Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sutowski: Ryśka nie da się już upupić Drukuj
Michał Sutowski   
19.03.2010

Hiena, autor przewodnika po burdelach, niechby sczezł w niskich kręgach piekieł - między innymi takie oto, mniej lub bardziej eleganckie życzenia i epitety spotkały ostatnio Artura Domosławskiego. Jego książka Kapuściński. Non-fiction wywołała debatę, jakiej dawno w Polsce nie było a głosy krytyków i zwolenników biografii Reportera Stulecia rozłożyły się nieraz zaskakująco. Były głosy do bólu przewidywalne (Piotr Semka), były nieszablonowe (Paweł Bravo, Igor Janke, Cezary Michalski, Jacek Żakowski). Były potępiające głosy „brązowników”, co ciekawe, najczęściej ze strony intelektualistów na co dzień przywiązanych do tradycji krytycznych w polskiej kulturze. Na szarganie świętości (nieraz bez czytania książki) oburzali się m.in. Stefan Bratkowski, Magdalena Środa i Władysław Bartoszewski a Tomasz Łubieński wypomniał autorowi plotkarstwo rodem z magla.

Recepcja książki pokazuje jednak coś więcej - że dla dużej części liberalnych elit inteligenckich Ryszard Kapuściński widziany oczami Artura Domosławskiego jest po prostu nieprzyswajalny. Źródłem tego problemu jest kilka całkowicie anachronicznych wyobrażeń na temat politycznej kondycji polskiego inteligenta. Symptomatyczny dla tego stanu rzeczy jest tekst Marka Beylina pod wiele mówiącym tytułem: Sprawa Ryszarda K.


Po kilku akapitach rytualnych pochwał książki, autor „Gazety Wyborczej” przechodzi do ataku i wytacza przeciw Domosławskiemu zasadniczy zarzut: braku empatii. Gdy ów pisze o wyolbrzymianiu przez Kapuścińskiego niebezpieczeństw, dla Beylina to dowód demaskatorskiej pasji biografa: „Domosławski komentuje twardo: «Wracają słowa jednego z przyjaciół: że swoją odwagę Kapuściński tworzył w literaturze; wiedział, że jest inny»”. Rzecz w tym, że Domosławski już za chwilę pisze: „Nie ma wątpliwości, że przez ćwierć wieku pchał się tam, gdzie niebezpiecznie; nieraz znajdował się w sytuacjach, które każdego przyprawiłyby o panikę i strach”.

Czy tak piszemy o kimś, kogo uważamy za tchórza? Podobnie w sprawie amerykańskiej edycji Szachinszacha, z której Kapuściński nakazał usunąć fragmenty o CIA. Domosławski podaje kilka możliwych interpretacji, ale odrzuca najbardziej małostkowe i wskazuje, że strach Reportera przed ujawnieniem przez Amerykanów jego współpracy z wywiadem PRL był uzasadniony - a to właśnie miało zaważyć na jego kontrowersyjnej decyzji. O empatii Domosławskiego świadczy nawet jego błąd - usprawiedliwia on kłamstwo Kapuścińskiego w sprawie ojcowskiej ucieczki z transportu do Katynia strachem przed lustracją - tyle, że nieprawdę na ten temat wypowiedział się on już w 1988 roku, gdy nikt nie planował IPN-owskich nagonek.


Beylinowska krytyka książki Domosławskiego najeżona jest mnóstwem fałszywych projekcji. Kiedy redaktor „Gazety” chwali niektóre walory biografii, „rozmiękcza” zarazem autora Wojny futbolowej: „Bohater sytuował się zawsze po stronie najsłabszych i dlaczego, widząc cynizm i bierność Zachodu, upatrywał nadziei na zmianę w miejscowych rewolucjach i buntach. Widzimy człowieka pełnego pasji i niezwykle kompetentnego, który rozumie, że na tamtych terytoriach nie ma prostych podziałów. Zachodnia demokracja kojarzy się tam częściej z wojną, grabieżą i opresją niż z wolnością”. Czyżby? Kapuściński nie widział bierności Zachodu tylko jak najbardziej czynną ekspansję neokolonialną. Nie ma prostych podziałów? Ależ są - tylko, że odwrotne do dzisiejszych: „- Dlaczego ta Afryka jest w twoich reportażach taka socrealistyczna? Dlaczego bojownicy są u ciebie świętymi, a ci drudzy bandytami? Przecież świat nie jest taki… - Trzeci Świat jest taki!”. Kapuściński nie wierzył w „złożoność” tamtych konfliktów (choć świadom był, że Moskwa traktuje narody Trzeciego Świata instrumentalnie) - dychotomiczny podział stron postrzegał wystarczająco jasno, żeby w Angoli sięgnąć po broń po stronie marksistowskiej partyzantki.


Bez pardonu Beylin potępia autora za tzw. obyczajówkę. Czy rzeczywiście sprawa jest tak oczywista? Spośród 564 stron gęstego tekstu, zaledwie 25 poświęca Domosławski sprawom obyczajowym, o seksualności nie pisze właściwie nic. Przekonania Beylina o zasadniczym podziale pomiędzy sferą publiczną i prywatną nie daje się obronić na gruncie współczesnej humanistyki. Biografia nie potrzebuje intymności? A może bez niej nie da się zrozumieć problemu tego, jaki był realny stosunek „starej lewicy” do kwestii emancypacji kulturowej? Może instrumentalne relacje i protekcjonalne traktowanie kobiet przez Kapuścińskiego mają jakiś związek z tym, że praktycznie nie występują one w jego książkach? Może kreowany wizerunek reportera-macho ma coś wspólnego z elementami zmyślenia i konfabulacji w jego twórczości? I wreszcie - może indywidualna wielkość jednostki bywa okupiona poświęceniem, graniczącym z upokorzeniem, innej jednostki, np. żony? Czy wzniosłe przemyślenia Mistrza o tym, że „Kobieta jest wyczekiwaniem. Stąd najwyższe wcielenie tej postawy - Penelopa” nie powinny dać nam do myślenia o jego stosunku do całej płci przeciwnej? Nie wolno zamknąć tych kwestii egzaltowanymi uwagami o „brudzie”, „smaku”, „empatii” i „wywlekaniu intymnych spraw” lub co gorsza z góry posądzać autora o pogoń za sensacją.


O kompletnym niezrozumieniu przesłania Domosławskiego najmocniej świadczy jednak co innego. Na wstępie swego artykułu Marek Beylin pisze w kontekście sławy: „bywa niebezpieczna dla biografów, gdyż płynna jest granica oddzielająca pisanie historii czyjegoś życia i demistyfikowanie legendy”. Co oddziela te dwa podejścia? Zdaniem Beylina - empatia, a chęć demistyfikacji legendy ma być objawem jej braku. Mniejsza o to, że taka opozycja przeprowadzona konsekwentnie oznaczałaby, że empatyczne pisanie o życiu bohatera musi reprodukować mitologię. Gorzej, że nie pozwala ona zrozumieć istoty projektu Artura Domosławskiego. Kluczem do niego mogą być słowa Wiktora Osiatyńskiego: „Rysiek stworzył wielkie dzieło. Jednak po to, ażeby to dzieło mogło zaistnieć, musiał również stworzyć samego siebie, swój własny obraz”. Rozpoznanie konfabulacji, odróżnienie prawdy i zmyślenia nie służy demaskacji oszusta - służy zrozumieniu tego, jak mógł zaistnieć i odnieść w świecie zasłużony sukces projekt pt. Ryszard Kapuściński - Reporter Stulecia. Zmyślenie i kreację, które Marek Beylin dopuszcza tylko w literaturze, Kapuściński traktował jako instrument oddziaływania na świat; rozumiał, że choćby i najwspanialsze reportaże i opowiadania, najszlachetniejsze idee, w których moc i wartość wierzył, nigdy nie znajdą posłuchu i zrozumienia na świecie, jeśli ich autorem będzie jakiś tam dziennikarz z peryferyjnej Polski.

Może postawione zarzuty, tak niezrozumiałe w kontekście atmosfery całej książki, mają charakter zastępczy? Może Artur Domosławski rzeczywiście postawił nas przed łamigłówką, do której rozwiązania - jak pisze Jacek Żakowski - nie posiadamy intelektualnych narzędzi? Może brakuje ich określonej formacji polskiej inteligencji - tej samej, która niegdyś czerpała siłę do antypolitycznej walki z systemem z etycznych wizji „życia w prawdzie”? I dla której busolę poznawczą stanowił liberalny sceptycyzm, przekonanie o nieredukowalnej złożoności świata, rodem choćby z pism późnego Leszka Kołakowskiego?

Kwintesencję postawy Kapuścińskiego-inteligenta biograf opisuje w kontekście artykułu, jaki napisał on w roku 1955. Miał to być reportaż dezawuujący Poemat dla dorosłych, ale ostatecznie okazał się tekstem jeszcze bardziej krytycznym niż utwór Ważyka: „Kapuściński wynosi z tej historii trzy nauki. Dowiaduje się, że pisanie to ryzyko i że za napisane słowa ponosi się konsekwencje. Przekonuje się również, że słowo napisane może zmieniać rzeczywistość. Wreszcie - i tego uczy historia z cenzorem - że powodzenie w sferze publicznej polega również na «załatwianiu» spraw nieformalnymi kanałami, na budowaniu sieci osobistych kontaktów z ludźmi władzy. Jeśli ma się kolegów tu i tam, to w razie czego pomogą”.

Z punktu widzenia Kapuścińskiego PRL jako całość jest w zasadzie neutralna etycznie. Uwikłanie w nią ma charakter przezroczysty, nie stanowi samo w sobie przedmiotu refleksji etycznej, choć można ważyć słuszność rozmaitych jego tendencji i poszczególnych ludzkich zachowań. Dla całej formacji polskich inteligentów wyrosłych w ruchu opozycji demokratycznej, tak zaprzysięgłych antykomunistów jak i renegatów systemu, taka postawa jest zupełnie niezrozumiała.

U inteligentów formacji Marka Beylina szczególną irytację budzić musi nie tyle polityczna afirmacja PRL-u, jaką aż do ogłoszenia stanu wojennego Kapuściński praktykował, ile właśnie zupełny brak etycznej refleksji nad nią - system realnego socjalizmu dla Kapuścińskiego jest przez bardzo długi czas „politycznym środowiskiem naturalnym”. W tym względzie okazuje się Kapuściński całkowitym przeciwieństwem np. Jacka Kuronia, dla którego i komunizm, i demokratyczny socjalizm, i niezależne społeczeństwo obywatelskie stanowiły przede wszystkim zagadnienia etyczne.


Dla wielu inteligentów zaangażowana postawa poznawcza Kapuścińskiego zakrawać musi na szaleństwo. O ile polski inteligent liberalny to raczej klerk, który w politykę angażuje się z racji etycznych (w obliczu Zła komunizmu bądź widma faszyzmu na horyzoncie), o tyle Kapuściński był faktycznie żołnierzem idei. Świadomie redukował złożoność świata, prawda miała dla niego wymiar ideologiczny - bynajmniej nie tylko na etapie „dziecięcej choroby stalinizmu” ale i później. Rozumiał skomplikowane konteksty wydarzeń, dostrzegał ich polityczny i ideologiczny wymiar - i właśnie dlatego opowiadał się po jednej ze stron. Zarówno wtedy, gdy strzelał w Angoli, jak i wówczas, gdy pragnął zostać Tłumaczem Kultur - bo Tłumacz to także jedna strona barykady, gdzie po drugiej stoi zwolennik koncepcji nieuchronnej wojny cywilizacji pod rękę z piewcą końca historii.


Domosławski nieźle „namieszał” - odebrał „dobrego, mądrego Ryśka” tym wszystkim, którzy pragnęli go wyprać ze wszelkich politycznych treści. Nie zrzucił go z piedestału, ale - jak trafnie zauważył Paweł Bravo - „przedefiniował wielkość” jego pisarstwa. „Ryśka” nie da się już po lekturze Kapuściński. Non-fiction upupić - jako fajnego faceta, co to się zawsze pochylał nad słabszym, otwierał na Innego, którego kobiety kochały a mężczyźni podziwiali. Oczywiście pozostanie wielkością uniwersalną jako wybitny pisarz, jako polska znakomitość hołubiona na Zachodzie, jako bardzo przenikliwy (momentami) myśliciel. Wydaje się jednak, że diametralnie zmienić się musi wektor ideologicznego odbioru Reportera Stulecia. Czy rację mają zatem ci publicyści, zdaniem których najważniejszy spór o Kapuścińskiego toczy się dziś pomiędzy nową lewicą a starą, liberalną „antyprawicą”?


Pokusa uczynienia z Kapuścińskiego ikony współczesnych ruchów lewicowych jest wielka, ale sprawa nie jest aż tak prosta. Dosięgło go bowiem przekleństwo lewicy „starej” - zupełnie obca była mu nie tylko problematyka feminizmu, gender czy mniejszości seksualnych, ale zdarzało mu się nawet stosować w swych książkach dyskurs neokolonialny. Pomimo deklaracji ideologicznego sprzeciwu wobec europocentryzmu, nieraz nakładał na analizy Afryki czy ZSRR zachodnie klisze, jak choćby te o esencjalnej niezdolności afrykańskich kultur do samorefleksji. Nieakceptowalny dla dzisiejszej lewicy jest też twardy podział na sferę publiczną i prywatną a zwłaszcza praktyka życiowa Kapuścińskiego w tej pierwszej - wzorem „lewicowej” męskości reportera zaangażowanego pozostaje dziś raczej larssonowski Mikael Blomqvist. Kapuściński, mówiąc nieco przewrotnie, zasługiwałby na porządną, feministyczną reedukację - choć należy mieć świadomość uwarunkowań epoki, w jakiej dojrzewał.


Cały ten skomplikowany obraz reportera świadczy o wielkości Domosławskiego. Pokazał on nie tylko Kapuścińskiego z fikcją i bez fikcji. Pokazał także złożony kontekst PRL, w którym ideologia emancypacji klas i narodów łączyć się mogła z szowinizmem a nawet europocentrycznym protekcjonalizmem. Wszystkie te rysy nie przesłaniają pomnika, którym autor Cesarza wciąż pozostaje - choć zmieni się pewnie napis na cokole. Wciąż stoi na nim wielki reporter i pisarz zaangażowany, polityczny drapieżnik, ogarnięty nieustająca pasją rozumienia i zmiany rzeczywistości, alterglobalista i bojownik o lepszy (równy i różny) świat. Nie poznał Lumumby i Che Guevary - ale my dzięki niemu poznaliśmy ich. A dzięki Arturowi Domosławskiemu poznaliśmy wielkość Kapuścińskiego radykalnego, politycznego. Skazy nie zabiją giganta - przydadzą mu za to ciężaru. Aby nie wszystko co stałe, rozpłynęło się w „ogólnie słusznych” abstrakcjach.

Tekst ukazał się w „Gazecie Świątecznej” z 20-21 marca 2010.

Komentarze
Dodaj nowy
Panmik   |20.03.2010 00:17:13
Tak - Domosławski ukradł im Kapuścińskiego ! I to jest piękne, wreszcie postać,
której nie zawłaszczyła łaskawie nam panująca ogólna słuszność. I to chyba ich
najbardziej wkurza :-)
Jestem w trakcie czytania i jak na razie jestem
zachwycony - wywrotowo jest.
kapelusik   |20.03.2010 05:05:59
"Pokusa uczynienia z Kapuścińskiego ikony współczesnych ruchów lewicowych
jest wielka, ale sprawa nie jest aż tak prosta. Dosięgło go bowiem przekleństwo
lewicy starej - zupełnie obca była mu nie tylko problematyka feminizmu, gender
czy mniejszości seksualnych"

Przekleństwo? Mianowicie, że zamiast oddawać
się promocji przeróżnych doznań seksualnych interesowały go bardziej grupy
prawdziwie wykluczonych w Polsce i Trzecim Świecie?

Jestem młodszy niż Pan
Sutowski i większość KryPola, ale dużo bliżej mi (i zapewne nie tylko) do ludzi,
jak to określono, "starej" lewicy, aniżeli do "nowolewicowej"
bananowej modnej młodzieży z Nowego Wspaniałego Świata. Jeżeli Wy macie kiedyś
zasilać kadry tzw. lewicy, to nie pozostanie nic innego jak tylko zostać jakimś
społecznym konserwatystą.
Spokojny   |20.03.2010 07:12:30
Domoslawski ukradl konserwatystom Kapuscinskiego i jednoczesnie nie wzial go do
Nowego Wspanialego Swiata. Bo on i tam by nie pasowal jak to slusznie zauwaza
autor powyzszego tekstu. Kapuscinski krzywdzil swoja zone i swoja corke. Jest to
oczywiste gdy sie czyta te ksiazke. Krzywdzil je poniewaz byl mezczyzna
podniesionym do szescianu - zapatrzonym w abstrakcje, duszacym sie w domu,
zainteresowanym kontaktem z maksymalna liczba kobiet, lubiacym ryzyko i
tworczym. Za tekstem biorafii mozna zobaczyc kolejne pytanie. Czy w ogole
mozliwy jest psychologicznie taki czlowiek, ktory bedzie rownie aktywnym
mezczyzna, rownie tworczym, rownie odwaznym, rownie aktywnym, tak samo oddanym
jakiejs abstrakcyjnej idei a przy tym bedzie poprawnym genderowo monogamicznym
wyznawca ahinsy i nie bedzie zaniedbywal swojej zony i swojego dziecka? Moim
zdaniem to jest co najmniej watpliwe.
Spokojny   |20.03.2010 07:32:23
Kapuscinski opisany przez Domoslawskiego doskonale pasuje do NWS, jako uwiedzony
przez matke i schlostany prze tatke lewicowiec, koninkturalista, odreagowujacy
mitem rewolucji jakies swoje traumy chlopca z dolow choc sam byl na gorze.
Chcialoby sie tylko spytac czy nie jest to ksiazka "najezona mnostwem
falszywych projekcji" pana Artura.
tropa   |20.03.2010 08:16:47
Nie chcialbym zeby pan Spokojny sie zaniepokoil podszywaniem. Nie wiem czy ja
jestem winny bo nie umiem obsluzyc czy system, mam nadzieje ze na lewicowym
portalu uznane bedzie ze system.
naiwnylaik  - Wazeliniarz Sutowski   |22.03.2010 03:13:31
"Cały ten skomplikowany obraz reportera świadczy o wielkości
Domosławskiego" Ten cytat dowodzi niestety tego, że zarónwo Sutowski jak i
Domosławski, to karierowicze dla których nie ma nic niemożliwego ani
wrażliwoście ludzkiej. po trupach będą dochodzić do celu, najlepiej przy
błyskach lamp telewizyjnych. Problem polega jednak na tym, że ani jeden ani
drugi nie dorasta do tematu i tu Żakowski ma rację, brak instrumentów
intelektualnych do obiektywnej analizy tematu, miał zapewne na myśli nie tylko
siebie. Nie spodziewałem się, że Sutowski-nibylewicowiec jest takim
wazeliniarzem, to już przesada, bo tutaj wielkim jest Kapuściński i kropka.
Niestety w społeczeństwach też mamy padlinożerców i tego dowodzi
"książka" Domosławskiego. Oby kiedyś jeden i drugi osiągnęli cokolwiek w
żyiu, ale bez oprotunizmu i układów.
tropa   |22.03.2010 07:25:59
Bardzo podoba mi sie fragment o niemozliwosci rozdzialu na gruncie humanistyki
wspolczesnej podzialu na sfere prywatna i publiczna. calkiem jak za stalina
podzial nie o do utrzymania, wszystko jest polityczne wszystko jest publiczne,
wielki brat patrzy. co to znaczy ze seksualnosci nie ma? bo pan artur nie
napisal o tym ile rychu numerkow zrobil? a moze tez warto sie dowiedziec czy
woli na misjonarza w zgodzie z obmierzlym pariarchatem? jest zestawienie
anonimowej nie wiedziec czemu kobiety seksualnej ktora pochwala sluzaca zone z
imienia nazwiska i adresu za dobra robote. moze jak lewica chce wyzwalac to
siebie wyzwoli a nie innych bo pochylanie sie upokarza czesciej niz wyzwala. a
moze jak wyzwala to niech w zgodzie z podmiotowoscia faktyczna a nie postulowana
i wspomoze realizacje woli wdowy a nie potepi ja za to. moze niech lewica stanie
po stronie kobiety przymusowo wysterylizowanej przez swiatla inteligentke, a nie
zajmie stanowisko przeciwne za pania sroda bo kwestia sterylizacji, aborcji
kontroli urodzin to juz wyuczone reakcje u lewicy ze poprzec trzeba.

a co do
ksiazki to glownie w niej trzeba ratowac pana artura przed arturkiem. jakby
odjac infantylne insynuacje, absurdalny ped do demaskacji, ktory w pierwszych
rozdzialach jest jak z monthy pythona, bylalby to bardzo dobrze napisana ksiazka
o prlu i czlowieku ktory spedzil w nim zycie. nie zadnym drapiezca politycznym,
bo pod tym wzgledem udawadnia sie w tek ksiazce cos przeciwnego, tylko po prostu
reporteze, reprezentancie pewnego pokolenia.
tropa   |22.03.2010 14:49:23
a co do kwesti kto komu zabral, mysle ze jest ona nieslusznie upolityczniania,
gdy stawia sie dwie strony konfliktu miedzy konserwatystami i lewicowcami,
podczas gdy jest tu raczej stary jak swiat konflikt egzystencjalny miedzy
mlodymi nastawionymi na dzialanie i krytyke swiata a starymi ktorzy bardziej
uswiadamiaja sobie swoje uwiklanie w swiecie.fakt, ze czesto sie on pokrywa ze
za mlodu lewicowiec na starosc konserwatysta. ale jesli chodzi o charakter sporu
dotyczy on roznic w egzystencji starca i mlodzienca.

domoslawski przywrocil
kapuscinskiemu mlodosc tak jak przywraca ja kazda biografia. ale ta biografia
jest gruba miala wiele rozdzialow zawierala takze wiek dojrzaly. czy tylko
mlodosc czytac w niej nalezy czy tez jej dalsze czesci?

sam kapuscinski pisal
ze nikt mu nie bedzie grzebal w biografi, starsi panowie burzyli sie przeciw
biografi. gdy jest sie w wieku gdy egzystencja polega na uwiklaniu w swiat,
biografia staje sie rachunkiem sumienia. pytanie czy ktokolwiek chce zeby ktos
mu go robil? moze po prostu starzy nie chca biografii, choc pewnie beda tez
mitomanskie dziadki jak bartoszewski co chca za autorytety robic. kapuscinski
jednak chyba nie chcial tego.

tak tez sie zbiega zyciorys wielu marksistow z
zyciem marksizmu. komunizm byl mlodoscia swiata gdy oni mlodzi byli. ale i oni
sie postarzeli i swiat sie postarzal.nie tylko oni sami przeszli na konserwatyzm
liberalizm z racji wieku, ale wogole refleksja bardziej w kierunku
postmodernizmu szla. kapuscinski nie odszedl tak mocno od lewicowosci jak
kolakowski ale jednak kierunek byl ten sam. czy rzeczywiscie da sie go
przywrocic mlodym lewicowca, ktorzy w marksizmie szukaja swoich inspiracji? to
jak czytac pol biografii.

ten sam post moj sie skasowal wiec jak sie
powtorzy to przepraszam.
mantyka   |22.03.2010 15:34:38
"Dosięgło go bowiem przekleństwo lewicy starej - zupełnie obca była mu nie
tylko problematyka feminizmu, gender czy mniejszości
seksualnych".

Przyznam bez bicia))) już dawno nic mnie tak szczerzenie
rozbawiło. Kiedy pan się zestarzeje i nie będzie już tak młodą lewicą, tylko
nieco starszą, ktoś (może KP?) wyda pana dzieła zebrane - czytając ten fragment
sam pan pęknie ze śmiechu, obiecuję. A na marginesie: czy jeszcze będą kiedyś
czasy, że lewica będzie kogoś reprezentować poza określonymi (lub nie)
orientacjami seksualnymi? Z drugiej strony to jednak prostsze - zając się seksem
niż dokonać pogłebionej analizy spolecznej zakładając, że społeczeństwo dzieli
się tylko podług wieku lub genitaliów. Póki co - życzę dalszych spektakularnych
osiągnięć - z przyjemnością poczytam. Inna sprawa, że jeśli lewicowa refleksja
społeczna nie będzie odbiegać radosnym poziomem od cytowanej przeze mnie na
poczatku - z obrzydzeniem, ale na Korwina-M. zacznę głosować. On kabareciarzem
jest przynajmniej na serio.
blaise   |22.03.2010 16:00:26
"Nie wiem czy ja jestem winny bo nie umiem obsluzyc czy system, mam nadzieje
ze na lewicowym portalu uznane bedzie ze system."
Możesz to uznać za
komunistyczny spisek, tylko jak wytłumaczyć Twoje problemy z obsługą
klawiatury?
"czy rzeczywiscie da sie go przywrocic mlodym lewicowca, ktorzy
w marksizmie szukaja swoich inspiracji?"
Awaria caps locka. A poza tym
można go-Caps Locka przywrócić młodym lewicowcom i prawicowcom. Albo i nie
można. W kazdym razie nie "lewicowcą" ani "prawicowcą". Twoje
błędy byłyby bardziej widoczne, gdybyś używał polskich znaków.
"tylko po
prostu reporteze, reprezentancie pewnego pokolenia."
To już przegięcie. Tu
już nawet przezorne unikanie polskich znaków Ci nie pomaga. Jeśli chce się brać
udział w dyskusji trzeba mieć choćby niewielki kapitał kulturowy, do którego
należy umiejętność posługiwania się ojczystym językiem, a ty go tak kaleczysz,
że Twoje teksty w niektórych fragmentach bywają nieczytelne.
Nie wiem czy można
mówić o różnicy pokoleniowej dzielącej krytyków Domosławskiego i jego obrońców;
Beylin - rocznik 57, Bartoszewski - 22. Czy chcesz powiedzieć, że Beylin
prowadzi egzystencję starca?
Mantyka - polecam całość tekstu, a nie tylko jedno
zdanie.
tropa   |22.03.2010 17:39:29
kapitalu kulturowego nie posiadam podobnie jak kazdego innego dlatego tez moj
glos w tym kapitalistycznym salonie byl nie na miejscu
blaise   |22.03.2010 19:06:56
To chociaż zdradź skąd masz te informacje, o tym kto był uwiedziony przez matkę,
schłostany przez tatkę itp. Może twój kapitał stanowią jakieś teczki osobowe?
haynos   |24.03.2010 15:23:05
Nazywanie Domosławskiego padlinożercą nie jest już nawet przesadą, a czystym
chamstwe - to a propos komentarza "naiwnylaik".
"Skazy nie zabiją
giganta - przydadzą mu za to ciężaru - bardzo mi się to podoba!!! Ksiązka
Kapuścińskiemu nie zaszkodziła, a nam pomogła może choć trochę zrozumieć
Człowieka i Jego czas!
Jarek Kwiecień  - Biografia polityczna Jakuba Bermana   |25.03.2010 05:28:35
A co z biografia Jakuba Bermana autorstwa Anny Sobór Świderskiej? czy jest
niezgodna z jedynie słuszna linia ,linia partii IPN? Czy będziemy mogli
przeczytać recenzje tej publikacji na stronie krytyki politycznej, czy
potwierdza się zarzuty o nieporadności wysuwane przez niektórych historyków?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.03.2010 )
 
następny artykuł »
Generated in 0.88637 Seconds