NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sojusz lewicy z PO to kiepski pomysł Drukuj
Sławomir Sierakowski   
18.11.2006
Wybory minęły, PiS choć trzyma się mocno, to już chyba uświadomił sobie, że walka z enigmatycznym złem sprawdza się we „Władcy Pierścieni”, ale nie w polskiej polityce. Mimo to w ofercie koalicji samorządowych złożonej przez Jarosława Kaczyńskiego Platformie Obywatelskiej chodzi raczej o skomplikowanie sytuacji partii Donalda Tuska, niż wyrażenie woli rzeczywistej współpracy.
 
Wniosków, które wyciąga z zaistniałej po wyborach sytuacji Kaczyński, nie umie wyciągnąć niestety Marek Borowski, więc wdaje się handle z niespecjalnie zainteresowaną nimi PO, czym szkodzi formacji, którą reprezentuje. Kaczyński wyciągając rękę do PO, odbiera jej możliwość usprawiedliwienia potencjalnej koalicji z Centrolewem tym, że nie było innego wyjścia. Na podobny ruch „wpuszczenia PO” powinien zdecydować się Centrolew. Bo chęci władzy nie da się przykryć niewiarygodnymi w ustach polityków aspirujących do odgrywania roli lewicy hasłami odsunięcia złego PiS od władzy. Od PiS-u niech się lepiej politycy Centrolewu uczą, jak przywracać do zdominowanego przez neoliberalizm dyskursu publicznego tematy takie, jak los pokrzywdzonych przez transformację czy szkodliwy monetaryzm Banku Centralnego. Niech nauczą się także, że lepiej mieć duży antyelektorat i niechęć liberalnych mediów, a dysponować za to wyrazistym programem i wiarygodnością, niż miotać się raz w jedną, raz w drugą stronę. Polacy nie urodzili się „genetycznymi patriotami” wbrew przekonaniom posła Suskiego, duża część z nich dała się za to przekonać, że jest nimi. Polityka na dłuższą metę to bowiem przekonywanie obywateli do programu, a nie dostosowywanie programu do wyimaginowanych opinii. Politycy PiS-u nie budowali przekazu pod sondaże opinii publicznej, i dlatego wygrali Sejm i prezydenta oraz nie przegrali z kretesem ostatnich wyborów, mimo niespotykanych dotąd nadużyć władzy i towarzyszącej temu ostentacji. Bo nawet ci, którzy nie podzielali poglądów braci Kaczyńskich, to w nich dostrzegli ludzi suwerennych i dysponujących całościowym pomysłem na przyszłość.
 
Zdradliwą iluzją jest przekonanie, że Centrolewowi bliżej jest do PO niż do PiS. Z punktu widzenia lewicy obie te formacje różnią się niewiele, a już na pewno niewiadomo, dlaczego to fundamentaliści rynkowi z PO mieliby być bliżsi lewicy niż fundamentaliści religijni z PiS. Niestety wydaje się, że chodzi po prostu o władzę, choćby jej odrobinę. Żałosne starania o szybkie skonsumowanie niezłego wyniku wyborczego, mogą skazać w dłuższym okresie Centrolew na wegetację, co najmniej na stały pobyt w drugiej lidze. Ostatecznie pogrzebie on swoje szanse na zbudowanie sobie lewicowej tożsamości. Pamiętajmy, że samo SLD oparte było na braku programowej tożsamości, a po mechanicznym na razie połączeniu z trzema innymi podmiotami, ten problem się tylko powiększył. Brak wyrazistej linii programowej skutkuje defensywnością Centrolewu, który nie potrafi być inicjatorem debat publicznych. Zachowuje się chwiejnie, ogląda się na innych, nie potrafi odważnie zaatakować, bo i nie wie jak i w jakiej sprawie. Widzieliśmy to w czasie ostatniej dyskusji o prawie do aborcji, gdy SLD było w stanie jedynie powtarzać nieprawdziwy i nieadekwatny do idei lewicy slogan o kompromisowości dotychczasowej ustawy antyaborcyjnej. Zamiast więc odróżnić się od PO i PiS, Sojusz wolał przestraszony i niepewny stanąć z nimi w jednym szeregu kosztem praw kobiet. To nie tylko odrzuca od tej formacji osoby o głęboko zakorzenionych lewicowych poglądach, ale i wszystkich innych potencjalnych wyborców, którzy widzą w tym tchórzostwo i brak zasad.

Jeśli do Centrolewu nie trafiają argumenty z porządku wartości, to jego przyzwyczajeni do dawania pierwszeństwa pragmatyzmowi politycy powinni wyciągnąć wnioski z wyniku ostatnich wyborów. Nastąpiło w nich przesunięcie elektoratu wzdłuż partii. PiS stracił ogromną część swoich centrowych wyborców na rzecz PO, ale odebrał prawie tyle w prawicowych wyborcach od LPR i Samoobrony. Innymi słowy, PiS ma dziś bardziej prawicowy elektorat niż wcześniej. A zarazem bardziej socjalny, czyli taki, który uwierzył w konserwatywno-populistyczne wyjaśnienia swojej trudnej sytuacji materialnej. Centrolew ma zatem większe niż PO możliwości odbierania wyborców PIS, pod warunkiem, że będzie prawdziwą socjaldemokracją, a nie liberalną postkomuną, znaną nam z lat wcześniejszych. Wejście w koalicję z PO to w efekcie utrwalenie popularności PiS-u właśnie w tej części społeczeństwa, której bronić przed rynkiem powinna lewica. Utrwalenie również ideologii IV RP, która jest konserwatywno-populistycznym ersatzem wobec braku wizji lewicowej alternatywy dla niesprawiedliwej społecznie III RP. Zaś liberalnego elektoratu Centrolew nie zabierze już Platformie, bo ten zawsze będzie wolał PO od swojej mniej wyrazistej kopii.

Jeśli dalej politycy Centrolewu nie rozumieją, że powinni trzymać się od Platformy z daleka, to niech prześledzą losy największego wygranego i największego pokonanego tych wyborów. Stoją bowiem właśnie przed takim rozdrożem: powtórzyć los LPR, albo PSL. Liga decydując się na sojusz z PIS, prawie przestała istnieć. Wyborcy przerzucili swoje głosy na silniejszego z dwóch podobnych do siebie kandydatów. Zaś partia Waldemara Pawlaka umiała powstrzymać się od szybkiego zdyskontowania swojej doraźnie korzystnej sytuacji, gdy PiS szukał sojuszników i jest dziś wygrana. Walka idzie bowiem o to, kto będzie zyskiwał na stratach PiS. Niech Centrolew przyjrzy się, jak Pawlak umiał ustawić partię tak, aby szli do niej zniechęceni wyborcy Leppera. Konsekwencja i długofalowe działanie przynosi widać większe korzyści w polityce niż łapczywe zbieranie ochłapów. Ludowcy na jakiekolwiek porozumienie – blokowanie z PO – zdecydowali się dopiero wtedy, gdy oczywiste było, że przyniesie to pozytywny efekt. Tu zagrożenie marginalizacją słabszej strony porozumienia było z natury rzeczy mniejsze, bo ludowcom w walce o wiejski elektorat PO nie mogło zaszkodzić.

Kolejny oczywisty argument na rzecz wstrzemięźliwości wobec dogadywania się z Platformą, to „szczęśliwa izolacja” – od władzy i od zagrożenia zniknięciem ze sceny publicznej - w jakiej znalazł się Centrolew. Nawet w koalicji z silną PO realnej władzy będzie niewiele. Lepiej poczekać i dać zgrać się Platformie. „Od dołu” Centrolew też nie jest zagrożony. Te kilkanaście procent wydaje się trwałe, więc nie trzeba się desperacko szamotać. Marek Borowski jeszcze na dobre nie wrócił do wielkiej polityki – przypomnijmy, że na dziś jest tylko radnym – a już zabiera się do sprzedaży Niderlandów. Centrolew zamiast poddawać się ambicjom jednego ze swoich liderów, powinien wykorzystać ten czas kilku lat na nabranie politycznej spoistości.

Centrolew pod przywództwem Wojciecha Olejniczaka niewątpliwie odniósł sukces. Olejniczak konsekwentnie realizował strategię budowy Centrolewu i doprowadził do tego, że ofensywa prawicy została zatrzymana zanim dwie partie PiS i PO zajęły całą scenę polityczną. Centrolew jest dziś trzecią siłą i zamiast łypać okiem, gdzie tu wyrwać jakieś stołki, niech się zajmie wewnętrzną przebudową. Dobrą okazją do tego może być proces dalszej unifikacji centrolewicy. Olejniczak powinien urealnić swoje przywództwo. Nie da się prowadzić sprawnej polityki, dobierać właściwych ludzi na właściwe miejsca, dbać o jakość list wyborczych wbrew lokalnym koteriom, jeśli się nie ma w partii takiej sytuacji jak Donald Tusk albo Jarosław Kaczyński w swoich. Potrzeba też usprawnić struktury partii i jasno zdefiniować na zewnątrz i do wewnątrz linię programową. I latami pracować na przekonujący i dobrze skonstruowany przekaz.

Fundamentalną sprawą jest stworzenie mechanizmów kreowania nowych elit, wyłaniania najlepszych i przyciągania nowych. W tych wyborach w wielu miejscach bowiem wystawiono zgranych działaczy – lokalne gwiazdy jeszcze poprzedniego reżimu, zaś takie nadzieje lewicy jak Michał Syska, który zrezygnował z pierwszego miejsca do sejmiku w województwie dolnośląskim, gdy zaczęto wycinać „nowych” w interesie „starych”, wycofał się i założył własny komitet. Przegrał, ale przynajmniej publicznie obnażył słabości Centrolewu. Głównym problemem dalej są zgrane kadry i brak nowych twarzy.
 
Pomysły PiS-u, aby zwiększyć kompetencje wojewodów i zaopatrzyć ich w możliwość weta w sprawach wydawania unijnych funduszy pokazują, że prawdziwa stawka także w wymiarze Polski lokalnej idzie o centrum władzy. O parlament. Nie mają sensu więc uzasadnienia Marka Borowskiego, że samorządy i władza centralna to dwie różne polityki. Polityka jest jedna i Centrolew może mieć twarz lewicy, albo tylko źle przyklejoną maskę, która prędzej czy później odpadnie. Jak się bić z Platformą o przywództwo na opozycji, jeśli jest się z nią w koalicjach lokalnych? Jak podkreślać zasadniczą odrębność i promować swój program? A jeśli nie ma zasadniczej odrębności, to po co Polakom taka lewica?

Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 18 listopada 2006.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.11.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.61910 Seconds