Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Błędy statystyczne, łączcie się Drukuj
Tomasz Piątek   
30.09.2009
Co nowego w PRN, w Polskiej Rzeczypospolitej Neoliberalnej? Kierowniczą rolę nadal sprawuje PZPN (Polska Zjednoczona Partia Neoliberalna, skojarzenie ze skorumpowanymi graczami nieprzypadkowe), występująca pod pseudonimem artystycznym Platforma Obywatelska. Obywatelska? Obywatelska, jak obywatelska, ale niech będzie Platforma. Zgodzę się, żeby tak ją nazywać, a dlaczego - o tym napiszę dopiero na końcu tego tekstu.

Co robi Platforma? Platforma wprowadza kastrację chemiczną pedofili. Brzmi to potwornie, kojarzy się po nazistowsku i oznacza wprowadzenie do kodeksu karnego, okrężną drogą, zakazanych przez konstytucję kar cielesnych. Ale Platformie to nie przeszkadza. Ważne, że kastracja dobrze wypada w sondażach. Ludzie chcą kastrować, niedemokratycznie więc byłoby zakazywać im kastrowania.

Oczywiście, ludzie chcą też wysokich płac, wysokich emerytur, gwarancji socjalnych, wygodnych autostrad, sprawnie funkcjonującej kolei, taniej telekomunikacji, bezpłatnej i przyjaznej służby zdrowia, wreszcie taniej antykoncepcji - ale nie, tego im nie damy (mówi sobie Platforma). To byłoby niedemokratyczne i nieliberalne, tak brutalnie naruszyć interesy naszego kolegi z firmy: „PROJEKT DROGI - DROGI PROJEKT”, a także innych kolegów z Narodowego Funduszu Zdrowia, naszego drogiego doktora Jana Kulczyka z resztą oligarchów, naszych zagranicznych kontrahentów finansowo-politycznych, wreszcie naszego drogiego Papieża od Niezaplanowanego Poczęcia i jego bandy chciwych szamanów.

Nie możemy dać tego wszystkiego ludziom, więc damy im kastrację. Jesteśmy mądrzy, uczymy się od przeciwnika, Jarosław Kaczyński miał rację: zamiast dawać motłochowi chleb, trzeba mu dać igrzyska.

Idźmy dalej. Platforma ogłasza, że dysleksja nie istnieje. Wiceminister edukacji, Zbigniew Marciniak mówi, że nie ma chorób na „dys” - dysleksji, dysgrafii, dysortografii i dyskalkulii (załączam link do przerażającego artykułu opublikowanego na ten temat przez „Przekrój”). Dyslektycy to ci, którym nie chce się czytać. Czyli lenie.

No cóż, panie ministrze Marciniak, ja, jako pisarz, przez długi czas myślałem podobnie. Że każdy ma obowiązek czytać dużo, gładko i śpiewająco, a jeśli ma z tym kłopoty, to jego wina, bo jest cienkim waflem. Dopiero kiedy problem pojawił się w mojej rodzinie, zorientowałem się, że dyslektyk ma inny typ umysłu niż ja, umie inne rzeczy niż ja, a pewnych rzeczy nie umie. Dysleksja jest rozpoznana jako choroba od dziesięcioleci, związana jest z odmiennością neurologiczną, a pewne jej zwiastuny (np. brak raczkowania albo słabe raczkowanie), pojawiają się, zanim w ogóle można myśleć o nauce czytania.

Ale po co ja pana przekonuję, panie ministrze. Przecież jedyna rzecz, która pana przekona, to sondaże. Większość rodziców jest wściekła na mizerne przywileje dyslektyków. „Nasze dzieci muszą wkuwać ortografię, a dyslektykom wolno zrobić o dwa czy trzy błędy ortograficzne więcej na maturze!”.

No i nagle nieważna jest logika, nieważna jest sprawiedliwość. Nieważne, że po to, aby zrobić nie więcej niż te trzy dozwolone błędy ortograficzne, dyslektyk musi kuć i ćwiczyć o wiele dłużej i boleśniej niż nawet najbardziej zajadły kujon bez dysleksji.

Nieważne jest, że przywileje dyslektyków są wręcz śmieszne i dla nich obraźliwe (co to dla nich znaczy dwa-trzy błędy więcej na maturze? - w pracach dyslektyków ortografia w ogóle nie powinna być oceniana).

Nieważne, że katowanie ortografią dyslektyków już nie jest konieczne dla ich integracji zawodowej i towarzyskiej w społeczeństwie - dzisiaj wszystko pisze się na komputerze, a komputer sam poprawia błędy, rozwiązując ten problem dyslektykowi.

Nieważne, że polską ortografię najwyraźniej należałoby drastycznie uprościć, bo jest już chyba niefunkcjonalna lingwistycznie  - skoro nawet dla niedyslektyków jest tak trudna, że aż budzi w nich histerię (i szał pogromowy na widok nędznych przywilejów dyslektyków).

Nieważne, że swoją polityką, panie Marciniak, łamie pan życie i karierę młodym, zdolnym ludziom, którzy mogliby osiągnąć wykształcenie i sukcesy w wielu dziedzinach, w których znajomość ortografii nie jest niezbędna.

Wszystko nieważne - ważne są sondaże. Większość chce, żeby jej rzucić na pożarcie dyslektyków i Platforma to robi.

Podobnie z polityką narkotykową. Medycyna - po stu latach doświadczeń, badań i ciężkiej pracy z uzależnionymi - uznaje uzależnienie za chorobę, najprawdopodobniej wrodzoną („silnie uwarunkowana genetycznie” - definicja Morse’a i Flavina). Tym niemniej, w Polsce chorych na uzależnienie się karze, prześladuje, wsadza do więzienia i obija policyjną pałą. Za to, że są chorzy.

Platforma przez chwilę się zastanowiła nad tym problemem - i wszystko zostawiła po staremu. Dlaczego? Bo zaharowany, ciągle obawiający się o swój los Polak lubi gardzić uzależnionymi. Bardzo chce się poczuć lepszym od kogoś. Wie, że między nim a Kulczykiem jest przepaść - więc chce, żeby druga taka sama przepaść rozciągała się poniżej niego, między nim, a na przykład ćpunem - idealną szmatą do kopania. Większość chce, żeby narkomanów karać.

I podobnie jest z kulturą. Uczestnicy Kongresu Kultury w Krakowie,  narzekając na politykę kulturalną rządu, mówili: „jesteśmy błędem statystycznym, zrobili z nas błąd statystyczny”. Chodziło głównie o to, że na kulturę wydaje się mniej niż jeden procent budżetu. Ale ten budżetowy „błąd statystyczny” bierze się z sondażowego „błędu statystycznego”. Zainteresowanie na przykład literaturą piękną albo kinem autorskim, po dwudziestu latach neoliberalnej polityki, dotyczy znikomego procentu populacji - w sondażach bliskiego właśnie granicom błędu statystycznego. Sondażowa większość kulturą się nie interesuje, albo wręcz chce, żeby odebrać te parę promili budżetu dziwakom i darmozjadom. Ankietowani mają w dupie kulturę? My też, mówi Platforma.

Używa się dzisiaj i nadużywa słowa „postpolityka”. Mówi się, że politycy nie prowadzą tradycyjnie rozumianej polityki, nie są przywódcami narodu, nie mają swojej wizji ani ideologii, nie próbują odciskać swojego kształtu na rzeczywistości. Mówi się, że działają zgodnie z zasadami marketingu, reagują wyłącznie na sondaże, oferując ludności to, czego ona chce - chociaż przede wszystkim pod względem wizerunku. Najważniejsze decyzje dotyczą tego, jak się ubrać, jaką mowę ciała uprawiać, jakim tekścikiem zabłysnąć, jaki temat zarzucić mediom do jałowego wałkowania przez następny tydzień, miesiąc, rok - no i wreszcie w jakim kościele się pomodlić.

Tak. To jest właśnie to, co widzimy. Ale poza tym, co widzimy, coś jeszcze jest. Cała postpolityka dotyczy głównie kwestii medyczno-obyczajowych - ktore są bardzo ważne, które nie są tematami zastępczymi, ale jako tematy zastępcze są traktowane. Żeby pokazać, jak bardzo partia idzie z narodem: zostaje wypuszczony balonik próbny: „odpuścić ćpunom?” - aby zaraz partia mogła odpowiedzieć uspokajająco: „Skąd, wręcz przeciwnie, dojebać skurwysynom”. Tyle debaty. W innych kwestiach wszystkie znaczące partie uprawiają bardzo twardą, bardzo konkretną, bardzo tradycyjną, konserwatywną politykę. Bronią systemu gospodarczego, który wytworzył się podczas ostatnich dwudziestu lat. Na przykład, nie słychać, żeby jakakolwiek partia zareagowała na sondaż: „Czy chcesz żyć w systemie socjaldemokratycznym wzorowanym na modelu skandynawskim”? Nie słychać, żeby jakakolwiek partia taki sondaż zrobiła.

Platforma lubi mrugać do nas, że ten zły PIS, wiecie, to próbuje nam zrobić taki mały faszyzm, obóz koncentracyjny z klocków. Ale co robi sama Platforma? Bo jeżeli faszystowską praktyką jest przekierowywanie powszechnego niezadowolenia, od pragnienia reformy społecznej do agresji przeciwko wykluczonym - to Platforma też nam robi plastikowy faszyzm i to wcale nie taki mały. Żeby dowartościować umęczonych, sfrustrowanych ludzi, Kaczyński symbolicznie i werbalnie znęca się nad gejami, postkomunistami i „niepatriotami”. A Platforma w tym samym celu - realnie miażdży wielkie grupy ludzi chorych, innych, dziwnych albo, jak w przypadku twórców kultury, bardziej ambitnych i wrażliwych.

Oczywiście, Kaczyński jest obrzydliwą postacią, a rozpętana przez niego przemoc werbalna może prowadzić do przemocy jak najbardziej realnej. Ale to, co robi Platforma, systematycznie, na wielką skalę, z zachodnim uśmiechem na ustach, wmawiając nam, że właśnie na tym polega nowoczesność i europejskość - jest chyba jednak jeszcze bardziej obrzydliwe. Postpolityka jest grzecznym, medialnym, plastikowym słowem na określenie grzecznego, medialnego, plastikowego faszyzmu.

Jedno budzi nadzieję: coraz więcej jest grup poszkodowanych przez to, że kiepsko wypadają w sondażach. Może właśnie opór przeciw sondażom jest tym, co je połączy? Błędy statystyczne, łączcie się. Jak się je wszystkie łącznie przeliczy, może się okazać, że wcale nie jest nas mało.

A dlaczego godzę się na to, żeby rządzącą partię nazywać Platformą? Bo „Platforma” dosłownie znaczy: „Płaski kształt”.

www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
kot   |30.09.2009 22:05:23
Po manifeście komunistycznym nie znam równie mocnego głosu jak manifest
Tadeusza Piątka. Szkoda tylko, że w przeciwieństwie do tamtego jest to margines
na marginesie błędu statystycznego. Na razie!
kot   |30.09.2009 22:10:34
Odezwała się moja usprawiedliwiająca dysleksja:
,,Manifest Komunistyczny,,
step   |01.10.2009 01:15:19
I Tomasza, nie Tadeusza. Ale rozumiem, że to dysleksja :-)

Dodam jeszcze,
żeby doprecyzować, gdyby ktoś jeszcze miał jakieś wątpliwości: piszę, że
Platforma w kwestii polityki narkotykowej zostawia wszystko po staremu, bo
"zmiana", którą platfusy proponują - żeby odstępować od karania
narkomana, który zadenuncjuje dilera; żeby sąd mógł skierować narkomana na
przymusowe leczenie zamiast do więzienia - to wszystko się już od dawna robi.
Nie ma i nie będzie tu żadnej zmiany. Po prostu nadal będzie się dręczyć ludzi
śmiertelnie chorych, wsadzać do więzienia lub groźbą tego więzienia szantażować.
To jest typowe dla platfusów-plastusiów: żeby nastroić przychylnie aktywniejszą
część elektoratu i żeby ściągnąć na siebie reflektory, ogłasza się Wielką
Zmianę. A potem, żeby przygłaskać sobie pasywną większość, ogłasza się, że
Wielka Zmiana polega na Braku Zmiany.
Spokojny   |01.10.2009 01:22:42
Dysleksja jak najbardziej istnieje i ilosc prawdziwych dyslektykow rosnie.
Ostatnie publikacje wskazuja, ze moze to byc spowodowane przez zatruwanie dzieci
rtecia zawarta w szczepionkach. Szczepione seryjnie dziecko otrzymuje w ciagu
pierwszych lat zycia dawke rteci kilkadziesiat razy przekraczajaca dopuszczalne
normy. Pisze o tym prof. dr Maria Dorota Majewska z Zakładu Farmakologii i
Fizjologii Układu Nerwowego Instytutu Psychiatrii i Neurologii na Sobieskiego.
To jednak co wkurza rodzicow, to nie prawdziwi dyslektycy, ale rzesza takich,
ktorzy dyslektykow udaja, zeby zebrac pare punktow wiecej. Ta rzesza takze
istnieje i jest plaga, podobnie jak plaga jest medykalizowanie bledow
wychowawczych w postaci "diagnozy czterech literek" czyli ADHD. Ktore
prawdopodobnie tez w jakims procencie realnie istnieje, ale tez jest
diagnozowane nadmiarowo.
step   |01.10.2009 02:44:43
Do Spokojnego:

Tak, są oszuści. Podobnie jak Mel Gibson, który żeby nie wyjść
na antysemitę, ogłosił się alkoholikiem (ktoś pamięta jeszcze te jego
wyczyny)

A w ogóle:

Dzisiaj Wyborcza ujawnia, że nie ma w ogóle
podręczników do etyki. I co teraz zrobi rząd? Założę się, że będzie podobnie jak
z uzależnionymi. Pani minister powie parę miłych słów o losie dzieci próbujących
nie chodzić na religię, bo to dobrze będzie wyglądać w telewizji - a potem
kompletnie je oleje. Bo w sondażach liczą się przede wszystkim katolicy.
maciej   |01.10.2009 02:52:31
"W nowoczesnej biopolityce suwerenem jest ten, kto decyduje o wartości i
braku wartości życia jako takiego. Życie, które poprzez deklaracje praw zostało
obdarzone samo w sobie zasadą suwerenności, samo staje się teraz miejscem
podjęcia suwerennej decyzji." str.194
"Paradoks sytuacji, jaka staje
się udzialem homo sacer, polega na tym, że zostaje on wypchnięty na margines
społecznego istnienia, że żyje na wygnaniu, w permanentnej niepewności co do
swoich losów. Jednocześnie dzięki prawnej i społecznej stygmatyzacji zyskuje
nową tożsamość, nowe - biologiczne - określenie: jest homo sacer,
"człowiekiem świętym", osobą, którą ogołocono ze wszystkich ludzkich
cech, pozostawiając ją jednocześnie - przynajmniej na jakiś czas - przy
życiu." str. 269 G. Agamben - Homo sacer.
goove   |01.10.2009 06:50:51
Raczkowanie to efekt zmian cywilizacyjnych XX wieku. Do dzisiaj w niektórych
rejonach świata dzieci nie raczkują i mają się bardzo dobrze.
kot   |02.10.2009 12:21:18
Wybacz Tomaszu
Tadeusza, niezależnie od przyczyny:
wrodzonej -nabytej.
ale_akcja   |02.10.2009 16:44:59
W felietonie Tadeusza-Tomasza (ten Tadek wziął się niechybnie od Rydzyka) Piątka
pojawia się sformułowanie "plastikowy faszyzm". Zostaje ono użyte
niejako w zamian zajeżdżanego na śmierć pojęcia postpolityki. Podziwiam, po raz
któryś, intuicję autora.
Znaczenie słowa "postpolityka" zostało dobrze
omówione, może wypada tylko uwypuklić fakt, że jej cechą definicyjną czyni się
m.in. rozmycie podziałów na lewicę i prawicę. Warto jednak zająć się samym
słowem. Sugeruje ono, że kiedyś była jakaś polityka - jej ideał dobrze znamy i
chyba najbliżej do niego Bismarckowi - i że teraz już jej nie ma. W zamian
obserwujemy coś nowego, coś następnego, jakieś "post".
Sądzę, że
nastąpiła zmiana, którą trzeba było jakoś opisać. Tylko, że dokonała się gdzie
indziej. Po pierwsze, wydaje mi się, że tak wiele polityki, jakby chcieli
krytycy obecnej sytuacji nie było nigdy. Demokracja to bardzo świeża sprawa. Ale
też to, że zaistniała wreszcie (w "świecie zachodnim") w formie
dojrzałej jest zarzewiem kłopotów.
Dziewiętnastowieczny na dobrą sprawę ideał,
był skrojony na tamte czasy, tamtą prasę, tamto wykształcenie. Zrealizowanie
demokracji, które się dokonało, zaszło później - w drugiej połowie drugiej
połowy XX wieku. Ideał pozostał, czasy się zmieniły. I co?
Otóż, czy ktoś
chce, czy nie, skuteczność, jakkolwiek obrzydliwą kategorią jest sama w sobie,
stanowi jednak istotne kryterium oceny polityka. Czy od dwóch stuleci nie
fascynujemy się Talleyrandem? Czy Bismarck naprawdę byłby dzisiaj taki sam?

Media dodane do władzy ludu, mam wrażenie, nieuchronnie prowadzą, wbrew
pojedynczej wrażliwości, która zanika jako fenomen właśnie do plastikowego
faszyzmu.
Wielu oponentów Donalda Tuska określa go mianem Kena - plastikowego
towarzysza Barbie. Nie doceniamy go. To prawdziwy człowiek swoich czasów. Polski
Bismarck XXI wieku. On wie, jak robić "politik", bo wie, gdzie teraz
jest "Real-". W sondażach. W telewizji. Pojedynczy ludzie nadal
istnieją, ale jest ich na tyle dużo, że sami siebie rozmywają w niepojętym
tłumie. Jedynym przewodnikiem jest Sondaż.
Nie narzekajmy na Donalda. To
jeszcze nie Berlusconi. Swoją drogą mam nadzieję, że na obecny sposób uprawiania
polityki przyjmie się określenie "plastikowy faszyzm". Wolę to, niż
upamiętnienie włoskiego przygłupa milionera w terminie "berlusconizm".
kot   |03.10.2009 03:41:52
@ale -, ale Rydzyk i Piątek! To skojarzenie fortepianu ze słoniem.
ale_akcja   |03.10.2009 08:20:14
No pewnie, ale warto sobie wyobrazić słopian albo fortenia. Poza tym miałem na
myśli uporczywe myśli o Ojcu Tadeuszu, a nie to, że Czwartek, przepraszam,
Piątek go przypomina.
step   |03.10.2009 11:08:07
Może to dlatego, że ja też mam uporczywe myśli o Ojcu Tadeuszu.
Tu nie można
nie mieć takich myśli - tak jak we Włoszech nie można nie mieć uporczywych myśli
o makaronie.
kot   |03.10.2009 13:03:35
Cóż to za szczyt złośliwości,
właśnie wtedy gdy udało mi się poprawnie napisać
dwa słowa: fortepian i słoń!
viking   |03.10.2009 17:37:46
Cieszy mnie, że Krytyka Polityczna jest dziś jednym z niewielu środowisk, które
dostrzegają, iż różnica między Tuskiem a Kaczyńskim oraz PO i PiS jest wyłącznie
formalna a nie merytoryczna. Jak pisała Kinga Dunin partie te różnią się między
sobą jak ziemniak i frytka.

Niestety jest też coś co mnie martwi. Wielu z
publicystów Krytyki zdaje się chcieć przeszczepienia na grunt polski lewicowego
dogmatyzmu, który na zachodzie kojarzy się raczej z latami osiemdziesiątymi lub
jeszcze wcześniejszymi etapami historii.

Nie słyszałem cytowanej tu
wypowiedzi o dysleksji, więc nie będę jej oceniał. Faktem jest jednak, że nie
tylko w polskim ciemnogrodzie podchodzi się to tego typu ,,schorzeń" czy
dysfunkcji z pewną rezerwą. Istnieje wielu naukowców, którzy twierdzą, iż wiele
z tego rodzaju przypadłości jest diagnozowanych zbyt często a część jednostek
chorobowych (takich jak ,,syndrom wypalenia") jest wręcz wymyślanych ze
względu na konstrukcję kultorowo- psychologiczną współczesnego człowieka, który
chce aby każdy jego problem został mądrze nazwany i wyleczony taką czy inną
pigułką. To są rzeczy na temat, których dyskutuje się w Niemczech czy Francji
coraz częściej.

Jeśli chodzi o ,,kastrację" pedofilów, jest to zabieg
totalitarny wyłącznie z nazwy. Polega jedynie na obniżeniu lekarstwami popędu
seksualnego u osoby, która ma z nim kłopoty. Dokładnie tak jak obniża się
ciśnienie gdy jest za wysokie (chociaż zdaję sobie sprawę, że bardzo upraszczam
sprawę w tym momencie). ,,Kastracja" chemiczna nie jest też zazwyczaj
procesem nieodwracalnym jak prawdziwa kastracja.
I w związku z tym mam
wątpliwości która ze stron tego sporu tak naprawdę wykazuje się demagogią. Bo z
całą pewnością stosowanie tego środka zaradczego w przypadku każdej osoby
oskarżonej o pedofilię byłoby niemoralne i niebezpieczne. Natomiast jeśli chodzi
o recydywistę, który zgwałcił już ileś dzieci, myślę, że obniżenie jego popędu
seksualnego nie jest niczym złym. Być może warto się zastanowić po której
stronie stoi lewica oraz kogo i czego powinna bronić. Ludzi, którzy mieszkają w
pobliżu zwolnionego niedawno z więzienia pedofila-recydywisty , którzy boją się
o życie i zdrowie swoich dzieci czy prawa tegoż pedofila do posiadania zdrowej
erekcji? Bo jest to jedyne czego przez chemiczną kastrację może on zostać
pozbawiony.

Nie chce jakoś szczególnie bronić Tuska, ale wydaje mi się, że
pomysł ,,kastracji" wpisuje się w trochę szerszy socjologiczny kontekst niż
chęć zaistnienia w sondażach. Po bulwersujących tragediach politycy często
,,zaostrzają" ton. Np. po sprawie Dutrouxa w Belgii, wszystkie 3 państwa
Beneluxu zminiały prawo, debatowały nad różnymi rozwiązaniami. I zapewniam, że
głosy w tych debatach nie były łagodne.
To,że takie działania są zawsze
podyktowane głosem ludu i chęcią przypodobania się mu, nie oznacza, iż należy je
całkowicie dezawuować. Tu ujawnia się raczej jakieś elitarne myślenie w stylu
,,gawiedź chce krwii" a my, lepsi moralnie i lepiej wykształceni patrzymy na
to z góry. Czasem lud miewa też rację. Poczucie bezkarności niektórych
przestępców jest faktem i wcale nie trzeba być Ziobrą, żeby to dostrzegać.
A
pedofilia jest najwstrętniejszym z przestępstw, niszczącym najbardziej bezbronne
istoty, jakimi są dzieci. Trzeba dyskutować o tym jak je chronić i jest to
temat, w gruncie rzeczy, o wiele ważniejszy niż autostardy i podatki. Belgia i
Holandia zrozumiały to po tragedii, którą spowodował ,,potwór z Charleroi".
Prasa tych państw zwróciła uwagę na rozwiązania proponowane przez nasz rząd,
komentarze były najczęściej pozytywne.
ale_akcja   |03.10.2009 19:34:57
Co do kota, moja intencja nie była złośliwa. Po raz kolejny muszę też pochwalić
(co za wywyższające mnie wyrażenie) Piątka/stepa za przenikliwość. Tak, Rydzyk
jest jak makaron w Italii. Co smutniejsze, rydz już nie.
Co do następnego
komentarza, nie jestem dość kompetentny, żeby dobrze skomentować wypowiedź
vikinga. Wydaje mi się, że "lewicowy dogmatyzm" jest, owszem, szkodliwy.
Jak każdy dogmatyzm. Nie sądzę jednak, że ma on coś wspólnego ze sprzeciwem
wobec "chemicznej kastracji". Uchwalenie prawa, które ją dopuszcza jest
przejawem chęci zemsty wobec czegoś, czego nie jest się w stanie pojąć. Ani nie
zmniejszy, i tak nie tak wielkiej ilości aktów pedofilskich, które viking, a i
ja, uważa za obrzydliwe. Ani też nie pomoże debacie, co w istocie jest pedofilią
(wiadomo na pewno, że stosunek z siedmiolatką), a co "gwałtem z
przyzwoleniem" - niejednoznaczny termin prawny, który mimo to powinien
zostać utrzymany.
Zapytajmy zresztą o rzecz podstawową. Jakimi instrumentami
dysponują w rzeczywistości władze, żeby egzekwować prawo? Jak ich działania
wyglądają w mniej kontrowersyjnych i łatwiejszych sprawach? To powinno dać do
myślenia zwolennikom ostrego karania. Zwłaszcza, że wystarczy cynk policjanta,
by pedofil osadzony w więzieniu "popełnił samobójstwo rzucając się
wielokrotnie na ścianę celi". Nie popieram tego wcale, ale chodzi mi o
REALIA, o których prawnicy i ustawodawcy tak chętnie zapominają.
Spokojnie.
Czasem naprawdę warto się zatrzymać i pomyśleć.
A ja jestem kontent, że tekst
ten napisałem pod wpływem o czwartej nad ranem. K.
maciej   |04.10.2009 00:31:02
-viking:
"Wielu z publicystów Krytyki , Istnieje wielu naukowców " to
kłamstwa
na grunt polski - co to jest grunt polski?
lewicowego - dogmatyzmu
to dwa sprzeczne słowa,


"Jeśli chodzi o ,,kastrację pedofilów, jest
to zabieg totalitarny wyłącznie z nazwy. "
Jest to czysty faszyzm i nie z
nazwy.

"Natomiast jeśli chodzi o recydywistę, który zgwałcił już ileś
dzieci, myślę, że obniżenie jego popędu seksualnego nie jest niczym złym."

To czystej wody demagogia.

"Być może warto się zastanowić po której
stronie stoi lewica oraz kogo i czego powinna bronić. Ludzi, którzy mieszkają w
pobliżu zwolnionego niedawno z więzienia pedofila-recydywisty , którzy boją się
o życie i zdrowie swoich dzieci czy prawa tegoż pedofila do posiadania zdrowej
erekcji."
To moralny szantaż.

"Poczucie bezkarności niektórych
przestępców jest faktem i wcale nie trzeba być Ziobrą, żeby to dostrzegać. "
To retoryka PiS.

"A pedofilia jest najwstrętniejszym z przestępstw,
niszczącym najbardziej bezbronne istoty, jakimi są dzieci. " prawo nie
wartościuje przestępstw. Albo określone zachowanie jest przestępstwem albo nie
jest.

"Trzeba dyskutować o tym jak je chronić i jest to temat, w gruncie
rzeczy"
To akurat jest bardzo proste trzeba prowadzić edukację seksualną.

Ps. Jedynym skutecznym sposobem pozbawienia człowieka popędu seksualnego jest
dekapitacja.
bloody_rabbit   |04.10.2009 03:49:17
Profesor Majewska zmyśla. Nie udowodniono żadnego związku pomiędzy szczepionkami
a dysleksją. Ludzie, nie dawajcie się wpuścić w antyszczepionkową histerię!
Szczepionki są potrzebne i uratowały już życie milionom ludzi na świecie.
Spokojny   |04.10.2009 04:24:18
Byc moze zmysla. Ja jednak zacytuje co miedzy innymi zmyslila. Zmysla na
przyklad liste, oparta na danych z Polskiego Urzędu Rejestracji Leków, na ktorej
zmysla ile Thimerosalu poszczegolne szczepionki zawieraja:

* Euvax (Wzw B,
Life Sciences, prod. koreańska)  0,01 % THIM
* Engerix B (Wzw B, Glaxo) 
0,005% THIM
* Hepavax - 0,01%
* D.T.COQ (DTP, Sanofi)  0,01 % THIM
* DTP
(Biomed, Kraków)  0,01 % THIM
* TETRAct-HIB (DTP+Hib) (Sanofi)  0,01% THIM

* D - Szczepionka błonicza (Biomed)  0.01% THIM
* DT  Szczepionka
błoniczo-tężcowa (Biomed) - 0,01% THIM
* DTP - Szczepionka
błoniczo-tężcowo-krztuścowa (Biomed)  0,01% THIM
* Szczepionki przeciw grypie
(opakowania wielodawkowe)  0,01 % THIM

Profesor Majewska zmysla tez, ze
0,01% thimerosalu dostarcza jednorazowo 25 mikrogramów rtęci w dawce
szczepionki. Poniewaz profesor Majewska uroila sobie, ze maksymalna dawka rtęci,
która nie wywołuje objawów chorobowych to 0,005 mg / kg masy ciała tygodniowo,
pani Profesor ubzdurala sobie, ze jedna szczepionka daje przy 3 kilogramowym
dziecku dwukrotne przekroczenie dozwolonej dawki. A poniewaz szczepionek daje
sie po kilka i leci to seria, pani Profesor bredzi, ze kilkukrotne przekraczanie
dawki w okresie rozwojowym moze sie jakos wiazac ze wzrostem w ostatnich latach
dziwacznych schorzen neurologicznych u dzieci. Pewnie jakas wariatka. Wiadomo
przeciez, ze firmy farmaceutyczne o nas dbaja. Wolny rynek to na nich wymusza.
viking   |04.10.2009 12:57:18
Macieju,

Skomentowanie każdego argumentu jako demagogii, szantażu moralnego
lub skojarzenie ich z PiSem to wyłącznie opis Twojego poglądu na temat moich
poglądów a nie logiczna kontrargumentacja.

Grunt polski to Polska,która
różni się od np. Holandii czy Niemiec tym, że przez ok. 50 lat była odgrodzena
od większości lewicowych debat prowadzonych na zachodzie Europy. Myślę,że nie
muszę tego dokładnie opisywać, bo KP jest przede wszystkim odpowiedzią na tę
lukę filozoficzną i polityczną, więc to chyba jasne o co mi chodzi.

Jednocześnie ten kraj sam trochę w tym czasie przeżył, bo w momencie kiedy na
zachodzie lewica i dogmatyzm jak najbardziej się nie wykluczały i produkowały
takie perły jak ,,Maoistyczna Partia Holandii" a część intelektualistów
wierzyła, że w ZSSR jest znacznie mniej opresyjny system społeczny niż we
Francji, miał on okazję zakosztować tego o czym marzyli kontestatorzy z drugiej
strony ,,żelaznej kurtyny".
Dziś nauczeni tym doświadczeniem, moglibyśmy
teoretycznie budować lewicę korzystając nie tylko ze wzorów tego co udało się
lewicy dokonać w Europie Zachodniej, ale także unikając błędów, które tam
popełniała.

Dziś w większości krajów, w których lewica zrobiła mnóstwo
dobrego, wyborcy się od niej odwracają. Prawica rządzi w Niemczech, we Francji,
w Holandii, w Szwecji, a w Norwegii była niezwykle blisko zwycięstwa.
Nie muszę
też chyba wspominać o tym, jaki był wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego.

We Francji i w Niemczech powstaje ostatnio mnóstwo książek o pokoleniu ‘68,
które odsądzają je od czci i wiary, zapominając o wielu dobrych rzeczach, które
temu pokoleniu udało się osiągnąć. Prawica zaczyna przejmować nie tylko władzę,
ale również język. (Choć jasne, że np. CDU to ani nie PiS ani nie Platforma,
więc do prawicowości w polskim wydaniu wciąż jest tam daleko).
Od dłuższego
czasu zastanawiam się z czego to wynika. Może z tego, że większość ludzi z
Europy Zachodniej, z którymi rozmawiałem uważa lewicę za całkowicie naiwną.
Twoje zdanie o edukacji seksualnej jest tego cudowną ilustracją.
Jasne, że jest
ona niezwykle potrzebna, tylko dla ochrony dzieci przed pedofilią to naprawdę za
mało. Chroni ona dzieci przed sytaucjami, w których mogą się zetknąć z
pedofilem, który zamierza je brać na kolana i dotykać. Ale ja nie mówiłem o
takich sytuacjach, bo w przypadku oskarżonych o ten typ czynności, o ,,zły
dotyk" nie stosuje się kastracji. Jeśli natomiast chodzi o przestępców,
którzy gwałcą i mordują dzieci, o jednostki wyjątkowo niebezpieczne, edukacja
seksualna nie uchroni przed nimi dzieci. Bo mogą one wiedzieć, że nie należy
dawać się dotykać, ale i tak nie będą w stanie wygrać starcia z dorosłym
mężczyzną.
I dla mnie dobro tych dzieci, obojętnie czy jest to szantaż moralny,
demagogia czy język Kaczyńskiego, jest najistotniejszym problemem. Nawet jeśli
kodeks karny nie czyni tego rodzaju stopniowań.
Ty natomiast, jeśli masz
ochotę, możesz się wzruszać losem pokrzywdzonych przestępców, którym przez
działanie faszystowskich państw, którymi USA i Belgia są bezsprzecznie, ostatnio
nie staje. Pocieszę Cię jednak,że nie jest tak źle, bo jak sam mówisz ,,Jedynym
skutecznym sposobem pozbawienia człowieka popędu seksualnego jest
dekapitacja."
Więc w czym problem?

Dodam także, iż nazwanie terapii
prowadzonej dobrowolnie w kilku krajach Europy (takich jak Szwecja)i
przypominającej leczenie wielu innych zaburzeń (np. nowotworów prostaty)jako
,,faszystowskiej nie tylko z nazwy" jest absolutnie pozbawione demagogii.
Przyznam, że oślepia mnie blask Twojej merytorycznej i niedemagogicznej
argumentacji.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »