Jest bardzo wiele rzeczy, o których chciałoby się napisać. Firma w Łapach splajtowała i całe miasto głoduje. W innym mieście na „Ł” prywatna szkoła językowa przestała płacić swoim nauczycielom, powołując się na kryzys i brak gotówki (skądinąd wiadomo, że właściciel równocześnie zakupuje zbytkowne meble). Równocześnie pojawiło się żądanie, aby nauczyciele jeszcze intensywniej uczyli, odpytywali i sprawdzali obecność uczniów (pracowników firmy, nazwijmy ją, InfoCyc). InfoCyc funduje swoim pracownikom kursy w szkole językowej. Ale uwaga: jeśli pracownicy będą źle się uczyć lub wagarować, to za szkolenia będą musieli zapłacić sami. Więc to właśnie InfoCyc domaga się, aby dostarczeni przez szkołę językową nauczyciele byli esesmanami. Lekcje odbywają się po godzinach pracy i pracownicy, przeciążeni robotą, są na nich zwykle ledwo żywi. Ale to nieważne: sadystyczni nauczyciele mają im stawiać niższe oceny, prowokując masowe wagary.
Oczywiście, ktoś naiwny mógłby spytać, po co uczyć ludzi w taki sposób, żeby niczego się nie nauczyli. Odpowiedź jest prosta: firmy od dawna dostawały i dostają a to odpisy za szkolenia, a to dotacje na szkolenia. Pytanie do wróżki Hłe-Hłe: czy firma musi zwrócić tę kasę, jeśli okaże się, że za szkolenia pracownicy sami zapłacili w ramach kary? Hłe-Hłe.
To tyle o szkole językowej, ale nie koniec o „Ł”. Bo również w mieście na „Ł” władze miejskie, zgodnie z jedynie słuszną i oślepiająco świetlaną doktryną outsourcingu powierzyły kwestię odśnieżania prywatnej firmie. Kiedy zaspy na jezdniach i chodnikach sięgały już do wysokości genitaliów dorodnego Yeti, władze miejskie po piastowsku poskrobały się w głowę: „No jakże to, że miasto nieodśnieżone… Przecież firma prywatna to sama z siebie wszystko zawsze dobrze robi, tak dobrodziej Balcerowicz mówili… Może się pochorowała?”. No i kierując się humanitarną troską, posłano inspektorów, żeby sprawdzili, co robi firma prywatna. Okazało się, że przez cały dzień i dwie trzecie nocy ani jeden odśnieżacz nie wyjechał odśnieżać. Około czwartej nad ranem jeden z nich bohatersko wyturlał się za bramę firmy, aby tam się oddać iście PGR-owskiej drzemce. Myślę, że w tej sytuacji Balcerowicz, Bielecki i Lewandowski (może pod wspólnym pseudonimem BaBiLon) powinni razem stworzyć nową ideologię: nełołibełałizm, czyli neoliberalizm po poprawkach. W deklaracji programowej mogliby napisać: „Stwierdziliśmy, że istnieją wyjątki od naszej ogólnie słusznej i oślepiająco świetlanej teorii: nie obowiązuje ona w miastach na literę «Ł». A teraz zbadamy pozostałe litery alfabetu”.
Tak, dużo się dzieje w miastach na „Ł” i na inne litery, ale dzisiaj o tym nie napiszę. Napiszę o pisarzu. O bardzo zdolnym pisarzu, Jacku Dukaju.
Dukaj chce kreować światy rządzące się swoimi własnymi logikami, ideami i ideologiami. Najważniejsze jest dla niego to, aby te światy były wewnętrznie spójne pod względem realiów i ideologii. On sam mówi o naukowej konsekwencji w kreacji. Zaskoczył mnie kiedyś bardzo, gdy przeczytał moją powieść Błogosławiony wiek. Powieść dzieje się w rzeczywistości alternatywnej, w której ludzie dysponują podobnie rozwiniętą techniką jak nasza, ale nadal wyznają wiktoriańskie wartości etyczne i estetyczne. Dlatego używają np. CD-playerów z mosiężną tubą, jak w starym gramofonie. Dukaj zaatakował mnie za to, twierdząc, że taka tuba jest przecież niefunkcjonalna, naukowo niespójna z laserowym sound-systemem. Powiedział, że to się trzyma kupy jako literatura, ale nie trzyma się kupy jako nauka.
Ja się nie obraziłem, bo celem mojego życia jest tworzenie literatury, a nie nauki. Zrozumiałem tylko jeszcze wyraźniej, w co się Dukaj najchętniej wgryza, co jest jego największą pasją. W opowiadanych przez siebie fabułach Dukaj porusza podstawowe problemy filozoficzne i naukowe, jego bohaterowie zmagają się z zagadkami i sprzecznościami Kosmosu oraz Bytu… Ale najbardziej Dukaja interesują nie tajemnice, nielogiczności, aporie Rozumu i Wiedzy. Jego najbardziej interesuje to, co w Wiedzy najbardziej logiczne i kontrolowalne. Dukaj zgłębia naukę, aby poznać najdrobniejsze klocuszki, z których buduje się rzeczywistość - bo wierzy, że gdy pozna zasady, będzie mógł rzeczywistość przebudowywać po swojemu, tworzyć dowolnie swoje własne światy, trzymające się wyżej wymienionej kupy. Fabuła podważa sens powieściowej rzeczywistości, opis powieściowego świata mozolnie i powolutku ten sens odbudowuje. To budowanie jest dla Dukaja najważniejsze.
Pewnie dlatego problemy, na których opiera się Dukajowa fabuła - te tajemnice i sprzeczności - są często zapożyczone: „Inne pieśni” pod tym względem są odpowiedzią na problem pojawiający się u Lema już w Obłoku Magellana, potem w Solaris i najmocniej w Fiasku: niepoznawalność, wręcz nierozpoznawalność innej niż ludzka formy świadomego życia. Perfekcyjna niedoskonałość z tego punktu widzenia to dobitne powtórzenie Delirium w Tharsys Wiktora Żwikiewicza. Wskazuję tutaj polskie inspiracje, bo tylko takie umiem wyodrębnić: na polskiej literaturze science-fiction znam się na pewno lepiej niż na światowej. Ale Dukaj jest chodzącą encyklopedią światowej sci-fi: po przeczytaniu Błogosławionego wieku od razu mnie zahaczył: „A obraz dżentelmena w cylindrze na rolkach istnieje już u Stephensona”. „Stevensona?! - ucieszyłem się, bo miałem ambicję, aby być gdzieś blisko klimatu Doktora Jekylla - Ale zaraz, za czasów R. L. Stevensona nie było rolek”. Okazało się, że Dukajowi chodzi o jakiegoś najzupełniej współczesnego autora nie wiadomo skąd (no, przynajmniej mnie nie wiadomo).
To, że Dukajowe fabuły opierają się problemach poruszanych już wcześniej przez kogo innego, nie jest żadnym zarzutem. Dowodem siły i prawdziwości literatury jest właśnie to, że pewnych spraw ona sobie nie odpuszcza, że pewne wątki obsesyjnie w niej powracają, przybierając coraz mocniejszą postać. I postać, w jakiej Dukaj nam je pokazuje, jest naprawdę mocna, nie tylko przemyślana i przeżyta, ale również nasycona tak oryginalną wyobraźnią, że nie czuć tu w ogóle żadnego naśladownictwa. Wokół cudzych - a może raczej wspólnych - problemów, Dukaj konstruuje własne światy, tak malownicze, dotykalne, gorące i lodowate, że możemy razem z nim te problemy przeżyć i przechorować dogłębnie jak nigdy dotąd.
I tu się pojawia pytanie: jak to jest, że autor o tak naukowej wyobraźni i logicznej metodzie, rozpięty między ogólnoludzką filozoficznością a bardzo oryginalną oryginalnością, napisał książkę pod tytułem Wroniec? Wroniec oczywiście ma w sobie dystans do opisywanego zła stanu wojennego. Jego infantylizm ma posmak ironii, bo jest świadomy. Ale bazą, na której Dukaj konstruuje tym razem swój świat, jest naiwna celebracja mitów prymitywnego, polsko-katolickiego stadka. Wronie potwory, które palą żywcem opozycjonistów w koksownikach. Jedyne przed nimi schronienie - w Kościele! I ksiądz, który broni wiernych swą piersią przed Wroniakami, ryzykując śmierć.
Dukaj pisze dobrze. Wroni świat przez niego stworzony jest konsekwentny aż do bólu. Podkreślam to, bo wiem, że na tym autorowi najbardziej zależy. Zadaję sobie tylko pytanie, dlaczego ze wszystkich możliwych światów wybrał ten. Cokolwiek ciasny, w porównaniu z Innymi pieśniami. I chyba wielokrotnie już opisany.
Oczywiście, bardzo jest możliwe, że Dukaj jako dziecko mocno przeżył stan wojenny i odreagowuje osobistą traumę. Mogę w to uwierzyć: bez tego pewnie nie wyszłoby mu to wszystko tak naturalnie. Ale w naszych szybko pędzących do przodu czasach każdy z nas, a szczególnie tak wrażliwy obserwator jak Dukaj, różnych mocnych traum rodzinnych, politycznych, społecznych, kulturowych przeżył już co najmniej piętnaście. Dlaczego akurat tę traumę wybrał Dukaj?
Zaryzykuję przypuszczenie: wrażliwy, uważny i metodyczny obserwator, jakim jest Dukaj, stwierdził, że polski odbiorca kultury nadal - mimo wszystkich Lemów, Żwikiewiczów i Dukajów, którzy próbowali przepuścić nam przez mózg nieskończone Kosmosy - nadal jest polsko- i narodocentryczny. Do tego stopnia, że innych pieśni, nienarodowych, nie słucha. Przykład: już swoją poprzednią swoją książkę, Lód, Dukaj naładował nie tylko treścią mózgową ponadnarodowego szalonego naukowca, ale także Piłsudskim, Sieroszewskim i zesłańczą, sybirską polskością. I proszę, czytelnicy docenili, kapituły od nagród też! Docenili o wiele bardziej niż o wiele lepsze i nienarodowe „Inne pieśni”. Nie oskarżam tu Dukaja o myślenie marketingowe: że niby Łysiak hula, Rymkiewicz hula, to i ja napiszę coś o Polsce, lepiej się sprzeda niż hermetyczna Perfekcyjna niedoskonałość… Nie. Opowieść marketingowa ma tylko jeden biegun: odbiorcę. On i jego zadowolenie jest celem. Wypowiedź artystyczna ma dwa bieguny. Mówi się od siebie i mówi się do kogoś. Nie wolno się puścić pierwszego bieguna, a równocześnie trzeba sięgnąć do drugiego. Być może Dukaj spróbował tak sięgnąć - tylko w bardzo rozpaczliwy sposób.
I popadł ze skrajności w skrajność: od filozoficznej abstrakcji po kołysankę z kruchty. Bo baza fabularna, na której tym razem Dukaj oparł swój świat, jest „wciąż tą samą pieśnią”, banalną i wielokrotnie odśpiewaną. Bazowa opowieść jest taka, że stan wojenny był zły i że zranił nas na resztę życia: nawet teraz, jako dorośli, nosimy na sobie po nim ślady. Ja się z tym zgadzam, ale to dla mnie za mało, ja to już od dawna wiem. Na pytanie pomocnicze: „Dlaczego stan wojenny był zły?”, Dukaj odpowiada: „Bo był niehumanitarny, niedemokratyczny, nierodzinny i niekatolicki (Jacku!)”. Te odpowiedzi też już słyszałem. Chętniej bym się dowiedział, jak rana, którą Wroniec zadał nieletniemu bohaterowi książeczki, ma się do losów przodownika pracy, pana Betona. Oczywiście, pan Beton został wykorzystany, zabity i bezpiecznie pogrzebany przez komunę. Piszę: „bezpiecznie”, bo w ten sposób nie trzeba zadawać pytań o jego przyszłość i można spokojnie uznać komunizm za jedyne źródło zła. A co by było, gdyby przodownik pracy przeżył? Przecież po Wrońcu przyleciała Sowa Przemądrzała w okularach. Co ona by zrobiła panu Betonowi? Może by go nie zabiła. Ale na pewno zeszmaciła. I tu wracamy z przeszłości do teraźniejszości, do problemu miast na „Ł”.
Jacku, nie namawiam Cię, żebyś pisał dalszy ciąg Wrońca. Pisz, jak Ci w duszy gra. Ale nie Dukaj z książki do nabożeństwa!
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...