Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Zabójcze mity nowoczesności Drukuj
Jarosław Makowski   
03.09.2006
1.
Kto dziś okupuje rankingi wpływowych ludzi, jakie organizują rozmaite pisma od Władywostoku po Los Angeles? Jasne, że ci którzy odcisnęli piętno na naszej rzeczywistości – politycy, ekonomiści, gwiazdy show biznesu? Kiedy jednak uważnie przyjrzymy się owym rankingom, dojdziemy do wniosku, że wszystkie one są trefne. Jeśli jest rzeczywiście tak, że na tych listach znajdują się ludzie, którzy zmienili nasz świat, to brakuje na niej człowieka, który powinien otwierać każdy z takich rankingów. Co więcej, nie jest to ktoś, kto jest „gwiazdą jednego sezonu”, ale ktoś, komu pierwsze miejsce należy się już co najmniej od pięciu lat.

Czyny tego faceta wprawiają nas w przerażenie. Nasz styl życia zmieniamy w zależności od podejmowanych przez niego decyzji. Rządy naszych państw na nowo definiują polityczne i militarne cele, kiedy kaseta z nagranym przez niego przesłaniem w wyznaczonym przez niego czasie zostaje wyemitowana przez światowe stacje telewizyjne. Co więcej, każdy z medialnych gigantów zabiega, aby miał wyłączność na owe 30 sekund, w czasie których on przemawia. Sile jego wpływów nie oparły się nawet globalne korporacje, które już dawno za nic mają dyrektywy poszczególnych państw dotyczące przepływu kapitału, a okazuje się, że dziś swoje zyski lub starty uzależniają od jego działań. Musi więc dawać do myślenia, że nazwisko tego faceta próżno szukać na liście „wpływowych osobistości świata”. O kim mowa? Rzecz jasna o Bin Ladenie, i stworzonej przez niego „korporacji”, Al-Kaida.

Być może nieobecność Bin Ladena w tych rankingach jest wynikiem nieprzystawalności tej postaci do naszych standardów. Szef Al-Kaidy jest człowiekiem, który nie nosi garnituru od Armaniego, nie pomieszkuje w hotelach rodziny Hiltonów, nie używa platynowych kart kredytowych i nie lata Airbusami…. Nosi za to sandały, mieszka najprawdopodobniej gdzieś w jaskiniach na granicy afgańsko-pakistańskiej, a jeśli się już pokazuje, to jedynym jego znakiem rozpoznawczym jest przewieszony przez ramię kałasznikow, długa broda i turban. Bin Laden pasuje do naszego nowoczesnego świata jak pięść do oka. Czy zatem Al-Kaida i jej szef są symbolem powrotu średniowiecza? Czy jego pojawienie się to zapowiedz naporu barbarzyńców gotowych walczyć z nowoczesnym i cywilizowanym światem, w imię swoich zacofanych wartości?

2.
Na pierwszy rzut oka właśnie tak to wygląda. Tym bardziej, że o tej narzucającej się siłą oczywistości „prawdzie” przekonują nas renomowane dzienniki; jak choćby „New York Times” czy „Finacial Times”, gdzie ich wpływowi publicyści Martin Woolf czy Thomas L. Friedman niczym mantrę powtarzają: „11 września nastąpił atak islamskich faszystów na nowoczesność”. Tyle tylko, że – jak podpowiada zdrowy rozsądek – im bardziej jakiś pogląd zaczyna być obowiązujący, tym bardzie winniśmy poddać go krytycznej refleksyjni.

Wysiłku zakwestionowania przeświadczenia o archaiczności Al-Kaidy podjął się „niepoprawny” dziś brytyjski filozof, John Gray. To rzadki zupełnie w obecnych czasach przypadek myśliciela, któremu obce jest uczucie nakazujące obrony niczym niepodległości raz wyrażonych publicznie przekonań. Jak zauważył Corey Robin, politolog z Brooklyn College, legenda głosi, że Winston Churchill powiedział kiedyś, iż „jeżeli człowiek przed trzydziestką nie jest liberałem, jest pozbawiony serca, a jeżeli po trzydziestce nie jest konserwatystą, jest pozbawiony mózgu”. Naprawdę wcale tego nie powiedział, ale jego autorytet sprawił, że ta zgrabna, acz niewiadomego pochodzenia formułka zyskała status aksjomatu wszelkiej politycznej biografii: radykalizm jest przywilejem młodości, a konserwatyzm - wieku dojrzałego i każdy myślący człowiek w pewnym momencie odrzuca pierwszy na rzecz drugiego.

Sęk w tym, że w przypadku Gray’a jest zupełnie odwrotnie: do niedawna należał do grona konserwatywnych myślicieli ślepo popierających Margaret Thatcher i wypisywał poematy prozą na cześć wolnego rynku. Dziś z kolei głosi, że idea postępu i nieskrępowanego rozwoju, której bezmyślnie hołdują zachodni neoliberalni myśliciele, to jeden z najbardziej szkodliwych mitów, a „globalny kapitalizm może wyrządzić ludziom tyle samo krzywdy co kiedyś Związek Sowiecki” (C. Robin). Ostry zakręt? Jasne, i właśnie dlatego Johna Gray’a warto czytać. Po pierwsze, potrafił porzucić swoją niezłomną wiarę w dobrodziejstwa płynące z wolnego rynku, jako panaceum na wszelkie ludzkie bolączki. Po drugie, w podejmowanych przez niego zagadnieniach nie zadawala się powierzchnią opisywanego zjawiska, ale szuka drugiego, a czasami i trzeciego dna. Stąd jego skojarzenia, czy intelektualne figury szokują. Tak też jest w przypadku jego „gorącej” książki „Al-Kaida i korzenie nowoczesności”, w której kontynuuje analizy rozpoczęte wcześniej w „Słomianych pasch. Myśli o ludziach i innych zwierzętach” (2003), a które to refleksje dotyczą wydarzeń, jakie rozgrywają się na naszych oczach, bądź wręcz których to jesteśmy uczestnikami.

3.
Dla Gray’a dzisiejszy świat najeżony jest konfliktami. Poniekąd zawsze tak było, gdyż wojna to stały element rozstrzygania konfliktów między ludźmi i między państwami. Jednak novum obecnej polega na tym, że konflikty, do których dochodzi w różnych częściach naszego globu, to wojny nowej ery. Ich symbolem jest islamski terroryzm, który za cel obrał sobie przedstawicieli rządów i ludność cywilną. I choć terroryści rodzą się dziś jak grzyby po deszczu, to nie znamy dobrych narzędzi, jak ich poskromić. Być może dlatego, że źle rozpoznaliśmy przyczyny jego narodzin.

Jest faktem, notuje Gray, że miliony ludzi żyją dziś w świecie półanarchii. Szybki rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, że znaczne części Afryki, postkomunistyczna Rosja, w Afganistanie, Pakistanie, w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej, jak Kolumbia i Haiti, oraz w takich regionach Europy jak Bośnia, Kosowo, Czeczenia i Albania nie ma niczego, co przypominałoby skuteczne, nowoczesne państwo. Co więcej, upadek państwa, zdaniem Gray’a, jest po części skutkiem świadomej polityki. „W radosnych latach dziewięćdziesiątych władza państwowa była postrzegana jako relikt kolektywizmu - pisze. - Wycofanie się rządów było promowane jako niezbędny warunek ‘reformy rynkowej’. W praktyce zniesienie kontroli przepływu kapitału stworzyło kapitalizm kasyna, w którym gospodarka takich krajów jak Tajlandia czy Indonezja mogły zostać zrujnowane przez nagły napływ dużego kapitału spekulacyjnego. A jednocześnie uwolnienie przepływu kapitału spod kontroli państwem stworzyło ogromną przestrzeń dla ‘rajów podatkowych’, w których fundusze organizacji terrorystycznych mogą znikać bez śladu”.

Inną jeszcze konsekwencją ataku na państwo, jaką przeprowadzono w latach dziewięćdziesiątych, był rozpad Związku Sowieckiego. Efekt: tysiące naukowców, pracujących w kompleksie wojskowo-przemysłowym zostało pozbawionych środków do życia, a broń i inne niebezpieczne materiały do jej budowy były sprzedawane tym, którzy mieli pieniądze. Nikt nie pytał, kto ją kupuje, i do jakich celów przeznaczy. Tym sposobem zarówno bezrobotni naukowcy, jak niebezpieczna broń zostali przejęci przez rozmaite organizacje przestępcze.

Terroryzm, stwierdza Gray, żeruje na słabych państwach. Ale bywa i gorzej; mamy przypadki, że niektóre kraje wspierają terrorystów. Do takich państwa zalicza się Sudan czy Somalia, które dają Al-Kaidzie parasol ochrony. Jednak, co ciekawe, nie mają one żadnego, realnego wpływu na podejmowane przez nią działania. Dlatego właśnie fałszywa była teza, forsowana przez prezydenta Busha, że Irak Husajna mógł wspierać Bin Ladena. Tyrani nie wspierają tych, nad którymi nie mają całkowitej kontroli.

Al-Kaida nie jest więc reliktem przeszłości, ale tworem na wskroś nowoczesnym. I nie tylko dlatego, że jej przywódcy doskonale potrafią korzystać z osiągnięć nowoczesnej techniki; używają telefonów satelitarnych, laptopów i zaszyfrowanych stron internetowych. Bin Laden doskonale też wykorzystuje obraz telewizyjny do pokazywania swoich zaplanowanych i wyreżyserowanych seansów śmierci. Takim oczywiście był atak na World Trade Center z 11 września 2001, który prócz zasiania w nas strachu, miał jeszcze jeden cel; pokazywany wtedy, a dziś przypominany, ma mobilizować poparcie dla jego działań w krajach muzułmańskich.

Przejawem nowoczesności Al-Kaidy jest i to, pisze brytyjski filozof, że jej struktura nie przypomina dwudziestowiecznych partii rewolucyjnych, ale jest na podobieństwo komórkowych struktur karteli narkotykowych i sieci wirtualnych korporacji biznesowych; bez stałej siedziby, ale z aktywnymi członkami, działającymi w każdym niemal zakątku globu. Jednak przeniknięciem do tej siatki służb wywiadowczych zakrawa na cud. A to dlatego, że - przekonuje Gray – Al-Kaida jest zorganizowana na wzór licznej rodziny; wykorzystuje więzi zaufania je spajające, robi użytek z nieformalnych systemów bankowych, które mają globalny zasięg działania, i dokonuje transakcji trudnych do wyśledzenia. Dlatego na cud zakrawać musi przeniknięcie ludzi sił wywiadowczych do ich klanowych struktur. Świadectwem tego fakt, że niektóre ataki na amerykańskie ambasady w Afryce poprzedzały lata cierpliwych przygotowań. Próżne są również nadzieje, że zabicie szefa Al-Kaidy rozwiąże problem. Nic z tego – jej struktura jako że przypominająca sieć zupełnie odporną na taki cios.

4.
Tak czy inaczej, islamski fundamentalizm jest, podobnie jak komunizm i faszyzm zjawiskiem nowoczesnym. Nie dajmy się zwieść deklaracjom terrorystów. Choć głoszą oni, że nienawidzą Zachodu, to ich styl myślenia ukształtowany został w równym stopniu przez tradycję islamu, co i zachodnią ideologie. „Podobnie jak marksiści i neoliberałowie, islamiści uważają dotychczasowe dzieje za preludium do nowego świata – stwierdza filozof. - Wszystkich ich łączy przekonanie, że zdołają zmienić naturę człowieka”.

Zachód żywi takie przekonanie o „nowym świecie”, gdyż wierzy, iż - kiedy reszta świata przyswoi sobie naukę i stanie się nowoczesna - z konieczności stanie się też świecka, oświecona i pokojowa. Ufa również, że wiedzę, cnotę i szczęście łączy jakiś „nierozerwalny węzeł”. Tyle tylko, że już starożytni, przypomina brytyjski filozof, mieli świadomość, jak wielka jest to mrzonka. I – gdyby tylko ich dziś wskrzesić do życia – ani trochę nie dziwiliby się obecnym konfliktom. Realizmu, czy też poczucia tragiczności świata uczył starożytnych Eurypides, który w swych sztukach pisał, że wiedza nie może uchylić wyroków losu, a cnota nie chroni przed nieszczęściem. Ludzie jedynie mogą być dzielni i pomysłowi, ale nie spodziewają się, że wiele w zamian osiągną.

Działaniami Al-Kaidy też kieruje wiara, że świat da się zmienić. Nie za pomocą wiedzy czy nowych technologii, ale używając tych nowoczesnych rozwiązań, za pomocą niepohamowanego terroru, który – zabijając niewinnych ludzi - ma prowadzić do narodzin nowego porządku. „Przekonanie, pisze Gray, że terror może przekształcić świat, nie jest oczywiście wynikiem żadnej naukowej analizy. To jest wiara czysta i prosta. Równie pewne jest to, że to wiara specyficznie zachodnia”. A jeśli tak, konkluduje, to musi być gorzka; postęp wiedzy nie prowadzi do żadnej epoki rozumu, lecz jedynie dodaje nowych barw ludzkiej głupocie.

5.
Czy zatem jako ludzie Zachodu mamy się podać, skapitulować, zarzucić nasz sposób bycia, naszą ciekawość, która pozwoliła nam urządzić świat, w którym dziś żyjemy?

Możemy użyć siły. Pokusa jest wielka. A, jak powiadał Oscar Wilde, przezwyciężyć pokusę, to jej ulec. Tym bardziej, że pod względem militarnym Ameryka, dziś obrończyni i propagatorka zachodnich idei, nie ma konkurenta. Czyż nie należy więc użyć tej potęgi, by szerzyć Pax Americana? Czy zachodnie, a więc amerykańskie instytucje, prawa i styl życia, nie są tym wzorcem, który chce naśladować reszta świata? Przecież w głębi duszy większość ludzi to Amerykanie, większość mieszkańców ziemi chce tego, czego chcą Amerykanie.  Nie dziwi zatem, że Amerykanie uważają swój kraj za ucieleśnienie wartości uniwersalnych. A jeśli tak, to należy podjąć militarne działania prewencyjne, by pozbyć się reżimów, które hamują rozprzestrzenienia się amerykańskiego uniwersalizmu.

I administracja Busha takie działania podjęła. Szybko się jednak okazało, po pierwsze, że - co pokazują irackie doświadczenia - cena takiego przedsięwzięcia jest zbyt kosztowana, nawet jak na amerykańskiego hegemona. Po drugie, amerykańskie plany zmiany reżimów siłą budzą wrogość wielu krajów. Rok po atakach Al-Kaidy Ameryka była bardziej nielubianym niż kiedykolwiek. Zobaczywszy to wszystko, Gray powiada, przyszedł czas na realizm. A ten podpowiada, by Ameryka wyzbyła się swoich prozelickich zapędów, i porzuciła myśl o przekształceniu świata na własną modłę. „W każdym z realistycznych scenariuszy Stany Zjednoczone muszą nauczyć się żyć obok państw, które nie mają ochoty wyznawać ich wartości – pisze. A są to niemal wszystkie państwa na świecie”. Bo, paradoksalnie, to nie amerykańska realpolitik budzi dziś na świecie największą niechęć, lecz amerykański uniwersalizm.

6.
Jednak człowiek współczesny, o czym przekonuje Gray, nie może obejść się bez mitów. A już na pewno nie jest w stanie żyć bez nich polityka. Jednak kłopot z mitem nowoczesności jest taki, że przywiązuje on nas do nadziei na jedność, podczas gdy powinniśmy nauczyć się żyć z konfliktem. Innymi słowy: albo nauczysz się żyć z terrorem, przemocą, albo umieraj. Realizm Gray’a jest może i prawdziwy, ale jednak trudny do zaakceptowania.

Polityka, nie tylko potrzebuje realizmu, ale i odrobiny idealizmu. Przykładem takiego myślenia może być książka Michaela Walzera „Spór o wojnę”, który jako lewicowy intelektualista nie stracił kontaktu z rzeczywistością, co zdarza się w przypadku lewicowych myślicieli coraz rzadziej. Pisze, że za prawdziwe należy uznać stwierdzenie Carla von Clausewitz, że wojna, czy – jak chce Gray konflikt - to kontynuacja polityki innymi środkami. Ale, jak zaznacza Walzer, prawdziwe jest też zdanie przeciwne: „polityka to kontynuacja wojny innymi środkami”. A środki mogą być różne, i dlatego warto jej rozważyć. „Polityka jest formą pokojowego sporu, pisze, wojna gwałtem zorganizowanym. Wszyscy uczestnicy sporu, wszyscy aktywiści i bojownicy, po porażce politycznej zachowują życie, podczas gdy wielu uczestników wojny, zarówno żołnierzy, jak i osób cywilnych, traci je na skutek klęski militarnej – czy też zwycięstwa. Wojna uśmierca, i dlatego toczy się o nią tak zażarty spór”.

Zgoda, że wojny czasami nie sposób uniknąć. Ale nim się na nią ruszy, warto posłuchać przestrogi Churchilla: „Nigdy, przenigdy nie wierzcie, że wojna może przebiegać gładko i łatwo albo że ktokolwiek, kto porwie się na tę osobliwą podróż, zdoła ocenić siłę fal i huraganów, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć. Mąż stanu, który poddaj się wojennej gorączce, musi sobie zdawać sprawę, że z chwilą, gdy rozlegnie się sygnał, przestanie być panem polityki, stanie się natomiast niewolnikiem nieprzewidywalnych zdarzeń, nad którymi nie sposób zapanować”.

Tekst ukazał się w „Rzeczeczpospolitej” z 2-3 września 2006.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.09.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02439 Seconds