Integrować to nie znaczy wymagać od imigrantów, by dostosowali się do pierwotnie obowiązujących zasad społeczeństwa przyjmującego, integrować to znaczy współpracować nad powszechnym ustanowieniem na nowo zasad rządzących całym społeczeństwem. Daniel Cohn-Bendit
Przeczytałem felieton Jasia Kapeli o trawnikach. Jaś pisze tak:
„Miejskie trawniki mogą mieć swój wkład w globalne ocieplenie” – donosi dumnie PAP w leadzie na stronie głównej, jakby odkrył jakąś skrzętnie skrywaną tajemnicę. Teraz wszystko już jasne. A przynajmniej wiemy, kto jest winny globalnemu ociepleniu (…): „Trawniki z trawą rosnącą na torfowym podłożu usuwają dwutlenek węgla z atmosfery w procesie fotosyntezy i gromadzą organiczny węgiel w glebie. To dotychczas czyniło je ważnymi elementami pochłaniającymi gaz. Jednak emisje gazów cieplarnianych pochodzących z nawozów, koszenia i kwitnienia są cztery raz większe niż ilość węgla gromadzonego przez trawy” Z czego wynikać by mogło, że nie trawniki są winne, ale sposób, w jaki się z nimi obchodzimy (…) Zresztą pisanie o tym, że trawniki emitują dwutlenek węgla jest samo w sobie metaforą. Bo przecież to nie trawa go emituje, tylko, co najwyżej, kosząca ją kosiarka. Lub fabryka produkująca nawozy. Więc może news powinien brzmieć „Złe sposoby obchodzenia się z trawnikami mogą przyczynić się do globalnego ocieplenia”.
Drogi Jasiu! Mylisz się bardzo. Nie zamazujmy tej jakże jasnej i klarownej sprawy. Trawniki są winne, trawniki są be. Be przez duże B, jak Balcerowicz. Bo tak się składa, że przed Twoim felietonem przeczytałem wywiad w „Gazecie Wyborczej” z Leszkiem Balcerowiczem. W wywiadzie tym Wielki Księgowy i Ukochany Ekonomista Narodu Polskiego tłumaczy, dlaczego nie należy tworzyć miejsc pracy w Polsce B (B jak Balcerowicz, oczywiście). Wyjaśnia, że przecież Polska B może się przenieść do Polski A, czyli do Warszawy. Ewentualnie także Wrocławia, Poznania, Trójmiasta i Krakowa. B jak Balcerowicz mówi tak: „Socjalizm pozostawił w środku naszych miast wielkie niezabudowane obszary. Jeśli uda się uruchomić rynek nieruchomości na tych obszarach, twierdzę, że polskie wielkie miasta (ale także mniejsze) mogą się rozwijać i przyjmować nowych mieszkańców bez obawy”.
Nie dziwię się, że zaraz po takiej wypowiedzi naszego Duchowego Przywódcy, PAP zadekretował, że trawniki są be. Nie dziwię się, bo już nic mnie nie dziwi. Nawet życie pozagrobowe pewnego moralnego trupa, który zgwałcił ten kraj, a mimo to nieustannie powraca w glorii autorytetu ekonomicznego i zapowiada dogrywkę. A może dogryzkę. Upiór chce znowu possać ofiarę. Nie może sobie odpuścić. Jak Buka. Buka (też na B) to był taki lodowaty stwór, który regularnie co jakiś czas wyłaniał się z mgieł i zarośli, aby terroryzować całą Dolinę Muminków. Buka tak musiała. Tak jej kazał łowiecki instynkt oraz wewnętrzna mroźność. Tylko czy my musimy być takimi Muminkami?
A może żeby nie być poczciwymi i miękkimi Muminkami, musimy spojrzeć na zagadnienie od innej strony? Może Buka wcale nie musi? Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że Balcerowicz jest jak Buka, jak zły Belfegor, jak Brach-Paskudach i inne kreskówkowe postaci be. Przychodzi, a gdzie przyjdzie, niszczy tkankę społeczną, bo musi. Bo taki jest. Bo tak mu każe jego fanatyzm oraz wewnętrzna mroźność. Ale przecież człowiek wykształcony, obyty i podobno wybitnie inteligentny powinien mieć przynajmniej to podstawowe etyczno-społeczne rozeznanie, jakie mają nawet psychopaci. Wiem, że robię ludziom krzywdę. Wiem, że to, co im robię, oni uważają za złe. Muszę się liczyć z dezaprobatą, karą lub odwetem. Więc może pan B. świadomie i z wyboru czyni zło?
Przypominam sobie pewien wywiad z panem B. Z wybitnym polskim ekonomistą Leszkiem B. Nie podaję całego nazwiska, bo nie mogę znaleźć tego wywiadu w necie (kiedy to było? dziesięć lat temu?), a do archiwów gazet nie mam dostępu. Nie mam w ręku dowodu, więc nazwiska nie podam. No więc nasz ekonomista, znany z nieustannego mantrowania: „obniżmy podatki, obniżmy podatki”, wypowiadał się na temat podatku od nieruchomości. I co powiedział? Oczywiście, obniżmy podatek od nieruchomości? A gucio. Pan B. powiedział: podnieśmy podatek od nieruchomości. Dlaczego? No bo spójrzmy, jak prowincjonalnie wyglądają centra polskich miast. Te odrapane sklepiki, firemki, zakłady fryzjerskie zajmują cały parter, szpecą fasady. Tymczasem jeśli podniesiemy podatek od nieruchomości, to wzrosną czynsze. I mali prywaciarze będą musieli się wynieść, w to miejsce wejdą światowe sieci, zachodnie firmy handlowe i usługowe. I będzie metal, szkło, plastik na wysoki połysk, lokale będą się świecić jak psu jaja, będzie fajnie.
Szukam tego wywiadu na różne sposoby, bo tkwi we mnie jak zadra. Czyli na co dzień pan B. opowiada Muminkom brednie. Że wspieramy drobną przedsiębiorczość, przedsiębiorczość całego narodu, przedsiębiorczość szarego człowieka. Że właśnie w tym celu będziemy obniżać podatki. Ale tak naprawdę to chodzi o to, żeby międzynarodowe korporacje i sieci dostały cały tort. I żeby szary człowiek, który ośmiela się z nimi konkurować, poszedł won z torbami. W tym celu możemy nawet podnieść podatek.
Zarzucanie politykom złej woli nie jest dobrze widziane. „Tropienie układów”, mówią na to, albo w wersji zupełnie już wykluczająco-ośmieszającej, „spiskowa wizja dziejów”. Nie wiem. Może mam paranoję. Paranoję przez duże B, czyli Baranoję. Mam wrażenie, że przez dwadzieścia lat pan B. zupełnie świadomie i z całą złą wolą robił z nas baranów.
Żeby ta Baranoja przestała być paranoją i stała się racjonalną hipotezą, potrzebuję dowodów i świadków. Dlatego apeluję do Was, Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy: czy ktoś jeszcze pamięta ten wywiad? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech napisze do mnie na
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć
.