Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Stokfiszewki: Lektury dla pokolenia www |
|
|
Igor Stokfiszewski
|
|
10.10.2007 |
Właśnie ruszył projekt edukacyjny „Wolne lektury” wymyślony przez
Fundację Nowoczesna Polska. Ma on na celu darmowe udostępnienie uczniom
i nauczycielom lektur szkolnych z pomocą internetu. Nie chodzi jednak o
zamieszczenie w sieci „Pana Tadeusza” czy „Trylogii”. We współpracy z
Cyfrową Biblioteką Narodową polona.pl, zajmującą się digitalizacją
klasyki literatury polskiej, działacze Fundacji przekształcają dzieła
Kochanowskiego czy Fredry w teksty, umożliwiając operowanie na nich
on-line: zaznaczanie motywów literackich, charakterystyk postaci,
najważniejszych fragmentów fabularnych, robienie notatek, przypisów
itp. W przypadku mniejszych utworów (wierszy, krótkiej prozy) możemy
mówić o zastąpieniu medium papierowego – elektronicznym. Gdy mowa o
powieściach, te udogodnienia przydają się raczej przy powtórkach,
przygotowaniach do egzaminów, niemniej pozostaje kwestia darmowego
dostępu do tekstu, który można też będzie wydrukować. Co istotne,
wszystko to czynione jest z pomocą narzędzia Wiki, które (na wzór
Wikipedii) umożliwia stworzenie społeczności nauczycieli mogących
wspólnie pracować, wymieniać się doświadczeniami pedagogicznymi,
scenariuszami lekcji itp.
Projekt jest odpowiedzią na postępującą informatyzację młodzieży
szkolnej, a co za tym idzie – zmianę czytelniczych nawyków i coraz
mniej chętne sięganie po lektury w postaci książkowej. Drugim istotnym
impulsem są naciski płynące ze strony klasy politycznej, nieliczącej
się z opiniami pedagogów przy formułowaniu programów edukacyjnych;
wreszcie – presja rynku, który nie ma w zwyczaju obniżać cen materiałów
edukacyjnych. Nie trzeba dodawać, że inicjatywa ta znosi jeden z
fundamentalnych argumentów przeciw czytaniu: „bo nie było w bibliotece”.
Docelowo na stronie internetowej www.wolnelektury.pl
mają znaleźć się wszystkie książki omawiane w szkołach. Cel szczytny;
chęci, zarówno po stronie koordynatorów projektu, jak i nauczycieli,
którzy już biorą w nim udział, nie zabraknie; środki, pod warunkiem, że
nie ustanie wsparcie donatorów, powinny się znaleźć – a jednak nie
wszystkie lektury zostaną udostępnione. Powód? Brak spójnej wizji
uregulowań prawnych dotyczących rozpowszechniania dziedzictwa
kulturowego w kontekście wolnego rynku i dynamiki technologii
informatycznych.
Im większy mamy dostęp do wytworów kultury dzięki rozwojowi sieci www,
tym bardziej restrykcyjne stają się przepisy regulujące ich
rozpowszechnianie w Polsce. Możemy poprzez internet zwiedzić paryski
Luwr, ale nie wolno nam przeczytać wiersza Czesława Miłosza. W
antologii książkowej przywołanie utworu jest cytacją, w sieci – publikacją. Polskie regulacje powstałe po '89 r. inspirowane były
zmianą sposobu myślenia w kierunku prywatnej własności (w tym – własności intelektualnej). Wykreowały rynek księgarski i pozwoliły
niektórym autorom utrzymywać się z pracy umysłowej – niestety, kosztem
zaistnienia sytuacji, w której lwia część dorobku kulturowego nie może
być rozpowszechniana w najbardziej egalitarnym medium bez zgody
spadkobierców, wydawców czy innych dysponentów praw autorskich (np.
ZAiKS-u). Można to zrozumieć, gdy mowa o autorach żyjących, tekstach,
które mają jeszcze czas, by wejść (lub nie) do obiegu edukacyjnego.
Gorzej, że w analogicznej sytuacji są klasyczne teksty, tworzące kanon
XX-wiecznej literatury polskiej, a w przypadku Miłosza, Kapuścińskiego
czy Lema – światowej.
Od roku 1952 do 1994 okres ochrony praw autorskich wynosił 25 lat po
śmierci autora, potem – 50. Prezentem na nowe millennium, który polska
literatura otrzymała od parlamentu, było przedłużenie tego okresu do
lat 70. Na tym nie koniec: po wygaśnięciu praw do utworów zmuszeni
jesteśmy płacić za ich używanie, rozliczając się kwartalnie z Funduszem
Promocji Twórczości, zwanym również „Funduszem Martwej Ręki”:
zarządzany przez państwo, teoretycznie ma się zajmować wspieraniem
rozwoju kultury literackiej i artystycznej, w praktyce – jest studnią
bez dna, w której ginie każda złotówka.
Bruno Schulz poniósł śmierć w 1942 r. Zgodnie z powojennym prawem od
1968 r. jego dorobek stał się własnością powszechną i nie objęła go
ustawa z 1994 r. (wydłużony okres ochronny w przypadku tego pisarza
upłynął dwa lata wcześniej). Ale od roku 2000 jego pisarstwo znów
zostało wspólnocie odebrane. Prawa autorskie wygasną w 2012 roku. To
niedługo, ale już rok 2075 powinien przemówić nam do wyobraźni: wtedy
do domeny publicznej trafią utwory Czesława Miłosza. Za 68 lat!
Fundacja Nowoczesna Polska przy pomocy projektu „Wolne lektury” nie
dąży do przekonania opinii publicznej, że własność intelektualna w
przypadku dzieł artystycznych jest niekorzystna z punktu widzenia dobra
publicznego i stoi w sprzeczności z koncepcją globalnej wymiany idei.
Takie stanowisko to piosenka przyszłości. Cel na dziś jest dużo
skromniejszy: chodzi o to, by uczniowie wszystkich szczebli edukacyjnej
drabiny uzyskali darmowy dostęp do książek należących do kanonu
literatury, książek opracowanych przez społeczność nauczycielską i
zaprezentowanych tak, by były łatwiej przyswajalne dla kurczącej się
grupy miłośników liter.
By ten cel został osiągnięty, niezbędne jest natychmiastowe
rozszerzenie możliwości publikowania utworów przeznaczonych do celów
edukacyjnych na internet, następnym krokiem – przemyślenie, jak długo
logika rynkowa dyktować ma zasady rozpowszechniania naszej sztuki,
literatury, teatru. Byśmy, przebrnąwszy przez busz banerów reklamowych,
już dziś mogli zobaczyć na ekranie komputera słowa: „W lipcu ojciec mój
wyjeżdżał do wód”…
Tekst ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” z 28 września 2007.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...