Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stokfiszewski: Ideowe dylematy sytych Drukuj
Igor Stokfiszewski   
05.09.2007
Gdy pod koniec ubiegłej dekady konserwatywni krytycy i publicyści (przede wszystkim Cezary Michalski) apelowali do autorów prozy o opisanie (nieopisanej ich zdaniem) Polski schyłku PRL-u i okresu transformacji społeczno-politycznej, nie spodziewali się zapewne, że najciekawiej uczynią to społecznie zaangażowani pisarze młodszego pokolenia sympatyzujący z niekoniecznie konserwatywnymi ideami - Mariusz Sieniewicz, Dorota Masłowska, Michał Witkowski, Sławomir Shuty czy Daniel Odija.

Jednak apele te nie pozostały bez echa w środowisku samych postulatorów. I tak po roku 2000 ukształtował się nurt prozy rozrachunkowej uprawianej przez prawicowych publicystów i działaczy. Twórcy, którzy swoją przygodę z fikcją rozpoczęli wcześniej - Bronisław Wildstein i Rafał A. Ziemkiewicz - przypomnieli się czytelnikom kolejnymi książkami. Pierwszy ogłosił drukiem „Przeszłość z ograniczoną odpowiedzialnością” (2003) i „Mistrza” (2004), drugi odszedł od fantastyki socjologicznej, publikując powieść współczesną „Ciało obce” (2005). Inni zadebiutowali w roli prozaików: Cezary Michalski („Siła odpychania”, 2002; „Jezioro Radykałów”, 2004; „Gorsze światy”, 2006), Piotr Zaremba („Palma na suficie”, 2004), Andrzej Horubała („Farciarz”, 2003; „Umoczeni”, 2004).

Obraz literatury ostatnich lat układa się w krytyczną narrację, rzeczywistość Polski pookrągłostołowej ukazywana jest z dwóch perspektyw - prozy zaangażowanej, wyczulonej na sygnały społecznego niezadowolenia płynące ze strony odrzuconych w procesie transformacji, oraz literatury rozrachunkowej, skupionej na moralnym rozliczeniu zwycięzców przemian - obozu postsolidarnościowego i byłych komunistów. Obie podejmują się opisania rzeczywistości, obie mają ambicje realistyczne, a jednak jestem przekonany, że w dłuższej perspektywie to proza zaangażowana znajdzie szczególne miejsce na naszej literackiej mapie.

Skompromitowani, umoczeni… i syci

Literatura rozrachunkowa zajmuje się nade wszystko analizą rozpadu własnej formacji ideowej i pokoleniowej (szczególnie w książkach Michalskiego). Bohaterowie to ludzie urodzeni zbyt późno, by uczestniczyć w pierwszej opozycji demokratycznej, naznaczeni piętnem stanu wojennego i beznadziei końcówki lat 80., kiedy na ślepo angażowali się w akcje bezpośredniego oporu. Po przełomie - obarczeni ideowym bagażem wciąż młodych rewolucjonistów - wkraczają w świat polityki, biznesu, mediów i przekonują się, że jest on jedynie cyniczną namiastką marzeń o moralnym kształcie wolnej Polski.

Biorąc udział w jej budowaniu, mają poczucie własnej nieetyczności, uczestnictwa w spektaklu, gdzie role dawno obsadzono byłymi aparatczykami partyjnymi ubranymi w kostiumy liberalnych socjaldemokratów i antykomunistycznymi żołnierzami, którzy niepostrzeżenie z dysydentów zmienili się w decydentów. Wreszcie się poddają: „Jestem człowiekiem skompromitowanym” - wyzna bohater „Jeziora Radykałów”, niegdysiejszy członek „Partii Klasy Średniej”. „Wszyscy, którzy w tym robią, są umoczeni” - powie szef kampanii prezydenckiej solidarnościowego kandydata z drugiej powieści Horubały.

Kto ponosi winę za to, że Polska nie stała się krainą moralnego ładu? To oczywiste - „były trockista” z pokolenia ‘68, który na zebraniu „Rady Krajowej Partii Klasy Średniej” zapowiedział: „Od dzisiaj inwestujemy w komucha”, dając upust trudno skrywanej chęci do układu z czerwonymi; „Nowaczyk Tradex czy Nowaczyk Enterprise” - wielki biznes powiązany z politykiem lubującym się w drogich szwajcarskich zegarkach, gdzie pracę znajdzie bohater „Ciała obcego”; wreszcie - służby specjalne, u Horubały dodatkowo powiązane z dziennikarzami.

Problem w tym, że bohaterami prawicowej prozy są beneficjenci transformacji - świetnie wykształceni absolwenci filozofii, zarządzania, politologii; dyplomaci („Siła odpychania”), zagraniczni stypendyści („Jezioro Radykałów”), specjaliści od marketingu politycznego („Umoczeni”), pracownicy wpływowych mediów („Farciarz”), audytorzy („Ciało obce”). Kreowane konflikty między ideowością a cynizmem; pokoleniem stanu wojennego i Marca ‘68, snem o kształcie Polski oczyszczonej z postkomunistycznego nalotu i smutną jawą transformacji nie potrafią ułożyć się w dramat. Autorzy błędnie lokują społeczne antagonizmy. By ratować spójność historii, sięgają po gatunki literackie z wyraziście zarysowaną fabułą. Narracjom kryminalno-miłosnym towarzyszy aura depresyjnych wspomnień i światopoglądowych konwulsji. A zaprawdę, nie ma nic mniej wciągającego niż ideowe dylematy sytych. Nic mniej wiarygodnego niż roztrząsanie problemu: dlaczego to nie myśmy stanęli na czele rządu dusz, a choćby i rządu ministrów?

Tymczasem wystarczy skupić się na bohaterach, którzy przegrali w wyścigu przemian, by zobrazować realne konflikty społeczne. Przyjrzeć się terenom popegeerowskim, których mieszkańcy nie są w stanie połączyć wiary w konserwatywny porządek świata z przeczącymi mu zasadami wolnorynkowej konkurencji (Odija). Zajrzeć do nowohuckich blokowisk, gdzie chęć posiadania generowana przez kulturę reklam stoi w konflikcie z biedą (Shuty). Odwiedzić olsztyńskie Zatorze, by obserwować zderzenie ubogiej, zaściankowej prowincji z ekspansywnym kapitalizmem (Sieniewicz). Przyjrzeć się małomiasteczkowemu kultowi historycznych tożsamości, które w świecie miękkiej demokracji stają się bezużyteczne, co generuje gniew (Masłowska). Ukazać społeczne funkcjonowanie różnych wariantów seksualności, które nijak nie chcą skomponować się w prostą partyturę „mężczyźni, kobiety” (Witkowski). Literatura, która chce oddać sprawiedliwość światu, musi trafnie diagnozować społeczne antagonizmy, a autorzy winni wyjrzeć poza horyzont własnego nosa.

Tragiczni biografiści

Proza pisarzy rozrachunkowych jest samolubna. Rozciąga własne melodramaty na obraz całego społeczeństwa. Spory między „namiętnymi kochankami idei” a „byłym trockistą” (Michalski), młodymi gniewnymi, a bon vivantami solidarnościowych salonów (Horubała) dotyczą raptem garstki ludzi z twórcami tej prozy włącznie. Ci zaś pragną uczynić z nich opowieść o całej Polsce, która jednak nie chce się w owym dramacie odnaleźć. Polska rzeczywistość już dawno zaczęła organizować się wokół sporów o ekonomiczne i kulturowe koszta transformacji, nie zaś o ocalenie czy zaprzepaszczenie ideałów „Solidarności”.

Kolejny zarzut, jaki można postawić, to sięganie po anachroniczne języki literackiej ekspresji. Odwoływanie się do własnej biografii w poezji (Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło) i prozie (Krzysztof Varga czy Andrzej Stasiuk jako autor „Jak zostałem pisarzem…”) było podstawowym sposobem mówienia o świecie w początkach ubiegłej dekady. Został on jednak odesłany do lamusa jako forma nieautentyczna. Najpierw biografistykę porzuciła poezja i proza postmodernistyczna (Andrzej Sosnowski, Darek Foks, Marek Bieńczyk, Andrzej Bart) oraz narracje feministyczne (Izabela Filipiak); a następnie poezja sięgająca po język wyobraźni (Roman Honet) czy poetykę neolingwizmu (Jarosław Lipszyc), wreszcie - proza zaangażowana. Powrót do biografistyki budzi poczucie braku wiarygodności, podobnie jak wiersze pisane przez bohaterów książek Michalskiego, posiłkujące się estetyką a la Herbert.

Nie inaczej jest z sięganiem po wyraziste gatunki (kryminał, romans). Są one bowiem wzorowane na klasycznej tragedii, oswojonej już dawno przez kulturę masową. Scenariusze hollywoodzkich superprodukcji korzystają z zasad fabularnych wypracowanych na bazie „Poetyki” Arystotelesa i uchodzą raczej za szczyt sztuczności niż narzędzie analizy świata. Autorzy kryminałów czy romansów nawet nie udają, że mają ambicje realistyczne.

Niektórzy z prawicowych pisarzy urefleksyjniają to zagadnienie. W „Sile odpychania” Michalskiego niemożność zawarcia literackiego paktu z rzeczywistością staje się kolejnym przyczynkiem do poczucia klęski. Jednak inni bezrefleksyjnie skazują swoich bohaterów na papierowy byt.

We władzy ponowoczesności

Jedynie z pozoru mamy tu do czynienia z problemem estetycznym. Po pierwsze - struktura narracji kryminalno-miłosnej, z konfliktem między antagonistą i protagonistą, jednowątkowością wzbogaconą niekiedy o retrospekcje oraz wyjątki eseistyczne (jak u Michalskiego) i logiką nieuchronnie zmierzającą do rozwiązania akcji nie odtwarza w sposób wiarygodny mechanizmów ponowoczesnego świata. Tu dominuje przypadek, aktorzy społecznego spektaklu nie mają zdefiniowanych do końca ról, relacje między nimi są niejasne, cel działań nieodgadniony. I nie jest to wynikiem spisku służb specjalnych.

Po drugie, dostrzegam w tej prozie błędną kalkulację dotyczącą polityki kształtowania naszej kultury. Ignorując czytelniczą świadomość (która już dawno odrzuciła biografizm, realistyczne pretensje kryminałów czy romansów i zanurzyła się w odmętach ponowoczesnego świata), literatura ta skazuje się na nieskuteczność w przekonywaniu do własnych pryncypiów i ocen.

Za przykład niech posłuży koncepcja władzy. W książkach prawicowych autorów władza ma charakter namacalny: leży w rękach polityków, ludzi wielkiego biznesu, właścicieli mediów, albo okazuje się domeną służb specjalnych. „Kto ma informację, ten ma władzę” - artykuł pod takim tytułem napisał Maciek - jeden z bohaterów „Umoczonych”. Władza może też mieć pochodzenie naturalne: „Iris lubiła schodzić na filozofię, cytowała swobodnie mnóstwo autorów i dzieł, by udowodnić, że jedynym gatunkiem człowieka, jaki zasługuje na szacunek, jest człowiek silny. A siła oznacza dominację. Taka jest nasza natura i we wszystkich międzyludzkich relacjach, choć je zakłamujemy od tysięcy lat na wszelkie możliwe sposoby, tak naprawdę chodzi tylko o ustalenie, kto dominuje w stadzie” („Ciało obce”). Jeśli mamy do czynienia z władzą o charakterze boskim (Horubała), to jak z wizji katolickiej: za sprzeniewierzenie się spotyka bohaterów zasłużona kara. Ofiara spełniona, moralitet spuentowany.

Jedynie Michalski wprowadza niejednoznaczne postaci „Pana od losu” i „młodszego brata”. Pierwszy jest iście gnostyckim demiurgiem relatywizującym świat prawd moralnych, drugi rodzajem sumienia, które protestuje, ilekroć bohater chce uciec od zachowania etycznego. Ale to nie „Pan od losu” i nie „młodszy brat” kierują światem tej prozy, lecz logika romansu bądź kryminału.

Nie odnajdziemy prób zdefiniowania o wiele bardziej wpływowej władzy - władzy symbolicznej. Leżąca w rękach dysponentów dominujących przekonań i norm mogących wykluczyć każdego odmieńca jest dużo bardziej wpływowa od tej politycznej czy medialnej.

Autorzy prozy społecznie zaangażowanej doskonale wiedzą, że dowódcami batalii o kształt społeczeństwa są katoliccy mężczyźni i religijne kobiety (co trafnie zanalizował Sieniewicz w tomie opowiadań „Żydówek nie obsługujemy”), heteroseksualiści przekonani o stabilności tożsamości płciowej („Lubiewo” Witkowskiego), że władza symboliczna czai się w normach językowych ujawnia Masłowska w „Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” i „Pawiu Królowej”. Źródeł władzy symbolicznej powinniśmy szukać w romantycznej, ułańskiej religijności, która idealnie komponuje się z szaleństwem i egoizmem polskiego kapitalizmu (tak interpretowałbym nową książkę Witkowskiego - „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej”). W porównaniu z bohaterami tych próz kreacja Kreszczyńskiego z powieści Ziemkiewicza „Ciało obce” - „pedała”, działającego w wielkim biznesie i powiązanego ze służbami specjalnymi, wydaje się dość żałosnym pomysłem na sygnał, kto tak naprawdę rządzi światem.

W gabinecie narcystycznych luster

Jednym z najbardziej skutecznych narzędzi wzmocnienia własnych wyborów ideowych w prozie jest walka o rewizję literackiego kanonu. Pisarze społecznie zaangażowani czynią to, czerpiąc inspiracje z nieoczywistych wzorców. Sieniewicz opisujący wykluczenie symboliczne i ekonomiczne prowincji na przykładzie Warmii i Mazur sięga po instrumenty psychologicznej prozy rosyjskiej (Dostojewskiego i Bułhakowa), reinterpretując jej dominujące odczytania. Witkowski nie wpisuje „Lubiewa” ani w tradycję pisarstwa zachodniego gej/les, ani rodzimego spod znaku Mariana Pankowskiego, Grzegorza Musiała czy Izabeli Filipiak. Poprzez nawiązania ujawnia homoerotyczny potencjał poezji Mirona Białoszewskiego i prozy Tadeusza Brezy. Pisarze ci próbują zdefiniować nowe tradycje własnej prozy.

Tymczasem autorzy rozrachunkowi „pochyleni nad Bobkowskim, Herlingiem” („Siła odpychania”), Mackiewiczem czy Herbertem z rzadka silą się na poważny dialog z tradycją swojej literatury. Wyjątkiem jest tu Michalski, który poszukuje inspiracji filozoficznych i literackich u nieoczywistych autorytetów: od Fryderyka Schillera i Martina Heideggera, po Franza Kafkę, George’a Orwella, Edwarda Stachurę czy francuską literaturę spod znaku powieści-eseju Michela Houellebecqa. Zaniedbywanie odmiennych od własnych doświadczeń kulturowych raz jeszcze przypomina, jak bardzo ci autorzy skupieni są na sobie: na własnej formacji ideowej, własnej biografii, własnej literackiej tradycji, sytuując prozę rozrachunkową w gabinecie narcystycznych luster.

Stanisław Brzozowski, o którym z szacunkiem wypowiadał się Michalski - wzór myśliciela łączącego pasję filozofia, eseisty, publicysty i pisarza - uznawał, że za prawdziwą literaturę winny uchodzić teksty, które niezależnie od gatunkowej proweniencji mają wpływ na społeczne postrzeganie rzeczywistości, zmieniają bieg naszych intelektualnych wyborów, dokonując korekty świata i życia: „Darwin i Marks, Spencer lub Bradley należą w ostatniej instancji do literatury” - pisał w „Głosach wśród nocy”.

Z podziwem przyglądam się prozatorskiej aktywności prawicowych publicystów, którzy dostrzegają w literaturze instrument analizy i oceny rzeczywistości nie mniej skuteczny od polemik prasowych, wystąpień telewizyjnych, wywiadów z ludźmi władzy. Brakuje mi tej wiary w moc pisanego słowa u autorów zaangażowanych, ograniczających się do jednej dziedziny twórczości, przesadnie zapatrzonych w rynek książki, niechętnie ujawniających idee pozaliterackie i wybory światopoglądowe. Jednak nie da się przedstawić wartości organizujących naszą wyobraźnię i pokierować rozwojem społecznych idei, błędnie lokalizując zapalne punkty konfliktów, niefortunnie angażując przezwyciężone języki literackiej ekspresji, izolując się od świata rzeczywistych problemów egoizmem własnych biografii.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 1-2 września 2007.
Komentarze
Dodaj nowy
nebro   |08.10.2007 05:23:22
A Foucault i jego koncepcja władzy?

Jeżeli autorzy nie są w stanie
update’ować się w dziedzinie rozumienia mechanizmów władzy, nie powinni w ogóle
brać się za jej analizę.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.10.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.51243 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273