Tomasz Plata po lekturze słownika młodej kultury „Tekstylia Bis” postanowił sformułować własną tezę na temat generacji dzisiejszych trzydziestolatków. Tezę zawarł w tytule artykułu: „Współczesne pokolenie softu”, zaś doszedł do niej zadając pytanie: „Czy pokolenie trzydziestolatków dokonuje radykalnego zwrotu na lewo?”
Aby znaleźć odpowiedź zestawił środowisko „Krytyki Politycznej”, „wydające książki Slavoja Zizka i Alaina Badiou” z reprezentantami młodej kultury, a raczej ze swoją wiedzą i wyobrażeniami o nich. Wymienił malarza Zbigniewa Rogalskiego, muzykę Fisza czy Robotaobiboka, zaś symboliczną postacią dla swojej tezy o „pokoleniu softu” uczynił Plata Wilhelma Sasnala. Postawił go jednak po przeciwnej stronie wobec środowiska „Krytyki Politycznej”. Tymczasem akces Wilhelma Sasnala do „Krytyki Politycznej” jest powszechnie znany, podobnie jak deklaracje, że jego sympatie są po lewej stronie. To nie jedyne pęknięcie w tezie Platy o „pokoleniu softu”, która nie brzmi wiarygodnie wobec faktu, że po raz pierwszy od wielu lat nie tylko publicyści, ale i ludzie kultury zdecydowali się związać ze środowiskiem stricte politycznym.
W recenzji Plata wymienia nazwiska malarzy i muzyków, ale przemilcza tych, którzy naprawdę mają pomysł dla swojego pokolenia. A pomysł ten został sformułowany właśnie przez ludzi ze środowiska nowej lewicy – np. przez wymienianych w „Tekstyliach bis” Sławka Sierakowskiego czy Igora Stokfiszewskiego (współredaktora tomu). Co to za pomysł? Polega on na tym żeby, wobec niespotykanej dotąd kolonizacji kultury przez rynek i konserwatyzm, działać wspólnie: polityka i literatura, film, muzyka, teatr i sztuki wizualne. Także dlatego, że współczesny kapitalizm kulturowy zarabia głównie na produkcji symboli, języka, czyli tego samego tworzywa, którym posługują się artyści, ich rola więc – co zauważyła nowa lewica – może być szczególnie istotna w życiu publicznym. I fragmentem tego projektu są właśnie, mimo wielu niespójności i niedociągnięć „Tekstylia bis”. Są nie tylko mapą działań pokolenia, ale również przypomnieniem, że działać można tylko wspólnie. I dlatego w jednej książce zebrane są nazwiska ludzi i organizacji działających w polu kultury i w polu polityki. Artystka Julita Wójcik i feministyczna aktywistka i eseistka Agnieszka Graff, Fundacja Galerii Foksal i Młodzi Socjaliści.
„Dzieci rynku kontra piewcy wspólnoty. Oto pokoleniowe podziały dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków” pisze Plata. Ale taki podział jest fałszywy. 40-sto, 30-sto i 20-latkowie tworzą dziś razem trwałe wspólnoty skoncentrowane na realizacji idei społecznego aktywizmu. Ale gdzie są korzenie ich polityczno-kulturowego współdziałania?
Matryca „bruLionu”
Choćby w piśmie „bruLion”, do którego odwołuje się w swoim tekście Tomasz Plata. Pisze że „bruLion” poniósł porażkę, gdyż nie utrwalił obecności nowego języka opisu świata, chociaż mocno ten język w latach 90. przewietrzył i odświeżył. Tym niemniej pokolenie „bruLionu” odwołało się do takiego modelu debaty, w której polityka i literatura, kino, poezja i sztuki wizualne, nauka i muzyka spotykają się ze sobą. Matrycą „bruLionu” był bowiem patchwork – mozaika wywiadów z politykami, tekstów prozatorskich, poezji i np. prezentacja koncepcji „rzeźby społecznej” Josepha Beuysa. Na przykład w szesnastym numerze pisma z 1990 roku obok wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim pojawia się kultowy wiersz Sajnoga „Flupy z pizdy”. Dziś już wiemy, że Jarosław Kaczyński, mimo, że udzielił wywiadu, to nie przeczytał ani tego, ani żadnego innego numeru „bruLionu”.
O kompozycji „bruLionu” pisał Cezary Michalski w szóstym numerze „Krytyki politycznej”: „bruLion był konsekwentnym przykładem takiego patchworku, gdzie częścią jednej narracji […] stawały się pozszywane ze sobą grubą fastrygą łaty poezji, prozy, felietonów, tekstów teoretycznych, cytatów z gazet, wypowiedzi osób publicznych…”.
Tymczasem świadomie, bo już jako projekt działania, podjęła intuicję „redaktorów „bruLionu” właśnie „Krytyka Polityczna”. Polityka i kultura nie mogą być odseparowane, ponieważ tworzą wtedy ślepy świat niewidzących się wzajemnie dyskursów, debat i działań. Świat ekskluzywny, zaprzeczający wielkim obszarom społecznego i jednostkowego doświadczenia. Świat, którego ogromne fragmenty pozostają niewyrażone lub nieusłyszane. Kultura nie jest dodatkiem, ornamentem, kremem poślizgowym, ale jednym z centrów polityki. Bo ludzie w kulturze mówią, a polityka powinna ich słuchać.
Słownik wkluczonych
„Tekstylia bis” są takim patchworkiem – echem matrycy „bruLionu”. Świat należący do wielu, może być sensownie tworzony tylko przez wielu. A zatem wtedy, gdy np. Kazimiera Szczuka zna spektakle Jana Klaty, a Jan Klata czyta Slavoja Zizka wydawanego przez „Krytykę”, albo gdy Janek Sowa sympatyzuje z „Warsztatami myślenia” organizowanymi przez Romana Dziatkiewicza. I taka jest mapa „Tekstyliów bis”: Polityka bez znajomości kultury jest ułomna, kultura ignorująca politykę, samą siebie lokuje na marginesie. Dlatego książka jest wystąpieniem wspólnym, kolejnym krokiem w pragmatycznym konstruowaniu pokolenia i przełożeniem intuicji „bruLionu” na świadomy projekt społeczny o „dużym zasięgu”. Jest to też miejsce porozumienia z pokoleniem 40-latków, pokoleniem wychowanym na „bruLionie”. Te dwa pokolenia rozumieją konieczność takiej właśnie komplementarnej konstrukcji rzeczywistości. I dlatego mogą działać razem.
Plata pisze, że 30-latkowie mają: „przeświadczenie o braku przełomowego przeżycia pokoleniowego. […] patrzą z zazdrością na 40-latków, którzy pamiętają wprowadzenie stanu wojennego”. Ale czy zazdroszczą im związanej z tym wydarzeniem wspólnotowej traumy?
Doświadczenie podmiotowości
Czym są te polskie doświadczenia pokoleniowe? Najczęściej dopustem bożym, katastrofą. Takie było przecież doświadczenie pokolenia stanu wojennego. Nie chciało go, stan wojenny się mu przydarzył, odbierając możliwość podmiotowego decydowania. Moim zdaniem, doświadczeniem pokoleniowym 30-latków jest bycie „poza historią”. I wydaje mi się, że lepiej nie mogliby trafić, dlatego że wciąż pozostają podmiotem własnych działań. Mogą swobodnie decydować, myśleć i projektować. I to właśnie z tego „daru podmiotowości” wynikają ich inicjatywy, takie jak np. powstanie pisma „Krytyka polityczna” i rosnącego wokół niego środowiska.
Z tej zachowanej podmiotowości, wynika ich udział w protestach przeciw Giertychowi czy zmianom w konstytucji, czyli ich własna, świadomie polityczna reakcja. Polityka nie budzi ich wstrętu, gdyż ich nie upokorzyła, tak jak upokorzyła pokolenie stanu wojennego. Oni już się nauczyli, że działać trzeba zawczasu, a nie dopiero wtedy, gdy jest źle, a demokracja zamieni się już w swoją autorytarną odmianę. Dlatego bez lęku i symptomów wyparcia niewygodnych treści, czytają Zizka, który powiada, że trzeba uświadomić sobie, że nie ma przestrzeni wolnych od ideologii. Dobrze jest poznać konsekwencje naiwnej apolityczności, niż trwać „szczęśliwie” w złym miejscu, jakie dla nas przygotowano. To właśnie jest podstawowe doświadczenie ludzi kultury, którzy dziś przechodzą na lewą stronę. To potrzeba podmiotowości, która polega na świadomości miejsca, jakie się chce w społeczeństwie zająć, by działać ku jego pożytkowi. A to jest zadanie również dla ludzi kultury – kultury, czyli systemu znaków definiujących rzeczywistość i stwarzających wspólnotowe koordynaty dla odnajdywania się w niej.
Czy więc rzeczywiście 30-latkowie to pokolenie wychowanych przez konsumpcyjny kapitalizm konformistów?
Pokolenie oportunistów?
Zdaniem Platy tak, bo czują się świetnie w systemie rynkowym, który, „ich wychował, są jego dziećmi. […] Dowodzi tego ich sztuka (pełna czerpanych z rynku motywów pokulturowcyh, a także ich życie”. Zajrzyjmy więc do książki „Zniewolony umysł po latach” zredagowanej przez obecnych w „Tekstyliach bis” Ewę Majewską i Janka Sowę, gdzie cytowane są słowa Alexandra Lacroix: „Prawdziwym programem w telewizji są dzisiaj reklamy. Pomiędzy nimi wciśnięte zostają pseudoprogramy, które służą tylko jednemu: utrzymać przed ekranami potencjalnych konsumentów”.
Czy tak brzmi przekaz wdzięcznego wychowanka konsumeryzmu? Czy Dorota Masłowska nie pisze w „Pawiu królowej” o takiej redukcji języka, że pozwala on wyrażać sobą tylko potrzeby skonstruowane wcześniej przez rynek? „Paw królowej” to literatura krytyczna. Wracając do głównego przesłania Platy, zauważyć wypada, że jeśli ktoś umie poradzić sobie w dżungli, nie znaczy jeszcze, że jest zwolennikiem prawa dżungli. To, że wymieniani przez Platę skutecznie poruszają się wolnorynkowej Polsce, nie znaczy, że ten wolny rynek kochają, albo że ich bunt jest jedynie pozorny.
Być i mieć – ta gra jest jednym z przeznaczeń tego pokolenia. Zawłaszczenie przez rynek pozwala im zarabiać i samodzielnie żyć, ale równocześnie zmniejsza ich możliwości komunikowania, odbiera jad ich płótnom, sztukom, filmom. Pozostawia rozczarowanie – zwracają się więc do tych środowisk, które produkują i kolportują idee i sensy, a wolny rynek – jak „Krytyka Polityczna” – umieją wykorzystać do tworzenia ludzkiej alternatywy.
Wydaje się więc, że dziś to nie sztuka, teatr czy film wywierają najsilniejszą kulturową presję na dyskurs publiczny i nie tylko w nich należy szukać opisów pokolenia. Trzeba ich też szukać w tematach publikacji takich pism jak „Recykling idei” czy „Le Monde Diplomatique”, w społecznym aktywizmie Katarzyny Bratkowskiej i Agnieszki Graff. Kulturowy opór po 1989 roku zaczął „Brulion”, podjęła go i kontynuowała sztuka krytyczna lat 90. Dzisiaj pałeczkę w tej sztafecie przejęły środowiska młodej lewicy. To one tworzą nową modę – modę na to, żeby wiedzieć i rozumieć. I żeby tymi narzędziami zmienić świat, w którym żyją.
Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 21-22 kwietnia 2007 pod tytułem „Młodzi chcą i być, i mieć”
Na podobny temat
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły. Zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |