NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stokfiszewski: Brecht i humanizm Drukuj
Igor Stokfiszewski [fragmenty]   
05.10.2008
3. (o próbie)

Piekarnia
pisana była w latach 1929 – 1930 i nigdy nie przybrała ostatecznego kształtu, a tym bardziej nie znalazła realizacji teatralnej za życia autora. Jej sceniczną wersję opracowali Manfred Karge i Matthias Langhoff na podstawie typoskryptów Brechta (publikowanych we fragmentach po śmierci dramatopisarza na łamach magazynu „Sinn und Form”) i ogłosili drukiem w 1967 roku nakładem wydawnictwa Suhrkamp. Tekst, jakkolwiek tworzony w dydaktycznym okresie twórczości Brechta, nie należy do tego nurtu. Obok Świętej Joanny szlachtuzów jest on próbą przekroczenia teatru „pouczającego”. Taką tezę odnośnie Piekarni znajdziemy m.in. w krytyce Johna Willeta i jakkolwiek pozostaje ona dyskusyjna to trzy fakty przemawiają na jej korzyść: w lutym 1929 roku na łamach „Börsen-Courier” Brecht zgłosił postulaty „teatru filozoficznego”, dając wyraźny sygnał natężenia pracy intelektualnej w celu znalezienia odmiennych od dotychczasowych form teatralnej komunikacji; stąd prawdopodobnie nieukończenie pracy nad tekstem – jego charakter warsztatowy, poszukujący; wreszcie – w tym samym 1929 roku – musical Happy end poniósł klęskę, dając ostateczny sygnał konieczności zmiany strategii teatralnych. Piekarnia pozostaje zatem próbą – esejem o samym tworzywie scenicznym oraz wzajemnej korelacji między tym, co teatralne i tym, co społeczne.

Słowo „próba” ma również swój ściśle teatralny sens: etap przejściowy, dzieło niedokończone. Krytyka zwykła napawać się ideą teatralnego procesu jako niekończącego się karnawału wyłaniania kolejnych sensów. Pozostając jednak wierni Brechtowi, winniśmy dostrzec w „próbie” to, co dialektyczne: jeśli jest ona etapem przejściowym ku dalszym sensom, to stanowi również zapis tez, sytuacji, kontekstów i myśli już osiągniętych. By „próba” mogła być kontynuowana, musi istnieć gros pewników, kierunkujących dalsze poszukiwania.
Piekarnia jako esej otwierać miała inne od „pouczających” rewiry społeczno-teatralnych ekskursji, a zarazem stanowić komunikat, tezę, zapis momentalnych sensów. Ten wymiar „próby” wydaje się dużo bardziej pociągający niż egzotyczna teozofia wyłaniania się tajemnic, dysymilacji komunikatów scenicznych, całego tego cyrku niemożności wypowiedzenia prawdy.

5. (o geście)

„Gest przebicia sztyletem, stwarza sztylet” - pisał Jean-Paul Sartre o brechtowskiej estetyce teatralnej ascezy. Figura „gestu” przepełnia praktykę epickiego teatru, ma złożoną podbudowę teoretyczną i konsekwencje w sferze scenicznej lektury. Ale słowo „gest” posiada także inne znaczenie, które w kontekście dramatu Piekarnia rozbłyska odmiennym światłem. „Mieć gest”: być hojnym w sposób irracjonalny, być skłonnym do natychmiastowej reakcji na nędzę – oto prawdziwy filantropijny chique naszych czasów! Owe bankowe konta, na które możemy przelewać pieniądze, by pomóc tym, którym pomóc się nie da, dobroczynne bale, megatony fundacji, stowarzyszeń, hektolitry charytatywnej krwi płynącej przez świat, sms-y, mms-y, specjalne edycje rozrywkowych show, uświetniane przez celebrytów, których wygrane przeznaczone zostaną na wsparcie… Właśnie tak rysuje się system hojnego współczucia pokrzywdzonym „przez los”. Tak właśnie empatia nabiera wymiaru ruletki z kapitalizmem. Mamy moralną satysfakcję z bycia dobrymi, nie wymagając, by organizacja świata, generująca niesprawiedliwe rozwiązania w sferze życia i nadziei przemyślała swoje własne założenia. Jeśli cokolwiek powstrzymuje nas przed budową fundamentów świata opartego na współczuciu, to właśnie… współczucie, hojny „gest”, odruch serca.

6. (o humanizmie)

„Inteligencja (…) przeraża ludzi pieniądza,
zawsze wolą od niej serce:
od humanizmu wolą humanitaryzm”
André Gisselbrecht, Brecht i dobroć, przeł. Anna Wolicka

Oto jest zdanie-klucz do sztuki Bertolda Brechta pt. Piekarnia. Spróbujmy je rozszyfrować. Czym jest „inteligencja”? Świadomością, znajomością rzeczywistości społecznej, rozeznaniem w stosunkach międzyludzkich, uzależnionych od ram aktualnego sposobu organizacji życia indywidualnego i zbiorowego: dominujących sądów kulturowych, ekonomicznych, społecznych, religijnych, politycznych. „Serce” to rzecz jasna odruchy współczucia, empatii, wielkoduszności, tzw. człowieczeństwa, odruchy, które każą nam w nas samych widzieć istoty moralne, pełne dobroci. Tak, jak sądzę, Gisselbrecht rozumie „humanitaryzm” - jako etyczny kodeks „współodczuwania”, który generuje emocjonalne odruchy niesienia pomocy.

Skąd zatem owa opozycja (między humanitaryzmem i humanizmem)? Cóż złego znajdujemy w humanitaryzmie? Wreszcie – czym jest brechtowski humanizm, a może humanizm w ogóle? „Oszustwo humanitaryzmu” (określenie Gisselbrechta) polega na fałszu współczucia: mamy moralną satysfakcję z bycia dobrymi, nie  wymagając, by organizacja świata, generująca niesprawiedliwe rozwiązania w sferze życia i nadziei przemyślała swoje własne założenia. Współodczuwanie jest stałym elementem demokracji wolnorynkowej, nie jest natomiast jej fundamentem. Brecht stawia przed nami skrajne postulaty: aby zbudować świat ufundowany na współodczuwaniu, powinniśmy odrzucić jego aktualne kształty, odrzucić dobroć jako odruch, empatię jako środek osiągania moralnej satysfakcji, odrzucić liberalne współczucie jako „gest”.

Czym zatem byłby humanizm Brechta? Przypomnijmy zdania Rolanda Barthes’a: „możliwość ulepszenia Natury i przekształcenia świata; [4] konieczną współzależność środków i sytuacji; [5] przechodzenie dawnych konfliktów »psychologicznych« w sprzeczności historyczne, które jako takie podpadają pod władzę człowieka i mogą być przez niego korygowane”. Punktem wyjścia jest wiara w człowieka jako istotę zdolną do kreowania mechanizmów rzeczywistości, w jakiej przyszło mu żyć, będąca zarazem krytyką intelektualnego nihilizmu, który każe nam odmawiać nam samym możliwości kontrolowania oraz zmiany wszystkich współrzędnych świata (życia, ekonomii, polityki, natury) za sprawą kategorii quasi-religijnych: losu, destynacji, boga, nieubłaganych praw ekonomii. Punktem dojścia zaś – pozytywna utopia prawdy: społeczeństwo oparte na dobroci jako warunku sprawiedliwości, prostej jasnej sprawiedliwości współistnienia. Credo humanizmu Brechta znajdziemy w (nomen omen) Kredowym kole: „Wszystko na ziemi winno należeć do ludzi, którzy mają serce”.

Jak przezwyciężyć „oszustwo humanitaryzmu”? „Humanizm nie może polegać na maskowaniu antagonizmów; nie ma dobroci tam, gdzie są oszukiwani” - pisze Gisselbrecht, definiując stanowisko autora Piekarni za pomocą kategorii „humanizmu walczącego”. Jest ono oparte na trzech podstawach: (1)„inteligencji” (nauce, wiedzy), która pozwala nam rozeznać się w świecie i znaleźć jego fałszywe momenty – praktyki, stawiające barierę w dążeniu do społecznego dobra; (2) działaniu („czynnej stronie wielkoduszności”, jak pisał Brecht w Dniach Komuny) – nieustannej pracy na rzecz sprawiedliwej wspólnoty. Ale zasadniczym punktem wyjścia do rozpoczęcia „walki” o humanizm jest  „trzecia sprawa”: (3) wypowiedzenie „bezlitosnej prawdy”. Musi dokonać się ów gest performatywny doprowadzający logikę „oszustwa humanitaryzmu” do kresu możliwości. Musi pojawić się podmiot, który wypowiada wszelkie konsekwencje współczucia jako „gestu”, odruchu, ujawniając jego fałsz. Czy będzie nim Meyer – istny lewacki bojówkarz wszczynający rewolucję? Mascher – bezrobotny cwaniak, który potrafi wszystko załatwić i każdego zrobić na cacy? A może któryś z „gigantów”: twardych facetów z kapitałem i bezczelnością? Nie. W Piekarni podmiotem owym Brecht czyni starą, zrzędliwą, wredną mieszczkę, która dotychczas (jak sądzę) nie zajmował należnego jej miejsca w panteonie rewolucyjnych herosów: Panią Januszkową.

7. (o Januszkowej)

MEYER
To jeszcze 32 marki dla pani, pani Queck. I meble dostanie pani z powrotem.
PANI QUECK
Mam 32 marki, panie Meyer, to więcej niż mogłam się spodziewać.
MASCHER
Widzi pani, pani Queck, nie wolno tracić nadziei, zawsze się jakoś ułoży.
PANI QUECK
Bóg nie opuszcza swoich owieczek, panie Mascher.
BEZROBOTNI I LOKATORZY (śpiewają i tańczą)
Cud się stał! Najbiedniejszy
Otrzymał szansę.
PANI JANUSZKOWA
Cud! Gdzie dwóch bogaczy się kłóci
Tam biedny korzysta! Jakby się olbrzym zesrał ze strachu
Na samym środku placu i oto dał się słyszeć przedwczesny lament
Trafionych gównem. A tymczasem gdy nadszedł ranek
Okazało się, że na tym gównie można zarobić.

(B. Brecht, Piekarnia, przeł. Monika Muskała)

Fragmenty tekstu towarzyszącego spektaklowi Piekarnia Bertolta Brechta w reż. Wojtka Klemma i dramaturgii Igora Stofiszewskiego (Teatr Stary, Kraków, premiera: 20 września 2008).

{youtube}6NfbvFD2wzk{/youtube}


Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.10.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.74825 Seconds