Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Życie to pornografia Drukuj
Magda Pustoła   
08.01.2005

Pozornie dyskurs się odetkał. Nastąpiło to po 15 latach samokontroli, zwracania uwagi na tematy i dobór słów - zwłaszcza w kwestiach moralno-obyczajowych. Jak sądzono, było to niezbędne, by nie naruszyć delikatnej równowagi panującej w młodziutkiej, kruchej jeszcze sferze publicznej III RP, by nie narazić się jej głównym aktorom i wyobrażonemu społeczeństwu, żeby nie zablokować zasadniczego - polityczno-ekonomicznego - nurtu zmian.

Teraz Polska jest już pełną gębą europejska i nic jej nie grozi. Można wreszcie wziąć głębszy oddech i zacząć mówić swobodnie. Wydawałoby się. Bo oto nagle okazuje się, że mówi się już zbyt wiele, że epatuje się intymnością, zdrożną odmiennością, cielesnością. Rzecz jasna po to, by zwrócić na siebie uwagę, żeby osiągnąć sukces, bezmyślnie naśladując Zachód.

Można więc w końcu mówić więcej - czy już się mówi za dużo? I kiedy nastąpiła zmiana?

Ale może da się jeszcze porozmawiać. I przyjrzeć się bliżej „Aktom” Thomasa Ruffa. Seria zdjęć niemieckiego fotografa daje świetny pretekst do rozmowy o sensie wyznaczania ostrych granic. Sztuki i niesztuki. Iluzji i rzeczywistości. Piękna i brzydoty. Rzeczy ważnych i nieważnych. Kwestii, o których można mówić głośno, publicznie - oraz tematów wypchniętych w prywatność, pominiętych milczeniem.

Jak pokazują liczne przykłady - chociażby szumu wokół kolejnych wystaw i sztuk teatralnych czy problemów z obroną praw gejów i lesbijek - w polskim dyskursie publicznym tych granic wciąż jest bardzo wiele.

Pornografia bywa sztuką

„Akty” niemal wszędzie zostały uznane przez media za skandal. Mimo to zdobyły większość głównych artystycznych nagród na świecie. Dlaczego?

Kontrowersyjny projekt składa się ze zdjęć, które Ruff ściągnął bezpośrednio z pornograficznych stron internetowych i przetworzył elektronicznie. Jedne rozostrzył, inne wykadrował, w jeszcze innych zmienił tonację kolorystyczną. Tak przygotowane fotografie zostały powiększone do dużych rozmiarów i od 2001 roku są pokazywane w kolejnych muzeach całego świata.

Zdjęcia nagich, podnieconych kobiet i mężczyzn uprawiających seks we wszystkich możliwych konfiguracjach, ściągnięte bezpośrednio z pornograficznych stron internetowych, wiszą na ścianach poważnych muzeów i galerii. Czy autorytet instytucji muzealnej jest wystarczający, by nadać im charakter dzieła sztuki?

A może wpływa na to bardzo silna pozycja Thomasa Ruffa w środowisku artystycznym? Pokazywał swoje prace na najważniejszych imprezach świata sztuki, jak Biennale w Wenecji czy Documenta IX. Jego wystawy (między innymi „Akty”) organizowały najbardziej wpływowe instytucje muzealne: Tate Modern w Londynie, Museum of Modern Art w Nowym Jorku czy Staatliche Museen w Berlinie. W 2000 roku został profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie. Uznaje się go za jednego z najwybitniejszych żyjących współcześnie artystów na świecie. Jak sam mówi, ze zwykłą sobie autoironią: „Kształciłem się w Akademii Sztuk Pięknych, więc to, co tworzę, jest sztuką”.

Czy autorytet artysty daje prawo do realizowania kontrowersyjnych projektów?

Ruff podejmuje świadomą grę z tymi pytaniami. W „Aktach” pokazuje znacznie więcej niż tylko moment, kiedy coś staje się sztuką - odsłania mechanizm, w którym odbiór zdjęcia jako dzieła sztuki zostaje widzowi narzucony. Przestrzeń szacownego muzeum, sygnatura słynnego na cały świat artysty, personel pilnujący, by zwiedzający nie dotykali dzieł. „Autoironia śmieje się ze mnie, a ja się śmieję z niej” - niemiecki fotograf mógłby zaśpiewać za Maleńczukiem.

Bo przecież mechanizm uprawomocnienia zwykle działa w drugą stronę. Piętnuje i wyklucza - w tym wypadku wszystko to, co z pornografią może się kojarzyć. Tymczasem zaledwie zmieniając kontekst przedstawienia, Ruff odkrywa konwencjonalność i arbitralność decyzji o wyznaczaniu jakichkolwiek ostrych granic i bawi się tym.

Granica między porno a sztuką, która nie pozostawia miejsca na książki Michela Houellebecqa czy Katherine Millet, na fotografie Thomasa Ruffa czy Nan Goldin czy Marka Gardulskiego, na filmy takie jak „Pianistka” Michaela Haneke. Granica między kobietą a mężczyzną, która wyklucza gejów i lesbijki. Granica między religią rozumianą jako praktyka a jej artystycznym wyobrażeniem, która unieważnia prace Katarzyny Kozyry czy Doroty Nieznalskiej.

„Akty” pokazują, jak fascynująca może być szara strefa. Publiczne reakcje na ten projekt dowodzą jedynie, jak silny jest społeczny strach przed taką nieokreślonością.

Sztuka jest fikcją

Zmysłowe kokoty malowane przez klasyków realizmu Gustava Courbeta czy Ingresa nie różnią się od lesbijek przefotografowanych przez Ruffa. Lolitki z obrazów cenionego Balthusa wyglądają tak samo kusząco jak kilkuletnie córki potępianej przez amerykańskich konserwatystów Sally Mann często przez nią fotografowane. Słynny nagi Dawid Michała Anioła nie jest wyrzeźbiony mniej realistycznie i sugestywnie niż mężczyźni ze zdjęć wciąż uznawanego za skandalistę Roberta Mapplethorpa.

Usprawiedliwianie istnienia tych pierwszych wybujałą wyobraźnią artysty i jednoczesne odrzucanie tych drugich na podstawie przekonania, że fotografia pokazuje tylko to, co było naprawdę, to hipokryzja związana z formą przedstawienia. I obrazy, i fotografie mogą podniecić oglądającego. I jedne, i drugie mogą zostać uznane za piękne lub brzydkie. Nie oznacza to jednak, że automatycznie jedne są „dobre”, a drugie „złe”.

Choć doskonale wiadomo, że każda próba opisu świata to jego interpretacja, czyli zniekształcenie, fotografię nieodmiennie uznaje się za obiektywne i realistyczne medium, które w najdoskonalszy sposób pokazuje rzeczywistość taką, jaka jest. Francuski socjolog Pierre Bourdieu wyjaśnia to złudzenie polegające na utożsamieniu fotograficznego obrazu rzeczywistości z nią samą - tłumaczy, że ma to związek ze społecznym zapotrzebowaniem na instrument potwierdzający czy raczej uzasadniający pożądane w danym momencie wyobrażenie.

Ruff dobrze opanował tę lekcję. Zarejestrował postrzeganą jednoznacznie negatywnie pornografię, po czym pokazał ją jako niepoddającą się łatwej ocenie sztukę. Rozbijając przypisywaną fotografii pozornie naturalną relację między przedmiotem a jego obrazem, dowiódł, jak działa mechanizm uprawomocniający tę iluzję jako w pełni obiektywną rzeczywistość. Tym samym zakwestionował podstawę roszczenia do wyłączności wydawania wartościujących sądów. Roszczenia opartego na fałszu i skonwencjonalizowanych, interesownych przesądach.

„Wielu ludzi widzi poprzez fotografie to, co chce zobaczyć. Po prostu nie widzą, że to są zdjęcia”. To jego słowa. Jakże podobne do komentarza Romana Pawłowskiego dotyczącego uznania spektaklu Teatru Rozmaitości „Zszywanie” za kontrowersyjny przez warszawskich radnych („Gazeta”, 15-16 maja): „Scena teatralna nie podlega prawom, które regulują zachowanie obywateli w kościele, na ulicy czy w urzędzie miasta. Można na niej zabijać, kląć i bluźnić, ponieważ nic z tych rzeczy w teatrze nie dzieje się naprawdę. Teatr to fikcja”. Sztuka to fikcja.

Piękno jest nieprzewidywalne

„Akty” dowodzą, że przedstawienia erotyczne wyzwalające podniecenie nie muszą wywoływać estetycznego dystansu. O ile bowiem, jak mówi Ruff, uzasadniając swoją interwencję, „materiał wyjściowy był po prostu brzydki”, o tyle fotografie, które w końcu uzyskał, są przez wielu uznawane za piękne.

Wpisana w „Akty” mistrzowska kompozycja, rozedrgane kontury, wirowanie chwilami wręcz abstrakcyjnych plam barwnych przywodzą na myśl malarskie przedstawienia. Naga blondynka leżąca w pościeli i zwrócona wprost do widza nagle staje się „Emą - nagą na schodach” jednego z najważniejszych współczesnych malarzy Gerharda Richtera. Namalowana przez tego niemieckiego artystę młoda dziewczyna jest podobnie delikatna, świetlista i ulotna - zwłaszcza w kontraście z ciemnymi schodami, po których schodzi. Jej wzrok uruchamia podobnie intensywną wymianę spojrzeń z tym, kto ją obserwuje, buduje podobnie napiętą relację.

Z kolei kobieta ułożona na brzuchu, z nogami szeroko rozłożonymi na boki kojarzy się ze znanym obrazem „Naga na sofie” François Bouchera, na którym pulchna dziewczyna o misternie upiętych włosach wyleguje się swobodnie pośród biało-różowych atłasów przykrywających brunatny, zamszowy szezlong. Ciekawe, że właśnie to namalowane ciało wydaje się znacznie bardziej realistyczne i zmysłowe, wciąż rozedrgane i wilgotne, jakby dopiero opadała z niego przeżywana przed chwilą rozkosz. Ciało kobiety ze zdjęcia Ruffa zostało ukazane w sposób niemal graficzny, abstrakcyjny - podniecenie jest tu bardziej zasugerowane niż wypowiedziane wprost.

Wreszcie znajdująca się w dynamicznym ruchu para na czarnym tle oświetlona nienaturalnym, fosforyzującym światłem przywodzi na myśl „Taniec” Henri Matisse’a - obraz, na którym czerwone postaci wirują w szaleńczym kręgu. Te same splecione ciała, to samo niekończące się krążenie, podobnie zwierzęco dzika energia.

Na tym jednak nie koniec. Napięte mięśnie i przenikające się ciała nieoczekiwanie rozpoczynają grę z emanującym podobną siłą słynnym „Stworzeniem Adama” z Kaplicy Sykstyńskiej. Kobieta i mężczyzna, Bóg i człowiek, początek, stworzenie, związek. Tak Ruff gra z tradycją. Przeciwstawia się jej ścisłej kodyfikacji, skostnieniu i hieratyczności. I udowadnia, że próba jej zawłaszczenia jest projektem nierealnym.

Dokonuje też zabiegu, który jest odwrotnością świetnie opisanego przez Mariusza Sieniewicza w powieści „Czwarte niebo” procesu pornografizacji kobiet (w czasie rekrutacji do pracy w pewnej firmie): ” to już nie były kobiety. Być może tam w kolejce jeszcze tak, ale na ekranie widać już było tylko pokawałkowane ciała, z pornograficznym pośpiechem niszczone, z technologiczną precyzją odzierane z sensu. ( ) Kobiety przestawały być ludźmi, głowy przemieniały się w zarośnięte dynie z otworami jak z amerykańskiego halołin, piersi w cycki, pośladki w dupę, uda w pęczniejące góry mięsa, łona w cipy, stopy i ręce w półmartwe pajęcze odnóża. ( ) Człowiek jako wór organów!”.

Tymczasem zdjęcia Ruffa to raczej „nowe obrazy seksualności” postulowane niegdyś przez Agatę Araszkiewicz i Kazimierę Szczukę. Podniecające bez poniżania. Odchodzące „od inscenizacji aktu seksualnego jako pracy nad ciałem kobiety na rzecz przepływających, migotliwych obrazów, w których zacierają się relacje władzy charakteryzujące klasyczne porno”. Znika również dystans etyczny. „Seks przestaje być brudny, przestaje być grzechem, kończy się jego rozdarcie na seks święty i przeklęty, estetykę i obscena, pornografię i sztukę” („Res Publica Nova”, listopad 2000).

Hierarchii jest wiele

Zresztą w zdjęciach niemieckiego fotografa chodzi nie tylko o budzące sprzeciw niektórych podniecenie. Wykorzystanie materiałów z internetu wpisuje ten projekt w dyskusję o negatywnych skutkach ekspansji wirtualnego świata. To swoisty komentarz do sztuczności i nieprawdziwości wciskających się coraz mocniej, wręcz wypierających realną materię codziennego życia. Komentarz podkreślony zatarciem konturów, mglistością, rozmyciem ostrości zdjęć. Cyfrowy świat jest podobnie nieuchwytny. Nie da się go dotknąć naprawdę.

Cyberseks sfotografowany przez Ruffa - relacja między samotną jednostką a płaskim i zimnym ekranem komputera, na którym projektuje ona swoje pragnienia - to przejmująca opowieść o mijaniu się i samotności. Niechcianej i rozpaczliwie odrzucanej, a przy tym skomercjalizowanej. Portret wirtualnej pornografii, bez względu na to, jak upiększony, to z jednej strony krytyka wykorzystywania pogłębiającego się dystansu między ludźmi, z drugiej zaś - przekształcenia prawa do swobodnej intymności w transakcję.

Choć można spojrzeć na to inaczej. Rozmyte kontury opowiadają o płynności tożsamości. O wielości i nieciągłości narracji i społecznych ról. Brak ostrych granic uzmysławia niemożliwość wyznaczenia tego jednego, jednostkowego, dominującego rysu. Ruff portretuje nas samych - współczesnych.

Tym samym „Akty” mówią o kwestiach wcale nie mniej istotnych niż problem bezrobocia. Nawet jeśli znani publicyści poważnych gazet próbują narzucić inną hierarchię. Jedynie słuszną. „Co tam kryzys państwa, brak rządu, deficyt finansów publicznych, bezrobocie, afery, utrata zaufania społecznego do klasy politycznej, konstytucja europejska, wojna w Iraku i tym podobne głupstwa. Wmówiono nam, że najważniejsze są dziś prawa gejów do samorealizacji” - wmawia nam Maciej Rybiński w „Rzeczpospolitej” (12 czerwca). Choć na niego można od biedy machnąć ręką - ot, zapiekły felietonista. Gorzej, że w podobnym tonie wypowiadał się Ernest Skalski w „Gazecie Wyborczej”, twierdząc, że „Sojusz [Lewicy Demokratycznej] marnuje czas na drugorzędne głupstwa [związki partnerskie, aborcja, które - zdaniem autora - „po prostu nie interesują ogromnej większości obywateli”], miast zająć się tym, co rzeczywiście definiuje postawę lewicową - podziałem dóbr w społeczeństwie” (30 marca).

Poza tym, że mniejszości należy się kawałek tortu publicznej rozmowy, to ten ciasny horyzont myślenia jest przeciwskuteczny. Nawet zakładając, że bieda to jedyny istotny problem, jaki gryzie społeczeństwo, to skupienie się wyłącznie na kwestiach redystrybucji nie jest w stanie go rozwiązać.

Ekonomiczna deprywacja i nierówności zależą od wielu czynników - również społecznych, kulturowych i politycznych. Dlatego wyznaczanie granicy jedynie prawomocnych problemów i marginalizowanie pozostałych kwestii dowodzi albo politycznej ignorancji, albo politycznego interesu elit i pośredniczących mediów świadczących o instrumentalnym traktowaniu przez nich publiczności.

Prowokowanie jest polityczne

Bo z troski o jakość sfery publicznej i z szacunku dla odbiorców trzeba móc od nich wymagać samodzielności myślenia, świadomości własnych preferencji, odwagi do wychodzenia poza oswojoną rzeczywistość. To jedyny sposób, by przerwać błędne koło usprawiedliwień miałkości i przeciętności wymienianych między elitami a publicznością. Pierwsze tłumaczą się niskimi oczekiwaniami drugich. Drudzy narzekają na pazerność pierwszych.

Thomas Ruff na wygodę nie pozwala. „Akty” pomagają zrozumieć, w jaki sposób pierwotna, naturalna ciekawość i otwartość na otaczającą rzeczywistość zostają stłumione przez skonwencjonalizowaną moralność.

- Patrzysz na te zdjęcia. I co, podniecają cię? Świetnie! Wstydzisz się tego? - chodzi dokładnie o ten mechanizm. Wyobraź sobie najpierw, że oglądasz je samotnie, na ekranie domowego komputera. A teraz przenieś się w myślach do zatłoczonego autobusu, w którym ludzie zaglądają ci przez ramię do przeglądanego właśnie pisma, które wydrukowało zdjęcia Ruffa. Wreszcie, stań w wyobraźni przed niemal dwumetrowymi powiększeniami „Aktów”, np. w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej (to tylko eksperyment myślowy), pośród innych, podobnie jak ty skrępowanych odwiedzających. I co? Czy ma to jakiś wpływ na twoje podniecenie? Czujesz już sztuczność społecznych uwarunkowań odbioru tego, co to podniecenie wywołuje?

Wymuszenie reakcji odbiorcy to protest przeciwko jego ciągłemu upupianiu przez media i polityków. Narzucaniu publicznym dyskusjom i zaangażowanym weń rozmówcom punktu widzenia kilkuletniego dziecka. To krytyka narodowych nianiek w rodzaju prezydenta Kaczyńskiego zakazującego Parady Równości w Warszawie pod pozorem dbałości o morale mieszkańców. Albo redaktora Pospieszalskiego w imię troski o dobro rodziny domagającego się autocenzury od socjologów badających zachowania seksualne młodzieży, przez ową rodzinę często seksualnie wykorzystywanej.

Tym bardziej że zapobiegliwość ta jest wybiórcza i interesowna. Ochrona przed negatywnymi skutkami pornografii - ale już nie przed negatywnymi skutkami homofobii czy seksizmu. Cenzurowanie artystów wykorzystujących w swojej sztuce ciało - ale pomijanie agresywnej seksualizacji coraz młodszych ludzi w reklamie.

Moralizatorskie działania to wygodne mieczyki w walce o głosy wyborców. Przykładem może być właśnie warszawski PiS, którego liderzy nie byli w stanie wytrzymać konkurencji z Platformą Obywatelską o centrowy elektorat i zdecydowali się na radykalny ruch w mniej zagospodarowaną prawą stronę.

Warto też pamiętać, że z punktu widzenia elit politycznych społeczeństwo rozbite i niezdolne do podejmowania wspólnych działań jest idealnym materiałem, na którym można przeprowadzać najróżniejsze eksperymenty. Bezwolni się nie zorganizują. Nieświadomi nie zorientują się, o co w rzeczywistości chodzi. Przestraszeni pozwolą się sobą zająć. Politycy grają na lęku przed kwestionowaniem tego, co znane i oczywiste, więc - bezpieczne. Wykorzystują utrwalany przez kulturę masową bezrefleksyjny odbiór świata i odzwyczajenie od myślenia.

W tym sensie „Akty” Thomasa Ruffa są jak najbardziej polityczne. Zmuszają do wysiłku. Budzą.

Samookaleczenie nie jest cnotą

Stymulowanie do samodzielnego myślenia wydaje się niezwykle istotne w obliczu niepokojących wydarzeń na styku kultury i polityki. Coraz częściej dążenie do wytyczania granic kończy się cenzurą - uzasadnionym przekonaniem o posiadaniu monopolu na opis rzeczywistości. Jednak znacznie bardziej niebezpieczny, bo głębiej ukryty i trudniejszy do zauważenia, jest inny proces. Chodzi o to, że natężenie działań zmierzających do ograniczenia swobody wypowiedzi i coraz poważniejsze konsekwencje obywatelskiego i artystycznego „nieposłuszeństwa” (np. wyrok sądowy skazujący Nieznalską czy kamienie i butelki sypiące się na uczestników krakowskiego Marszu Tolerancji) nieuchronnie prowadzą do autocenzury. W Polsce jej zasięg jest przerażający.

Dyrekcja Teatru Rozmaitości wspólnie z reżyserką wspomnianego „Zszywania” podejmuje decyzję o wycięciu ze spektaklu kwestii, które wywołały oburzenie radnych. Zrozumieć to tym trudniej, że sprzeciw oparli oni wyłącznie na recenzji przeczytanej w „Rzeczpospolitej”.

Dyrekcja i kuratorzy jednego z najbardziej postępowych ośrodków artystycznych w Polsce - Centrum Sztuki Współczesnej - uprawiają, jak pisze w „Fototapecie” Adam Mazur, młody krytyk sztuki, „żenujący spektakl pruderii z zakładaniem majtek posągom”. Kroją jedne wystawy, usuwając z nich co bardziej ich zdaniem niebezpieczne dzieła (Nabuyoshi Araki), i ograniczają wolny wstęp na inne (Nan Goldin). Wszystko pod pozorem ich obsceniczności. Tym śladem idą inni. Wciąż słychać o kolejnych przypadkach rezygnacji z wystaw, ograniczania budżetów lub wręcz o zamykaniu galerii pod naciskiem lokalnych politdewotów. Stało się to już naszą polską artystyczną „best practice”.

Jednak najbardziej niewiarygodny wydaje się casus warszawskiego Instytutu Historii Sztuki (UW), który - będąc kuźnią przyszłych krytyków - decyduje się na usunięcie jednej z prac (grupy Twożywo) zorganizowanej pod własnym patronatem wystawy. Uzasadnia to tym, że mogłaby ona naruszyć uczucia religijne publiczności. Krytyka sztuki cenzurująca samą siebie to przerażający oksymoron.

Instytucjonalne rozstrzyganie, gdzie się kończy sztuka, a zaczyna pornografia, to zbyt wielkie pole do nadużyć. Bezpieczniej, jeśli piękno i uznanie zależą od indywidualnego odbiorcy. Do tego jednak potrzebne są kompetencje. Świadomość formy. Umiejętność samodzielnego obcowania z kulturą. Dlatego warto rozmawiać o trudnych kwestiach.

Poza tym lepiej i uczciwiej odpowiadać za to, co się robi, a nie za rzeczy zaniechane. By nie znaleźć się kiedyś w sytuacji, w której pozostanie tylko żal z powodu ograniczania wyobraźni przez nadmierną ostrożność.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 8-9 stycznia 2005. Zdjecia Thomasa Ruffa zamieściliśmy w szóstym numerze „Krytyki Politycznej”.


Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97587 Seconds