Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Felieton na początek roku Drukuj
Tomasz Piątek   
01.01.2010
Oczywiście, na Nowy Rok musiałem się wkurzyć. Na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” takie noworoczne życzenie: „Żeby świat nas w gospodarce dogonić nie był w stanie”. Czyli że co? Żeby Afryka nadal umierała z głodu? Żeby gdzie indziej ciągle trwał kryzys, a u nas nie? Żeby inni byli biedni, a my bogaci? Jaką drogę przeszła „Wyborcza” od Sylwestra 1989 do Sylwestra 2009? Co wam się porobiło, ludzie, z mózgami? I z duszami?

Ale tuż przed Nowym Rokiem idol „Wyborczej”, profesor Balcerowicz uchylił rąbka tajemnicy - a może tak mu się wymknęło - na czym ma polegać całe to narodowe „Nas nie dogoniat”.  

Balcerowicz powiedział tak: „Powinniśmy sobie postawić jako narodowy cel dogonić Niemcy. Nie przez 50 lat, ale 20 - mówił. - Nie wymaga to żadnych wyrzeczeń. Wprowadzenie reform, dzięki którym ludzie będą więcej pracować, skoro dłużej żyją, nie jest wyrzeczeniem”.  

Jasne. Haruj, niewolniku, albo zdychaj. Jeśli masz taką wielkopańską zachciankę, żeby żyć, to masz za nią zapłacić harówką. Za każdy dodatkowy rok życia - dodatkowy rok zapieprzania. I nie jest to dla ciebie żadne wyrzeczenie.  

W praktyce oznacza to podniesienie wieku emerytalnego nawet do 70 lat - o czym mówi minister Boni i pisze, oczywiście, „Wyborcza”.  

Jak podają instytuty naukowe, jak przed rokiem (12.09.2008) podała również „Wyborcza” - statystyczny polski mężczyzna żyje właśnie 70 lat. To znaczy, że statystyczny polski mężczyzna będzie pracować aż do śmierci.

No chyba, że stanie się cud. Albo może już się stał. Bo minął rok i ta sama „Wyborcza” podaje teraz (wywiad z demografem Piotrem Szukalskim z dnia 11 grudnia 2009), że „dzisiaj mężczyzna, który kończy karierę zawodową w wieku 60 lat, ma średnio przed sobą prawie 18 lat życia”.  

Jak rozumiem, to jest cud. Nagle nam, polskim facetom, wydłużyła się średnia długość życia o osiem lat! W ciągu jednego roku!  

A może ktoś tu manipuluje danymi? Może kruczek tkwi w słowach: „mężczyzna, który kończy karierę w wieku lat 60”? Z tego, co wiem, w Polsce wiek emerytalny dla mężczyzn wynosi 65 lat. Czy to znaczy, że taki, który wysmyknie się jakoś na wcześniejszą emeryturę w wieku lat 60, dożywa 78 roku życia, a taki, który musi harować do 65, umiera w wieku lat 70? To może taki, któremu się każe zapieprzać do 70, umrze w wieku lat 68? I kłopot z głowy, żadnej emerytury nie trzeba…  

A może wytłumaczeniem całej zagadki jest to, że wywiad z demografem przeprowadziła Aleksandra Klich? Czołowa neoliberałka, wojowniczka publicystycznego frontu, jaki niedawno ukonstytuował się w polskiej prasie, żeby bronić Balcerowicza przed Krytyką Polityczną i Maciejem Gdulą. Maciej Gdula stwierdził, że plan Balcerowicza, antysocjalny i niedemokratycznie wprowadzony, był zaprzeczeniem tego, co walczyła „Solidarność” i gdyby Jaruzelski nie przetrącił „Solidarności” karku stanem wojennym, Balcerowicz nie mógłby później zrobić tego, co zrobił. Proste stwierdzenie faktu. W odpowiedzi na to Klich napisała: „Jeśli więc - idąc za logiką Gduli - reformy Balcerowicza były stanem wojennym, to warto dodać: na bardzo wyraźne żądanie głodnego społeczeństwa. To my - wolni, ale przerażeni - chcieliśmy tych «represji»”. I tu muszę zapytać: jacy my? Ja nie pamiętam, żeby w 89 roku ludzie na ulicach domagali się bezrobocia i drożyzny. Jedni byli zdecydowanie przeciw - wychodzili na ulicę i krzyczeli: „Balcerowicz musi odejść!”. Inni mówili: „Cholera wie, co z tego będzie, strach się bać, trzeba jakoś przetrwać”. Rzeczywiście, wszyscy byli przerażeni. Ale powraca podstawowe pytanie: na ile ludzie przerażeni są wolni? Polecam Klich lekturę Naomi Klein - w Doktrynie szoku o planie Balcerowicza też pisze. I o przerażeniu.

W tym sporze oczywiście chodzi nie tyle o przeszłość, co o przyszłość. Środowisko „Gazety Wyborczej” w tej chwili powinno stanąć przed czymś w rodzaju bilansu życia. Przez dwadzieścia lat robiliśmy coś, sprawdźmy teraz, czy to się sprawdziło. Czy plan Balcerowicza był dobry? Jeśli chodzi o wzrost PKB, tak. Jeśli chodzi o wzrost poziomu życia, nie. Klasie średniej się poprawiło, większości pogorszyło się bardzo. Potem większości trochę się poprawiło, ale dopiero po wejściu Polski do Unii, bo i dotacje, i eksport żywności i łatwe saksy… Tu moglibyśmy się pospierać: „Ale czy w ogóle moglibyśmy wejść do Unii bez planu Balcerowicza?”. Byłoby ciekawie. Ale nie możemy tak porozmawiać, bo „Gazeta Wyborcza” uprawia swoją własną politykę historyczną a la PIS. Głosi histeryczny kult Balcerowicza i zakłamuje rzeczywistość: „My wolni… chcieliśmy tych represji…” - pisze Klich. „W 1989 roku głosowaliśmy na Balcerowicza” - pisze Gadomski (gówno prawda).  

Skąd ta histeria i to zakłamanie? Bo chodzi nie o przeszłość, a o przyszłość. Chodzi o to, że rząd poparty „autorytetem” Balcerowicza chce nas zmusić, żebyśmy harowali aż do śmierci. Dlatego wmawia nam na wszystkie sposoby i przypomina, jakim to dobroczyńcą był dla nas i jest Balcerowicz, Wyzwoliciel Narodu.

Tyle o sytuacji ogólnej. A teraz coś optymistycznego: w roku 2010 będzie się konstytuować Obywatelskie Forum Dostępu do Książki, powołane listem otwartym do premiera Donalda Tuska (listem w obronie bibliotek lokalnych przed likwidacją, marginalizacją i obcinaniem funduszy). Piszemy deklarację programową, zaraz się policzymy i stworzymy statut. Tak się złożyło, że przy tej okazji moja osoba została przez chwilę wystawiona na widok publiczny.

Wśród moich bliskich pojawiła się obawa, że mogę zostać „spiesiony”. Podejrzewam, że spiesienie ma coś wspólnego z senatorem Piesiewiczem i ze świństwem, który mu zrobili. Z góry ostrzegam: panowie z rządu, jeżeli nagle znajdę w swojej kieszeni torbę brauna, a zaraz potem zostanę aresztowany - to maglującym mnie policjantom zeznam, że dilerem był Donald Tusk. Pamiętajcie, że nie chodzi tu o moją osobę, ale o całą masę ludzi, którzy podpisali się pod listem. Lepiej ich nie wkurzajcie. Jest tylko jeden sposób, w jaki możecie rozwiązać problem i zaraz wam powiem jaki.

Widziałem wasz program dla bibliotek. Na papierze jest piękny. Przewiduje, że biblioteki dostaną 300 mln złotych na rozbudowę, internetyzację i w ogóle godne funkcjonowanie. Pod warunkiem, że minister finansów i premier się zgodzą. Pod warunkiem, że gminy się dołożą. Pod warunkiem, że dołożą się także władze wojewódzkie… No cóż, pouprawiajmy przez chwilę science-fiction i wyobraźmy sobie ministra finansów, który daje 300 mln na jakieś tam wiejskie biblioteki. Wyobraźmy sobie, że niektóre gminy się dołożą (no bo w gminach ciągle są rodzice, którzy chcą, żeby dzieci miały wykształcenie - i ci rodzice wybierają wójta czy też burmistrza). Nie bardzo jednak mogę sobie wyobrazić, że dołożą się władze wojewódzkie. One nie mają w tym takiego interesu, jak władze państwa i władze gminy. Władze gminy żyją na widelcu, blisko swoich wyborców. Władze państwa też są na widelcu, bo są obserwowane przez największe media. Natomiast władze wojewódzkie żyją w dziwnym zawieszeniu, wyborca styka się z nimi rzadko. Nie są tak bliskie, jak władze miasta czy gminy, nie są tak ogólnie znane, jak rząd i parlament. Jeżeli wypływają na chwilę, to raczej przy jednej wielkiej ogólnowojewódzkiej inwestycji jak np. droga. Po cholerę im finansować coś, czym każda gmina będzie się chwalić z osobna, a rząd w ogólności? Nie zostawiając miejsca dla chwały polityków wojewódzkich? Co więcej, nie bardzo wyobrażam sobie, że wszystkie zainteresowane gminy i województwa nagle synchronizują swoje budżety zgodnie z programem rządowym. Jestem laikiem, może się nie znam na funkcjonowaniu władz samorządowych - ale znam Polskę i jakoś trudno mi to sobie wyobrazić.  

No więc moje wrażenie jest takie, że ten program musi się na władzach wojewódzkich wyrypać. I może o to chodzi, żeby się wyrypał - wtedy będzie można powiedzieć to, co w tej sprawie już słyszałem, z rządowych ust: „Chcemy dobrze, ale ci samorządowcy… Sam pan wie, jakich mamy samorządowców”.

Ale może się mylę, może jestem nazbyt podejrzliwy. Panowie: usuńcie to wojewódzkie ogniwo. Niech ten program będzie finansowany przez rząd i przez gminy. Jeśli to zrobicie - albo jeśli uda się wam synchronicznie przekonać władze wojewódzkie - i jeśli rzeczywiście biblioteki dostaną do ręki 300 mln złotych, to ja wejdę pod biurko ministra Zdrojewskiego i zgodnie ze staropolskim obyczajem publicznie odszczekam moje podejrzenie.

Oczywiście, pod warunkiem, że oddacie jeszcze te 18,5 miliona, które w tym roku zabraliście bibliotekom na zakup książek. Bo na razie, to tak wyglądają konkrety.

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Bibi  - Bezmyślny wywód   |01.01.2010 12:15:25
Szanowny autorze. Rząd do niczego Pana nie chce zmusić. Rząd - Pana wróg nr 1 /
obok Gazety Wyborczej / tylko usiłuje Panu wytłumaczyć, że jeżeli nie zostanie
wydłużony wiek przejścia na emeryturę- to będę środki na emeryturę np. w
wysokosci 600,00zł dla Pana.
Fin78  - Paradoks wydłużenia średniej długości ży   |01.01.2010 16:29:15
w ciągu jednego roku, nad którym pochyla się Autor nie jest żadnym paradoksem, a
zwykłą pomyłką, bo tak jak Szanowny Autorze,
lubię Twoje pisanie, to widać, że
się na demografii i statystyce nie znasz. I mam nadzieję, że to po prostu błąd,
a nie celowe wyjęcie z kontekstu wypowiedzi dra Szukalskiego, który we
wzmiankowanym wywiadzie w kolejnym zdaniu mówi: "Tyle statystycznie żyją w
Polsce ludzie, którzy dożywają emerytury". 70-71 lat to średnia oczekiwana
długość życia wszystkich mężczyzn. Ale jak już ktoś tej płci dociągnie do
sześćdziesiątki to statystycznie żyć będzie jeszcze 18 lat. Proste i prawdziwe.

Co do reszty zgoda, chociaż uważam że przeciwnicy neoliberalizmu mają w Polsce
większe problemy niż akurat wydłużanie czasu pracy, funkcjonujące póki co w
sferze debat. Wiele już działających praw i przepisów ma dramatyczniejsze skutki
i je przede wszystkim powinno się krytykować.
mhnatiuk   |01.01.2010 16:36:16
trick jest taki, że średnia długość życia jest dla osób umarlych w 2008 inna niż
dla osób teraz jeszcze żyjących/pracujących. Przewidujemy zatem o ile wydłuży
się długość życia za 20 lat i jak to wpłynie na system emerytalny. Jest to
bardzo jasno podane w tekście : "dzisiaj mężczyzna, który kończy karierę
zawodową w wieku 60 lat, ma średnio przed sobą prawie 18 lat życia". Czyli,
że oczekiwana długość życia wzrasta. O ile bardzo lubię Pana felietony, a
wyrażenie "perpetum debile" trafiło u mnie na top listę powiedzonek
2009, to taka manipulacja danymi nie przystoi (w końcu na czym ma polegać cała
ta zabawa w KP, na zastąpieniu jednych przeinaczeń drugimi? ) i pachnie trochę
stylem Naszego Dziennika (chociaż to straszak lepszy na dziennikarzy GW).
step  - Ludzie kochani   |01.01.2010 17:08:55
Ja żadnymi danymi nie manipuluję, ja przecież piszę wyraźnie, że nie rozumiem. A
nie rozumiem, bo pani Klich i jej ekspert nie chcą żebym zrozumiał - to oni
przecież manipulują danymi! Zdanie: "dzisiaj mężczyzna, który w wieku lat 60
kończy karierę zawodową, ma przed sobą 18 lat życia" można rozumieć dwojako.
Można je zrozumieć: "tylko ten, który dociągnął do sześćdziesiątki, ma przed
sobą średnio osiemnaście lat życia", a można je zrozumieć: "dzisiaj
mężczyzna (mężczyzna jako taki, statystyczny polski mężczyzna) kończy karierę
zawodową koło sześćdziesiątki, a potem ma jeszcze osiemnaście lat życia". Ja
tak je zrozumiałem i dlatego właśnie - to chyba jasne - tak się awanturowałem o
wiek emerytalny 65. I pani Klich o to chodziło, żebym ja tak to zdanie
zrozumiał. Naginając słowa, chciała stworzyć wrażenie, że jest nam w Polsce zbyt
słodko - kończymy pracę koło sześćdziesiątki i potem czeka nas jeszcze 18 lat
leniuchowania… Podwójna manipulacja. Co nie zmienia faktu, że statystyczny
mężczyzna dożywa do wieku 70,6. Ale tego już pani Klich nie powie, bo to nie
pasuje do tezy artykułu. Tak się w Polsce uprawia dziennikarstwo.

Co do
komentarza Bibi, to jest on tak - przepraszam za ostre słowo - bezsensowny, że
można go wyśmiać na trzy sposoby.

Po pierwsze, jeśli tak źle jest z
emeryturami, to jaki mamy wspaniały rząd, że do tego doprowadził! (albo raczej:
jakie wspaniałe mamy rządy przez ostatnie 20 lat, że do tego
doprowadziły).

Po drugie: co mnie obchodzi, czy będę miał 600 złotych czy na
przykład 720 emerytury (no bo podniesienie wieku emerytalnego o jedną trzynastą,
z 65 na 70, chyba nie zwiększy mojej emerytury o więcej niż jedna piąta???
sądzę, że o wiele mniej), co mnie obchodzą te wszystkie wyliczenia, jeśli
statystycznie mam małe szanse, że w ogóle emerytury dożyję?

Po trzecie: jeśli
ktoś w ogóle nie umie wyobrazić sobie innej możliwości ratowania emerytur niż
zamęczanie starszych ludzi pracą - to w ogóle szkoda gadać.

Ludzie zresztą
przestają tracić kontrolę nad tym, co mówią. W ostatniej Polityce Baczyński
sprzeciwia się "pięknoduchom" z KP i cieszy się, że Balcerowicz
reformując gospodarkę w Polsce oparł się na metodach znanych, uznanych i
wypróbowanych. Tyle, że uznane to one były tylko w Chile, a wypróbowane, też w
Chile, za pomocą obozów koncentracyjnych.

Pozdrawiam!
generator_odpowiedzi   |01.01.2010 17:51:20
Podobno na Księżycu żyją ludzie zatrudnieni na tzw. pełen etat, którzy mogą iść
na zwolnienie, normalnie urodzić dzieci, a po dojściu do określonego wieku
dostają godziwą emeryturę. Ich praca jest opłacana a nawet wraz z czasem
normalnie awansują, a nie wywala się ich na bruk zastępując darmowym
praktykantem. Jeśli chcą, mogą w wieku 59 lat dostać tak samo satysfakcjonującą
pracę, jak 25 czy 35-latek. Tak podobno jest na tym Księżycu, bo u nas jak
wiadomo niekoniecznie.

U nas przez ostatni rok udało mi się poznać jedną
osobę zatrudnioną na pełen etat. Jedną. Urzędnika z pensją 1600 zł brutto, który
choćby harował i do 80tki, dostanie od ZUS-u właśnie owe 600 zł. Pozostałą część
jego emerytury właśnie zjadają obecni emeryci. Reszta zbiera, a raczej nie
zbiera sama na własne emerytury a ZUS omija szerokim łukiem. Podniesienie wieku
emerytalnego spowoduje tylko i wyłącznie większą ucieczką od ZUS-u do strefy
umów o dzieło czy zlecenie lub zgoła szarej. I mniejszą dzietność, bo jak nie ma
etatu to nie ma socjalu. A babcia i dziadziuś przecież w pracy. Wtedy chcę
zobaczyć miny i Leszka, i Witka, i Twoją Bibasku.

Najlepiej pogadajmy za
kilkadziesiąt lat, kiedy obecni zwolennicy wykończenia dziadków (i babć) będą
przeglądali oferty pracy na kasie w Realu. O ile takie się dla nich wtedy
znajdą. Wpadnę do Was z Księżyca, przepraszam, ze Sztokholmu.
step  - generatorze, racja   |01.01.2010 18:07:29
Nie myślałem o tym, ale tak to jest. No bo jeżeli moje szanse na dożycie
emerytury maleją i nie cieszy mnie, że to będzie 720 zamiast 600 złotych… No
to przestaję w ogóle wierzyć w emerytury i idę pracować na dziele (jak to już w
tej chwili masa ludzi robi). Jeśli jestem kobietą, to nie mam urlopu
macierzyńskiego. A babcia i dziadek nie zajmą się dzieckiem, bo sami w robocie.
A jeśli jestem mężczyzną, to też boję się mieć dziecko, bo pracując na dziele,
nie mam żadnych zabezpieczeń. Czyli ta cudowna reforma zamiast poprawić, może
jeszcze bardziej rozpieprzyć system emerytalny - zwiększając kryzys dzietności.
Wszystko dlatego, że Balcerowicz w swoim schemacie nie uwzględnia żywych ludzi,
tylko abstrakcyjne jednostki pracozarobkowe. Jak to się kiedyś (mało
ekologicznie) żartowało z Lenina: szkoda, że najpierw nie wypróbował na
zwierzętach…
kot  - -larum, wiara zgrożona   |01.01.2010 19:03:33
Baczyński, Wyborcza, Bibi, Fin ilu was jeszcze obrońców słusznych poglądów.
Tylko brak stosów i inkwizycji.
Bełkot argumentacji, Balcerowicz, sztandar,na
szańce. Barbarzyńcy u bram.
Bibi  - Ja chcę szybko na emeryturę…   |01.01.2010 23:44:10
Warto , rozważając jaki okrutny / i w sposób oczywiście głupi, jak wynika z
niektórych komentarzy/ jest rząd, że nie chce nam umożliwić jak najszybszego
zakończenia …męczarni z tą pracą,przestać traktować rząd jako ten co przecież
mógłby wszystko, ale złośliwie nie chce,a to , skąd sfinansuje nasze emerytury ,
to problem rządu i kwita, my tylko chcemy szybko na tę emeryturę.. Przy okazji
warto też zastanowić się, dlaczego dla tychże komentatorów praca jest
męczarnią… Dla mnie , na szczęście, jest przyjemnością i chciałabym ją
kontynuować do 75 r.ż.
step  - wujku… towarzyszu…   |02.01.2010 02:20:16
Tak proszę pana. Wuj Tom kocha pana. Wuj Tom kocha pracować dla pana, aż się
własną krwią nie zachłyśnie.

Towarzyszu Bierut! Nasza drużyna wypracowała już
550 procent normy! I deklaruje zobowiązanie pracy w noce i niedziele!

Patrzę
na ten wpis Bibi. To jest mentalność niewolnika, którą działacze afroamerykańscy
nazywają mentalnością wuja Toma (przy czym warto pamiętać, że klasyczny wuj Tom,
za swoje wzorowe posłuszeństwo, chęć do pracy i niewolniczą "uczciwość",
dostaje zwykle lżejsze prace, przynajmniej dopóki się nie natnie na Legreego,
zdeklarowanego sadystę)

To jest samoniszcząca obłuda stachanowców, którzy
widząc, że przymusowej pracy nie da się uniknąć, próbują się nią zanarkotyzować,
a i jakiś medal zgarnąć.

A przede wszystkim - to jest głupota pewnego wieku.
Jak zaczynałem w moim życiu okres intensywnej pracy, też tak myślałem. Popracuję
ostro, coś stworzę, będę żyć intensywnie i pięknie się spalę. A ci, co mamlą coś
o jakiejś emeryturze, to podludzie, socjalistyczne lumpy.

Minęło piętnaście
lat, podczas których równocześnie studiowałem i byłem korespondentem kilku
dużych mediów z Włoch, potem pracowałem w kilku mediach w Polsce naraz i
działałem w szkołach wyższych, potem pracowałem w reklamie i pisałem felietony,
recenzje, potem pracowałem w reklamie i zakładałem kanał telewizyjny, potem
znowu reklama i wydałem w tym czasie dwanaście książek… Teraz doszła do tego
praca społeczna: piszę dla Krytyki, prowadzę seminaria, organizuję akcje.
Jeszcze daję radę. Ale wiem, że za kilkanaście lat będę wrakiem. Piętnaście lat
takiego życia daje w kość, a trzydzieści spali mnie do końca, pięknie się spalę,
etc. Tyle, że spalę się tylko psychicznie, a fizycznie pewnie jeszcze będę
musiał pożyć. Nie sądzę, żebym umarł z wyczerpania umysłowego w wieku lat
50.

Kiedy się to wie i kiedy się to wszystko przeszło, to się zaczyna inne
myślenie. Nagle się orientujesz, że ta całą harówką nie
zapracowałaś/zapracowałeś sobie na godną starość. Jedyny wybór to jak
najszybciej pojechać do kraju, w którym są dobre pensje i dobry socjal (i
dziwnym trafem, wysokie podatki), być tam czyścicielem wychodków przez 20 lat
(na to wypalony umysł pozwoli) i przez ostatnie chwile życia cieszyć się
spokojem.

Bibi, ci, którzy ci mówią, że jesteś nietscheańskim nadczłowiekiem,
spalasz się w czynie, gardzisz niewolniczymi leniami - właśnie chcą z ciebie
zrobić podczłowieka, niewolnika. Bezmyślną maszynkę do zapieprzania.
step  - a z rządem   |02.01.2010 02:36:22
A z rządem daj spokój. I z powtarzaniem: to nie wina rządu, to nie wina rządu…
Jak już ci pisałem, jeżeli mamy tak tragiczną sytuację z emeryturami, to na
pewno jest w tym wina rządu i wszystkich rządów, które tu rządziły przez
ostatnie 20 lat. I jeśli zakładasz, że jedyne, co może rząd robić w sprawie
emerytur, to zmuszać starych, zmęczonych ludzi do harówki… Jeśli tak
zakładasz, to znaczy, że uważasz, iż jedynym możliwym rządem jest rząd
psychopatycznych sadystów. Dlaczego się nie przyjrzą, jak się to robi w
Skandynawii. Ja gotów byłbym płacić już nawet nie wyższe składki, a odpowiedni
podatek solidarnościowy na ludzi starszych, nawet 30% moich dochodów - gdybym
miał gwarancję, że kiedy będę stary, będę dostawał tyle samo. Tyle, że musiałbym
żyć w uczciwym państwie, które respektuje umowy ze swoimi obywatelami. Przyznam
się, że polskiemu państwu płacę z bólem. Płacę ile każą, ale płacę z bólem, bo
nie wiem, na co to idzie. Polska ma wszystkie wady państwa socjalnego i
wszystkie wady państwa liberalnego. Nie ma natomiast ich zalet.
Fin78   |02.01.2010 04:34:31
@kot
Ale, że w którym niby miejscu ja jestem obrońcą Balcerowiczowych
szańców?
Ja tylko zwróciłem uwagę, że zdanie Autora: "Nagle nam, polskim
facetom, wydłużyła się średnia długość życia o osiem lat! W ciągu jednego
roku!", które jak mi się wydawało sugerowało fałszowanie danych, nie jest
najtrafniejsze, bo średnia długość trwania życia w całej populacji to co innego
niż ta miara, którą posługiwał się Szukalski w rozmowie z Klich.
Na co Autor
odparł, że chodzi mu bardziej ogólnie o dość szulerską żonglerkę danymi w celu
zmanipulowania czytelnika, i ja to kupuję, faktycznie takie wrażenie można
odnieść podczas lektury tego konkretnego wywiadu, bo że generalnie się danymi
statystycznymi i socjologicznymi manipuluje to mnie nie trzeba przekonywać (np.
taka zagadka, dlaczego od 2005 roku GUS przestał korzystać w swoich
zestawieniach z wskaźnika minimum socjalnego, którego wartość pieniężna wciąż
wyliczana jest co kwartał przez IPiSS?).
A o do wydłużenia wieku emerytalnego,
to może i strategia bicia na alarm dzisiaj, by nie zagnieździło się w duszach i
umysłach przekonanie, że There Is No Alternative jest słuszne. Tyle, że warto
pamiętać że w polskim systemie polityki społecznej, fiskalnym, edukacji
funkcjonuje dużo równie dramatycznych i zasługujących na krytykę neoliberalnych
rozwiązań. Pozdrawiam
Bibi  - skąd się biorą emerytury ?   |02.01.2010 05:13:37
Wszyscy niemal Komentatorzy są zdania, że praca to harówka i oby jak najszybciej
przestać pracować i utrzymywać się z tego, co mi się należy od rządu, czyli z
emerytury. Otóż emerytura w naszej rzeczywistości pochodzi ze środków tych ,
którzy pracują, albo jako prowadzący własne przedsiębiorstwo albo jako
pracownicy. Zatem Szanowni komentatorzy, zabawne, że w istocie domagacie się ,
by ktoś inny został obarczony obowiązkiem utrzymywania Was. Osoby trzecie mogą
utrzymywać osoby niedołężne, ze społecznej solidarności /litości/. Czy zatem
jesteście niedołężni, przynajmniej fizycznie ?
Bibi  - p.s. człowiek wolny a niewolnik   |02.01.2010 05:21:36
Mam też inne zdanie od tutaj prezentowanego, czym się różni niewolnik od
człowieka wolnego. Niewolnik to osoba, która np. musi pracować, na ogół nazywa
tę czynność harówką, nie lubi jej, wykonuje ją ze wstrętem i marzy, kiedy będzie
mogła jej nie wykonywać. Człowiek wolny to ktoś, kto wykonuje daną
czynność,pracę bo sprawia mu ona przyjemność, jest twórczy.Być może niewolnik
nie jest w stanie / nie ma takiej opcji/ zrozumieć, jak to jest możliwe, że
można czerpać przyjemność z pracy….
generator_odpowiedzi   |02.01.2010 06:33:43
Bibasku. Cieszę się, że lubisz pracować. Ja też lubię. I też kiedyś mi się
wydawało, że inni lubią dokładnie to co ja. Co więcej, jeśli nie lubią, to mamy
ich zmusić żeby lubili. Najlepiej ustawą. Tylko że demokracja nie polega na
wmuszaniu lodów tej mniejszości, która jednak woli krupnik. Niektórzy mniej
szczęśliwi od Ciebie chcieliby odpocząć na starość. Ochroniarz z Twojego
strzeżonego osiedla. Sklepowa, która jest do Twojej dyspozycji o 22.
Nauczycielka Twoich dzieci.

Zresztą nie mogę się obecnie spierać z Twoją
futurystyczną wizją pracy do 75 roku życia. Być może do tego czasu powstanie
jakiś klej do telomerów, dzięki któremu dociągniesz przy biurku nawet do setki.
Myślę natomiast z przerażeniem o Twojej wiedzy na temat systemu emerytalnego.
Emerytura to nie jest dar od państwa. To moje własne ciężko zarobione i niestety
źle zainwestowane pieniądze.

Pozwolisz, że pominę Twoje rozważania na temat
solidarności społecznej ujętej jako litościwy ochłap dany biednym z łaski pana.
Po prostu mnie zatkało.
kot   |02.01.2010 07:12:59
Bibi też człowiek i trzeba go traktować po ludzku. A wiec rozmawiajmy w języku
bibi.
Wyjdźmy od tego co gen. napisał powyżej, a dla bibi powinno brzmieć
miło i być zrozumiałe w Jego języku: ,,ciężko zarobione i … źle zainwestowane
pieniądze,,.
Rzecz w tym czy ten rząd i tamte rządy dobrze
inwestują Twoje
moje pieniądze.
Czy jestem tak mocno przekonany, że inwestycje w Irak,
Afganistan w te F chyba 16 inwestycje w śmiechu wartą ,,tarczę,, czy inne
zbawki naszych polityków (na które sobie pozwalają aby być pogłaskani po
głowie)są dobrze zainwestowane. Ten wpis robię w Kandzie, która kryzys dotknął
naprawdę w małym stopniu, w której banki nie miały kłopotów i dziwny zbieg
okoliczności są własnością kapitału kanadyjskiego. Kanada świetnie potrafi
korzystać z położenia obok wielkiego sąsiada i równie świetnie nie dać mu się
robić w bambuko.
kot  - -ponownie, lekko uczytelniając   |02.01.2010 07:28:25
Bibi też człowiek i trzeba go traktować po ludzku. A wiec rozmawiajmy w języku
bibi.
Wyjdźmy od tego co gen. napisał powyżej, a dla bibi powinno brzmieć miło
i być zrozumiałe w Jego języku: ,,ciężko zarobione i & źle zainwestowane
pieniądze,,.
Rzecz w tym czy ten rząd, i tamte rządy, dobrze inwestują Twoje,
moje, pieniądze.
Czy jesteś tak mocno przekonany, że inwestycje w Irak,
Afganistan w te F chyba 16 inwestycje w śmiechu wartą ,,tarczę,, czy inne zbawki
naszych polityków (na które sobie pozwalają, aby być pogłaskani po głowie) są
dobrze zainwestowane. Ten wpis robię w Kandzie, którą kryzys dotknął naprawdę w
małym stopniu, w której banki nie miały zbyt dużych kłopotów i dziwny zbieg
okoliczności są własnością kapitału kanadyjskiego. Kanada świetnie potrafi
korzystać z położenia obok wielkiego sąsiada i równie świetnie nie dać mu się
robić w bambuko.
mhnatiuk   |02.01.2010 10:00:14
Propozycja jest taka: ZDP ustalił, że odpowiadającym odpoczynkiem po 50letnim
okresie pracy jest 5 lat, w związku z tym każdemu pracownikowi funduje wakacje
na Bahamach w wieku lat 75, lot w jedną stronę i eutanazję (zostanie wybrana w
przetargu niemiecka firma, która jej dokona najtaniej). Nie musimy się zatem
martwić, że jakiś "pasażer na gapę" (Witek nie jeździ nigdy bez biletu!
Nie musi) pożyje do 80tki i zużyje 800*12*5 = 48000 złotych. A osoby, które umrą
wcześniej dostaną order a kasa zaoszczędzona pójdzie na Instytut Planowania im.
Leszka Balcerowicza :)
mhnatiuk   |02.01.2010 10:07:22
Ale co my tu się wysilamu, wyzłośliwiamy, jak na końcu i tak leci na 4tym
głównym portalu info PL: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,7400438,Polacy
_lubia_byc_na_emeryturze.html
Bibi  - Wolność to myślenie i działanie na własn   |03.01.2010 02:47:12
Przypisujecie mi poglądy, których nie mam. Nie jest tak, że odpowiada mi
polityka rządu,ani też, że zmuszam kogokolwiek do pracy. Można podjąć decyzję o
nie podejmowaniu pracy lub o zaprzestaniu pracy w każdej chwili, ale na własne
ryzyko i koszt, a nie na koszt osób trzecich /pracujących/. Tak rozumiem
wolność.Rzeczywistość ekonomiczna w Polsce jest taka, że rząd nie ma
"odłożonych " pieniędzy na emerytury, tylko finansuje te emerytury
między innymi z pieniędzy tych osób, które obecnie pracują i zarabiają
np.1.600,00zł. To, dlaczego tak się stało, to inna bajka.
Pozdrawiam Wszystkich
i do spotkania przy następnym artykule. B.
Bibi  - uzupełnienie uciętego tytułu j.w.   |03.01.2010 02:50:23
Wolność to myślenie i działanie na własny koszt i ryzyko, a nie na koszt osób
trzecich.
kot   |03.01.2010 07:06:27
Bibi piszesz, że emerytów utrzymują ci. którzy mają 1600zł/miesiąc. I z
Twojego punktu widzenia jest to nonsens. Z mojego zresztą też.
Jednak czy mało
zarabiający dla tego tak mało zarabiają, że muszą utrzymywać emerytów? Czy dla
tego,że rynek nie jest w stanie prawidłowo wycenić wartości ich pracy?
Wyceniałby prawidłowo gdyby praca nie była kosztem. Ponieważ jest kosztem,
obiektywność wyceny pracy przez rynek musi zawodzić.
Rynek, którego psim
obowiązkiem jest minimalizowanie kosztów będzie wartość pracy starał się
zminimalizować, a nie wycenić według kryterium optymalnego.
arena  -    |03.01.2010 11:25:00
Ale ty jestes infantylna. Czujesz sie takim bardziej nadczlowiekiem kiedy
popozujesz troche przed wszystkimi na niezalezna i indywidualistke?

Wolnosc
to cos wiecej niz plytke haselka o samodzielnosci, ktore z reguly wyglaszaja
dzieciaki ktorym mamusia i tatus funduja zycie.

Wolnosc to moc korzystac ze
swojego zycia w sposob na jaki pozwalaja na to nasze wlasne mozliwosci. I cala
sztuka polega na tym jak skonstruowac otaczajaca nas rzeczywistosc tak aby nam
pomagala a nie przeszkadzala.

Wczesniejsze emerytury beda mialy tylko wtedy
jakikolwiek sens jezeli zostana rowniez polepszone warunki pracy, nie
wspominajac juz o pozycji pracownikow.
Rylew  - Jakie to proste   |03.01.2010 11:34:17
Nie potrzeba żadnej reformy emerytalnej. Sprawa ułoży się sama.
Na ten pomysł
wpadłem słuchając rozmowy w TV Info o problemach Rosji.
Kilka budujących
danych:
W Rosji spożycie wódek jest bardzo wysokie. Cena pół litra wódki
w
przeliczeniu wynosi ok. 8 zł. Średnia życia mężczyzn wynosi 61 lat.

Gdyby
nasi liberałowie w Sejmie zechcieli zliberalizować rynek alkoholi
*twardych*
obniżając podatki (akcyza) moglibyśmy mieć również tak korzystne wskaźniki.
Zlikwidować ZUS (po co dopłacać z kieszeni obywatela:), wystarczą
ubezpieczyciele prywatni. Dochody budżetu zaraz by wzrosły, moża by podnieść
słuszne diety posłom. Nareszcie i ubezpieczyciele doszliby do słusznych dochodów
(emerytur efektywnie nie trzeba byłoby wypłacać), którymi mogliby zaspekulować
(zainwestować) na giełdach światowych i może by coś nawet wygrali.
Aspektu
oszczędności na medialnym odświadamianiu ludzi już nie rozwijam. To
oczywiste.
A ludzie ?
Ludzie mieliby wolność na własny koszt.

Może ten
pomysł opatentować zanim wyślę ten post, bo może podchwyci go inny polski
geniusz ekonomiczny niejaki B., ale skąd wziąć kasę na opłaty patentowe ?
Eee
tam, niech idzie.
(:
mhnatiuk   |03.01.2010 15:42:43
"Wolność to myślenie i działanie na własny koszt i ryzyko, a nie na koszt
osób trzecich."
Słusznie! Dlatego znacjonalizujemy największe
przedsiębiorstwa :)
mhnatiuk   |03.01.2010 15:43:37
I powiesimy bankierów i spekulantów!
generator_odpowiedzi   |04.01.2010 06:21:39
> Rylew:

Ha! Brawo! Można to połączyć z doświadczeniem zza naszej południowej
granicy: otóż długość zielonego światła dla pieszych w Pradze została skrócona
do kilkusekundowego minimum. Pozwala się swobodnie poruszać po ulicach tylko
ludziom generującym PKB utrzymując ich w dobrej kondycji (metr przed chodnikiem
trzeba pokonać już biegiem). Jednocześnie wyeliminowano z pejzażu nieestetyczny
element roszczeniowy, który swoją niewielką emeryturą nie jest w stanie nakręcić
żadnej koniunktury. A jeśli praski emeryt musi już koniecznie po coś wyjść do
sklepu czy apteki, to przecież niczyja wina, że był na środku przejścia kiedy
kierowcom zapaliło się zielone…

Oto jak samorządy z Czech spontanicznie
popierają to, co wymyślił Lech! Chyba jesteśmy znani na całym świecie.
Thome  - Zagniewanie na ikonę.   |04.01.2010 06:45:29
Pan Piątek zadziwia zadziwieniem. To On nie wie, że socjalizm zawsze konczy się
najpierw "podniesieniem wieku emerytalnego", a potem "presją
zwolenników eutanazji"? I ta harówka do śmierci. Dobre:) System kanadyjski
jest niezły, ale gdyby odjąć z nazwy przymiotnik "kanadyjski" zostałby
pewnie przez Redaktora Piątka nazwany "nieludzkim":)))


@kot

"Jednak czy mało zarabiający dla tego tak mało zarabiają, że
muszą utrzymywać emerytów? Czy dlatego,że rynek nie jest w stanie prawidłowo
wycenić wartości ich pracy? Wyceniałby prawidłowo gdyby praca nie była
kosztem."

Wciąż te same mity z cyklu "laborystyczna teoria
wartości". Nuda.

"Ponieważ jest kosztem, obiektywność wyceny pracy
przez rynek musi zawodzić.
Rynek, którego psim obowiązkiem jest
minimalizowanie kosztów będzie wartość pracy starał się zminimalizować, a nie
wycenić według kryterium optymalnego."

Tak. Należy zapisać w ustawie,
że od dziś praca "nie jest kosztem"!!! Prąd bierze się z gniazdka, a
pieniądz z portfela!
kot   |04.01.2010 08:17:14
Pod tym Piątkiem ukazały się dwa znakomite mini felietony (stricte
internetowe) mhnatiuka,
wpis 17 i generatora wpis 26.
Głosuję za jednym i
drugim ze wskazaniem na generatora z uwagi na niemal idealną formę internetową.
kot   |04.01.2010 08:26:15
Pan Piątek zadziwia zadziwieniem. To On nie wie, że socjalizm zawsze konczy się
najpierw podniesieniem wieku emerytalnego, a potem presją zwolenników
eutanazji? I ta harówka do śmierci. Dobre:) System kanadyjski jest niezły, ale
gdyby odjąć z nazwy przymiotnik kanadyjski zostałby pewnie przez Redaktora
Piątka nazwany nieludzkim:)))


-thome czy mógłbyś przetłumaczyć to na
ludzki język? Mam taka przypadłość chcę rozumieć co do mnie mówią!
kot   |04.01.2010 09:21:16
-laborystyczna teoria wartości. Nie znam!

- Praca jest kosztem niezleżenie
o czyichkolwiek chceń.
Wydaje mi się, że tego nie kwestionujesz na równi
ze mną, a więc posługiwanie się absurdem w tym wypadku jest absurdalne i
niszczy sens rozmowy.Przyznam,że czekałem tu na reakcję, która mi pozwali na
skonstruowanie kolejnego szczebla ,,drabiny,, rozumowania.
Bo nie ma logicznej
konieczności, że jeśli praca jest kosztem, to należy ją wyjąc spod rynku lub
całkowicie rynkowi powierzyć.
Tu nie ma sprzeczności wykluczającej się.
Rynek
to nie tylko gra o zysk. Jeżeli popatrzysz na rozgrywki piłkarskie. Czym one
się różnią od gry rynkowej. W jednym i drugim wypadku masz do czynienia z
konkurencją
regułami gry i sędzią który pilnuje przestrzegania reguł przez
uczestników gry.
Cel gry jest wyrażanie zdefiniowany: strzelić jak
najwięcej goli i jak najmniej stracić. Podobnie jest na rynku gospodarczym:
zdefiniowanym celem jest zysk, osiągnięty przy najmniejszych kosztach. Ten
rodzaj gry był uprawiany na długo przed kapitalizmem i dopóki nasza planeta
nie ulegnie przepełnieniu nic się nie zmieni.
Tacy jak Ty chcieliby nie tylko
ograniczyć rolę sędziego ale także chcą, żeby wszyscy zaczęli grać w piłkę
nożną i tylko tym się zajmowali.
A ci, którzy tego nie lubią, nie chcą, czy nie
mogą, to niech z nimi będzie tak jak w Pradze, na przejściu ulicznym.
step  - wywiad z byłą prezes ZUS   |04.01.2010 12:16:17
Na Wyborczej jest wywiad z byłą prezeską ZUS-u, który zrobił na mnie koszmarne
wrażenie (czytałem go tydzień temu, w papierowym wydaniu).

Nazywa się:
"Polacy lubią być na emeryturze" (i chodzi o to, że to źle).

Czytając
to, miałem wrażenie, jakby Alicja w Krainie Czarów robiła relację na żywo z
rzeźni ludzkiej. Pani była prezes masarni narzeka, że nowy zarząd nie wymyślił
lepszych sposobów wabienia tych niezdarnych, leniwych człowieczków pod ostrze
gilotyny.

Całość na http://wyborcza.pl/1,75248,7400438,Polacy_lubia_by
c_na_emeryturze.html

Tu daję wybrane cytaty:

"Ta sama praca przez
40-50 lat musi męczyć. Zajęcie trzeba zmienić - trzeba o tym myśleć, zaplanować,
kiedy to zrobić. I - uwaga - nie można liczyć, że przekwalifikujemy się po
pięćdziesiątce - mówi była prezes ZUS Aleksandra
Wiktorow"

"Aleksandra Pezda: Rząd nas straszy - musicie dłużej
pracować, może do
siedemdziesiątki. Ale dzisiejsi emeryci mówią, że nie mieliby
na to sił.
Aleksandra Wiktorow*: Ależ my już dawno powinniśmy tak pracować!
Zwłaszcza że historia wcześniejszych emerytur jest krótka - dotyczy tak naprawdę
dopiero lat 80. i 90. "

"Coś złego zaczęło się dziać pod koniec lat
70. pod wpływem zdobyczy socjalnych w innych krajach, np. Francji, Niemczech. W
całej Europie zaczęto nadawać specjalne uprawnienia emerytalne: u nas w 1976 r.
kobiety dostały prawo do wcześniejszej emerytury po 55. roku życia, o ile
przepracowały 30 lat."

"…Polacy lubią być na emeryturze
-
Dlaczego?
- Nie wiem. Ale na to pytanie warto poszukać odpowiedzi. Bo czy to
nie dziwne, że kobiety marzą - ach, jeszcze tylko dwa lata i wreszcie pójdę na
emeryturę?"

"Ale pokolenie, które teraz kończy szkoły średnie, nie
będzie miało wyjścia - będzie zmuszone dłużej pracować. Liczę, że zdąży się do
tego przygotować. "

"A jeżeli ludzie są zbyt zmęczeni, żeby długo
pracować?
- Ta sama praca przez 40-50 lat musi męczyć. Zajęcie trzeba
zmienić"

"I - uwaga - nie można liczyć, że przekwalifikujemy się po
pięćdziesiątce. Rządowa strategia 50 nic nie pomoże. Mało kto w starszym wieku
nauczy się czegoś całkowicie nowego, dobrze zaaklimatyzuje się w nowym
środowisku pracy, jeśli ostatni raz uczył się czegoś trzydzieści lat wcześniej.
Chyba tę strategię pisali ludzie młodzi… "

"Ale z drugiej strony,
kto chce w pracy dojrzałą kobietę?
- To prawda. Chociaż do pracy nadaje się i
fizycznie, i intelektualnie. W innych krajach starsze kobiety pracują wszędzie -
nawet są sekretarkami czy recepcjonistkami, a więc wizytówkami firm. U nas ciąży
na nich przekleństwo "babci". Byłam świadkiem, jak w dużej publicznej
instytucji proponowano na wysokie stanowisko 59-letnią kobietę. Przedstawiciel
organizacji pracodawców powiedział, że za stara!"

"Dziadkowie uznają,
że praca to coś interesującego. Ale czy wytrzymają konkurencję z młodymi
pracownikami?
- Konkurencję w czym? Czy to, że ktoś używa większej czcionki w
komputerze, dyskwalifikuje go? Czy to, że lepiej pracuje mu się w pomieszczeniu
cichszym i jaśniejszym - to taki wielki problem? A nowinki informatyczne? Po co
obowiązkowo narzucać je wszystkim, jeśli starszy pracownik w dotychczasowym
programie lepiej sobie radzi, a nowy nie podniesie jakości pracy?" /tu
widać, że pani prezes ZUS nie ma, kurwa mać, nawet grama najbledszego pojęcia,
jak wygląda praca w prywatnej firmie czy korporacji/

"O tym trzeba
podyskutować. A gdyby tak powołać konkurencyjny do rządowego zespół ludzi w
wieku ponadśrednim - nie tylko naukowców, którzy mają inne spojrzenie: są
aktywni zawodowo i do tego mają dużą wiedzę - i zapytać - co trzeba zrobić, żeby
ludzie starsi chcieli być aktywni zawodowo?"

I na zakończenie jeszcze
jedno pytanie autorki wywiadu:

"No dobrze, ale kto się ma zająć dziećmi?
Nie ma żłobków, przedszkoli. Szkoła kończy się wczesnym popołudniem - jeśli
matka pracuje, to kto dziecko odbierze jak nie babcia? W Szwecji kobiety po
urodzeniu dziecka mogą pracować w mniej sztywnych ramach, np. nie codziennie i
nie zawsze tyle samo godzin w ciągu dnia. "
Rylew   |05.01.2010 04:22:15
Step:
> Ta sama praca przez 40-50 lat musi męczyć. Zajęcie trzeba zmienić -
trzeba o tym myśleć, zaplanować, kiedy to zrobić. I - uwaga - nie można liczyć,
że przekwalifikujemy się po pięćdziesiątce - mówi była prezes ZUS Aleksandra
Wiktorow

Takie gęganie słyszałem już wcześniej wcześniej, np. w Niemczech
gdy liczba bezrobotnych
dochodziła do 5mln. pewna polityczka z Urzędu Pracy
wygłosiła pogląd, że dzisiaj człowiek powinien mieć kilka zawodów, żeby
*wskakiwać* w nisze jakie stwarza rynek.
Ten pogląd miał swoje skutki w
polityce, przydzielano odpowiednie środki co zaskutkowało wielką liczbą różnych
kursów i przeszkoleń. W efekcie pracę mieli jedynie ci którzy z tych środków
bezpośrednio korzystali, a bezrobocie rosło dalej.
W Polsce, jak się zdaje, nie
ma nawet pieniędzy na te szkolenia, zatem pozostają puste słowa.
Obawiam się,
że bez wprowadzenia mojego planu, o którym pisałem w poprzednim wpisie
sprawy
się nie poprawią :).

mhnatiuk:
> I powiesimy bankierów i spekulantów!
A po
co ich wieszać ? Przecież oni także nie mówią, że powywieszają biednych licząc
na samorozwiązanie biologiczne.
Wystarczy, że nie pozwolimy się okradać to
sami się pochlastają
ze zgryzoty, że trzeba się wziąć do prawdziwej
roboty.
Albo wyjadą na wyspy Kukuryku (raj podatkowy odkryte przez K.Dunin)

gdzie będą mogli spekulować na miejscowej kukurykańskiej giełdzie okradając
się wzajemnie.
:)

Thome,
laboryzm być może jest nudniejszy od realnego
kapitalizmu tak samo pewnie ciekawiej jest w kasynie gry niż przy
robocie.
Byłbym za kapitalizmem, gdyby mniej było przegranych, a więcej
wygrywających.
Bardzo dobrze zauważyłeś ten aspekt.
Popatrz na dzisiejsze gry
losowe np. toto lotek. Kiedyś były mniejsze wygrane, a stopień trudności był
mniejszy więc było więcej wygranych.
Teraz na wygraną trzeba czekać parę
miesięcy, ale zato jaaaka forsa.
Lud to kupił i daje się strzyc coraz
krócej.
To jest trend współczesnego kapitalizmu.
kot   |05.01.2010 08:07:29
-,,To jest trend współczesnego kapitalizmu.,,
Rylew, czy chcesz powiedzieć, że
kapitalizm kiedykolwiek był lub będzie inny?!
Nie będzie! Nie ma lepszych lub
gorszych kapitalizmów! O tym czy mamy do czynienia z ustrojem kapitalistycznym,
czy socjalistycznym, decyduje suweren: społeczeństwo suwerenem kapitalizmu, czy
kapitalizm suwerenem społeczeństwa.
Rylew  - Panta rhei   |05.01.2010 12:56:29
Oczywiście, wszystko się zmienia. W tym wypadku może być zły, gorszy, najgorszy,
katastrofa. Obawiam się, ze nasza ew. dyskusja na ten temat może być
jałowa.
Wydaje się, że system społeczny w którym posiadanie kapitału daje
pozycję uprzywilejowaną i stanowi rodzaj totalitaryzmu nie jest systemem dobrym,
ale wiemy, że inne systemy totalitarne także nie były dobre.

Czy *suweren*
decyduje o czymkolwiek ? Jeśli tak to chyba na krótko.
Zamiast o decyzji
suwerena lepiej mówić o świadomej woli społeczeństwa.
Mam nadzieję, że ze
świadomej woli społeczeństwa nastąpią stopniowo zmiany stosunków społecznych w
kierunku socjalizmu, ale jak dotąd trend jest odwrotny, zmierzamy do
indywidualizmu.

Dlatego czasem myślę, że transformacja ustrojowa w krajach
byłego bloku socjalistycznego to cofnięcie się w rozwoju stosunków społecznych
na świecie o wiele lat.
Spokojny   |06.01.2010 02:08:07
>>Dlatego czasem myślę, że transformacja ustrojowa w krajach byłego bloku
socjalistycznego to cofnięcie się w rozwoju stosunków społecznych na świecie o
wiele lat.

Ten potworek byl niezdolny do samodzielnego przezycia i w niczym
nie przypominal rodzicow. Eutanazja byla nieunikniona. Wynika z niej tylko
nauczka o koniecznosci badan prenatalnych zanim sie cos na szeroki swiat
wystawi.
Rylew   |06.01.2010 04:06:27
Takie myśli miałem gdy patrzyłem na 17 lat temu na dziecko urodzone w rodzinie
moich przyjaciół. Czerwony, pomarszczony noworodek z wielkim nosem, niezdolny do
samodzielnego ruchu, poruszający się tylko w drgawkach nerwowych, okołoporodowe
uszkodzenia ciała i prawdopodobne mózgu,. Zupełnie niepodobny do rodziców. Papa
wszakże był zachwycony swoim dziełem.

Dzisiaj jest to wspaniały chłopak,
wysoki, sprawny fizycznie i umysłowo,
w wieku lat 5 nauczył się grać w szachy,
a ten nos jest teraz zupełnie proporcjonalny, rodzice którzy zadbali o jego
prawidłowy rozwój określają go teraz słowami *dar boży*.

Z tej historii
wynika morał taki, że…
Czasami myslę, że uduszenie tego jeszcze nie
rozwiniętego tworu jakim był realny socjalizm w Polsce, było jeśli nie błędem
wtedy to nieszczęściem jutro.
blaise   |06.01.2010 06:28:46
A. Wiktorow powiedziała:
"A nowinki informatyczne? Po co obowiązkowo
narzucać je wszystkim, jeśli starszy pracownik w dotychczasowym programie lepiej
sobie radzi, a nowy nie podniesie jakości pracy?
Ejże! No przecież kiedy firma
zmienia swój system na nowy, przechodzi na inne aplikacje czy programy do
realizowania zamówień, czy obsługi księgowości, to wówczas nie ma opcji, żeby
jakiś pracownik pracował na starym! To jest technicznie niemożliwe! To akurat
wiem z doświadczenia. Choć często nowy system nie podnosi wydajności pracy…
ale za to jest tańszy, to też wiem z doświadczenia.
Chyba trzeba włożyć między
bajki to co mówi pani była prezes ZUS, przynajmniej częśc jej recept.
Pani
Wiktorow pracuje w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową zajmującym się
promowaniem dawno skompromitowanych pomysłów i "naukowym" ich
uzasadnianiu. W tymże instytucie pracuje również Janusz Lewandowski. Ciekawym
zagadnieniem będzie sprawa finansowanie tegoż instytutu.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.01.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »