|
Rz: Jak pan ocenia szanse nowej inicjatywy na lewicy?
Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”:
Przypuszczam, że zakończy się niczym. Nie ma tam prawdziwej energii ani
pomysłu. To raczej zawodowi politycy, którzy chcą dociągnąć do
emerytury. Jeśli pamięta pani taki gag u Barei: „Mój mąż z zawodu jest
dyrektorem”, wie pani, o co chodzi.
Marek Balicki mówi, że jeżeli nie oni, to ktoś inny założy nową formację, bo na lewicy powstała próżnia.
To
prawda, widać, jakim zainteresowaniem cieszy się każde działanie
„Krytyki”, co dowodzi ogromnego zapotrzebowania na lewicę w Polsce. Nie
mam wątpliwości, że ambitna i silna lewica powstanie. Dziś jednak żadna
nowa inicjatywa partyjna, ani na lewicy, ani na prawicy, nie ma szans.
Istniejące partie mają bowiem zbyt dużą przewagę ekonomiczną dzięki
dotacjom z budżetu państwa. Zresztą ten brak konkurencji skutecznie
demoralizuje obecnych graczy. Mamy do czynienia ze sztucznym
przedłużaniem politycznego istnienia coraz bardziej zgranych i
anachronicznych polityków.
A czy SLD i SdPl mają szanse na wyrwanie się z marginesu sceny politycznej?
Nie
wróżę kariery ani jednej, ani drugiej formacji. SLD jako partia
postkomunistyczna jest reliktem okresu transformacji. Gdy skończyła się
transformacja, stracił wiatr w żaglach. Dziś główny spór polityczny
toczą inni aktorzy, a SLD wrócił do postkomunistycznych korzeni. To
nawet rozsądne na krótką metę, bo lepsza jest taka tożsamość niż żadna.
Ale też nie daje pola manewru czy możliwości ekspansji.
A jeżeli będzie prowadził zręczną politykę? SLD odgrywa w Sejmie rolę języczka u wagi…
To
za mało, a i tego SLD nie umie wykorzystać. Weźmy ustawę medialną:
gdyby Sojusz poparł PO np. za podniesienie płacy minimalnej albo inną
istotną własną ustawę, udowodniłby, że jest lewicowy, ma program i wie,
jak go realizować, nawet będąc małą partią opozycyjną. To handel
polityczny, ale przejrzysty i zrozumiały dla wyborców. Tymczasem
posłowie lewicy wstrzymali się od głosu. Taka postawa nie jest ani
skuteczna, ani zrozumiała dla wyborców.
Prezydent Lech Kaczyński uważa, że z SLD można współpracować, a 30-letniego Napieralskiego trudno oskarżyć o postkomunizm.
Postkomunizm
to reprezentowanie życiorysów, a nie idei lewicowych. Nie ma znaczenia,
czy politykę taką realizuje 30-latek czy ktoś starszy. Bracia Kaczyńscy
są zaś bezwzględnymi graczami i dla realizacji swoich celów, mogą nawet
umizgiwać się do elektoratu postkomunistycznego.
Wywiad ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 27 sierpnia 2008.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...