Nowość w sklepie KP

kepel72dpi_maly.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Czarnacka: Wielka feministyczna ści
 -Zamorano (10 komentarzy)
Przemoc ma płeć! Apel do posłów i p
 -viking (6 komentarzy)
Platfaszyzm
 -Rylew (12 komentarzy)

CYTAT DNIA

Integrować to nie znaczy wymagać od imigrantów, by dostosowali się do pierwotnie obowiązujących zasad społeczeństwa przyjmującego, integrować to znaczy współpracować nad powszechnym ustanowieniem na nowo zasad rządzących całym społeczeństwem.
Daniel Cohn-Bendit
Advertisement
Felieton świąteczny Drukuj
Tomasz Piątek
Tomasz Piątek
  
28.12.2009
Drogie Krytykantki, Drodzy Krytykanci

W ten czas refleksji, w ten czas wyciszenia, w ten czas sprzyjający wszystkim, co sprzyjają… Tymi słowy podśmiewała się ze mnie moja Hania, kiedy usłyszała, że będę teraz pisał, jako KaPelan KP, felieton świąteczny.

Nie byłoby tego felietonu, gdyby nie dwa przedstawienia bożonarodzeniowe, które odbyły się ostatnio w Łodzi. Pierwsze miało miejsce w moim zborze (ewangelicko-reformowanym, dodaję dla porządku). Drugie miało miejsce w gimnazjum, do którego chodzi mój syn - gimnazjum społecznym, co w tym przypadku znaczy prywatnym, ale jak najbardziej świeckim.

Pierwsze przedstawienie stworzył mój przyjaciel i oponent ze zboru, Przemek, razem z młodymi zborownikami tuż po konfirmacji (czyli w wieku 14-16 lat). Przemek jest biznesmenem i nauczycielem, prowadzi prywatną szkołę językową i walczy z konkurencją molochów-szkół sieciowych, które nie uczą ludzi (bo po co się męczyć) i dają im papierki (bo przecież tego chce uczeń, czyż nie?). Piszę, że Przemek jest moim oponentem, bo poglądy ma konserwatywno-neoliberalne. A naturę - dziewiętnastowiecznego, PPS-owskiego społecznika. Takie połączenie się zdarza, w Polsce pewnie częściej niż gdzie indziej.

Przedstawienie - które odbyło się zaraz po nabożeństwie wigilijnym, wobec całego zboru - polegało na tym, że w pewnym momencie zgasło światło, w oknach pojawiły się anioły (czyli nasza młodzież), które zstąpiły na ziemię i zaczęły odgrywać żywe obrazy wzorowane na starych religijnych malowidłach. Tyle, że na tych obrazach Maria zamiast Dzieciątka trzymała na rękach - na przykład komputer. Młodzież recytowała parafrazy tekstów religijnych, w których zamiast wiary w Boga, była wiara w rynek. Gdy w ciemności nad głowami konfirmantów zawisł papierowy gołąbek, młody aktor podpalił go ze słowami: „Ducha nie gaście”. Wielkie krzyże, noszone w niby-procesji, zmieniły się w szkielety, które zaczęły tańczyć naokoło widzów i nad nimi. Dziewczęta i chłopcy odgrywali sceny z życia Chrystusa, Jego cudowne czyny, Jego mękę. Nie było podziału na płci - apostoła czy nawet samego Jezusa mogła zagrać dziewczyna. Na koniec rozległa się pieśń, w której słowach Bóg mówił do człowieka: mimo twego zła nie pozwolę ci odejść.

Wszystko po to, aby uświadomić nam, że Boże Narodzenie nie jest po to, aby zrobić wielkie zakupy. Że Boże Narodzenie jest nie tylko po to, żeby było miło. Jest po to, żeby uświadomić nam, że jest źle na ziemi i że jest źle z nami. A jeśli jest miło, to tylko dlatego, że przyszedł Jezus i czyni cud, zastępuje nasz egoizm altruizmem, zastępuje taniec chciwych i pożądliwych szkieletów pieśnią życia.

Następnego dnia mój syn wrócił ze szkoły z wielkimi oczyma. W jego gimnazjum, jak najbardziej świeckim, społecznym, co znaczy prywatnym, zrobiono katolickie jasełka (dla uczniów w wieku 13-15 - czyli prawie tym samym, co nasza młodzież zborowa). Do stajenki z Dzieciątkiem Jezus przyszedł Czerwony Kapturek…

- Co? - przerwałem synowi.

- To - odpowiedział mi syn - Dokładnie tak, jak mówię. Czerwony Kapturek.

- Czy zapytał Jezusa: „Babciu, babciu, dlaczego masz takie wielkie oczy?”.

- W ogóle do Niego nie mówił. Gadała tylko Matka Boska. Powiedziała Czerwonemu Kapturkowi, żeby był grzeczny. Potem przyszła Królewna Śnieżka i Matka Boska powiedziała jej to samo. A potem przyszedł Pinokio i zaczął opowiadać, jaki jest grzeczny, jaki już jest grzeczny…

- Czy Jezus mu powiedział: „Nie strugaj pajaca”?

- Przecież ci mówię, że Jezus nic nie mówił i nikt do Niego nie mówił. Mówiła Matka Boska.

No tak. Zapomniałem, że w Polsce Bóg się nie liczy, ważniejszy jest Niebieski Kapturek: dziwny stwór przyodziany w błękit, pogańskie bóstwo niewiele mające wspólnego z biblijną Marią, matką Jezusa.

Niebieski Kapturek, Czerwony Kapturek… Katoliccy rodzice nie protestowali. Wszyscy potraktowali to szkolne przedstawienie jako coś absolutnie normalnego. Najwyraźniej dla nich opowieści Ewangelii to są bajki, takie same jak o Królewnie Śnieżce.

W Nowym Roku życzę wszystkim, żebyśmy wyszli spod Niebieskiego Kapturka. Może wtedy spotkamy żywego Jezusa.

www.tomaszpiatek.pl

Na podobny temat




  Komentarze (5)
 1 Dodane przez Hubert I, w dniu - 28.12.2009 18:28
Abstrahując od formy i treści jasełek wolałbym, aby nie odbywały się one w publicznych szkołach. Jeśli ktoś chce takowe oglądać, czy też w nich uczestniczyć, to z powodzeniem może wybrać jedną z coraz liczniejszych szkół prowadzonych przez męskie lub żeńskie zakony. Natomiast w szkołach publicznych, społecznych, prywatnych, o ile nie mają w statucie, czy regulaminie stosownych zapisów, nie powinny one mieć miejsca. Oczywiście postulat ten jest podobnie trudny do wprowadzenia, jak usunięcie krzyży ze szkół, czy raczej wszelkich symboli religijnych, bo przecież nie tylko o krzyże chodzi.  
Rozumiem nadzieję wyrażaną przez Autora, że zamiast takich ludycznych jasełek, warto by było czerpać przykład z tych przygotowanych w zborze, bo tylko takie mogą dać ludziom do myślenia i w ten sposób dokonywać zmian w naszej mentalności. 
Ale ja znów zaoponuję. Należy w końcu zacząć systematycznie, codziennie pracować nad zmianą mentalności, a nie tylko od święta do święta, co jest tak do bólu polskie.
 2 Dodane przez viking, w dniu - 28.12.2009 20:24
@Hubert I 
 
Krzyży w szkołach nie powinno być, bo są trwałym symbolem, widocznym za każdym razem kiedy wejdzie się do danej sali. Instytucja publiczna wieszając określone znaki na ścianie zaznacza za jakimi opowiada się wartościami, mimo iż powinna być w tej kwestii neutralna. 
Usuwanie jasełek ze szkół publicznych wydaje mi się natomiast działaniem fundamentalistycznym. Są one przecież tylko przedstawieniem znanej w naszej kulturze opowieści, do której oczywiście różni ludzie mogą mieć różne nastawienie. Dla jednych jest tylko legendą, dla innych religijną prawdą. W czasie jasełek czyta się często wiersze, gra kolędy, które są częścią polskiej i europejskiej kultury, z której należy korzystać mądrze i w duchu tolerancji a nie udawać, że jej nie było lub nie ma. 
Laicyzm oznacza, iż publiczne instytucje powinny być neutralne światopoglądowo, ale nie, że powinny unikać wszystkiego co w jakikolwiek sposób wiązałoby się z religią. W przeciwnym razie należałoby zabronić słuchania Requiem Mozarta na lekcjach muzyki albo czytania jakichkolwiek wierszy, w których poeta zwraca się do Boga.
 3 Dodane przez Spokojny, w dniu - 29.12.2009 11:53
>>uświadomić nam, że jest źle na ziemi i że jest źle z nami. A jeśli jest miło, to tylko dlatego, że przyszedł Jezus i czyni cud, zastępuje nasz egoizm altruizmem, zastępuje taniec chciwych i pożądliwych szkieletów pieśnią życia 
 
bierno agresywny syn samotnej matki do konca zycia nie uciekl z symbiozy z nia i wolal byc bity niz oddac. Wspolczesni zdradzani przez ojcow synowie samotnych matek maja ten sam problem. Jakos mi sie nie wydaje, zeby to zbawialo kogokolwiek. Chrzescijanstwo proponuje z gruntu chora transakcje moralna. Wmawia nam ze cos z nami nie tak i tylko „poswiecanie sie za nas” moze to zmienic. A to poswiecanie sie tworzy oczywiscie kolejna wine i zobowiazanie. To jest gra w emocjonalne wiazanie. Efektem propagowania czegos takiego sa miliony ludzi chorujacych przewlekle na kompleks nie poddajacego sie logicznej analizie poczucia winy, zniewolonych rozdmuchana meka umierajacych na krzyzu baboli, ktorych o to nikt nie prosil. Panie Piatek, z calym szacunkiem ale to nie Jezus wymyslil przyjazn, milosc i zyczliwosc miedzyludzka. Jedyne co ta legenda nam oferuje, to wlasnie wkrecanie nas w to poczucie, ze bez niej bylibysmy tak straszliwie egoistyczni i straszni. To chore.
 4 Dodane przez wezuwiusz, w dniu - 29.12.2009 20:08
myśl Jezusa była myślą na miare ejnsztajna. Pytania co dziś do nas dotarło, skoro przykrył ją Kościół, jak nie przymierzając skażenia Umysł w buddyzmie. bardzo żałuje że nie można nauczać nowej fizyki za pomocą przemocy i represji, gdyż z chęcią poddałbym się najwymyślniejszym kaźniom gdyby miało to sprowadzić na mnie dogłębne rozumienie tych subtelnych kwestii teoretycznych. Więć skąd przypuszczenie że to co od czasów Teodyzjusza siłą wdrukowuje się pokolenion i kulturom jest właściwą Nauką Chrystusa? Każdy może powtórzyć e=mc2 ale kto wie co to naprawdę OZNACZA dla rzeczywistości, kto rozumie dlaczego INACZEJ BYĆ NIE MOŻE? oto zawiłości. 
 
jeżeli Chrystus proponowałby nam zdrowy tryb życia i sokratejską gimnastyke to Kościół doniósłby nam w te czasy jako anorektyczny dyktat mody a patologiczne charaktery byłyby dowodem że tak człowiek żyć może.
 5 Dodane przez Spokojny, w dniu - 30.12.2009 12:12
>>myśl Jezusa była myślą na miare ejnsztajna. Pytania co dziś do nas dotarło, skoro przykrył ją Kościół, jak nie przymierzając skażenia 
 
skoro nie wiesz jak to co do nas dotarlo ma sie do tego co bylo w oryginale to jak mozesz twierdzic ze oryginal byl na miare ajnsztajna? 
Troche mi sie to wydaje podobne do tego krazacego niby autentycznego przemowienia indianskiego wodza, ktory w duchu wspolczesnej ekologii tlumaczy bialym profanom jak absurdalnym pomyslem jest kupowanie ziemi. Przepraszam..Ziemi. Problem polega na tym, ze to przemowienie indianskiego wodza zostalo napisane w 1970 roku dla potrzeb widowiska telewizyjnego telewizji ABC. W rzeczywistosci nigdy nie mialo miejsca. Jezus jest obiektem masowej projekcji niczym wiecej.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »