|
O inwestorze! Na przykład w Łodzi,
Którą już Głodzią nazwać się godzi,
Od lat trzynastu trwa wciąż recesja,
Gruzem się staje piękna secesja,
Wszyscy wołają: przyjdź, inwestorze
Ty uratować Łódź przecież możesz.
No i przychodzi. Zabytki burzy,
Zabytek jakoś jemu nie służy,
W miejscu zabytków – ohydne klocki
Jakby robota giganta nocnik.
Mówią: „Co z tego? Pieniądze jego!“.
Jego pieniądze? Wała takiego!
On chce je wyssać z budżetu miasta.
Poważny biznes groszem nie szasta,
Tylko go cycka w szwindlu intratnym,
Czyli partnerstwie publi-prywatnym.
„Ale przynajmniej da ludziom pracę?…“
Że niby co da? Naiwnyś, facet!
Bo kto budował Manufakturę?
Po rusztowaniach kto piął się w górę?
On pensje ludzi tak nisko dusił,
Że mu to centrum – wznieśli Hindusi.
„A więc po miskę ciut większą strawy
Łódź będzie jeździć wciąż do Warszawy?“
Chyba na kucach, osiołku śliczny.
Inwestor zburzy Dworzec Fabryczny!
Miasto go przecież nie potrzebuje,
Bo z Łodzi każdy wyemigruje.
Kogo na łódzkiej widzisz ulicy?
Zostali tylko alkoholicy.
A więc Warszawa! Tak, piękna sprawa.
Tutaj dopiero są inwestycje,
Pną się do góry potężnym cyckiem.
Tutaj jest Euro! Stadion ogromny
I oczywiście też wiekopomny:
Głupotę naszą wspomną przez wieki,
Bo nawet kiedy zamkniem powieki
Wnuki na stadion będą wciąż płacić.
Przyszłość okradnie – i się wzbogaci
Ten nasz inwestor cyniczny-śliczny,
Nieważne, polski czy zagraniczny.
Biada dziś nad tym mały upiorek,
Duchowy trupek, pan GazWyborek.
Kiedyś podobno był demokratą,
Teraz niestety nie stać go na to.
Jaką na draństwo widzi receptę?
„Niech przy stadionie sklep stawi Zepter!
Niech sklep tam zaraz postawi Zara,
Sodium i Promod i Max-koszMara,
Niech McDonaldsy piętrzą się nowe:
Wszak tam być miało centrum handlowe,
Drugie wspaniałe Złote Kutasy,
Czyli mall-center najwyższej klasy.
Taki był przecież tu plan pierwotny!“
Oj, coś wypaplał upiór markotny,
I wypsnął mu się okruszek prawdy,
Trudno go przełknąć (się nie udławmy).
To inwestora ukryty Koran:
Co byś budował, stadion czy dworzec,
Szosę czy metro, przybytki Boże,
Czy centrum łódzkie festiwalowe,
Powstanie z tego centrum handlowe.
Nawet, gdy każą sklecić wygódkę,
Zrób to z ogromnym handlowym skutkiem,
Swój budowlany krzywy koszmarek
Otocz setkami „światowych“ marek:
Co zrobił głodny niewolnik chiński,
Niech tam kupuje polski fiut świński.
Stadion też będą stawiać Chińczycy,
Bo pan inwestor z groszem się liczy.
Ale nie mówmy już o igrzyskach,
Ani stadionach – tylko boiskach.
Może w Orlikach na wsi, o rety,
Zamiast tych boisk staną markety?
Jedno pytanko mam tu do Donka:
Program Orliki? Program Biedronka?
Lecz wtłoczmy sobie do naszej główki,
Że inwestorzy nie Boże krówki,
Częściej szakale, wilki i kleszcze,
Nie osiusiają nas złotym deszczem.
Przychodzi szwindlarz i gołodupiec:
„Jam jest inwestor, poważny kupiec!“.
Zamiast prześwietlić tego natręta,
My pozwalamy ssać konsumenta
I pracownika, i podatnika,
A czasem nawet ZUS-u płatnika.
Wrzód, który pływa w zgniliźnie ropy,
Ssie krew dotacji z Polski, z Europy
I nienażarty pochłania przestrzeń,
Grunty, pieniądze, i więcej jeszcze,
Surowce, wodę, prąd, gaz i zieleń,
A obywatel stoi jak jeleń
I jeśli szybko się nie obudzi,
Sprywatyzuje inwestor ludzi,
Pożre ich niczym kawior i pesto
Heros biznesu, nasz pan inwestor.
A za pieniądze, cośmy mu dali,
Możnaby szkołę przecież ocalić,
Naukę, sztukę, transport publiczny.
O, wiele rzeczy. Lepiej nie liczmy.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...