NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Komżofobia Drukuj
Tomasz Piątek   
01.12.2009
Polska jest krajem homofobów. Oczywiście, homofobia występuje nie tylko w Polsce. Wszędzie na świecie są faceci, którzy brzydzą się gejami. I pewnie wszędzie są też kobiety, które brzydzą się lesbijkami, aczkolwiek ja osobiście z tym ostatnim zjawiskiem (kobiecą homofobią antylesbijską) spotykałem się w życiu sporadycznie. Mogę więc wypowiadać się jedynie o męskiej homofobii antygejowskiej, bo znam ją lepiej, widziałem ją wiele razy i nie tylko w Polsce. Ten tekst będzie właśnie o tej formie homofobii - przez homofoba będziemy tu rozumieć faceta, który nie lubi gejów.

Jak napisałem wyżej, wszędzie na świecie są tacy faceci-homofobi i jakoś mogę to zrozumieć. Jest pewnie jakieś kilkadziesiąt przyczyn, które sprawiają, że facet-heteryk staje się homofobem. Uczą cię, że masz być twardy i twardo się odnosić. A potem pokazują ci, że gej jest miękki i miękko się odnosi. Uczą cię, że nie wolno ci dotknąć czule innego mężczyzny. A potem pokazują ci, że gej chce się dotykać. Pęd do sensacji sprawia, że twoja uwaga zostaje skierowana akurat na te aspekty życia seksualnego gejów (zresztą dość rzadkie), które mogą wzbudzić twoje obrzydzenie. Różne mendy w rodzaju Jana P. z TVP opowiadają ci o homoseksualistach jako o klubie miłośników kiszki stolcowej. I tak dalej, i tak dalej.

W tej sytuacji można zrozumieć, że jest tylu homofobów. I zrozumiałe jest, że zazwyczaj ta homofobia przybiera formę ostrożnej odrazy, pragnienia, żeby utrzymywać gejów na dystans, nie zadawać się z nimi, nie myśleć o nich, co najwyżej czasem wyśmiać. Tak wygląda homofobia w w większości krajów zachodnich.

Natomiast w Polsce homofobia bardzo często wygląda inaczej. W Polsce organizuje się manifestacje przeciwko gejom i przeciwko marszom gejów. W Polsce uczestnicy Parady Równości bywają obrzuceni kamieniami. Polski minister oświaty (teraz na szczęście już były minister) mówi publicznie, że sprzeciwia się wstrętnym pederastom. Polski piłkarz - zamiast pominąć tak niemęski i niepiłkarski temat - w książce o swoim życiu pisze wprost: jestem katolikiem, więc nienawidzę gejów. Homofob-Polak nie chce unikać geja, chce go dopaść.

To w naszym kraju opowiada się niesamowite bajeczki o „promocji homoseksualizmu”, o tym, że geje swym ukrytym wpływem chcą przeniknąć wszystkie instytucje i warstwy społeczeństwa, a przede wszystkim szkoły, żeby „spedalić” zdrowych mężczyzn, a przede wszystkim dzieci. To w Polsce na widok transwestyty wąsaty heteryk ryczy: „pedofil! pedofil!”, mieszając już nie dwa, a trzy nietypowe zachowania seksualne. Dla niego jest jasne, że pedał, a także każdy, kto pedalstwem zajeżdża - to pedofil. Informacja, że transwestyta nie musi być homoseksualistą, a co najmniej dwie trzecie pedofilów to heterycy, nie dociera do takiego obywatela - albo obywatel nie chce tej prawdy usłyszeć. Bo nie chce myśleć. On chce tylko jednego: zniszczyć dziwnego, miękkiego faceta w sukience i ochronić przed nim swoje dzieci. Ochronić je przed mglistym, czającym się naokoło pedalstwem-pedofilstwem, które wszędzie ma chody i wszędzie rozciąga swoje miękkie macki.

Jest tu coś chorego. Nie w geju, tylko w homofobie. Jakieś zdyszane zgrzytanie zębów, jakiś ciemny, gorączkowy rumieńczyk na buzi. Złapać! Zajebać! Zabić! Wyżyć się! Za nasze krzywdy oraz krzywdy naszych dzieci! I nie myśleć! Myślenie osłabia rozkosz „zemsty” - więc nie wolno myśleć. Nie można sobie nawet zadać pytania, czy jest to naprawdę zemsta, zemsta na realnym wrogu - czy też kompletnie bezsensowna przemoc i nienawiść.

Dlaczego tak się dzieje? Media donoszą, że na Litwie jest podobnie, tylko jeszcze gorzej. Ze wszystkich krajów zachodnich, które poznałem, najsilniejszą homofobię, czasem agresywną, widziałem we Włoszech.

Od razu pojawia się myśl: to są kraje katolickie - i to takie, w których obecność katolicyzmu ma szczególne znaczenie. Katolicyzm panująco-wojujący w Polsce i na Litwie, cień papieża przez wieki nad Włochami… A katolickie nauczanie to przecież absurdalny konserwatyzm obyczajowy, guślarsko-średniowieczny, często w ogóle niezwiązany z chrześcijaństwem i z biblijną dyscypliną moralną. Watykan potępia homoseksualistów, więc w krajach najbardziej mu podległych kwitnie homofobia agresywna, wzrastająca, aktywna i wymyślna. Plenią się tropiciele gejów, domorośli pseudowiedźmini, którzy chcą „zabijać potwory” (piszę „pseudowiedźmini”, bo wiedźmin Sapkowskiego jest lewicowo-liberalny, a ksenofobów i nietolerancyjnych prawicowców zwykle karze swoim mieczem: wiedźminie, przyjdź!).

To proste wytłumaczenie: katolicka indokrynacja równa się agresywna homofobia. Ale to wytłumaczenie nie tłumaczy. Bo przecież Kościoł potępia wiele innych rzeczy, a Polacy na to gwiżdżą. Kościół potępia antykoncepcję, a Polacy masowo kupują prezerwatywy. Kościół potępia rozpad związków małżeńskich, a związki małżeńskie rozpadają się niczym Związki Sowieckie, spektakularnie, nagle i na zawsze. Kościół potępia aborcję i Polacy aborcję akurat też potępiają - ale tylko oficjalnie: w podziemiu setki tysięcy kobiet usuwają ciążę przy cichej tolerancji społeczeństwa. Czemu więc, do cholery, Polacy uwzięli się tak na gejów?

I następna myśl: a może pomiędzy panoszącym się katolicyzmem, a kwitnącą agresywną homofobią istnieje jeszcze jeden związek, bardziej ukryty… Tak naprawdę boimy się innych miękkich facetów w sukienkach, którzy cienko śpiewają i nie śpią z kobietami, którzy przenikają swym ukrytym wpływem wszystkie instytucje i warstwy społeczeństwa, którzy mają wszędzie chody, którzy znani są z afer pedofilskich i z tuszowania tych afer. Ale nie powiemy tego głośno, nie dopuścimy tego nawet do naszej własnej świadomości. No bo oni mają wszędzie chody, ich miękkie macki sięgają wszędzie. A poza tym oni to tradycja, to polskość: ich szefem był przecież nasz najsłynniejszy rodak. Znajdźmy więc sobie zastępczych, „podobnych” winnych - i wywrzyjmy na nich nasz gniew. Zamiast zbuntować się przeciwko księżom, nienawidźmy gejów!

Czy w wyobraźni popularnej możliwy jest taki nieświadomy ciąg skojarzeń, takie przesunięcie gniewu, taka nienawiść zastępcza? Oczywiście, w historii było wiele takich przykładów. W podobny sposób Hitler (i nie tylko on, bo miał w tym wielu poprzedników) przekierowywał na Żydów gniew lewicowych robotników, pierwotnie skierowany przeciwko kapitalistom.

Dodatkowym uprawdopodobnieniem takiego przekierowania są informacje, według których 50% księży katolickich to homoseksualiści. Nie wiem, czy te statystyki są prawdziwe (dla mnie brzmią trochę aż nazbyt sensacyjnie). Ale krążą wśród ludzi, stały się częścią legend miejskich - i już to świadczy, że w popularnej wizji świata ksiądz może być po cichu kojarzony z homoseksualistą.

Uważam więc, że takie przekierowanie nienawiści jest bardzo prawdopodobne. Polska homofobia może być tak naprawdę komżofobią. Może być strachem przed wpływowymi facetami-niefacetami w kształtnych komżach i czarnych sukienkach. To by znaczyło, że jedna ikona ludowego strachu została wyparta przez inną ikonę ludowego strachu. Dlaczego? Właśnie ze strachu. Ze strachu przed jawnymi i tajemnymi mocami księży, ze strachu przed osłabieniem tożsamości narodowej, ze strachu przed utratą więzi z Bogiem, którą księża rzekomo posiadają i sprzedają swoim poddanym. Pleban zawinił, tancerza powiesili.

Radzę o tym pamiętać. Okazuje się to bardzo przydatne, kiedy na przykład w tramwaju wściekły homofob spróbuje uwikłać nas w dysputę. Można wtedy powiedzieć: „Rozumiem: pan nie chce, żeby faceci przebierali się w sukienki i obmacywali dzieci?”. Kiedy potwierdzi, dopytujemy: „Czyli walczy pan z Kościołem katolickim?”. W ten sposób możemy zakończyć rozmowę w sposób przyjemny dla nas, nie dla homofoba.

No, chyba że trafisz na tramwajowego homofoba-antyklerykała. Tacy też są. I na takich nie mam dzisiaj pomysłu.

www.tomaszpiatek.pl






Komentarze
Dodaj nowy
kot   |03.12.2009 05:08:31
Gadulstwo - to wolno tylko jemu. I tylko u niego nie nudzi, lecz -niech
trwa.
Wyjątki piątkowe sięgają dalej: wtedy gdy na równi z narkomanią stawia
uzależnienie od sportu lub pracy. Wtedy doszukuję się meta racji, jak u
papieża, tego z Polski.
step  - do kota   |04.12.2009 04:43:44
Dzięki za miłe słowa (nie tylko te, ale w ogóle). Istotnie, staram się
utrzymywać bastion wolnego słowa (co znaczy także "nieśpiesznego") i
swobodnej myśli w tym piekle szybkiej i ustandaryzowanej komunikacji. Ale co do
różnych form uzależnienia nie chodzi tu o meta-racje, tylko o med-racje:
medycyna ustaliła już, że za różne formy uzależnienia odpowiada w podobny sposób
chemia mózgu. Uzależnienie od seksu czy pracy wiąże się z podobnymi zaburzeniami
enzymatycznymi co alkoholizm i narkomania, a podczas terapii słyszałem nawet że
hazard i kokainizm są związane z wręcz stuprocentowo identycznymi zaburzeniami
enzymatycznymi. Tylko uwaga: jedność uzależnień jest prawdą pod warunkiem, że
rozumiemy uzależnienie w sensie medycznym, a nie potocznym. Uzależnienie to jest
choroba podstawowa, postępująca, nieuleczalna i śmiertelna, w której występują
narastające szkody i straty fizyczne i psychiczne, prowadzące do wyniszczenia
organizmu i/lub stanów psychotycznych, w efekcie śmierci. Więc to nie jest tak,
jak ludzie mówią, że ktoś dużo pracuje i trochę zaniedbuje rodzinę, to jest
"pracoholikiem". Takie "uzależnienie" nie ma nic wspólnego z
narkomanią, bo nie ma nic wspólnego z uzależnieniem: ot, szkodliwy nawyk, nałóg,
ale nie śmiertelna choroba. Tak samo, uzależnienie od seksu to nie jest wtedy,
kiedy facet jest kobieciarzem, zdradza co jakiś czas żonę etc. Uzależnienie od
seksu jest wtedy, kiedy ktoś np. sprzedaje dom i traci firmę, bo się rujnuje na
agencje towarzyskie. Uzależnienie od sportu jest wtedy, kiedy ktoś biega po pięć
godzin dziennie, albo trenuje taekwondo przez trzy godziny każdego dnia i ma
zniszczone stawy oraz urzeszotnienie kości w wieku lat 30 (a są takie okazy,
niestety). To jest uzależnienie - i jako takie jest na równi z narkomanią,
alkoholizmem i wszystkimi innymi uzależnieniami. To jest znaczenie słowa
"uzależnienie". To, że ludzie używają tego słowa, żeby opisać zwykłe
nałogi i szkodliwe nawyki, jest niewłaściwe i w jakiś sposób lekceważące wobec
uzależnionych. To tak, jakbyś powiedział: Mam raka płuc. A ktoś ci na to: ojej,
a ja też dzisiaj kaszlnąłem.

Uzależnienie jest śmiertelne i jest
jedno.
Ludzie uzależnieni, kiedy przestają brać/pić, zwykle zaczynają
realizować swoje uzależnienie w inny sposób - bo wszystkie uzależnienia to jedna
i ta sama choroba. Był u mnie w ośrodku facet, który po wyjściu nie wziął nic,
nie napił się, a stracił cały swój majątek na agencje. Inny poszedł do agencji,
a zaraz potem się napił, a po miesiącu już ćpał i musiał się leczyć od nowa.
Inny kolega jest wręcz modelowym przykładem na jedność uzależnień. Jako marynarz
floty wojennej, zaczął od alkoholizmu. Upił się tak, że ostrzelał ze swojego
statku kutry rybackie na Zatoce Puckiej. Kosztowało go to awans na kaprala
(nieźle, nie?). Zaczął chodzić na AA i wymyślił sobie, że zamiast pić, będzie
brać amfetaminę. Szybko wylądował w szpitalu. W ośrodku popadł w tak
nieprzytomny pracoholizm (nie tylko szalał w czasie pracy, ale wynajdywał też
sobie robotę w wolnym czasie i rzucał się na nią z jakimś szaleńczym
pedantyzmem) że groził mu przymusowy urlop - dwa tygodnie zakazu pracy chcieli
mu dać, a on bardzo się tego bał.

Pozdrawiam!
kot   |04.12.2009 08:02:09
step
Chciałbym popaść w uzależnienie pracoholizmu. I nic. Nie dajesz nadziei.
Bo to o czym mówisz działa także w drugą stronę. Mogę tylko zaleczyć swoje
lenistwo. Ale leniem zostanę dożywotnio. I nie wolno mi przerywać pracy, bo
grozi mi recydywa, ciąg lenistwa.
To takie żarty -nie żarty.
Widzisz ja
patrzę na te sprawy z perspektywy rodzica, dziadka. Wolałbym aby te moje:
zabijały się pracą, sportem, łażeniem po Himalajach, ekstremalnymi sportami niż
tamtymi uzależnieniami. Jeżeli się zabijać to z jakimś celem i fajną do niego
drogą.
Ot takie widzi mi się.
Uważam, że Twoja meta racja, a nie medica racja
leży w bardzo generalnej dyrektywie -ba zasadzie istnienia- sprowadzającej się
do  zachowania równowagi
Każdy zbyt wielki przechył prowadzi do zatonięcia.
Tej zasadzie podlega wszystko: ustroje różne, w tym społeczne, jednostki
ludzkie i całe istnienie fizyczne i przyrodnicze.

bez pozdrowień, bo w rozmowie tego się nie robi
step

PS. dla rozluźnienia
Mój 28 letni syn, polski Kanadyjczyk, pracujący
menadżmencie korporacji informatycznej, gdy cofnęli mnie z odprawy celnej, z
uwagi na ważny, ale nie taki jak trzeba, paszport, musiał przysłać mi
zaproszenie, które wysyłał bezpośrednio do Ambasady w Warszawie. Wyglądające
tak:


Hello,
I would like to invite my father, Jerzy Kotowski, to Canada.
Attached are 2 pieces of ID and proof of income.

Thanks, Jan


Takie to
internetowe, bezpośrednie!
Sopor   |04.12.2009 08:15:34
Wspominając o tym, że - co najmniej dwie trzecie pedofilów to heterycy - pan
Piątek, zapewne nieświadomie, powtórzył tezę Camerona o większej podatności
homoseksualistów na tę przypadłość. Chyba, że uważa, iż co najmniej 1/3
populacji to homoseksualiści.

Ciekawi mnie również jak lewicowcy łączą obronę
godności gayów z wyśmiewaniem się z księży, że to pedały. No i do tego to
brzydkie wmawianie nielubianej grupie pedofilii jako żywo przypominające
piętnowaną postawę przeciwników. Mam rozumieć, że łączenie homoseksualizmu z
pedofilią na podstawie kilku przypadków to faszyzm, homofobia i przestępstwo,
ale sugerowanie, że "czarni" lubią zabawy z dziećmi jest ok?
step  - odpowiedzi   |04.12.2009 09:26:36
Do kota:

Wybacz, ale odpowiem Ci trochę drastycznie, nie żeby Cię urazić, ale
żeby podkreślić, o czym mówię, o jak ciężkich sprawach.

To ryzykowne, co
napisałeś. Chcesz, żeby twoje dzieci się zabijały? W przypadku uzależnienia,
uzależnienia w znaczeniu medycznym, słowo "zabijały" nie jest metaforą.
Są ludzie, którzy doprowadzają się do fizycznej śmierci sportem albo pracą.
Umierają naprawdę. Na tym polega uzależnienie. Proszę cię, zrozum, to nie jest
kwestia tego, że sport jest dobry, a heroina zła. To nie jest tak, że zły jest
przedmiot czyjegoś uzależnienia. Złe jest samo uzależnienie - wada mózgu,
zaburzenie enzymatyczne - które znajdzie śmierć i w heroinie, i w piwie, i w
sporcie, i w pracy, i w seksie i w grach komputerowych. Prawdziwą śmierć: mój
znajomy stracił 10 kilo i się odwodnił potwornie, grając po 16 godzin dziennie,
był na granicy wyniszczenia. Gdyby Twoje dziecko było uzależnione i poświęciło
się sportom, zabiłoby się nimi tak samo jak heroiną, albo musiałoby się tak samo
leczyć, jak z heroiny. Proszę, zrozum! Mam wrażenie, że mówię i mówię, a ludzie
wciąż rozumieją swoje. Pewnie tak jest, bo nie mają kontaktu z rzeczywistością
tej choroby.

Sopor: tu nie chodzi o to, żeby wyśmiewać się z księży (chociaż
chętnie wbijam im szpile, bo dają powody), tu chodzi o to, żeby zanalizować
pewne ludowe wyobrażenia i strachy. Co do tego, jaka jest ilość gejów i
heteryków wśród pedofilów, to nawet jeśli badania wykazujące tak wysoką ilość są
prawdziwe (piszę: JEŚLI, napisałem: CO NAJMNIEJ), to polskie utożsamienie
ludowe: "pederasta pedofil" jest kompletnie bez sensu - jakby nie
liczyć, istnieje ogromna ilość homoseksualistów bez skłonności do pedofilii, a i
wśród pedofilów homoseksualni stanowią CO NAJWYŻEJ, JEŚLI W OGÓLE jedną trzecią.
I o to chodzi: homoseksualista to nie pedofil. I koniec. Łapanie się za słówka
to fajna zabawa, ale czytanie ze zrozumieniem daje jednak wszystkim więcej
satysfakcji, per saldo.

Jeśli chodzi o inne utożsamienie ludowe: "ksiądz
pedofil" to na pewno dla wielu księży katolickich jest ono niesprawiedliwe.
Ale będzie się ono utrzymywać, dopóki księża katoliccy będą tuszować w swojej
firmie obrzydliwe afery seksualne z nieletnimi. A przede wszystkim, to
utożsamienie będzie się utrzymywać, dopóki księża katoliccy będą żyć w
absurdalnym, niebiblijnym celibacie (jak pisał Apostoł w Piśmie Świętym, biskup
ma być mężem jednej żony - a nie szalejącym od hormonów pseudo-eunuchem lub
żyjącym w konkubinacie oszustem!). Bo celibat nie tylko przyczynia się do tego,
że księża oszukują, szaleją, montują afery seksualne hetero, homo, pedo czy
nawet nekro (była taka afera we Włoszech). Celibat sprawia, że potencjalne życie
seksualne księdza ekscytuje ludzi i powstają na jego temat legendy.

Użalanie
się nad księżmi: "Ojojoj, biedaczki, spotyka was podejrzenie o pedofilię, oj
wy biedni, prześladowani" jest tym bardziej niestosowne, że katoliccy księża
w Irlandii przez lata gwałcili, katowali, zmuszali do pracy ponad siły i
mordowali powierzone im dzieci - i w ogromnej mierze nie ponieśli za to kary.
Ale Irlandczycy przynajmniej rozgrzebali to kłębowisko, zaczęli walczyć z
mordercami i gwałcicielami w sutannach… A jak jest u nas? U nas takiej
kampanii nie ma. Nikt nic nie wie, nie słyszał, czasem pojawi się doniesienie
prasowe: jeden biskup trochę stracił twarz, jedną zakonnicę sfilmowano, jak biła
dziecko, jakiś ksiądz w Szczecinie coś robił, ale nie wiadomo… I znowu cisza.
Może nasi księża są tacy święci? Ja podejrzewam jednak, że są bezkarni, tak jak
w wielu innych sprawach: bandycka Komisja Majątkowa, przydzielająca im feudalne
latyfundia, oszustwa podatkowe, a dawniej celne, bezpośrednie ingerencje w
politykę, obrażanie ludzi (kundelki, wilczury, betony, kwas solny, synowie i
córki sowieckich oficerów - to tylko kilka cytatów z bogatej księgi wyzwisk
papistowskich "kaznodziejów", od Rydzyka do Pieronka). No więc dopóki w
Polsce księża katoliccy są bezkarni, ja nie będę się nad nimi użalał. Będę
traktował ich jak wrogów politycznych i szkodników społecznych, nie mówiąc już o
tym, że z punktu widzenia teologicznego uważam ich za bluźnierców, bałwochwalców
i półpogan. Pokój i wzajemne dobre traktowanie mogłoby się pojawić, gdyby
papiści zrezygnowali ze swoich przywilejów ekonomicznych, prawnych i
społecznych, a także z pretensji do teologicznej, filozoficznej i politycznej
nieomylności. Nieomylny nie jest ksiądz, nie jest biskup, nie jest papież. I ja
też, w mojej małości, nie jestem nieomylny. Nieomylny jest tylko Bóg.

No, ale
ja tu mogę sobie oczywiście pisać. Ani moje ataki, ani zresztą Twoja obrona nic
ich nie obchodzi. Jedyne, co mogę, to dać świadectwo temu, w co wierzę i co
myślę. A to nie może ich ruszyć, nie tylko dlatego, że ich siła jest ogromna,
ale także dlatego, że ich siła nie ma nic wspólnego z wiarą i myślą. Ich siła
opiera się na ignorancji, obłudzie i strachu.

Pozdrawiam!
kot   |04.12.2009 10:22:27
step
Wybacz moje potraktowanie czegoś, co dla Ciebie oznacza bolesne
wspomnienia, i nie mniej bolesną teraźniejszość. Nie miałem takiego zamiaru
jak w porzekadle: ,,syty głodnego nie zrozumie,,. Popatrz, jeśli możesz, na to
co napisałem, jeszcze raz, nie tak osobiście. Napisałem, że dobra jest
równowaga, a ona nie jest zabijaniem i że gdyby miały się zabijać, to na to sa
lepsze i gorsze sposoby. Myślę,że Twój wybór też szedł w tym kierunku, skoro
Twoje poglądy są także Twoim zyciem.
viking   |04.12.2009 10:31:10
Ja bym jeszcze dodał, że homoseksualistą się jest lub nie; księdzem człowiek
staje się z wyboru, bo jest to pewien zawód (nawet jeśli niektórzy mają prawo
twierdzić, że szczególny i związany z powołaniem). Dlatego ci, którzy walczą o
prawa człowieka domagają się szacunku dla czarnoskórych czy gejów a nie dla
nauczycieli lub budowlańców, nawet jeśli tym, szacunek też się należy.
Jasne,
że źle się dzieje kiedy jednostka jest negatywnie oceniana przez to, iż jest
częścią jakiejś grupy. Dla każdego polskiego robotnika może to być nieprzyjemne
jeśli polscy robotnicy mają gdzieś opinię pijaków. Całkiem miły i oddany
parafianom kaznodzieja może również czuć się nieswojo gdy ktoś mówi o kościele i
pedofilii.
Ale podstawy praw człowieka dotyczą jednak w pierwszym rzędzie tych
cech, na które człowiek nie ma wpływu. Są to rasa, płeć, orientacja seksualna,
ewentualne choroby czy upośledzenia. Nie wyznanie, przynależność do
organizacji,czy zawód.
I w tym sensie można np. dyskutować o tym czy lewica
europejska, która często broni wyznawców islamu, nie przyjmuje czasem
jednocześnie antychrześcijańskich postaw. Ale homoseksualizm i kościół to jednak
całkiem inne płaszczyzny.
Poza tym to kościół wymierza działa nietolerancji w
gejów, więc nie płaczmy za bardzo nad jego losem, gdy druga strona go przez to
nie lubi i ewentualnie korzysta z pewnych nieczystych chwytów.
W dniu kiedy
księża będą głosić tolerancję dla innych ras, narodów i orientacji seksualnych,
dam w mordę każdemu kto ośmieli się przyrównywać ich do pedofili. Póki co jakoś
nie jest mi ich żal.

P.S. pedofile nie są ani hetero ani homo. Są osobnikami
krzywdzącymi dzieci- czasem chłopców czasem dziewczynki.
step  - odpowiedzi   |04.12.2009 12:48:27
kot - nie, nie wziąłem tego aż tak do siebie. Chciałem tylko mocniej powiedzieć,
że kiedy człowiek naprawdę siebie zabija, to każdy sposób jest zły. Sport się
wydaje mniej zły, bo wszyscy wiemy, że sport to zdrowie… Ale kiedy człowiek
morduje siebie sportem, dosłownie morduje, to wtedy jest to też morderstwo, nie
zdrowie. Morderstwo zawsze jest złe, czy alkoholiczne, czy narkotyczne, czy
sportowe, czy jakiekolwiek inne.

viking - zgadzam się: pisałem "pedofile
hetero" albo "pedofile homo" tylko po to, żeby uprościć - przez
pedofilów hetero rozumiałem pedofilów krzywdzących dzieci płci przeciwnej, a
przez pedofilów homo rozumiałem pedofilów krzywdzących dzieci płci tej samej co
oni (pedofile). Trochę to skomplikowane tak pisać, opisowo, całymi zdaniami -
ale masz rację. Pedofile nie są, jako pedofile, ani hetero ani homo. Tak samo
mordercy, nie są, jako mordercy, Polakami, Żydami ani Niemcami - są mordercami,
zabijającymi innych ludzi. Ich narodowość nie wpływa na klasyfikację ich czynu i
tak samo ewentualna orientacja pedofila nie wpływa na klasyfikację jego
czynu.

Pozdrawiam!
kot   |05.12.2009 01:09:29
Mówisz każda śmierć jest zła! (Czy na pewno! I czy każda jest jednakowa?) A
jednocześnie, że uzależnienia nie można się pozbyć, z nim się rodzi po to
aby dokonać samodestrukcji . Ucieczki nie ma, bo to genetyczne.

step -
tylko bez agencji towarzyskich itp. , zatrzymajmy się przy sporcie.
Z tego co
wiem współczesny zawodowy sportowiec katuje się treningiem przez wiele godzin
dziennie. Tenisistki w rozgrywkach WTA nie wytrzymują sezonu. W ostatniej
rudzie rozgrywek widział ten, kto oglądał, gdy kolejne tenisistki, nie
prowadziły sportowej, pięknej, radosnej, walki lecz dawały pokaz torturowania
się na korcie. Tortur zadawanych sobie- przez siebie. Ale one nie muszą- one
chcą. Punkt dla Twojego wywodu.

Mówisz o chemii mózgu. Jednakowa jest w
wypadku euforii narkotykowej i każdej innej. Ta sama chemia i fizjologią
towarzyszy stanowi zakochania, wejściu zimowemu na K-2, przy każdym
naukowym -eureka, napisaniu wiersza.

Uzależnienie jest chorobą genetyczną ,
tym się różniącą , że tam gdzie inni chcą, uzależnieni muszą.
A ja
zazdroszczę tym co muszą, bo chcenie wykoncypowane też sprawia jakieś
cierpienie, a przynajmniej trzeba pokonać opór materii, lub powszechnie
obowiązującą newtonowską bezwładność. Widzisz nie tylko Ty masz ciężko.
Mówiłeś
o metatonie, substytucji- jeśli dobrze zrozumiałem- o kuracji zastępczej
.
Jeżeli ktoś jest genetycznie uzależniony to jaka jest na to rada? Jeśli
jest. Przekierowanie. Jeżeli, jak mówisz, jest skazany na samozniszczenie. To
niech po nim pozostanie diament, a nie gówno. Jeżeli ma nam na czymkolwiek
zależeć. I wydaje mi się, że Ty wbrew temu co w tej sprawie mówisz, wybrałeś
właśnie tę piękniejszą drogę
step  - to nie tak   |05.12.2009 02:27:11
Nie. Euforia nie zawsze jest taka sama. Chemia mózgu nie zawsze jest taka sama.
W jakim sensie? W takim, że uzależniony ma INNĄ chemię mózgu i INACZEJ przeżywa
euforię, zabójczo.

Wewnątrz tego przypadku - przypadku uzależnionego - TAK,
każda euforia jest taka sama w tym sensie, że tak samo może być
niebezpieczna.

Rozumowanie, które tutaj prezentujesz, jest czymś, przed czym
przestrzegali mnie terapeuci. Bo podczas terapii myślałem, że niby teraz rzucę
się w robotę, w twórczość, w małżeństwo, w życie rodzinne, na maksa… Nie -
mówili ludzie leczący się dłużej - W ten sposób się zabijesz. Oczywiście, w
życiu trzeba mieć pasje, ale nie wolno w nich szukać euforii, zatracenia,
orgazmu. Bo się nimi tak samo wykończysz jak narkotykami. Albo stwierdzisz, że
cię nie satysfakcjonują, że są za słabe - i wrócisz do narkotyków. Ludzie
leczący się dłużej mówili: masz się nauczyć żyć bez euforii. Nie codzień jest
pierwszy maja (takie powiedzenie z dawnych czasów, he he). Masz żyć skromnie i
pokornie. Nie wolno się spalać, nie wolno wszystkiego podporządkowywać pasji.
Pasję też realizuje się od-do, w ograniczonym czasie, w wyznaczonych godzinach -
inaczej cię zje. Romantyczne mity na temat "spalania się" są
najniebezpieczniejszą rzeczą, jaką uzależniony może sobie wsadzić do
głowy.

Przykro mi, że tak odmitologizowuję różne malowniczo wyglądające
przeświadczenia, ale muszę: być może czyta to teraz jakiś uzależniony i ja nie
chcę mu zaszkodzić.

Pozdrawiam!
kot   |05.12.2009 04:04:47
O konieczności nauczenia się życia bez euforii nie mówiłeś. To konieczna
umiejętność. Mnie się zdaje, że mają z tym kłopoty ludzie super uzdolnieni, tacy
jak Ty, którym wszystko przychodzi łatwo i przyzwyczajają się do związanego z
tym ciągłego stanu euforii w ciągu sukcesów (zajrzyj do życiorysu Piątka za co
się nie weźmie same sukcesy) Ale popatrz na trening pływaka wielogodzinna nuda.
Kiedyś spytałem mojego dalszego brata: czy cię nie nudzi ślęczenie nad tymi
modelami(miniaturowych samolotów.)Odpowiedział,że nudzi, ale lubi żeby
zrobiony przez niego model wygrywał na zawodach.
Jestem odporny na
uzależnienia, ale nie potrafię żyć bez euforii. Muszę na nią ciężko pracować
przechodzić długą nudna drogę aby do niej dojść. Znając smak euforii, odrzuca
mnie konieczność przechodzenia przez coś co jest od niej dalekie.
A w ogóle
masz racje,że należy także opanować sztukę życia bez euforii, tym mocniejszej
gdy
jest rzadka.
kot   |05.12.2009 04:10:24
O konieczności nauczenia się życia bez euforii nie mówiłeś. To konieczna
umiejętność. Mnie się zdaje, że mają z tym kłopoty ludzie super uzdolnieni, tacy
jak Ty, którym wszystko przychodzi łatwo i przyzwyczajają się do związanego z
tym ciągłego stanu euforii w ciągu sukcesów (zajrzyj do życiorysu Piątka za co
się nie weźmie same sukcesy) Ale popatrz na trening pływaka wielogodzinna nuda.
Kiedyś spytałem mojego dalszego brata: czy cię nie nudzi ślęczenie nad tymi
modelami(miniaturowych samolotów.)Odpowiedział,że nudzi, ale lubi żeby
zrobiony przez niego model wygrywał na zawodach.
Jestem odporny na
uzależnienia, ale nie potrafię żyć bez euforii. Muszę na nią ciężko pracować
przechodzić długą nudna drogę aby do niej dojść. Znając smak euforii, odrzuca
mnie konieczność przechodzenia przez coś co jest od niej dalekie.
A w ogóle
masz racje,że należy także opanować sztukę życia bez euforii, tym mocniejszej
gdy
jest rzadka.
kot   |05.12.2009 04:12:32
Ta rozmowa powinna znaleźć się pod nagraniem lub konspektem z seminarium Tomasza
Piątka o narkomanii.
Ale takiej możliwości ciągle nie ma!
step  - A może   |05.12.2009 12:12:19
Może jest

Może coś takiego by się przydało

Pomyślimy
Rylew  - Homofobofobia   |06.12.2009 09:19:41
Polska jest także krajem homofobofobów.

Panie Tomku !
Gdy przeczytałem
wreszcie pański jak zwykle ciekawy tekst doszedłem do wniosku, że oprócz
komżofobów należy pan raczej do homofobofobów, co według pańskiej definicji
znaczy, nie lubi pan homofobów.

Zastanawiam się co oznacza nie lubić.
Lubię
owczarki alzackie, husky, nawet kundelki,
ale nie za bardzo wszelkiego rodzaju
pinczery, buldogi i inne pitbule. Nie lubię też gdy jest tego dużo na ulicach, w
lokalach, a ulice są pełne psich cygar, bo ich państwo nie uważa za stosowne
posprzątać po swoich ulubieńach. Gdy głośno szczekają, gdy mnie straszą nagłym
ujadaniem i chęcią złapania mnie za nogawkę. Ale chyba to nie jest ten sam
rodzaj lubienia. Pies jaki jest taki jest, taka jego psia natura.

Z ludźmi
jest inaczej, ludzi raczej się boimy, boimy się obcych, innych, boimy się innej
kultury nawyków, nałogów. Boimy się, że to przeniknie do naszej substancji,
zatruje nasze dzieci, wnuki, zrobi krzywdę. Czasami ten strach jest uzasadniony
czasami nie.
Doprawdy człowiek jest bardzo podatny na strach, dlatego rynek
strachu jest rynkiem ogromnym, pełnym towaru, a przybywają wciąż
nowości.

Tajemnicą tego nieustannego ruchu na rynku strachu jest to, że
strach jest jedną z podstaw życia, jest mianowicie częścią instynktu
samozachowawczego. Inną podstawą życia na ziemi jest równowaga biologiczna,
która nie pozwala na zapanowanie jednego gatunku, rodzaju itd. Dobrze jeśli ta
równowaga panuje także w społeczeństwach, nadmierny rozwój i dominacja pewnej
grupy społecznej także budzi nasz lęk i odruch obronny.

Niech każdy się boi
tego co go przestrasza, niech będzie pluralizm strachu,wolność strachu i
równowaga. Warto jednak nie mylić i nie mieszać homofobii z kretynizmem. Wiem
coś o tym.
Jestem kretynofobem.
step  - Powiem tak   |06.12.2009 13:37:48
Powiem tak: jest homofobia i jest chamofobia. To drugie, to automatyczne
skreślanie biednego, niewykształconego człowieka tylko za to, że jest homofobem
czy np. antysemitą - podczas kiedy:
- w dużej mierze nie jest to jego wina
(tak go wychowano i tak go sfrustrowano, możemy go obwiniać co najwyżej nie o
homofobię, ale o to, że zamyka oczy i uszy na wszystko, co mogłoby go z tego
stanu wydobyć)
- poza swoją homofobią czy swoją ksenofobią może nam coś
ciekawego powiedzieć

Na to zgoda. To znaczy: zgoda na to, że chamofobia jest
zła jak homofobia - bo również wyklucza.

Nie ma natomiast zgody na homofobię.


Homofob - czyli, interpretując to określenie w najpopularniejszy sposób, bo
można też inaczej - oznacza "bojący się geja" (inna interpretacja
oznacza "bojący się podobnych do siebie" i zakłada, że homofob
antygejowski jest ukrytym homoseksualistą).

Pamiętajmy, że jest to określenie
naukowe, chłodne, łagodne i w gruncie rzeczy - grzecznościowe. Homofobem nazywa
się gejożercę, człowieka, który gejów nienawidzi (grzecznie zakładamy, że
przyczyną nienawiści jest strach, przeskakujemy więc - nad agresją - do
cierpienia czy dyskomfortu, które ma być tej agresji przyczyną).

Ja nie
uważam, żeby nienawiść była uczuciem, które należy akceptować jako normalną
część demokratycznego ładu. Nie chcę pluralizmu nienawiści. Pojęcie
"pluralizm nienawiści" za bardzo przypomina mi "wojnę wszystkich ze
wszystkimi".
Rylew   |06.12.2009 15:37:28
Pan posiada nie tylko godną podziwu łatwość pisania, ale jak widać
i łatwość
transformacji znaczeń pewnych określeń, bo właśnie przeszedł pan w określeniu
homofobia od nielubienia do nienawiści.
Dodałem jeszcze lęk.
Że te słowa
muszą być tak rozciągliwe ? Na przykład słowo antysemita, co za paleta typów się
za tym kryje. Podobnie z homofobem.
Co do nienawiści zgoda, ja także nie jestem
zwolennikiem kultury nienawiści, zemsty i odwetu, ale z czego się bierze
nienawiść ?

Poza tym wpadniemy być może w spór o to czy tych nienawistników
liczba jest istotna czy nieistotna. Mnie się podoba to ostatnie.
No i co z
tego, że nie chcemy nienawistników, czy trzeba ich wytępić do ostatniego ?

Może wystarczy ich dobrze ośmieszyć, ale nie zawsze mamy na to sposób, jak na
przykład na * tramwajowego homofoba-antyklerykała*.
step  - Ależ   |06.12.2009 16:43:44
Nie powiedziałem: wytępić nienawistników do ostatniego.

Powiedziałem: nie
pochwalać nienawiści, nie legitymizować jej, nie rezerwować jej miejsca w
publicznej debacie

Oczywiście, to też jest w jakiś sposób radykalne
stanowisko i samemu mnie jest trudno z nim zmierzyć, bo to, co czuję dla
papistowskich bałwochwalców i faryzeuszy, czasem jest bardzo bliskie
nienawiści.

Ale kiedy zastanawiam się nad tym spokojnie, to wniosek mam
jeden: nie, nie ma miejsca dla nienawiści w publicznej debacie. Krytyka,
polemika, dekonstrukcja, niechęć, nawet negacja - ale nie nienawiść.
step  - poprawka   |06.12.2009 16:47:16
Miało być:

"mnie samemu trudno jest się z nim zmierzyć"
viking   |06.12.2009 19:46:30
Przysięgam, że jednym z idiotyzmów, które udało mi się usłyszeć chyba wyłącznie
w Polsce jest sformułowanie, wedle którego ,,niechęć do homofobów" można w
jakikolwiek sposób zestawiać z niechęcią do homoseksualistów. I ten cudowny
argument: każdy z nas czegoś nie lubi- jedni sera, inni mleka. Niektórzy
buldogów, inni dalmatyńczyków. A prócz tego są wśród nas tacy, którzy nie lubią
gejów albo Żydów. Oczywiście wśród nich z kolei są tacy, którzy nie lubią
troszkę i tacy, którzy przeginają. Ale tym pierwszym należy się chyba trochę
tolerancji, nie piszmy, że robią coś złego, jeszcze się im zrobi przykro. Czyż
nie wolno im nie lubić gejów, tak jak inni nie lubią psa sąsiadki? I czyż w
kraju, który został niegdyś zaliczony do 10 najbardziej nieprzychylnych gejom
krajów świata (obok takich gwiazd jak Iran) problem dyskryminacji homofobów oraz
księży nie powinien zajmować nas przede wszystkim? Oczywiście z tych, którzy
nienawidzą możemy ewentualnie się trochę pośmiać, ale mając na uwadze dobro tych
wyłącznie ,,niechętnie nastawionych", których to taki głos mógłby
niepotrzebnie urazić.

A tak na serio. Fascynuje mnie zjawisko tolerancji dla
nietolerancji jakie panuje w tym kraju. Bo znam jego drugą stroną.
W Szwecji
miałem do czynienia z Polakami, którzy przyjeżdżali tam do pracy. Rozmawiałem z
nimi, znałem ich różne poglądy. Na temat innych narodów, gejów itp. I ciekawe,
że ci, którzy wykazywali się szczególnym zrozumieniem dla niechęci wobec tych
grup, którzy potrafili w równie ,,biologiczno- ewolucyjny" sposób wyjaśniać
potrzebę strachu przed innymi, naturalność niechęci lub antygejowskich
obrzydzeń, jakoś dziwnie tracili tę swą wyrozumiałość, gdy jakiś Szwed okazywał
im swoją ,,naturalną" niechęć do przybyszy z dziwnego, ,,dzikiego" i
rozmodlonego słowiańskiego kraju. Nagle ci, których tak dziwiła szwedzka
tolerancja dla gejów, bardzo chcieli jej dla siebie, nie dla tych Szwedów,
którzy w zetknięciu z nimi jedynie okazywali swą naturalną i potrzebną
przetrwaniu ich kultury, polakofobię. Nikomu z tych ,,pokrzywdzonych" nie
przychodziło do głowy, że Polaków również można nie lubić, tak jak buldogów,
sera albo gejów.

Pisałem już pod felietonem K. Dunin, iż nie twierdzę, iż
jestem w 100% tolerancyjny czy, że nie mam uprzedzeń. Przyznaję, że łatwiej jest
mi zaakceptować ,,normalnego", niezniewieściałego geja (zwłaszcza, gdy tak
w ogóle jest bi i można z nim nawet pogadać o dziewczynach) niż przegiętego,
mówiącego cienkim głosem. I może nawet ma to jakieś uzasadnienie w
,,naturze" lub jest przydatne dla ekosystemu. Tylko co z tego? Dalej
twierdzę, iż trzeba edukować ludzi zamiast cieszyć się z ich bliskości naturze i
rozwiniętego instynktu samozachowawczego.

Jedno z czym jestem się w stanie
zgodzić z Rylewem to to, że słowo ,,homofobia" faktycznie jest bardzo
rozpięte znaczeniowo. Obejmuje zarówno naszych łysoni z Parad Równości, jak i w
miare niewinne żarty o gejach. W terminologii feministycznej (przynajmniej jeśli
chodzi o szw. feminizm) może oznaczać niechęć mężczyzn do okazywania uczuć w
zbyt ,,fizyczny sposób" (np. obejmowanie się, całowanie na przywitanie-
czyli to co w naszej kulturze robią nawzajem kobiety hetero a czego nie robią
mężczyźni). Można z tego rodzaju definicjami polemizować, zwłaszcza w ramach
dyskursów akademickich.
Natomiast wydaje mi się, że ta ,,homofobia", z
którą stara się walczyć każdy cywilizowany europejski kraj (w tym miejscu
przyznaję, że mówiąc ,,cywilizowany" zaznaczam, że ani Litwy ani Polski do
tego grona zaliczyć nie można) nie potrzebuje szczególnej definicji. Jest to
sytuacja, w której z powodu złego nastawienia społecznego homoseksualiści mają
problemy z normalnym i spokojnym życiem. I szczególnie w Polsce, w której
mentalność ,,jestem katolikiem, więc nienawidzę gejów" nie jest niestety
marginalna a homofobia, zdefiniowana jak powyżej, jest zdecydowanie większym
problemem niż w Szwecji, Niemczech,czy nawet Anglii nie wyrzucałbym tym
nielicznym felietonom, które starają się to zmnienić, iż nie są wystarczająco
miłościwe dla homofobów.
maciej  - Głos rozsądku   |07.12.2009 05:16:24
Jeżeli walczysz z czymkolwiek, cały świat staje się w twoich oczach podejrzany,
bo wszystko jest możliwym schronieniem i pokarmem dla wroga. Jeżeli walczysz z
czymkolwiek, powinieneś i siebie unicestwić, ponieważ i w tobie samym jest,
choćby minimalna, cząsteczka tego, co zwalczasz.
"Twierdza" Antoine de
Saint-Exupéry
Rylew   |07.12.2009 06:47:01
Hallo viking!
Fajnie to napisałeś przyznaję.

> Fascynuje mnie zjawisko
tolerancji dla nietolerancji jakie panuje w tym
> kraju.
A mnie fascynuje
zjawisko gdy ci, w swoim mniemaniu tolerancyjni, w stosunku do tego czego nie
lubią krzyczą *wytępmy w zarodku…*
Poza tym zadziwiają mnie ludzie którzy
wiedzą, bo jakby dostąpili źródła prawdy, ale nie mam jakoś do nich
zaufania.

> ,,jestem katolikiem, więc nienawidzę gejów
Interesujące jest
także zjawisko *przesadyzmu*, no ale bez tego nie byłoby ani ciekawego tekstu p.
Tomka ani tej duskusji.

Nikomu nie można narzucić kogo ma lubić, a kogo nie
lubić, ani kogo ma się bać, a kogo obdarzyć zaufaniem.
Dlatego każdy będzie
miał swoje fobie, które z biegiem czasu i procesami kulturowymi zmieniają się.
viking   |07.12.2009 16:33:38
Dziękuję za uznanie, Rylew :)

Wydaje mi się, że nikt tutaj nie chce tępić w
zarodku homofobów, tylko homofobię. Przede wszystkim edukacją.
Artykuł jest
natomiast poświęcony polskiej agresywnej homofobii i nawet gdyby zastosowano w
nim jakieś środki werbalnej agresji, to i tak byłby to język nienawiści wobec
tych, którzy nienawidzą. A to może czasem służyć pokazaniu ludziom, że pewnych
rzeczy mówić się nie powinno. Chociaż to chyba temat na inną dyskusję, bo ja w
tym felietonie niczego takiego nie widzę.

Jest w nim natomiast trochę o
kościele. Możesz to nazwać ,,przesadyzmem". Bo dla Ciebie i dla mnie ksiądz
mówiący z ambony, że geje są niebezpiecznymi zboczeńcami i, że spłoną w ogniu
piekielnym, to tylko mało istotny fanatyk. W Twojej optyce wyjątkowy w polskim
kościele, w mojej typowy. Problem polega jednak na tym, że dla chłopca czy
dziewczynki, którzy właśnie odkryli, że podobają im się przedstawiciele ich
własnej płci, jest to część ich codzienności- podobnie jak nietolerancyjni
koledzy i koleżanki, nic nie rozumiejący rodzice itp. Takie sytuacje są w Polsce
częstsze niż w innych krajach. To się oczywiście może wydarzyć również w
Szwecji, tam też ileś nastolatków rocznie odbiera sobie życie, bojąc się reakcji
otoczenia na swój homoseksualizm bądź nie mogąc go zaakceptować samemu. Ale tam
prowadzi się w związku z tym pewne działania edukacyjne zamiast wzruszać się
losem biednych księży czy też np. biednych homofobów, którzy jakoś tak już mają,
że nie lubią pedałów.
maciej   |08.12.2009 01:33:03
http://www.polityka.pl/kraj/rozmowy/1501177,1,czy- geje-powinni-miec-dzieci.read
Rylew   |08.12.2009 11:12:39
> Wydaje mi się, że nikt tutaj nie chce tępić w zarodku homofobów,
> tylko
homofobię. Przede wszystkim edukacją.

Czyżby ? Ja wiem, dobre chęci, ale
zwykle tak bywa, że wychodzi z tego coś zupełnie innego. Czym jest wrzucanie
do jednego worka ludzi, którzy mają pewne obiekcje i obawy widząc krzykliwą
kampanię promocji homoseksualizmu, z tymi którzy z jakichkolwiek względów go
nienawidzą
(uważam, że jest ich bardzo mało nawet w Polsce). Ludzie mają prawo
mieć obawy w końcu wychowani jesteśmy w kulturze hetero, a teraz ma nastąpić
kultura homo? Tak to jest odbierane.

Ja nie widzę tej polskiej agresywnej
homofobii, a mówienie o niej można przypisywać wspomnianej już kampanii
promocji homoseksualizmu,
której Ty zapewne nie widzisz.
Obydwa zjawiska
jeśli istnieją mogą być skorelowane wprost proporcjonalnie.

Istotne w tej
sprawie jest są także tempo i zakres żądanych zmian.
Gdyby to tylko chodziło o
uznanie homoseksualizmu jako normalnej odmienności seksualnej dla poprawy
samopoczucia ludzi nią dotkniętych to nie byłoby chyba problemu, ale każdy kto
ma choć troszkę wyobraźni musi dojść do wniosku, że problem nie ma dna, bo
żądania wolności i praw pójdą dalej.
Homoseksualistom trzeba będzie przyznać
prawo adopcji dzieci.
Dlaczego mamy być monogamistami, precz z tym
zabobonem.
Za homoseksualistami stoją w kolejce osoby gustujące w małolatach,
którym będziemy obniżać wiek przyzwolenia.
Potem pedofile (pedofil to też
człowiek:) itd.
Rewolucja (seksualna) u bram parafrazując Żiżka.
Rewolucja
totalna.

A edukacja ?
Czy są już podstawy do edukowania czyli odpowiednia
wiedza? Mam wątpliwości ponieważ wiem jak krucha jest wiedza ludzka.

Ty
viking pewnie masz zdolność wyobraźni, więc zrób z niej użytek
może wtedy ta
Twoja jurna pewność siebie nieco sflaczeje :).

Reasumując,
W swoim świetnie
napisanym felietonie autor nie ustrzegł się pewnej maniery przesady i
przypisywania wszystkim określonych cech.
Polska jest krajem homofobów, Polacy
to urodzeni antysemici,
Niemcy to naród morderców, Szwajcaria to kraj
ksenofobów itd. to częste tezy różnych artykułów prasowych i etykietki.
Przy
czym do jednego wora pakuje się całą zróżnicowaną poglądowo
populację.
Zwróciłem też uwagę, że fobia to głównie strach, a nie nienawiść, a teraz
wskazałem, że ludzie mają się czego bać i mają do tego prawo, w odróżnieniu do
nienawiści.
Rylew  - maciej   |08.12.2009 11:18:42
dzięki za link. Bardzo ciekawa rozmowa.
viking   |08.12.2009 14:22:12
Rylew

sorry wydawało mi się, że dyskutuje z rozsądnym człowiekiem, który chce
widzieć problemy z różnych stron. Niestety Twoja wypowiedź na temat promocji
homoseksualizmu gruntownie zmieniła moje zdanie w tym temacie i dała mi ,,jurną
pewność", iż twoja reakcja na ten felieton wynika z tego, że jest on między
innymi o Tobie.

Naprawdę jak ktoś wyjeżdża z ,,promocją homoseksualizmu"
powinien chyba jednak podyskutować na prawym.pl a nie tutaj. Homoseksualizmu nie
da się wypromować. Albo się jest homo albo się nie jest i tyle. Jeśli ktoś na
serio myśli, że jest inaczej to oznacza, że sam posiada jakąś predyspozycję
psychiczną, która sprawia, że mógłby na tę ,,reklamę homoseksualizmu"
zareagować pozytywnie i z dnia na dzień przeskoczyć z łóżka swej kobiety w
objęcia mężczyzny.
Nie powinniśmy zapewne promować ani dragów ani poligamii
ani niebezpiecznego seksu, ponieważ wszyscy mamy ,,coś takiego" w psychice,
co sprawia, że możemy się na nie skusić. Natomiast predyspozycje do stania się
homoseksualistą posiada społeczna mniejszość gejów i lesbijek oraz być może
wszyscy Ci, którzy pieprzą o ,,promowaniu homoseksualizmu".

I naprawdę,
wybacz mi, ale w różnych kwestiach okropnie mnie męczy postawa
pseudotolerancyjnego intelektualnego zamyślenia jaką tu wykazujesz. Przyjmujesz
niby otwartą retorykę po to, by przemycić pod jej płaszczykiem typowe prawicowe
komunały w stylu. ,,Najpierw geje, potem pedofile". Co to za bzdura?
Cywilizowane demokracja (a Polska, możesz to uznać za kolejny stereotyp, taką
absolutnie nie jest) przyjmują taką zasadę, że wolność jednego kończy się tam,
gdzie zaczyna się krzywda drugiego oraz, że dwie jednostki mogą robić co chcą
pod warunkiem, że obie się na to godzą. Ta prosta formuła sprawia, iż można
bardzo jasno odróżnić sytuację, w której dwóch dorosłych facetów podejmuje
decyzję o byciu ze sobą od kwestii gwałcenia dzieci. I przepraszam, ale
wymienianie tych kwestii razem ze sobą jest najzwyczajniej w świecie
wulgarne.
Oczywiście możesz teraz użyć argumentu: ,,no dobrze, ale co z
adopcją, przecież dzieci nie mogą decydować o sobie, więc narzucona zostaje im
taka forma rodziny".
Być może. Tylko, że to nie jest o tym artykuł i
dyskusja. Ja w tej kwestii nie mam ani ,,jurnego" ani innego zdania. Ale
felieton nie był o adopcjach tylko o polskiej homofobii, rozumianej nie jako
nieakceptowanie konkretnych rozwiązań prawnych, tylko jako werbalna a czasem
nawet fizyczna agresja wobec osób homoseksualnych.

,,Ja nie widzę tej
polskiej agresywnej homofobii"
Nie no stary, masz rację! W kraju, w którym
każda parada kończy się obrzucaniem kamieniami, hasłami w stylu ,,pedały do
gazu" ; w kraju, w którym po takich wydarzeniach nie ma w telewizji debat
nad faszyzmem, za to dyskusje o tym czy homoseksualiści chcą żebyśmy wszyscy
byli homo i w kraju, w którym politycy pozwalają sobie wobec gejów na teksty w
stylu tych choćby Niesiołowskiego, bo o WIerzejskim czy Giertychu już nawet nie
wspomnę, faktycznie zupełnie nie widać homofobii.
W tym kraju dostrzec można
jedynie niezwykłą wręcz dyskryminację katolików przez ateistów, jak to chyba ty,
przenikliwie zauważyłeś pod innym artykułem.

Więc wiesz co Rylew? W Twojej
wypowiedzi brakowało mi jedynie tej o ,,robieniu tego z własnym pieskiem".
Poza tym udało Ci się zawrzeć wszystkie prawicowe truizmy. Jeśli w nie wierzysz
to bój się dalej o to, że będziesz żył w kulturze homo. Nie wiem tylko czy KP
jest odpowiednim miejscem na przeżywanie tego rodzaju fobii. Na około 100
istniejących w Polsce prawicowych portalach będzie ona pewnie zrozumiana lepiej.
Chyba, że jednak nie jesteś z prawicy. Wówczas miałbym propozycję: stwórz jakiś
nowy ruch lewicowy, który będzie bronił prawdziwie uciśnionych: katolików w
katolickim państwie; heteroseksualistów, których ktoś ,,natrętnie"
informuje, że są też tacy, którzy nie są hetero; pełnosprawnych, którym
zawadzają podjazdy dla wózków a może nawet właścicieli korporacji przed ich
pracownikami. To będzie taka nowa polska awangarda. Z wypowiedzi Kaczyńskiego o
niebezpieczeństwie ,,promowania homoseksualizmu" jako czynnika obniżającego
wzrost demograficzny śmiali się nawet niesłynący z poczucia humoru Niemcy. Może
więc czas znowu rozbawić czymś Europę?

P.S. Polska JEST krajem homofobów,
ponieważ niechęć do homoseksualistów jest tu wg wszystkich statystyk najwyższa w
UE. Ja uważam, że to wstyd i jeśli dobrze rozumiem felieton p.Piątka on uważa
tak samo i dlatego go napisał. Ty natomiast szukaj proporcji i korelacji między
homoseksualizmem a homofobią i zapewniaj im równość w przestrzeni publicznej.
Obyś tylko nie obudził się w kraju, w którym np. ktoś kto z jakiegoś powodu
będzie w szkole wyzywał Twoje dziecko od ,,pedałów" (z jakiegokolwiek
powodu) będzie miał takie samo prawo, by to robić jak Twoje dziecko, by nie być
tak nazywanym. Bo tak w praktyce wygląda symetria, której się domagasz.
Rylew   |09.12.2009 14:52:09
Ho! Ho! Ho!
Aleś się rozpisał mój drogi viking, toż to całe kazanie:).
Tego
się bałem, Boże jak ja nie lubię kazań :)!

A jakie zaangażowanie emocjonalne,
pewnie podobne jak tego księdza, *mówiącego z ambony, że geje są niebezpiecznymi
zboczeńcami i, że spłoną w ogniu piekielnym,*. Ja takiego księdza nie widziałem,
ale mogę sobie go doskonale wyobrazić teraz jak czytam Twój tekst.
Dużo
napisane, ale założę się, że na moje wątpliwości i objekcje nie ma ani słowa
rzeczowego ustosunkowania, zobaczymy.

Co my tu mamy ?
Najpierw dowiaduję
się, że nie jestem człowiekiem rozsądnym, a nawet wulgarnym, zaraz potem, że
jestem ani chybi homofobem, bo używam określenia *promocja homoseksualizmu*, a
pan Piątek wyraźnie napisał, że to co w Polsce się mówi o promocji
homoseksualizmu to bajeczki.
Szkoda, że tego nie udowodnił czy choćby
uzasadnił, więc pozostaje, że wyraził swój pogląd i pogląd podobnie
myślących.
Nieśmiało wspomnę, że ja zgodnie z definicją autora felietonu nie
jestem homofobem, bo ani ich nie lubię, ani ich lubię, bo nie mam za
co.

Następnie dowiaduję się, że pewnie jest we mnie coś czego się boję
mianowicie jakieś skłonności homoseksualne i że twierdzę, że w Polsce ateiści
dyskryminują katolików :).
A w ogóle to powtarzam prawicowe truizmy więc
powinienem dyskutować na prawym.pl, a nie na tym forum.
Dlaczego mam
dyskutować na prawym.pl na ten temat a nie tutaj, bo co,
bo tutaj wolno gadać
tylko zgodnie z homopoprawnością ?

Co do moich przypadłości to nie
potwierdzam i nie zaprzeczam, wiem, że mam jeszcze wiele więcej wad, tylko drogi
vikingu, to przecież nie o mnie chodzi. I nie chodzi też o to czy ja wierzę w to
co piszę. Tu chodzi o homoseksualizm w Polsce.
A tego boją się *zacofani*
Polacy, a żeby ich oświecić prawdą nie wystarczą połajanki i pohukiwania w
rodzaju bzdura, pieprzenie, prawicowe truizmy itp.

Polska jest wolnym
krajem, gdzie panuje przynajmniej wolność słowa.
Dlatego w tej kwestii wolno
wypowiadać swoje poglądy. Wolałbyś żeby
panował zakaz gadania czegokolwiek o
homoseksualizmie co byłoby niezgodne z Twoim poglądem w tej sprawie, a zamiast
tego nakazałbyś obowiązkowe pogadanki o faszyzmie i jego zgubnych skutkach
?

W Twoim tekscie oprócz obelg i połajanek jest jeszcze coś do czego chciałem
się odnieść, ale już mi ochota odeszła. Zdaje się, że o to Ci tylko chodziło.


Myślałem, że pogadamy jak ludzie, którzy problem widzą z perspektywy, ale
teraz widzę, że się pomyliłem. Twoje osobiste zaangażowanie emocjonalne oraz
brak dystansu do tego tematu wyklucza jakikolwiek obiektywizm i uniemożliwia
rzeczową i racjonalną dyskusję.

Pisz do mnie na Berdyczów :)!
Razviedka  - Apropoz promotsji homosexualizmu   |09.12.2009 15:23:55
Znaczit, koliega Rylew za nits ma dokonania współczesnej seksuologii? Bo
powiadajo ludzie, że naprawde sie nie da…wypromować znaczy…Kto ma być, ten i
tak będzie.
Polska jest wolnym krajem, gdzie jeszcze niedawno na wioskach
przeuczano dzieci do praworęczności. To też była niezła promocja.
A ja marzę
żeby Polska była homo jak najbardziej się da. Im więcej pedków, tym więcej
kobiet do wyboru dla mnie :)
Nu, rzekłem.Na Berdyczów!
viking   |09.12.2009 16:50:25
Rylew

to co piszesz jest po prostu niezgodne z wiedzą dzisiejszej seksuologii
i stanowiskiem (nawet) polskiego stowarzyszenia seksuologicznego. Jeśli myślisz,
że stanowi ono jakiś autorytet w kwestii homoseksualizmu to po prostu nie mów
takich bzdur jak te o ,,promowaniu", bo świadczą one o tym, że albo TY nie
masz dystansu do swych własnych uprzedzeń albo, że wierząc w istnienie
,,gejowskiego lobby" wyznajesz teorie, które w Polsce głosi prawica a na
zachodzie neofaszyści. Nie zamykałem Ci ust, chciałem jedynie delikatnie zwrócić
uwagę, iż są w Polsce środowiska, w których mógłbyś się poczuć bardziej
zrozumiany i ,,wolny" w głoszeniu swych nienaukowych poglądów. Nie imputuje
Ci też ukrytych pragnień. Stwierdzam jedynie, że jak ktoś mówi o ,,promowaniu
homoseksualizmu" to musi zakładać, że potencjalnie mógłby na taką promocję
zareagować i stać się homo. To jest jedyne wytłumaczenie tej logiki, według
której należało by dodać, iż uczenie szacunku dla czarnych jest wyrazem chęci by
wszyscy byli czarni.

Powiedzmy, że jestem zaangażowany. Może dlatego, że
znam się na paru innych krajach i mam porównanie. Uwierz mi, że jest wiele
rzeczy, których np. nie lubię w Szwecji i zawsze je krytykuje, gdy tam jestem.
Natomiast Polska jest w pewnych kwestiach daleko w tyle przez co wiele osób z
niej wyjeżdża. Jeśli odpowiada Ci, że Twój kraj zamiast dbać o równość i
tolerancję bawi się w zabobony, w które wierzy się już tylko na Litwie, w
Rumunii, Rosji czy Bułgarii to się ciesz. Ja bym wolał korzystać z innych
wzorców, nawet jeśli te mogą też nie być idealne.
Czy zaangażowanie jest czymś
złym? Czy też tylko zaangażowanie w sprawę obrzydliwych pedziów nie jest
O.K.?

Sorry, jeśli mnie poniosło, ale jak się czyta posty człowieka, który
posługuje się językiem, który wskazuje na to, że jest co najmniej inteligentny a
pewnie też wykształcony a zestawia w jednym rządku gejów z pedofilami (i
jeszcze myśli, że JEGO wypowiedź jest wyważona) to trudno się opanować. Bo w
Szwecji nie słyszałem takich bzdur nawet z ust neonazistów.
Ale może to jest
jakiś ogólniejszy problem, ponieważ Twoje wypowiedzi przypomniały mi wywiad z
Zanussim. Elegancki mężczyzna, piękna polszczyzna i ileż inteligentnych
i
niezywkle wyważonych nawiązań do skomplikowanej natury świata, niemożliwości
poznania prawdy, wielostronności różnych wydarzeń. A w tej cudnej otoczce
przyrównanie 13-letniej dziewczynki do dziwki i poglądy rodem ze średniowiecza,
na jakie nie tylko w Szwecji, ale nawet w konserwatywnej Austrii pozwolić mógłby
sobie zapijaczony Bauer z małej wiochy a nie reżyser i
,,moralista".
Dlatego powtarzam Ci, iż opinie, które tu przedstawiłeś są
właśnie żywym dowodem na ,,polską homofobię". I to właśnie ta homofobia,
która sprawia,że poglądy i wyrażenia w zachodniej optyce rynsztokowe, tu
uznawane są za coś co mogłoby stanowić podstawę jakieś ,,rzeczowej" i
,,obiektywnej" dyskusji jest być może o wiele większym problemem niż
agresywne wystąpienia mało znaczących środowisk typu ONR.

Tę uwagę kieruję
też do pana Piątka, który w swoim ciekawym i mądrym felietonie zapomniał chyba
opisać ten typ ,,polskiego homofoba", który z intelektualną miną, drapiąć
się po brodzie mówi ,,no cóż, tolerancja jest O.K., ale do jakiego punktu? bo
przecież pedofilia, bo promocja gejostwa a w ogóle wszyscy wiemy do czego służy
odbyt i co by się stało z gatunkiem gdybyśmy go wszyscy woleli od waginy itp.
itd." i jeszcze myśli, że reprezentuje tym jakiś racjonalny środek.
viking   |09.12.2009 17:26:33
Musiałem sobie dopiero zgooglować wyrażenie ,,na Berdyczów". Nie wiem czy
nie zrozumiałem go dlatego, że tak długo nie było mnie w Polsce, czy, że tak się
nie mówi od 100 lat?
Ale teraz już wiem o co chodzi!
Kolega Rylew się obraził
!!! Ojej, jak mi strasznie przykro. Napisał tu komentarz pod artykułem o
homofobii, z prośbą by jego własna homofobia spotkała się z szacunkiem a tym
czasem został potwornie zdyskryminowany okropnymi słowy ,,pieprzyć" oraz
,,bzdura". Chciał tak zdroworozsądkowo, z perspektywy, z dystansem pogadać o
tym jak zagraża nam ,,homopoprawność" i ,,promocja homoseksualizmu" a
zaangażowany viking dopatrzył się w tym faszyzmu, który (co za dziwak) chciałby
tępić a nie miłościwie tolerować. I faktycznie należy chyba do Rylewa pisać na
Berdyczów nie tylko w sensie idiomatycznym- na Ukrainie w końcu jeszcze mniej
tej obrzydliwej poprawności i panuje tam pełna tolerancja dla biednych
homofobów, rasistów i innych! Nic tylko tam zamieszkać!!!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.12.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.16221 Seconds