Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nie Dukaj, tylko pisz Drukuj
Tomasz Piątek   
15.02.2010
Jest bardzo wiele rzeczy, o których chciałoby się napisać. Firma w Łapach splajtowała i całe miasto głoduje. W innym mieście na „Ł” prywatna szkoła językowa przestała płacić swoim nauczycielom, powołując się na kryzys i brak gotówki (skądinąd wiadomo, że właściciel równocześnie zakupuje zbytkowne meble). Równocześnie pojawiło się żądanie, aby nauczyciele jeszcze intensywniej uczyli, odpytywali i sprawdzali obecność uczniów (pracowników firmy, nazwijmy ją, InfoCyc). InfoCyc funduje swoim pracownikom kursy w szkole językowej. Ale uwaga: jeśli pracownicy będą źle się uczyć lub wagarować, to za szkolenia będą musieli zapłacić sami. Więc to właśnie InfoCyc domaga się, aby dostarczeni przez szkołę językową nauczyciele byli esesmanami. Lekcje odbywają się po godzinach pracy i pracownicy, przeciążeni robotą, są na nich zwykle ledwo żywi. Ale to nieważne: sadystyczni nauczyciele mają im stawiać niższe oceny, prowokując masowe wagary.

Oczywiście, ktoś naiwny mógłby spytać, po co uczyć ludzi w taki sposób, żeby niczego się nie nauczyli. Odpowiedź jest prosta: firmy od dawna dostawały i dostają a to odpisy za szkolenia, a to dotacje na szkolenia. Pytanie do wróżki Hłe-Hłe: czy firma musi zwrócić tę kasę, jeśli okaże się, że za szkolenia pracownicy sami zapłacili w ramach kary? Hłe-Hłe.

To tyle o szkole językowej, ale nie koniec o „Ł”. Bo również w mieście na „Ł” władze miejskie, zgodnie z jedynie słuszną i oślepiająco świetlaną doktryną outsourcingu powierzyły kwestię odśnieżania prywatnej firmie. Kiedy zaspy na jezdniach i chodnikach sięgały już do wysokości genitaliów dorodnego Yeti, władze miejskie po piastowsku poskrobały się w głowę: „No jakże to, że miasto nieodśnieżone… Przecież firma prywatna to sama z siebie wszystko zawsze dobrze robi, tak dobrodziej Balcerowicz mówili… Może się pochorowała?”. No i kierując się humanitarną troską, posłano inspektorów, żeby sprawdzili, co robi firma prywatna. Okazało się, że przez cały dzień i dwie trzecie nocy ani jeden odśnieżacz nie wyjechał odśnieżać. Około czwartej nad ranem jeden z nich bohatersko wyturlał się za bramę firmy, aby tam się oddać iście PGR-owskiej drzemce. Myślę, że w tej sytuacji Balcerowicz, Bielecki i Lewandowski (może pod wspólnym pseudonimem BaBiLon) powinni razem stworzyć nową ideologię: nełołibełałizm, czyli neoliberalizm po poprawkach. W deklaracji programowej mogliby napisać: „Stwierdziliśmy, że istnieją wyjątki od naszej ogólnie słusznej i oślepiająco świetlanej teorii: nie obowiązuje ona w miastach na literę «Ł». A teraz zbadamy pozostałe litery alfabetu”.

Tak, dużo się dzieje w miastach na „Ł” i na inne litery, ale dzisiaj o tym nie napiszę. Napiszę o pisarzu. O bardzo zdolnym pisarzu, Jacku Dukaju.

Dukaj chce kreować światy rządzące się swoimi własnymi logikami, ideami i ideologiami. Najważniejsze jest dla niego to, aby te światy były wewnętrznie spójne pod względem realiów i ideologii. On sam mówi o naukowej konsekwencji w kreacji. Zaskoczył mnie kiedyś bardzo, gdy przeczytał moją powieść Błogosławiony wiek. Powieść dzieje się w rzeczywistości alternatywnej, w której ludzie dysponują podobnie rozwiniętą techniką jak nasza, ale nadal wyznają wiktoriańskie wartości etyczne i estetyczne. Dlatego używają np. CD-playerów z mosiężną tubą, jak w starym gramofonie. Dukaj zaatakował mnie za to, twierdząc, że taka tuba jest przecież niefunkcjonalna, naukowo niespójna z laserowym sound-systemem. Powiedział, że to się trzyma kupy jako literatura, ale nie trzyma się kupy jako nauka.

Ja się nie obraziłem, bo celem mojego życia jest tworzenie literatury, a nie nauki. Zrozumiałem tylko jeszcze wyraźniej, w co się Dukaj najchętniej wgryza, co jest jego największą pasją. W opowiadanych przez siebie fabułach Dukaj porusza podstawowe problemy filozoficzne i naukowe, jego bohaterowie zmagają się z zagadkami i sprzecznościami Kosmosu oraz Bytu… Ale najbardziej Dukaja interesują nie tajemnice, nielogiczności, aporie Rozumu i Wiedzy. Jego najbardziej interesuje to, co w Wiedzy najbardziej logiczne i kontrolowalne. Dukaj zgłębia naukę, aby poznać najdrobniejsze klocuszki, z których buduje się rzeczywistość - bo wierzy, że gdy pozna zasady, będzie mógł rzeczywistość przebudowywać po swojemu, tworzyć dowolnie swoje własne światy, trzymające się wyżej wymienionej kupy. Fabuła podważa sens powieściowej rzeczywistości, opis powieściowego świata mozolnie i powolutku ten sens odbudowuje. To budowanie jest dla Dukaja najważniejsze.

Pewnie dlatego problemy, na których opiera się Dukajowa fabuła - te tajemnice i sprzeczności - są często zapożyczone: „Inne pieśni” pod tym względem są odpowiedzią na problem pojawiający się u Lema już w Obłoku Magellana, potem w Solaris i najmocniej w Fiasku: niepoznawalność, wręcz nierozpoznawalność innej niż ludzka formy świadomego życia. Perfekcyjna niedoskonałość z tego punktu widzenia to dobitne powtórzenie Delirium w Tharsys Wiktora Żwikiewicza. Wskazuję tutaj polskie inspiracje, bo tylko takie umiem wyodrębnić: na polskiej literaturze science-fiction znam się na pewno lepiej niż na światowej. Ale Dukaj jest chodzącą encyklopedią światowej sci-fi: po przeczytaniu Błogosławionego wieku od razu mnie zahaczył: „A obraz dżentelmena w cylindrze na rolkach istnieje już u Stephensona”. „Stevensona?! - ucieszyłem się, bo miałem ambicję, aby być gdzieś blisko klimatu Doktora Jekylla - Ale zaraz, za czasów R. L. Stevensona nie było rolek”. Okazało się, że Dukajowi chodzi o jakiegoś najzupełniej współczesnego autora nie wiadomo skąd (no, przynajmniej mnie nie wiadomo).

To, że Dukajowe fabuły opierają się problemach poruszanych już wcześniej przez kogo innego, nie jest żadnym zarzutem. Dowodem siły i prawdziwości literatury jest właśnie to, że pewnych spraw ona sobie nie odpuszcza, że pewne wątki obsesyjnie w niej powracają, przybierając coraz mocniejszą postać. I postać, w jakiej Dukaj nam je pokazuje, jest naprawdę mocna, nie tylko przemyślana i przeżyta, ale również nasycona tak oryginalną wyobraźnią, że nie czuć tu w ogóle żadnego naśladownictwa. Wokół cudzych - a może raczej wspólnych - problemów, Dukaj konstruuje własne światy, tak malownicze, dotykalne, gorące i lodowate, że możemy razem z nim te problemy przeżyć i przechorować dogłębnie jak nigdy dotąd.

I tu się pojawia pytanie: jak to jest, że autor o tak naukowej wyobraźni i logicznej metodzie, rozpięty między ogólnoludzką filozoficznością a bardzo oryginalną oryginalnością, napisał książkę pod tytułem Wroniec? Wroniec oczywiście ma w sobie dystans do opisywanego zła stanu wojennego. Jego infantylizm ma posmak ironii, bo jest świadomy. Ale bazą, na której Dukaj konstruuje tym razem swój świat, jest naiwna celebracja mitów prymitywnego, polsko-katolickiego stadka. Wronie potwory, które palą żywcem opozycjonistów w koksownikach. Jedyne przed nimi schronienie - w Kościele! I ksiądz, który broni wiernych swą piersią przed Wroniakami, ryzykując śmierć.

Dukaj pisze dobrze. Wroni świat przez niego stworzony jest konsekwentny aż do bólu. Podkreślam to, bo wiem, że na tym autorowi najbardziej zależy. Zadaję sobie tylko pytanie, dlaczego ze wszystkich możliwych światów wybrał ten. Cokolwiek ciasny, w porównaniu z Innymi pieśniami. I chyba wielokrotnie już opisany.

Oczywiście, bardzo jest możliwe, że Dukaj jako dziecko mocno przeżył stan wojenny i odreagowuje osobistą traumę. Mogę w to uwierzyć: bez tego pewnie nie wyszłoby mu to wszystko tak naturalnie. Ale w naszych szybko pędzących do przodu czasach każdy z nas, a szczególnie tak wrażliwy obserwator jak Dukaj, różnych mocnych traum rodzinnych, politycznych, społecznych, kulturowych przeżył już co najmniej piętnaście. Dlaczego akurat tę traumę wybrał Dukaj?

Zaryzykuję przypuszczenie: wrażliwy, uważny i metodyczny obserwator, jakim jest Dukaj, stwierdził, że polski odbiorca kultury nadal - mimo wszystkich Lemów, Żwikiewiczów i Dukajów, którzy próbowali przepuścić nam przez mózg nieskończone Kosmosy - nadal jest polsko- i narodocentryczny. Do tego stopnia, że innych pieśni, nienarodowych, nie słucha. Przykład: już swoją poprzednią swoją książkę, Lód, Dukaj naładował nie tylko treścią mózgową ponadnarodowego szalonego naukowca, ale także Piłsudskim, Sieroszewskim i zesłańczą, sybirską polskością. I proszę, czytelnicy docenili, kapituły od nagród też! Docenili o wiele bardziej niż o wiele lepsze i nienarodowe „Inne pieśni”. Nie oskarżam tu Dukaja o myślenie marketingowe: że niby Łysiak hula, Rymkiewicz hula, to i ja napiszę coś o Polsce, lepiej się sprzeda niż hermetyczna Perfekcyjna niedoskonałość… Nie. Opowieść marketingowa ma tylko jeden biegun: odbiorcę. On i jego zadowolenie jest celem. Wypowiedź artystyczna ma dwa bieguny. Mówi się od siebie i mówi się do kogoś. Nie wolno się puścić pierwszego bieguna, a równocześnie trzeba sięgnąć do drugiego. Być może Dukaj spróbował tak sięgnąć - tylko w bardzo rozpaczliwy sposób.

I popadł ze skrajności w skrajność: od filozoficznej abstrakcji po kołysankę z kruchty. Bo baza fabularna, na której tym razem Dukaj oparł swój świat, jest „wciąż tą samą pieśnią”, banalną i wielokrotnie odśpiewaną. Bazowa opowieść jest taka, że stan wojenny był zły i że zranił nas na resztę życia: nawet teraz, jako dorośli, nosimy na sobie po nim ślady. Ja się z tym zgadzam, ale to dla mnie za mało, ja to już od dawna wiem. Na pytanie pomocnicze: „Dlaczego stan wojenny był zły?”, Dukaj odpowiada: „Bo był niehumanitarny, niedemokratyczny, nierodzinny i niekatolicki (Jacku!)”. Te odpowiedzi też już słyszałem. Chętniej bym się dowiedział, jak rana, którą Wroniec zadał nieletniemu bohaterowi książeczki, ma się do losów przodownika pracy, pana Betona. Oczywiście, pan Beton został wykorzystany, zabity i bezpiecznie pogrzebany przez komunę. Piszę: „bezpiecznie”, bo w ten sposób nie trzeba zadawać pytań o jego przyszłość i można spokojnie uznać komunizm za jedyne źródło zła. A co by było, gdyby przodownik pracy przeżył? Przecież po Wrońcu przyleciała Sowa Przemądrzała w okularach. Co ona by zrobiła panu Betonowi? Może by go nie zabiła. Ale na pewno zeszmaciła. I tu wracamy z przeszłości do teraźniejszości, do problemu miast na „Ł”.

Jacku, nie namawiam Cię, żebyś pisał dalszy ciąg Wrońca. Pisz, jak Ci w duszy gra. Ale nie Dukaj z książki do nabożeństwa!

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
jkl  - Dukaj - sprawny grafoman   |16.02.2010 01:40:31
Prawicowa ideologia nie tylko we "Wrońcu" jest obecna. W tak cenionych
przez Piątka "Innych pieśniach" świat jest do bólu shierarchizowany i
autor czyni z tego zaletę. Ale nie dlatego książka ta nie zasługuje na NIKE.
Otóż podobnie jak inne dzieła Dukaja jest niesamowicie przegadana, przegadana
tak, że kreowany świat zasypany jest słowami - z trudem w akcie rozpaczy
wystawia jakąś kończynę. Dukaj to organiczny grafoman, człowiek chory na
pisanie. Nie twierdzę, że nie robi tego sprawnie. Lubię jego neologizmy i
wyobraźnię (gdy ta wynurzy się z leksykalnego bagna), ale te powieści są wprost
epileptyczne. Dukaj mówi do siebie, nie do czytelnika. Jedynie istnieniu grupy
krytyków i czytelników, którzy lubią s.-f. i pochodne należy zawdzięczać, że ta
literatura się sprzedaje. Literacko jest to tak nadmierne, że aż słabe. To nie
jest literatura. To salceson z wyobraźni i potoku słów, epileptycznego wręcz
potoku słów.

Dziwię się Piątkowi, że ceni Dukaja. Powinien raczej cenić
samego siebie: za literacki smak, za umiar w eksploatowaniu pomysłów i światów,
za humor (który Dukajowi jest niedostępny), za wyczucie granic komunikatywności.
No, ale Piątkowi nie wypada publicznie cenić samego siebie, więc niech Piątek
pozwoli, że ja mu tutaj (w opozycji do Dukaja) złożę hołd. Panie Piątek, jesteś
Pan wielki. Dukaj to grafoman.
kot   |16.02.2010 03:08:46
Piątek, też, jest jednym z trzech najlepszych felietonistów w Polsce. Tak
myślałem.
Teraz, że najlepszym.
kot  - Bo   |16.02.2010 03:10:17
ma, to co w tym gatunku najważniejsze, myśl i formę.
jkl  - jeden z dwóch najlepszych   |16.02.2010 03:39:00
Pośród felietonistów tylko Jerzy Urban może stawać w szranki z Tomaszem
Piątkiem. Ale to zupełnie różne stylistyki. Myśl u obydwu jednakowo ostra, ale
literacko Urban jest zwięzły do bólu. Piątek wydobywa różne smaczki spokojniej i
dokładniej. Obydwaj są doskonali.
kot   |16.02.2010 09:45:36
- zgoda Urban to jeden z trzech.
kot  - korekta   |16.02.2010 09:48:44
Zgoda -Urban. To jeden z trzech.
generator_odpowiedzi   |16.02.2010 12:45:33
yo, Piątek mistrz a Wroniec nagi.
generator_odpowiedzi   |16.02.2010 12:45:40
yo, Piątek mistrz a Wroniec nagi.
generator_odpowiedzi   |16.02.2010 12:45:45
yo, Piątek mistrz a Wroniec nagi.
generator_odpowiedzi   |16.02.2010 12:45:49
yo, Piątek mistrz a Wroniec nagi.
generator_odpowiedzi   |16.02.2010 12:45:54
yo, Piątek mistrz a Wroniec nagi.
generator_odpowiedzi   |16.02.2010 12:46:44
yo, Piątek mistrz a Wroniec nagi.
jkl  - @ kot   |16.02.2010 14:58:55
A kim jest ten trzeci?
kot   |16.02.2010 15:31:12
-Bronisław Łagowski.
Boyszewik   |17.02.2010 08:32:34
Piątek jest rewelacyjny, ale niestety nierówny. Niektóre jego felietony są
niestety przegadane. Co do złotej trójki polskiego felietonu to na pewno jest w
niej Łagowski. Dla mnie na pierwszym miejscu. Osobiście bardzo lubię
Orlińskiego, chociaż usłyszę tu pewnie narzekania na jego brak intelektualnego
wyrafinowania. Oczywiście Urban to też klasa, a raczej klasyka już. 1. Łagowski,
2. Urban, 2. Piątek, 4. Orliński. Tak moim zdaniem.
Aneta Rostkowska   |26.02.2010 10:38:40
Link do tekstu M. Kobielskiej komentującego ten żenujący
felieton:
http://splot.art.pl/e-splot/860/kolysan
ka-z-kruchty-zanucona-czy-zanalizowana
Aneta Rostkowska   |26.02.2010 10:47:01
Komentarz do poprzednich komentarzy:
Ave Piątek! Piątek wielkim felietonista
jest! Padajmy na twarz przed Piątkiem. Oto przykład krytyczności czytelników
Krytyki Politycznej…

Ad. Dukaj:
To co pisze TP o Dukaju to bzdury 


Ale najbardziej Dukaja interesują nie tajemnice, nielogiczności, aporie
Rozumu i Wiedzy. Jego najbardziej interesuje to, co w Wiedzy najbardziej
logiczne i kontrolowalne.

Przecież w większości książek Dukaja mamy świat,
którego logika/uporządkowanie nagle ulega zakwestionowaniu przez coś ze wszech
miar nietypowego  w Innych Pieśniach jest to szerzące się w Afryce bezformie, w
Lodzie ów tytułowy lód.
Do nieznajomości Stephensona  czołowego autora nurtu
SF  bym się tak bezczelnie nie przyznawała. Skoro już piszemy o Dukaju
wypadałoby znać klasycznych autorów nurtu, do którego jego książki częściowo
przynależą.
Wroniec nie jest powieścią polityczną lecz opisem procesu
przyswajania świata przez jednostkę temu światu obcą  w tym przypadku dziecko.
maciej   |26.02.2010 11:37:06
Zainteresowałem się książką Wroniec, w momencie jej publikacji, tj. była szeroko
omawiana. Zajrzałem do niej w księgarni i przeczytałem fragment zaczynający się
: wujek zdzisiek ( to pewnie jakiś regionalizm). I postanowiłem nie kupować i
nie czytać.
Dawno temu przeczytałem Krfotok E. Redlińskiego. I jeżeli coś na
temat stanu wojennego jest poniżej tego poziomu, to trzeba dać sobie z tym
spokój.
step  - Pani Aneto   |26.02.2010 11:42:47
Mówienie od razu "to bzdury" gdy spotyka się Pani z poglądami dla Pani
zaskakującymi, jest złą taktyką. Można łatwo wyjść na osobę niemądrą, czego Pani
absolutnie nie życzę.

Zanalizowała Pani Dukaja na poziomie tematyki.

A ja
zanalizowałem go i na poziomie tematyki, i na poziomie metody.

Stąd różnica w
naszych poglądach.
Leszek Wroński   |27.02.2010 08:17:11
Dla mnie też w gruncie rzeczy Wroniec był niezbyt ciekawy… nie zaskoczył mnie
prawie niczym. Ale potraktowałem tę książkę jako baśniową opowieść, w której
ważniejsze jest interesujące odmalowanie pewnych kluczowych "składników"
stanu wojennego niż odkrywanie jakiejś nowej, przejmującej prawdy o tamtych
ciężkich czasach. Fabularnie i, powiedzmy, "przesłaniowo", książka jest
oczywiście bardzo prosta, ale przecież napisana jest z punktu widzenia
dziecka.

Nie wiem, czemu ma służyć chełpienie się własnym dyletanctwem (a
propos Stephensona). Ale nawet, gdyby dopuścić do głosu literaturę obcojęzyczną,
nie wiem, o czym autor felietonu chce nas przekonać? Że Dukaj nie jest
genialnym, stuprocentowo oryginalnym twórcą, który wpada wyłącznie na takie
pomysły, na jakie nie wpadł jeszcze żaden śmiertelnik? Cóż, każdy, kto
interesuje się zagraniczną fantastyką rozumie chyba, ile Dukaj zawdzięcza choćby
Gregowi Eganowi (proponuję zerknąć np. do książki "Distress", w Polsce
zarżniętej tępym nożem przez tłumacza). Odchodząc (być może) od fantastyki, u
Dukaja jednoznaczne są inspiracje starszymi pomysłami Dawkinsa, czy filozofów
greckich. Ale przecież to też stanowi o klasie literatury, jeśli stary temat
potrafi podać w ciekawy sposób na nowo, jeśli próbuje odpowiedzieć na dawno
postawiony problem…

Literatura pozbawiona zapożyczeń i zewnętrznych
inspiracji byłaby albo niezrozumiała, albo zupełnie nieciekawa, albo po prostu
genialna. Czy Dukaj jest genialny? Cóż, może i nie jest.
step  - Panie Leszku   |27.02.2010 09:07:02
Z takim nazwiskiem nie powinien się pan teraz ujmować za Dukajem…

A tak na
serio: stwierdzam tylko fakt, dotyczący inspiracji Dukaja. I nie uważam tego
faktu za hańbiący czy umniejszający. Ja też czerpię, inspiruję się etc. To
oczywiste.

"Chełpienie się własnym dyletanctwem"… Panie Leszku! Nie
jestem literaturoznawcą wyspecjalizowanym w sci-fi, więc nie można mnie oskarżać
o brak profesjonalizmu. Jako twórca (czasem) fantastyki wolę nawet być trochę
zielony. Z tym się wiąże nieco ryzyka, ale i cała masa zalet. Literatura to nie
nauka, gdzie trzeba znać "wszystkich, którzy pisali o tym wcześniej" i
umieć ich podać w przypisach! Po prostu - znowu - stwierdzam fakt: pewne części
literatury interesują mnie bardziej niż inne. Pod pewnymi względami jestem może
nawet nieźle oblatany, ale pod innymi nie. I chyba nawet wolę być oblatany w
literaturze przeszłej, niż w teraźniejszej. Wolę coś wiedzieć o Stevensonie niż
o Stephensonie.

Pozdrawiam
step  - I dodam jeszcze   |27.02.2010 10:27:00
I dodam jeszcze, odpowiadając panu na pytanie:

Czy Dukaj jest genialny?
Jest.

A w każdym razie genialne są "Inne pieśni".
Leszek Wroński   |27.02.2010 10:51:54
Też wydaje mi się, że to jego najlepsza książka… ale niestety, z jednego
powodu nie mogę z czystym sumieniem uznać jej za genialną: pamięta Pan może, w
jakim kontekście Dukaj użył tam wyrażenia "Jednym pchnięciem"?
:-)

Ogólnie rzecz biorąc, moim zdaniem Dukaj coraz lepiej radzi sobie z
wątkami uczuciowymi… o ile w Innych Pieśniach aż mnie odrzuciło od
"głównej" miłosnej sceny, o tyle scena "pociągowa" w Lodzie
wydaje mi się być artystycznym majstersztykiem. Ale oczywiście to tylko wyraz
moich intuicji w kwestii dobrego smaku, trudno się o tych sprawach dyskutuje.
step   |27.02.2010 12:39:26
Mnie spiętrzone kiczysko tej sceny nie przeszkadza, raczej wydaje się na
miejscu, tym bardziej, że to nie jest w moim rozumieniu scena miłosna - jest
tylko hierarchia, bardzo skuteczna, bo wyrażająca się przez pogańskie i
nieodparte piękno form

O ile dobrze pamiętam, chodzi o scenę między
śmiertelnikiem a boginią, prawda? W tej scenie przez chwilę hierarchia wydaje
się zachwiana, ale w końcu bogini i tak wygrywa - potem już wiemy, że chwilowy
przypływ mocy bohatera upewnił ją tylko, że będzie mieć dobre narzędzie (nie mam
tu książki, więc mówię z głowy)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.08325 Seconds