przychodzi do głowy, iż z polską literaturą może być całkowicie odwrotnie: oto książki «letnich» autorów, bawiących się formą, «jałowo» eksperymentujących z językiem albo szukających najdogodniejszych form ekspresji dla własnej wyobraźni okazały się znakiem wytchnienia”.

Według autora „Lampy” Sierakowski niesłusznie gromi „pogrobowców Młodej Polski, gnuśnych, zadowolonych z siebie zwolenników sztuki dla sztuki, literatury integralnej, wyrwanej z kontekstów społecznych, elitarnej itd.”. Dalej Paziński zajmuje się innymi literaturoznawcami związanymi z KP. Oskarża Elizę Szybowicz o stalinizm: „Pryncypialne zwalczanie pisarza z pozycji klasowych i takież czytanie jego rodzinnej sagi jakoś nieprzyjemnie przypomina minione czasy” (chodzi tu o przeprowadzoną przez Szybowicz analizę powieści Lala Jacka Dehnela). Ale dla Pazińskiego najgorszy jest Stokfiszewski, który „wojuje publicystycznym łomem”.

Podsumowując, swobodnemu pięknu zagraża SSS, Sierakowski-Szybowicz-Stokfiszewski, trójca politruków, której patronuje czwarte S, czyli Stalin. Do merytorycznych zarzutów Pazińskiego odniosę się później – powiem tylko, że trochę mnie dziwi, jak łatwo mu (i nie tylko jemu) przychodzi żonglowanie takimi zniesławiającymi etykietkami-aluzyjkami. Czy Eliza Szybowicz kogoś rozstrzelała? Czy po jej tekście Dehnel stracił pracę? UB przypiekało mu żebra lutownicą? To, że w Polsce analizę społecznego backgroundu tekstu i autora uprawiano głównie za Stalina, nie znaczy, że każdy, kto to robi, jest stalinowcem. Na Zachodzie taką analizę nadal uprawia bardzo wielu krytyków, wcale niekoniecznie komunistów. Jest to jedna z wielu możliwych dróg dociekania i Eliza Szybowicz akurat taką sobie wybrała. Jest różnica między dociekaniem a przypiekaniem.

W ostatnim, wrześniowym numerze „Lampy” ofensywa trwa. Najpierw wypowiada się Andrzej Stasiuk: „Gdyby ktoś kiedyś nazwał moje książki postępowymi albo, nie daj Boże, zaangażowanymi społecznie, poczułbym się jak ostatni dupek, jak jakiś lamus. Wolałbym zesrać się w gacie niż zostać pisarzem społecznym albo postępowym. Przypomina mi się, jak zapytany kiedyś o literaturę zaangażowaną Borges odpowiedział, że kojarzy mu się z czymś w rodzaju jeździectwa protestanckiego. Całe to napięcie nowej lewicy w kierunku zideologizowania literatury oznacza cofnięcie się do Naszej szkapy i Anielki. Więc bez jaj. Nie ma żadnej literatury zaangażowanej. Zaangażowana jest najczęściej do dupy. Cały postęp i literatura zaangażowana to ściema ludzi bez talentu”.

No cóż, od razu chce się odpowiedzieć Stasiukowi na wszystkie możliwe sposoby naraz. Zapytać, czy Orwell był człowiekiem bez talentu (napisał przecież, że nie ma pisarza bez przesłania, że każda sztuka jest propagandą, chociaż nie każda propaganda jest sztuką). Warto by też przypomnieć Stasiukowi, że sam wierzy w postęp w literaturze, tyle że polegający na jej narastającej liberalizacji i deideologizacji (inaczej by nie mówił, że cofamy się do Naszej szkapy). Chciałoby się wreszcie powiedzieć, że w XVII wieku, podczas wojen religijnych, protestanckie jeździectwo było bardzo postępowym czynnikiem… Ale nie ma na to czasu, bo „Lampa” nadal naciera, ostrzeliwując lewicę ze wszystkich stron. Anna Marchewka w tekście Upokorzeni bardzo emocjonalnie atakuje Przemysława Czaplińskiego i jego książkę: Polska do wymiany, za to, że „w trakcie spajania powstałych w różnych momentach tekstów ważniejszy stał się koncept, nawoływanie do rewolucji […]. I gdzieś wśród tych nawoływań gubią się teksty literackie – stają się pretekstem bardziej niż pre-tekstem”. Skądinąd sympatyczny Łukasz Saturczak narzeka: „Czy teraz wszyscy będą pisać o tożsamości narodowej, uprzedzeniach i głupocie Zachodu, aby zgarnąć laury?”. A zaprzyjaźniony z „Lampą” Krzysztof Varga na łamach „Gazety Wyborczej” wyśmiewa Stokfiszewskiego jako tego, który chce posłać liberałów do piachu. Jest to ta sama praktyka, którą Paziński zastosował wobec Szybowicz – tyle że Paziński robił to na smutno, a Varga robi to na wesoło. Ale wesoło się od tego nie robi.

Co ja mogę na to wszystko powiedzieć? Ja się z wami, panowie i panie latający dookoła „Lampy”, zasadniczo zgadzam. Zasadniczo - czyli w kwestiach zasadniczych, nie personalno-wyzwiskowych. Tak, macie rację, piękno jest święte, ekspresja jest święta, sztuka jest święta. Mówienie o tym, że sztuka ma być wolna, że jej najwyższym celem ma być piękno, przeżycie, wstrząs – to wszystko mile brzmi dla moich uszu.

Tylko jakoś tak się składa, że zwolennicy sztuki dla sztuki przeważnie nie robią dobrej sztuki. Literatura tworzona dla samej literatury zwykle okazywała się kiepską albo, co gorsza, nudną literaturą. Literatura tylko wtedy staje się zajmująca, tylko wtedy jest w niej ogień i życie, kiedy autor bardzo w coś wierzy, albo bardzo w coś wierzą bohaterowie.

Dlatego jestem wielkim zwolennikiem ideowości w literaturze. Nie dla dobra ideowości, nie dla propagowania idei – tylko dla dobra samej literatury. Literatura jest dzisiaj zjawiskiem społecznie marginalnym, jej wartość propagandowa jest znikoma, nawet jeśli chodzi o oddziaływanie na elity. Ale niezależnie od tego, czy naszą opowieść czytają miliony, czy setki, opowieść o wierze lub o wiarach jest zawsze ciekawsza niż opowieść o obojętności, lekkim zwątpieniu, znudzeniu…

Ten, kto pisze o człowieku wierzącym, ideowym, walczącym, ten rzeźbi w konkrecie - w kamieniu. Ten, kto pisze literaturę dla literatury, rzeźbi w powietrzu. Rzeźba powinna być piękna, taki jest jej cel. Ale nie może być pięknie wyrzeźbiona w powietrzu, bo wtedy jej nie ma.

To, co tu napisałem, to są rzeczy dla mnie oczywiste. Pewnie nie tylko dla mnie. Ale jakoś tak się dzieje, że w całej naszej literacko-politycznej polemice zapomina się o tych oczywistych rzeczach. Dzielimy się od razu na politruków i estetów. Ginie w tym literatura, która jest przecież nierozszczepialnym związkiem ideowości i ekspresji, wiary i piękna.

Rozumiem, że przyczyną takiej sytuacji może być zamęt myślowy, w jakim wszyscy żyjemy. Jakoś tak jest, że artystów bardzo, bardzo mocno ideowych, wierzących, przedstawia się nam dzisiaj jako dekadentów, oderwanych od problemów życia codziennego, tworzących sztukę dla sztuki w poszukiwaniu abstrakcyjnego piękna. Zapytajmy: dekadent, esteta? A nawet bardzo wykształcony rozmówca odpowie: Baudelaire, Oscar Wilde. Tymczasem Baudelaire był człowiekiem wręcz podwójnie ideologicznym - jako anarchosatanista i jako fanatyczny katolik. Jego obsesją był bunt, bunt jednostki, bunt ciała, bunt wykluczonego, bunt nędzarzy - i pragnienie wpisania tego buntu w normalną, szacowną egzystencję mieszczańską, przy pełnej świadomości, że takie wpisanie jest niemożliwe. Mimo to, próbował go dokonać na różne sposoby. Mówił: „Krzyczę: Niech żyje rewolucja - tak, jakbym krzyczał: Niech żyje kara”.

A Oscar Wilde był po prostu socjalistą, sam o tym pisał i to bardzo wymownie. Dzisiaj mówi się o nim tak, jakby był czcicielem martwych przedmiotów, pięknych waz. A przecież Wilde walczył nie o jakieś martwe, abstrakcyjne piękno pozbawione związku z człowiekiem - tylko o moment zachwytu w życiu człowieka. Uznał, że każdy ma prawo do zachwytu - i dlatego każdy ma prawo do bezpieczeństwa socjalnego, do zapewnionego kawałka chleba. Po to, aby strach i głód nie odrywały ludzi od zachwytu, od przeżywania piękna istnienia, od rozwijania własnej osobowości. W ten sposób estetyzm doprowadził estetę do socjalizmu. A socjalizm do kaźni - do kaźni bez przenośni, ponieważ po uwięzieniu pisarza funkcjonariusze więzienni przez blisko rok znęcali się nad nim fizycznie. W naszych czasach widzi się Wilde’a tylko i wyłącznie jako męczennika homoseksualizmu. Tymczasem jego najlepszy biograf, Hesketh Pearson, pisze, że arystokracja brytyjska i klasa rządząca wybroniłaby Wilde’a przed więzieniem za homoseksualizm („w końcu, milordzie, to nic więcej jak tylko słabostka”), gdyby nie to, że była na niego wściekła za książkę Dusza człowieka w socjalizmie. Ciekawe, że ten aspekt procesu Wilde’a jest dzisiaj pomijany.

To tyle ode mnie. Pragnę uspokoić „Lampę”: nikt tu nikogo nie zamierza prześladować. Tylko krytykować – a to co innego. I chyba sam Paweł Dunin-Wąsowicz się zgodzi, że jest co krytykować. Polska literatura na pewno potrzebuje więcej życia. A życiem duszy jest wiara.

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
maciej   |23.09.2009 13:46:48
To odnośnie ataku "Lampy":
"Mówił, że ogół ludzi często umyślnie
rzuca oszczerstwa na ludzi od siebie silniejszych, by ich wciągnąć do walki
łudząc się, że będą uchodzić za równych im i podobnych, jeżeli sami usłyszą od
nich tego rodzaju zarzuty" Kasjusz Dion.
Odnośnie zaangażowania literatury
ciekawe poglądy mają w "Lampie". Ciekawe, co by na to powiedział Stefan
Żeromski.
Pan Dunina pamiętam jeszcze z programu o książkach i moje wrażenie
było negatywne jak się okazuje najważniejsze jest pierwsze wrażenie.
rebelle  - @ maciej   |23.09.2009 14:45:39
Wilde by powiedział: "Zawsze należy sądzić po pozorach". :)
kot   |23.09.2009 14:56:12
Oj brakowało Piątka!Jego mocy i zaangażowania: siły przekonań i środków wyrazu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86851 Seconds