Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Znikła solidarność Drukuj
Sławomir Sierakowski   
31.08.2005
Rocznica powstania „Solidarności” jest obchodzona jako święto ogólnonarodowe. Wprawdzie pomysłowi prowadzenia obrad Zgromadzenia Narodowego przez dwóch polityków postkomunistycznych towarzyszył gorzki grymas na twarzach liderów partii podkreślających swój sierpniowy rodowód, ale generalnie nad wszystkim unosi się ciągle jeszcze duch okrągłostołowej zgody. Potwierdzonej ostatnio symbolicznie przez ściskających sobie dłonie Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego. Z boku pozostają tylko prawicowi radykałowie z Andrzejem Gwiazdą i Anną Walentynowicz.

Znaczenie tych dwóch postaci dla polskiego Sierpnia daje im możliwość wypowiedzenia się podczas tych dni rocznicowych, choć prawie wszyscy komentatorzy ich słowa traktują jako niepoważne. Uporczywe zarzucanie Wałęsie, że był tylko marionetką SB i że w Magdalence sprzedał komunistom ideały Sierpnia, wywołuje powszechnie uczucie politowania. Jest to w istocie obrazek bardzo przykry i poruszający. Nawet największy tchórz, zwykły cwaniaczek i koniunkturalista może się teraz poczuć lepszy od tych dwóch wielkich bohaterów tamtych trudnych czasów, może się pośmiać i skwitować hasłem: „oszołomy”. Bardziej szlachetni po prostu im współczują i trochę się za nich wstydzą.

„Solidarność” ma dziś łączyć nas wszystkich, a zachowanie tych, którzy dzielą, traktowane jest jako małostkowe i niestosowne. Odbierane jako zakłócanie narodowych obchodów,brudzenie symbolu, który ma łączyć i określać całą wspólnotę.

POD HASŁAMI DEMOKRATYCZNEGO SOCJALIZMU

Tak jest 25 lat po zwycięstwie „Solidarności”. Kiedyś było oczywiście inaczej. „Solidarność” dzieliła Polskę na wolną i podporządkowaną. Karnawał „Solidarności” to była walka z komunistami prowadzona ostrożnie, bo w cieniu sowieckich bagnetów.

Rewolucja „Solidarności” przebiegała pod hasłami demokratycznego socjalizmu, w oficjalnym programie związku odwoływano się przede wszystkim do idei samorządności pracowniczej. Działacze związkowi, na czele z samym Wałęsą, podkreślali, że „na pewno nie wrócimy do kapitalizmu”. Podobnie myśleli doradcy z Jackiem Kuroniem, Tadeuszem Mazowieckim i Adamem Michnikiem. I nie była to wcale część taktyki, która polegała na tym, żeby nie podważać podstaw sowieckiej dominacji i kierowniczej roli partii komunistycznej, a raczej egzekwować martwe dotąd prawa do niezależnych związków zawodowych i wolności słowa zawarte w konstytucji oraz umowach międzynarodowych. Nie był to więc ideologiczny kamuflaż, ale rzeczywiste opinie mas członkowskich. Tak było aż do 1989 roku, z ustaleniami Okrągłego Stołu włącznie.

Gdy patrzę na to, co stało się później, przychodzą mi na myśl słowa Oskara Langego z 1931 roku: „Gdy po wojnie we wszystkich krajach Europy Środkowej, w Niemczech, w Austrii, na Węgrzech, w Czechach, w Polsce, załamywały się resztki ancien regime’u, gdzie na gruzach monarchii Hohenzollernów, Habsburgów i Romanowów powstawały mieszczańskie republiki demokratyczne, twórcą tych republik był ruch robotniczy. Nie mając dość sił, aby republikom przez siebie stworzonym nadać charakter klasowo-proletariacki, ruch robotniczy nie mógł uniknąć tego, że republiki, które stworzył, stały się klasowymi państwami mieszczańskimi. Powstała (…) tragikomiczna sytuacja: partie robotnicze tworzyły republiki, które były w swej treści socjologicznej mieszczańskimi państwami klasowymi”.

SPADŁY CENY LOKOMOTYW

Tak było także z rewolucją „Solidarności”. Zrodzone pod jej parasolem państwo szybko stało się jednym z najbardziej niesprawiedliwych we współczesnej Europie. Z błyskawicznie rosnącymi nierównościami ekonomicznymi, z nagminnym łamaniem praw pracowniczych, z największym na kontynencie bezrobociem oraz z dominującą w głównych mediach neoliberalną ideologią. Dla uczestników solidarnościowego zrywu uzyskana w 1989 roku wolność polityczna, której nie towarzyszyły materialne możliwości korzystania z niej, pozostała jedynie frazesem. W komunizmie był taki dowcip wyśmiewający obłudę władz, które informowały, że „generalnie ceny się nie zmieniły, bo choć zdrożał chleb i mięso, to staniały lokomotywy”. Dla wielu ludzi korzyści z odzyskania suwerenności po 1989 roku przypominają te korzyści ze spadku cen lokomotyw. Wyłączając elity, miliony członków „Solidarności” rekrutujące się przede wszystkim z wielkoprzemysłowych fabryk to przegrani zwycięzcy Sierpnia.

Intelektualiści „Solidarności” dawniej wyznający zasady socjalizmu, dziś uważają się za liberałów. Jak wiadomo w liberalizmie celem jest przekształcenie antagonizmu w pokojową różnicę. W socjalizmie jest dokładnie odwrotnie: celem jest przekształcenie różnicy klasowej w klasowy antagonizm. Liberałowie walczą o uznanie innego, socjaliści o pokonanie innego. Znany słoweński filozof Slavoj Žižek celnie zauważył, że współczesny paradoks polega na tym, iż prawicowi populiści używają dziś logiki antagonizmu, podczas gdy liberalna lewica podąża za logiką uznania różnic, „niwelując” antagonizmy do poziomu współistniejących odmienności. Zaś konserwatywno-populistyczne kampanie prowadzone oddolnie przejęły strategię starej lewicy mobilizującej masy ludowe do walki przeciw wyzyskowi.

STRASZNI I ŚMIESZNI

Wróćmy do Gwiazdy i Walentynowicz stojących dziś po stronie prawicowych populistów i przywołajmy Lacanowską definicję udanej komunikacji: dostaję w niej, od innego, swoją własną wiadomość w odwróconej - tzn. prawdziwej - formie. Czy nie to właśnie przytrafia się dziś mistrzom ceremonii obchodów „Solidarności”, gdy patrzą na Gwiazdę i Walentynowicz? Czy nie to właśnie przytrafia się zawsze oświeconym liberałom, którzy z wyrażającą obrzydzenie twarzą słuchają Radia Maryja?

Oddajmy głos raz jeszcze Žižkowi: „Czy nie otrzymują oni od konserwatywnych populistów swojego własnego przesłania w jego odwróconej/prawdziwej formie? Innymi słowy, czy konserwatywni populiści nie są symptomem tolerancyjnych i oświeconych liberałów?”. Straszni i śmieszni Rydzyk z Macierewiczem, którzy wybuchają gniewem na liberalne zepsucie, wzruszający i żenujący zarazem Gwiazda z Walentynowicz, tworzący spiskowe teorie dziejów o naszej liberalnej demokracji - są postaciami, w których polski liberał spotyka prawdę o swojej hipokryzji.

Prawda zaś o zwycięstwie „Solidarności” wygląda tak, że miliony jej bohaterów stały się znów przedmiotem, a nie podmiotem w swoim państwie. Znów zostali pozostawieni sami sobie. Znikła także solidarność między nimi.

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” oraz w zmodyfikowanej wersji w „Die Tageszeitung” z 31 sierpnia 2005.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 31.08.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.36041 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273