Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Trzy lewe ręce Drukuj
Andrzej Brzeziecki   

Robert Walenciak („Stara lewica mocno śpi” - „Gazeta” z 29 lipca) w poszukiwaniu nadziei dla lewicy przeczesuje lasy, w których siedzą politycy SLD, UP, SdPl - armie z przetrąconymi kręgosłupami. Wicenaczelny „Przeglądu” podpowiada politykom lewicy, kto powinien zacząć mówić ludziom, że lewica ma sens, ale już nie pyta, co jest sensem. Podpowiada jak przetrwać, ale nie stawia kwestii po co.

Problem w tym, że odpowiedź na to pytanie dla polityków sprawujących władzę w Polsce od 2001 r. byłaby nader kłopotliwa. Unikanie ich ogranicza więc pole manewru polityków „lewicy” do politycznych rozgrywek.

Kto powinien być przewodniczącym? No ten, który jest dobry w pyskówkach.

Do czego może sprowadzać się program lewicowych partii? Do wytykania błędów prawicy.

Co zaś jest największym zagrożeniem? Urządzane przez prawicę „igrzyska”: „komisje śledcze i procesy, zamierzone i niezamierzone ludzkie krzywdy” - jak pisał Walenciak.

Roztrząsanie głębszych zagadnień musiałoby skończyć się konkluzją: „przepraszamy, odchodzimy”. Kto wie, czy dla polityków SLD-UP-SdPl nie byłoby to wyjście bardziej honorowe niż opisany przez Walenciaka „wariant gajowego”, który wszystkich pogoni. Tym gajowym ma być „nowe pokolenie, dla którego nie ma już granic, będzie bardziej otwarte na świat i - w sensie zachodnioeuropejskim - bardziej lewicowe”.

Przegrać wybory z prawicą to polityczna porażka, ale zostać pogonionym przez tych, w których imieniu się chce przemawiać, to już klęska.

Skompromitowani

Ale właśnie szansą dla lewicy byłoby, gdyby trójnogi potwór SLD-UP-SdPl został w lesie i tam sczezł. Przede wszystkim, dla nowego pokolenia rodowód ma znaczenie. A wszystkie te partie mają w sobie bakcyl PZPR i nawet mnie - urodzonemu w 1978 r. - po prostu nie pasują. Nie chodzi o to, kto budował socjalizm, kto ma krew na rękach, ani nawet o to, kto i jak zachowywał się po wprowadzeniu stanu wojennego. To ważne, ale już nie moje dylematy. Lecz nie mogę ufać ludziom, którzy w końcówce lat 80., gdy totalitarny system był do cna skompromitowany, robili kariery i budowali podstawy swoich wielkich fortun. A z takich rekrutuje się Stowarzyszenie Ordynacka skupiające najbardziej wpływowe postaci postkomuny. Tacy ludzie jak Czarzasty to pierwsi uczestnicy wyścigu szczurów w III Rzeczypospolitej. Tyle że już na starcie byli na reżymowym dopingu. Działalność polityczna nie jest dla nich drogą realizacji idei, ale sposobem na załatwianie interesów.

Ale nawet bez tego bagażu politycy SLD-UP-SdPl są skompromitowani. W SLD ciągle ważną rolę odgrywają działacze, których nazwiska padały w czasie przesłuchań komisji śledczej ds. Rywina. W szeregach UP wciąż tkwią takie brylanty jak Marek Pol czy Ewa Kralkowska. Zaś głównym zmartwieniem tej partii była niedawno groźba degradacji klubu parlamentarnego do pozycji koła po odejściu kilku posłów do tworzonej SdPl i związana z tym utrata apanaży. Nadzieja Walenciaka - premier Belka - ni stąd, ni zowąd (zapewne w ramach odchudzania administracji publicznej?) tworzy nowy urząd i na jego czele stawia jeden z filarów niesławnej ekipy Leszka Millera - Lecha Nikolskiego. A gdy na stanowisko szefa Agencji Wywiadu mianuje specjalistę, tyle że spoza układu, SLD od razu podnosi rwetes nie merytoryczny, ale czysto partyjny. Z kolei politycy SdPl najpierw wspierali ów rząd Millera, są odpowiedzialni za wszystkie jego poczynania, a teraz wokół rządu Belki wykonują niezrozumiały taniec-łamaniec: koalicja-opozycja.

Najjaśniejszy punkt rządu - plan Hausnera - jest racjonalny, jest konieczny, ale ten program to za mało, by uzasadniać istnienie lewicy. Podobne propozycje przedstawiłaby Platforma Obywatelska, gdyby dziś przejęła władzę. O nowym ministrze finansów mówi się, że to liberał. Dlatego nawet gdyby Belka i Aleksander Kwaśniewski stworzyli jakąś nową siłę, byłoby to ugrupowanie de facto centrowe, nazwane lewicą tylko dlatego, że inne domeny są już zarejestrowane.

Małpowanie prawicy

Prawica w Polsce nie ma kłopotu z uzasadnianiem swej racji bytu. Jest to plus minus wprowadzanie w życie, a przynajmniej głoszenie, wartości bliskich Kościołowi katolickiemu. „Lewica” takiej podpórki nie ma - idee rewolucji francuskiej są powszechne, a październikowej dawno skompromitowane. Natomiast umysły polityków SLD-UP-SdPl kształtowane były w zbyt siermiężnych czasach, by mogli oni stać się rzecznikami dwóch ostatnich rewolucji: obyczajowej i informacyjnej. Dlatego od 15 lat polską „lewicę” stać właściwie jedynie na małpowanie prawicy. Najpierw przejęła polityczną orientację na Zachód, potem wolny rynek. W naśladowaniu prawicy była tak konsekwentna, że jeszcze do niedawna z zawziętością broniła hasła „Nicea albo śmierć” i chrześcijaństwa w preambule do konstytucji Unii Europejskiej. Walenciak trafnie zauważa, że zachodnioeuropejska prawica „jest bardziej na lewo niż SLD…”. Kiedyś było to nawet pożyteczne, bo gwarantowało ciągłość proeuropejskiej i reformatorskiej polityki państwa, gdy prawica była w rozsypce. Ale odkąd SLD się podzieliło, a małpowanie prawicy oznacza hamowanie integracji europejskiej, ugrupowania SLD-UP-SdPl są po prostu niepotrzebne. Tyle że jeśli ktoś nie chce głosować na prawicę, to co ma robić? Niektórzy - sieroty po PRL - przeszli do Samoobrony, ale poparcie tej partii już nie rośnie, bo nie stanowi ona oferty, a raczej obrazę dla tych, którzy myślą. Zwiększa się za to grupa ludzi należących do partii „Trudno Powiedzieć” i „Nie Pójdę Głosować”. Wśród ludzi, dla których żadna partia - a więc i ta populistyczna - nie stanowi oferty, przeważają młodzi.

Jeśli Walenciak pisze: „Polska jest dziś krajem prawicowym. I nie chodzi o to, kto rządzi, ale o temperaturę społecznej debaty, o to, co uważa się za właściwe, a co za złe. O takie sprawy jak prawa kobiet, prawa mniejszości, stosunki pracodawca-pracobiorca, stosunek do nierówności społecznych, podatków, stosunki Państwo-Kościół”, to taki stan rzeczy jest wspólnym dziełem zarówno prawicy, jak i SLD et consortes. Po prostu „takie sprawy” nigdy nie były w polu rzeczywistego zainteresowania spadkobierców PZPR. I nie ma powodu wierzyć, że nagle się staną, jeśli ci politycy wciągną je znów na wyborcze sztandary.

Z drugiej strony, każda rewolucja ma swoje ciemne strony. Obyczajowa też. Obalenie skostniałych systemów wartości tworzy pewną próżnię. Co ją zapełni? Totalny permisywizm czy może rosnący w siłę, także w Europie, system wartości i religii tak spójny, że aż fundamentalistyczny, i z demokracją, wolnością oraz prawami człowieka niemający nic wspólnego?

Pobyt w komunistycznej zamrażarce osłonił Polskę od wielu zjawisk, które stały się udziałem społeczeństw Zachodu. Samo w sobie dobre wymieszanie się ras, kultur i religii tworzy wiele realnych problemów. Te problemy za dekadę, dwie dojdą też do Polski. Lewica jest rzecznikiem tolerancji, jej więc obowiązkiem jest poszukiwanie rozwiązań, by słowa: imigracja, islam - czy bliżej - Ukraińcy nie kojarzyły się Polakom z zagrożeniem. Już dziś trzeba śledzić postawy zachodnich państw UE i patrzeć, które przyjęte przez nie rozwiązania przynoszą dobre, a które złe skutki. Czy politycy naszej „lewicy” to robią?

Równie poważnym zaniechaniem jest lekceważenie wiedzy i edukacji jako czynnika rozwoju społecznego. Zachodnia lewica dawno już przekuła hasło równości na pojęcie równości szans. Tymczasem dla naszej to ładne, ale puste hasła. Gdyby SdPl poparła reformę systemu edukacji czy walkę z bezrobociem młodych choć z połową tej energii, z jaką zaangażowała się w batalię o waloryzację rent i emerytur… Ale ta partia dobrze wie, jaki elektorat rośnie w liczbę.

Ofiary kapitalizmu i lewicy

Tymczasem zostawienie młodych ludzi samym sobie to zgoda na nowe rzesze wykluczonych i skrajny przykład niewrażliwości społecznej. Ktoś kiedyś zauważył, że kapitalizm nie ma już wrogów, ale miewa ofiary. Kolejne roczniki wypluwane przez uczelnie wyższe - nie mówiąc już o tych gorzej wykształconych - to „ofiary” rodzimej wersji kapitalizmu i wyzwanie dla lewicy. Liczba absolwentów szkół wyższych wzrosła w ostatniej dekadzie trzykrotnie, tymczasem wśród bezrobotnych ludzie młodzi stanowią ponad 30 proc. Co czuje człowiek ze świeżym dyplomem dobrej uczelni, który od kilku miesięcy nie może znaleźć pracy? Gniew i frustrację płynącą z odkrycia, jak niewiele ten dyplom jest wart.

”Lewica” w Polsce nie ma też żadnej wizji integracji europejskiej. Wiadomo, jakiej Europy chce Roman Giertych z Ligi Polskich Rodzin, wiadomo, jaka Europa śni się prof. Bronisławowi Geremkowi z maleńkiej Unii Wolności, ale co chodzi po głowach Borowskiego, Janika czy Jarugi-Nowackiej?

Wreszcie, polska „lewica” milczy w sprawach tego, co dzieje się na wschód od Polski. Politycy SLD wypowiadali się w kwestii Iraku dokładnie tak jak politycy PO. Zachowywali jednak milczenie jeśli chodzi o tragedię Czeczenii, łamanie praw człowieka na Białorusi czy odwrót od demokracji w Rosji.

Niechybnie bliskie rządy prawicy tylko przypieczętują przechył na prawo naszego życia publicznego. Pierwsze tego objawy to choćby program „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego w publicznej telewizji przejętej przez człowieka Platformy Obywatelskiej czy postulaty przywrócenia kary śmierci. Czekają nas rządy kołtunów i ideologiczna ofensywa prawicy. To musi wywołać kontrę. Nałoży się ona na niezadowolenie młodych, które zazwyczaj obraca się przeciw aktualnie rządzącym.

I ci, którzy tę kontrę uruchomią, a zarazem będą umieli odpowiedzieć na wyzwania czekające Polskę w zjednoczonej Europie, nadadzą sens istnieniu lewicy w Polsce. Mogą liczyć na tych, o których pisze Walenciak, że „na coś czekają”.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 2 sierpnia 2004.

Komentarze
Dodaj nowy
Cezary  - j/w   |18.09.2004 19:46:34
Ciekawe. Nawet dobre.
Pytania:
1/ Czy to Pospieszalski jest w/g autora
kołtunem ?
2/ Co śni się prof. Geremkowi ?
3/ Czy dobrze się domyślam, że
Janikowi i Borowskiemu śni sie władza ( czytaj kasa ) a Jarudze-Nowackiej nic
sie nie śni ?
Cezary  - j/w   |18.09.2004 19:47:50
Ciekawe. Nawet dobre.
Pytania:
1/ Czy to Pospieszalski jest w/g autora
kołtunem ?
2/ Co śni się prof. Geremkowi ?
3/ Czy dobrze się domyślam, że
Janikowi i Borowskiemu śni sie władza ( czytaj kasa ) a Jarudze-Nowackiej nic
sie nie śni ?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99947 Seconds