Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Felieton bezmyślny Drukuj
Tomasz Piątek   
15.03.2010
Niedziela, Dzień Pański. Dla wielu ludzi bezpański. W każdym razie, dzień odpoczynku i pewnie dlatego jestem tak zmęczony. Mimo, że właśnie zaczyna się wtorek, ciągle jeszcze nie mam siły myśleć, po niedzieli. Może to i dobrze. Konstrukcje myślowe podobno tylko przykrywają prawdę. Więc spróbuję nie myśleć. Opiszę tylko to, co się działo w niedzielę. Czy będzie to przypominać rozdział z dziennika pisarza? Dzienniki pisarzy są czymś dziwnym: sprawiają wrażenie, jakby były pisane odwrotnie niż trzeba. Może są. Może każdy dziennik powinien się zaczynać w chwili śmierci. No to opiszę moją niedzielę od końca.

O północy mam pierwszy w moim życiu sen polityczny. Dotąd miewałem raczej sny teologiczne. Zwykle śniło mi się, że jestem w katolickim kościele i ogromne kolorowe rzeźby tak zwanych świętych goniły mnie, zagradzały drogę, żebym nie mógł uciec z budynku. Albo karłowate rogate zakonnice syczały: „heretyk, heretyk”.

Tym razem jest inaczej. Jestem małym murzyńskim chłopcem. Pierwszy raz w życiu jestem małym murzyńskim chłopcem. Więcej, pierwszy raz w życiu jestem wewnątrz innej skóry niż różowa. Okazuje się, że w czarnej czuję się tak samo jak w różowej. Tak samo niewygodnie. Jestem małym obywatelem małego państewka wielkości przeciętnego polskiego osiedla. Nasz generał, czarny jak ja, wykroił nam to państewko jakiś czas temu. Jest ojcem ojczyzny, a może ojczymem. Mam dziesięć lat i idę z kolegą na wojnę. To tutaj normalne - nawet to, że razem z kolegą jest nas w całej armii dwóch. Robimy powstanie przeciwko generałowi. Wiemy, że w takim żółtoróżowym budynku, ciągle zamkniętym, jest parlament. Przed drzwiami stoi pomnik generała z czegoś czarnego. A może to sam generał, taki nieruchomy. Dochodzimy do wniosku (z kolegą), że lepszy będzie parlament bez generała i wdzieramy się do budynku. Okazuje się, że w środku jest tylko sala konferencyjna. Przy niej siedzi parlament, kilkunastoosobowy. Jest cały biały i wygląda jak zarząd. To znaczy, są w nim sami biali, wszyscy w czarnych garniturach. Generała nie ma, bo już go zabiliśmy. Kiedy biali widzą nas z bronią, nic do nas nie mówią, tylko zaczynają się kłócić o to, który z nich zdradził i nas wpuścił. Zaczynamy ich zabijać, jednego po drugim, ale ciągle nie chcą zwrócić się do nas, coś nam powiedzieć. Wszyscy giną, ale zebranie zarządu nadal trwa, jego duch.

Godzina dwudziesta pierwsza. Wracamy z Hanią i z Martynem. Martyn był u bogatego kolegi i bawił się w willi pełnej posągów.

- Kiedy będę miał syna, nazwę go Zdzicho – mówi Martyn.

- Nie – mówi Hania.

- Dobrze – mówię. – Ale pod warunkiem, że w pierwszym miesiącu po urodzeniu wszczepisz mu wąsy. Będziesz mieć pierwsze na świecie niemowlę z wąsami.

- Będzie sławne – mówi Martyn.

- Zrobią o nim cztery filmy w Hollywood, to jak w banku.

- Ale ten czwarty już o tym, jak był wykorzystywany przez trzech pierwszych – mówi Martyn i jestem dumny, że mam takie mądre dziecko. Po kim to odziedziczył, przecież nie po mnie – myślę – przecież ja jestem bezmyślny. Zaczynają mnie ogarniać podejrzenia co do ojcostwa, aż w końcu sobie przypominam, że faktycznie, kiedy poznałem Hanię, Martyn miał już pięć lat.

Godzina piętnasta. Jestem w więzieniu. Przyjechałem do przyjaciela, który siedzi. Pomieszczenie pięć metrów na pięć, w środku sto osób. To nie więźniowie, to odwiedzający. I nie cela, tylko poczekalnia. Pomiędzy tłumem kobiet i ojców przeciska się pięcioletni chłopczyk z nażelowanym irokezem na ogolonej do łysa główce. Macha pękiem wąskich pasków papieru, z nadrukiem: „Numer konta XXXXXXXXXXX, proszę podać TYTUŁEM nazwisko, imię, imię ojca osadzonego”. Na ścianie ogłoszenie: „Z przykrością informujemy, że zainstalowanie NAJNOWOCZEŚNIEJSZEGO SYSTEMU TELEFONICZNEGO W EUROPIE dla osadzonych zostało wstrzymane aż do odwołania. Państwo, którzy wpłacili już pieniądze na konto telefoniczne osadzonego, mogą zażądać zwrotu kwoty, dzwoniąc na numer XXXXXXXXX. Koszt połączenia według cennika operatora…”. Wreszcie zostajemy wywołani i wchodzimy do środka, do sali odwiedzin. Przyjaciel schudł. Co dostajesz na obiad? - pytam. Wiesz, jakie duże są kulki od lodów? – odpowiada pytaniem – No, to dostaję dwie. Lodów? Nie, puree. Albo kaszy. A masz telewizor, ping-pong czy coś? Nie ma. Ani telewizora, ani ping-ponga, ani coś. Bo nie ma świetlic, przerobili je na cele. W zakładzie dla kilkuset osób siedzi półtora tysiąca. Książkę z więziennej biblioteki trudno dostać, bo przeważnie wszystkie są nieustannie wypożyczone. Dobrze, mówi przyjaciel, że wychowawcy robią wszystko, żebyśmy mogli na dworze grać w piłkę. Jeden z wychowawców zaraz potem się przysiada. To nasza pierwsza wizyta i wychowawca musi nas ocenić: czy możemy mieć dalej kontakt z osadzonym, czy będziemy mieć na niego dobry wpływ. Ocenia pozytywnie: nie widzę u państwa jakiegoś szczególnego zdemoralizowania. Śmiejemy się. A on pyta: czy będą państwo wspierali przyjaciela finansowo. Wiem, już, że to ważne pytanie. Będziemy. Wychowawca szybko kończy, żeby nie zabierać nam czasu, widzenie może trwać tylko godzinę. Strażnicy też są grzeczni. Do więźniów mówią: pan. Jeszcze parę lat temu w więzieniach panowie nie siedzieli.

Wychodząc przez poczekalnię, widzę napis: zakład pod patronatem Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich (czy czegoś takiego). I wielki plakat: skatowana, posiniaczona kobieta. Skatowane, posiniaczone dziecko. Hasło: „Że cię nie opuszczę aż do śmierci”. I dwie obrączki, połączone razem. Jak kastet i jak łańcuch. Może i dobrze, że coś takiego wieszają tutaj żonom w poczekalni. A może niedobrze. Może obowiązkowo powinni to powiesić więźniom w celach, a żonom, które dowlokły się tutaj przez pół Polski, odpuścić? Dojazd jest trudny. Więzienie w szczerym polu. Widzenia teoretycznie są do siedemnastej, ale ostatni autobus odjeżdża stąd o piętnastej. No bo po co komu widzenia, po co komu więzienia, i żony, i ojcowie, i dzieci. Nierentowne.

Właśnie: przemoc w rodzinie. Godzina dwunasta, na stronie „Wyborczej” pastor Paweł Bartosik przeciwdziała przeciw przeciwdziałaniu. A dokładnie: przeciwdziała przeciw ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Jest zwolennikiem bicia dzieci - i pastorem Ewangelicznego Kościoła Reformowanego. Mówi: „My, kalwińskie kościoły”. Ja jestem członkiem Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, bez wątpienia kalwińskiego. A jednak wątpię, czy jest tu jakieś „my”. Jeżeli naprawdę istnieje coś takiego, jak Ewangeliczny Kościół Reformowany, to po lekturze wywiadu z pastorem Bartosikiem proszę, żeby się nazwał jakoś inaczej. To znaczy, Bartosik niech się nazywa Bartosik (o ile to innym Bartosikom nie przeszkadza), ale niech ten Kościół zmieni nazwę. Użyję argumentu takiego bardziej świeckiego: jak kupuję puszkę „Rybka Dobra”, to nie chcę, żeby obok stała puszka „Robak Bobra”, bo jeszcze się pomylę.

Przy okazji wywiadu z pastorem Bartosikiem, „Wyborcza” cytuje wersety, z których ma wynikać, że Biblia popiera bicie.

Oto one: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go - w porę go karci”, Księga Przysłów 13, 24. „W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją stamtąd”, Księga Przysłów 22, 15. „Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz - nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę”, Księga Przysłów 23, 13. „W młodości nie dawaj mu [dziecku] zbytniej swobody, okładaj razami boki jego, gdy jest jeszcze młody, aby, gdy zmężnieje, nie odmówił ci posłuchu”, Księga Mądrości Syracha 30, 11.

Nie wiem, czy te wersety podyktował „Wyborczej” pastor Bartosik, czy też to redakcja ruszyła samodzielnie na odważne teologiczne poszukiwania. Przypominam tylko nieśmiało – bo sam też teologiem nie jestem – że Księga Syracha jest księgą deuterokanoniczną, względnie apokryficzną. Do kanonu biblijnego nie należy, podobnie jak okładanie razami boków. A na jednej Księdze Przysłów, jak sądzę, nie da się porządnie zbudować żadnej tezy biblijnej. Pismo wyjaśnia się Pismem, Księgi konfrontuje się z innymi Księgami - szukając ducha, który przenika całe Słowo Boże, a nie czepiając się jednego fragmentu, jednego wersetu, jednego litery. „Litera zabija, a duch ożywia” (2 Kor 3, 6, pastorze Bartosik). Tym bardziej że Księga Przysłów, w przeciwieństwie do wielu innych ksiąg starotestamentowych, nie jest jedną, organiczną opowieścio-myślą, w której znaczenia, nawet kontrastujące, wspólnie się rozwijają (a więc i mocniej, bliżej dopełniają). Nie dotyka ona spraw najważniejszych, nie jest zatem jak List do Rzymian, do Efezjan, czy do Hebrajczyków. Nie ma też takiego pierwszeństwa jak opowieść o Zbawicielu, Ewangelia - która nawołuje raczej do łagodności, niż do bicia. Dodam jeszcze, że Marcin Luter, człowiek, który od kilku stuleci uczy nas, jak czytać Biblię („poprzez Krzyż”), był wielkim zwolennikiem łagodności wobec dzieci.

Godzina jedenasta. Mój pastor, Semko Koroza, czyta fragment listu apostoła Pawła. O tym, że wszelkie cierpienie jest uczestnictwem w Chrystusie, więc błogosławieństwem, które trzeba przyjąć. A jeśli dostajemy takie błogosławieństwo, żeby znosić cierpienie bez cierpienia, to trzeba przekazać to błogosławieństwo innym. Może to nielogiczne, ale jakoś mi się zgadza. Nie będę tego objaśniał, bo nie umiem. I bardzo dobrze. W końcu ten felieton ma być bezmyślny. Bóg jest niepojęty. Na szczęście, mówi tak, żebyśmy coś zrozumieli. Ale nie wszystko – bo gdyby wszystko było zrozumiałe, to byłyby to czysto ludzkie teksty. Bóg raczej komunikuje przez odkształcenia logiki. Tam, gdzie logika się odkształca tak, że wszystkie rozumowania, wbrew samym sobie, idą w stronę czegoś mocnego, gorącego, dobrego – tam można przeczuć, wymacać na ślepo kształt większej Miłości niż nasza. Ale dosyć tego: felieton miał być bezmyślny.

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
zlyidziki   |15.03.2010 19:07:10
"Do kanonu biblijnego nie należy, podobnie jak okładanie razami
boków."

Należy (do kanonu) w kościele rzymskokatolickim, nie należy w
wiekszości protestanckich.
http://en.wikipedia.org/wiki/Deuterocanonical_bo
oks

Ale na pewno na poparcie protestanckiego pastora to kiepski argument;)

Pewnie dziennikarz nie wiedział, że Biblia protestancka i rzymskokatolicka się
różnią i wyszukał w internecie "argumenty" za biciem dzieci, pełen
profesjonalizm…

A księgę Syracha polecam, jedna z najciekawszych w
Biblii!

pozdrawiam,
nie-katolik
Sopor   |17.03.2010 13:04:02
"Dodam jeszcze, że Marcin Luter, człowiek, który od kilku stuleci uczy nas,
jak czytać Biblię (poprzez Krzyż), był wielkim zwolennikiem łagodności wobec
dzieci."

Mówi Pan o tym Lutrze, o którym możemy przeczytać na wikipedii,
że:

"Kiedy okazało się, że Żydzi nie zamierzają spełnić jego nadziei,
Luter stał się ich otwartym przeciwnikiem. W pismach: Brief wider die Sabbather
an einen guten Freund (Pismo przeciwko Sabatyjczykom do dobrego przyjaciela,
1538), Von den Jüden und ihren Lügen (O Żydach i ich kłamstwach, 1543), Vom
Schem Hamphoras und vom Geschlechte Christi (O Szemie Hamforasie i o rodzie
Chrystusa, 1544) Luter wyraża się o Żydach wręcz agresywnie, porównując ich do
diabła, zaprzysięgłego wroga chrześcijaństwa, plagi i zarazy. Powoływał się na
krytyczne wobec Żydów fragmenty Nowego Testamentu. W 7-punktowym planie (1543)
wzywał do ich napiętnowania i dyskryminacji; proponował między innymi, aby palić
żydowskie szkoły i synagogi oraz burzyć ich domy dla chwały Boga. Co prawda,
swoje wezwania Luter kierował tylko do książąt, a nie do ludności, tak, iż nie
skutkowały one wezwaniem do pogromów. Oczekiwał, że przekona niemieckich książąt
do wypędzenia Żydów z ich państw. Książęta okazali się jednak rozsądni (nie
chcieli tracić poddanych i podatników) i żaden z nich nie uległ namowom
Lutra.
Opisane poglądy Lutra zostały wykorzystane przez nazistów jako
uzasadnienie zbrodni przeciwko narodowi żydowskiemu, (m.in. ideolodzy nazizmu:
Alfred Rosenberg i Julius Streicher cytowali Lutra).
Serbołużyczanie
W
czasach Lutra w okolicach Wittenbergi mieszkali jeszcze słowiańscy
Serbołużyczanie. Luter podzielał pogardę większości ówczesnych Niemców dla tej
autochtonicznej ludności i nazywał ich w swoich Rozmowach przy stole
(Tischreden) "najgorszym ze wszystkich narodów" (niem. die schlechteste
aller Nationen). Tej opinii Lutra nie podzielał jego najbliższy współpracownik
Filip Melanchton, którego zięć Kaspar Peuker był Serbołużyczaninem i znał język
górnołużycki.
Heretycy
Początkowo Luter był bardzo tolerancyjny i pokojowo
nastawiony do większości ludzi. Twierdził, że "wiara jest wolnym wyborem,
którego nie można narzucać"[12], zaś palenie heretyków jest sprzeczne z wolą
Ducha Świętego[13]. Jednakże z biegiem czasu zaczął przyzwalać nie tylko na
banicję innowierców, ale nawet na karę śmierci w przypadku agresywnego odłamu
anabaptystów (1529).
Czarownice
Luter swoje poglądy w stosunku do magii i
istnienia czarownic oraz ich społecznej szkodliwości opierał na wersecie z
Księgi Wyjścia (22,17 lub 22,18 w zależności od przekładu), który wzywał do
zabijania czarownic. 6 maja 1526 wygłosił płomienne kazanie przeciwko
czarownicom i ich występkom; wzywał w nim do zabijania czarownic (mówił przy tym
wyłącznie o kobietach, nie o czarownikach), tak jak zabija się morderców i
rabusiów."
step  - tak   |18.03.2010 04:40:23
Mówię o tym Lutrze, który pisał: "Żyd jest takim samym człowiekiem jak ty,
za którego Jezus oddał swoją krew i któremy Jezus był współplemieńcem. Coż zatem
cię pcha, aby obrażać Żyda…". Luter zmienił swój stosunek do Żydów nie
dlatego, że "zawiedli jego nadzieje" (co do ich ewentualnego nawrócenia
na chrześcijaństwo), tylko dlatego, że powiedziano mu iż Żydzi zatruwają studnie
i rozsiewają dżumę, wykorzystując dla swojej bezkarności właśnie nową
ewangelicką łagodność wobec Żydów, głoszoną przez Lutra! Luter poczuł się
zdradzony i popadł ze skrajności w skrajność. To, że uwierzył w zatruwanie
studni, jest oczywistym debilizmem, ale nie jest to jego osobistym debilizmem,
tylko epoki (o ile wiemy, to wszyscy albo niemal wszyscy w to
wierzyli).

Luter jako teolog zasadniczo był przeciwny jakimkolwiek
prześladowaniom za wiarę i wymuszaniu przekonań ("nie jest rzeczą ani dobrą
ani pewną mówić cokolwiek przeciwko sumieniu"). Początkowo chciał nawet,
żeby wittenberscy katolicy mogli odprawiać swoją bluźnierczą mszę, tyle, że w
kościele stojącym poza bramami miasta (zakładał wyłącznie symboliczne
wykluczenie). Okazało się jednak, że XVI-wieczne społeczeństwo nie było w stanie
przełożyć tej ideowej tolerancji na praktykę polityczną i codzienne współżycie.
Katolicy chcieli odzyskać swoje dawne wpływy siłą lub intrygą. Anabaptyści nie
zadowalali się swoimi nabożeństwami w lasach i stodołach, chcieli palić kościoły
katolickie. Luter wybrał nietolerancję jako praktykę polityczną - żeby
zagwarantować Ludowi Bożemu pokój oraz niezakłócone głoszenie Ewangelii,
przynajmniej w wersji kompromisowej. Być może Ewangelia w wersji
radykalno-społecznej, głoszona przez Karlstadta i Munzera, była czystsza. Ale
gdyby cała Reformacja stała się Rewolucją
(karlstadtowsko-muznerowsko-anabaptystyczną), szlachta i patrycjat w obronie
swych dóbr wróciłyby do starego porządku, do ohydy katolicyzmu - i głoszenie
Ewangelii zostałoby zahamowane. Luter wybrał drogę powolnego zmieniania świata
przez pokorne głoszenie Ewangelii - i dzięki temu lepiej się przyczynił do
budowy Nowoczesności. Krwawa rebelia mogła ten postęp zahamować i zrobić z nas
znowu ciemnych niewolników Watykanu.

Oczywiście, Luter budował tę
Nowoczesność z głębi średniowiecza, którego był dzieckiem - dlatego wierzył w
zatruwanie studzien i w czarownice. Ale i tak wykonał nad sobą gigantyczną
pracę, jak na człowieka średniowiecza, bo:

- był zwolennikiem bezpośredniego
kontaktu z Bogiem, nie tylko dla kilku pustelników, ale dla każdego
chrześcijanina
- był zwolennikiem filologicznej rzetelności
- głosił prymat
sumienia indywidualnego nad wszelkimi ziemskimi instancjami
- był przeciwnikiem
represyjnego wychowania dzieci
- jak na swoje czasy, był radykalnym feministą
(głosił konieczność kształcenia kobiet, także teologicznego; pisał, że cnoty
rządzące królestwami czyli gospodarność i jałmużna, efektywność ekonomiczna i
socjalna, bardziej są właściwe kobietom niż mężczyznom)

Nie przeskoczyłby tak
wielu poprzeczek i przeszkód, które ograniczały ówczesny umysł, gdyby nie czytał
Ewangelii.

Oczywiście Luter, jak wielu Niemców wtedy i dziś, był slawofobem i
mówił o Łużyczanach złe rzeczy. Ale - moim przynajmniej zdaniem - miarą
człowieka są nie tylko jego przesądy, ale także to co z nimi robi i jak je
przezwycięża. Luter nie zerwał stosunków w Melanchtonem, mimo że u niego w
rodzinie było - tak to nazwijmy - słowiańskie Rassenschande. I nic dziwnego, bo
sam Luter najprawdopodobniej popełnił takie Rassenschande: jego żona, Katarzyna
z Bora, pochodziła z łużyckojęzycznej wioski, jej strój przypominał dzisiejszy
łużycki strój ludowy, a jeżeli coś można wnioskować z portretów (i w ogóle z
twarzy), to jej rysy należały do tych, które stereotypowo klasyfikuje się jako
"mocno słowiańskie". Łużycki był jej drugim, jeśli nie pierwszym
językiem. Najprawdopodobniej wywodziła się z drobnej łużyckiej szlachty, wówczas
tylko powierzchownie zgermanizowanej.


I jeszcze jedna rzecz: mimo swoich
przesądów, Luter ordynował na pastorów kilkudziesięciu Łużyczan. Z czego
większość tak źle mówiła po niemiecku, że nie mogli się z Lutrem porozumieć w
tym języku. Szedł im wtedy na rękę i ordynował ich po łacinie (Łużyczanie woleli
wtedy zdobywać wykształcenie łacińskie, niż niemieckie - i myślę, że doskonale
ich rozumiem).
viking   |18.03.2010 05:39:33
@step

Dochodzę do wniosku, że ,,dziś" to raczej TY jesteś
germanofobem.
Użycie hitlerowskiego słowa ,,Rassenschande" dla opisu
wydarzeń ze średniowiecza to tylko jeden z dowodów.
step  - Nie rozumiem   |18.03.2010 07:56:28
Jak tak dalej pójdzie, to przestanę pisać, bo widzę, że rozziew między tym, co
piszę, a odzewem, jaki dostaję, jest zbyt duży, żeby ta działalność miała
sens

Ktoś oskarża Lutra o slawofobię, zgodnie z pewną kalką obowiązującą w
słowiańskim piśmiennictwie od 200 lat

Ja bronię Lutra przed tym, pokazując,
jak bardzo jego niby-"slawofobia" nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi
działaniami, z późniejszymi aktami politycznej slawofobii, z naszymi
bismarckowymi czy hitlerowskimi kliszami

Dlatego używam żartobliwie pojęcia
Rassenschande: patrzcie, Luter nie był rasistą, wokół niego pełno tego
strasznego Rassenschande, a on jakoś z tym żyje - więc oczywiście jest poza
pojęciem Rassenschande, poza naszymi późniejszymi kliszami na temat
Niemców

Jeśli Ty wyciągasz z tego wniosek, że ja jestem germanofobem, to ja
pierdolę.

Po prostu pierdolę. Odechciewa mi się pisać. Może powinni się tym
zajmować inni ludzie. Tacy, którzy piszą; "Ala ma kota. Ale nie jest
pojebana. Ten kot to zwierzątko. Ala ma Asa. Ale nie jest szulerką. Ten As to
piesek."
viking   |18.03.2010 09:10:19
,,Oczywiście Luter, JAK WIELU NIEMCÓW WTEDY I DZIŚ, był slawofobem i mówił o
Łużyczanach złe rzeczy."

Wymyśliłem sobie to zdanie? Czy to taki
żarcik?
Ale, drogi stepie, nawet jeśli coś źle zrozumiałem i nie odczytałem
odpowiednio Twoich intencji, zupełnie nie rozumiem dlaczego miałbyś z tego
powodu przestać pisać- trochę śmieszna ta histeryczna reakcja i towarzyszący jej
wybuch wulgarności.
Sugestię, iż nie dorosłem do przepełnionego mądrością
Słowa Wielkiego Pisarza i powinienem czytać Elementarz pozwolę sobie pozostawić
bez komentarza. Bo co mam niby powiedzieć? Udowadniać ci, drogi stepie, że też
znam parę wulgaryzmów? Czy może dokonać ekspiacji i błagać byś jednak nie
przestawał pisać?
step  - Pliz   |18.03.2010 09:36:45
Nie powoływałeś się na to zdanie, tylko na słowo "Rassenschande".


Więc mam wrażenie że teraz trochę na chybił-trafił szukasz
argumentów.

Tym bardziej, że to zdanie: "Luter, JAK WIELU NIEMCÓW WTEDY I
DZIŚ, był slawofobem i mówił o Łużyczanach złe rzeczy" - gdzie jest
germanofobiczne??? Wielu Niemców jest slawofobami i wielu Słowian jest
germanofobami.

Przepraszam za wulgaryzmy. Nie chodzi o to, żebyś mnie błagał.
I nie chodzi o to, że chcę jakoś Ciebie zaatakować. Chodzi o to, że zanika w
ogóle coś takiego jak dyskusja ze zrozumieniem. A dyskutować bez zrozumienia nie
chcę.

Pozdrawiam
kot   |18.03.2010 10:03:04
dwadzieścia lat telewizja, polityka i gazety wychowują nas w ten sposób, że w
ich produkcje nie muszą zawierać sensu, a więc nie trzeba wysilać się na jego
zrozumienie, skoro z założenia tam go nie ma. Ale żeby było demokratycznie i
pluralistycznie i ciekawie, a więc dramatycznie, to trzeba dopieprzyć albo
przyczepić się.
Ale tak na prawdę step zazdroszczę Ci bo nieraz chciałbym aby
po moim wpisie ktoś się mnie czepiał. Zostawiam nie zamknięte wątki, gołe tezy.
I nic, brak reakcji.
Jak to było u Bułata Okudżawy, Pan Bóg każdemu
daje…….. tylko, ze na odwrót.
kot   |18.03.2010 10:14:22
Dzięki czepialskim zostałeś zmuszony do udzielenia zniuansowanych wyjaśnień
dotyczących Luta. Ja przynajmniej na tym skorzystałem.
viking   |18.03.2010 10:31:04
@step

Napisałem: Dochodzę do wniosku, że ,,dziś to raczej TY jesteś
germanofobem.
Dziś jest wzięte w cudzysłów, co wskazuje na odwołanie do zdania,
które napisałeś. Tego samego, które zacytowałem później.
Istnieje oczywiście w
Niemczech, jak wszędzie, lęk przed przybyszami ze Wsch. Europy; istnieje też
pewien rodzaj lekceważenia biedniejszych krajów, typowy dla krajów bogatych.
Dotyka to jednak również romańskiego narodu- Rumunów, narodów bałtyckich-
Litwinów, Łotyszy; narodów ugryjskich- Węgrów i Estończyków itd. Myślenie, iż
jakieś antysłowiańskie resentymenty odgrywają w tym szczególną rolę wydaje mi
się na tyle dziwne, że pozwoliłem sobie na małą ironię. I musisz przyznać, że
posługiwanie się nazistowskimi terminami dla opisu wcześniejszej lub późniejszej
niż II WŚ historii Niemiec budzi jednak skojarzenia z pewnymi antyniemieckimi
fobiami, nawet jeśli tu nie miało takiego znaczenia.

Również pozdrawiam!
step  - umknęło mi   |19.03.2010 05:49:01
Nie zrozumiałem tego "dziś". Dzięki za wyjaśnienie.
Widzisz, mnie
umknęło to "dziś", a Tobie umknęła ironia. Oczywiście, że używanie
pojęcia "Rassenschande" w stosunku do Lutra jest anachronizmem
zabarwionym resentymentem - ale właśnie dlatego użyłem go ironicznie.

Mój
przedmówca oskarżał Lutra, moim zdaniem anachronicznie, o rasizm, ksenofobię i
antyfeminizm, więc nawiązałem do tych anachronicznych oskarżeń z jeszcze
bardziej anachronicznym przekąsem.

Co do slawofobii germańskiej, w Niemczech
powstała obfita literatura volkistowska (nie tylko w okresie hitlerowskim, ale
także bismarckowskim) na temat Słowian i ich "niższości". O Bałtach i
Ugrofinach pisano wtedy jakby mniej (zapewne dlatego, że Słowian jest więcej i
to z nimi Niemcy mieli głównie kontakt). Ale tradycja slawofobii jest jeszcze
głębiej zakorzeniona. Trwająca od X do XIX wieku regermanizacja Niemiec siłą
rzeczy sprzyjała takiej postawie. Kiedy w czasie wędrówek ludów Germanie ruszyli
na zachód i południe, ziemie prawie całych dzisiejszych Niemiec zajęli
Słowianie. Od X wieku Germanie zaczęli odzyskiwać te tereny, co było trudne.
Francis Conte podaje, że co drugie gospodarstwo wiejskie między Łabą a Renem
było słowiańskie - na wschód od Łaby Słowanie stanowili absolutną większość.
Ponad połowa (niektórzy lingwiści twierdzą, że cztery piąte) nazw miejscowych na
terenie Niemiec to nazwy słowiańskie. Słowianie byli obecni nawet na
Szlezwiku-Holsztynie (Wagrowie) i uprawiali piractwo na Morzu Północnym.
Ostatnia enklawa Drzewian Połabskich na wschód od Hamburga została
zgermanizowana dopiero w 1799 roku. Nic dziwnego, że w tej sytuacji konflikt był
silny i rady miejskie między XIV a XVI wiekiem wydawały takie postanowienia:
"Aby nikt z nędznego plemienia Wendów nie miał prawa handlować ani uprawiać
rzemiosła ani wstępować do cechu czy gildii w naszym mieście". Tak że
Bismarck i Hitler mieli na czym opierać swoją antysłowiańską propagandę na ten
temat. Polecam prace Romana Zaroffa na ten temat.

Rzecz jasna, temat
"zagrabionych ziem słowiańskich" został aż do znudzenia wymęczony przez
PRL-owską propagandę, więc nie dziwię się, że teraz zniknął. Może i dobrze, bo
nie ma co wałkować w nieskończoność zaszłości ze średniowiecza. Ale nie dajmy
się zwariować w drugą stronę. Mimo, że skądinąd sympatyczny Adam Krzemiński w
każdym numerze "Polityki" pisze o odwiecznym harmonijmym współżyciu
słowiańsko-germańskim, to był też konflikt, była slawofobia i była germanofobia.
viking   |19.03.2010 08:04:45
Drogi stepie,

jak już pisałem, nie polemizowałem z tezą, iż istniała kiedyś
słowianofobia w Niemczech; nie pisałem też, że polsko-niemieckie czy
słowiańsko-germańskie współżycie miało zawsze charakter pokojowy. Polemizowałem
wyłącznie z koncepcją, iż ,,słowianofobia" ma dziś jakiekolwiek znaczenie w
Niemczech.
Nie chcę za dużo na ten temat pisać, ale należałoby zacząć od tego,
iż w ogóle kwestie ,,germańskiej" przeszłości nie są szczególnie modne w
dzisiejszych Niemczech, co ma oczywiście związek ze sposobem w jaki germańska
mitologia wykorzystywana była przez Hitlera. Jeżeli dziś w ogóle jest jakiś
,,mit narodowy", który organizowałby zbiorową wyobraźnię w taki sposób w
jaki ma to miejsce w Polsce to jest nim postać Karola Wielkiego- ,,ojca
Europy". Aczkolwiek o ile przed wojną historycy niemieccy i francuscy
spierali się o jego przynależność narodową, o tyle dziś oba te państwa lubią go
przedstawiać jako postać dla nich ,,wspólną".
O problemach Niemców z ich
własnymi mitami historycznymi mówi np. świetna książka Herfrieda Münklera ,,Die
Deutschen und ihre Mythen".
Nawiasem mówiąc większość niemieckich
programów historycznych dotyczących historii jakie widziałem i większość
książek, które miałem okazję mieć w ręku, mówiąc o Germanach koncentruje się
prawie wyłącznie na 3 rzeczach: konfliktach z Rzymem, najazdach Attyli oraz
pierwszym przekładem Biblii Wulfili i początkami piśmiennictwa. Na pewno sa
jakieś fachowe opracowania mówiące o stosunku Germanów do Słowian, ale raczej
wątpie aby te sprawy funkcjonowały jakoś w świadomości przeciętnych Niemców. Np.
najpopularniejsze opracowanie niem. historii, z którego korzysta się często w
szkołach ,,Deutsche Geschichte in Schlaglichtern" w I.rozdziale pt. Czas
rzymsko- germański i frankijski, w ogóle nie ma podrozdziału o Słowianach. To są
rzeczy mało znane, dokładnie tak jak w Szwecji ,,Potop".
step  - o vikingu drogi   |19.03.2010 08:49:15
Jakże to miło wrócić do cywilizowanej rozmowy (nic Ci nie zarzucam - to ja
zacząłem rzucać mięsem). Wierzę Ci, wierzę w to, co piszesz o współczesnych
Niemczech i cieszy mnie to. Tak się składa, że o współczesnych Niemczech wiem
bardzo niewiele, bywam tam tylko przejazdem. Bardzo dużo natomiast czytałem na
temat ich historii i kultury, szczególnie w XIX wieku. Często zapominam też, że
żyję w epoce, w której rzeczy sprzed dwóch lat już są "stare". Stąd
nieporozumienia. Kiedy mówię "Niemcy", przeważnie mam na myśli
czasoprzestrzenne kontinuum etnogeograficzne rozciągające się między IX a XXI
wiekiem, między Renem z jednej strony, a Łabą-Odrą-Wartą z drugiej. A mój
rozmówca zwykle ma na myśli obecną republikę berlińską, pod rządami Merkel.

Z
drugiej strony jednak mniej mnie cieszy to, co piszesz o nieobecności tematu
słowiańskiego ich edukacji. Jasne jest, że Polska ani Czechy nie są dla Niemców
niczym aspiracyjnym, na pewno ciekawszy dla nich jest świat angielsko- i
francuskojęzyczny, a dawniej - łaciński. A jesli coś ze Wschodu, to już raczej
jakaś wielka eksplozywna potęga, jak Rosja, czy, jeśli sięgnąć w czasy
dawniejsze, np. taki Attyla. Jednakowoż nasza wspólna germańsko-słowiańska
historia to ponad tysiąc lat nieustannego kontaktu i dobrze byłoby, gdyby
dzieciaki po obu stronach aktualnej rzeki granicznej uczyły się o
tym…

Pozdrawiam
viking   |19.03.2010 21:40:12
Myślę, że Polacy i inni Słowianie mają pełne prawo do ,,lobbowania" na rzecz
swojej historii. O Polsce mówi się w niem. podręcznikach dużo, ale wyłącznie o
krzywdach wyrządzonych Polakom w czasie wojny oraz o Solidarności. O rozbiorach
np. wspomina się na marginesie.

Natomiast trzeba też wziąć pod uwagę jedno.
Historia Niemiec jako tego ,,kontinuum", o którym piszesz zaczyna się tak
naprawdę w roku 800, w Aachen i wtedy też zaczyna się historia całej Europy, w
tym sensie w jakim rozumiemy tę nazwę do dziś.
Włochy, Francja, Wlk. Brytania
i Niemcy zawsze były europejskim centrum. Z tych krajów pochodzi najwięcej
ważnych filozofów, pisarzy, kompozytorów itd. i te kraje odgrywały
najistotniejszą rolę w historii Europy. W Szwecji określane są jako
,,kulturnationer"- narody kultury. One zawsze będą ,,grały w swojej
lidze". Taka jaest smutna prawda.

Innym problemem (jeszcze bardziej
dostrzegalnym we Francji, ale obecnym również w Niemczech)jest natomiast pewna
arogancja w stosunku do Europy Wschodniej dziś i teraz. Nie z powodu odległej
historii tylko Zimnej Wojny. Przy czym w Niemczech ta arogancja najbardziej
dotyka Ossis. Ale to już inny temat:)

Pozdrawiam!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97669 Seconds