Biografia Krzywonos
KP22: prze-moc
Komentarze
CYTAT DNIA
Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.
Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
|
|
Hymn i przypowieść |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
04.02.2010 |
Zwykle źle piszę o „Wyborczej”. Czasem, chyba z raz na dziesięć lat, sam piszę do „Wyborczej” (ostatnio się zdarzyło), ale nie o „Wyborczej”. No to teraz dla odmiany napiszę o „Wyborczej” dobrze.
Dobrze się stało, że „Wyborcza” nagłośniła sprawę krążącej w necie niezwykłej pieśni na cześć hipermarketu Auchan. Hipermarket kazał swoim pracownikom odśpiewać na melodię „We are the world” osobliwy hymn. Potem zrobił z tego uroczy teledysk, przy którym bledną najdziksze wyczyny tak zwanej „Arki Satana”. A teraz rozpaczliwie próbuje zatrzeć ślady, grożąc procesem każdemu, kto będzie rozpowszechniać to kompromitujące badziewie. W związku z tym podaję link.
Miłego oglądania i słuchania, ze szczególnym uwzględnieniem słowa „ekipa”. Jeżeli Auchan tak traktuje język polski, to strach pomyśleć, co oni tam robią z ozorem wołowym. Modyfikacja genetyczna to przy tym pewnie nic. Przypomina mi się, jak razem z moim przyjacielem Czeniem mieliśmy robić kampanię Auchan. Czenio, intensywnie wymyślając hasło, wpatrywał się zmrużonymi oczyma w nazwę firmy, wymawiając ją fonetycznie, czyli tak, jak się pisze: „Auchan, Auchan… Mam! Auchan. Shopping macht frei!”. Oczywiście, nikt nie miał i nie ma najmniejszego zamiaru porównywać Auchana do Auschwitz. W Auschwitzu ludzi doprowadzano pracą do śmierci, w hipermarketach - tylko do obłędu. To informacja dla mecenasa firmy, na wypadek, gdyby szykował pozew. Jedynym, co łączy Auchan z Auschwitz jest to, że w Auschwitz też była wesoła orkiestra i chór.
Neonaziści wielokrotnie powołują się na ten ostatni fakt, mówiąc: „Na pewno w Auschwitzu nie było aż tak źle, skoro mieli orkiestrę”. Kiedy za sześćdziesiąt lat pojawią się neohipermarketyści (a pojawią się, bo ludzka głupota nie zna granic), wtedy na podstawie hymnu Auchan będą udowadniać, że hipermarkety nie tylko stanowiły pozytywny system selekcji naturalnej gatunku (od jedzenia GMO większość ludzi przybrała postać cieknącej, nadpsutej rzepy, ale pozostali stali się odporniejsi), ale były także przyjaznym, wesołym miejscem.
A teraz przypowieść na zupełnie inny temat. Było sobie dwóch braci, Pekap i Pikap. Cale ich życie kręciło się naokoło wielkiego okrągłego kamienia. Kręcąc nim jak żarnem, bracia robili z ziarna mąkę. Potem zagniatali z niej placki i kładli je na kamieniu, gorącym od słońca, przez co placki się piekły. Wreszcie w nocy kładli się spać na swoim głazie, który grzał ich w plecy. Pewnego razu Pekap powiedział do Pikapa: „Bracie, eee”. „Aha’ - odpowiedział brat, myśląc, że na tym rozmowa się skończyła. „Bracie…” - ciągnął Pekap - ‘Pomyślałem, że fajnie by było, gdyby nasz kamień sam się kręcił przy robieniu mąki, wtedy nie musielibyśmy go obracać”. „Aha” - odpowiedział brat. „A co jest żywe, bracie?” - zapytał Pekap. „Aha” - odpowiedział brat, ale zdał sobie sprawę, że to nie do końca właściwa odpowiedź i dodał: „Wiewiórki”. „Jesteś genialny, bracie - uradował się Pekap - Otóż wiewiórki są małe i liczne. Należy rozbić nasz kamień na wiele malutkich kamieni, a wtedy one ożyją”. Pytanie: jak zmarli bracia: 1) z głodu 2) z braku snu 3) z zimna?
Ta przypowieść przypomniała mi się dziś, kiedy czekałem z moimi przyjaciółmi na pociąg spółki InterRegio do Warszawy. Megafon zapowiedział, że pociąg odjedzie z nieokreślonym opóźnieniem, bo jeszcze nawet nie dojechał. A że na torze stał gotowy do odjazdu pociąg konkurencyjnej spółki InterCity, ludziska kopnęli się do kas InterRegio, aby wymienić bilety na InterCity. Jak na rozkaz, z trzech kas InterRegio dwie natychmiast zamknęły się z trzaskiem: została tylko jedna, która najwyraźniej musiała być obowiązkowo otwarta, a przed nią - rosnący przerażony ogonek. I oto miałem przed oczyma fenomen, którego ani Ziemkiewicz, ani Gadomski, ani nawet Baal-Cerowicz nie przewidzieli. Firma prywatna zamknęła okienka przed nosem śpieszącym się pasażerom. Firma prywatna okazała się nieprzyjazna konsumentowi. Nieważne, że ludzie się śpieszą na pociąg i gotowi są zapłacić za przejazd - okazało się, że wolny rynek ma ich w dupie. Podzielenie jednego biurokratycznego molocha na dwa biurokratycznego molochy nie ożywiło go, tylko jeszcze bardziej spotęgowało biurokratyczne absurdy. A niestety, koleje mają to do siebie, że nie mogą składać się z pięciu tysięcy małych, wolnych, prężnych firemek. Nikt jeszcze nie wymyślił kolejnictwa bazarowego.
Ktoś mi opowiadał, że ostatni zimowy paraliż kolei był tak totalny dlatego, że gdy pociąg firmy A miał awarię, to nie informował na czas wszystkich pociągów firmy B, którym blokował drogę. Te blokowały drogę następnym, nie informując konkurencji, i tak dalej. No bo jak nasza firma ma kłopoty, to niech konkurencja też ma. I to się podobno skończyło dopiero wtedy, gdy pewien minister wezwał konkurencyjne firmy na dywanik i pod różnymi groźbami nakazał im współpracę. Niech ktoś mi jeszcze powie, że wolny rynek sam z siebie załatwia wszystko i że polityka jest niepotrzebna. Kamień ma to do siebie, że nie kręci się sam, ktoś musi wprawić go w ruch.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
|
|
|
Przepraszam, jeśli moja uwaga zabrzmi...
Osmin: chodzi o to, aby zdolne dzieci...