|
Na złodzieju czapka gore. Naczelny redaktor „Newsweeka”, wyrażając
na końcu swojego listu żal i przepraszając, jak się okazuje, dobrze
wie, co zrobił i dlaczego tak wielu ludzi w Polsce mogło poczuć się
obrażonych i zaszokowanych przedostatnim numerem tego tygodnika. Przypomnijmy,
ów „tekst przestrzegający przed narastającym problemem antysemityzmu”,
jak przedstawia go nam dziś Tomasz Wróblewski, zatytułowany jest „ŻYDZI
WRACAJĄ PO SWOJE”. Podobny tytuł „Żydzi odbierają swoje” krzyczy z
okładki, na której widnieje dłoń obwieszona zardzewiałymi kluczami
wykopanymi z popieliska w Jedwabnem. Obok tytułu w reportażu
znajdują się trzy pisane wielkimi literami śródtytuły. Oto one: „ZNÓW
BĘDZIE JAK PRZED WOJNĄ. NASZE ULICE, ŻYDÓW KAMIENICE. MIESZKAŃCY ŁOMŻY
I JEDWABNEGO ŻYJĄ W STRACHU PRZED RESTYTUCJĄ ŻYDOWSKIEGO MIENIA”, „JAK
ZACZNĄ ODDAWAĆ, TO NIC NIE ZOSTANIE. CO DRUGI DOM NALEŻAŁ TU DO ŻYDÓW”,
„JAK POWIESZ, ŻE ODDAWANIE MAJĄTKU ŻYDOM TO GŁUPOTA, ODKRZYKNĄ, ŻEŚ
ANTYSEMITA”. Jeśli według naczelnego „Newsweeka” można w ten sposób
kogoś urazić tylko „bezwiednie, mimowolnie, wbrew dobrym intencjom”, to
jest gorzej, niż myśleliśmy. Zdaniem naczelnego „Newsweeka”
tak właśnie wygląda „społeczna misja opisywania świata”, dla której nie
znajduje on zrozumienia w takich pismach, jak: „Gazeta Wyborcza”,
„Tygodnik Powszechny” czy „Krytyka Polityczna”. My nie tak rozumiemy
obiektywne dziennikarstwo, choć nie wątpimy w marketingowe umiejętności
Tomasza Wróblewskiego, któremu znane wydawnictwo Axel Springer
powierzyło prowadzenie polskiej edycji tego cieszącego się dobrą renomą
w innych krajach pisma. Nie wątpimy więc, że zdaje on sobie sprawę, że
wymowa tekstu zależy od tego, jak zostanie on podany. To redakcja
decyduje o tym, jakie wrażenie pragnie wywołać u odbiorcy. Do tego
służy okładka, wybijanie takich, a nie innych treści na lead,
wytłuszczenia. I za wrażenie to redakcja ponosi intelektualną, moralną
i prawną odpowiedzialność. Nie zarzucaliśmy „Newsweekowi”
antysemityzmu, tylko komercyjne zdziczenie, żerowanie na najgorszych
polskich odruchach. Tomasz Wróblewski podaje antysemitom 400-tysięczną
tubę, cytuje ich wszystkie, nawet najobrzydliwsze wypowiedzi,
najczęściej bez komentarza. Ze społecznego punktu widzenia nie ma
większego znaczenia, czy się pod tym podpisuje, czy chodzi mu tylko o
zyski pisma. Prezes Axel Springer Polska Wiesław Podkański w
innej odpowiedzi na nasz tekst mówi: „«Newsweek« cieszy
się autonomią poglądów, a dobór tematów i sposób ich prezentowania
zależy tylko od dziennikarzy tygodnika”. Obyczaj godny
pochwały. Komu zostanie powierzone stanowisko naczelnego, zależy jednak
od wydawcy. Poza tym zgodnie z prawem prasowym obok redaktora
naczelnego także wydawca odpowiada prawnie za treści, które publikuje.
Axel Springer zresztą, jak dowodzi sam Wróblewski, nie jest tak
zupełnie obojętny na inne wartości niż zysk. „To jedyne na świecie
wydawnictwo, które głosi i egzekwuje od swoich dziennikarzy
przestrzeganie idei pojednania ze środowiskami żydowskimi i oficjalnie
opowiada się za prawem do istnienia Państwa Izrael”. Mimo
komicznego charakteru tego ostatniego stwierdzenia - odkąd to
wydawnictwa oficjalnie wypowiadają się w sprawach legalności państw? -
pierw-sza jego część, niestety, przemawia przeciwko redakcji, która
idei tych nie rozumie i dała dowód absolutnego braku wrażliwości w tej kwestii. Nie zamierzamy jeszcze raz wymieniać pozostałych
haniebnych praktyk, które wypunktowaliśmy w naszym liście, a które
Tomasz Wróblewski zbył milczeniem. Jeśli reportaż ten „przestrzega
przed narastającym problemem antysemityzmu”, to „Nie” Urbana nie robi
od lat nic innego, jak tylko przestrzega przed narastającym problemem antyklerykalizmu. Nie będziemy się z Wróblewskim
przekomarzać, kto kogo nieuczciwie cytuje. My także polecamy wszystkim
zdezorientowanym lekturę tego reportażu. Zresztą nie tylko my go
przeczytaliśmy i oceniliśmy, ale także co najmniej kilkadziesiąt osób
(w tym kilku dotychczasowych autorów i współpracowników „Newsweeka”),
które podpisały niezależnie od siebie różnego rodzaju listy otwarte i
protesty w tej sprawie. W tym jeden skierowany do prokuratury. List ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 14 kwietnia 2004
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...