Na forum “Krytyki Politycznej” trwa wielowątkowa dyskusja na temat ideologicznych pokrewieństw między dwoma ideologiami na “N”: nazizmem i neoliberalizmem. Kult siły, gloryfikacja sukcesu, głoszenie prawa silniejszego do nieprzejmowania się słabszym… Wszystko to sprawia, że Balcerowicz jawi się jak młodszy i słabszy kuzyn Hitlera w okularach. Od czasu do czasu podnosi się głos z krainy łagodności - a może i rozsądku – który próbuje uspokoić dyskusję. Że niby neoliberalizm nie jest nazizmem, tylko znieprawionym, znikczemniałym i plastikowo zmutowanym liberalizmem, więc nie przesadzajmy. Przecież w kwestii walki o prawa homoseksualistów (na przykład) można się z neoliberałami dogadać. Co z nazistami na pewno by się nie udało, szczególnie po Nocy Długich Noży i wymordowaniu wszystkich homoseksualistów z nazistowskiej wierchuszki.
Ja czasem chciałbym posłuchać tego głosu rozsądku. Niestety, nie mogę. Ledwo próbuję zwrócić się z pocałunkiem pokoju w stronę rządzącego Polską i światem plastikowego bałwana, ten pluje mi w twarz kolejną porcją płynnego plastiku. I niestety, jakoś ciągle jest to plastik-swastik.
W Polsce, rządzonej przez Polską Zjednoczoną Partię Neoliberalną (tzw. Platformę Obywatelską) wchodzą w życie zmiany przepisów drogowych. Uwaga: prawo jazdy dostaną czternastolatki! Ale nie na wszystkie samochody, oczywiście. Dziecko będzie mogło prowadzić wyłącznie specjalne samochody. Odpowiednio zabezpieczone, odporne na wypadki, trudne do zmiażdżenia, masywne? A gówno. Dokładnie odwrotnie. Dziecko dostanie prawo jazdy – ale będzie mu wolno jeździć wyłącznie malutkim autkiem typu Microcar, takim maluszkiem, który przy normalnym samochodzie jest jak mysz przy kocie. Miłego chrupania (pokruszonych kości). Oczywiście, ustawodawca zapewnia, że to dobry wybór, bo Microcar nie osiąga większej szybkości niż 45 kilometrów na godzinę. Na forach internetowych już trwa dyskusja o tym, jak się tuninguje takiego Microcara, żeby osiągnął przynajmniej 200 km/h – ale załóżmy nawet, że stuningować Microcara się nie da. I wyobraźmy sobie taką sytuację. Jedzie sobie typowy polski kierowca z klasy średniej, powiedzmy, w BMW. Jest godzina 15, właśnie skończyły się lekcje w szkołach, więc gówniarstwo wychynęło na szosy. Przed naszym kierowcą wlecze się jedenaście Microcarów, jadących 45 km na godzinę. Co robi rodak w BMW? Ano wyprzedza, najlepiej wszystkich na raz. A jak coś się nie uda? Będzie na gówniarzy, przecież wiadomo, że oni nie umieją jeździć: jakby co, to ich wina. Czyż nie widać tu jasnej paraleli i parenteli między neoliberalizmem a nazizmem? Naszym biologicznym skarbem przyszłości jest młodzież. A najwyraźniej neoliberalizm chce wygubić naszą młodzież przez holokaust uliczny. Gdzie Kaczyński? Czemu nie protestuje przeciw ewidentnie germańskiej intrydze, za którą zapewne stoi dziadek z Wehrmachtu?
Żartuję, oczywiście. Za pomysłem “malucha dla malucha” czyli mikrosamochodu dla dziecka, nie stoi germańskie pragnienie wygubienia Słowiańszczyzny. Chodzi o coś innego. Chodzi o to, żeby przełamać kolejną barierę, zaoferować ludziom następny owoc zakazany. Owoc zakazany zawsze dobrze się sprzedaje, szczególnie, gdy sprzedaje się go gówniarzom. Seks jest już z grubsza dostępny czternastolatkom, narkotyki też, alkohol właściwie bez przeszkód, to dajmy im teraz jeszcze do ręki kierownicę. Na pewno będzie popyt, a to ożywi branżę, rynek, gospodarkę. Amerykanie mówią na coś takiego: New Frontier. Czyli “Nowy Dziki Zachód”.
Czyżbym był więc gotów stwierdzić, że neoliberalizm i nazizm to dwie zupełnie różne sprawy, że kult kasy i kult siły nie mają ze sobą nic wspólnego?
Nie do końca. Kult kasy na pewno jest jakąś formą kultu siły - i o tym można byłoby przeprowadzić bardzo długą, zasadniczą dyskusję. Ogólne pokrewieństwo, wspólne korzenie dwóch ideologii to wielki temat. Jeśli jednak ktoś jest zainteresowany bliższymi, bardziej szczegółowymi pokrewieństwami, to też je znajdzie. W dalszych zmianach naszego prawa drogowego, na przykład. Tu Hitler tkwi w szczegółach.
Nie dajmy się zwieść pozorom, proszę państwa. Rządzący nami neoliberałowie ganią nazistowskie zapędy katolickich karłów z PiS-u. Zapewne słusznie. Ale to rządzący nami neoliberałowie w sposób cokolwiek nazistowski chcą wyeliminować z naszego życia wszystko to, co słabsze, albo przynajmniej bardziej wrażliwe. To Platforma likwiduje: z jednej strony przywileje (bardzo skromne) dla dyslektyków, a z drugiej… biblioteki! Drogi obywatelu, nie ludzi czytać? Albo lubisz za bardzo? W jednym i w drugim wypadku zostaniesz wyrzucony na śmietnik. Można więc odnieść wrażenie, że Platforma jest po nazistowsku wroga wszelkim odmieńcom. Pewnie, powie ktoś, to tylko wrażenie, to dorabianie ideologii do przejściowych wygibasów sprzedajnej partii, która znalazła się w kłopotach ideologiczno-finansowych… Ale niestety, to nazi-wrażenie potwierdza się bardzo, na przykład kiedy czytamy o zmianach w przepisach drogowych.
Jakie to zmiany? Oto jedna z nich: prawa do prowadzenia pojazdów mają być pozbawione raz na zawsze osoby uzależnione.
Oczywiście, na pierwszy rzut oka wygląda to sensownie: nikt w pijanym ani naćpanym widzie nie będzie rozjeżdzał się po ulicach. Ale w jaki sposób lekarz wydający prawa jazdy ma stwierdzić, czy ktoś jest uzależniony?! We wczesnym stadium uzależnienia nikt nie pójdzie na badanie ani pijany, ani naćpany – bo we wczesnym stadium chory kamufluje się dobrze i umie jeszcze robić przerwy. Za to w zaawansowanym stadium uzależnienia żaden chory nie pójdzie na takie badanie, bo w zaawansowanym stadium uzależnienia żaden chory nie stara się o prawo jazdy. Stara się wyłącznie o flaszkę/działkę.
Kogo więc będzie dotyczyć ten paragraf? Ano wyłącznie tych, którzy niezależnie od kwestii prawa jazdy zarejestrowali się już jako uzależnieni. Czyli tych, którzy kiedyś poszli na jakąś terapię, spróbowali się leczyć. Część z nich osiągnie trzeźwość. Ale to właśnie im zostanie odebrane prawo jazdy – no bo już raz się zgłosili jako uzależnieni, mają przerąbane.
Ktoś, kto nigdy się nie leczył, będzie rozbijać się po pijaku czy po naćpaku, niosąc śmierć sobie i otoczeniu – ale temu komuś nie zabiorą prawa jazdy. Zabiorą je temu, kto próbuje coś ze sobą zrobić – i dodatkowo utrudnią mu sytuację życiową. Bo uzależnionemu trudno jest znaleźć pracę, nawet po wytrzeźwieniu. Trudno jest wyjaśnić przerwy w CV, trudno jest opowiedzieć prawdziwą historię swojego życia… A nawet jak się trafi ludzki pracodawca, to bardzo często okazuje się, że w pracy niezbędny jest samochód.
Jak widać, ludzki pracodawca nie wystarczy. Potrzebny jest ludzki ustawodawca. Ale takiego nie ma. Chcesz poprawić swój los? Nie poprawisz. Jesteś śmieciem i twój los będzie zawsze losem śmiecia – tak po nazistowsku mówi panujący nam neoliberalizm.
Dlatego nie wiem, jak nazwać ideologię Platformy Obywatelskiej. Dlatego nie wiem, jak nazwać neoliberalizm. Przecież ani to szczególnie neo, nowe (już od kilkudziesięciu ładnych lat straszy na całym świecie), ani nie ma nic wspólnego z libertas, wolnością. Równie dobrze można byłoby to nazwać starotyranią. Albo średniochujstwem. Albo plastfaszyzmem, faszyzmem plastikowo-plastusiowym. Albo platfaszyzmem, czyli faszyzmem płaskim. Bo przypominam – pisałem już o tym kiedyś - że Platforma znaczy Płaski Kształt.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...