Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Komentator nie dyktator Drukuj
Tomasz Piątek   
06.06.2009
Przeczytałem komentarze do mojego poprzedniego felietonu: „Perpetuum debile” i poczułem gniew. I napisałem taki list do moich Komentatorów:

Szanowni Państwo,

cieszę się, że mam tak wykształconych Komentatorów (to akurat bez ironii piszę). Żałuję tylko, że to wykształcenie wyraża się w formach zdawkowych i pogardliwych.

Rozumiem, że moje rozważania mogą się komuś wydawać banalne. To może mi się nie podobać, ale akceptuję to - nauczyłem się już, że na tym świecie są mądrzejsi ode mnie.

Natomiast nie akceptuję tego, że zamiast wytłumaczyć mi, gdzie się mylę i gdzie wyważam otwarte drzwi, wordsinvaders próbuje mnie skwitować za pomocą takich pogardliwych określeń jak „dyrdymały” i takich zarzutów, jak „on nie czytał Fiske’a”.

Jak się zdaje, wordsinvaders uważa mnie za człowieka inteligentnego (mówi: „stać go na lepszy tekst”), ale jednak nie próbuje powiedzieć mi, gdzie się mylę i gdzie wyważam otwarte drzwi. Jeśli wordsinvaders nie ma innych argumentów poza tezami Fiske’a, to wolałbym, żeby mi je streścił. A jeśli uważa, że nie da się ich streścić dla potrzeb tej dyskusji, to wolałbym, żeby mi to wyraźnie powiedział.

Szanowna/Szanowny wordsinvaders, nie wiem, jakie są Twoje intencje. Być może odczytuję je źle, ale w takiej sytuacji mam wrażenie, że chcesz okazać mi pogardę i chcesz mnie zdezawuować jako nieuka, przywołując nieznany mi autorytet.

Tego rodzaju argumentacja jest dość rozpowszechniona w środowiskach akademickich, ale to wcale nie znaczy, że jest naukowa, mądra, czy słuszna. Moim zdaniem, taki atak jest elementem praktyki wykluczenia (jest to mini-wykluczenie, ale też boli), jakie grupa społeczna uważająca się za Kastę Wiedzących stosuje wobec tych, których uważa za Istoty Głupsze (które nie czytały Tego lub Owego).

Co więcej - wordsinvaders zarzuca mi, że moje poglądy „trącą myszką”… Ja uważam, że nie jest ważne, czy coś jest trendy, jazzy, cool. Raczej ważne jest to, czy coś działa.

Nie czytałem Fiske’a. Powiem więcej, powiem straszne rzeczy: nie czytałem Fiske’a i Fisha, Lacana i Baumana, Lyotarda i Baudrillarda. Nie czytałem Todorova i Kristevej. Nie czytałem Marcuse’a ani, jak kto woli, Marcusego. Nie czytałem Merleau-Ponty’ego i Althussera. Czytałem dużo Rolanda Barthesa, ale za cholerę nic nie pamiętam. I nie uważam, żeby w jakikolwiek sposób mnie to dyskwalifikowało w dyskusji, bo żyjemy w epoce, w której wszystkich rzeczy, nawet tych najważniejszych, przeczytać i spamiętać się nie da.

Ale w zamian za to czytałem co innego. Czytałem Heiko Obermanna i C.S. Lewisa, Levi-Straussa i Foucault, Nietzschego, Schelera i Colliego, Proppa i Szkłowskiego, Brzozowskiego i Miłosza, Ortegę y Gasseta i Orwella, Onga i de Kerckhove, Hjelmsleva (z tego też niewiele pamiętam, ale jedną ważną rzecz tak) i Martineta. Myśliciele dla mnie ważni to Luter, Oecolampadius, Kierkegaard, Szestow i Pasolini. Być może oznacza to, że tkwię w przeszłości - ale uważam, że aparat pojęciowy niektórych przeszłych epok pod wieloma względami jest sprawniejszy niż ten dzisiaj używany. Czy to mnie dyskwalifikuje jako partnera w dyskusji? Sądzę, że jest przeciwnie: w dyskusji pasjonujące jest to, że dwa różnie ukształtowane i różnie myślące umysły mogą się spotkać, zobaczyć, w czym się zgadzają lub nie. Mogą zobaczyć, jakie prawdy są prawdziwe nawet ponad dzielącą te umysły przepaścią (banał, nie? A jednak go przypomnę).

Co więcej: jeżeli ktoś przez siedemnaście lat pracuje łącznie w mediach i reklamie, a równocześnie ma wykształcenie, aparat pojęciowy i słowny, żeby to doświadczenie porządnie przemyśleć - to czy można odrzucać jego przemyślenia tylko dlatego, że nie czytał Fiske’a?

Można wtedy potraktować przemyślenia takiego doświadczonego faceta nie jako teorię porządkującą fakty, ale jako dodatkowy fakt do zbadania i uporządkowania przez teoretyków. Ten facet tyle czasu działał na styku mediów, reklamy, literatury i socjolingwistyki - i proszę, takie oto roją mu się sny, hipostazy, teorie, czy wreszcie dyrdymały. Pamiętajmy, że fakty - nawet tak „miękkie”, jak rojenia „uczestnika zdarzenia” - są podstawą teorii. Czy najmądrzejszy nawet człowiek świata coś straci, jeśli się tym faktom przyjrzy? Chyba nie.

Teraz przejdę do rzeczy, które można zarzucić mnie.
„Problem jest w tym, że wszystko, co uśrednione - czy jest to serial, gra, film, książka, rewia telewizyjna, reklama - jest siłą rzeczy uproszczone i przewidywalne.”
„Już od czasów Dumasa przemysł masowy produkuje masowo. Dlatego człowiek współczesny otoczony jest coraz większą ilością tworów uśrednionych. Z nimi obcuje się łatwiej niż z żywymi dziełami.”
„Ten mechanizm niekończącego się ogłupienia, to perpetuum debile, zatrzyma się jedynie wtedy, gdy wszyscy ludzie będą mieć tę samą, identyczną, uproszczoną osobowość. Wtedy już nie trzeba będzie nic uśredniać. Tylko - czy to będzie osobowość? Obcowanie z tworami uproszczonymi zepchnęło nas na poziom cyborgów.”
Przyznaję, to są rzeczy banalne. I właśnie dlatego znalazły się w tekście. Żeby nie stracić kontaktu z odbiorcą, trzeba wyjść od wspólnie przyjętych (a więc często banalnych) założeń i przeprowadzić go do rzeczy niebanalnych. Dlatego nie uważam, że umieszczenie tych myśli w tekście było jakimkolwiek błędem. A wyjmowanie ich z kontekstu po to, żeby udowodnić, że tekst jest „masłem maślanym” - jest moim zdaniem nieuczciwe.

Błędem natomiast było to, że nie udało mi się dokładnie wyjaśnić, co w moim tekście uważam za niebanalne i istotne. Nie udało mi się sprecyzować do końca mojej własnej myśli. Spróbuję zrobić to teraz, chociaż jestem już bardzo zmęczony (właśnie wróciłem z ośmiogodzinnej podróży).

Po pierwsze: uważam, że dostosowywanie wzorców lansowanych w mediach do poziomu odbiorców nie powoduje zrównania poziomu wzorzec=odbiorca, tylko powoduje nieustanne zaniżanie poziomu odbiorcy. Dzieje się tak dlatego, że większość odbiorców w większości wypadków mentalnie ustawia się „poniżej” wzorca. Wzorzec jest przecież po to, żeby był trochę mądrzejszy ode mnie! Jeśli wielbię papieża, to chce, aby mnie zachwycał. Więc ustawiam się na takim poziomie mentalnym, aby każdy banał wypowiedziany przez papieża zachwycał mnie, zaskakiwał, doprowadzał do ekstazy i tak dalej. Jeśli moim idolem jest pan z serialu „Bezmózgi Karol”, to musi mnie zachwycać każde „Ege… Błeee…” tegoż Karola. I tak ustawiam swój mózg, żeby „Ege… Błeee…” nie brzmiało dla mnie normalnie, rozsądnie, codziennie - tylko żeby brzmiało mądrze, olśniewająco, oświecająco. Dlatego, jeśli poziom mądrości/głupoty telewidza X wynosi umownie 5, to kiedy marketer, dostosowując się do tego poziomu, daje mu telenowelę na poziomie 5, telewidz X zeskakuje na poziom 4. I to jest pierwsze perpetuum debile, bo marketer zaraz spróbuje się dostosować do poziomu 4, a wtedy telewidz zgłupieje do poziomu 3 i tak dalej. Przepraszam za te infantylne cyferki, ale chcę być precyzyjny aż do bólu - żebyśmy nie mogli się nie zrozumieć.

Drugie perpetuum debile jest takie: nieustanne zastępcze obcowanie z wzorcami (zamiast z ludźmi) może ogłupiać, nawet wtedy, jeśli wzorce nie są takie głupie - a co dopiero, kiedy są głupie.

Tak, jak żona bohatera filmu „Fahrenheit 451”, wiele osób dzisiaj nie żyje z mężem, żoną, matką, synem, ale z bohaterami telenoweli. Bywa tak, że telewidz przejmuje się tymi bohaterami bardziej, niż krewnymi, mówi nawet do postaci i często wierzy, że coś odpowiedzą. Nie obcuje z żywymi ludźmi, tylko z martwymi, schematycznymi bytami. Podobnie dzieje się z odbiorcą gier komputerowych, który przez cały dzień gra w Simsy, albo obcuje z wirtualnymi ziomalami i lalami z „Grand Theft Auto”. Człowiek, który tak spędza życie - traci w swoich relacjach ich ciężar, powagę, prawdziwość, nieprzewidywalność, wielorakość, niuanse.

To ogłupia, niezależnie od tego, jak inteligentna jest telenowela, gra czy film - i jak inteligetni są jej bohaterowie. Nawet najmądrzejszy bohater jest bytem okrojonym, uschematyzowanym i martwym w porównaniu z żywym człowiekiem. Dlatego zastąpienie kontaktu z żywym człowiekiem kontaktem z taką postacią - musi co najmniej hamować rozwój wrażliwości i inteligencji.

Choćby nawet bohaterowie telenoweli byli mądrzy jak Fiske i sympatyczni jak Żiżek, to takie nieustanne zastępcze obcowanie z nimi nie będzie rozwijające ani dla wrażliwości, ani dla inteligencji widza. Nie podniesie go z poziomu 5 na poziom Fiske-Żiżek. Raczej będzie ogłupiające - no, może gdyby telewizyjni Fiske i Żiżek bardzo się starali, to widz by nie zgłupiał, ale pewnie też by nie zmądrzał. A w sytuacji, w której postaci są równie mądre/głupie, jak odbiorca, to odbiorca obcując z nimi nieuchronnie głupieje. Mówiąc to samo prościej, infantylnymi cyferkami: schematyczne 5 jest zawsze głupsze niż żywe 5. Kiedy żywe 5 zostaje poddane oddziaływaniu schematycznego 5, to spada na poziom 3.

Być może, moi Drodzy Komentatorzy, uważacie, że sama myśl:  „telewizja/media/neo-turbo-rozrywka ogłupiają” jest tak banalna, że w ogóle nie warto jej analizować (bo każda analiza staje się banalizą).

Ja jednak uważam, że zagrożenia trzeba analizować, bo trzeba je poznawać. Może moja analiza jest mylna - ale przynajmniej ugryzłem sprawę od jakiejś strony. Ci, którzy przeczytają mój tekst, w najgorszym przypadku będą mogli się przekonać, że od tej strony gryźć nie należy. I być może dzięki temu ugryzą od lepszej (przypomnijmy jeszcze ten banał: myśl rozwija się nie tylko dzięki geniuszom, którzy zawsze mają rację).

A może Wy, moi Drodzy Komentatorzy, wszystkie analizy macie w małym palcu, już dawno temu przeprowadziliście je sami, już dawno temu rozpoznaliście ich banalność i błędność? Wspaniale, gratulacje, ale zwróćcie uwagę, że - spoglądając na dominujący dyskurs medialny - cała masa wykształconych ludzi takich analiz chyba jednak nie przeprowadziła. Jak sądzę, dotyczy to nie tylko czytelników Gazety Wyborczej, ale nawet odbiorców tego portalu. Nie dlatego, że są głupsi od Was i ode mnie, ale dlatego, że myślą inaczej albo myślą o czym innym. Dajmy im szansę.

Może mój tekst - mam taką nadzieję - przyczyni się do tego, że za jakiś czas stwierdzenie: „Nie robi się natomiast nic, żeby powstrzymać powszechną umysłową degenerację, jaką 99 procentom ludności funduje przemysł rozrywkowo-kulturalny. Tu nagle zasada wolności biznesu znowu się robi święta. Opium dla wąskiej grupy chorych - nie. Tele-opium dla mas - tak” - że za jakiś czas to stwierdzenie przestanie być banalnym narzekaniem zrzędzącego, bezsilnego belfra. I stanie się argumentem prowadzącym do zmiany.

Podobno w internecie nie należy odpowiadać na komentarze pod własnym tekstem. Podobno w ten sposób wychodzi się bardziej „z twarzą”. Ja jednak wolę wyjść z głową. Tym bardziej, że chciałbym, aby nasza dyskusja nie była zwykłą dyskusją internetową. Nie chcę, żeby ta dyskusja była tym, czym dzisiaj jest tak zwana „dyskusja internetowa”. Dlatego też proszę, oszczędźmy sobie takiej rozmowy: „- Ty jesteś banalny! - Nie, to ty! - A ty jesteś jeszcze bardziej banalny, stwierdzając, że ja jestem banalna! - A to, co teraz powiedziałaś, to dopiero jest banalne!”.

Pozdrawiam Was serdecznie i oczekuję na rzeczowe odpowiedzi.

Strona autora: www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
maciej  - Wyrazy uznania dla powyższego tekstu i o   |08.06.2009 02:02:02
Każdy ma swoją ścieżkę, którą podąża - mam na myśli literaturę. Istniał kiedyś
"starożytny" zwyczaj polecania sobie lektur, nie widzę powodów aby go
nie kultywować. Tak jak proszę Pan, nie uznaję natomiast piętnowania kogokolwiek
z jakiegokolwiek powodu.
Łącznie z insynuacją o dyktaturze.
To mój wybór
jeżeli chcę komentować, mój wybór czytania Pana tekstów. Skoro jednak pojawia
się hasło " skomentuj" to należy się liczyć, że Pana słowo zostanie
poddane krytyce. Felietonista, krytyków sobie nie dobiera tak jak czytelników.
Fahrenheit 451 lepszym przykładem ( moim zdaniem) był by film" Requiem dla
snu" jeżeli chodzi o uzależnienie od TV.
Na refleksję, kojarzenie,
wyciąganie wniosków, myślenie trzeba mieć czas i w ogóle takie potrzeby. Fakt,
że X,Y,Z pracuje w mediach nie oznacza iż zdaje sobie sprawę w czym do końca
uczestniczy. Może tłumić w sobie, uczucia wyższe, tłumaczyć się przed sobą, że
jest profesjonalistą, za to mu płacą, robi to dla rodziny. Nie sądzę, żeby
krytykował media w których pracuje. Nie wykluczam, faktu robienia programów -
średnich, poniżej średnich z rozmysłem. 10 przykazań również, jest powtarzane od
ok. 2000 lat, bezskutecznie. Może nie wystarczy powtarzać? Trzeba zacząć
przestrzegać pytanie i następne zdanie to ogólna refleksja żaden przytyk do p.
Tomasza Piątka.
wordsinvaders   |08.06.2009 09:58:05
Szanowny Panie Tomku,
Moją intencją nie było ubliżanie Panu, czy też jak Pan
sugeruje wyrażenie pogardy. Lubię czytać Pana felietony na tych łamach i
doceniam je, choć każdy z kolei w różnym stopniu. Nie przyjmuję tez, twierdzeń
czy analiz bałwochwalczo, więc poziom akceptacji punktu widzenia autora jest
różny. Pomimo skończonych 2 kierunków studiów nie uważam się za osobę mającą
monopol na wiedzę i prosiłbym o nie sugerowanie, że komentowanie tekstów to
dyktatura, czy forma rywalizacji intelektualnej. Mój komentarz miał dać wyraz
rozczarowaniu tym tekstem - przyzwyczaił mnie Pan do ciekawszych analiz i sądów,
więc proszę mi wierzyć moje rozczarowanie było duże. Proszę wybaczyć lapidarną
formę komentarza, ale chyba nie oczekuje Pan, że będę pisał kilkustronicowe,
drobiazgowe opinie o tekście. Komentarz to sygnał ogólnego odbioru tekstu i
telegraficzne zasugerowanie "momentów" słabości tekstu - oczywiście w
mojej i tylko mojej opinii.
Prosiłbym o nie wpisywanie mnie w jakieś mody
intelektualne, bo lektury dobieram nie na podstawie owych mód, a zainteresowań.
Stąd wcale nie oczekuję by cytował Pan autorów, którzy są na topie, bądź gorzej,
których lubię, wtedy nie chciałoby mi się czytać Pana tekstów, a właśnie,
dlatego, że mamy inne lektury za sobą, Pana teksty są dla mnie
ciekawe.

Czytam refleksyjnie, jak mi się zdaje, więc od autora/ów wymagam
dużo. Proszę wybaczyć, ale w ostatnim tekście nie był Pan w najlepszej formie.
Proszę przeczytać ten tekst dajmy na to za 2 miesiące a sam Pan zobaczy jego
słabości.

Ale skoro wywołał Pan wilka z lasu proszę bardzo. Skrótowo wskażę
klika kluczowych moim zdaniem słabości Pana tekstu.

(Na marginesie proszę
zasięgnąć opinii na jego temat choćby Jakuba Majmurka, a myślę, że teorię
Fiske`a wyłoży Panu na tyle klarownie, że zobaczy Pan swoje błędy. Nie ma nic
złego w tym, że nie zna Pan tego autora, ale skoro ktoś wskazuje Panu taką
lekturę miast zżymać się na złośliwego internautę może warto sięgnąć po książkę.
Ja bym tak zrobił.)

1  założenie, że kultura masowa  lepiej powiedzieć
popularna  jest homogeniczna, otóż nie jest. Zizek i Doda to gwiazdy tejże
popkultury  czego filozof zdaje się być bardziej świadom niż piosenkarka,
notabene daje temu częstokroć wyraz  różnicę między nimi (ich roli, funkcji,
znaczenia i oddziaływania, wpływu społecznego) chyba widać gołym okiem. Ale to
poziom aktorów tejże popkultury, inny poziom to jej treść  a ta znów bywa
różna.

2  założenie  odbiorca. Tzw. modelowy, implikowany odbiorca nie
istnieje, to uproszczenie marketingowe. Pan dokonał ekstrapolacji odbiorcy
implikowanego na realnego odbiorcę, o wiele bardziej złożonego. Zresztą nawet w
marketingu sprawa nie jest tak oczywista, target group różni się - nie ma czegoś
takiego jak średnia. Inny komunikat marketingowy będzie kierowany do melomanów
inny do słuchaczy Dody. Oczywistość, ale z Pana tekstu wynika, że każdy odbiorca
jest przez marketing traktowany tak samo. Nie, nie jest. Implicytnie zakłada Pan
dodatkowo, że odbiorca jest głupi, bo bezrefleksyjnie przyjmuje indukowane mu
treści i buduje Pan sylogizm, im głupszy przekaz tym odbiorca głupieje z roku na
rok coraz bardziej, im on bardziej głupieje tym przekaz znów należy zaniżyć.
Znów poziom uproszczenia jest zbyt wielki, ludzie odbierają teksty kultury
krytycznie  choć zgoda poziom ich przenikliwości bywa różny.
Tu wchodzi w grę
kapitał kulturowy, kompetencje komunikacyjne, inteligencja, środowisko i
przynajmniej jeszcze kilkanaście równie ważnych rzeczy, których świadomość nie
pozwala mi równie łatwo przyjąć Pana diagnozy.
Na marginesie: min. Eco, Barth
wysnuwają z tej uśrednionej, banalnej, sztampowej papki popkulturowej ciekawe
wnioski i jakoś udało im się nie zgłupieć. Odbiór tekstu  przynajmniej do
pewnego stopnia - jest funkcją czytelnika a nie jego treści, innymi słowy, od
nas zależy co widzimy w tekstach kultury. W Pana wizji odbiorca jest bezwolną
marionetką w rękach marketingowców. Przekornie zapytam, jak Panu udało się
zachować niezależność intelektualną, autonomię, tożsamość w takim świecie?

3
 założenie  uniwersalizm, stosowanie tzw. wielkich kwantyfikatorów 
konsekwentnie traktuje Pan kulturę popularną jako niezróżnicowaną, błąd 1
założenia, stąd obraz jaki Pan otrzymuje rzeczywiście musi niepokoić.

4 
założenie  implicytne zrównanie kontaktu z tekstem kultury z żywym
człowiekiem. Przecież to 2 różne rzeczy, nie można ich porównywać. Swoją drogą
tutaj przecenia Pan fakt kontaktu interpersonalnego, kontakt bezpośredni bywa
równie bezowocny jak oglądanie głupiego serialu. Czytanie choćby Zizka to coś
zupełnie innego niż słuchanie go na żywo. Moim skromnym zdaniem lepiej się go
czyta. Ale to znów inny problem: komunikacja werbalna rządzi się innymi
prawidłowościami niż np. film, serial. Jako lingwista to zapewne Pan wie, więc
zdziwiło mnie, że Pan to pominął. To dwa różne, do pewnego stopnia
nieporównywalne porządki, zrównanie ich grozi redukcjonizmem.

5  założenie
 dla mnie najbardziej szokujące  99% osób przyjmuje popkulturę
bezrefleksyjnie. Rozumiem, że to metafora, ale nawet jako taka, jest mocno
przesadzona! To znów szerszy problem  definicji społeczeństwa, w Pana wizji
pokutuje myślenie w kategoriach masowości, binarnych podziałów elity-masy,
my-oni, mądrzy-głupi, świadomi-bezwolni. Nie sądzą by ta diagnoza była dziś
jeszcze adekwatna.

Rozumiem, że te uproszczenia były konieczne by jaskrawiej
postawić problem najgłupszego wycinka popkultury, nadreprezentowanego w mediach,
ale czy nie spowodowało to, że wpadł Pan w pułapkę kasandryczności? Dla mnie
jednak to za duże przekłamanie. Zresztą takich diagnoz było dość sporo zarówno w
tekstach akademickich jak i publicystycznych, dziwi mnie, że uważa Pan, że taki
sposób ujęcia problemu był nieobecny dotychczas.

Proszę wybaczyć
chaotyczność mojej odpowiedzi, to wynik tylko braku czasu. Może znajdę go kiedyś
więcej, by bardziej systematycznie odnieść się do Pana tekstu.
step  - Dziękuję za rzeczowy komentarz   |08.06.2009 12:50:55
Teraz lepiej rozumiem, o co Panu chodzi.
Ja się po prostu z tezą o takim
wielkim bogactwie kultury masowej nie zgadzam. Ona była częściowo prawdziwa w
latach 90’ - rozkwit kablówek, internetu, wydawało się, że każdy nawet
najbardziej intelektualny target będzie miał swoje Jajogłowy TV. Ale szybko się
okazało, że internet można zasypać taką masą komercyjnego gówna, żeby wszystko,
co ciekawsze, stało się bardzo trudne do znalezienia - a Discovery podzieliło
się na kilka sztywnych, do bólu skonwencjonalizowanych kanałów, z ktorych jeden
nadaje ciągle o podróżach, a inny - o duchach. Od dwunastu lat obserwują
potworne, nieludzkie ubożenie tego wszystkiego, co mogłoby być bogate, kwitnące,
żywe. Proponuję taki eksperyment - niech Pan poda się za dziennikarza i poprosi
MTV o płytę z kilkoma godzinami programu (longiem, tak jak leciał, z reklamami)
z roku 96 na przykład. A potem niech Pan włączy MTV w swoim telewizorze.
Oczywiście, MTV dziś występuje w pięciu wariantach, więc pozornie to jest
zróżnicowane… Ale kiedy Pan obcuje z bardziej zróżnicowaniem - wtedy kiedy ma
pan w jednym przekazie różne style, konwencje i poziomy, czy wtedy, kiedy zamyka
się Pan w jednej niszy, w której jest ciągle to samo - np. hip-hopowiec z
kajdanem w otoczeniu lasek?
Może się mylę, ale z tego, co Pan napisał o Żiżku,
wnioskuję, że nie do końca Pan zrozumiał, o co mi chodziło. Ja nie jestem
zwolennikiem oralnego przekazywania kultury w kontakcie bezpośrednim i
fizycznych tete-a-tete z brodatym filozofem! Niech on sobie będzie w TV,
internecie, książce etc. Tylko niech człowiek kontaktuje się przede wszystkim z
innymi ludźmi - a nie z tele-Żiżkiem czy elektro-Dodą. Opisywany w tej części
tekstu problem polega na tym, że obcowanie z takimi elektronicznymi
pseudo-postaciami zastępuje masie ludzi kontakty z innymi ludźmi! To zupełnie
inna sprawa.
No i to, że Żiżek ma być wariantem Dody, to nie budzi we mnie
żadnych pozytywnych odczuć dla pseudo-kultury, w której to jest możliwe.
kot   |08.06.2009 14:28:54
wordsinvaders, nie zrozumiał dość prostej i istotnej myśli Piątka. Rozwlekłe
anty internetowe nudziarstwo podane w sosie akademicko naukowym nie jest w
stanie przysłonić tego faktu. Można by najwyżej zarzucić Piątkowi banał.
Jeśli
banałem jest głos dziecka, że król jest nagi gdy wszyscy podziwiają szaty króla.
maciej  - Przystosować się? Czy walczyć?   |08.06.2009 15:00:28
Żeby się spotykać z innymi ludźmi, swobodnie wymieniać poglądy, bez obawy
wyrzucenia za drzwi, z miejsca, potrzebna jest przestrzeń publiczna. Zadaję więc
pytanie: Gdzie w Polsce istnieje taka przestrzeń?
Internet, kina -
komercjalizacja? Oczywiście, wystarczy poszukać i znajdzie się odpowiedź
dlaczego:
W lutym 2008 r., w struktury sieci Multikino został włączony Silver
Screen w wyniku czego ilość multipleksów należących do Grupy ITI zwiększyła się
do 19 obiektów.
w roku 2001 nabyła pakiety kontrolne spółki Onet.pl.
a
ostatnio w całości.W listopadzie 2006 r., rozpoczął nadawanie kanał
dokumentalny Discovery Historia, wspólne przedsięwzięcie Grupy TVN i Discovery
Networks.
W skrócie, celem korporacji, jest zapewnienie zysku jej
akcjonariuszom. Nic więcej. Nie należy więc się łudzić, że nagle włączymy TV i
będziemy obcować z kulturą wyższą.
"zastępuje masie ludzi kontakty z
innymi ludźmi" odnosząc się do myśli zawartej w tym fragmencie dobrą
ilustracją będzie film System z Sandrą Bullock.Całe życie bohaterki koncentruje
się wokół komputera.Ma wielu przyjaciół, ale wyłącznie w Internecie. Lubi
egzotyczne potrawy, ale zamawia je również przez Internet. Jest ciekawa świata,
jednak ogląda go tylko na ekranie komputera.W skutek różnych perturbacji,
zacierane są wszelkie ślady jej istnienia. Jej samej trudno znaleźć osobę, która
potrafi potwierdzić jej tożsamość.
Dane odnośnie ITI są z jej oficjalnej
strony.
blaise   |08.06.2009 19:25:02
"Zizek i Doda to gwiazdy tejże popkultury "
No więc jeśli i żiżek
jest gwiazdą popkultury, to dlaczego nie uznać za postacie popkultury także inne
głośne osobistości: Eco, Barthesa, Kołakowskiego, Piątka, Żakowskiego, Miodka,
Wolszczana, Pynchona, Johna Cage’a itp?. Teraz już musimy ustalić czym jest ta
popkultura. Może wszystko jest popkulturą, a może nie ma jej
wcale.
"Zresztą nawet w marketingu sprawa nie jest tak oczywista, target
group różni się - nie ma czegoś takiego jak średnia." Owszem marketing
usiłuje wmówić odbiorcom, ze traktuje ich indywidualnie (bądź sobą!), że są
podmiotami, mogą wybierać, zawsze się podkreśla ich różnorodność - każdy sobie
może wybrać dzwonek do telefonu, jeden wybierze Dodę inny Bethovena. Jest to,
czy nie jest uśredniające? Mamy wyraźną różnicę przecież, niby co innego, a
jednak to samo.
"ludzie odbierają teksty kultury krytycznie"
Ale czy
to znaczy, że jedyną zaprojektowaną i pożądaną reakcją przez przemysł
popkulturowy jest bierna akceptacja i uwielbienie? Niekiedy krytyka,a nawet
aktywny sprzeciw wobec poszczególnych tworów popkultury przynosi tym produktom
jeszcze większy rozgłos i wzmacnia w ten sposób ich siłę rażenia. Oczywiście
musielibyśmy ustalić znaczenie przymiotnika "krytyczny" zanim postawimy
kolejny banalny wniosek - popkultura napędza się mocą sprzeciwu wobec siebie
samej. Co za różnica, czy np reklama jest przyjmowana bezrefleksyjnie czy nie,
skoro ma działać na poziomie odruchów, z pominięciem kontroli świadomości. Takie
przynajmniej są założenia niektórych nurtów w marketingu. Dążę do tego, że pan
words przecenia znaczenie słów takich jak "krytyka" czy
"refleksja".
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.06.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.52393 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273