Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
O ile dobrze zrozumiałem Drukuj
Tomasz Piątek   
18.03.2010
O ile dobrze zrozumiałem, wydawnictwo nazywa się Rafael. I o ile dobrze zrozumiałem, opublikowało książkę: Santo subito. Tajemnice świętości Jana Pawła II.

O ile dobrze zrozumiałem, książka mówi o tym, że Jan Paweł II miał swoje własne, osobiste objawienie. Rozmawiał twarzą w twarz z Jezusem, a także z pewną enigmatyczna postacią kryjącą się pod pseudonimem „Maryja“ (pogłoski, jakoby to bóstwo miało coś wspólnego z realnie istniejącą Marią, Matką Jezusa, nie znalazły potwierdzenia w faktach).

W to, że Jan Paweł II rozmawiał z Jezusem, gotów jestem uwierzyć. Sam znam parę osób, które rozmawiają. Natomiast nigdzie jeszcze nie zetknąłem się z bluźnierczym twierdzeniem, że papież miał swoje własne prywatne objawienie. Objawienie – to sposób, w jaki Bóg kontaktuje się z człowiekiem, to podstawa wiary. Chrześcijanin ma tylko jedno objawienie i jest nim Słowo Boże, Pismo Święte, Stary i Nowy Testament. Jeśli papież miał swoje prywatne objawienie, to nie był chrześcijaninem.

Rozumiem jednak, że Jan Paweł II niekoniecznie musi być chrześcijaninem. Po co, kiedy był papieżem? Najważniejsze, żeby był Janem Pawłem II. To wystarczy. Jeżeli Jan Paweł II jest źródłem objawienia, no to siłą rzeczy jest dla nas źródłem Boga (Boga poznaje się przez objawienie). A że Bóg jest źródłem wszelkiego dobra, więc tym bardziej takim źródłem jest Jan Paweł II.

Niedawno powiedzieliśmy sobie z Hanią, że właściwie wszystkie ulice w Polsce powinny się nazywać: „Jana Pawła II“. Uprościłoby to wiele spraw. Ale teraz widzę, że to tylko połowiczne rozwiązanie. Jeżeli Jan Paweł II jest źródłem wszelkiego dobra, to wszelkie dobro powinno odzwierciedlać swoje papieskie pochodzenie. Należy zaprząc do roboty genetyków i biotechnologów, tak aby każda dobra rzecz, jaka gdziekolwiek wyrośnie, miała kształt papieża, a najlepiej jego twarz. W ten sposób będziemy jedli kalarepapieże i rzepapieże, jabłka papieżówki (dawniej: papierówki) i rozgotowaną papżkę (dawniej: papkę), posypaną papżyką dla smaku. Zresztą, tych igraszek nazewniczych nie będzie: wszystkie rzeczy do jedzenia będą się nazywać po prostu kremówki. Tak też będą się nazywać kosmetyki, pasty i mazie (ze względu na skojarzenie z konsystencją).

Wszystkim, a szczególnie młodzieży, należy wszczepić specjalne chipy-implanty mózgowe, które sprawią, że przy odczuciu najmniejszej przyjemności pojawiać się będzie twarz papieża. Teksty wszystkich piosenek o pięknej melodii będą zastąpione przez fragmenty encyklik. Teksty brzydkich piosenek mogą zostać bez zmian.

Ponieważ największym dobrem, jakie wszyscy w naszej cywilizacji przeżywamy, jest orgazm, należy zadbać, aby każdy orgazm był papieski. A przynajmniej każdy orgazm małżeński. Być może, te sprawę załatwią wyżej wspomniane chipy. Na wszelki wypadek proponuję jednak, aby każda para małżeńska otrzymała specjalne maski papieskie do kopulacji.

Ale właściwie dlaczego tylko do kopulacji? Przecież każda chwila wspólnego życia powinna być dobra. Niech małżonkowie noszą maski przez cały czas. I niech każdy mąż ma na imię Karol, a żona – Wojtyła. W ten sposób, jak się odpowiednio wczują w papieża, to każde z nich będzie mogło sobie udzielić ślubu. Albo dać sobie rozgrzeszenie. Albo - obalić bezsensowne, niebiblijne dogmaty Kościoła katolickiego.

Może o to chodzi? Może właśnie na tym polega polska droga do demokratyzacji Kościoła?

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
maciej   |19.03.2010 03:43:11
Na szczęście, nie żyjemy w średniowieczu, obawiam się, że po opublikowaniu
takiego tekstu jego autor ( poddany wnikliwemu śledztwu wydałby wspólników
czytaj komentatorów) spłonąłby na stosie razem ze swoimi książkami. Zakazano by
wypowiadania jego imienia.
Nie wylałeś oliwy na wzburzone morze, raczej do
ognia.
Nie sądzę, aby inkwizytorzy zrozumieli intencje autora felietonu.
O
ile wiem, to papież Jan Paweł II, był przeciwny praktykom polegającym na
stawianiu mu pomników, nazywaniu ulic jego imieniem.
Mam dziwne skojarzenia z
kultem jednostki w sensie propagandowym nie osobowym.
Opisane przez Ciebie
działania - igraszek nazewniczych - to moim zdaniem czystej wody koniunkturalizm
nie mający nic wspólnego z głęboko wiarą, raczej przypomina religijność ludową
czytaj powierzchowną.
Smutne to.
Spokojny   |19.03.2010 04:54:05
Obserwujac jak powstaje boskosc papieza latwo zrozumiec jak powstawala boskosc
innych historycznych postaci - Buddy, Jezusa itp. To sa przeciez identyczne
mechanizmy grupowe.
Rylew   |19.03.2010 06:30:06
*Chrześcijanin ma tylko jedno objawienie i jest nim Słowo Boże, Pismo Święte,
Stary i Nowy Testament.
Jeśli papież miał swoje prywatne objawienie, to nie
był chrześcijaninem.*

Ta teza wydaje się trudna do udowodnienia. Skąd niby
mamy to wiedzieć ?
Od Boga ? Ale jeśli on się człowiekowi nie objawia ?


Skąd wiadomo, że tylko niechrześcijanie mogą mieć objawienia? :)
Poza tym
skad wiadomo, że Słowo Boże, Pismo Święte, obydwa Testamenty to nie jest tylko
gra nomenklaurą.?

A w poprzednim felietonie napisał Pan:
*Bóg raczej
komunikuje przez odkształcenia logiki. Tam, gdzie logika się odkształca tak, że
wszystkie rozumowania, wbrew samym sobie, idą w stronę czegoś mocnego, gorącego,
dobrego  tam można przeczuć, wymacać na ślepo kształt większej Miłości niż
nasza.*
I to jest doskonała definicja.
Może więc JPII po prostu przeczuł i
wymacał :) ?
Może to w ogóle jest lepsza metoda kontaktu z Bogiem niż
niż
pisma ?

Bóg o kwestia definicji.
step  - Rylewowi   |19.03.2010 09:07:09
*Chrześcijanin ma tylko jedno objawienie i jest nim Słowo Boże, Pismo Święte,
Stary i Nowy Testament.
Jeśli papież miał swoje prywatne objawienie, to nie
był chrześcijaninem.*

To jest podstawowe założenie teologii
chrześcijańskiej. Ja nie mówię, że każdy ma je obowiązkowo uznać! Mówię tylko,
że nie wyobrażam sobie, żeby można było uznać za chrześcijanina kogoś, kto się z
tym założeniem nie zgadza.

Co do niechrześcijańskich objawień to się nie
wypowiadam. Nie wiem, co się niechrześcijanom objawia. Być może jest to coś od
Ducha Świętego, być może jest to od Szatana, nie mnie o tym sądzić. Piszę tylko,
że chrześcijanin nie ma tego problemu, bo chrześcijanin ma jedno objawienie, o
którym wie, że pochodzi od Boga. To objawienie to Pismo Święte (oba Testamenty
składają się na jedno Pismo, tu nie ma żadnej gry nomenklaturą).

"A w
poprzednim felietonie napisał Pan:
*Bóg raczej komunikuje przez odkształcenia
logiki. Tam, gdzie logika się odkształca tak, że wszystkie rozumowania, wbrew
samym sobie, idą w stronę czegoś mocnego, gorącego, dobrego  tam można
przeczuć, wymacać na ślepo kształt większej Miłości niż nasza.* Może więc JPII
po prostu przeczuł i wymacał :) ?
Może to w ogóle jest lepsza metoda kontaktu
z Bogiem niż pisma ? "

To jest metoda kontaktu oparta właśnie na Piśmie!
Bo właśnie Biblia cała składa się z takich odkształconych rozumowań. Dlatego
można Ją zgłębiać bez końca, znajdując w niej coraz to nowe przykłady tej
nadlogiki miłości. Jeżeli JP2 coś w Niej "wymacał", to dobrze. A jeżeli
"macał" poza Biblią, to jako chrześcijanin nie powinien był tego robić.
Chrześcijanin ma jedno objawienie, co do którego jest pewien (wierzy, w sensie
pełnej wiary i pełnego zawierzenia). W swoim życiu duchowym powinien
skoncentrować się na tym objawieniu, na Piśmie. Oczywiście, różne teksty np.
rabinów czy mistrzów Zen mogą mu - niejako z boku - naświetlić różne problemy
duchowe w sposób odświeżający, ciekawy, nawet pomocny… Ale chrześcijanin nie
może szukać w tych tekstach obecności Boga ani pełnej prawdy o Nim. Nie może
mieć żadnych "innych objawień" nie związanych z Biblią.
Rylew   |19.03.2010 12:42:29
Chrześcijanin ma tylko jedno objawienie i jest nim Słowo Boże, Pismo Święte,
Stary i Nowy Testament.
Jeśli papież miał swoje prywatne objawienie, to nie
był chrześcijaninem.

To jest podstawowe założenie teologii
chrześcijańskiej.
Ja nie mówię, że każdy ma je obowiązkowo uznać! Mówię tylko,
że nie wyobrażam sobie, żeby można było uznać za chrześcijanina kogoś, kto się z
tym założeniem nie zgadza.
***

A jednak w KK istnieje coś takiego jak jak
objawienie prywatne, które po uznaniu przez Kościół staje się częścią Tradycji
czyli w efekcie objawienia publicznego.
A może Pan dzieli chrześcijan na
słusznych i mniej słusznych, których według Pana za chrześcijan uznać nie można
?


* Jeśli papież miał swoje prywatne objawienie, to nie był
chrześcijaninem. *
Czy aby nie teoretyzje Pan zbytnio ?
Jeśli przyjąć, że
objawienie jest rodzajem doznania człowieka, spotkaniem z Bogiem, można mniemać
również, że spotkanie to inicjuje Bóg.
Czy można zakładać, że Bóg nie będzie
objawiał się bezpośrednio (spotykał się) chrześcijaniowi ? Skąd teologowie mogą
wiedzieć jaka jest wola boża żeby zakładać, że objawienie to tylko Pisma ?
step  - Właśnie!   |19.03.2010 14:44:26
"A jednak w KK istnieje coś takiego jak jak objawienie prywatne, które po
uznaniu przez Kościół staje się częścią Tradycji czyli w efekcie objawienia
publicznego.
A może Pan dzieli chrześcijan na słusznych i mniej słusznych,
których według Pana za chrześcijan uznać nie można ?"

No właśnie. To nie
jest tak, że uznaję katolików za chrześcijan mniej słusznych. Ja ich zasadniczo
nie uznaję za chrześcijan - a w każdym razie nie uznaję za chrześcijan tych
katolików, którzy świadomie i aktywnie wierzą w tę tzw. "Tradycję".
Czyli w objawienia niezapisane - a w każdym razie niezapisane w Piśmie Świętym:
pomysły teologów rozmaitych szkół i epok, wątpliwe (także ze względu na samą
autentyczność) dokumenty, osobliwe widzenia egzaltowanych zakonników i wiejskich
dzieci, legendy nieustalonego pochodzenia, niepisane zwyczaje, a przede
wszystkim bulle i encykliki wymyślone ad hoc przez papieży w różnych epokach,
pod naciskiem różnych przejściowych sytuacji.

Ta tradycja utrudnia mi
uznanie katolików za chrześcijan nie tylko dlatego, że sama w sobie jest
niewiarygodna (a często niegodna). Przede wszystkim, ta tradycja utrudnia
uznanie katolików za cokolwiek.

Bo ta tradycja pozwala katolikom dowolnie
zmieniać fronty, metody i ideologie. Pozwala im się jednego dnia bardzo mocno
określić, a następnego dnia - znowu niedookreślić. W tej tradycji można znaleźć
precedens na każdą okazję.

Najgorsze jest to, że ta tradycja pozwala
sprzeciwiać się Słowu Bożemu. "Tradycja" uważana jest przez katolików za
jedno z najważniejszych narzędzi interpretacji Słowa. Ale często wcale nie
potrzebują interpretować Słowa, bo przecież wystarcza im powołać się na
"Tradycję"! Szczególnie tam, gdzie powoływać się na Słowo byłoby
niewygodnie (np. gdy Słowo zaprzecza wymysłom papieży).

Gdzie Kościół nagina
Słowo Boże albo mu zaprzecza, zawsze może powołać się na "Tradycję" jako
na "równoległe źródło Objawienia".

Dlatego obecność tej
"Tradycji" sprawia, że trudno uznać tzw. Kościół katolicki za cokolwiek
- chyba że za koniunkturalną sektę New Age. A więc coś wybitnie
szatańskiego.

Poza katolicyzmem i prawosławiem, wszystkie inne znane mi
Kościoły uznają Biblię za jedyne źródło Objawienia (no, można tu podyskutować o
kwakrach). Setki kościołów, do których należy co najmniej miliard wiernych.
Oczywiście, liczy się nie ilość wiernych, tylko jakość wiary - ale dopisuję to,
bo w Polsce wielu ludzi ciągle ma wrażenie, że papizm to coś
"uniwersalnego", a chrześcijaństwo biblijne (czyli prawdziwe) to
margines.

Rzecz jasna, Biblia, właśnie dlatego że jest - jak się zgodziliśmy
- ponadlogiczna, podlega bardzo rozlicznym interpretacjom. Tu też jest wielkie
pole do spierania się, błądzenia i szukania. Ale protestanci trzymają się
przynajmniej tego jednego pola. Do Bożej wolności nie dodają bardzo ludzkiej
dowolności.

"Jeśli przyjąć, że objawienie jest rodzajem doznania
człowieka, spotkaniem z Bogiem, można mniemać również, że spotkanie to inicjuje
Bóg.
Czy można zakładać, że Bóg nie będzie objawiał się bezpośrednio (spotykał
się) chrześcijaniowi ? Skąd teologowie mogą wiedzieć jaka jest wola boża żeby
zakładać, że objawienie to tylko Pisma ?"

Objawienie ma dwa podstawowe
znaczenia w teologii.

Objawienie przez duże "O" - to sposób, w jaki
Bóg objawia się Człowiekowi przez duże C. To sposób, w jaki Bóg wkracza w ludzki
świat, w ludzką historię i w ludzką umysłowość. Takim objawieniem jest Pismo
Święte.

Objawienie przez małe "o" - to bardziej zawężony, cząstkowy
komunikat, który Bóg wysyła człowiekowi - takim objawieniem jest "objawienie
Jana" w Nowym Testamencie czyli Apokalipsa.

Jak jednak widać, to
objawienie (Apokalipsa) jest też częścią Objawienia przez duże O, jest częścią
Pisma Świętego. Nie sądzę, żeby można było przyjąć, że jakieś prawdziwe i
istotne objawienia istnieją poza Pismem Świętym. Bo to by znaczyło, że
Objawienie przez duże "O" jest niekompletne i wymaga dodatkowych
objawień "aktualizujących" czy też "objaśniających". A to
pozwoliłoby na manipulacje Słowem Bożym, zastępowanie Ducha Świętego - duszkiem
bardzo ludzkim.

Oczywiście, myślę, że każdy człowiek może przeżyć spotkanie z
Bogiem tu na ziemi. Ja to przeżyłem i nie ma nic lepszego. Mówi się na to:
zstąpienie Ducha Świętego. Tyle, że odbyło się podczas biblijnej modlitwy do
Jezusa, prowadzonej przez biblijnych teologów i ewangelistów, połączonej z
biblijnym nakładaniem rąk. I wynikły z tego w moim życiu potwierdzenia prawd
biblijnych, a nie zaprzeczenia czy "alternatywy" (aczkolwiek do dzisiaj
się nie zgadzam z pewnymi interpretacjami ewangelisty, który przekazał mi Ducha
Świętego - ale tylko z interpretacjami).

Bo to jest spotkanie z Bogiem - a
nie Objawienie Boga. To jest dotknięcie, namacalne poznanie Tego, co Bóg już
wcześniej powiedział czy też zapowiedział w swoim Słowie. To nie jest nowe Słowo
- to jest odwieczne Słowo, które nagle staje się dla nas Ciałem.

Dlatego
papież mógł mieć swoje spotkanie z Bogiem, natomiast nie mógł mieć swojego
objawienia (przez żadne "o"). I wszelkie opowieści o nowych objawieniach
- także tych przesyłanych przez "Matki Boskie Fatimskie" czy inne
zagadkowe dla mnie istoty - są niechrześcijańskie.
Spokojny   |20.03.2010 07:59:37
>>pogłoski, jakoby to bóstwo miało coś wspólnego z realnie istniejącą Marią,
Matką Jezusa, nie znalazły potwierdzenia w faktach

czy to znaczy, że istnieje
jakiś naukowy sposób na sprawdzanie takich rzeczy na podstawie faktów?
Rylew   |21.03.2010 15:54:50
*No właśnie. To nie jest tak, że uznaję katolików za chrześcijan mniej
słusznych. Ja ich zasadniczo nie uznaję za chrześcijan. *

Ale ja mam
wątliwości co do zasadności tego wykluczenia.
Wszak chrześcijanin to wyznawca
Chrystusa, Zbawiciela. Istotny jest chyba także akt chrztu.
Pewne szczegóły,
poglądy czy tylko Pismo Święte stanowi Objawienie czy Bóg komunikuje tylko za
pomocą Pisma czy także za pomocą innych znaków dawanych ludziom to już mniej
istotne.
Gdyby można było mieć pewność, że Pismo Święte jest tym Objawieniem o
którym Pan mówi, ale tej pewności nie ma, bo to jest kwestią wiary w to, takiej
samej jak wiara w Tradycję.
Zatem wiara przeciwko wierze, a jaka lepsza trudno
powiedzieć.
Bóg nie zostawił na tym piśmie swojej pieczęci, autoryzacji,
zaświadczenia o prawdzie. Biblię pisali ludzie i pisali ją według swojej,
ówczesnej metalności i stworzyli Boga w pewnym sensie *na swoje podobieństwo*.
Dzisiaj ta toporna mentalność już razi, nie jest na miarę czasów, i nie pomaga
już ta cała, bogata obrzędowość w praktykach religijnych.

Dzisiaj trzeba
napisać Biblię na nowo.

Ja nie twierdzę, ani nie zgadzam się z twierdzeniem,
że Biblia jest *ponadlogiczna*, ja się tam czegoś takiego nie doszukałem.

Napisał Pan:
*Bóg raczej komunikuje przez odkształcenia logiki. Tam, gdzie
logika się odkształca tak, że wszystkie rozumowania, wbrew samym sobie, idą w
stronę czegoś mocnego, gorącego, dobrego tam można przeczuć, wymacać na ślepo
kształt większej Miłości niż nasza.*
I to jest świetna myśl, ale ja nie
odnoszę tego do Pisma , być może Pan miał na myśli Pismo.

Nie jestem
wprawdzie znawcą, biblistą ani *bibliofilem*. Do Biblii podchodziłem parę razy
za każdym razem ze skutkiem odpychającym. Nie widziałem tam czegoś co mógłbym
określić jako boskie na moje wyobrażenie. Nawet wtedy gdy byłem dwa tygodnie w
szpitalu z pewnym *bibliofilem*, który spał z Biblią pod poduszką i co rusz
odczytywał mi na głos różne cytaty nie czułem niczego poza obojętnością
połączoną z odrobiną zaciekawienia.
A ten jego biblijny Bóg nie wydawał mi się
być Miłością, ani Ojcem Jezusa Chrystusa.

Dzisiaj wydaje się potrzebne
przedefiniowanie Boga, chociaż i tak pewnie każdy będzie miał swoją własną
definicję ukrytą gdzieś głęboko w tabernakulum swojej podświadomości.
Gdy
mówię, że Jezus był człowiekiem, który swoją mentalnością wyprzedzał
współczesnych o kilka tysiącleci, a ci nie rozumieli go, to mam na myśli także i
to, że człowiek wierzący, chrześcijanin powinien dostrzegać i rozumieć
uniwersalne wartości jego filozofii. Dlatego potrzeba nowej wykładni nauki
Jezusa tak dalekiej od starotestamentowej mentalności jak daleko ona od niej
jest.
Może w tej naucej jest zawarte *Odwieczne Słowo* o którym Pan mówi.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.81288 Seconds