Nowość w sklepie KP

kp20_przod_100px.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Felieton gorączkujący
 -viking (50 komentarzy)
Moja siostra Henryka Bochniarz
 -Zamorano (15 komentarzy)
Ssaki Ciernistych Krzewów
 -Zamorano (18 komentarzy)
polska_OST_NEW01m.jpg

Przegląd prasy

CYTAT DNIA

gra polega na ciągłym rozwijaniu
cywilizacji

własnej

od jej początku dziejów
w epoce pierwotnych społeczeństw
do futurystycznych czasów zasiedlania kosmosu

celem gry jest podbój świata
czyli wyeliminowanie konkurentów

zgon wywołuje szereg skutków
przez co jest to szczególne zdarzenie
stwierdzane w akcie na podstawie karty

a w razie niemożliwości jej sporządzenia poprzez stwierdzenie lub uznanie

lub

wysłanie w kosmos statku i założenie kolonii
na jednej z planet w układzie słonecznym Alfa Centauri

niektóre skutki zgonu [edytuj]
obowiązek wystawienia
prawo pochowania
dziedziczenie sukcesja praw i obowiązków ustanie wygaśnięcie ochrony

kult pamięci

o zmarłym

Jarosław Lipszyc, Cywilizacja śmierci
Advertisement
Szyk, pogarda, dobro wspólne Drukuj
Agnieszka Graff, Magda Mosiewicz, Jakub Janiszewski   
11.06.2007
Nowa Lewica „ubiera się” szykownie lecz cynicznie; porzuca „etykę” dla „estetyki” - tak nas podsumowały Joanna Tokarska-Bakir i Anna Zawadzka („W co się ubiera nowa lewica”, „Gazeta Świąteczna” z 26-27 maja b.r.). Ich zdaniem nowy lewicowiec zapomniał o ideowości, poświęceniu i „etosie ofiarnictwa” i zamienił się w „celebrytę”, który promuje własną osobę i ośmiesza prostego człowieka.

Autorki rozdają razy ciężką ręką. Zarzut pogardy wobec ofiary wykluczenia to ostra amunicja. Ale co właściwie zrobili ci „oświeceni lewicowcy od pogardy”, ci cyniczni esteci? Kradli, kłamali, korumpowali? Nie, ktoś wydał książkę współczesnego filozofa francuskiego o św. Pawle. Ktoś opowiedział się przeciw cenzurze obyczajowej. Ktoś napisał artykuł o tym, dlaczego w Polsce nie używa się prezerwatyw.

Skąd tyle agresji i niechęci wobec tych działań? Jeśli „Krytyka Polityczna”, Zieloni 2004 czy osoby o zbliżonych poglądach i wrażliwości nie są w stanie zrealizować ideału lewicy obu autorek, to czemu, zamiast pouczać, czego robić nie wolno, nie podpowiedzą, co i w jaki sposób należałoby uczynić, aby skutecznie restytuować w Polsce myśl lewicowo-liberalną? Czy, bacząc na skutki swojego tekstu, mogą z ręką na sercu powiedzieć, że przybliżają nas do celu, jakim jest powstanie ich wymarzonej lewicy?

Niestety, ich krytyka wpisuje się w polskie piekło, gdzie każdy, kto próbuje coś robić, zostanie ściągnięty w dół i unurzany w smole frustracji i prywatnych animozji.

Donos zamiast polemiki

To nie „Nasz Dziennik” odsądził nas od czci i wiary, lecz dwie lewicowe antropolożki. Spojrzały przez „etyczne” okulary i zobaczyły w nas pogardliwców, pornografów, mizoginów. Zasada kompozycyjna ich ataku to skrzyżowanie plotki i donosu. Przykłady „estetyzmu” - to po kilka wyrwanych z kontekstu zdań kilku osób.

W tekście o nowej lewicy nowa lewica nie została choćby pobieżnie zdefiniowana. Została wyliczona z imienia i nazwiska. Autorkom wszystko komponuje się ze wszystkim - przemysł porno z walką o obwodnicę Augustowa, intelektualne interpretacje św. Pawła z Tarsu z ryzykownymi zachowaniami seksualnymi nastolatków w kontekście epidemii HIV. Co ma piernik do kanalizacji? Nic. I o to właśnie chodziło. Bo nowa lewica w tym ujęciu to nie światopogląd, lecz grupka zapatrzonych w siebie narcyzów, gardzących słabszymi.

Czy atakując „Krytykę Polityczną”, nie można się było powołać się na któryś jej z tekstów programowych? Czy nie należało odnieść się do programu partii Zieloni 2004, której Magda Mosiewicz jest współprzewodniczącą, zamiast recenzować ją na podstawie… zdjęcia z Doliny Rospudy umieszczonego na blogu? Agnieszka Graff ma za sobą wieloletnią działalność na rzecz praw kobiet, książkę, artykuły prasowe i programy telewizyjne. Tu została uznana za programową hedonistkę na podstawie kilku zdań wypowiedzianych w dyskusji. Dlaczego przywołany został tekst Kingi Dunin, będący omówieniem książki francuskiego filozofa, a zignorowano takie teksty jak „Podatki są fajne” czy „Niewidzialna noga rynku”? Czy tak jest „etycznie”?

Ciekawe też, czy czytelnicy „Gazety” domyślili się, że brutalny macho z artykułu Tokarskiej-Bakir i Zawadzkiej to ten sam Janiszewski, który na antenie Tok FM od kilku lat prowadzi wywiady z prawnikami, działaczami społecznymi, naukowcami, i który oświadczył w trakcie programu: „Jestem gejem”. Czy w polskich warunkach publiczny coming-out to szykowny, abstrakcyjny żart?

Czy wreszcie „swobodną dezynwolturą” jest zakładanie lewicowej partii politycznej? Tych, którzy tak myślą, informujemy, że wiele osób mimo sprecyzowanych poglądów politycznych nie zdecydowało się kandydować w wyborach z lęku o utratę pracy.

Za „estetyczność” oberwał program Gender Index z hasłem “Równi w pracy. To się opłaca” oraz studenci UW, którzy na film dokumentalny o nędzy w Trzecim Świecie przyszli ze względu na ścieżkę dźwiękową. Zgoda, hasło jest przejawem myślenia marketingowego, a studenci zachowali się w sposób typowy dla pokolenia wychowanego na neoliberalnej propagandzie – jak konsumenci. Tylko co te charakterystyczne dla współczesnego kapitalizmu zjawiska mają wspólnego z nową, czy w ogóle z jakąkolwiek lewicą? Nic. Opisane zjawiska łączy tylko niechęć autorek.

Lud i wykształciuchy

Podział na etyczne i estetyczne, z pozoru zręczny, w istocie reprodukuje PIS-owski podział na cnotliwy, tradycyjny lud i rozpasanych, liberalnych wykształciuchów. Na normalnych i zwyrodnialców. Znamy ten ton, znamy te karcące spojrzenia, to pełne wyższości wydęcie ust. Żyjemy w kraju, gdzie słowo „tradycja” rymuje się ze słowem „świętość”, a jedyny wyobrażalny uniwersalizm to uniwersalizm katolicki. Dlatego lewicowości, która z definicji wchodzi w spór z tradycją, tak łatwo przylepić łatkę „cynizmu”.

Wedle tego podziału Tadeusz Rydzyk jest etyczny, a Kazimiera Szczuka estetyczna. Kiedy podczas debaty nad projektami zaostrzenia prawa do usuwania ciąży na ulicy gromadziła się Rodzina Radia Maryja i nawoływała do ubezwłasnowolnienia kobiet, mediom wydawało się to podniosłe i „etyczne”, bo chodziło o „życie”. Kiedy zaś gromadzili się zwolennicy prawa do wyboru, słyszało się nie tylko oskarżenia o „ekstremizm”, ale także o brak powagi i elitarność.

Rozróżnienie na estetyczne i etyczne ma charakter piętnujący. Proponujemy inny podział: z jednej strony lewicowy projekt polityczny, z drugiej - czułostkowe inteligenckie moralizatorstwo. Z jednej strony spokojna analiza, rozmowa z ludźmi i działanie, z drugiej - mentalność „dobrej pani”, która z troską pochyla się nad biednym „ludem”, unika jednak dyskusji o ekonomii, bo tę zostawia „ekspertom”. Za to świetnie jej idzie rozdawnictwo ról: wykluczającego i wykluczanego, kata i ofiary.

Trzeba wielkiej pewności siebie lub wielkiej niewiedzy, by tak sprawnie wskazać, kto jest ofiarą w przemyśle porno, kto w walce o zachowanie doliny Rospudy, a kto w świecie przypadkowego seksu niosącego ze sobą ryzyko przekazania wirusa HIV.

Autorki wiedzą z góry to, czego my nie jesteśmy pewni i przypisują nam skłonność do niegodziwych interpretacji.

Cenzorki i sex-workerki

Dobrze, że ministrem nauki i szkolnictwa wyższego nie jest Marek Jurek, bo po rewelacjach naszych autorek Agnieszka Graff mogłaby mieć kłopoty w pracy. Przywołano fragment jej wystąpienia sprzed kilku lat, sugerując, że jej głównym zajęciem jest wychwalanie pornografii wobec studentów UW. Tymczasem teza Graff na ten temat jest bardziej złożona i znacznie mniej chic, niż wynika z cytatu. Nie lubi komercyjnej pornografii, bo jest brutalna, bo w oczywisty sposób uprzedmiatawia i upokarza kobiety. Jednak zakaz prawny uważa za nieegzekwowalny (choćby z powodu istnienia Internetu), i politycznie ryzykowny (bo atak na to, co w pornografii seksistowskie, zostanie odebrany jako atak na seks, zmysłowość, wolność). Wreszcie, dostrzega próby stworzenia pornografii alternatywnej, prokobiecej, nie-przemocowej – w tych osobiście nie gustuje, ale  jako badaczka kultury uważa rzecz za godną uwagi.

Istnieje porno tworzone z udziałem ludzi, którzy robią to z własnej woli, i sfera, gdzie dochodzi do przemocy. Granica bywa płynna, ale pozostaje istotna. Podobnie jest z prostytucją. Może nam się nie podobać fakt, że jednym z krążących w kapitalizmie towarów jest kobieca intymność, cielesność. Może nam się nawet nie podobać sam kapitalizm. Nie znosi to jednak różnicy między kobietą, która swoją seksualność sprzedaje z własnej woli (w Niemczech czy Holandii może nawet należeć do związku zawodowego tzw. sex-workerek), a tą, która padła ofiarą handlu kobietami, została zgwałcona, pozbawiona wszelkich praw, odarta z godności. Nie każdy przejaw seksizmu jest przemocą. Tancerka z porno klubu może sobie nie życzyć, by antypornografki-moralistki na siłę podnosiły jej świadomość. W historii ruchu kobiecego odnotowano kilka spotkań feministek oburzonych pornografią z kobietami pracującymi w sex biznesie. Czy domyślacie się, co te drugie zarzuciły tym pierwszym? No właśnie - pogardę.

Empatia w czasach zarazy
   
Spójrzmy, jak wygląda święte oburzenie specjalistek od „ofiarnictwa” w ataku na Janiszewskiego. Artykuł „Biedni Polacy patrzą na HIV” był próbą pokazania, jak Polacy odsuwają od siebie zagrożenie związane z epidemią, przyczyniając się jednocześnie do jej poszerzenia. Autorki zarzucają Janiszewskiemu, że dystansuje się wobec kobiet i kobiecej seksualności w kontekście epidemii HIV. Rzecz w tym, że jego tekst był właśnie krytyką takowych dystansów obecnych w polskiej mentalności. Autor pisał o krzywdzie, jaką całemu społeczeństwu wyrządza wykluczenie jednej grupy - w tym wypadku osób zakażonych HIV. I nawoływał do postawy empatycznej.

Ale Tokarska-Bakir i Zawadzka chcą udowodnić tezę o pogardliwej lewicy i zrobią to nawet za cenę ewidentnych przekłamań. Dopiszą Janiszewskiemu, co chcą: że używa epitetów, tam gdzie ich nie używa, że poucza, tam gdzie nie poucza. Chłodna reportażowa narracja jako metoda opisu ludzkich dramatów jest dla nich wyrazem pogardy i oceny - jakby nie rozumiały podstawowych pojęć dotyczących stylu.

Interpretacja tekstu Janiszewskiego, jaką przedstawiły Tokarska-Bakir i Zawadzka to coś więcej niż dowolność - to przemoc. Ale złamanie wszelkich reguł nie przeszkadza autorkom zakończyć swojego wywodu pouczeniami. Piszą: „Istnieje wolność, ale nie dowolność interpretacyjna (…) Jeśli tę zasadę złamiesz, przekształcając mój tekst wbrew jego istocie, już tylko kwestią czasu będzie, gdy na własnej skórze przekonasz się o przydatności reguły epikei”. Otóż to.

Rozróba czyli Rospuda

Autorki oburzyło zdjęcie napisu „Ekolodzy terroryzujuą Augustów” na feministycznym blogu „Bez jaj”. Szkoda, że nie przeczytały dyskusji - bo ta dotyczyła właśnie nadużyć estetycznych. Grupa dzierżąca krzyż lub biało-czerwoną flagę uważana jest za „moralną” i „bogobojną”, choćby rzucała kamieniami, krzyczała na Manifie „Lesby do gazu”, a w obozie pod Augustowem: „Te, laski, jakby was domyć, może byście się do czegoś nadały”.

W medialnym przekazie - a także, o dziwo, w opinii Tokarskiej-Bakir i Zawadzkiej - grupa dzierżąca flagę lub krzyż, śpiewająca hymn czy „Boże coś Polskę” to naiwni prostaczkowie, lud boży. Zaś grupa trzymająca na demonstracji kolorowe baloniki to „celebryci” - choćby bronili konstytucji, państwa prawa, równości i wolności. Cóż, w realu podziały są mniej oczywiste. Ci, którzy byli w dolinie Rospudy, a nie tylko oglądali relacje telewizyjne, nie dzielili stron konfliktu na ciemną prowincję i oświeconych ekologów. Po obu stronach byli poszukiwacze rozwiązań i poszukiwacze mocnych wrażeń. Bywało, że grupy augustowian przychodziły rzeczowo dyskutować z ekologami. Zaś w obozie ekologów spotkać można było rozemocjonowanych młodzieńców, pałających bezwarunkową nienawiścią do pilnującej ich policji i nawet nie udających, że bronią prawa. Szkoda, że Rospuda posłużyła mediom - i naszym autorkom - do utrwalania narzucanych nam przez prawicę podziałów.
Ludzie, Lud i Teletubisie

Czy lewica ma zrezygnować z myślenia w kategoriach uniwersalistycznych, by nie urazić uczuć religijnych „ludu”? Czy ma ramię w ramię z Markiem Jurkiem walczyć o zakaz pornografii? Zaprzyjaźnić się z o. Rydzykiem, bo tam właśnie spotkać można „lud”?

Tokarska-Bakir i Zawadzka zdają się uważać, że ludzie gorzej sytuowani - czy to biedni, czy gorzej wykształceni, czy pozbawione samodzielności kobiety, czy ludzie mieszkający koło uciążliwej drogi - powodowani są jedynie przymusem ekonomicznym, nie prowadzą żadnych bezinteresownych działań, nie różnią się między sobą poglądami. Naszym zdaniem w takim myśleniu jest znaczna dawka pogardy. My w „ludzie” widzimy ludzi.

Autorki wierzą, iż inteligencja powinna z szacunkiem pochylać się nad wszystkimi, którzy są w gorszej sytuacji. Nie dyskutować jak równy z równym, nie przeciwstawiać się, tylko „pochylać się”, protekcjonalnie współczuć, ewentualnie pouczać. My zaś zakładamy, że wszyscy obywatele naszego państwa są ludźmi odpowiedzialnymi. Można się z nimi spierać, a kiedy przekroczą granicę śmieszności nie licującą z podejmowanymi działaniami publicznymi - można im to wytknąć.

Każda formacja kulturowo-polityczna ma swoją etykę i swoją estetykę. Szacunek i demokracja każą jednak przykładać tę samą miarę do argumentów różnych grup. Inaczej będziemy zmuszeni z powagą i szacunkiem traktować nie tylko błędy ortograficzne na transparentach, ale wszelkie „moralne” inicjatywy LPR - ot, choćby w kwestii gejostwa Teletubisiów i torebki Tinky-Winkiego.

Gdzie ten szyk?


Nasza wizja lewicy jest, wbrew temu, co piszą Tokarska-Bakir i Zawadzka, głęboko etyczna. Opiera się na kategorii dobra wspólnego - w imię którego bogatsi płacą wyższe podatki, by nie powstawały obszary dziedzicznej nędzy i beznadziei. To dobro ma walor uniwersalistyczny: obejmuje zarówno katolików, jak ateistów, profesora wyższej uczelni i bezrobotnego z post-PGR-owskiej wsi, tradycyjne rodziny i pary lesbijek czy gejów.

W imię tego dobra, w imię podmiotowości, wolności i równych szans odmawiamy pochylania się z troską i zrozumieniem nad polską homofobią i antysemityzmem. Chcemy uczestniczyć w politycznym sporze, a nie w rytuałach wiktoriańskiej troski. Wielu z nas działa społecznie w organizacjach pozarządowych czy wolontariacie, ale jako istoty polityczne zmierzamy do zmiany stosunków społecznych, zmiany ram debaty publicznej - i na niewiele zda się tutaj kultura „ofiarnictwa” .

Po tysiąckroć słyszeliśmy, że nie rozwiązujemy „prawdziwych problemów”, nie potrafimy sprawić, by poprawiła się sytuacja ekonomiczna wykluczonych, a zajmujemy się np. jakimś abstrakcyjnym feminizmem. Tymczasem, gdyby w Polsce powszechniejszy był feminizm, być może lepiej wyglądałaby sytuacja materialna samotnych matek. Na razie tzw. alimenciary, wielki kobiecy ruch społeczny, poparły PiS, startując w wyborach z jego list. Poparły formację, która kobiety samotne uznaje za niepełnowartościowe i niemoralne. Cóż, nie doczekały się funduszy na utrzymanie i rozwój dzieci. Górą tradycja, górą „wartości”!

Żyjemy w kraju rządzonym przez prawicę i populistów. Przez ludzi mściwych, nieufnych, chorych z nienawiści. W Europie Polska kojarzy się z groteskowymi wystąpieniami Giertycha, masową emigracją zarobkową, łamaniem praw mniejszości, niszczeniem przyrody. Jeśli celem Tokarskiej-Bakir i Zawadzkiej jest wzmocnienie w Polsce ideowej lewicy, to atakowanie środowiska „Krytyki Politycznej” jako bandy bezideowych narcyzów nie było krokiem rozważnym. Niełatwo tworzyć lewicowy ośrodek wymiany myśli w kraju, gdzie lewicowość kojarzy się z sowiecką okupacją, sfery wpływów kulturowych dawno podzielono między Kościół a rynek, a uczciwi ludzie (w tym potencjalni sojusznicy lewicy) na samo słowo „polityka” odwracają się z niesmakiem.

Stając rano przed lustrem Nowa Lewica nie jęczy: „Ojej, nie mam co na siebie włożyć”. Rozgląda się raczej wokół siebie i pyta: „Gdzie ja jestem?” I widzi kraj, w którym scena polityczna podzielona jest między konserwatywnych populistów i konserwatywnych neoliberałów. Pocieszamy się, że skoro atakuje się nas z takim zapałem, to pewnie wreszcie powstaje potrzeba na inne rozdanie kart.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 9-10 czerwca 2007.

Na podobny temat




  Komentarze (1)
 1 Szyk, pogarda, dobro wspolne
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć , w dniu - 15.06.2007 05:19
Najlepszym sposobem na zadbanie o wspolne dobro jest doskonalenie sie samemu w milosci do blizniego swego.  
 
Koscioly od czasu do czasu glosza to z ambony, ale tego nie realizuja w praktyce. Bo gdyby to czynily nie mielibysmy juz dzisiej ani BOGATYCH i ani BIEDNYCH. Bo jesli naprawde kocham blizniego swego jak siebie samego to sie wszystkim z nim DZIELE. 
 
Jesli interesuje was co na temat obecnej sytuacji zyciowej Mowi Chrysus to zapraszam na strony internetowe „Zycia Uniwersalnego”. Wedrowke po tych stronach proponuje rozpoczac od: 
 
http://www.das-wort.com/polski/wort-gottes.html 
 
Zycze ofiarnej milosci i pokoju 
 
Staszek, wasz brat 44

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

Aktualizacja    ( 11.06.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »