NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Drindra, Plalok, serwerownia Drukuj
Tomasz Piątek   
13.05.2010
(zamiast lwa, czarownicy i starej szafy) 

Dzisiaj krótko, bo jest jedenasta w nocy, siedzę w firmie, właśnie skończyłem zarabiać  na życie i teraz, kiedy przychodzi czas, żeby powiedzieć ludziom coś od siebie, to „siebie” jest już nie tylko zmęczone, ale także przesycone takimi niepokojami, że właściwie nie wiem, czy dzielić się nimi, czy nie. 

Przypomina mi się, jak to było, kiedy miałem lat dziesięć i moją ambicją było stworzyć moją własną religię, w miarę możności jeszcze bardziej przerażającą niż katolicyzm, a że miałem dwie czteroletnie kuzynki, więc postanowiłem od nich rozpocząć nawracanie. 

Podstawową postacią  mojej religii był Drindra, trzymetrowy niebieski o wielkich pomarańczowych wyłupiastych oczach (zbieżność kolorystyczna z Donaldem Tuskiem przypadkowa, wtedy o Tusku nikomu się jeszcze nie śniło, jeśli wtedy coś się śniło, to częściej rzeczy typu Drindry niż Tuska). 

Drindra był bardzo zły, a gdy nawiedzał (wszędzie w Łodzi wiszą bilbordy z napisem: “Królowa Polski nawiedza diecezję łódzką”, ale ze względu na płeć można uznać, że w tym przypadku nie chodzi o Drindrę, on chyba zresztą królem też nie był, raczej czymś w rodzaju inspektora) jego pojawieniu się towarzyszył odgłos windy. 

W kaflowym piecu moich dziadków mieszkał z kolei Potworg, lżejszy od powietrza, ponieważ był czymś w rodzaju żywego balona, wypełnionego żrącym gazem, ale moje kuzynki w jakiś tajemniczy sposób skojarzyły go z deszczem, a że Potworg było dla nich zbyt trudne, nazywały go Plalok. 

Myślę sobie, co by to było, gdyby jakiś psycholog ze szkoły Junga, znający złowrogie azteckie bóstwo deszczu zwane Tlalokiem, dowiedział się, że dwie małe dziewczynki spod Kielc czczą złowrogie kieleckie bóstwo deszczu zwane Plalokiem – stwierdziłby, że ta istota w ludzkiej nieświadomości zbiorowej ma nawet przydziałowe imię, zawsze to samo albo bardzo podobne, niezależnie od epoki i kultury, w której się z nieświadomości zębato wynurzy. 

Teraz wierzę tylko w jednego Boga, tego prawdziwego i żywego, ale wspomnienie tej najobrzydliwszej rozpusty duchowej, jaką jest wymyślanie własnych i do tego wstrętnych bogów ciągle gdzieś we mnie pokutuje i o jedenastej w nocy powraca, właśnie w pokutnej formie, kiedy jestem sam w biurowcu, a komputery gaworzą między sobą za pomocą coraz bardziej niejasnych i nieprzyjaznych pomruków. 

Zanim moich pleców dotknie Tytanowa Istotka o Bardzo Ostrych Krawędziach, zastanawiam się, jak wiele z urządzeń, postanowień, zasad i idei, którymi rządzi się nasz dzisiejszy świat, zostało wymyślone przez samotnych ludzi, siedzących o godzinie jedenastej w pustym biurowcu, wśród gaworzących komputerów, kiedy elektroniczny rozum śpi i budzą się upiory nocy nowej generacji. 

Czy oni wszyscy myśleli o inwazji istot lodowatych i żrących? 

www.tomaszpiatek.pl  
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77548 Seconds