Proszę państwa, oto miś. Miś jest niegrzeczny dziś. Jak zawsze, zresztą. Bo to jest miś na miarę naszych marzeń i naszych możliwości. A może nie miś, tylko kaczor. Chociaż właściwie Donald. Nie ma zresztą różnicy, czy Donald, czy kaczor. Jak była wrona, było mniej więcej to samo.
Świadomość, że głos z radia i telewizji mówi także do mnie i że mogę go słuchać, pojawiła się u mnie około szóstego roku życia. Słowem, które wtedy najczęściej słyszałem, było „kryzys”. Słowa „kryzys” i „Polska” były nieustannie kojarzone i wspólnie odmieniane. Władza mówiła, że w związku z kryzysem musimy zacisnąć pasa. Zaciskanie pasa polegało na tym, że masła na przykład nie było, a twaróg drożał o 10%.
Rosłem i rosłem, a kryzys wciąż trwał. Wreszcie stało się dla mnie jasne, że jest on wynikiem systemu, w którym żyję i w którym nie ponosi się odpowiedzialności za nieodpowiedzialność, ponosi się natomiast odpowiedzialność za krytykowanie systemu.
Dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy system przeżył kryzys definitywny i upadł. Niestety, pierwszy premier, który rządził w nowym systemie, zapowiedział wielkie zaciskanie pasa. Spowodowane oczywiście przez kryzys poprzedniego systemu. Przyjąłem to ze zrozumieniem.
Miesiące mijały i lata, a ja przez cały czas słyszałem, że trzeba zacisnąć pasa, aby dogonić świat. Potem, kiedy dogoniliśmy świat na tyle, aby stać się częścią globalnego wyścigu, dowiedziałem się, że teraz to naprawdę musimy zaciskać pasa, bo przecież nie doganiamy już świata, tylko Malezję i Maltę. Później okazało się, że za 10 lat mamy szansę dogonić Grecję, więc od razu zrobiłem sobie na pasku kilka dodatkowych dziurek.
Wreszcie przyszedł czas z dawna wyczekiwany. Cały świat ogarnął kryzys. Całą Europę ogarnęła recesja. A Polski nie! Jako jedyni mieliśmy w Europie wzrost gospodarczy! I nawet „The Economist” nas pochwalił, stwierdzając z niejakim zdziwieniem, że Polska jest szóstą co do wielkości gospodarką w Europie. Nie wiem, jak oni to liczyli, ale zawsze sukces. Wreszcie to my idziemy do przodu, wreszcie to my wyprzedzamy, wreszcie to my najszybciej wypracowujemy bogactwo! Warto na to było czekać. Trzydzieści lat.
W tym momencie na scenę wychodzi premier. I co mówi? Mówi, że w związku z tymi wspaniałymi wynikami, nadchodzi czas zaciskania pasa.
W oświadczeniach rządowych mowa jest o zmniejszaniu tzw. wydatków sztywnych, o likwidacji emerytur mundurowych. To oznacza zmniejszenie nie tylko bezpieczeństwa socjalnego, którego zresztą i tak nie było, to oznacza zmniejszenie bezpieczeństwa w ogóle. Do policji trafia i tak coraz gorszy materiał ludzki. Jeżeli odpadną lenie, to zostaną sami psychopaci. No bo w tej chwili jedyną atrakcją bycia policjantem jest to, że można kogoś pobić pałką. Ci, którzy woleliby dobrą pensję albo dobrą emeryturę, pójdą gdzie indziej.
Aleksander Sołżenicyn pisał, że kiedy pytało się komunistę, dlaczego w sowieckiej ojczyźnie wolności nie ma wolnych wyborów, odpowiedź brzmiała: „A wrogie otoczenie? A poważna sytuacja?’. I za pięćdziesiąt, i za sto lat będzie tak samo, stwierdzał Sołżenicyn. I jak widać, niewiele się pomylił.
U nas za pięćdziesiąt lat i za sto lat będzie zaciskanie pasa. Przez „u nas” rozumiem właściwie nie tylko Polskę. Kiedy mieszkałem we Włoszech, każdy nowy premier, radośnie machając ludowi z ekranu telewizora, zapowiadał zaciskanie pasa.
Oczywiście, każdy ekspert od konsumpcji statystycznej powie nam, że dzisiaj polskie zaciskanie pasa jest o wiele mniej bolesne niż kiedyś… Jak dla kogo. Dla najbiedniejszych może być nawet gorsze. Dlatego nie pocieszajmy się, że jest nam lepiej niż kiedyś. Z zasadniczego punktu widzenia co się różni? Władza nam zaciska, a my znosimy. Różni się to, że teraz pokornie znosimy.
To może pocieszymy się tym, że u nas jest lepiej niż w Rosji? Tam nawet nie zapowiadają zaciskania pasa, bo tam wiadomo, że zaciskanie pasa było, jest i będzie. Proszę państwa, oto biały miś.
Ale „Białym misiem” też nie ma się co pocieszać, bo to wyjątkowo smutna pieśń. Czy normalny człowiek może się cieszyć z tego, że sto kilkadziesiąt milionów ludzi ma bardzo źle?
Jedyne, co mogłoby nas pocieszyć i co poprawiłoby naszą kondycję, a może i kondycję premiera, to wprowadzenie pasa konstytucyjnego. Pas ten byłby komisyjnie nakładany na premiera i przypominałby pas cnoty pod tym względem, że byłby zamykany na kłódkę, na opieczętowaną kłódkę. Ten pas byłby zdejmowany z premiera tylko na noc i do kąpieli: po odespaniu względnie wytarciu premiera ręcznikiem, byłby zakładany znowu. Za każdym razem, kiedy premier zaciskałby pasa społeczeństwu, specjalna komisja zaciskałaby mu pasa o jedną dziurkę bardziej. Założę się, że reżim finansowy od razu zostałby poluzowany.
Pas konstytucyjny to najlepsze wyjście. Bo jak nie, to trzeba będzie zdjąć pasa i premierowi przylać.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyt...
W ostatnich dniach minister Zdrojewsk...