Drogie Krytykantki, Drodzy Krytykanci
W ten czas refleksji, w ten czas wyciszenia, w ten czas sprzyjający wszystkim, co sprzyjają… Tymi słowy podśmiewała się ze mnie moja Hania, kiedy usłyszała, że będę teraz pisał, jako KaPelan KP, felieton świąteczny.
Nie byłoby tego felietonu, gdyby nie dwa przedstawienia bożonarodzeniowe, które odbyły się ostatnio w Łodzi. Pierwsze miało miejsce w moim zborze (ewangelicko-reformowanym, dodaję dla porządku). Drugie miało miejsce w gimnazjum, do którego chodzi mój syn - gimnazjum społecznym, co w tym przypadku znaczy prywatnym, ale jak najbardziej świeckim.
Pierwsze przedstawienie stworzył mój przyjaciel i oponent ze zboru, Przemek, razem z młodymi zborownikami tuż po konfirmacji (czyli w wieku 14-16 lat). Przemek jest biznesmenem i nauczycielem, prowadzi prywatną szkołę językową i walczy z konkurencją molochów-szkół sieciowych, które nie uczą ludzi (bo po co się męczyć) i dają im papierki (bo przecież tego chce uczeń, czyż nie?). Piszę, że Przemek jest moim oponentem, bo poglądy ma konserwatywno-neoliberalne. A naturę - dziewiętnastowiecznego, PPS-owskiego społecznika. Takie połączenie się zdarza, w Polsce pewnie częściej niż gdzie indziej.
Przedstawienie - które odbyło się zaraz po nabożeństwie wigilijnym, wobec całego zboru - polegało na tym, że w pewnym momencie zgasło światło, w oknach pojawiły się anioły (czyli nasza młodzież), które zstąpiły na ziemię i zaczęły odgrywać żywe obrazy wzorowane na starych religijnych malowidłach. Tyle, że na tych obrazach Maria zamiast Dzieciątka trzymała na rękach - na przykład komputer. Młodzież recytowała parafrazy tekstów religijnych, w których zamiast wiary w Boga, była wiara w rynek. Gdy w ciemności nad głowami konfirmantów zawisł papierowy gołąbek, młody aktor podpalił go ze słowami: „Ducha nie gaście”. Wielkie krzyże, noszone w niby-procesji, zmieniły się w szkielety, które zaczęły tańczyć naokoło widzów i nad nimi. Dziewczęta i chłopcy odgrywali sceny z życia Chrystusa, Jego cudowne czyny, Jego mękę. Nie było podziału na płci - apostoła czy nawet samego Jezusa mogła zagrać dziewczyna. Na koniec rozległa się pieśń, w której słowach Bóg mówił do człowieka: mimo twego zła nie pozwolę ci odejść.
Wszystko po to, aby uświadomić nam, że Boże Narodzenie nie jest po to, aby zrobić wielkie zakupy. Że Boże Narodzenie jest nie tylko po to, żeby było miło. Jest po to, żeby uświadomić nam, że jest źle na ziemi i że jest źle z nami. A jeśli jest miło, to tylko dlatego, że przyszedł Jezus i czyni cud, zastępuje nasz egoizm altruizmem, zastępuje taniec chciwych i pożądliwych szkieletów pieśnią życia.
Następnego dnia mój syn wrócił ze szkoły z wielkimi oczyma. W jego gimnazjum, jak najbardziej świeckim, społecznym, co znaczy prywatnym, zrobiono katolickie jasełka (dla uczniów w wieku 13-15 - czyli prawie tym samym, co nasza młodzież zborowa). Do stajenki z Dzieciątkiem Jezus przyszedł Czerwony Kapturek…
- Co? - przerwałem synowi.
- To - odpowiedział mi syn - Dokładnie tak, jak mówię. Czerwony Kapturek.
- Czy zapytał Jezusa: „Babciu, babciu, dlaczego masz takie wielkie oczy?”.
- W ogóle do Niego nie mówił. Gadała tylko Matka Boska. Powiedziała Czerwonemu Kapturkowi, żeby był grzeczny. Potem przyszła Królewna Śnieżka i Matka Boska powiedziała jej to samo. A potem przyszedł Pinokio i zaczął opowiadać, jaki jest grzeczny, jaki już jest grzeczny…
- Czy Jezus mu powiedział: „Nie strugaj pajaca”?
- Przecież ci mówię, że Jezus nic nie mówił i nikt do Niego nie mówił. Mówiła Matka Boska.
No tak. Zapomniałem, że w Polsce Bóg się nie liczy, ważniejszy jest Niebieski Kapturek: dziwny stwór przyodziany w błękit, pogańskie bóstwo niewiele mające wspólnego z biblijną Marią, matką Jezusa.
Niebieski Kapturek, Czerwony Kapturek… Katoliccy rodzice nie protestowali. Wszyscy potraktowali to szkolne przedstawienie jako coś absolutnie normalnego. Najwyraźniej dla nich opowieści Ewangelii to są bajki, takie same jak o Królewnie Śnieżce.
W Nowym Roku życzę wszystkim, żebyśmy wyszli spod Niebieskiego Kapturka. Może wtedy spotkamy żywego Jezusa.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyt...
W ostatnich dniach minister Zdrojewsk...