Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Zarządzanie zamiast rządzenia Drukuj
Julian Kutyła   
22.04.2006
Czy jedynym sposobem lewicy na wyrwanie się z dryfu ku centrowej bezideowości jest wskrzeszenie teologii politycznej? Chantal Mouffe, wykładowczyni teorii politycznej w londyńskim University of Westminster, w swojej pierwszej wydanej po polsku książce „Paradoks demokracji” stara się nas przekonać, że droga do nowego lewicowego projektu prowadzi przez myśl Carla Schmitta.
Na pierwszy rzut oka trudno traktować tę deklarację poważnie. Schmitt to przecież objęty po II wojnie światowej anatemą filozof polityki, prawnik i teolog, członek hitlerowskiej Rady Państwa. Po otrzymaniu nominacji z rąk samego Göringa oświadczył, że jest ona dla niego większym zaszczytem niż Nagroda Nobla. Paradoksalnie okazuje się on jednak trafnym analitykiem problemów nękających współczesne demokracje. A jego krytyka demokracji liberalnej - punktem wyjścia dla nowego lewicowego projektu, demokracji radykalnej.

Demokracja bez konfliktów?

Podstawowym problemem współczesnej demokracji jest według Mouffe utopijna wizja demokracji bez konfliktów, możliwego porozumienia ponad wszelkimi podziałami. Jednym z symptomów tego problemu jest utożsamienie demokracji z ideą Rechtstaat [państwa prawa] i obroną praw człowieka. Utożsamienie demokracji z przejrzystym systemem prawnych procedur redukuje konfliktowy charakter demokracji i w zasadzie sprowadza rządzenie do sprawnego zarządzania. Kluczowy dla demokracji, polityczny spór polityczny o kształt ładu społecznego zostaje zastąpiony aplikacją zestawu reguł, „jedynie słusznych rozwiązań”, przez oświeconego technokratę.
Zamiast polityki dostajemy technologię „zarządzania procesem politycznym”. Zrozumienie tej redukcji nie daje się jednak sprowadzić ani do pewnego rodzaju „politycznej naiwności” czy też żarliwej wiary w racjonalny konsens. Pod pozorami neutralności i racjonalności ofiarowanych przez ideę państwa prawa należy dostrzec, że ta eliminacja konfliktu z demokracji maskuje nieuniknione wykluczenia i relacje władzy.
Bowiem za przedstawieniem wizji rzeczywistości społecznej jako pozbawionej „poważnej” alternatywy stoi na ogół bardzo silna władza symboliczna. Jak pokazuje przykład polskiej transformacji władza taka może odwoływać się do argumentów „czysto technicznych” (jak np. wskaźnik PKB czy inflacji). I w ten sposób z łatwością zapisać ogromne grupy ludzi po stronie nieuchronnych kosztów. W warunkach „polityki bez polityki”, gdy wszelki spór polityczny staje się niemożliwy, „argumenty techniczne” okazują się jedynymi racjonalnymi, a wykluczenia - naturalnymi. Przeciwnikom politycznym wytrąca przy tym z ręki oręż powtarzaniem samopotwierdzającej się mantry, że przecież „innej drogi nie ma”. Co w konsekwencji zostaje wyparte poza polityczną świadomość?
Wymieńmy dwie podstawowe kwestie: po pierwsze, żaden system reguł zarządzania społecznym porządkiem nie jest samowystarczalny i w pełni przejrzysty, a u jego podłoża zawsze tkwi niesprowadzalny do tego systemu moment „decyzji par excellence”. Eliminacja owego irracjonalnego momentu decyzji nie jest możliwa, a próba stworzenia w pełni samowystarczalnego systemu prawnych norm przypominałaby Borgesowski koncept mapy równie wielkiej jak państwo. Jak pokazał Schmitt w eseju „Teologia polityczna”, analizując kluczowe dla myślenia o państwie pojęcie „suwerenności”, łatwo można wykazać niemożność wyprowadzenia wszystkich decyzji politycznych z jakiejś prawnej normy. W skrócie problem utożsamienia demokracji z ideą państwa prawa można ująć następująco: wyparciu ulega tu fakt, że demokracja jest nieodłącznie związana z problemem władzy.
Co więcej, wyparciu ulega jeszcze inna traumatyczna prawda, o której wielu polityków stara się zapomnieć - uznając ją za wyświechtany slogan - że demokracja to nic innego jak władza ludu. Psychoanalityczna metafora wyparcia jest tu całkiem na miejscu. Czyż bowiem zwycięstwo PiS czy podobnych mu partii nie daje się zinterpretować w kategoriach powrotu obu tych prawd, jakże skutecznie wypartych z symbolicznego arsenału politycznych komentatorów?

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Zwycięstwa ugrupowań prawicowych odwołujących się do „gniewu ludu” są szczególnie problematyczne dla lewicy, której dotychczas wydawało się, że posiada monopol na reprezentowanie uciśnionych mas. Bowiem to właśnie lewica dała się uwieść wizji polityki uprawianej „poza lewicą i prawicą”, jak głosił swego czasu jeden z manifestów „trzeciej drogi”, opublikowany przez głównego jej ideologa - Anthony’ego Giddensa. Hasło „trzeciej drogi” było przy tym przykrywką dla przekonania, że w zasadzie jest tylko jedna droga - rynek, z którym walka jest równie produktywna jak kopanie się z koniem.
Tym samym doszło do całkowitego odwrócenia tradycyjnych ról politycznych. Oto tzw. prawica, z ideologicznym rozmachem reformując państwo, generowała budżetowe dziury, a pragmatyczna tzw. lewica, prowadząc politykę zgodną z oczekiwaniami rynków finansowych, starała się te dziury łatać. Czyniła to, zaciskając pasa najczęściej na tych, na których najłatwiej go zacisnąć - na najuboższej części społeczeństwa. Jako lekarstwo na wszelkie społeczne bolączki serwowała zaś wizję członkostwa w Unii Europejskiej. Tymczasem to właśnie prawica potrafiła zagospodarować społeczne niezadowolenie ze zmian przeprowadzanych nad głowami „zwykłych ludzi”.

Kościół, rynek, polityczność

Czy wobec społecznej porażki forsowanego po 1989 r. projektu demokracji opartego głównie na wizji rozwoju gospodarczego, projektu, który okazał się generatorem społecznego rozwarstwienia, jedyną alternatywą jest demokracja oparta na moralności?
Schmitt, a za nim Mouffe, bez wahania odrzucają wizję społecznego świata sprowadzonego do wyboru między moralnością a gospodarką. Dla Schmitta była to wizja na wskroś liberalna. Wszak zarówno wobec rynku, jak i wobec sumienia stajemy w gruncie rzeczy jako wyizolowane jednostki, a nie jako członkowie zbiorowości.
Ten brak zbiorowych tożsamości i związana z tym prywatyzacja społecznego doświadczenia jest też podstawowym problemem posttransformacyjnej Polski. Między dwiema przestrzeniami zindywidualizowanego doświadczania świata - moralnością uobecnioną, czyli Kościołem, a rynkiem - zieje przeraźliwa pustka. „Polityka bez polityki” uprawiana w Polsce po 1989 r. dodatkowo utrudniała wytworzenie tożsamości zbiorowych, które pustkę tę mogłyby zapełnić. Fundamentalne dla Schmittowskiej definicji polityczności rozróżnienie „my - oni” w Polsce nie zostało ufundowane na sporze o pożądany kształt społecznego ładu. Wizja tego ładu mogła być tylko jedna - oparta na rozsądnym kompromisie. A ten kto wyrażał wątpliwości co do faktycznego braku alternatywnych scenariuszy narażał się na zakwestionowanie swoich zdolności moralnych czy umysłowych.
Chantal Mouffe buduje swój projekt demokracji radykalnej, idąc pod rękę ze Schmittem, ale tylko do pewnego miejsca.  Mouffe zbyt wysoko ceni sobie demokratyczny pluralizm, by zgodzić się na te dość złowrogo brzmiące wezwania do maksymalnej homogenizacji wyznaczonej przez słowo „my” politycznej wspólnoty. Jak kończy się zatem ta wyprawa? Złośliwi interpretatorzy Schmitta twierdzą, że doświadczeniem formującym jego pojmowanie polityczności była walka na śmierć i życie, starcie na bagnety, w okopach I wojny światowej.
Karykaturalną formę takiego zwarcia widzieliśmy na własne oczy w szamotaninie między PiS a PO. Oddana w formie symbolicznego skrótu konfrontacja wizji „Polski solidarnej” i „Polski liberalnej” (konfrontacja niewątpliwie zafałszowana, ale jednak na swój kulawy sposób wyrażająca podstawowy paradoks demokracji czyli konflikt między zasadą równości i wolności) ze sporu  pomiędzy politycznymi przeciwnikami, przeradza się we frontalną walkę z politycznymi wrogami. Jakakolwiek współpraca przestaje być możliwa.

Chantal Mouffe, „Paradoks demokracji”, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji TWP we Wrocławiu, Wrocław 2005

Tekst ukazał się w „Gazecie Świątecznej” z 22-23 kwietnia 2006.


Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.05.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.39896 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273